killinghand
10.07.08, 15:40
Witam
niedawno wróciliśmy z Hurghady, z hotelu SeaGull, w ktorym to byliśmy z biurem Selectours. To była nasza pierwsza wizyta w Egipcie.
Jak większość z was, przed pierwszym wyjazdem gorączkowo przeglądalem różne fora, czytalem masę opini i zadawałem setki pytań.
Cóż się dziwić. Większośc z nas wyda (wydała) górę pieniędzy na taką wycięczkę i normalne, że musi ona być dopięta na ostatni guzik.
Bo nie codziennie lata się ta takie imprezy. Podzielę się tym, co przeżyliśmy i jak to wspominamy - wydaje mi się, że ten tekst
będzie raczej skierowany do "pierwszaków w egipcie".
Na wstepie, nie objeła nas opłata paliwowa, za 2tyg pobyt zapalciliśmy 2400zł za osobę. Wycieczka zamawiana w lutym.
Pierwszy zonk był już w przeddzień wylotu, bo zadzwonila do nas pani i powiedziała, że wylot nie o 11.00 a o 22.30. Świetnie.
A do wawy mamy jakieś 170 km. No ale zaradziliśmy coś. Odprawa przebiegła bez problemów. Do Hurghady lecieliśmy egipskimi
liniami, miło zostaliśmy zaskoczeni. Samolot ładny, obsługa wzorowa, darmowy posiłek oraz napoje. Lot upłynął miło i spokojnie.
Wbrew opiniom, które krążą w internecie na temat egiskich lini. Co jednak nas przeraziło, to skandaliczne zachowanie polaków
w samolocie. Pilot długo musial się dopraszać, żeby załoga łaskawie zajela miejsce, no bo musimy ruszać. Oczywiście stewardesy
nie mogly sobie poradzić z zalogą. No siedzieliśmy i oczom nie mogłem uwierzyć. Poprostu bydło. Kto normalny leciał, to wie, bez komentarza.
W egipcie przywitał nas "polskojęzyczny" przedstawiciel selectours słowami kupcie wize. Na żadne pytanie niestety nie był w stanie
odpowiedzieć, bo poprostu nie rozumiał. Już zaczeliśmy powoli rozumieć, co oznacza termin "polskojęzyczny". Na lotnisu totalny
chaos. Dobrze, że w dali były jakieś kasy z tabliczą wiza 15$. Jakoś tak w stadzie daliśmy rade przebrnąć to powitanie, i dalej kierujemy się
po odbiór bagaża, tam znów czeka "polskojęzyczny" przedstawiciel S. z karteczką i woła "selectours" i pokazuje ręką na parking.
Gdzieś tam w internecie czytaliśmy, jak to powitanie wygląda, więc kierujemy się w stronę wielkego parkingu z autokarami. W międzyczasie
dopada do nas chmara egipskich chłopaków i wyrywa nam torby z rąk. I tutaj pierwszy szok. Dalem sobie wyrwać tylko jedną torbę.
Coś tam o bakszyszu czytałem, a tu koleś wyciąga z kieszeni 20$ i krzyczy "bakszysz". No mówie, chyba oszalałeś. Za te 20 metrów
niesienia bagażu on żąda 20 dolców. Daje mu 1 euro - mało, on nie wieźmie. A to pocałuj mnie ... zabieram pieniądze, gość jednak wyrywa
mi je z ręki, coś tam mamrocze i idzie. Innych z "naszego stada" z samolotu ładnie oskubali. Ten zaplacił 10 a ten 5. Rozumiem, że
jest bieda, ale to jest anormalne (chodzi mi o te kwoty, co oni żądają). Więc uważajcie, odrazu po przyjeździe, oni wiedzą że
będziecie w szoku i będą się starać oskubać was do granic. Nie dajcie się. Albo samemu nieść albo dać po dolarze.
Dobra, to już jesteśmy w autokarze i jedziemy do seagull. Jest godz 6 rano. Ale jeden autokar jedzie do kilku hoteli, więc to nie tak
odrazu. W autokarze wita nas bardziej zaawansowany przedstawiciel S, który potrafi już skladać proste zdania po polsku. Więc jakoś
tak troche po angielskiemu, troche po ruskiemu i trochę po polsku wytłumaczył nam mniejwięcej, co się bedzie tutaj wyrabiać. Rozdał
jakieś kserówki, na ktorych był numer rezydentki, jakaś mapka no i oferty fakultetów. Także ów egipcjanin meldował nas w hotelach. Po
ok 1,5 godz byliśmy już w naszym wymarzonym i długo oczekiwanym hotelu. Razem z nami z naszego lotu było jeszcze 3 pary.
Dostaliśmy pokuj 1043 bodajże. Jezus maria - to był cios w samo serce. Mi odechciało się wycieczki a żona zaczeła płakać, że ona
chce wracać do domu, bo w takim chlewie to nie będziemy mieszkać. Opiszę krótko. Parter. Widok na ściane. Drzwi się nie zmaykają, tylko na
zasówkę (tnz klamka nie działa). Przed drzwiamy dziura, tnz jakiś właz do podziemi czy kotłowni, do której co chwila ktoś wchodził
i wychodził. Po podłodze bezkarnie biegają sobie te wielkie mrówy. Na ścianach grzyb. Zasłony można zasłonić jedynie po spięciu ich
agrafką - specjalnie już przygotowaną w tym celu. Po wejściu do "toalety" zachciało mi się wymiotować.
Klimatyzacja czy działa czy nie działa, jednakowa temp w pokoju, czyli jakieś 30 stopni. Jednym słowem - wyczes. I
tutaj porada - ludzie, niespodziewajcie się, że jak hotel i jego pokoje sa na zdjęciach przepiękne to wy dostaniecie taki pokuj.
A dlaczego ? A dlatego że wspaniale polskie biura wykupują najtańsze pokoje w danym hotelu. Mimo iż seagull ma 4* to ma masę pokoi,
które uznałbym za bezgwiazdkowe. I te właśnie "bajkowe" pokoje przygotował/wykupił dla nas selectours. Rozmawialiśmy z innymi turystami z
polski - to samo w innych hotelach i innych biurach. Tylko turyści z Hiltona się nie skarżyli. I wszystkie pary z naszego lotu
dostały podobne pokoje. Ale nasz był wyjątkowy - nazwaliśmy do "pokojem socjalnym", na cześć tego przepychu.
Nie tracąc wiary poszedłem do recepji, i próbuję wynegocjować grzecznie inny pokuj. Egipcjanie mili, zaproponowali mi, żebym przyszedł
jutro rano, bo dzisiaj nie mogą mi zmienić. Więc przeczekaliśmy tą pierwszą dobę w naszym socjalnym, w międzyczasie poznaliśmy
grupkę młodych turystów z polski (pozdrawiamy serdecznie brygadę z 12.06 :) i tak jakoś się zaklimatyzowaliśmy wspólnie.
W hotelu masa polaków. Egipcjanie mili, natomiast bardzo zaczepiają polskie dziewczyny. Ruskie - bez komentarza.
Następnego dnia, idę do recepcji po nowy pokuj. Zaprowadził nas do 317. Pokuj o kilka klas lepszy. Strasznie się ucieszyliśmy.
Ale jest haczyk. Pokuj dostępny od 14. A my już od 12 będziemy na safari. Gośc tłumaczy mi, że nie może mi teraz dać tego pokoju,
bo są w nim klienci. Ale patrzę po szafkach, a tu pusto. Sprawa jest jasna. 10$ i już po chwili rozpakowujemy się
w naszym nowym ładnym pokoiku. Coprawda nie jest to 4* ale standard, że w egipcie są zawyżone klasyfikacje. Ale to każdy kto tam
jedzie to doskonale wie. Standard jest porównany z ichniejszym życiem, nie z naszym i dlatego.
Schodzimy na śniadanie. Jedzenie dobre ale monotonne. Jednak po tygodniu (w międzyczasie klątwa i szpital) odechciało nam się tej stolówki.
Nieobyło się bez pizza hut i burger kinga - ktore to są naprzeciwko hotelu. Ale przyznać trzeba, że ciasta i pieczywo to mają pyszne.
I mimo iż w poxniejszych dniach sam zapach tej restauracji nas odstraszał to jednak dla tych rzeczy i dla wody chodziliśmy regularnie
na posiłki (wersja all). I tutaj chcę zdemnetować plotki, jakoby polacy byli gorzej traktowani. Wszyscy mieliśmy takie same opaski.
A na posiłkach każdy brał ile mogł unieść. A najskandaliczniej zachowywali się starsi ludzie - którzy jeszcze chyba żyją komuną.
Co tu dużo gadać - pojedziecie to zobaczycie. Przykład. Dali w misce jabłka, tak żeby starczyło po 1 lub 2 dla każdego. Staruchy tak
kopały w tej misce, że poźniej te jablka byly strasznie poobijane. A zabierali po 6 lub 7 że dla tych, co przyszli poźniej
nie starczyło. To samo było z brzoskwiniami. Szok. I takie akcje oraz inne ciekawostki obserwowaliśmy przez te dni.
W lobby dominowała mlodzież oraz "polska szlachta" z dziecmi. Panowie wszystkiego - tak w skrócie można ich określić.
Jako że wóda i inne trunki darmowe, to kożystało się dowoli. Ruskich nie bede opisywał, bo w większości to poniżej jakiegokolwiek poziomu.
Zresztą ruskie po 2 dniach już mi nieprzeszkadzali nawet niezwracaliśmy na te zachlane mordy uwagi. Ale polacy i czesi daleko nieodbiegają.
Z trunkami nie oszukują. Leją w plastikowe kubki od serca. Napoje typu cola fanta i mirinda nie są orginalne. Przez nasz pobyt
to cola z biedronki jest o wiele lepsza od tej ich coli. Fanta to woda mineralna z słodkim sokiem z cytryny. To samo mirinda. cdn ...