turhotel
26.08.04, 14:01
Oto kilka zdań relacji z mojego pobytu w Turcji. Mam nadzieję, że w jakiś
sposób pomogę wam podjąć decyzję odnośnie samego wyjazdu i wyboru firmy. Od
razu uprzedzam, że nie pracuje w biurze podróży i to, co tu przeczytacie jest
moimi wnioskami i przemyśleniami, a nie jakąś reklamą czy antyreklamą.
Wyjechałem z żona na wycieczkę z biurem podroży Triada. Była to wycieczka
7+7, czyli 7 dni zwiedzania, a potem 7 dni wypoczynku. Na miejscu formalności
załatwiłem dosyć szybko. Skończyło się właściwie na dwóch wizytach w biurze,
omówieniu szczegółów, podpisaniu umowy i wpłacie. Potem krotki telefon od
Pani z biura z informacja, o której jest samolot i już lecimy do Turcji.
Już, albo nie już, ponieważ wylot miał być w środę rano, a okazało się, ze
wylot nastąpił w środę o godz. 22:15.
Nie wielka to różnica, ale bardzo zaważyła na dalszych elementach wycieczki,
ale o tym później.
Na miejscu czekały na nas autokary i przedstawiciele Triady. Bardzo sprawnie
zapakowali nas do autokarów i ruszyliśmy w drogę do Alanyi. Osobiście
trafiliśmy ok. godziny 4:00 do hotelu Bella Rosa. Przedrzemaliśmy się do
8:00. Po śniadaniu mieliśmy spotkanie z rezydentem Panem Marcinem. Dostaliśmy
informację, która była dla wszystkich olbrzymim zaskoczeniem. Okazało się, że
firma zamieniła nam kolejność pobytu. Mieliśmy najpierw zwiedzać, a potem
wypoczywać, a Triada odwróciła sobie kolejność. Nikomu to nie pasowało,
ponieważ każdy woli najpierw się nalatać po zabytkach, a potem wygrzać na
plaży, ale cóż - Triada zastrzegła sobie w umowie taką możliwość, szkoda
tylko, ze do samego końca w Polsce zarzekali się, że kolejność będzie
prawidłowa. Pogodziliśmy się z tym i nie było problemu. Zresztą takie
rozwiązanie ma swoje plusy, ponieważ pozwala przyzwyczaić się do panującego w
Turcji klimatu i tureckiej kuchni. Zdarza się dosyć często, że turyści
chorują przez dzień lub dwa. Nie jest to spowodowane jakimś nieświeżym
jedzeniem, ale organizm musi się przyzwyczaić do kuchni z dużą ilością octu i
klimatu z dużą dawką słońca.
Na wspomnianym spotkaniu p. Marcin dał nam naprawdę sporo potrzebnych
informacji dotyczących sposobu funkcjonowania społeczności tureckiej, ich
zachowań i obyczajów. Wytłumaczył nam po krótce, jak poruszać się po mieście
i jak zachowywać. Był to zbiór bardzo podstawowych, ale bardzo przydatnych
informacji.
Teraz krótki opis wypoczynkowej części wyjazdu.
Hotel, w którym byliśmy zakwaterowani był jak najbardziej w porządku. Duże
przestronne pokoje, basen, ogólnie czysto, bardzo miła obsługa. Jedyną jego
wada było jedzenie. Podane czysto i smaczne, ale bardzo, bardzo monotonne.
Do centrum mieliśmy kawałek drogi (godzinka piechotą). Nie jest to jednak
problem. Po Alanyi jeżdżą małe autobusiki, którymi za grosze (500tyś lirów
tureckich, czyli ok. 1,50zł) można dojechać do centrum. Jakieś 300m od hotelu
była plaża, ale osobiście jeździliśmy na plaże Kleopatra. Mimo, że to drugi
koniec miasta to naprawdę warto.
Bardzo miło spędziliśmy te dni. Dodatkowo wykupiliśmy sobie w Triadzie dwie
wycieczki. BoatTrip czyli rejs statkiem naprawdę polecam (świetnie się
bawiliśmy). Druga wycieczka to Rafting czyli spływ pontonem po rwącej rzece.
Ogólnie ciekawe, ale nie dużo się to różni od spływu tratwą organizowanego
przez górali w naszych pięknych Pieninach. Rzeka nie jest niestety jakąś
górską, rwącą rzeką z uskokami itd. To raczej normalna, spokojna woda.
Osobiście odpuścił bym sobie taki spływ drugi raz.
Co do samego pobytu to mogę dać wiele ciekawych wskazówek, ale to już
prywatnie, aby was nie zanudzać zbędnymi informacjami. Jak ktoś chce to na
zapraszam z pytaniami prywatnie na marbad@op.pl
Co do objazdówki to wcale nie była tak męcząca jak myśleliśmy. Oczywiście
trzeba było wstawać czasem i o 4:00 rano, ale w wygodnym autobusie można było
potem odespać. Hotele na objazdówce trafiały się różne, ale raczej
przyzwoite. Jedzenie w moim przypadku było dużo lepsze niż na pobycie.
Większość proponowanych przez Triadę miejsc warto zobaczyć, ale są wyjątki.
Byliśmy zachwyceni Kapadocją, Pamukale, Efezem. Najbardziej zawiodła nas
Troja, w której oprócz rekonstrukcji konia trojańskiego i kilku szczątków
muru (których okres pochodzenia tak naprawdę nie został jeszcze
zidentyfikowany) nic tam nie ma.
Ogólnie część objazdową oceniam na bardzo interesującą. Byliśmy zawiedzeni
tylko jednym jej elementem, a mianowicie przewodniczką. Pani M. niestety nie
posiadała zbyt wielkiej wiedzy na temat Turcji, a wiele informacji czytała
nam wprost z przewodnika Pascala (polecam ten przewodnik).
Ogólnie całą wycieczkę poleciłbym i byłbym z niej bardzo zadowolony gdyby nie
przebieg zdarzeń z ostatniego dnia pobytu.
Tureccy przedstawiciele Triady pozostawili grupę kilkudziesięciu osób na
lotnisku w Antalyi ok. godz. 16:00. Wylot zaplanowany był na godzinę 3:05
dnia następnego. Nie trudno policzyć, że grupa musiała koczować na lotnisku
11 godzin. W tym czasie cała grupa została pozbawiona: opieki pilota lub
rezydenta, zabezpieczenia bagażu, ostatniego (czternastego) posiłku w postaci
obiadokolacji.
Pani M., która była naszym pilotem na części objazdowej wycieczki,
zaproponowała nam dwa rozwiązania na ostatni dzień pobytu. Było to
odwiezienie nas na lotnisko na godzinę 15.00 i kilkunasto
godzinne „koczowanie” na lotnisku lub odwiezienie nas do hotelu w centrum
miasta. Oczywiście za hotel musielibyśmy zapłacić z własnej kieszeni, wiec
teoretycznie Pani pilotka mogła wyrzucić grupę na jakimkolwiek skrzyżowaniu.
Poprosiliśmy Panią M, aby firma wynajęła dla całej grupy jeden pokój w hotelu
w centrum miasta, co umożliwiłoby grupie pozostawienie tam bagażu i
zwiedzenie miasta (dzień nie byłby do końca zmarnowany). Grupa zaproponowała
nawet, że złoży się na taki pokój wiec Triada nie poniosłaby związanych z
wynajęciem pokoju kosztów.
Niestety Pani M. podwiozła nas do hotelu oddalonego od centrum (jak to sama
powiedziała - 20km). Na taką propozycję nie mogliśmy się jednak zgodzić. Pani
M odwiozła nas wiec na lotnisko, po prostu wysadziła nas z autokaru i na tym
zakończyło się jej zainteresowanie grupą.
Na lotnisku mieliśmy także „przyjemność” rozmowy z p. R. Potwierdził on fakt,
że brak ostatniego posiłku został spowodowany jego niedopatrzeniem. Ponieważ
miał już pod opieką grupę, którą musiał odwieźć do Alanyi, umówił się z nami
na spotkanie na godzinie 00:30. Na spotkaniu tym oczywiście nie pojawił się.
Zarówno Pani M. jak i Pan R. odmówili podania telefonu do swoich przełożonych
w Turcji. Zresztą zauważyliśmy, że przedstawiciele Triady są do naszej
dyspozycji, i służą pomocą i informacją dopóki nie zdarzy się nic
nieprzewidzianego. Wtedy nie ma osób odpowiedzialnych i każdy wskazuje jako
osobę winną swojego firmowego kolegę. A szkoda, bo to właśnie w krytycznych
sytuacjach turysta powinien uzyskać pomocną dłoń ze strony biura. Niestety
Trada nie była w stanie takiej dłoni wyciągnąć.
Szkoda, ale z drugiej strony to w końcu za wycieczkę płaci się przed
wyjazdem , a nie po powrocie…
marbad@op.pl