Dodaj do ulubionych

Żłobek - rozpaczająca teściowa

19.01.06, 03:07
Muszę się gdzieś wyżalić bo mnie w końcu krew zaleje. Duszę to w sobie i
duszę.

Mam 13 miesięcznego synka. Z racji tego, że działalność gospodarczą prowadzę
w domu miałam luksus przebywania z moim dzieckiem przez cały czas. Cudowne
doświadczenie - same zresztą wiecie najlepiej. Niestety (albo i stety bo
takie są prawa natury) Krzyś od pewnego czasu wymaga coraz więcej uwagi. Tak
więc czasu na pracę praktycznie nie mam a przy własnej działalności
gospodarczej praca jest na okrągło (dochodzi 3 w nocy a ja jeszcze mam trochę
pracy). Jak nie pracuję nie mam na ZUS. Jak nie mam na ZUS to nie mam
ubezpieczenia i tak koło się zamyka. Niestety moja sytuacja materialna, mimo,
że do tragicznych nie należy, nie pozwala mi jednak na pełnoetatową opiekunkę.

Krzyś ma oczywiście dwie babcie. Niestety moja mama mieszka 300 kilometrów
ode mnie i pracuje więc nawet jeśli by bardzo chciała nie jest w stanie mi
pomóc. Zostaje jeszcze teściowa... pożal się Boże. Płakać się chce. Baba 55
lat, na emeryturze, z 25-letnim stażem przedszkolanki nie jest w stanie zająć
się własnym wnukiem bo opiekuje się już o rok starszym od Krzysia drugim
wnukiem. I ona sobie po prostu nie da rady z dwójką dzieci! 25 lat pracy w
przedszkolu a opieka nad dwoma maluchami to dla niej taka abstrakcja, że
dostaje migreny. OK, rozumiem - dzieci są absorbujące, ale po dzisiejszym
telefonie prawie na nią nawrzeszczałam. Dosłownie płakała w słuchawkę bo tak
jej Krzysia szkoda. Ona spać nie może po nocach. Jak to maleństwo da sobie
radę w żłobku? Różne choróbska i w ogóle i tak pół godziny. W końcu nie
wytrzymałam i spytałam czy weźmie Krzysia do siebie chociaż na 5 godzin
dziennie (w tym 2 godziny drzemki bo Krzyś tak śpi w dzień). Oczywiście nie
ma o tym mowy. Więc po co te lamenty? I tak jest mi strasznie ciężko ale
podjęłam decyzję i Krzyś od poniedziałku idzie do żłobka. Nie mam wyjścia.

Ufff, już mi lepiej. Musiałam to z siebie wyrzucić.

Mam tylko nadzieję, że Krzyś się zaaklimatyzuje i sprawdzi się stare
przysłowie: nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Pozdrawiam,
Beata
Obserwuj wątek
    • je Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 09:03
      Mam podobne doswiadczenia. Moja mama pracuje, tesciowa ma 60 lat, jest na
      emeryturze, ale zajmuje sie 2 letnia córka brata meza. Tez ropaczala, ze nasza
      córka idzie do zlobka, a ona moglaby sie troche nia zajmowac. JA tez moge
      pracowac w domu, ale dziecko jak to dziecko - jest bardzo absorbujace. Albo
      praca, albo opieka nad dzieckiem. uwazam, ze opieka przez tesciowa raz na kilka
      dni to nie rozwiazanie, dlatego córka chodzi do zlobka, choc ma 7 m-cy i ma sie
      dobrze. Nie ma co rozpaczac i nie przejmowac sie uwagami innych. Rób to co
      uwazasz za najlepsze. Pozdrawiam
      • herbatka_lipowa Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 10:30
        Tak, tak nie wydasz kasy na opiekunkę, ale za to na furę lekarstw, a i tak
        będziesz siedzieć z dzieckiem w domu, tyle, że z chorym...
        Piszę tak ostro, bo jestem wielką przeciwniczką żłobków, które są dla mnie
        chorymi instytucjami-malutkie dzieci stłoczone razem, pod opieka obcych bab. To
        wylęgarnia chorób i rozpaczy dzieciaczków. Wiem, co piszę, bo mam w
        rodzinie "żłobkowe" dzieci- wiecznie chore i dostające histerii na dźwięk
        słowa "żłobek". Bardzo mi ich szkoda, przenigdy nie zafundowałabym tego mojemu
        dziecku....
        • e_r_i_n Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 10:45
          A ja mam dziecko, ktore do zlobka chodzilo 3 lata, chorowalo nie wiecej, niz
          niz srednia dla dzieci w jego wieku. A na dzwiek slowa zlobek smiala mu sie
          buzia i szedl tam dziarsko co rano.
        • mama_kotula Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 13:30
          herbatka_lipowa napisała:

          > Wiem, co piszę, bo mam w
          > rodzinie "żłobkowe" dzieci- wiecznie chore i dostające histerii na dźwięk
          > słowa "żłobek". Bardzo mi ich szkoda, przenigdy nie zafundowałabym tego
          mojemu dziecku....

          To nie funduj. I strasznie mi przykro, że dzieci w twojej rodzinie chorują i
          histeryzują.
          Moje chorowały raz czy dwa i do żłobka chodzą bez jakichkolwiek negatywnych
          emocji.
        • ant25 Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 13:46
          Taa, siedze ale w pracy, wydaje kase ale na przyjemnosci dla mojej Malej a obca
          baba siedzi i czeka na moją Małą z kanpeczkami bo przychodzimy później po
          śniadaniu,
          I Cieszy sie ze nie musi siedziec w domu i ostatnio po 3 dniach pobytu w domu
          na czwarty dzien zaczeła płakac ze chce do dziecismile
        • nilgau Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 14:12
          człowiek jest zwierzęciem stadnymwink i dlatego ja posyłam mego syna do żłobka.
          w przedszkolu i w szkole dzieci też chorują - to co izolować je i nie posyłać?
          zaparz sobie lepiej ziółka - może coś na żółć z wątroby
          po cholerę włazisz na forum żłobkowe - produkuj się na tym dla opiekunek
        • babsee Re: Herbatka-lipowa 20.01.06, 09:11
          To na jaka cholere wchodzisz na forum "złobki" skoro ich nie uznajesz???To jak
          ja bym sie wypowiadalam na forum motoryzacyjnym nie uznajać jazdy autem tylko
          rowerem.
        • kidimim do herbatki lipowej 20.01.06, 22:17
          Nie wypowiadaj się na temat, o którym nic nie wiesz.
    • sweet.joan Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 10:51
      Ja przez jeden rok próbowałam łączyć opiekę nad dzieckiem ze studiami. W czasie
      moich zajęć opiekowała sie małym teściowa, która pracuje jako nauczycielka. Niby
      sytuacja bardzo fajna, ale po jakimś czasie miałam dość. Bo wyglądało to tak, że
      plany były poukładane co do minuty. Czekałam aż teściowa wróci ze szkoły już w
      butach. Z zajęć szybko do domu, bo teściowa zaraz ma radę. I tak w kółko.
      Po jednym takim roku stwierdziłam, że daję małego do żłobka. Też na wstępie
      usłyszałam, że to wielka krzywda, że mały się "nie nadaje" (!) do żłobka itd.
      itp. Ale poszedł. Fakt, że chorował sporo. Adaptował się długo. Łatwo nie było.
      I tak trzeba było mieć zawsze jakieś "zaplecze" w razie nagłej choroby. Zdarzało
      się, że musiałam opuścić zajęcia. Ale jakoś poszło. Odchorował swoje i teraz
      chodzi już do przedszkola. Wszędzie się mały "nadaje", uodpornił się, rozwija się.
      A już widzę jak by to wyglądało, gdyby siedział cały czas z teściową - do tej
      pory nie wchodziłby sam po schodach, ani nie zdjął spodni, ani by się nigdzie
      nie nadawał, bo był odludkiem.
      Mój syn poszedł do żłobka w późniejszym wieku, miał już ponad dwa lata. Na tym
      forum jest jednak mnóstwo mam, których dzieci zaczynały żłobek w wieku kilku
      miesięcy, roku. I te dzieciaczki jeszcze lepiej sobie radziły, niż moje smile
      Pozdrawiam i życzę powodzenia!
      • stasiomama Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 11:08
        NO właśnie,
        mój mały tez jest teraz z babcią (ma roczek).
        Niby wszystko OK, ale ....
        ... nie mozna zmusic babci aby zaczęła uczyć małego:
        - sikania i kupkania na nocniku,
        - picia z kubeczka niekapka.
        Narzeka, że cały czas mu dajemy słoiczki,
        a nie garnie sie do zrobienia mu czegokolwiek innego.
        Chyba zaczniemy mu gotowac wieczorem.
        Na moje kilkukrotne prośby,
        aby po kupie był myty pod bieżącą wodą
        tez nie reaguje (synek ma refliks dróg moczowych).
        Mój mąż był kilkakrotnie razem z babcią w czasie dnia
        i zauważył, że najfajniej jest, jak mały śpi.

        No ale co babcia, to babcia.
        Na panią opiekunkę mnie nie stać,
        więc niedługo idzie do żłobka.
        Co prawda lekarz urolog jest przeciwny,
        bo choróbska,
        ale nie mam innego wyjścia.
        Mam nadzieje, ze w kwietniu po badaniach
        okaże się że refluksu nie ma.
        • stasiomama Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 11:10
          Oczywiście było tez biadolenie, ze szkoda małego,
          ale z drugiej stronyu babcia daje znaki że już nie chce,
          że przydała by się pani dodatkowa na godziny, itd.
          A my na to: albo rybki, albo akwarium.
          • zuzia_i_werka Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 20:39
            Kocham takie posty jak herbatysad Moja córka chodzi drugi rok,chorowała na
            początku owszem ale od lutego nie opuściła praktycznie więcej niż trzech dni z
            powodu kataru.Panie lubi a jedną wielbi tak że wiekszośc ulubionych zabawek ma
            teraz naimię Jadziasmile Jest samodzielna,wygadana,opowiada wierszyki mimo ze
            mowę ma raczej ciężkąsmile Faktycznie obraz nędzy i rozpaczysmile
            • monique76 Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 19.01.06, 21:18
              Bo my - Zuziu - wyrodne matki jestesmy, co to dzieci oddajemy do tego okropnego
              miejsca, gdzie tylko zarazki, straszne baby i inne rownie przyjemne zjawiskasie
              znajdujawink
              I mowilam to ja - mama dziecka oddanego prawie dwa lata temu na pastwe zlobka;-
              ) Moje dziecko w niedziele dopytuje dlaczego do zlobka nie idzie - pewnie
              dlatego, ze to takie straszne miejsce wink
            • betty_julcia Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 20.01.06, 11:28
              Współczuje podejścia. Ale nie tobie tylko twoim dzieciom.....
              ------------------------------------------------------
              Betty to mama a to jestem ja:
              GWIAZDECZKA
    • betina1973 Dzięki dziewczyny z całego serca 20.01.06, 00:32
      Wasze posty przywróciły mi wiarę we wszystko! Wierzę, że będzie dobrze. W końcu
      rzeczywiście jesteśmy ludem stadnym a przesiadywanie na okrągło nawet z
      najbardziej kochającą mamą staje się nudne smile

      Pozdrawiam serdecznie,
      Beata
      • babsee Re: Dzięki dziewczyny z całego serca 20.01.06, 09:15
        Powiem tak :jak wspominam texty tesciowej jak planowalismy dać mała do żobka(
        miala wówczas 11 mies)to jeszcze dzis szlag mnie trafia.Miałam wrazenie ze
        jestem najgorszą s.ką pod słońcem narażajac moje dziecię na WIELKIE
        NIEBEZPIECZEŃSTWO.dziś- nasze panie ze złoba nosiłabym na rękach-są cudowne.Jak
        przychodzę po Jagusie to ona tylko przybiega ,daje mi buziaka i ucieka dalej
        sie bawić.NIe sluchaj "zlotych rad".I powiedz stanowczo ze sobie ich nie
        zyczysz.U mnie tylko ostre słowa podziałały.
        • l_u_l_a13 Re: Dzięki dziewczyny z całego serca 20.01.06, 09:58
          Moja teściowa nie pracuje, mieszka kilka ulic obok mnie, a mimio to obaj moi
          synowie chodzili (młodszy jeszcze chodzi)do żłobka bo uważałam i tak uważam
          nadal,że lepszy żłobek niż teściowa. Nie chorowali częściej niż przed pójściem
          do żłobka chodzili chętnie a ja miałam pewność że są pod fachową opieką nikt
          nie karmi ich cukierkami.
          Teraz jako mama z czteroletnim złobkowym stażem uważam że w sytuacji kiedy sama
          nie możesz zająć się swoim maleństwem najlepszym rozwiązaniem jest dobry
          złobek.
    • e_r_i_n Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 20.01.06, 10:06
      Tak a propos - ja uwazam, ze obciazanie babc opieka nad dzieckiem/dziecmi nie
      jest optymalnym rozwiazaniem. Babcie juz swoje dla dzieci zrobily. Teraz moga
      zajac sie dzieckiem od czasu do czasu, ale nie byc 'zatrudnione' do opieki
      codziennej.
      • betty_julcia Betina 20.01.06, 12:52
        Niczym się nie przejmujm, tylko spróbuj.
        Jedynym argumentem świadczącym na niekorzyść żłobka są rzeczywiście choroby.
        Jedne dzieci bardziej chorują drugie mniej...
        JA swoją Julkę oddałam do żłobka w wieku ponad 2 latek. Długo dojrzewałąm do
        tej myśli i szczerze bardzo załuję ze wcześniej jej nie podjęłam.
        Julka na początku miała opiekunkę kilka razy w tyg., byłam z niej bardzo
        zadowolona. Później opiekunka musiała z przyczyn niezależnych od nas i od
        siebie odejść i zaczęła się gechenna. Tzn. ja z mnóstwem pracy (też wykonywanej
        w domu), różnymi terminami i wieczne proszenie teściowej albo mamy. Jużmiałam
        dosyć bycia wiecznie zalezną od wszystkich dookoła i pomyślałam o złobku.
        Podchodziłam do niego jak do jeżasmile Zupełnie bez powodu.
        Mała rzeczywiście była w lekkim szoku, jak każde dziecko. Często łapie jakieś
        katarki które różnie się kończą. NA szczęście mogę sobie pozolić na kurowanie
        jej w domu, jak jest taka potzreba to nie idzie do żłobka.
        Przywożę ją samochodem na samo śniadanko, na 8.30, dość wcześnie ją odbieram.
        Ii teraz ta żałosna część: moje dziecko rozwija się świetnie, śpiewa piosenki,
        mówi wierszyki, buzia jej się nie zamyka, ma swoje koleżanki, które bardzo
        lubi, opowiada o nich cały dzień, opowiada o kolegach rozrabiakach, o tym jak
        pani ją czesała, jak karmiła, jak tańczyły z dziewczynkami. Cały dzień przezywa
        pobyt w żłobku opowiadając mi o wszystkim. Panie organizują różne zabawy
        grupowe na codzień, była zabawa Mikołajowa, będzie bal karnawałowy.
        Spróbuj, moze się okazać ze dziecko się nie nadaje do złobka, ale nie ma co
        szybko rezygnować. Tam naprawdę żadna krzywda dzieciom się nie dzieje.

        ------------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        GWIAZDECZKA
    • kidimim Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 20.01.06, 22:15
      Hej! Jestem mamą dwójki żłobkowiczów i wcale nie uważam się za wyrodną. Córka
      poszła do żłobka jak skończyła dwa lata. Moja teściowa mówiła "nie oddawaj do
      żłobka, ona taka ładna, a tam się zmarnuje". Szlak mnie trafiał, ale spokojnie
      odpowiadałam, że od żłobka się nie brzydnie. Córeczka nie chorowała dużo - ze
      dwa razy miała antybiotyk. Babcia chwaliła się wszystkim wnuczką, która pieknie
      mówiła wierszyki lub śpiewa piosenki i puchła z dumy. Nigdy jednak nie
      powiedziała, że to w tym okropnym i strasznym żłobku nauczyła się tego
      wierszyka czy piosenki. A ja nie zapomnę Dnia Matki, jak Martusia mówiła
      wierszyk. Płakałam (teraz też się rozpłakałam) i wcale nie przeszkadzało mi, że
      z tremy pół wierszyka powiedziała Pani. Ważne było, że moja córcia potem
      przybiegła do mnie przytuliła się i głośno powiedziała "to moja kochana
      mamusia". Żałuję, że nie posłałam jej wcześniej, bo słuchałam makabrycznych
      opowieści teściowej o żłobku i dałam sobie wmówić, że to najgorsze co mogę
      zrobić dla mojego dziecka. Synek poszedł do żłobka (innego niż córeczka, bo
      tamten został zlikwidowany)od września (równo roczek) i niestety chorował
      więcej niż córeczka. Głównym powodem było to, że wychodziły mu po 3, 4 ząbki
      jednocześnie. Wtedy bardzo spada odporność i dziecko szybko coś łapie.
      Zaaklimatyzował sie po tygodniu (tak, jak córeczka). Jest alergikiem i to tez
      wpływa na częstość chorób. Mimo, że często choruje, to obywa się bez
      antybiotyku, więc nie jest tak źle. Jak zostawał w domu, to przy porannym
      ubieraniu się też stawał przy drzwiach i chciał wychodzić. Też słuchałam "nie
      oddawaj go, on taki ładny, a tam się zmarnuje". Dodatkowo mąż też był
      nastawiony negatywnie i szukał pretekstu, żeby zrezygnować ze żłobka. Ponieważ
      nie mówi jeszcze, to babcia nie ma czym się chwalić i czasami słyszę jakiś
      tekst, ale mam to w nosie. W tej chwili próbuje już sam jeść, pije z kubeczka.
      Ja nie widzę negatywów żłobka. Choroby? Kto nie choruje? Synek chętnie zostaje
      w żłobku. Jak przychodzę po niego jest zawsze usmiechnięty i czasami tak
      zajęty, że mnie nie zauważa. Rozmawiam z "ciociami" o dniu mojego synka. Wiem
      ile i co jadł, jak się bawił, jak spał. Mam pewność, że nie dostał słodyczy (a
      takowej nie mam u teściów), ani innych niedozwolonych rzeczy. "Ciocie" wiedząc
      o nastawieniu teściowej zaproponowały, żeby odwiedziła żłobek. Może zaproś
      swoją, to przestanie Ci docinać. Te wszystkie żłobkowe wyobrażenia pochodzą z
      dawnych czasów. A niektórych niestety nie można przekonać, że czasy się
      zmieniły.
      Gorąco pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • thrier Re: Żłobek - rozpaczająca teściowa 23.01.06, 14:12
      Moja starsza córka od 6 mcy do 2lat była pod opieką babci, no bo "ja się nią
      zajmę, po co dziecko do żłobka oddawać". Jak Basia miałą 18 mcy babcia
      poprosiła o wsparcie i musiałam na 1-2 dni w tygodniu wynająć opiekunkę (babcia
      wysiadała przy "żywym srebrze" smile ) Mając 2 lta i 2 mce Basia poszła do
      przedszkola, teraz jest w 5-cio latkach i jest dumnym przedszkolaczkie,
      Po doświadczeniach ze starszą wnuczką bacia na wieść od kolejnej dzidzi
      stanowczo orzekła, że ona zajmować się nią nie będzie. Wzięłam wychowawczy i
      jak miala 18 mcy posłałam do żłobka.
      Teraz układ jest super - babcia aż garnie się, żeby wziąść którąś z dziewczynek
      po południu, nie ma problemu z ewentualnymi naszymi wieczornymi wyjściami do
      knajpki czy kina...
      a wcześniej był. Bo babcia po 9 godzinach bycia z wnuczką miała jej tak
      serdecznie dość, ze nie mogliśmy jej zostawić po południu nawet na 5 minut...
      no i te ciągłe komentarze: masz w domu nieposprzątane, ugotuj wreszcie coś
      normalnego dziecku a nie te słoiczki, źle małą ubierasz, za mało jej
      czytasz/ryzujesz/opowiadasz itp.
      Przy młodszej problem przestał istnieć i nasze kontakty znacznie się poprawiły.
      Więc zobaczysz, nie ma tego złego...
      pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka