zbierałam się kilka dni by napisać do Was e-mamy, ale po dzisiejszej wizycie w MOPS-ie nie widzę dla siebie innego wyjścia.
Opiszę Wam naszą sytuację:
Jesteśmy z Gdańska, w grudniu oboje straciliśmy pracę, ja legalną, mąż po prostu przez zimę, która zamroziła mu budowę

Grudzień i styczeń jakoś przetrwaliśmy z pomocą rodziny. Miałam nadzieję, że szybko znajdę pracę, więc nie myślałam o zgłaszaniu się po pomoc do MOPS-u.
Pod koniec stycznia zaczęłam tracić nadzieję i wówczas też zaczęłam gromadzić dokumenty. Nie jest to łatwe w naszym przypadku, ponieważ jesteśmy zameldowani u moich rodziców i musielibyśmy jeździć do Tczewa, a wiadomo, że takie przejazdy kosztują.
Osoba, z którą mieszkamy (oficjalnie za opiekę, nieoficjalnie 1000 zł/m-c, czego od 2 m-cy nie płacimy

) zameldowała nas u siebie 31 stycznia. Wtedy ruszyłam z kopyta: pierwsze kroki do pośredniaka i pierwszy kop w żołądek - muszę pojechać do Tczewa, żeby tam się wyrejestrować i na nowo zarejestrować w Gdańsku. Na pytanie czy okres 90 dni karencji (umowę mam rozwiązaną za porozumieniem stron) będzie się liczył od daty rejestracji w Tczewie, czy na nowo, Pan stwierdził, że nie wie

No nic, stwierdziłam, że załatwię może sobie chociaż zasiłek rodzinny - nic bardziej błędnego. Z racji tego, że oficjalnie 31 stycznia zmieniliśmy adres musiałam przenieść się do innego Urzędu Skarbowego, to spowodowało, że zaświadczenie do MOPS-u do rodzinnego będę mogła mieć dopiero za tydzień

Pani w MOPS-ie na Chłopskiej (bo tam należymy) na spotkanie zażyczyła sobie:
- kwit, że wystąpiłam o zasiłek rodzinny (brak, muszę czekać)
- zaświadczenia z ZUS o niepobieraniu świadczeń emerytalno - rentowych (tu sukces, Pani była tak miła, że wypisała od ręki)
- listę firm do których składaliśmy CV (to też mam przygotowane)
Poradźcie dziewczyny, czy iść tam (do MOPS-u) i się uprzeć żeby mnie przyjęła, czy cierpliwie czekać nie mając środków do życia, aż dostanę te kwity ze skarbówki??
Nie mam już siły na walkę z tym wszystkim.
Jedyne co udało mi się załatwić to obiady w szkole dla synka (6-latek). Obiady są z Caritas. Oczywiście do nich również zwróciłam się o pomoc, ale mnie olali i to dosłownie - wypełniłam formularz na ich stronie, mieli się odezwać w ciągu 3 dni, minęło 1,5 tygodnia i echo
Przepraszam, jeśli wydam Wam się jakaś niezaradna, ale ja pierwszy raz jestem w takiej ciężkiej sytuacji. Od skończenia szkoły praktycznie cały czas pracowałam, nie miałam większych przerw, nie musiałam prosić o pomoc.
Wysyłam do Blanki nasze decyzje z UP, innych dokumentów póki co nie mam