wuk4
04.01.10, 11:54
Chciałem zauważyć, że w pociągach polskich istnieją tylko dwie
możliwości klimatyzacyjne: LODÓWKA albo SAUNA.
Albo człowiek dygoce, wtula się w kącik przedziału, zakłada
rękawiczki i owija się płaszczem, żeby nie ulec wychłodzeniu, albo -
i to według mnie jest jeszcze gorsze - robi się klimat tropikalny,
twarz czerwona, pot leci z czoła, człowiek zdejmuje z siebie,
otwiera wreszcie okno, bo nie sposób wytrzymać tego piekiełka.
Czy nie ma, do cholery, możliwości ustawienia normalnej temperatury
w pociągu? W przedziałach te pokrętła nad drzwiami sugerują, że
jakoby mają służyć do ustawiania temperatury, ale NIGDY nie udało
mi się potwierdzić, żeby one działały. Równie dobrze można sobie
pokręcić guzikiem u koszuli i oczekiwać, żeby od tego zmieniła się
temperatura w pociągu.
Poza tym, czy jeszcze w PKP robi się tak idiotyczne rzeczy, jak
ogrzewanie (robienie sauny w wagonach) z powodu tzw. "sezonu
grzewczego". Spotkałem się z tym nieraz, że było powyżej 15 stopni
na zewnątrz, marcowe słonko świeciło, a w pociągu temperatura jak w
hucie przy wytopie stali. Pomyślałem, że argumentacja jest jedna:
mają sezon grzewczy, więc muszą grzać. Ale PRL chyba się już
skończyło?