romano001
23.07.05, 10:31
Zgliszcza w starej części Szarm el-Szejk /
Śledzimy arabskie media, miasto jest zablokowane. Zamarł ruch na ulicach, ale
nie ma paniki - mówi polski turysta Krzysztof Głomb przebywający w
zaatakowanym kurorcie Szarm al-Szejch w Egipcie, z którym skontaktował się
portal INTERIA.PL.
- Może tu być od kilkuset do kilku tysięcy Polaków. Codziennie wylatuje z
Polski sześć-osiem samolotów pełnych naszych rodaków do Egiptu. Nie ma na
razie informacji o rannych Polakach, ale hotel który został zaatakowany,
Ghazala, czyli Róża to jest hotel, którego nie ma w ofercie polskich biur
podróży. Masakra w Egipcie: 65 ofiar
To jest hotel trzygwiazdkowy, niezbyt drogi, położony w ruchliwej części
miasta. Mieszkało tam sporo Włochów, Ukraińców - mówi Krzysztof Głomb, który
od trzech dni wypoczywa w zaatakowanym dziś w nocy kurorcie Szarm al-Szejch.
- Egipt jest przygotowany na terror. Wycieczki odbywają się w konwojach,
wszędzie jest dużo policji. To jest normalne - twierdzi polki turysta.
- Po dzisiejszym ataku śledzimy arabskie media, miasto jest zablokowane, nie
ma ruchu na ulicach - informuje Polak. - Wczoraj było święto narodowe Egiptu
i wydaje się, że dzisiejszy atak jest atakiem na państwo, nie tylko na
turystów - dodaje Polak.
- Nie ma żadnych objawów paniki. To jest miasto, w którym żyje się w
hotelach, więc trudno o panikę w hotelach. Widzę przez okno mojego pokoju
ludzi, którzy pływają w basenie. To jest spokojny kraj. Egipcjanie są smutni,
bo im się właśnie wali przemysł turystyczny. Tu ludzie żyją tylko z
turystyki, Szarm al-Szejch powstało tylko i wyłącznie dla turystyki - dodaje
Głomb.
Najbardziej dramatyczne jest to, że zaatakowano tak zwany Stary Sharm, część
miasta gdzie przebywają raczej Arabowie, tam jest targowisko dla lokalnych
mieszkańców - stwierdza polski turysta.
Ogromna łuna i potworny huk wybuchu, przypominający odgłos pioruna, ludzie,
wybiegający z hoteli - tak o serii nocnych wybuchów w egipskim kurorcie Szarm
al-Szejch mówią wypoczywający tam inni polscy turyści.
- Po pierwszej w nocy słychać było ogromny huk, wybuch, pokazała się łuna.
Wszyscy wybiegli z hotelu, ale nikt nie wiedział, co się dzieje. Czy chodzi
może o wybuch gazu czy coś innego - mówi Andrzej Szczęsny, wypoczywający w
jednym z hoteli w Szarm al-Szejch, około kilometra od miejsca zamachu.
Wspomina, że słychać było wycie syren karetek pogotowia, na ulicach pojawiło
się wojsko. Wybuchła panika, ponieważ nikt nie wiedział, co tak naprawdę się
dzieje. - Niektórzy pojechali na nocną wycieczkę do Kairu. Oni zostali
zawróceni do hotelu bez podania powodu - mówi turysta.
- Słychać było potężny grzmot, jakby gdzieś blisko uderzył piorun. Tylko, że
w Egipcie nie ma piorunów - wspomina dzisiejszą noc pan Witold, pracujący w
Szarm al-Szejch polski instruktor nurkowania. Mówi, że o zamachach dowiedział
się dopiero rano.
(INTERIA.PL/RMF)
Zobacz ostatnie wydanie naszego biuletynu.