panimuchomor
21.07.09, 17:23
JAK MIAŁO BYĆ: Na dwutygodniowy kurs intensywny (4 razy w tygodniu) zapisałam
się miesiąc wcześniej, podpisałam umowę i wpłaciłam pełną kwotę. Dodatkowo
pracowniczka TFLS obiecała mi, że dopisze w umowie, że kurs ma się zacząć
akurat w tym dniu (inny termin dla mnie nie był możliwy) i jeśli okaże się, że
kurs się nie odbędzie, zostanę o tym poinformowana. Następnie zapewniła mnie,
że w tym czasie odbywa się masa kursów i w razie czego na pewno jakiś inny się
znajdzie.
JAK BYŁO NAPRAWDĘ: Kurs miał się rozpocząć w poniedziałek o 12, a ponieważ
nie dostałam od nich nawet sms-a, musiałam do nich zadzwonić w poniedziałek
rano. Okazało się, że kurs się nie odbędzie, a jedyny inny kurs który trwał
przez te dwa tygodnie jest dwukrotnie mniej intensywny, a godzina, o której
się zaczyna, jest dla mnie niewygodna. Postanowiłam to przemyśleć i zadzwonić
następnego dnia. Oczywiście, byłam pewna, że skoro mam podpisaną umowę i
formalnie jestem klientką tej firmy, zostawią mi miejsce, albo zaoferują coś
innego. Kiedy zadzwoniłam, okazało się że nie ma już miejsc, a pracowników
TFLS nie obchodzi to, że powinni mi zapewnić jakąś alternatywę.
A TERAZ ZAGADKA: Ten drugi kurs, na który próbowałam się zapisać ma w
katalogu napisane "4-8 osób". Skoro formalnie powinnam mieć zapewnione na nim
miejsce, to logicznym by się wydawało podzielenie grupy na dwie. Dlaczego nie
są w stanie tego zrobić?