lupus76
13.03.09, 00:57
Mój pas był dobry (w miarę,) sąsiedni zaś miał zerwana nawierzchnię. Jako, ze
akurat wjeżdżałem na drogę "mój" pas był pusty, więc samochody jadące w
przeciwną, niż ja stronę jechały "moim" pasem. I z naprzeciwka tarabani się
jakiś facet. Jak do mnie dojeżdżał, jakieś pretensje, gesty. Kurcze, jaką ja
mu wiąchę puściłem. Aż mi samemu uszy zwiędły. Myślałem, ze tak nie potrafię.
W połączeniu z gestykulacją jednoznacznie wskazującą, którym pasem delikwent
powinien jechać - olśniło go - zauważyłem przepraszający gest.
Teraz mi się normalnie chce z tego śmiać. No i żałuję, że nie widziałem swojej
miny w czasie tych bluzgów :D