Gość: parasol
IP: *.zgora.dialog.net.pl
27.07.04, 12:29
Podczas pobytu w Egipcie zdecydowaliśmy się na 2-dniowy Kair (14-15 lipca)
właśnie z tą agencją; wszelkie formalności załatwiane były za pośrednictwem
Joanny. Zapewniano nas, że podróż będzie odbywała się komfortowym autokarem z
klimatyzacją, toaletą itp. Cyrk zaczął się już w drodze do Kairu - ktoś
próbował skorzystać do autokarowej toalety - niestety po otwarciu drzwi
buchnął taki smród, że osoby siedzące w jej pobliżu z trudem opanowały
wymioty. W Kairze wsiadła do nas pani przewodnik - Polka - która swe zadanie
ograniczyła do informowania nas, że teraz jedziemy do Muzeum, potem do
piramid i Sfinksa oraz naturalnie do wytwórni perfum i papirusów. Podczas
całego dnia usilnie namawiała do zakupienia u niej za 50 L.E. płyty cd z
fotkami z Egiptu oraz polskojęzycznej książeczki o Egipcie ( też za ok. 50
L.E.). Po pierwszym dniu zawieziono nas do hotelu Kaoud Delta Pyramids na
nocleg - syf do kwadratu: karaluchy wielkości krokodyla, na ścianach łazienki
można zbierać pieczarki i boczniaki. Nikt nie poinformował nas, że mieliśmy
tam ponoć kolację, o czym dowiedzieliśmy się dopiero drugiego dnia.
Najciekawszy był jednak drugi dzień. Dołączono nas do turystów z biura Orbit.
Przewodniczką była tym razem pani Zosia. Cale przedstawienie zaczęło się już
od rana - pani Zosia poinformowała nas, że po Kairze będziemy poruszać się w
tym dniu 7-osobowym busikiem ( uczestników było 11) bez klimatyzacji. 15-
minutowa droga od hotelu do Cytadeli trwała wieki: wszyscy stłoczeni jak
śledzie, niesamowity gorąc, duchota, brud w pojeździe... Po naszej
interwencji stwierdziła, że jesteśmy tylko przyklejeni do wycieczki z biura
Orbit (autokar z klimą) i ona nie może nic zrobić w celu poprawienia komfortu
naszej grupie. Użyczyła jednak swojego telefonu komórkowego, abyśmy mogli
skontaktować się z Joanną. Pani Joanna była bardzo zdziwiona całą tą sytuacją
i obiecała oddzwonić za kilka minut. Niestety nie oddzwoniła. Zadzwoniliśmy
znów my: odpowiedziała nam , że w Kairze istnieje zakaz poruszania się dużymi
zutokarami, w związku z czym musimy jeździć tym "dyliżansem". Ogarnął nas
pusty śmiech, ponieważ inne grupy poruszały się właśnie dużymi autokarami :).
Chcąc nie chcąc musieliśmy dalej jeźdxić tym truchłem. Po wizycie w Cytadeli
zawieziono nas na bazar Khan El Khalili. W momencie gdy wysiadaliśmy z busika
podeszła do nas jakowaś pani Magda z innego biura i powiedziała, że zabiera
nasz pojazd (wraz z naszymi rzeczami) na ok dwie godziny, ponieważ jedzie z
częścią swojej grupy zwiedzać Kair koptyjski. Zapewniała nas, że na pewno
wróci o określonej godzinie (15.30), a my będziemy mogli kontynuować naszą
wycieczkę. O 15.30 okazało się, że naszego busika nie ma, pani Zosia, która
opiekowała się nami w tym dniu, coś tam poguglała z Arabami, zabrała dupę i
pojechała autokarem z resztą turystów na lunch. Nasza jedenastka pozostała na
środku bazaru z Arabami, którzy posługiwali się niemal wyłącznie językiem
arabskim. Czekaliśmy tam ok 1,5 godziny. Zainteresowało się naszą grupą
wojsko i arabska securitate. Po wielu telefonach, niczym feniks z popiołów,
ukazał się naszym oczom nasz busik. Uśmiechnięta pani Magda stwierdziła, że
przecież nic się nie stało, a poza tym ona wcale nie obiecywała, że bus wróci
o 15.30. Ku uciesze wszystkich dostała spore zjoby od policji i ochrony. Po
tych przygodach dojechaliśmy na lunch, a po nim odstawiono nas do tegoż
samego hotelu, gdzie mieliśmy oczekiwać na autokar, który zabierze nas do
Hurghady. Fakt - autokar podjechał, z tym że nie chciał nas ze sobą zabrać -
ponoć nie było w nim aż 11 wolnych miejsc. No i znów zaczęła się polka
galopka. Żadne argumenty nie trafiały do obsługi autokaru. Dopiero przemówiły
do nich pieniądze, które wyłożyła pani Zosia. Łaskawie ulokowano nas w
autokarze, który wiózł do Hurghady grupę rosyjskich turystów.
Jak więc widzicie - program wycieczki do Kairu z Hanym Alibabą zawiera
dodatkowe atrakcje, o których nie ma mowy w programie. Nikt nawet nie
pofatygował się powiedzieć słowa przepraszam, a wręcz przeciwnie: słodka na
forum Joanna, zachęcająca do wyjazdów właśnie z tą agencją - okazała się
aroganckim i bezczelnym babsztylem, próbującym wciskać turytom bzdury typu,
że po Kairze nie mogą jeździć duże autokary :))) Jeżeli chcecie przejść przez
niezłą szkołę życia, to polecam ze szczerego serca biuro Hanego i panią
Joannę, jeżeli zaś nie, to lepiej wydajcie kilkanaście dolarów więcej i
wykupcie wycieczkę u rezydenta biura, z którym przyjechaliście do Egiptu.
Turysta z hotelu Menaville, pokój nr 233 - serdeczne pozdrowienia dla pani
Joanny oraz głebokie ukłony dla biura Hanego Alibaby za tak fascynującą
wycieczkę do Kairu :)