nexstartelescope
14.01.11, 22:01
Trafiłam dziś do ogromniastego marketu z produktami spożywczymi z całego świata. Byłam już wcześniej w jakichś tam podobnych sklepach, ale mniejszych i z bardziej ogranym asortymentem, który w większości nie robił na mnie wrażenia, brałam to, po co przyszłam i już. A dziś dosłownie dostałam oczopląsu, miliardy przypraw, słoików, ziaren, samej fasoli to tam było ze sto rodzajów ;P w ch.j warzyw o których nie miałam pojęcia, samej liściastej zieleniny tyle gatunków, że szczena opada. Mnóstwo śmiesznych owoców, słodycze we wszystkich formach i kolorach, chop mnie musiał stamtąd niemalże wynosić :) No z 90% tego, co tam było, to ja biedna, prosta dziewczyna ze wsi nigdy nie widziałam i bladego pojęcia nie mam jakie ma zastosowanie :D Ale jako, że ja lubię pichcić i eksperymentować z kuchniami z całego świata to jutro jadę tam na 5 godzin i przez kolejny miesiąc obiady będą jedną wielką niewiadomą, która kilka razy pewnie skończy się zamawianiem pizzy albo skwapliwą propozycją faceta, że jutro on gotuje :D Sklep się mieści w dzielnicy mocno międzynarodowej i to z przewagą ludzi spoza Europy i widocznie prosperuje na tyle dobrze, że opłaca im się to wszystko, łącznie ze świeżymi warzywami i owocami sprowadzać. Ale czad, żaden przepis już mi nie przepadnie z powodu braku składnika!