Gość: shocking truth
IP: *.anonymouse.org
24.04.08, 14:08
czyli Ziemkiewicz enty raz o łajdactwach pewnego środowiska, ale niektórym
trzeba powtórzyć tysiąc razy żeby dotarło:
Posługiwanie się pomówieniem o antysemityzm jako pałką na przeciwników
politycznych (a od pewnego czasu, jak widać, też na konkurencję) ma w
środowisku Michnika i w „Wyborczej” długą tradycję nawiązującą jeszcze do
„szeptanek”, którymi niektórzy załatwiali swych przeciwników w czasach podziemia.
Już w pierwszej stoczonej przez „Wyborczą” batalii robienie z ubiegającego się
wówczas o prezydenturę Lecha Wałęsy antysemity było jednym z głównych
elementów jego, jak byśmy to dziś nazwali, czarnego pijaru. Spore zasługi na
tym polu położył – dziś będący pierwszym zastępcą redaktora naczelnego „Gazety
Wyborczej” – Jarosław Kurski demaskujący wówczas Wałęsę jako jego były
rzecznik prasowy.
Co nie przeszkodziło zresztą „Wyborczej” najzupełniej dziką lustrację
Tymińskiego (dziś „Wyborcza” woli nie pamiętać, że jako pierwsza w III RP
posłużyła się wówczas „teczką”, na dodatek, jak się potem okazało, kolportując
kłamstwo) wzmocnić podaniem żydowskiego nazwiska panieńskiego jego matki, choć
nie tłumaczyła tego żadna dziennikarska potrzeba. Wspominam te zamierzchłe
sprawy, bo bezwzględność, z jaką „Wyborcza” sięga po każdą broń i każde
pomówienie, by załatwić swoje sprawy, nie zmieniła się mimo upływu lat.
W gronie osób pomówionych przez gazetę Michnika o antysemityzm znalazł się
m.in. prof. Ryszard Legutko, którego na tej podstawie pewna gorliwa pani
profesor chciała nawet usunąć z Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Spytana,
czy potrafi wymienić jakikolwiek konkretny przykład antysemityzmu Legutki,
odpowiedziała wówczas z rozbrajającą szczerością, że nie, ale skoro tak
napisała o nim „Gazeta Wyborcza”, jej to w zupełności wystarczy.
www.rp.pl/artykul/125041.html