Szanowni Państwo a w zasadzie bardziej Panie;
Frapuje mnie problem gdyńskich przedszkoli w aspekcie ich dostępności,
sensowności sieci, pomysłu na grupy 5 i 8 godzinne, elastyczności godzin
funkcjonowania, a także kryteriów przyjmowania dzieci do przedszkoli.
Jako radny, członek Komisji Oświaty, uważny obserwator i słuchacz oraz tata 3-
letniej córki mam szereg wątpliwości.
Pozwolę sobie tu wkleić fragment moich rozważań z blogu, bo tak właśnie myślę
jak napisałem.
"Jaki jest problem? Ja definiuję go tak:
Po pierwsze: w niektórych częściach Gdyni brakuje miejsc w przedszkolach i to,
że w skali miasta jest ich wystarczająca liczba, nie rozwiązuje problemu.
Dowożenie dziecka np. z Dąbrowy (gdzie brakuje miejsc dla maluchów) na Obłuże,
jest oczywiście technicznie wykonalne ale przeczy zasadom zdrowego rozsądku i
cieszy jedynie koncerny paliwowe.
Po drugie: niektóre z kryteriów przyjmowania dzieci do przedszkola są co
najmniej dziwne, na przykład pierwszeństwo dla obojga rodziców pracujących.
Wynika z tego, że traktujemy przedszkola bardziej jako żłobki dla większych
nieco dzieci a nie jak placówki, w których dzieci się uczą, rozwijają
społecznie, poznają nowe umiejętności. Bezrobotna mama zatem nie ma z kim
zostawić dziecka (do przedszkola nie - bo pierwszeństwo mają pracujący,
opiekunka nie - bo bezrobotni z reguły mają problem z zapłaceniem komuś ze
swoich nieistniejących lub szczątkowych dochodów) i snując się z nim, chodzić
ma do PUP zgłaszając po raz n-ty gotowość do podjęcia pracy, ewentualnie
stawiać się z nim ma rozmowach kwalifikacyjnych, co, jak każdy z nas
podejrzewa, radykalnie zwiększy jej szanse na zdobycie posady
Po trzecie: dokumentowanie zatrudnienia w różnych przedszkolach jest różnie
definiowane: w jednych można nałgać jak należy, wpisując co się chce i
trzepocząc rzęsami, w innych należy stawić się ze stertą kwitów i zaświadczeń.
Po czwarte: w niektórych przedszkolach nie uruchamia się grup 5-godzinnych dla
najmłodszych dzieci. To ciekawe - pani prezydent na komisji mówi mi, że
nieporozumieniem jest wysyłanie 3-letniego dziecka do przedszkola (pójście na
łatwiznę, mama powinna z nim siedzieć cały dzień i np. udawać gromadkę
rówieśników), z drugiej strony, jeśli już przyjmuje się takie dziecko, to nie
na 5 godzin, tak by rozłąka była relatywnie krótka ale na 8. Chciałaś, to
masz, wyrodna matko - odbierzesz po 8 godzinach zaryczanego bachora, to
zrozumiesz jak podle postąpiłaś... Można oczywiście zapisać dziecko na 8
godzin, zapłacić jak się patrzy a zabierać po pięciu - haracz zapłacony, kara
nałożona, więc jest w porządku.
Po piąte: w przedszkolach jakoś słabo zauważono fakt, że mnóstwo ludzi pracuje
w zupełnie innym reżimie czasowym niż niegdyś, na przykład od godziny 12 do
20. Mimo, że tacy ludzie spełniają owo absurdalne wymaganie (czyli: mają
pracę), to oferta przedszkola typu 8- 17 nie bardzo jest dla nich atrakcyjna.
W Łodzi już funkcjonuje przedszkole w systemie zmianowym. U nas pada hasło:
"nikt nie wnioskował". Ciekawe, czy ktoś pytał i czy, gdyby komuś przyszedł do
głowy taki postulat, wiedziałby, gdzie należy go zreferować. Obstawiam, że nie.
Na posiedzeniu komisji słyszę po raz n-ty hasło: przedszkole nie jest
obowiązkowe. Oczywiście, ale to komunikat dla rodzica, a nie dla gminy. Rodzic
nie musi zaganiać dziecięcia na siłę do przedszkola, ale jeśli jednak taki
zwyrodnialec uzna, że chciałby, by jego dziecko miało kontakt z rówieśnikami,
uczyło się współistnienia w grupie, kompromisów, dzielenia się, zgodnej
współpracy itd i ta chęć okaże się czymś więcej niż krótkotrwałym kaprysem, to
powinien mieć możliwość realizacji tego pomysłu. I mówienie mu: "Zapraszamy na
drugi koniec miasta", naprawdę nie jest partnerską postawą..."
Tyle cytatów.
Potrzebuję konkretnej wiedzy o sytuacjach niedostania się do przedszkola,
niedogodności godzin, braku oferty 5-godzinnej, sytuacjach, kiedy ktoś w końcu
zrezygnował z przedszkola nie mogąc dłużej czekać, sytuacjach gdy bezrobotna
osoba nie mogła umieścić dziecka w gdyńskim przedszkolu itd itp.
Chciałbym w rozmowach z władzami Gdyni czuć, że mówię o realnych a nie
wymyślonych problemach, za którymi stoją konkretne sytuacje i konkretne osoby.
Liczę, że podobnie jak w przypadku gdyńskiej porodówki, Wasze głosy pomogą mi
w skutecznym działaniu - o nie zatem proszę. Aha, pozytywne głosy też mile
widziane jak najbardziej, bo to też obraz sytuacji w Gdyni.
trzebiatowski.blox.pl/