betina1973
19.01.06, 03:07
Muszę się gdzieś wyżalić bo mnie w końcu krew zaleje. Duszę to w sobie i
duszę.
Mam 13 miesięcznego synka. Z racji tego, że działalność gospodarczą prowadzę
w domu miałam luksus przebywania z moim dzieckiem przez cały czas. Cudowne
doświadczenie - same zresztą wiecie najlepiej. Niestety (albo i stety bo
takie są prawa natury) Krzyś od pewnego czasu wymaga coraz więcej uwagi. Tak
więc czasu na pracę praktycznie nie mam a przy własnej działalności
gospodarczej praca jest na okrągło (dochodzi 3 w nocy a ja jeszcze mam trochę
pracy). Jak nie pracuję nie mam na ZUS. Jak nie mam na ZUS to nie mam
ubezpieczenia i tak koło się zamyka. Niestety moja sytuacja materialna, mimo,
że do tragicznych nie należy, nie pozwala mi jednak na pełnoetatową opiekunkę.
Krzyś ma oczywiście dwie babcie. Niestety moja mama mieszka 300 kilometrów
ode mnie i pracuje więc nawet jeśli by bardzo chciała nie jest w stanie mi
pomóc. Zostaje jeszcze teściowa... pożal się Boże. Płakać się chce. Baba 55
lat, na emeryturze, z 25-letnim stażem przedszkolanki nie jest w stanie zająć
się własnym wnukiem bo opiekuje się już o rok starszym od Krzysia drugim
wnukiem. I ona sobie po prostu nie da rady z dwójką dzieci! 25 lat pracy w
przedszkolu a opieka nad dwoma maluchami to dla niej taka abstrakcja, że
dostaje migreny. OK, rozumiem - dzieci są absorbujące, ale po dzisiejszym
telefonie prawie na nią nawrzeszczałam. Dosłownie płakała w słuchawkę bo tak
jej Krzysia szkoda. Ona spać nie może po nocach. Jak to maleństwo da sobie
radę w żłobku? Różne choróbska i w ogóle i tak pół godziny. W końcu nie
wytrzymałam i spytałam czy weźmie Krzysia do siebie chociaż na 5 godzin
dziennie (w tym 2 godziny drzemki bo Krzyś tak śpi w dzień). Oczywiście nie
ma o tym mowy. Więc po co te lamenty? I tak jest mi strasznie ciężko ale
podjęłam decyzję i Krzyś od poniedziałku idzie do żłobka. Nie mam wyjścia.
Ufff, już mi lepiej. Musiałam to z siebie wyrzucić.
Mam tylko nadzieję, że Krzyś się zaaklimatyzuje i sprawdzi się stare
przysłowie: nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Pozdrawiam,
Beata