protozoa
21.01.10, 10:09
Wczoraj wieczorem wracam z synem samochodem do domu i widzę wypadek. Samochód
uderzył w autobus lub odwrotnie. Jest ranny. Jestem chirurgiem, syn studentem
medycyny więc podbiegamy. Na miejscu ludzie, każdy ma dobre chęci, ale
umiejętność udzielania pomocy - żadna. Kłębi się tłum, praktycznie nie
dopuszczają mnie do pacjenta. Po chwili zjawia się drugi lekarz - także
chirurg, młody chłopak. On też nie moze się dopchac do rannego. Na szczęscie
przyjeżdżaja strażacy i mogą podjąć działania.
Ani ja ani młody Kolega nie cierpimy na niedosyt medycyny. Przez 20 lat pracy
m.in.w Izbie Przyjęc widziałam niejedno i zajmowałam sie niejednym
poszkodowanym w wypadku.
W tej sytuacji 2 lekarzy i student medycyny naprawdę świetnie daliby sobie
radę, gdyby pozwolił na to tłum. Żądny sensacji?
Zastanawiam się czy gdyby doszło do konieczności bardziej energicznego
działania ( ranny byłby w ciężkim stanie) ludzie tez nie dopuściliby nas
ciekawi widoku krwi i zwyczajnego ludziego cierpienia.
Ludzie! Jesli nie potraficie pomóc to nie przeszkadzajcie.