anna_maria_pl
07.07.08, 13:41
Witajcie
Miałam niedawno dość niezwykłą sytuację z którą chciałbym się z Wami
podzielić. Sceptycy pewnie powiedzą, że to zwykły paraliż senny, o
jakim mówią lekarze i psychiatrzy.
Miałam już kiedyś taki paraliż i myślałam, że rzeczywiście to jest
jakieś działanie mózgu. Jednak to co wydarzyło sie pare dni temu
przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
W sobote popołudniu zrobilam sobie drzemke poobiednią. Zasnęłam.
Jakiś czas później się przebudzałam, już słyszałam gwar domowników
za ścianą, grający telewizor, już otwierałam oczy i widziałam
wisząca na przeciwko mnie na szafie marynarkę. Byłam w pół śnie,
pół na jawie.
W pewnym momencie zobaczyłam jak z nikąd, z sufitu na moje łóżko
zleciała jakaś jasna kulka, za która ciągneła sie smuga światła. To
trwało ułamek sekundy, że będąc w półśnie pomyślałam sobie, że to
jakieś złudzenie optyczne. To cos uderzyło w moja poduszke, poczyłam
uderzenie w poduszkę i czułam, że obok mnie jest jakaś istota.
Czułam obok siebie czyjąś obecność. Nie czułam, czy to jest dobra
istota czy zła. Poprostu była.
Zaraz po tym zaczęłam odczuwac coś takiego, jakby coś wyrywało mi
duszę z ciała. Coś odciągało dusze od mojego ciała, zaczęłam mieć
jakieś konwulsje. Nie chciałam oddzielić sie od ciała, bałam się i
starałam się za wszelką cenę nie wychodzić z ciała. W tej
szrpaninie, która trwała pare sekund, miałam wrażenie, że widziałam
jak centymetry mojej duszy wychodziły z ciała, jednak zaraz wracały
na miejsce.
Nastała cisza, sekunde, lub dwie, miałam tysiąc myśli na sekunde,
chciałam wołać mame ale nie mogłam wydobyc głosu, nie mogłam sie
poruszyć. Za chwile nastąpiłan powtórka tego co była wcześniej,
jeszcze silniejsza. Nie chciałam odejść od mojego ciała, bałam się,
że może już nie być powrotu.
Gdy po drugim razie nie pozwoliłam duszy wydobyć się z ciała.
Zaczełam tracić przytomność, w oczach zrobiło mi się ciemno, w
uszach zaczeło szumieć, głowa mi już przechyliła sie w bok.
Resztakami przytomności pomyślam sobie, że umieram i zaczęłam w
duszy krzyczeć: " Zostaw mnie, ja chce żyć!!! Nie chce umierać!!!
Zostaw mnie!!!" i momentalnie przeszło. Zaczełam odzyskiwać
przytomnośc i mogłam sie już ruszać.
Przez pare dni byłam w szoku, po tym co sie stało. Jeżeli to zwykły
paraliż senny, o jakim piszą artykły to dlaczego przeszedł w
momencie, gdy zaczełam krzycześ do czegoś tego by mnie nie
zabijało???
Kim jest ta istota??? Dlaczego chciała zabrać moją dusze???
To pytania, na które nie potrafie znaleźć odpowiedzi.
Pozdrawiam