Dodaj do ulubionych

Leczenie w Anglii - pamitniko-reportaz

07.04.09, 19:02
W tym watku chcialbym zdawac relacje z leczenia w Anglii.
Moze to byc przydatne wielu osobom, ktore moga porownac tutejsze
metody z polskimi i wniesc potem jakies uwagi do procesu
postepowania z chorymi na ZW typu C w Polosce.
Moze tez byc zacheta do podjecia leczenia tutaj, gdyz moze sie
znalezc ktos majacy dylemat, czy leczyc sie tu, czy moze na czas
leczenia wrocic, lub wybrac jeszcze inny kraj.
Zachecam do kontaktow ze mna i pisania w tym watku, osoby, ktorych
to dotyczy, zwlaszcza Polakow, ktorzy akurat przebywaja w Wielkiej
Brytanii i zastanawiaja sie nad leczeniem lub juz sie lacza badz tez
juz takie leczenie przeszli.
Rozne panuja opinie o brytyjskiej medycynie. Slysze czasem wiesci o
jej cieniach ale nie przeslaniaja mi one jej blaskow.
Dzis dostalem siatke z lekami i mam zaczac w piatek.
Jak bedzie?!
Przyznam, ze mam troche pietra.
Obserwuj wątek
    • jan-w Re: Leczenie w Anglii - pamitniko-reportaz 07.04.09, 19:08
      Powodzenia życzę! :-)
      • straus07 Leczenie w Anglii - pamitniko-reportaz 08.04.09, 19:36
        Dzieki za zyczenia. Mam nadzieje, ze u Ciebie tez wszystko OK.
    • straus07 Jak to bylo w Anglii - po kolei: 08.04.09, 19:39
      Lato 2007 – stara przyjaciolka zasugerowala mi, zebym sie przebadal
      na obecnosc wirusa C
      Jesien 2007 – zglosilem sie do Lekarza Pierwszego Kontaktu ( GP) z
      powodu dyskomfortu w okolicach watroby podejrzewajac ze to z powodu
      duzej ilosci zazywanego paracetamolu. Wykonano podstawowe badanie
      krwi, ktore wykazalo zawyzone niektore wskazniki watrobowe.
      Jesien 2007 – omowienie wynikow krwi z GP i otrzymanie skierowania
      na USG
      Jesien 2007 – badanie USG nie wykazalo, zadnych zmian, a wedlug
      opinii badajacego, niewielkie podwyzszenie niektorych wskaznikikow
      wynikalo z przyjmowania przez dluzszy czas srodkow przeciw bolowych
      z powodu „tenis elbow”
      Jesien 2007 – wtedy to, przypomniawszy sobie sugestie przyjaciolki
      poprosilem lekarza pierwszego kontaktu o skierowanie na badanie na
      wirusa C, ktore wydal mi bez zadnego problemu i sa one w anglii
      nieodplatne
      Jesien 2007 – badanie krwi wykazalo obecnosc antycial
      Jesien 2007 – pogawedka z GP na temat metod i warunkow leczenia, w
      ktorej poinformowal mnie, ze czas oczekiwania, to rok do dwoch lat i
      ze warunkiem skierowania na terapie jest ustabilizowane zycie
      pacjenta /zadnych zabaw z igielkami, pijanstwa itp./
      Jesien 2007 – skierowanie do specjalisty w szpitalu w celu ustalenia
      mozliwosci leczenia.
      Jesien – 2007 kolejne badanie krwi potwierdzajace istnienie wirusa
      Jesien 2007 – wizyta u specjalist, ktory powtozyl to samo co mowil
      GP i wyjasnil na czym polega leczenie, ze w przypadku mojego
      genotypu bedzie trwalo 6 miesiecy i ze moga wystapic skutki uboczne,
      i dal mi skierowanie na jeszcze jedno badanie /bo moze wirus sam
      gdzies przepadl/
      Wiosna 2008 – druga wizyta u specjalisty i zakwalifikowanie mnie na
      leczenie z terminem oczekiwania rok do dwoch lat
      Styczen 2009 – wezwanie poczta na wizyte u pielegniarki prowadzacej
      terapie
      Styczen 2009 - 1 wizyta u pielegniarki, podczas ktorej zostalem
      poinformowany o szczegolach terapii, skutkach ubocznych, otrzymalem
      do domu CD rom z filmem i broszurki na temat choroby i leczenia oraz
      zestaw do przecwiczenia zastrzykow a na koncu zostalem wezwany do
      przemyslenia sprawy i podjecia decyzji w terminie miesiaca.
      2009 - w tak zwanym miedzyczasie juz 3 krotnie przekladano mi wizyte
      u specjalisty od leczenia wirusa. Aktualny termin czerwiec 2009.
      Luty 2009 - 2 wizyta u pielegniarki, dyskusja i proba odroczenia
      leczenia o 3 miesiace ze wzgledu na nie najlepsza aktualnie kondycje
      psychiczna, lecz pielegniarka powiedziala mi ze albo zaczne od razu
      albo bede musial poczekac kolejna pol roku, wiec podkalem decyzje ze
      zaczynam po powrocie z Polski w polowie marca.
      Marzec 2009 – bedac w Polsce zdecydowalem sie isc do psychiatry,
      ktoremu opowiedzialem o mojej sytuacji, jak leczylem sie dotychczas
      z depresji bardzo domowymi metodami i ktory zostosowal mi lek
      Coaxil.
      Marzec 2009 – trzecia wizyta u pielegniarki spodziewalem sie juz
      otrzymania lekow, ale z powodu zbyt duzej ilosci nowych pacjentow
      pielegniarka zaproponowala rozpoczecie terapii od nastepnego
      miesiaca. Powiedziala ze na tydzien przed wizyta zadzwoni zeby
      sprawdzic czy sie nie rozmyslilem i wtedy zamowi dla mnie lekarstwa
      na wyznaczona wizyte.
      Kwiecien 2009 – telefony ze szpitala w celu potwierdzenia mojego
      przyjscia i decyzji rozpoczecia kuracji, aby pielegniarka wiedziala,
      ze napewno ma zamowic zestaw lekow dla mnie
      Kwiecien – 4 wizyta u pielegniarki, przeszkolenie jak robic zastrzyk
      i otrzymanie siatki z lekami, podczas ktorej zadalem kilka
      technicznych pytan i dowiedzialem sie tez, ze pierwszy zastrzyk
      jednak bede musial sobie zrobic sam jesli decyduje sie na zastrzyki
      w piatki, byla chetna do zrobienia mi go natychmiast ale
      zrezygnowalem. W piatek wieczorem mam zazyc 2 paracetamole na
      godzine przed pojsciem spac i przed samym spaniem zastrzyk, a
      wczesniej mam dwa razy zazyc pigulki i otrzymalem skierowanie na
      cotygodniowe badania krwi, ktore mam okazac przed pobraniem a potem
      co tydzien w kazda srode bede juz tylko podawal swoje nazwisko, a
      takze dowiedzialem sie, ze po przeanalizowaniu wynikow badan
      srodowych moge, otrzymac od niej telefon, o koniecznosci
      zmniejszenia dawki podawanej w zastrzyku z 0,5 na cokolwiek mniej
      np 0,3.
      Kwiecien 2009 - umieszczenie 4 zastrzykow w lodowce a pigulek w
      szafce, czytanie ulotek dla pacjenta, doksztalcanie sie w
      oczekiwaniu na piatek.
    • straus07 Cz sprzet moze zawiesc? 08.04.09, 21:34
      Czytajac niniejsze forum, natrafilem na skargi niektorych pacjetow
      na sprzet i ze z tego powodu mieli powazne problemy z wykonaniem
      zastrzyku. Nie mowiac juz o stresie.
      Oto fragment rozmowy na ten temat:

      bananarama-live napisał:

      > nalezy mocno przydusić obie ruchome częsci , az strzeli. <

      Mrozace krew w zylach opisy !!
      Mam nadzieje, ze moj angielski sprzet okaze sie lepszy. Ma tylko
      klikac a nie strzelac. I raczej nie trzeba go dusic.
      ... Pytalem pielegniarki:
      a co jak sprzet zawiadzie lub mikstura bedzie nie klarowna? Ale ona
      nie dopuscila takiej mozliwosci. Widocznie wierzy w niezawodnosc
      tego sprzetu. Jednak martwie sie co bedzie jesli ostatni z 4
      wstrzykiwaczy ktore dostalem zawiedzie. Kto mi w piatek wieczor
      zrobi zastrzyk? Bede musial do niej zadzwonic i zapytac.
      Ciekawe czy na tym forum mozna sie jakos wymieniac zdjeciami, bo
      chetnie pokazal bym ten dlugopis ktory dostalem i zobaczyl Wasze
      polskie.
    • straus07 Pierwsza doba leczenia 11.04.09, 22:39
      Im bliżej do rozpoczęcia terapii tym bardziej byłem podekscytowany i w końcu
      myślałem już prawie tylko o tym. A szczególnie o robieniu pierwszego zastrzyku.
      Od około miesiąca przyjmuję Coaxil, który wszedł już w tą
      fazę "pełnego działania".
      Ale wystąpiły też objawy uboczne:
      szkliste oczy, wzrost jakby ciśnienia w głowie, szum/pisk w uszach.

      10 kwietnia

      godzina 14.15
      po obiedzie pomodliłem się i połknąłem pierwsze dwie pastylki
      Rebetol (ribovirin 200 mg)

      14.30
      zacząłem czuć się dziwnie

      14.35
      coś dziwnego z oddechem, jakby zawroty głowy,

      15.30
      czułem się trochę dziwnie ale właściwie nic poważnego się nie dzieje

      17.20
      zmierzyłem temperaturę pod pachą cyber termometrem, który kupiłem za Ł5 - 36.3
      czyli tyle samo co u żony

      19.15
      Przed jedzeniem Coaxil a po jedzeniu 3 pastylki Rebetolu
      samopoczucie dobre, był spacer.
      Po wspaniałym koncercie w Cytadeli Armii Zbawienia

      21.15
      Znowu obejrzeliśmy film instruktażowy, przećwiczyliśmy na zestawie do ćwiczeń,
      jeszcze raz włączyliśmy film i zatrzymując po każdym punkcie zaczęliśmy operować
      już prawdziwym wstrzykiwaczem i o
      23.15

      zrobiłem sobie zastrzyk.
      Ukłucie jednak trochę bolało, ale chyba wszystko dobrze się udało.
      Skórę na brzuchu ściskała mi żona. Na szczęście jej nie pokłułem.

      23.35
      nie mam żadnych złych objawów. może trochę stresu
      Położyłem się czując trochę dziwnie i zasnąłem przy filmie z plastikowej klapki
      temperatura 36.3
      ............................................................

      11 kwietnia

      w nocy parę razy wstawałem /siusiu/ ale nie czułem się źle.
      obudziłem się ostatecznie o 9.00
      z lekkim bólem prawej strony głowy i prawego oka. temp. - 36.3

      Położyłem się wiec i spałem dalej, popiwszy wcześniej trochę wody

      11.00
      ponownie się obudziłem i stwierdziłem, że ból całej głowy się nasilił i prawego
      oka też. Nie powiodła się próba stwierdzenia
      u mnie gorączki. Temp. 36.3 zaciął się ten termometr czy co?

      11.35
      zażyłem przed posiłkiem coaxil oraz 1000 mg paracetamolu + 75 mg kodeiny

      12.10
      zaczęło się uspokajające działanie kodeiny i jeden z tych "efektów ubocznych" z
      ulotki dla pacjenta /za który to przez jednych jest krytykowana a o dziwo przez
      innych przeciwnie - chwalona, toteż ja sam powstrzymam się od komentarza aby ten
      opis był jak najbardziej naukowy/

      12.25
      ból głowy i oka zelżał znacznie a ja nabrałem optymizmu i zaraz pomogę żonie w
      zakupach
      Wysyłam komu się nawinie takie oto życzenia:
      (y)
      (handshake)(handshake)(handshake)
      (n)
      (n)
      Hallelujah!!!
      Have a good time!

      Ile głupot w internecie, ile fałszu jest w
      kobiecie, ile ciągot jest do złego, ile łaski
      Najwyższego, Tyle życzę Ci radości, i
      wszelakiej cierpliwości aby Święta tej
      miłości przebiegały Ci w prawości!
      J.

      12. 30
      znaleźliśmy u drzwi miły list ze szpitala zapraszający mnie na następną wizytę u
      p. pielęgniarki, jak zwykle z planikiem z realistycznymi rysuneczkami budynków
      szpitala ułatwiającym znalezienie właściwego oddziału. Good job NHS!

      14.10.
      przytargałem ciężkie zakupy z daleka. Samopoczucie dobre. Po porannych bólach
      nie ma nawet wspomnienia.

      14.25.
      2 x Rebetol (ribovirin 200 mg)

      16.20
      obiadek. Samopoczucie dobre. Brak objawów ubocznych po Rebetolu. Od
      11.30 kiedy zażyłem leki przeciw bólowe nic mnie nadal nie boli. Więc nic na
      razie nie dorzucam.

      20.10
      Ponieważ zacząłem ponownie odczuwać ból głowy i tak jakby korzonków
      śródżebrowych, zażyłem oprócz coaxilu również dwa polskie antki (Antidol 15/500)
      i jedna jeszcze pastylkę co dało 1000 mg paracetamolu i tylko 45 mg kodeiny. A
      co się będę niepotrzebnie lekami faszerował.
      Za chwile, po kolacji połknę 3 x Rebetol. I tak minęła pierwsza doba leczenia.

      20.55
      Temperatura przed zadziałaniem leków 36.6 /podniosła się o trzy kreski.

      21.25
      Bóle odeszły jak ręką Jezusa odjął!
      Rebetol połknięty.
      Temperatura - 36,7

      Więcej w sumie strachu niż cierpienia jak na razie.
      • straus07 ważne uzupełnienie! 11.04.09, 22:54
        Zabrakło ważnego zdania:
        po slowach:
        19.15
        Przed jedzeniem Coaxil a po jedzeniu 3 pastylki Rebetolu
        samopoczucie dobre, był spacer.
        Po wspaniałym koncercie w Cytadeli Armii Zbawienia

        powinno byc dodane:

        zgodnie z tym co sugerowała pielęgniarka na dwie godziny przed planowanym
        zastrzykiem zażyłem dwa paracetamole i 45 mg kodeiny.

        To ważne bo właśnie to prawdopodobnie mnie uchroniło przed problemami tego wieczora.
    • straus07 Druga doba leczenia 13.04.09, 15:44
      12 kwietnia

      10.00
      temp. 36,7
      Lewe ucho jakby zatkane, prawe oko lekko bolące a poza tym nic nie dolega.
      Zażyłem więc półprofilaktycznie zwykły Paracetamol /1000mg/ Coaxil
      12.00 - temp. 36.2
      sen
      15.30 - temp. 36,4
      16.30 - Rebetol
      17.30 - temp. 36,4
      na rozbudzenie Konga, Centrum, Rutinoskorbin, Żen Szeń, Lecytyna
      Nie rozbudziłem się za bardzo. I zaczęło mnie troche łamać.
      21.30
      Coaxil, Paracetamol
      23.00
      Rebetol
      00.30
      troche łamało mnie w okolicach żeber
      paracetamol 750 mg

      apetyt dobry, żadnych zaburzeń se strony układu pokarmowego i innych. Była senność ale nie wieksza niz niekiedy w złą pogode. A pogoda ogolnie jest senna i widzę że i inni nieźle sobie śpią.
    • straus07 Trzecia doba leczenia 14.04.09, 21:22
      13 kwietnia

      obudziłem sie okolo
      11.00
      zażylem codzienny Coaxil i poszedłem spać dalej
      14.30 - temp. - 36,3 śniadonio - obiadek
      Rebetol
      15.00 - lekko boli prawe oko, i bardzo trudno mi sie czyta w komputerze /z
      powodu trudności w skupieniu/. Zastanawiam sie, ale na razie nie biore NLPZ.
      Poniedziałem to wazny dla mnie dzień do obserwacji bo w przyszłości w
      poniedziałki będę musiał juz pracować.
      Temp. - 36,4
      21.45
      Rebetol, Coaxil

      Podsumowując - prawie żadnych objawów ubocznych.
    • straus07 Czwarta doba leczenia 15.04.09, 17:30
      14 kwietnia

      Raczej żadnych objawów ubocznych od rana.

      Dopiero po wypiciu szklanki cieczy, którą nazwałem szczynami żubra, zaczęła
      boleć mnie głowa. Wypiłem to bo kolega mi poradził, że to, to na pewno bedę
      mógl wypić bo to nawet nie smakuje piwem.
      Trochę poleżałem, potrzymałem reke na głowie, zjadłem cos i przeszło bez zażycia
      leków.

      Jednak odkryłem że w miejscu zrobienia zastrzyku moja skóra jest zabarwiona na
      różowo i troche swędzi. To zaczerwienienie jest wielkości gęsiego jaja.
      Wieczorem czułem jakby podrażnienie skóry z przodu i z tyłu tułowia. Miałem juz
      to wczesniej ale nieco mniej nasilone.
      Jednak obyłem sie bez leków p/ból..
    • straus07 Piąta doba leczenia 16.04.09, 16:41

      15 kwietnia

      środa - dzień badania krwi

      Samopoczucie fizyczne dosc dobre ale psychiczne nie. Dręczą mnie smutne myśli, że nie pracuję, i jestem jakiś do kitu. Rozmyślam jak wyjsc z tej trudnej sytuacji.

      Byłem na pobraniu krwi. Trochę więcej niz zazwyczaj cierpiałem ale przeżyłem. Dogadałem sie z pielęgniarka i recepcjinistką / to cud przy moim angielskim/ że od tej pory kartka o mnie bedzie schowana w takich szufladkach i ja bede tylko przychodził i podawal imię /jak oni to mówia - Name/.

      Trochę mnie telepało i łamało ale obyło sie bez leków.
      • 3-mamuska witam 16.04.09, 18:38
        ja tez sie lecze wLondynie jestem po 5 zastrzyku i tak jak ty mam smutne mysli
        no i goraczke po zastrzyku ok 1 doby ja mam zastrzyk we wtorki wieczorem a i
        biore leki o 9 rano i 9 wieczorem nie jak ty w ciagu dnia .do jakiego szpitala
        jezdzisz jesli moze spytac?pozdrawiam trzymaj sie bedzie dobrze za 2 tygodnie
        bede wiedziec czy terapi skotkuje i czy poziom wirusa spada
        • straus07 Re: witam 18.04.09, 01:49
          Dzięki za wpis!
          Witaj krajanko, jeśli tak można powiedzieć.
          Do szpitala mam blisko bo 15 minut na piechotę. Nie muszę więc transportować zastrzyków jak niektórzy w Polsce. Tam też robię badania. To jest Kettering General Hospital. A jak Ty masz daleko do szpitala? Ciekawi mnie dlaczego masz zastrzyki akurat we wtorki? Mi powiedzieli żeby w piątki, tuż przed pójściem spać. Bo przez dwie doby najbardziej łamie, a ja wyraziłem chęć /raczej koniecznośc/ pracowania. Z tym, że ja sobie robię zastrzyki sam.
          Pozdrawiam i życzę wyzdrowienia!
    • straus07 Szósta doba leczenia 18.04.09, 01:41
      16 kwietnia

      Pochmurno, mżawka, deszcz a ja sie czuję świetnie! Lepiej niz wczoraj przy
      słonecznej pogodzie ale z nutą nadchodzącej zmiany.
      Miałem naprawdę wspaniały dzień i byłem bardzo szczęśliwy.
      I bez żadnych złych objawów.

      Miałem / a własciwie moja żona/ telefon w którym pielęgniarka uprzejmie
      wypytywała jak sie czuję i czy nie chce przypadkiem przerwać terapii. Ucieszyła
      sie, że wszystko jest OK, ale jednak poleciła mi aby zmniejszyć dawkę na
      wstrzykiwaczu z 0,5 na 0,3, bo wyniki krwi się pogorszyły i trzeba.
      • 3-mamuska Re: Szósta doba leczenia 18.04.09, 12:52
        hej ,ja mam do szpitala na padington jest tam klinika dla matek z dziecmi,bo ja
        dowiedzialam sie o chorobie w ciazy.Jeszcze nie wiem ostatecznie czy synek jest
        zdrowy.Ja mam zastrzyk we wtorek, bo tylko takie termin ma pierwsza wizyte mieli
        ,ale dla mnie to nawet ok bo w ciagu dnia jestem tylko z maluchem,starsze chodza
        do szkoly,a mam tak blisko ze zawsze ktos ze znajomych mi ich podprowadzi jesli
        jest zle ,na na weekend mam 3 dzieciakow a maz i tak pracuje w soboty.Ja mam ten
        sam poziom lekow co na poczatku bo wyniki trzymaja sie na tym samym poziomie lub
        nieznacznie sie ruszyly w gore lub w dol ,takm wiec na razie jest ok,ja biore
        zastrzyk ok 19 o 21 tabletki i paracetamol myje sie i o 23 jestem w lozku na
        drugi dzien jest do ok 15 lamanie w kosciach,zycze powodzenia bedzie dobrze
        • straus07 Re: Szósta doba leczenia 20.04.09, 19:05
          A jak to odkryto i jakie masz wspomnienie jeśli chodzi o obsługe.
    • straus07 7-ma doba i 2-gi zastrzyk 20.04.09, 19:15
      Pomyliłem sie. To w piatek był ten telefon w sprawie zmniejszenia dawki.

      Do zastrzyku przygotowywałem sie w sposob następujący: Paracetamol 1000/30
      kodeiny plus 2mg Relanium. Zastrzyk poszedł mi lepiej, bo szybciej sobie wbiłem
      iglę i mniej przez to bolalo.
      Jednak miałem troche ciężkie oddychanie. Nie będę więcej chyba łączył kodeiny i
      relanium , bo to mogło byc od tego. Ale napilem sie mocnej herbaty i przeszło.
      • straus07 Re: 7-ma doba i 2-gi zastrzyk 20.04.09, 19:43
        Sklamałem niechcący. Zażyłam 1000 paraca i 60mg kodeiny /po prostu dwa
        co-codamole 30-ki/
    • straus07 8-ma doba 20.04.09, 19:18
      Dzień po drugim zastrzyku przebiegł łagodnie. Rano zażyłem 2 paracetamole i 15mg
      kodeiny.
      Drugi raz sam paracetamol wieczorem.
      • straus07 Re: 8-ma doba 20.04.09, 19:19
        Muszę dodać jeszcze to, że byłem z rodzina i znajomym na długiej wycieczce i
        byłem w dobrej formie a pogoda super.
    • straus07 9 doba 20.04.09, 19:45
      Żadnych objawów ubocznych , żadnych leków p/ból.
      • 3-mamuska Re: 9 doba 21.04.09, 00:59
        hej ja zawsze w ciazy mialam problem z watroba przez to mialam ciaze wysokiego
        ryzyka nazywa sie cholestaza ciazowa ,ale pewna mloda lekarka po duzym skoku
        bilirubiny w ciagu 2 tygodni z 19 skoczyla ma 50 i dlatego wyslano mnie na
        badania wzw.Jak maly sie urodzil dostalam list ze szpitala ze wysylaja moje
        papiery na padington i tamten szpital zajmie sie mna dalej .Jak mialy mial 5
        miesiecy 1 raz bylismy w tym szpitalu nie zobili malemu badan bo juz punkt
        pobrania krwi byl zamkniety wiec tylko pogadali i powiedzieli ze jak postanowie
        przestac karmic piersia to mam sie zglosic na bjopsje,na moje problemy z
        pobolewaniem z prawej strony i ogolne samopoczucie lekarz powiedzial,ze pewnie
        to nie to bo watroba nie boli ,bylam tak zla ze jak wrocilam do domu to przez
        godzinne ryczalam.Jak odstawialam malego ok sierpnia to zglosiala i wyznaczyli
        mi date na koniec pazdziernika bjopsja byla straszna a raczej chwile po tak mnie
        bolalo jak przy porodzie mam usuniety woeczek i kto wie czy lekarz nietrafil na
        jekies zrosty,zamiast wyjsc o 15 wyszlam o 17 jak staruszka ,byli w szoku
        dostalam morfine ,robili dodatkowe usg.Jak odbieralam wyniki to odrazu
        powiedzialam ze chce sie leczyc no i wyslali mnie na te wyniki przed
        rozpoczeciem leczenia, czyli ekg przeswietlenie klatki piersiowej podstawowe
        badania.Czy tobie mowili jak masz zyc co robic ja nie pije nie pale nie biore
        lekow raz po zastrzyku paracetamol,pije herbaty zolowe jem produkty odtluszczone
        zamiast smietany jogurt ,czy tobie powiedzieli co masz robic czy masz zyc tak
        jak dotychczas pozdrawiam
    • straus07 Po 4-tym zastrzyku. 02.05.09, 19:26
      Właśnie zażyłem paracetamol z kodeiną /bo nie mogłem znaleźć czystego/ bo mnie
      trochę boli głowa i lekko telepie.
      Jeśli chodzi o ten wczorajszy zastrzyk, to stało się coś bardzo dziwnego. Otóż
      gdy już wszystko zrobiłem, dobrze, zgodnie z instrukcją, i trzymałem
      wstrzykiwacz przed brzuchem, nagle zbaraniałem, bo stwierdziłem, że się boję
      wbić to w ciało. Dłuższy czas musiałem spędzić na przygotowaniu się psychicznym.
      Czy to z każdym zastrzykiem będzie trudniej?

      Zaczęły mnie też wkurzać pobrania krwi. W ramach premedykacji zażyłem ostatnio
      parac/kod. Pomogło. Przedostatni raz strasznie się wycierpiałem.

      Przywrócono mi pełną dawkę Viraferonu.

      W czasie od 9 do 22 doby leczenia, właściwie nie cierpiałem fizycznie.
      Raczej bardziej psychicznie z powodu braku pracy i długów.
      Przygotowuję się do nowego sposobu zarabiania, ale to będzie przestawienie
      zwrotnicy na inny tryb życia.

      Odpowiedź na pytanie:

      >>Czy mówili mi jak mam żyć i jaką stosować dietę??<<

      Powiedzieli: normalnie. Po prostu zdrowo żyć i zdrowo się odżywiać.

      Pozdrawiam wszystkich leczących się i zachęcam niezdecydowanych.
      • straus07 Re: Po 4-tym zastrzyku. 10.10.09, 22:31
        No i juz po leczeniu, mam "minusa"!
        Nie dlugo napisze wiecej. Mam jakis klopot z komputerem.
    • straus07 Re: Leczenie w Anglii - pamitniko-reportaz 10.10.09, 22:24
      No i juz po leczeniu.
      Mam "minusa".
      Niedlugo napisze wiecej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka