Dodaj do ulubionych

niekiedy wesoło nie jest

19.04.04, 18:02
dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/04.19/Krakow/09/09.html
W sobotnie popołudnie na placu przy kościele św. Mikołaja odsłonięto chaczkar, czyli ormiański kamień krzyżowy, upamiętniający Ormian pomordowanych w Turcji w 1915 roku (zginęło wtedy ok. 1,5 mln osób) oraz Ormian, którzy wraz z Polakami zostali pomordowani przez nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej na Kresach Południowo-Wschodnich. Na uroczystość przybyło kilkaset osób: zarówno Ormianie ze starej i nowej emigracji, jak i przedstawiciele polskich środowisk kombatanckich i kresowych, a także wielu krakowian. Do tak "dobrej frekwencji" z pewnością przyczyniły się informacje o tym, że ambasada Turcji protestowała przeciwko ustawieniu chaczkara i użyciu w inskrypcji słowa "ludobójstwo".

Uroczystości rozpoczęły się od mszy świętej, celebrowanej w rycie ormiańsko-katolickim przez ks. Tadeusza Zaleskiego, duszpasterza Ormian w Polsce. Wiele osób miało okazję po raz pierwszy zobaczyć nabożeństwo, odprawiane w języku staroormiańskim. W czasie mszy modlono się za dusze pomordowanych Ormian.

Po nabożeństwie odbyło się poświęcenie chaczkaru, którego dokonał ks. kardynał Franciszek Macharski. Anna Dymna przypomniała słowa Jana Pawła II, który w czasie pielgrzymki do Armenii głęboko przejęty raną zadaną narodowi ormiańskiemu pytał, czy świat może dopuścić ponownie do takiej zbrodni.

Ks. Tadeusz Zaleski dziękował wszystkim, którzy nie ulegli przeciwnościom i pomagali w postawieniu chaczkaru. Wręczył medale św. Grzegorza Oświeciciela ks. kardynałowi F. Macharskiemu, ks. Antoniemu Sołtysikowi, proboszczowi kościoła św. Mikołaja, Jackowi Chrząszczewskiemu, projektantowi krzyża, oraz Adamowi Terleckiemu, prezesowi Ormiańskiego Towarzystwa Kulturalnego w Krakowie. Ambasador Armenii w Polsce Ashot Hovakimian wzruszony dziękował za uroczystość. - Prawda jest najważniejsza, nie boimy się mówić o prawdzie. Ale zebraliśmy się tu nie dla nienawiści, tylko by upamiętnić zmarłych. To nasza droga do pojednania z sąsiadami.

Na murach kościoła oraz ogrodzenia Ormianie rozwiesili zdjęcia oraz artykuły z gazet z 1915 roku, ilustrujące tragedię narodu ormiańskiego w Turcji. - To tak jak u nas w Katyniu - stwierdził starszy pan, przyglądając się stosom pomordowanych.

W czasie uroczystości grupa studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego rozdawała ulotki, informujące o zaginięciu latem 2002 roku Rafała Jędraszyka, historyka, który pojechał do Turcji, by nakręcić film o ludobójstwie Ormian.
(WT)

=========================
nie tylko gadanie: Słonie i Żyrafy
Obserwuj wątek
    • kocibrzuch Poszukiwania studenta UJ w Turcji 29.04.04, 17:32
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,44425,2047130.html
      Mariusz Karpiński, Agnieszka Balicka i Dominik Jarząbek będą szukać w Turcji śladów po zaginionym koledze

      Anna Gorczyca 28-04-2004, ostatnia aktualizacja 28-04-2004 20:19

      Mama i przyjaciele Rafała Jędraszyka z Jasła wyjeżdżają do Turcji szukać chłopaka, który zaginął tam przed wieloma miesiącami
      czytaj dalej ?
      - Dwa dni temu dostaliśmy list od ambasadora Turcji Cadana Azera, który potwierdza, że tureckie władze nam pomogą - cieszy się Mariusz Karpiński, który z Rafałem studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mariusz z kilkorgiem przyjaciół postanowił ruszyć tą samą drogą co Rafał, aż do miejsca, w którym ślad za nim się urywa. Do Turcji wybiera się z nimi mama Rafała.

      - Jeżeli rodzina studenta poinformuje nas, gdzie Rafał planował podróżować po naszym kraju, gdzie zamierzał nocować, to zastanowimy się nad formą pomocy. Udzielimy jej także grupie, która się wybiera do Turcji na poszukiwania - obiecuje radca ambasady tureckiej w Warszawie Ibrahim Yagli.

      Bliscy Rafała Jędraszyka mają nadzieję, że uda się wreszcie wyjaśnić, co się stało z młodym człowiekiem, który 8 maja 2002 roku wyjechał do Armenii.

      28-letni wówczas student IV roku historii UJ chciał kręcić film o konfliktach i pogromach ormiańsko-tureckich oraz zebrać materiały do pracy magisterskiej. Pierwszym etapem jego podróży była Turcja. Tu w rejonie jeziora Wan, góry Ararat i na pograniczu z Armenią miał zrobić pierwsze ujęcia. Kontaktował się dwukrotnie z rodziną. - Pierwszy raz 11 maja, tuż po przyjeździe do Turcji. Drugi telefon był 24 maja. Żartował, mówił o filmie, który miał zacząć kręcić w następnym tygodniu. Później już nie zadzwonił. Poprosiliśmy prokuraturę, żeby sprawdziła, skąd dzwonił - wyjaśnia Krystyna Jędraszyk, mama Rafała.

      Gdy nie wrócił w zapowiadanym terminie, rodzice zaczęli go szukać. Prosili o pomoc jasnowidzów i pracowników ambasady w Ankarze, a nawet kardynała Franciszka Macharskiego i premiera Turcji. - Rafał na pewno nie dotarł do Armenii i Gruzji. Tam czekali na niego przyjaciele. Ambasador Turcji potwierdził nam w liście, że Rafał wjechał do Turcji, ale jej nie opuścił. Udało się ustalić, że mógł zaginąć w rejonie między jeziorem Wan a Araratem, czyli na wschodzie kraju - wyjaśnia Mariusz Karpiński. On i pozostali przyjaciele Rafała liczą, że na miejscu uda się im natrafić na jego ślad. - Gdyby został zabity albo porwany, już byśmy wiedzieli. Może został zatrzymany przez policję turecką ze względu na film, który chciał kręcić, i teraz jest gdzieś przetrzymywany? - zastanawia się mama Rafała.

      Konsul Lech Faszcz z Ankary mówi: - Czasem informacje o tym, że nasz obywatel ma kłopoty, dostajemy z tygodniowym opóźnieniem, ale nie zdarzyło się, żeby taka informacja do nas wcale nie dotarła.

      Radca Yagli kategorycznie również zaprzecza: - Gdyby Rafał został zatrzymany przez nasze władze, polska ambasada na pewno zostałaby o tym powiadomiona.

      Krystyna Jędraszyk wierzy w szczęśliwy powrót Rafała. - Bo nadzieja w sercu matki nie umiera nigdy - mówi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka