beata_78
01.12.06, 08:28
Chciałam wszystkim Mamom, których dzieci chodzą lub będą chodzić do złobków,
powiedzieć, nie poddawajcie się zbyt szybko.
Mój synek startował 1 września, miał wtedy rok i 4m-ce, początek był
straszny, chodziłam z nim przez pierwsze 2 tygodnie od śniadanka do obiadku,
żeby zapoznał się z nowym otoczeniem, zostawiałam go najpierw na 1 godzinę,
potem 3 godziny, potem pół dnia i tak dalej. Początki były strasze, byłam
przerożona, Popierwsze mały był 2 dni w żłobku, potem 5 w domu, bo oczywiście
chory ( przed pójściem do żłobka nie chorował ani razu)potem znowu 2 dni od
początku ze mną i z nowu 5 dni w domu chory. Tak zleciały mi 2 tygodnie
urlopu na adaptację. Po drugiej chorobie znowu zaczynaliśmy od początku
najpierw ze mna 2 dni, potem zostawiałm go na 1 godzinę lub 2. Płacz był
niesamowity. Mały przez wrzesień i październik przeszedł 2 razy anginę, raz
ropną, zapalenie jamy ustnej, zapalenie spojówek, dzwiną pokrzywkę na skórze
i przeziębienie. Więcej był w domu niż w żłobku. Oboje z mężem załamaliśmy
ręce. Nadszedł listopad, oboje niemieliśmy już urlopu, więć mały został
pierwszego dnia cały dzień. Płakał ale wytrzymał. Pierwszy tydzien był
trudny, drugi już trochę lepiej zaczynał coś jesć w złobku, więc Panie
mówiły, że to dobry znak. Pod koniec drugiego tygodnia zjadł już wszystkie
posiłki. Zaprzyjażnił się z ciociami. Trzeciego tygodnia zaczął wychodzić
uśmiechnięty, chociaż rano przy rostaniu płakał. Czwartego tygodnia rano nie
miał czasu rozebrać się po już chciał lecieć do sali, a popołudniu nie chiał
iść do domu tylko uciekał mi z szatni do cioci i klocków. Nawet nie wiem
kiedy zleciał ten listopad i właśnie dzisiaj zdałam sobie sprawę, że
przechodził cały miesiąc, bez choroby. Raz miał katar, ale katar to nie
powód, zeby zostać w domu ( tak mówi Pani Dyrektor) w końcu my też nie
idziemy od razu na zwolenie jak tylko mamy katar, tylko idziemy w tłum ludzi
do autobusu i pracy. Mój synek w ciągu tego miesiąca zrobił ogromne postępy,
nauczył się jeść przy stoliku i skupiać się na jedzieniu anie na tym co
dzieje się dookoła, sam zajada kanapki i zupkę. Sam zaypia w łózeczku, mimo
iz przez rok był kołysany na rękach przez babcię i najbardziej bałam się tego
jak będzie zasypiał w żłobku.
Przychodzi do domu i chce się znami bawić tak jak w żłobku, łapie nas za ręce
i chce tańczyć, albo czołga się pod wszystkim co się da, nie będę opisywać
wszystkiego. Mój synek wyzhodzi radosny i to jest dlas mnie najważniejsze.
Dlatego niepoddawajcie się zbyt szybko, wam też się uda.
Beata
z góry przepraszam za błedy i literówki.