Dodaj do ulubionych

Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!!

IP: *.szaf / 217.153.79.* 24.02.04, 18:25
7 marca ul Mariacka 6 (stowarzyszenie Civitias Christiana) godz. 11:00
Dojscie: Na przeciw katedry za serwisem samochodowym
Obserwuj wątek
    • Gość: + Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.04, 18:39
      W zasadzie nie powinienem tego komentować i tak też zrobie. Chociaz swoją drogą
      jakie to łatwe być profesorem :)
    • Gość: bbombel Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 24.02.04, 21:19
      Konkretnie masz mu cos do zarzucenia? Jesli tak to prosze o konkrety a nie
      wyssane z palca bzdury. Prosze zapoznac sie z jego artykulami na stronie
      prof.Nowak.w.interia.pl jest ich tam niecale 200 i znalesc chocby jedna
      niescislosc nie mowiac o klamstwie.
      Prof. Nowak swoje teorie podpiera wieloma faktami a nie mitami, potrafi
      bezposrednio i bez owijania w bawelne mowic jak jest, demaskowac zafalszowania
      co pewnie wywoluje u przeciwnikow do wscieklosci tak ze calkowicie unikaja
      dyskusji z nim i uciekaja (a w mediach przemilaczaja go zupelnie)

      Dlatego na spotkaniu szczegolnie mile widziani sa liberalowie, kosmopolici.

      Moze na spotkanie przyjdzie ktos z Gazety Wyborczej i przedstawic skrot
      spotaknia w gazecie? Oczywiscie zartuje :-)

      Zapraszam do odwiedzenia strony: prof.Nowak.w.interia.pl
      • Gość: ace Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.espol.com.pl 25.02.04, 20:26
        Uff, ty tak na serio, czy robisz sobie jaja?
    • Gość: xc Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.MAN.atcom.net.pl 24.02.04, 21:27
      postkomuniasta, ktory nawet w sluzbie dyplomatycznej PRL sluzyl teraz robi za
      patriote. ciekawe jak wyglada jego orzeczenie lustracyjne!
      • Gość: bbombel Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:04
        Nowak: "Oszczerca T.P. Terlikowski nazwał mnie w tekście publikowanym na
        łamach "Racji Polskiej" "sumieniem wyjątkowo zbrukanym" i pisał, że prawie 50
        lat życia spędziłem na "wiernej służbie Polsce Ludowej". Jak wiadomo, tzw.
        Polska Ludowa trwała 45 lat, od 1944 do 1989 roku. Ciekawe więc, na czym
        polegała moja "wierna służba" takiej właśnie Polsce, np. w 1945 roku, gdy
        miałem 5 lat. Oszczerca najwyraźniej nie wie, że w wieku 23 lat wiosną 1964
        roku zostałem zatrzymany za "niewierność" PRL-owi, bo za rozpowszechnianie
        memoriału 34 intelektualistów. Najwyraźniej nie wie, że w pierwszej połowie lat
        60. należałem do opozycyjnego "bogoojczyźnianego nurtu" młodzieży studenckiej
        (por. na ten temat uwagi w książce J. Eislera "Marzec 1968", Warszawa 1991, s.
        111-112). Nie wie, że w czasach PRL-u uniemożliwiono mi druk kilku książek o
        historii, że cenzura zatrzymała mi parę dziesiątków artykułów (w tym parę ponad
        30-stronicowych). Że pierwsze zatrzymania cenzury ugodziły w moje teksty w 1963
        roku, gdy miałem 23 lata, a ostatnie na krótko przed załamaniem PRL-u w maju
        1989 roku, gdy miałem tych lat 49 (wtedy na tydzień przed wyborami do Sejmu
        kontraktowego cenzura zatrzymała mój tekst o potrzebie odpolitycznienia wojska
        i milicji). To była rzeczywiście "wierna służba"!
        A teraz przejdźmy do informacji bardziej szczegółowych, prostujących fałsze
        Terlikowskiego o "wiernej służbie". Otóż w październiku 1956 roku zyskałem
        wielki aplauz sali, występując jako 16-letni uczeń gimnazjum na kilkutysięcznym
        wiecu w Białej Podlaskiej, podejmując między innymi sprawę Katynia i zwrotu
        polskich zabytków kultury przetrzymywanych z ZSRS. Pod wpływem ogromnego
        entuzjazmu dla walk Powstania Węgierskiego właśnie wtedy, w październiku 1956
        roku, rozpocząłem na własną rękę naukę języka węgierskiego, co później stało
        się podstawą do opublikowania przeze mnie licznych książek i kilkuset artykułów
        o sprawach węgierskich. Przypomnę, co przyznawał na mój temat nawet mój obecny
        przeciwnik, były minister w rządzie Mazowieckiego Waldemar Kuczyński,
        oskarżający mnie dziś o "dziki antykomunizm". Jak pisano w "Gazecie Wyborczej"
        z 17 października 1995 roku: "Opowiada Waldemar Kuczyński, znajomy Nowaka od
        czasów studiów w pierwszej połowie lat 60.: - Był specjalistą od Węgier,
        entuzjastą powstania `56 i polskiego Października. Mówił i pisał maksimum
        prawdy jak na tamte czasy. Był związany z ruchem kontestacji studenckiej na
        Uniwersytecie Warszawskim (...). Później poszedł drogą 'wallenrodyczną',
        funkcjonował oficjalnie, ale w publikacjach przemycał różne rzeczy". Tak
        opowiadał o mnie wróg polityczny, jeden z bardziej znanych działaczy Unii
        Wolności.
        Jak więc na tym tle ocenić plugawe kalumnie "Racji Polskiej" o mojej wiernej
        służbie PRL-owi? Podczas studiów na historii znany byłem z tego, że wraz z
        innym studentem (b. repatriantem z Francji) ciągle męczyłem drażliwymi
        pytaniami (np. o współpracę gestapo i NKWD przeciwko polskiemu podziemiu) moich
        wykładowców, np. J. Holzera i M. Turlejską. Partyjny naukowiec Jerzy Holzer tak
        mnie zapamiętał po tych pytaniach, że przypomniał o nich, polemizując z moją
        krytyką studiów historycznych na łamach "Polityki" w 1963 roku. Krytykowałem te
        studia za brak tematów kontrowersyjnych i sporów, np. o powstania, czy też
        przedstawiania historiografii emigracyjnej i zachodniej. J. Holzer, polemizując
        ze mną w "Polityce" z 28 września 1963 r., pisał: "Niech wybaczy wielce mi miły
        p. Robert ongiś na mych ćwiczeniach jeden z najbardziej zainteresowanych,
        najbardziej zapalonych, najwięcej czytających studentów argument ad personam,
        choć pozbawiony złośliwości. Nie wszyscy studenci i absolwenci historii szukają
        w studiach wyjaśnienia przede wszystkim dla swych współczesnych rozterek
        ideowych i politycznych" (podkr. J.R.N.).
        Już w rok po studiach po raz pierwszy poczułem uderzenie cenzury. Trzykrotnie w
        ciągu paru tygodni cenzura wstrzymywała publikację mego artykułu wyszydzającego
        kompromitującą mistyfikację, popełnioną w oficjalnym organie polityki
        kulturalnej - warszawskiej "Kulturze". Chodziło o wykorzystanie w tym tygodniku
        dla ataku na nowoczesne malarstwo, w ślad za Chruszczowem i Iliczowem,
        rzekomej "spowiedzi Picassa". Pochodziła ona faktycznie z książek fikcyjnych
        wywiadów - parodii. Bardzo kompromitowało to warszawską "Kulturę", którą
        współredagowało kilku członków KC PZPR. Stąd kolejne trzy wstrzymania mego
        tekstu w "Polityce", mimo jego zmieniania. Sprawa stała się głośna - o
        fałszerstwie "Kultury" mówiono m.in. w "Wolnej Europie". W końcu opublikowałem
        moje sprostowanie fałszu tylko w małym piśmie studenckim "Nowy Medyk". Moją
        rolę w zdemaskowaniu fałszerstwa nt. "spowiedzi Picassa" przypomniano jednak w
        książce "Picasso w Polsce" (Kraków 1979, s. 216-217).
        W lutym 1964 roku zostałem zatrzymany na 48 godzin za rozpowszechnianie listu
        34 intelektualistów. Skutkiem tego było m.in. zablokowanie niektórych
        możliwości pracy tłumaczeniowej z języka węgierskiego, nawet przy węgierskich
        drużynach sportowych (drużynie kolarskiej itp.).
        We wrześniu 1964 r. cenzura zdejmuje z "Twórczości" mój szkic "Dramat, który
        każe nienawidzić" o sztuce Gyuli Illyésa "Faworyt", ukazującej zbrodnie
        stalinizmu w alegorycznym kostiumie historycznym. Pisałem: "Prawdziwy dramat
        Rubaszowa przerzucony w starożytność", i to, że bohater sztuki Maksimus wie,
        że "tyranii nie można usunąć przez samą zmianę władcy, bez obalenia całego
        systemu władzy".
        W 1965 roku w czasie dyskusji w akademiku na Kickiego, przy udziale około 400
        studentów, mocno przyczyniłem się do katastrofalnej porażki głównego
        oficjalnego prelegenta promoczarowskiego, pułkownika Z. Załuskiego,
        przypominając mu jego wydaną w latach stalinowskich broszurę, atakującą
        tradycje polskiego wojska z II Rzeczypospolitej i rzekomy spisek generałów:
        Tatara, Kirchmayera etc. (Moje wystąpienie przypomniał M. Radgowski w
        książce "Polityka i jej czasy", Warszawa 1981, s. 115 i J. Eisler w
        książce "Marzec 1968", Warszawa 1991 r., s. 111).
        W 1967 roku, po licznych cięciach cenzuralnych (usunięto około 30 ze 140 stron
        maszynopisu), wydaję w Wydawnictwach Uniwersytetu Warszawskiego pracę "Nowe
        tendencje w literaturze węgierskiej 1957-1966". Cięcia dotyczyły głównie
        omówień tematyki rozrachunków ze stalinizmem i książek o 1956 r., działań
        węgierskiej polityki kulturalnej, literatury węgierskiej na emigracji i w
        krajach sąsiednich. Usunięto nawet cytowaną w pracy znamienną zwrotkę wiersza
        wybitnego lewicowego poety przedwojennego Attli Józsefa "Powietrza!"

        "(...) Wiem, że notują telefony moje
        Z kim mówię, o czym...
        W aktach zamieszczą, co śnię, kiedy roję,
        Kto ze mną kroczy,
        Kiedy nadejdzie dzień, przeczuć nie mogę,
        Że kartoteką zasłonią mi drogę.
        Kodeksem oczy" (przekład Fiszera).
        Moją pracę o literaturze węgierskiej uznano za tak "niebezpieczną", że nawet po
        wycięciu 30 stron tekstu uznano za konieczne "polecenie zmniejszenia nakładu z
        250 na 150 egzemplarzy". Upowszechniana w takich warunkach moja praca została
        uznana za "pionierską" w kilku recenzjach węgierskich. Niezwykle pochlebnie
        ocenił ją m.in. emigrant z 1956 roku, poeta, krytyk i tłumacz literatury
        polskiej György Gömöri na łamach emigracyjnego periodyku, chwaląc za to, że
        przedstawiam sprawy węgierskiej kultury bardzo obiektywnie, nie ulegając osądom
        oficjalnej węgierskiej partyjnej polityki kulturalnej i krytyki.

        Metody fałszowania
        Terlikowski próbuje zafałszować wymowę moich książek poprzez wyrwanie z ich
        kontekstu paru zdań i na ich podstawie ocenia całą książkę, nie licząc się z
        wymową tekstów zawartych w jej ogromnej części. I tak napisał, że ja rzekomo
        broniłem "jako w sumie uczciwego człowieka zbrodniarza formatu równego
        Stalinowi (...), czyli dyktatora komunistycznej Albanii Envera Hodży". Jako
        dowód Terlikowski podaje, iż "w opublikowanej wówczas pracy Nowak
        napisał:
        • Gość: bbombel Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:06
          Nowak o sobie CD:"Jako dowód Terlikowski podaje, iż "w opublikowanej wówczas
          pracy Nowak napisał: 'niesłuszne wydają się sądy pomniejszające czy wręcz
          negujące intelektualne i polityczne zdolności Hodży'". To tak jak gdyby ktoś
          piszący o niezwykłej przebiegłości Stalina czy Hitlera był ich zwolennikiem!
          To, że w tej samej książce o Albanii piszę na licznych stronach (76-83, 94-106)
          o zbrodniach Hodży, to wszystko przemilczał. Nie mówiąc już o tym, że cenzura
          wstrzymała kilka moich tekstów o Albanii właśnie z powodu nazbyt drastycznego
          opisywania - komunistycznych przecież - zbrodni reżimu Hodży. Na przykład w
          1970 roku cenzura wstrzymała w "Polityce" syntetyczny (na cały numer) około 30-
          stronicowy mój artykuł "Albania i nacjonalizm". Artykuł ten na przykładzie
          rządów Hodży i Shehu pokazywał szczególnie drastyczne skutki rozwoju modelu
          stalinowskiego (dysponuję do wglądu szczotką tego wstrzymanego przez cenzurę
          tekstu, jak i paru dziesiątków innych artykułów).
          W 1971 roku cenzura z poparciem oficjela z MSZ (dyrektora departamentu krajów
          socjalistycznych) doprowadza do skrajnego okaleczenia mego tekstu o powojennej
          historii Albanii, przygotowanego do książki "Europejskie kraje demokracji
          ludowej 1944-1948". Nakazano skróty usuwające około 13 stron na 22 strony
          całego tekstu, w tym o albańskiej polityce dogmatycznej, o stosunkach albańsko-
          jugosłowiańskich oraz o wykorzystywaniu przez ministra spraw wewnętrznych K.
          Dzodze policji bezpieczeństwa etc.
          Jeszcze 20 października 1979 r. MSZ zatrzymuje w "Sprawach Międzynarodowych"
          mój artykuł na temat "Polityki zagranicznej Albanii". Dyrektor Departamentu I
          Ministerstwa Spraw Zagranicznych W. Napieraj w liście do redakcji "Spraw
          Międzynarodowych" stwierdza, iż: "niezależnie od walorów merytorycznych i
          wysokiej oceny artykułu dr. Jerzego Roberta Nowaka pt. 'Polityka zagraniczna
          Albanii' mamy zasadnicze wątpliwości co do publikacji tego artykułu".
          Zatrzymany przez MSZ artykuł mogłem opublikować dopiero po kilku latach.
          Jeszcze w 1983 roku cenzura wstrzymuje mi przygotowany dla
          krakowskiego "Zdania" - specjalnie pod pseudonimem Karol Kicki - obszerny,
          blisko 20-stronicowy tekst o zbrodniach Hodży. Nie miała szans na wydanie i
          nigdy nie wyszła przygotowana przeze mnie w owych latach parusetstronicowa
          książka o albańskim stalinizmie.
          Terlikowski oszczerczo twierdzi, że moje książki "pisane były na wyraźne
          życzenie władz, albo przynajmniej ze świadomością, że muszą być napisane tak,
          by podobały się komunistom". Wobec tego przyjrzyjmy się bliżej choćby moim
          książkom o głównej wówczas dla mnie tematyce węgierskiej i ich recenzentom.
          Oto, co zawierały moje książki:

          "Węgry 1939-1969" (Warszawa 1971) II wyd. "Węgry 1939-1974" (Warszawa 1975)
          Była to pierwsza w Polsce szersza publikacja o Węgrzech od 1939 roku do czasów
          powojennych. Była to zarazem pierwsza w Polsce próba szerszego przedstawienia
          zbrodni stalinizmu w kraju Europy Środkowowschodniej. Od strony 123. do 135.
          wydania z 1971 piszę o różnych błędach, wypaczeniach i zbrodniach, zaledwie 1,5
          strony (s. 122-123) poświęcając na zdawkowe wyliczenie pozytywów. Dobrze poznał
          się na wymowie mojej książki autor recenzji wewnętrznej z niej do "Wiedzy
          Powszechnej" - redaktor naczelny "Spraw Międzynarodowych" Ryszard Markiewicz,
          pisząc 6 grudnia 1969 roku: "Praca R. Nowaka budzi jednak szereg zastrzeżeń,
          które stawiają pod znakiem zapytania możliwość i celowość jej wydania w obecnym
          kształcie (...). Autor bardzo rozbudował opis błędów i wypaczeń okresu kultu
          jednostki, nie poświęcając dostatecznej uwagi pozytywnym stronom rozwoju
          socjalistycznych Węgier".
          Tego typu recenzja znacznie opóźniła wydanie mojej książki. Ostatecznie udało
          mi się jednak wybronić przeważającą część mego tekstu, dzięki czemu moja
          książka zawierała pierwszy w krajowej literaturze przedmiotu tak ostry opis
          deformacji i zbrodni w kraju komunistycznym.
          Moja książka "Węgry 1939-1969" została przyjęta ze szczególnym uznaniem przez
          patriotyczne kręgi na Węgrzech (ponad 20 entuzjastycznych recenzji). Zawierała
          bowiem po raz pierwszy w Polsce szerszy opis przemilczanych wówczas
          konsekwentnie na Węgrzech zasług Węgier horthystowskich w pomocy Polakom w
          czasie wojny w latach 1939-1944. Poza tym pokazywałem, jakże różniący się
          wówczas od oficjalnej węgierskiej historiografii partyjnej, wycieniowany obraz
          historii Węgier 1939-1944, ukazując wręcz jako bohatera horthystowskiego
          premiera P. Telekiego, czy pozytywnie opisując innego horthystowskiego premiera
          M. Kallaya. Dodajmy, że entuzjastyczną recenzję wewnętrzną mojej książki
          napisał dla "Wiedzy Powszechnej" znany historyk W. Felczak, autor "Historii
          Węgier", były więzień polskiego stalinizmu, który początkowo miał wyrok śmierci
          w więzieniu.

          Moja praca doktorska o Węgrzech w latach 1944-1968
          Poważną część tej 588-stronicowej pracy, również entuzjastycznie recenzowanej
          przez W. Felczaka, stanowił opis deformacji i zbrodni okresu stalinowskiego na
          Węgrzech (od 110. do 187. strony tekstu). Znaczącą część książki stanowił
          zobiektywizowany kronikarski opis powstania węgierskiego (konsekwentnie pisałem
          o nim, podobnie jak w książce "Węgry 1939-1969" jako o "wydarzeniach
          październikowych", unikając oficjalnego określenia o "kontrrewolucji"). Duża
          część książki (od 364. do 544. strony) zawierała opisy specyficznych rozwiązań
          węgierskich po 1956 roku, różniących je od innych tzw. krajów socjalistycznych.
          Pozytywnie oceniałem węgierską reformę gospodarczą (jedyną w całym obozie
          komunistycznym), rozliczenia ze stalinizmem (też jedyne w obozie), inną
          politykę wobec bezpartyjnych (większe ich docenianie). Równocześnie ostro
          krytykowałem przegięcia oficjalnej węgierskiej "walki z nacjonalizmem" (s. 485-
          515) i długotrwałe przemilczenia problemu węgierskich mniejszości narodowych za
          granicami kraju.
          Wydanie książkowe mojej pracy doktorskiej (chciałem wydać jej pierwszą część -
          obejmującą okres do powstania 1956 r.) zostało zablokowane pomimo trzech bardzo
          dobrych recenzji mego doktoratu przez dwie partyjne recenzje wydawnicze dla
          PWN - dyrektora Instytutu Teorii Partii prof. Adolfa Dobieszewskiego i prof.
          Władysława Góry. Profesor Dobieszewski pisał m.in.: "Autor bardzo często
          dokumentując poszczególne tezy swojej pracy, powołuje się na uczonych
          burżuazyjnych (...). Odnoszę wrażenie, iż w ten sposób autor chce nadać swoim
          poglądom tzw. obiektywny charakter (a najważniejszym weryfikatorem tej
          obiektywności mają być burżuazyjni uczeni). (...) Wątpliwości budzi także
          cezura (październik 1956 r.) końcowa pracy. Dlaczego autor nie pisze o
          kontrrewolucyjnych wydarzeniach na Węgrzech?". Drugi recenzent - prof. Góra -
          pisał m.in.: "W recenzowanej pracy otrzymaliśmy bardzo ponury obraz. (...)
          Obraz, jaki otrzymujemy w książce, jest fałszywy. Bo przecież równocześnie
          rodziły się nowe Węgry, miliony ludzi tworzyły nowe wartości i stan z 1956 r. w
          porównaniu ze stanem z 1944 r. nie da się porównać. Chociaż autor pisze i o
          pozytywach, giną one w masie negatywów i właściwie nie bardzo wie czytelnik, co
          ten socjalizm Węgrom przyniósł". Nie chcąc zastosować się do tych zmian obrazu
          Węgier, sugerowanych przez obu recenzentów, zrezygnowałem w 1975 roku z wydania
          mojej pracy doktorskiej. Część jej pt. "Węgry 1949-1956. Trudne lata" wydałem w
          grudniu 1981 roku w wydawnictwie UW (ok. 92 stron).

          "Węgry. Wychodzenie z kryzysu 1956", Warszawa 1984
          Począwszy od grudnia 1981 roku, różni przedstawiciele betonu partyjnego w
          Polsce próbowali powoływać się na Węgry kadarowskie jako na dowód potrzeby
          bezwzględnego rozprawienia się z "kontrrewolucją". Konsekwentnie i skutecznie
          próbowałem wybić im ten argument, pomimo parokrotnych blokad moich tekstów
          przez cenzurę i ataków partyjnego betonu (m.in. parokrotne ataki na mnie w
          piśmie partyjnych dogmatyków "Rzeczywistość"). W moich artykułach i
          publikacj
          • Gość: bbombel prof. Nowak o kalumniach czesc 3 IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:09
            W moich artykułach i publikacjach starałem się uargumentować tezę głoszącą, że
            węgierscy politycy rządzący po 1956 roku wyciągnęli lekcję z wydarzeń powstania
            i zrozumieli, że twarda polityka wobec opornych nie przyniesie długotrwałych
            rezultatów: że trzeba iść na jak największy kompromis ze społeczeństwem (stąd
            reforma gospodarcza, inna polityka wobec bezpartyjnych, rozliczenie ze
            stalinizmem etc. - sprawy, których brakowało w Polsce).
            Te wszystkie sprawy starałem się szczególnie zaakcentować w książce "Węgry.
            Wychodzenie z kryzysu 1956". Na s. 89-104 pisałem tam o rozliczeniach z
            węgierskim stalinizmem. Pisząc o walce węgierskiego kierownictwa na dwa fronty:
            z rewizjonizmem i dogmatyzmem (s. 105-132), przeważającą część rozdziału
            poświęciłem na opis walki z dogmatyzmem. Cytowałem ostrzeżenia pierwszego
            sekretarza węgierskiej partii komunistycznej J. Kadara (s. 128): "Musimy być
            jednak ostrożni, aby w kołach różnych organów bezpieczeństwa państwowego nie
            odżył duch awangardyzmu, poczucie, że na żadnej innej sferze działalności
            państwowej nie można w pełni polegać i że tylko władze bezpieczeństwa są w
            pełni godne zaufania". Zwracałem uwagę na to, jak na Węgrzech akcentowano
            potrzebę dużo większego docenienia środowisk bezpartyjnych, m.in. cytując (s.
            213) stwierdzenie Kadara: "Ważne jest, jeśli dobrze znamy nasze cele, ale warto
            od czasu do czasu obejrzeć się do tyłu i zobaczyć, czy jeszcze ktoś za nami
            idzie".

            "Węgry. Burzliwe lata 1953-1956" (habilitacja)
            W tej 267-stronicowej pracy starałem się maksymalnie szeroko przedstawić w
            oparciu o bogatą wielojęzyczną literaturę (m.in. rozlicznych autorów
            zachodnich) przebieg wydarzeń, które doprowadziły do powstania w 1956 roku, i
            sam przebieg powstania. Z mojej książki jednoznacznie wynikało, że przyczyną
            powstania narodowego w 1956 roku była błędna antynarodowa polityka Matyasa
            Rakosiego. Uważny czytelnik jednoznacznie mógł wyciągnąć wnioski o mojej
            sympatii do powstańczego premiera I. Nagya, zamordowanego w 1958 roku w
            sfabrykowanym procesie (Jeden z recenzentów w 1989 roku, już po przełomie,
            nazwał I. Nagya głównym bohaterem mojej książki.). Po raz pierwszy w Polsce
            przedstawiłem szerzej opozycyjne poglądy Imre Nagya z 1955 roku, tak wyraźnie
            dystansujące go od rządzącej Węgrami czwórki komunistów żydowskiego pochodzenia
            z M. Rakosim na czele. Cytowałem na s. 94. stwierdzenie Imre Nagya: "Nie
            wypieram się mojej węgierskiej narodowości... Właśnie to wyróżnia mnie i
            oddziela nawet dziś od kosmopolitów i lewackich ekstremistów, którzy są obcy
            narodowi węgierskiemu i jego ambicjom".
            Po raz pierwszy w Polsce starałem się jak najszerzej przedstawić programy
            polityczno-społeczno-gospodarcze różnych środowisk węgierskich w czasie
            powstania (s. 190-194) oraz bardziej szczegółowy przebieg walk powstańczych i
            informacje o walkach po drugiej interwencji sowieckiej. Po raz pierwszy w całym
            ówczesnym obozie komunistycznym ujawniłem tak kompromitujący dla komunistów
            fakt, że późniejszy realizator represji antypowstańczych, piętnujący powstanie
            jako "kontrrewolucję" J. Kadar najpierw przyznał 1 listopada 1956 roku,
            iż: "Chwalebne powstanie naszego narodu zrzuciło z karku narodu i kraju
            panowanie Rakosiego, wywalczając wolność dla narodu i niepodległość dla
            kraju...". Sam Kadar mówił więc wówczas - 1 listopada 1956 roku -
            o "wywalczeniu niepodległości" (od kogo? od ZSRS). Nic dziwnego, że tekst tego
            wystąpienia Kadara, który zamieściłem przy nieuwadze cenzury na s. 162. mojej
            książki, był jednym z największych tematów tabu na Węgrzech, niedopuszczanym w
            żadnych publikacjach.
            W książce nie ukrywałem natomiast krytycznego osądu o interwencji Anglii i
            Francji w Suezie, która dała faktyczny pretekst sowieckim twardogłowym do
            interwencji na Węgrzech (opinia moja na ten temat jest powszechnie podzielana
            także dziś wśród węgierskich i zachodnich znawców tematu). Krytycznie oceniałem
            niezbyt realistyczne zachowanie węgierskiego zespołu Radia Wolna Europa w
            czasie powstania węgierskiego (w tej sprawie dokładnie taką samą krytyczną
            opinię wypowiada mój przeciwnik Jan Nowak-Jeziorański - por. jego
            wspomnienia "Wojna w eterze").

            "Polityka kulturalna WSPR w latach 1968-1977"
            Terlikowski skrajnie zafałszowuje wymowę tej książki, wydanej w PISM w bardzo
            ograniczonym nakładzie właśnie z powodu bardzo drażliwej, kontrowersyjnej
            tematyki. Cenzura wstrzymała w 1979 roku mój szkic "Węgry. Polityka dialogu".
            Znany z krytycznego podejścia do polityki władz krytyk literacki Krzysztof
            Mętrak pisał o mojej książce w tekście "Węgierskie nauki" ("Ekran" z 1 lutego
            1981 r.), iż po jej lekturze porównanie osiągnięć Węgrów w domenie organizacji
            życia kulturalnego z naszymi "zbyt byłoby (dla niektórych) bolesne (...).
            Książkę Nowaka właśnie dlatego powinien przeczytać u nas każdy, kto działa w
            sferze polityki kulturalnej, gwoli zastanowienia, a czasem także przestrogi".
            Mętrak wyraźnie stwierdza, co warto przyjąć w Polsce z zalecanych przeze
            mnie "węgierskich" metod, pisząc: "Rezygnując z rozstrzygania sporów drogą
            administracyjnych zakazów i występując przeciw próbom tematycznego,
            politycznego, etc. 'zawężania' życia kulturalnego umożliwiono np. rozwój
            twórczości 'obrachunkowej', zarówno w literaturze, jak i filmie".
            Taka była wymowa mej książki starannie deformowanej przez Terlikowskiego.

            Pod przykrywką pisania o Węgrzech
            Podczas gdy sławetny Jędrzej Giertych konsekwentnie szkalował "Solidarność" i
            wychwalał stan wojenny, ja równie konsekwentnie starałem się występować w
            obronie postulatów społeczeństwa, czasami przemycając to stanowisko pod
            węgierskim kostiumem wydarzeń. Czasami te moje intencje szybko rozpoznawano,
            tak jak stało się w tygodniku "Polityka", gdzie przez parę miesięcy 1981 r.
            opóźniano druk mojego obszernego tekstu "Węgry. Stracone lata" (o historii lat
            1953-1956). Wreszcie opublikowano mój tekst w "Polityce" z 19 września 1981 r.
            wraz z odrębnym, długim felietonem-komentarzem Daniela Passenta (zastępcy
            ówczesnego redaktora naczelnego "Polityki"). W tekście zatytułowanym "Polska
            1980, Węgry 1955" Passent polemizował z wymową mojego tekstu, widząc w nim
            wyraźne analogie do sytuacji Polski. Stwierdzał: "J.R. Nowak operuje przy tym
            tak sugestywnie szczegółami (...), że analogie nasuwają się same: jeżeli sprawy
            w Polsce potoczą się równie tragicznie, jak na Węgrzech, to winne będzie tylko
            konserwatywne, defensywne kierownictwo partii".
            Jaka była wymowa moich tekstów o Węgrzech po 1981 r., choćby w 1982 r., można
            dowiedzieć się np. z omówienia zamieszczonego na łamach "Przekroju" z 15
            sierpnia 1982 r. w rubryce "Co piszą inni" (w związku z moją polemiką z
            dogmatycznym tygodnikiem "Rzeczywistość"): "Jak wynika z polemiki, Nowak nie
            wierzy w argumenty siły i w przeciwieństwie do swego oponenta uważa, że to
            władza powinna sobie pozyskiwać zaufanie społeczeństwa, a nie odwrotnie".
            Reasumując bilans moich prac sprzed 1989 roku:
            - w moich tekstach starałem się dać jak najwięcej informacji o węgierskich
            reformach i rozwiązaniach wychodzących naprzeciw społeczeństwu (polityka wobec
            bezpartyjnych etc.), dialogu, argumentach przeciwko polityce zamordyzmu;
            - zrobiłem wiele, ile tylko cenzura dopuściła, w Polsce przed 1989 rokiem w
            publikacjach pierwszego obiegu dla przedstawienia zbrodni stalinowskich za
            granicą (na przykładzie dwóch krajów: Węgier i Albanii).
            prof. Jerzy Robert Nowak
            • Gość: bbombel Re: prof. Nowak o kalumniach czesc 4! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:11
              Przypomnę raz jeszcze. W atakującej mnie, związanej z LPR "Racji Polskiej"
              sekretarz redakcji tego tygodnika T.P. Terlikowski posunął się do stwierdzenia,
              że jestem "sumieniem wyjątkowo zbrukanym". Tekst szkalujący mnie został
              wydrukowany za aprobatą redaktora naczelnego tego czasopisma J.M. Rumana. Obaj
              zniesławiacze, próbujący zdyskredytować efekty dziesięcioleci mojej pracy
              (kilkadziesiąt książek i wieleset artykułów), nie mogą się poszczycić żadnym
              liczącym się dorobkiem intelektualnym. W Bibliotece Narodowej w Warszawie na
              próżno szukałem jakiejkolwiek książki ich autorstwa. Przypomnę tu, że już po
              obaleniu komunizmu Węgierski Związek Pisarzy przyznał mi godność nadzwyczajnego
              członka tego Związku. Tytułem tym jak dotąd uhonorowano niewiele osób z
              zagranicy za zasługi dla węgierskiej kultury.

              O Węgrzech i nie tylko
              Nie wiem, czy jest w Europie hungarysta, który zrobił więcej, choćby pod
              względem ilości i różnorodności publikacj, dla popularyzacji węgierskiej
              historii i kultury. Opublikowałem razem ok. 10 książek i kilkaset artykułów o
              tematyce węgierskiej. Poza kilkoma książkami o najnowszej historii Węgier i
              kilkoma pracami na temat tego kraju publikowanymi w opracowaniach zbiorowych
              wydałem popularną książkę o związkach polsko-węgierskich "Węgry bliskie i
              nieznane". Wydałem "Dzieje literatury węgierskiej XX wieku" w ramach
              cyklu "Dzieje literatur europejskich". Opublikowałem dwa pierwsze w Polsce,
              dokonane przeze mnie wybory węgierskiego eseju: "Węgierskie wyznania"
              i "Odkrywanie Węgier" oraz dwa dokonane przeze mnie wybory poezji największego
              węgierskiego poety XX wieku Endre Adyego.
              Wydałem książeczkę o przywódcy największego węgierskiego powstania narodowego
              Franciszku II Rakoczym oraz opublikowałem w moim wyborze z francuskiego ok. 400-
              stronicowy wybór jego pamiętników i wyznań. Nawet w dziś tak oczerniającym mnie
              katolewicowym "Tygodniku Powszechnym" napisano w numerze z 27 maja 1979 r. o
              moim wyborze węgierskiego eseju "Węgierskie wyznania": "W sumie jest to bardzo
              interesująca, pobudzająca do myślenia i porównań książka". Maciej Wierzyński
              pisał w "Kulisach" z czerwca 1979 r. o "znakomitej książce przygotowanej przez
              Nowaka". Przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Stefan Bratkowski,
              dziś mój przeciwnik polityczny związany z "Gazetą Wyborczą", oceniał na
              łamach "Polityki" z 17 maja 1980 roku już w tytule "Tylko dwie książki, a tyle
              sensacji", iż moje nowe książki, tj. wspomniany wybór esejów i "Węgry bliskie i
              nieznane", były rzeczywistą sensacją dla polskich czytelników. Jacek Maziarski
              pisał ("Kultura" z 8 czerwca 1980 r.): "(...) W ostatnim dziesięcioleciu udało
              się rozbudzić zarówno nad Dunajem, jak i nad Wisłą autentyczne zainteresowanie
              sztuką i historią sąsiadów. Człowiekiem, który miał w tym niemały udział, jest
              historyk Jerzy Robert Nowak (...)".
              W 1983 roku wydałem mój wybór myśli obywatelskiej Cypriana Kamila
              Norwida "Gorzki to chleb jest polskość" w nakładzie 50 tys. egzemplarzy. Nakład
              rozszedł się w ciągu kilku tygodni i otrzymywałem wciąż listy, m.in. od
              licznych duchownych proszących o zdobycie dla nich egzemplarza tego wyboru, tak
              potrzebnego dla ich kazań. Mój wybór miał liczne entuzjastyczne recenzje i
              jedną negatywną - w organie KC PZPR "Trybuna Ludu". Recenzent "Trybuny" w
              numerze z 15 września 1984 roku zarzucił mi bezkrytyczne idealizowanie myśli
              Norwida, zwłaszcza jego przemyśleń o religii, stwierdzając: "Dla mnie irytująca
              i anachroniczna jest Norwidowska koncepcja 'z-wolenia narodu' z wolą
              Przedwiecznego. (...) Nie można czytać Norwida bezkrytycznie".
              Przy okazji przypomnę fakt wspomniany w "Gazecie Wyborczej" 17 października
              1995 r. przez mego obecnego przeciwnika politycznego Waldemara Kuczyńskiego, a
              w 1981 roku zastępcę redaktora naczelnego tygodnika "Solidarność", że w 1981
              roku pisywałem do tego tygodnika. Ze względu na pracę w Polskim Instytucie
              Spraw Międzynarodowych, podległym MSZ, pisywałem do tego tygodnika pod
              pseudonimem "Maron". Opracowywałem dla "Solidarności" przeglądy prasy
              zachodniej pt. "W oczach Zachodu", starając się przeciwstawić fałszywemu
              obrazowi sączonemu w oficjalnych mediach, jakoby na Zachodzie powszechnie miano
              już dość "polskiej solidarnościowej anarchii i chaosu". Oto co pisałem już na
              wstępie w pierwszym moim przeglądzie prasy, publikowanym w
              tygodniku "Solidarność" z 26 czerwca 1981 roku: "Od szeregu miesięcy coraz
              bardziej zachowawczy redaktorzy-manipulatorzy z niektórych środków masowego
              przekazu uparli odwoływać się do zachodniej prasy, by pokazać, jak to wszyscy
              na Zachodzie są zmęczeni naszym społeczeństwem i naszą 'Solidarnością', tym,
              czego Polacy żądają i tym, o czym marzą. Manipulowanie owym
              rzekomym 'zmęczeniem' niecierpliwymi, anachronicznymi Polakami jest tym
              bardziej groteskowe w zestawieniu z autentycznym tonem przeważającej części
              artykułów prasy zagranicznej. Widać w nich zarówno wiele zrozumienia dla
              ciężkiej sytuacji Polski i Polaków, jak i to, że stoimy przed wielką szansą
              sensownych reform, które sprawią, że 'Polska będzie Polską' (...)".
              Aby rozbijać manipulacje antysolidarnościowe, przytaczałem teksty z
              wielojęzycznej prasy (czytam biegle w 7 obcych językach), m.in. z
              francuskiego "Le Nouvel Observateur", "Le Figaro", "Le Monde" i "L'Express",
              niemieckiego "Der Spiegel", "Handelsblatt", "Frankfurter Rundschau",
              brytyjskiego "The Guardian" i "Financial Times", amerykańskiego "International
              Herald Tribune" i "Christian Science Monitor", włoskiej "Rinascity".
              W grudniu 1981 roku napisałem pod węgierskim pseudonimem
              J. Kovács artykuł do podziemnego periodyku NTO (numer nie wyszedł na skutek
              skonfiskowania materiałów po wprowadzeniu stanu wojennego). W artykule tym
              zachęcałem, by Polacy już nie oglądali się na węgierskie doświadczenia i
              reformy, bo kadaryzm ma różne własne choroby. Postulowałem, byśmy szli dużo
              dalej niż Węgrzy ku autentycznej demokracji.

              W obronie powstań polskich
              Jednym z problemów szczególnie często i konsekwentnie podejmowanych przeze mnie
              w publicystyce w dobie PRL-u była obrona historii polskich powstań i w ogóle
              ruchów niepodległościowych przed oczernianiami, jakże często występującymi w
              reżimowej publicystyce. Przypomnijmy, że już w drugiej połowie lat 50.
              rozpoczęła się wielka fala ataków publicystycznych przeciwko
              polskiej "bohaterszczyźnie" i polskim powstaniom. Oficjalni publicyści
              atakowali powstania narodowe jako wyraz rzekomego bezsensu i głupoty z dwóch
              podstawowych powodów. Po pierwsze - w imię hasła Gomułki "Tylko spokój może nas
              uratować" starano się przedstawić wszelkie bunty i postania jako niedobrą i
              szkodliwą tradycję, by Polaków zniechęcić do kolejnych zrywów. Po drugie -
              uległość wobec Rosji sowieckiej skłaniała różnych reżimowych publicystów do
              szukania wcześniejszych wzorów kolaboracji z Rosją, od króla-targowiczanina
              Stanisława Augusta do Wielopolskiego, i równoczesnego potępiania powstań
              narodowych. Kolejna szczególnie wielka fala potępień powstań narodowych
              przyszła wraz z wprowadzeniem stanu wojennego. Zaroiło się wtedy od
              grubiańskich wprost ataków na historię powstań przy równoczesnym idealizowaniu
              nawet takich carskich stupajek, jak okrutny wielki książę Konstanty.
              W przeciwieństwie do fali antypowstańczych egzorcystów już w latach 60.
              występowałem zdecydowanie w obronie idei powstańczej, m.in. na łamach czasopism
              studenckich "Politechnik" i "Nowy Medyk" przeciwko skarykaturowaniu czynu
              niepodległościowego doby napoleońskiej w "Popiołach" A. Wajdy i części
              publicystyki. 15 października 1971 roku opublikowałem w "Perspektywach"
              tekst "Bez ferowania wyroków i nieprzejednania", potępiający próbę odrzucenia
              postaci Hubala do "narodowego lamusa" w imię rzekomego realizmu. Pytałem: "Czy
              (...) mamy prawo z czystym sercem potępiać tych wszystkich, którzy z racji
              swego charakteru i temperamentu nie m
              • Gość: bbombel Re: prof. Nowak o kalumniach czesc 5! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:12
                Pytałem: "Czy (...) mamy prawo z czystym sercem potępiać tych wszystkich,
                którzy z racji swego charakteru i temperamentu nie mogli na co dzień akceptować
                atmosfery podległości obcemu zaborcy, działalności Repninów, Stackelbergów,
                Siebersów, Igelströmów, Nowosilcowów, Konstantych, Lüdersów, Trepowów, Hurków,
                Apuchtinów czy Skałłonów; nie potrafili być statystami i spokojnie czekać do
                chwili, gdy nadarzy się wreszcie ta najbardziej odpowiednia, doskonała
                koniunktura polityczna dla ruchu przeciw zaborcy" (por. szerzej moją
                książkę "Spory o historię i współczesność", Warszawa 2000, s. 14-19).
                W 1981 roku głośne było moje wystąpienie na Forum Dziennikarzy na Foksal, gdy
                bardzo ostro przeciwstawiłem się pomysłom pochowania króla-targowiczanina
                Stanisława Augusta na Wawelu. Powiedziałem, że powinien być pochowany na
                Kremlu, bo nikt z cudzoziemców nie zrobił - ze względu na słabość charakteru -
                więcej dla wsparcia rosyjskich interesów. Po wprowadzeniu stanu wojennego nie
                było chyba publicysty, który by częściej i bardziej stanowczo przeciwstawiał
                się w prasie różnym reżimowym publicystom atakującym powstania narodowe (por.
                m.in. moje teksty: "Przeciw egzorcyzmom" w "Radarze" z 27 maja 1982
                r., "Zawikłane polskie drogi" w "Radarze" z 24 czerwca 1982 r., "Pamięć
                powstania" z 2 grudnia 1982 r., "Stańczycy runęli ławą" w krakowskim "Zdaniu"
                (nr 7-8 z 1984 r.), "Maurycy Mochnacki - męstwo myślenia" (nr 12 z 1984 r.) czy
                mój wybór z tekstów generała I. Prądzyńskiego "Zaprzepaszczone szanse" (Kraków
                1985).
                19 maja 1982 roku, a więc w czasie pełnego "rozkwitu" stanu wojennego, cenzura
                zdjęła w czasopiśmie "Radar" tekst Aleksandra Świętochowskiego "Po
                siedemdziesięciu pięciu latach", którym chciałem zilustrować nakreślony przeze
                mnie biogram tego pisarza. Ktoś zdziwi się, dlaczego w stanie wojennym, gdy
                nagminnie wychwalano pozytywistów, przeciwstawiając ich romantycznym
                powstańcom, cenzura zdjęła akurat tekst czołowego pozytywisty A.
                Świętochowskiego. Otóż czujna PRL-owska cenzura miała w tym przypadku akurat aż
                nadto dobre wyczucie. Wybrałem bowiem dla zilustrowania swego tekstu o
                Świętochowskim jego tekst pisany 75 lat po Powstaniu Listopadowym, wykazujący w
                1905 roku nieporównanie więcej zrozumienia dla walki powstańców, a za to tym
                ostrzej piętnujący bierność i kolaborację. Jakże wymowne były zakreślone przez
                cenzora czerwonym ołówkiem partie tekstu, które uznano za groźne i wybuchowe
                dla PRL w 1982 roku w dobie stanu wojennego. Oto one, z moimi dzisiejszymi
                podkreśleniami stwierdzeń Świętochowskiego: "Czy wielu jest takich, którzy by
                odważyli się twierdzić, że Polacy utraciwszy niepodległość, zdobyliby sobie
                szczęśliwszą dolę, gdyby ulegle pozwolili jak drób trzymać się w kojcach i
                zarzynać? (...) Wtłoczenie ogromnej części tego odwiecznie kulturalnego i
                nawykłego do odwiecznej wolności narodu w szranki, które zaledwie wystarczyłyby
                potrzebom dzikiej hordy, oddanie go na łup wściekłej samowoli, odjęcie mu
                wszelkich praw do naturalnego objawiania swych myśli, uczuć i dążeń stworzyło
                zrozumiały determinizm dla jego chceń, który uzewnętrznił się stałym, w
                chwilach większego natężenia wybuchającym buntem. Wszystkie tedy nasze
                powstania były koniecznością wywołaną przez warunki naszej niewoli. (...). Być
                może, iż bez rewolucji w roku 30. i 63. naród nasz doskonale by się utuczył i
                ważyłby dużo, ale prawdopodobnie byłby tylko spasionym wieprzem. Stańczycy i
                ich krewniacy polityczni mają zupełną słuszność, zarzucając nam, że ciągle
                burzymy chlew, który nam budują rządy; czy jednak żyjąc spokojnie w tym
                chlewie, możemy zachować naszą istotę? Po rozbiorach Polacy mieli do wyboru
                dwie drogi, albo wynaturzyć się, znikczemnić, albo posłużyć za karm dla swych
                zaborców, albo nie bacząc na wszystkie straty, porażki, ruiny, ratować swoje
                życie ciągłym buntem przeciwko gwałtom".
                Cenzor zakreślił czerwonym ołówkiem również inny fragment Świętochowskiego,
                akcentujący, że przegrana walka ma "jeszcze inne, nie tak łatwo dostrzegalne
                skutki - w natężonym drganiu strun uczuciowych narodu, we wzlocie duchów na
                szczyty bohaterstwa i ofiary, w kulcie dla męczenników, w oczyszczaniu się dusz
                mocnym ogniem niesamolubnego zapału, w idealizacji życia, celów i dążeń. Tego
                nie da najcieplejszy dom i najpełniejsza misa, a jeżeli chodzi nam o dobro i
                gust przyszłych pokoleń, to chyba im najmniej na tym zależeć będzie, ażeby
                przodkowie patrzyli z przeszłości i w przyszłość z tłustymi i rumianymi gębami.
                Musimy im coś więcej przekazać niż nasz dobrobyt i zadowolenie".
                Tylko zupełny bęcwał nie mógłby zrozumieć, jaką aktualną wymowę miał w maju
                1982 roku ten tekst Świętochowskiego, który próbowałem przemycić w druku jako
                uzupełnienie do mojego artykułu o słynnym pozytywiście. Cenzor bęcwałem nie
                był, "poznał się" na tekście Świętochowskiego, i go nie dopuścił do druku.
                Innym razem przy końcu drukowanego przeze mnie w "Radarze" z 2 grudnia 1982 r.
                artykułu "Pamięć powstania" cenzura wycięła kilka zwrotek cytowanego przeze
                mnie wiersza "29 listopad" pióra XIX-wiecznego poety Bolesława Czerwińskiego,
                uznając je za niebezpieczne dla władzy. Co tak zirytowało cenzorów stanu
                wojennego w cytowanym przeze mnie wierszu z XIX wieku, niech osądzą sami
                czytelnicy "Naszego Dziennika", czytając usunięte przez cenzurę zwrotki: "(...)
                Dla zwyciężonych świat nie zna łaski!.../ Odsunął od nas przyjaźni dłoń./ Ci,
                co nam dawniej bili oklaski,/ Dziś wieńczą naszych oprawców skroń!
                Dziś bez współczucia znosimy mękę.../ Jak się zmieniają ludzie i czas!.../
                Dawni druhowie dziś liżą rękę,/ Która ich chłoszcze, chłostając nas!...
                Lecz choć przyjaciół dziś nam nie stało,/ Kiedy czas przyjdzie, w bój pójdziem
                śmiało,/ Bo z nami prawo, bo z nami Bóg!".
                Ciekawe, czy T.P. Terlikowski uzna także próbę przemycenia powyższych zwrotek w
                moim artykule w czasach stanu wojennego jako wyraz niestrudzonej "wiernej
                służby" Polsce Ludowej, jaką mi tak oszczerczo zarzucił?!

                Oszczerstwa o mojej roli w SD
                Im dalej od 1989 roku, tym bardziej mnożą się oszczerstwa o mojej roli w
                Stronnictwie Demokratycznym (SD) jako szeregowego członka tej partii od 1981
                roku, a po raz pierwszy w jej władzach od reformatorskiego kongresu w maju 1989
                r. (próbuje mi się przypisać pełnienie dużo wcześniej wiodących funkcji w tym
                stronnictwie). Przypomnę więc, że konsekwentnie odrzucałem namowy na
                przystąpienie do PZPR w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM), gdzie
                pracowałem od 1966 r. Oszczerca T.P. Terlikowski napisał, jakoby "przez większą
                część mojego życia byłem członkiem" SD. Otóż byłem w SD dziesięć lat: od 1981
                roku do 1991 roku, gdy wystąpiłem z tego stronnictwa wraz z kilkoma innymi
                osobami, publikując na ten temat list otwarty w dzienniku "Nowy Świat".
                Wstąpiłem do SD w czerwcu 1981 roku, zakładając koło SD w Polskim Instytucie
                Spraw Międzynarodowych, gdzie przewodniczyłem grupie 6 dziewczyn-członkiń koła,
                i była to moja jedyna wiodąca funkcja w SD przed 1989 roku. Założyłem to koło w
                czerwcu 1981 r., chcąc mieć jakieś forum wyrażania opinii w Instytucie,
                składającym się głównie z członków PZPR-u i gdzie nie było szans na stworzenie
                liczącego się koła "Solidarności". Przystąpiliśmy do SD po jego reformatorskim
                zjeździe w 1981 roku, gdy wielu liczyło, że SD stopniowo będzie ewoluowało w
                stronę "Solidarności", tak jak to zrobił "PAX" R. Reiffa.
                W kierownictwach szeregu organizacji wojewódzkich SD były bardzo duże wpływy
                zwolenników współdziałania SD z "Solidarnością", szczególnie widoczne m.in. w
                warszawskiej i gdańskiej organizacji SD. W antyreformatorskiej ulotce
                rozpowszechnianej na XII Kongresie SD w 1981 roku przewodniczącemu Stołecznego
                Komitetu SD R. Cedrowskiemu zarzucono, że: "Dąży do przekształcenia SD w
                partię 'Solidarności'". Podobne zarzuty kierowano również przeciwko innym
                członkom warszawskiego kierownictwa SD. Bardzo żywe sympat
                • Gość: bbombel Re: prof. Nowak o kalumniach czesc 6! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:13
                  Podobne zarzuty kierowano również przeciwko innym członkom warszawskiego
                  kierownictwa SD. Bardzo żywe sympatie do "Solidarności" były wyrażane również w
                  gdańskim SD. Donald Tusk już w tytule swego artykułu o gdańskim zjeździe SD,
                  publikowanego na łamach solidarnościowego dodatku do "Dziennika Bałtyckiego"
                  (nr z 13-15 marca 1981 r.) akcentował: "Stronnictwo wreszcie Demokratyczne".
                  Pisząc o uchwale zjazdu gdańskiego SD, która opowiadała się za rolą SD jako
                  partii suwerennej i partii wolności, przeciwstawiającej się jakimkolwiek
                  represjom za przekonania, D. Tusk pisał: "W walce o demokratyzację życia w
                  naszym kraju, której ciężar rzecz jasna spoczywa na 'Solidarności', poszukiwać
                  należy sojuszników. Realizacja propozycji gdańskiego zjazdu SD dałaby szansę
                  prawdziwego działania stronnictwu, demokrację, sprawiedliwość i praworządność".
                  O tym, co sam wyrażałem wówczas, w 1981 r. w ramach SD w Polskim Instytucie
                  Spraw Międzynarodowych, można przeczytać odpowiedni zapisek we wspomnieniach
                  najlepszego polskiego niemcoznawcy prof. dr. hab. Mieczysława Tomali ("Z dni
                  chmurnych i górnych w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych", Toruń 2002,
                  s. 165): "W Instytucie natomiast ujawnił się ciekawy aktywista nowych czasów.
                  Stał się nim nasz pracownik pan
                  dr Jerzy Robert Nowak. Był on członkiem Stronnictwa Demokratycznego - jak już
                  wspomniałem - wywiesił na korytarzu gablotę, w której zamieszczał krytyczne
                  artykuły o polskiej rzeczywistości. Dyrekcja, oburzona, chciała ją zlikwidować,
                  ale komu to mogło przynieść zysk, a komu szkodę. Nikomu. I tak zostało.
                  Materiały cieszyły się dużym zainteresowaniem (...)". Wcześniej na
                  s. 123 tej samej książki prof. Tomala wspominał, iż Jerzy Robert Nowak "swoim
                  działaniem chciał doprowadzić do tego, aby Stronnictwo było normalną,
                  samodzielną partią. Chyba nie widział jeszcze trudności. Był zresztą trochę
                  marzycielem. W Instytucie zorganizował Koło SD i domagał się prawa zasiadania
                  jego przedstawiciela w dyrekcji. Uzyskał je. Wywiesił na pierwszym piętrze
                  tablicę informacyjną Stronnictwa, zamieszczał tam przedruki z prasy krytyczne
                  wobec stosunków panujących w kraju. Był przysłowiowym szczupakiem wśród karpi".
                  Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego rozbito kierownictwa najbardziej
                  prosolidarnościowych organizacji wojewódzkich SD, na czele z warszawską i
                  gdańską, dokonując czystek w Stronnictwie. Zamarła również działalność naszego
                  instytutowego Koła SD w latach jaruzelszczyzny - straciliśmy ochotę na
                  jakiekolwiek działanie w ponownie uzależnionym od władz Stronnictwie. W
                  początkach 1989 roku na fali ówczesnych zmian i wyraźnego buntu w warszawskim
                  SD namówiono nas do wznowienia działalności instytutowego Koła. Na zjeździe SD
                  delegatów z Warszawy gremialnie wycinano, ale mnie właśnie wtedy po raz
                  pierwszy wybrano do władz SD dzięki przemówieniu bardzo krytycznemu wobec
                  systemu. W owym czasie znany byłem w SD również dzięki prowadzonemu od 5
                  miesięcy stałemu przeglądowi prozy "Pro i contra" na łamach "Tygodnika
                  Demokratycznego". Moje opinie wyrażane tam były bardzo jednoznaczne.
                  Akcentowałem postulaty pełnej destabilizacji gospodarki i polityki
                  ("Tygodnik Demokratyczny" z 19 lutego 1989 r.) o potrzebie zniesienia
                  nomenklatury i odpolitycznienia przedsiębiorstw (nr z 15 stycznia 1989 r.).
                  Cytowałem opinie o systemowym charakterze kryzysu w naszej części Europy (14
                  maja 1989 r.), o potrzebie przywrócenia pełnego pluralizmu ruchu związkowego
                  (nr z 5 marca 1989 r.). Krytykowałem zaśmiecanie dyplomacji b. prominentami (nr
                  14 z 1989 r.), pisałem o prowokacyjnych działaniach służb porządkowych wobec
                  studentów (nr 15 z 1989 r.) etc. Szczególnie często powracałem do potrzeby
                  rozliczenia zbrodni stalinizmu i bierutyzmu.
                  Terlikowski napisał w "Racji Polskiej", jakobym w 1989 r. uznał, że "sojusz
                  PZPR jest najlepszym wyjściem dla jego partii, a prawdopodobnie również dla
                  Polski". Terlikowski nie wie - albo udaje, że nie wie - że w maju 1989 r. po
                  raz pierwszy wybrano mnie do władz SD dzięki bardzo mocno oklaskiwanemu,
                  krytycznemu przemówieniu i forsowanemu przeze mnie w warszawskim SD bardzo
                  radykalnemu programowi dla tego stronnictwa. Program ten, opracowany głównie
                  przeze mnie, w swoim 4. punkcie postulował "przywrócenie demokracji
                  parlamentarnej, opartej na pełnej równości szans działania wszystkich partii w
                  systemie wielopartyjnym, i na trójpodziale władz". Piąty punkt
                  przewidywał "przekształcenie dotychczasowej koalicji trzech partii w koalicję
                  dla reform i ratowania Polski, otwartą dla wszystkich sił demokratycznych".
                  Punkt 7. postulował "likwidację systemu nomenklatury". Punkt 8. - "zniesienie
                  monopolu jednej partii w kształtowaniu polityki zagranicznej". Punkt 10.
                  postulował "odpartyjnienie wojska i milicji" (zob. szerzej tekst wspomnianego
                  programu w książce J.R. Nowaka "Buntownicy i asekuranci", Warszawa 1991 r., s.
                  173). W "Tygodniku Demokratycznym" (nr 18 z 1989 r.) w sprawozdaniu z XIV
                  Kongresu SD stwierdzono: "O złamaniu monopolu tej partii (PZPR - J.R.N.) w
                  środkach masowego przekazu, potrzebie pluralizmu w wojsku i milicji mówił
                  Robert Nowak z Warszawy (wystąpienie to zostało wygłoszone pierwszego dnia
                  obrad, z przyczyn niezależnych od redakcji nie mogliśmy opublikować skrótu w
                  poprzednim numerze)".
                  Tymi przyczynami niezależnymi była oczywiście ingerencja cenzury.
                  W wywiadzie udzielonym Andrzejowi Koraszewskiemu z BBC (por. "Biuletyn Prasowy"
                  PAP z 26 maja 1989 r.) stwierdzałem m.in.: "Wypowiadamy się za poszerzeniem
                  koalicji trzech partii, przekształceniem dotychczasowej koalicji trzech partii
                  w koalicję dla reform i ratowania Polski otwartą dla wszystkich sił
                  demokratycznych. W zeszłym roku w artykule w "Konfrontacjach", chyba w lipcu
                  zeszłego roku, najpierw wstrzymanym w lutym zeszłego roku chyba dlatego, że
                  postulowałem rząd fachowców, co godziło w ówczesny rząd Messnera, wypowiadałem
                  się za porozumieniem dla reform, mostem nad przepaścią, swego rodzaju
                  porozumieniem wszystkich sił reformatorskich (...)". W sierpniu 1989 r. byłem
                  jedną z tych trzech osób we władzach SD, które zagroziły rezygnacją, jeśli
                  Stronnictwo nie pójdzie na sojusz z "Solidarnością" (por. na ten temat
                  informacje w tekście publikowanym w "Kurierze Polskim" z 27 stycznia 1990 r., a
                  parę dni wcześniej zamieszczonym "Rzeczpospolitej").
                  Wchodzący do grona stałych współpracowników "Racji Polskiej" warszawski
                  działacz LPR, były poseł AWS Jan Maria Jackowski tak pisał w wydanej w 1991 r.
                  książce "Interpelacje" (napisanej wraz z S. Żarynem) o mojej roli w SD: "Inną
                  znaczącą postacią z 'ławy opozycji' jest Jerzy Robert Nowak, znany z wielu
                  książek o Węgrzech, działacz Stronnictwa Demokratycznego. Na głównym fotelu się
                  nie znalazł, chociaż jego inicjatywy skierowania SD na tory współpracy najpierw
                  z 'Solidarnością', później z ugrupowaniami o chrześcijańsko-demokratycznej
                  orientacji, miały bardzo ważne znaczenie. W przyszłości może się okazać, że
                  dawny sojusznik PZPR-u, niezdecydowany w swojej nowej drodze politycznej,
                  będzie nadrabiał stracone tereny właśnie dzięki takim ludziom jak Nowak. Chyba
                  że będzie za późno na ratowanie czegokolwiek z ideałów i trzeba będzie pozostać
                  przy rozdzieleniu resztek w kasie...".

                  Kilka uwag końcowych
                  Nie zamierzałem przedtem zajmować się wyliczeniami moich publicystycznych i
                  politycznych dokonań z przeszłości - zostałem jednak sprowokowany do tego
                  plugawymi kalumniami w "Racji Polskiej", przedrukowanymi w "Nowej Myśli
                  Polskiej", podobnie jak "Racja Polska" wyraźnie związanej dziś z LPR. Plugawy
                  paszkwil ukazał się w tej samej "Nowej Myśli Polskiej", w której jeszcze 28
                  października 2001 r. pisano na mój temat: "Prof. Jerzy Robert Nowak jest
                  niezwykłym zjawiskiem w naszym życiu intelektualnym. Od 12 lat działa w ruchu
                  patriotycznym, organizuje, pisze, przemawia, a jego główną wytyczną w tym
                  działaniu jest obrona wartości narodow
                  • Gość: bbombel Re: prof. Nowak o kalumniach czesc 6! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:15
                    Od 12 lat działa w ruchu patriotycznym, organizuje, pisze, przemawia, a jego
                    główną wytyczną w tym działaniu jest obrona wartości narodowych i interesu
                    narodowego z jednej strony, a piętnowanie i zwalczanie tych, którzy tym
                    interesom zagrażają, a wartości niszczą - z drugiej strony (...). I zapytajmy,
                    jakby się potoczyła batalia o uratowanie polskiej świadomości i dobrego imienia
                    polskiego narodu, gdyby nie było Roberta Nowaka, już znanego, już popularnego
                    obrońcy polskości i pogromcy żydowskich szermierzy antypolonizmu".
                    Redakcji "Nowej Myśli Polskiej" moż na w tym kontekście pogratulować dość
                    szczególnej "stałości" poglądów.
                    Z całego serca dziękuję Słuchaczom Radia Maryja, a zarazem Czytelnikom "Naszego
                    Dziennika" i "Niedzieli", za tak wiele wspaniałych listów z wyrazami poparcia,
                    nadesłanymi do mnie w ciągu ostatnich paru tygodni. Dowiodło to, że słusznie
                    wierzyłem w ludzi, w polskie umysły i serca, ogromnie dziękuję za tyle serca,
                    tyle uczuć, z jakimi spotkałem się w tych listach.
                    Ogromnie dziękuję redakcji "Naszego Dziennika" za możliwość zaprezentowania tak
                    długiego listu w sprawie tak ważnej moralnie - przeciw próbom szkalowania i
                    rzucania kalumni.
                    prof. Jerzy Robert Nowak
                    • Gość: bbombel Re: PROSZE ZAPOZNAC SIE Z TYMI FAKTAMI IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:19
                      NIe z mojej winy musialem rozbic ten tekst na tyle czesci (istnieje
                      ograniczenie co do objetosci jednego postu).
                      No i co, kalumni, nie wstyd Wam? Bo mi by bylo wstyd.
                      Zapraszam wszystkich na spotkanie. Przypominam najsiwksze wydarzenie kulturowe
                      w miescie Szczecin prof. dr. hab. Jerzy Robert Nowak 7 marca ul. Mariacka 6/8
                      godz. 11:00
    • Gość: wystraszony Absztyfikant ratunek!! Absztyfikant na pomoc!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 20:21
      Przegryź tętnicę szyją temu gojowi!
      • absztyfikant wywołany do tablicy... 25.02.04, 20:42
        Dlaczego ja?:) Rozumiem, ze ciesze sie wielka atencja w srodowiskach
        narodowych:)

        Prof. Jerzy Robert-Nowak to ideolog koministyczno-narodowy, tzw. moczarowiec.
        Natomiast warto kilka slow poswiecic grupie radosnej tworczosci pt. Civitas
        Christiana, ktora rzeczona "gwiazde" Rozmow Niedokonczonych z anteny Radia
        Maryja do Szczecina raczyla zaprosic.

        Dla mlodszych forumowiczow: czlonkstwo w PAX (obecnie Civitas Christiana) w
        czasach PRL bylo synonimem moralnego skundlenia. PAX bylo organizacja skupiona
        wokol Piaseckiego (takiego wlasnie dzisiejszego Nowaka) stworzona w celu
        rozbicia polskich srodowisk polskich katolikow i katolickiego kleru. PAX
        uznawal "kierownicza role" PZPR i generalnie rzecz biorac byl
        koministyczna "piata kolumna". PAX-owcow potepial m.in. Prymas Tysiaclecia
        Wyszynski i Watykan.

        A Jerzy Robert Nowak jest postacia tak watpliwej konduity, ze nawet wydawaloby
        sie polityczny matecznik oszlomstwa w Posce, czyli LPR, sie od tego pana
        zdecydowanie odcial. Pozostaje mu tylko koic lzy totalnej anatemy w objeciach
        ojczulka Rydzyka. No i od czasu do czasu skladac wizyty, na ktorych straszy
        zgromadzone paxowskie emeryctwo Zydami i masonami.
        • Gość: Wystraszonymniej Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 20:49
          Ok! czwórka. Siadaj do loży.
          • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 25.02.04, 20:50
            Dobrze sie czujesz ?
            • Gość: wmn. Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 20:52
              dyżurek?
              • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 25.02.04, 20:53
                Tzn.?
                • Gość: wmn Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:04
                  w redakcji?
                  • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 25.02.04, 21:05
                    Pudlo.
                    • Gość: wmn Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:06
                      spontaniczny amator ze mnie.
                      • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 25.02.04, 21:08
                        Spontanicznosc, w umiarze, jest cnota.
                        • Gość: wmn Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:12
                          Boję się, że weźmiesz mnie za dziewicę.
                          • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 25.02.04, 21:16
                            Prawdziwe dziewice, tak jak dizozaury, juz dawno wyginely. I dobrze.
                            • Gość: wmn Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:24
                              do następnego.
                              • Gość: x Re: wywołany do tablicy... IP: *.MAN.atcom.net.pl 26.02.04, 10:50
                                !!!!!!!!!!!!!!
        • Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 15:04
          Wara od Bolesława Piaseckiego - jedynego w historii Polski Wallenroda z
          prawdziwego zdarzenia.
          • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 15:07
            Stary, fajnych masz idoli. Pogratulowac.
            • Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 16:01
              Idol to złe słowo. Wolę inne - wzór.
              Trzech było w Rzeczpospolitej polityków, którzy nie bacząc na "złe czasy"
              pracowali dla kraju zamiast "rozdzierać szaty": Ksawery Drucki-Lubecki,
              Aleksander Wielopolski, Bolesław Piasecki. Wszyscy trzej przez współczesnych
              zostali uznani za zdrajców. Im dalej zaś od ich śmierci, tym bardziej są
              doceniani. Taka polska specyfika...

              Pozostawiam w nadziei, że "złe czasy" nie wrócą i wzór nie będzie potrzebny.
              • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 16:03
                Hrabia Wielopolski zgoda. Postepowal zgodnie z wlasnym sumieniem, ja tez jestes
                bardzo krytyczny w stosunku do zrywow, ktore przypominaja heroizm osla
                ciagnacego woz po zaminowanym moscie. Ale Piasecki? Przeciez ty zwykla kanalia!
                • Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 16:23
                  Pozwolę się nie zgodzić. Piasecki był chyba najzdolniejszym polskim politykiem
                  w XX wieku. Historia nie dała mu jednak szansy by mógł w pełni swoje
                  umiejętności wykorzystać.
                  A o tym, że był to człowiek nieprzeciętny świadczy choćby fascynacja z jaką
                  wyrażali się o nim jego przeciwnicy ideowo-polityczni (odsyłam choćby do
                  przedmowy do biografii Piaseckiego pióra Jana Józefa Lipskiego).
                  • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 16:27
                    Lipski mial w swoim zyciu wiele zakretow. Zapytaj jego siostry Marii
                    Dmochowskiej.
                    • Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 16:35
                      Niestety nie mam aż takich znajomości...

                      Biografia Piaseckiego z jego przedmową została wydana w 1989, jak mi się wydaje
                      Lipski umarł niedługo potem...
                      • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 16:38
                        Siotra Lipskiego wbrew jego ostatnieej woli uparla sie, by wyprawic mu
                        katolicki pogrzeb:)
                        • Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 16:48
                          Ciekawy problem...
                          Z mojego punktu widzenia (jako katolika) świadczy to o niej jak najlepiej,
                          z innego zaś (jako człowieka uznającego się za ideowego) - zaburzyło to jasność
                          jego życia i działalności, co może być gorszego?
                          Odwieczny dylemat człowieka :)
                          Zwycięża pogląd katolicki - niech Dobry Bóg mu wybaczy...
                          • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 16:50
                            Bog jest dobry i sprawiedliwy. Ale wytlumacz mi sznowny WzK [Wózek?:)], od
                            kiedy to Mlodziez Wszechpolska powoluje sie na Dżej Dżeja Lipskiego ???
                            • Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 17:03
                              Nie powołujemy się na J.J. Lipskiego!!!
                              Trzeba szybko to nieporozumienie sprostować! :)
                              Podałem go jako przykład, że nawet on, jeden z najzacieklejszych przeciwników
                              Bolesława Piaseckiego był w pewnym sensie nim zafascynowany.

                              Ja osobiście, bardzo (!) delikatnie mówiąc, nie przepadam za Lipskim - po tym
                              co wypisywał na temat tzw. dwudziestoletnich poetów Warszawy, poległych w
                              czasie okupacji niemieckiej podczas ostatniej wojny. Otóż miał nieszczęście
                              nazwać ich m.in. "faszystowskimi poetami".

                              WzK to pewien skrót. Dwa słowa rozdzielone literą "z". Naprędce wymyślony
                              nick...
                              • absztyfikant strzelam 26.02.04, 17:06
                                www.wszechpolacy.pl/img.php?id=458
                                Znajdujesz sie na tym zdjeciu ? (Wiem, ze ten w czerwieni to pan Wiechecki)
                                • Gość: WzK Re: strzelam IP: 82.139.15.* 26.02.04, 17:12
                                  Nie, nie jestem taki brzydki...
                                  (przepraszam zainteresowanego Kolege - oczywiście żartowałem ;-)

                                  Nie strzelaj więcej, bo nie masz szans trafić - nie jestem ze Szczecina.
                                  Wpadam tu tylko gościnnie, by bronić honoru naszej Organizacji.
                                  • absztyfikant Re: strzelam 26.02.04, 17:15
                                    Czyzby zaplecze intelekualne Wiecheckiego bylo tak liche, ze musi sie wspierac
                                    posilkami z terenu ? Pozdrawiam Cie serdecznie mimo mojej awersji do Waszej
                                    organizacji.
                                    • Gość: WzK Re: strzelam IP: 82.139.15.* 26.02.04, 17:19
                                      O nie... To jedna z lepszych intelektualnie struktur, moim zdaniem.

                                      Kol. Wiechecki mnie nie zapraszał, sam się wprosiłem.
                                      Wiem, że mają kłopoty na łączach...

                                      Również pozdrawiam i do następnego razu, hehe
                                      • absztyfikant Re: strzelam 26.02.04, 17:21
                                        Na laczach? Masz na mysli neurony, synapsy etc. ? To by sie nawet zgadzalo.
                                        Milego dnia zycze i wpadaj czesciej!
                                    • dutchman dzieki Absztyfikant 26.02.04, 17:21
                                      Czym wiecej czytam Twoich postow, tym bardziej mi sie podoba Twoje pisanie.
                                      Nawet dowiedzialem sie paru rzeczy o ktorych nie wiedzialem.
                                      I masz ( w odroznieniu od niemilego Swarozyca ) takie madre motto.
                                      pozdrawiam
                                      dutchman
                                      • absztyfikant Re: dzieki Absztyfikant 26.02.04, 18:57
                                        Swarozyc to prowokator:)) Co to Lipskiego, to mysle, ze jego brak jest wieksza
                                        szkoda niż jego obecnosc zaleta. Ale tez szkoda.
                        • freemason Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 22:48
                          absztyfikant napisał:

                          > Siotra Lipskiego wbrew jego ostatnieej woli uparla sie, by wyprawic mu
                          > katolicki pogrzeb:)

                          Absztyfikancie! Jak to możliwe, skoro J.J. Lipski był masonem, a Kościół
                          dawnymi czasy pogrzebów wolnomularzom nie wyprawiał (przynajmniej teoretycznie)?
                          • absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 27.02.04, 11:48
                            Kosciol robil pewne problemy, ale odbyl sie katolicki pogrzeb, msza swieta
                            odbyla sie w kosciele Dominikanow na Starym Miescie w Warszawie. Msze odprawil
                            i poprowadzil kondukt zalobny ks. Adam Boniecki, obecny redaktor naczelny "TP".
        • Gość: zdziwiony Re: wywołany do tablicy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 17:01
          W/g ciebie Tadeusz Mazowiecki, wieloletnia Pax-owska szyszka, to kompletny
          kundel???!!!!
      • Gość: bbombel Nowak, właśnie ten Nowak! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:20
        (Przytoczone za „Nową Myślą Polską" z 28 października 2001 r.)
        Nowak, właśnie ten Nowak!

        Szanowni Państwo!

        Chciałbym powiedzieć kilka słów o Autorze książek, których promocja się odbywa.
        Prof. Jerzy Robert Nowak jest niezwykłym zjawiskiem w naszym życiu
        intelektualnym. Od 12 lat działa w ruchu patriotycznym, organizuje, pisze,
        przemawia, a jego główną wytyczną w tym działaniu jest obrona wartości
        narodowych i interesu narodowego z jednej strony, a piętnowanie i zwalczanie
        tych, którzy tym interesom zagrażają, a wartości niszczą - z drugiej strony.

        W początku lat 90. profesor Nowak zainicjował Społeczny Ruch Naprawy i Rozwoju,
        który skupiał kilkaset osób z Warszawy i spoza Warszawy, który umożliwiał
        dyskusję nad ważnymi tematami politycznymi i społecznymi, i próbował
        sformułować pewne działania patriotyczne. Była to ważna próba ratowania III
        Rzeczypospolitej przed upadkiem (...).

        W ślad za tym poszły obszerne książki: „Zagrożenia dla Polski i
        polskości", „Spory o historię i współczesność" i warte szczegółowego
        wymienienia „Przemilczane zbrodnie", książka, która przerwała długotrwałe
        milczenie o zbrodniach żydowskich na Polakach, popełnianych na wschodnich
        terenach Polski po 17 września 1939 r.

        (...) Publicystyka Nowaka, będąca obroną polskości przed żydowskim
        anrypolonizmem, była przygotowaniem do wielkiej batalii z prowokacją, którą
        Żydzi rozpętali pod hasłem „Jedwabne". To było groźne oskarżenie, gdyż nosiło
        pozory konkretności i zostało poparte potworną ofensywą światowej propagandy
        żydowskiej i serwilistycznie przyjęte przez renegackie władze III
        Rzeczypospolitej. I zapytajmy, jakby się potoczyła ta batalia o uratowanie
        polskiej świadomości i dobrego imienia polskiego narodu, gdyby nie było Roberta
        Nowaka, już znanego, już popularnego obrońcę polskości i pogromcę żydowskich
        szermierzy antypolonizmu? Nowak napisał książkę Sto kłamstw ].T. Grossa i
        wszystko stało się jasne. Prowokacja Jedwabnego przepadła w zgiełku wydarzeń
        historycznych, ale przepadła w taki sposób, że na wierzchu została prawda
        polska. (...) Niektórzy zarzucają Nowakowi, że w swoich artykułach czy
        książkach, po wykazaniu niegodziwości Żydów i wrogiego ich stosunku do Polaków,
        zawsze przytoczy przykłady Żydów „dobrych", patriotycznych, uczciwych. I dobrze
        czyni, gdyż w ten sposób demistyfikuje żydostwo, pokazując, że nie jest to
        jakaś diaboliczna potęga, lecz zwykły naród, w którym są różni ludzie (...).

        (...) Chciałbym zwrócić uwagę na niezwykły warsztat pisarski profesora Nowaka.
        Profesor Nowak pisze (...) zawsze w sposób udokumentowany i w tym trzeba w nim
        widzieć mistrza erudyki faktograficznej i dokumentacyjnej. Nowak ma po prostu
        pamięć komputerową. Jego teksty są podparte setkami odnośników do źródeł,
        cytatów, bibliografii, a więc za tym, co pisze, znajduje się potężne zaplecze
        dokumentacyjne. I co więcej - to zaplecze ma on zawsze natychmiast
        przygotowane. Niejednokrotnie z podziwem obserwowałem, że gdy strona żydowska
        podjęła jakiś atak w jakimś nowym temacie, to Nowak miał natychmiast odpowiedź
        bogatszą i 10 razy bardziej udokumentowaną niż zawierał to ów atak, a więc
        oznacza to niezwykłą mobilność tego arsenału intelektualno-dokumentacyjnego, na
        którym pracuje ten uczony.

        Toteż z Nowakiem w polemice nikt nie wygra, czego przykładem było ostatnie
        spotkanie na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie 20 września br. na Festiwalu
        Nauki zorganizowano panel Polacy i Żydzi we wspólnym domu. Uniwersytet
        Wrocławski zaprosił prof. Nowaka do udziału w tym panelu, ale gdy strona
        żydowska (...) nie umiała odpowiedzieć na fakty przytoczone przez Nowaka, to
        Żydzi zerwali panel. (...) Polskojęzyczna „Gazeta Wyborcza" z 21 września 2001
        roku opisała ten incydent, dając tytuł, który miał obrazić profesora: Nowak,
        właśnie ten Nowak. Powtórzmy, ale z szacunkiem, uznaniem i wdzięcznością:
        Nowak, właśnie ten Nowak! Dobrze, że mamy w naszym gronie profesora Roberta
        Nowaka. Czytajmy jego książki i kupujmy te książki.
    • absztyfikant ZWYKŁY NAWIEDZONY NUDZIARZ (no text) 26.02.04, 13:36

    • Gość: Ana dzięki! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.02.04, 14:55
      dobrze bbomblu,że poinformowałeś.ominę szerokim łukiem!
    • Gość: Lala Agent SB w SZCZECINIE!!! Ale numer! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 17:39
      • Gość: zorientowany Re: Agent SB w SZCZECINIE!!! Ale numer! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.04, 17:49
        Lalą to ty byłaś 60 lat temu. Teraz stara ubeczko próchno ci się z dupy sypie i
        jeszcze próbujesz mieszać jak cię dawniej uczyli.
    • Gość: ciekawy Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.multicon.pl 26.02.04, 18:01
      Nowak to rozumiem. Ale że profesor ? Kto mu dał ten tytuł i za co ?
      • Gość: Ach taaak?? Tytuł to pryszcz. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 20:43
        Nawet Bender go ma.
        Ale kto i za co mu dał ten Nowak!!?? W dodatku Jerzy Robert!!??
        TO JEST PYTANIE!!

        --
        Ja to się dziwię byle czym.
        • freemason Niezne fakty, czyli konfabulacje po paru piwach:) 27.02.04, 21:07
          Gość portalu: Ach taaak?? napisał(a):

          > Nawet Bender go ma.
          > Ale kto i za co mu dał ten Nowak!!?? W dodatku Jerzy Robert!!??
          > TO JEST PYTANIE!!

          Jerzy Robert Nowak to pseudonim nadany profesorowi przez węgierską bezpiekę.
          Tak naprawdę nazywa się Laszlo Koevacs, jest synem węgierskiej urzędniczki z
          AVH i rosyjskiego agenta NKWD, który się wsławił tłumieniem powstania w 1956
          roku na Węgrzech. Po udanej akcji rodzinę profesora przerzucono do Polski, by
          działał tu na polu ideologicznym, krzewiąc miłość do Związku Radzieckiego. Po
          1989 roku Nowak chciał zrezygnować z działalności, lecz powstała w wyniku
          przemian KGB postanowiła dać mu jeszcze jedną szansę (wcześniej skrewił, bo
          dopuścił do zmiany rządów w Polsce na antyrosyjskie): miał teraz obrzydzać
          Polakom EWG i NATO. Stąd więc bierze się miłość profesora do naszych braci ze
          wschodu i zoologiczna wręcz niechęć do wszystkiego co związane z Europą. trzeba
          dodać, że z postawionego zadania Nowak wywiazuje się perfekcyjnie.

          PS. Dane te zostały podane przez Ryszarda Bendera w jednej z audycji w RM
          pt. "Wieści prosto z Torunia". Za ich prawdziwość nie może odpowiedzieć nawet
          sam mówiący, gdyż w czasie audycji był pod wpływem [........] (Radiowa uchwała
          o kontroli publikacji i widowisk, 2004) i o. Rydzyk musiał go cucić na antenie.
          Na pytania widzów Bender odpowiadał jednak jak należy (jak widać nietrzeba być
          trzeźwym, by wzbuidzić poklask u oszołomosłuchaczy), dzięki czemu został
          nagrodzony wierszykiem jednej z babć:

          Nasz Profesor z Żydy walczy
          dzielnie książką wymachując
          "tylko bojkot gospodarczy
          nas Polaków uratuje"

          Kupuj tylko polskie mleko
          ksiądz dyrektor mnie zachęca
          a ja wierzę Lidze Rodzin
          bo oszukał mnie Wałęsa

          Żydy z Unią się zbratały
          już Geremka chcą do siebie
          by Polaków okradały
          i zrobiły z nas badziewie

          Jude drogo od nas biorą
          chciwy naród i pazerny
          nawet Radio atakują
          i słodki, toruński piernik!

          mniam, mniam:)
    • indris Manipulant albo prymityw 26.02.04, 18:54
      Oto charakterystyczny przykład twórczości J. R. Nowaka
      W książce "Czarna legenda dziejów Polski" zajmuje się JRN zbijaniem tzw jego
      zdaniem antypolonizmów. W szczególności polemizuje z tezą, że tolerancja
      religijna w Polsce zmniejszała się począwszy od mniej więcej końca XVI wieku.
      A w ramach tej polemiki stwierdza, że "Polska sama zniosła w roku 1768 i 1773
      ograniczenia praw innowierców". Cytat nie jest dosłowny, bo nie mam książki pod
      ręką ale sens argumentacji oddaje wiernie.
      Otóż każdy, kto zna historie Polski XVIII wieku, wie, że owe zniesienie
      nastąpiło w r 1768 pod brutalnym naciskiem państw ościennych (i nie tylko, bo
      interweniowała Anglia i Dania). Że spowodowało porwanie przez Repnina 4
      senatorów najbardziej się temu sprzeciwiających. Że spowodowało to dalej
      zbrojny sprzeciw w postaci Konfederacji Barskiej, która szarpała kraj przez
      następne 5 lat, właśnie do sejmu 1773. Że wreszcie sejm 1773 był sejmem
      ROZBIOROWYM, odbywającym się pod dyktando carskiego ambasadora i jego kreatury
      Ponińskiego, jednej z najbardziej obrzydliwych kreatur w dziejach Polski, a
      posłowie na ten sejm, oprócz Reytana i drobnej garstki jego przyjaciół, byli
      nominatami rosyjskimi.
      O tym wszystkim JRN NIE wspomniał ani słowem. Jeżeli uznał to wszystko za
      nieistotne, to jest prymitywem. Jeżeli natomiast znał wagę wspomnianych tu
      okoliczności i świadomie je pominął, żeby nie psuć sobie wymowy podawanych
      faktów, to jest manipulatorem.

      JRN ma wiedzę faktograficzną o wiele większą niż jego przeciętny czytelnik czy
      słuchacz, bo taki słuchacz/czytelnik nie jest na ogół zawodowym historykiem i
      nie ma czasu na obszerne lektury. Ale na jednym przykładzie udało mi się
      stwierdzić jaki użytek z tej wiedzy JRN robi, bo akurat historią Polski
      interesuję sie hobbystycznie. JRN używa swojej wiedzy do manipulacji. Czy przez
      osobisty prymitywizm, czy z wyrachowaniem - nie umiem powiedzieć.
      Dlatego stwierdzam,że J. R. Nowak jest niewiarygodny.
      • absztyfikant a moze jedno i drugie ?:) /nt 27.02.04, 15:34

    • oszolom.z.radia.maryja Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 26.02.04, 19:02
      widzę ze prof J.R. Nowak jest bardzo tu popularny
      • freemason Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 26.02.04, 22:45
        oszolom.z.radia.maryja napisał:

        > widzę ze prof J.R. Nowak jest bardzo tu popularny
        Prawda? Ja zawsze twierdziłem, że Stettin to komusze miasto:)
        • oszolom.z.radia.maryja Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 27.02.04, 16:53
          freemason napisał:

          > oszolom.z.radia.maryja napisał:
          >
          > > widzę ze prof J.R. Nowak jest bardzo tu popularny
          > Prawda? Ja zawsze twierdziłem, że Stettin to komusze miasto:)
          >
          - owszem, ale nie z powodu prof J.R Nowaka... a przed wojną ono było na wskroś
          faszystowskie..podobno w tym mieście NSDAP miała jedne z najlepszych rezultatów
          w całych ówczesnych Niemczech!
      • Gość: Ana tak,oszołomie z radia IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 27.02.04, 10:11
        tak.swą poularność zdobył współpracą z sb,popieraniem stanu wojennego i
        pieprzeniem bez sensu.
        • Gość: Tak Re: tak,oszołomie z radia IP: *.am.poznan.pl 27.02.04, 15:47
          z kim współpracował ?? może z imienia i nazwiska podasz nazwiska sbeków itp !
          Masz mu coś innego do zarzucenia w tematach , o których pisze ?? może złapałaś
          go na jakimś kłamstwie ??
          Czy tylko to wszystko ci się tak wydaje niedouczone dziecko !
          • gemara Re: tak,oszołomie z radia 27.02.04, 16:01
            No to sobie przeczytaj ksiazke tegoz pana "kim byli, czego chcieli" - stek
            propagandowych falszerstw o powstaniu w Budapeszcie w 56 roku. Te pochwaly
            dzielnych wegierskich esbekow i klamstwa o wegierskich patriotach. Tak sie
            zmienil dzis, ze juz nie lubi komuchow o ktorych z taka miloscia pisal? ja
            rozumiem zmieniac poglady, ale az tak diametralnie? Jak mozna kogos takiego
            uwazac za autorytet...Tylko mi nie wyjezdzaj z Szawlem i Pawlem...JRN sie tak
            naprawde nie zmienil - milosc do czerwonych funkcjonariuszy zastapil uczuciem
            do czarnych .Tylko tyle.
            • Gość: Ana tak? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 27.02.04, 16:07
              a o nazwiska funkcjonariuszy spytaj idola na spotkaniu...
              • absztyfikant Re: tak? 27.02.04, 16:08
                Myslisz, ze przyjedzie z Poznania ?
                • Gość: Ana Re: tak? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 27.02.04, 16:15
                  za swym idolem,nawet na koniec świata!dla gruppies odległość to nie problem,to
                  wyzwanie!
        • oszolom.z.radia.maryja Re: tak,oszołomie z radia 27.02.04, 16:56
          Gość portalu: Ana napisał(a):

          > tak.swą poularność zdobył współpracą z sb,popieraniem stanu wojennego i
          > pieprzeniem bez sensu.

          1. prof. Nowak nigdy nienależał ani do PZPR anitym bardziej do SB
          2. nie popierał stanu wojennego
          3. twoje pieprzenie jest jeszce bardziej mdłe i bezsensowne
    • oszolom.z.radia.maryja Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 27.02.04, 16:50
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11019865&v=2&s=0
      - nie chciałem się udzielać na szczecińskim forum ale absztyfikant bardzo
      nalegał
      • Gość: Ach taaak?? Oszołomie! Popularność tego indywiduum ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 20:55
        jest dokładnie taka sama jak popularność muchy gromadnicy w stołówce.
        Roznosi taka cholera zarazę, więc każdy chce ją pacnąć.

        --
        Ja to się dziwię byle czym.
        • oszolom.z.radia.maryja zazdrościsz mu ? 27.02.04, 21:27
          ty nawet na taką popularność liczyć nie możesz frustracie!
          • Gość: Ach taaak?? Re: zazdrościsz mu ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 23:27
            Eee tam. Czego mu zazdrościć??!

            Zaprosiliście go razem z Tadzikiem Rydzykiem do własnego talerza z okropnie
            niesmaczną zupą i się zachwycacie jak mu się świetnie w niej pływa.

            Nie zdajecie sobie sprawy, że on do tej waszej zupy i kupki wali i siku robi?
            Chcecie go sobie wyhodować na wielkiego herosa i mądralę, ale on już większy,
            ani mądrzejszy nie będzie. Naprawdę.

            I dopóki siedzi sobie w waszej zupie, to i pacnąć go nie warto, bo przynajmniej
            ogół konsumentów na stołówce nie słyszy jego bzyczenia i nie musi się przed nim
            odganiać.

            A wiesz Oszołomie, gdzie go widziano zanim wpuściliście go do swojego talerza?
            Podobno uwielbiał się tarzać w komunistycznych ekskrementach.

            Smacznego.
            • Gość: real Re: zazdrościsz mu ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.04, 11:19
              Jasne, jasne. Nie może być mądrzejszy o twojego rabina.
    • rrado Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 28.02.04, 11:16
      Gość portalu: bbombel napisał(a):

      > 7 marca ul Mariacka 6 (stowarzyszenie Civitias Christiana) godz. 11:00
      > Dojscie: Na przeciw katedry za serwisem samochodowym

      szkoda ze nie w serwisie. stowarzyszenie to to dawny pax jakby kto nie wiedzial
      a pan nowak to tropicie. juz on wie gdzie sie poukrywali ci zydzi.ciekawe kto
      mu dal prof.
      pozdrawiam rado
    • Gość: Abraham Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 13:26
      JRN? Goj!!!
      • Gość: bbombel Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 14:55
        Prosze przeczytac moja odpowiedz na oszczercze ataki prof. (posty wyzej)!
        Wy wszyscy ktorzy tak mowicie przyjdzie na wyklad bedzie z dyskusja.
        • rrado Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 28.02.04, 15:03
          Gość portalu: bbombel napisał(a):

          > Prosze przeczytac moja odpowiedz na oszczercze ataki prof. (posty wyzej)!
          > Wy wszyscy ktorzy tak mowicie przyjdzie na wyklad bedzie z dyskusja.

          ja slucham go czesto w radiu m. czasem wlosy staja deba. zdaje sie probosz
          parafiw ktorej miesci sie slyna ksiegarnia antyk niedawno przepraszal za
          sprzedawanie ksiazek nowaka. ten koles (nowak nie proboszcz) to nawiedzony
          antysemita, zdziczaly intelektualnie frustrat i tego niestety panie bombel nie
          da sie ukryc. pozdrawiam rado
          • Gość: krater Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: 193.19.164.* 28.02.04, 20:15
            bbombel zalicza siebie do fanów pana JR Nowaka.To nic złego a nawet dobrze.Ja
            nie należę do fanów ale też i do przeciwników.Stoję na uboczu skrajnych sądów o
            tym człowieku.Moje wrażenie jest takie,iż pan prof.Nowak należy do żydożerców i
            dlatego nalezy słuchać co mówi,lecz niekoniecznie we wszystko wierzyć.Ma on
            pewne zasługi w tym,że wielu ludzi zainteresowało sie historią po jego
            wykładach radiowo-prasowych.Albo żeby znależć nieścisłości czy przekłamania
            albo,aby zasłyszane "rewelacje" skonfrontować z innymi opiniami.
            • Gość: WzK Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: 82.139.15.* 28.02.04, 22:04
              Gość portalu: krater napisał(a):

              > pan prof.Nowak należy do żydożerców

              Podobno najbardziej lubi duszonych w śmietanie lub lekko podsmażanych na
              smalczyku z młodą cebulką.
          • Gość: WzK Rrado?! IP: 82.139.15.* 28.02.04, 21:59
            rrado napisał:
            > ja slucham go czesto w radiu m.

            To Ty słuchasz Radia Maryja?

            Ty antysemito!
            Ty faszysto!!
            Ty agencie Moskwy!!!

            :-D
            • oszolom.z.radia.maryja Re: Rrado?! 28.02.04, 23:30
              Gość portalu: WzK napisał(a):

              > rrado napisał:
              > > ja slucham go czesto w radiu m.
              >
              > To Ty słuchasz Radia Maryja?
              >
              > Ty antysemito!
              > Ty faszysto!!
              > Ty agencie Moskwy!!!
              >
              > :-D
              -Moskwa nie ma nic wspólnego z nami ani tym bardziej RM nie ma nic wspólnego z
              Moskwą to raczej Miller jest z nia bliżej związany (moskiewska pozyczka)
              • rrado Re: Rrado?! 29.02.04, 07:19
                oszolom.z.radia.maryja napisał:

                > -Moskwa nie ma nic wspólnego z nami ani tym bardziej RM nie ma nic wspólnego
                z
                > Moskwą to raczej Miller jest z nia bliżej związany (moskiewska pozyczka)

                a tu bym soie nie zgodzil. r m jest zdecydowanie promoskiewskie. nie wiem czy
                to tradycja narodowa czy dziwne interesy opisywane w prasie ale czesto slysze o
                rosji jako alternatywie wobec ue. ze niepotrzebnie wszystkie wiezi zerwano po
                89 r. ze to nasi przyjaciele slowianie itd. radio m. w czasie kampani
                wystepujac przeciwko czlonkowstwu w ue zdecydowanie dzialalo na korzysc rosji.
                wiec sprawa jest jasna. i nie tlumaczy tego ze jak cos gada ksiadz to moze nie
                wiedziec co gada bo to nie polityko politolog czy ktos taki. pozdrawiam rado
                • oszolom.z.radia.maryja Re: Rrado?! 29.02.04, 12:58
                  to że występujemy przeciw UE wcale nie oznacza ze jesteśmy za WNP> a czy ktoś
                  kto nie jest liberałem musi być od razu komunistą? część eurofanów i tak włazi
                  w d Rosji chcącnp sprzedać nasze rafinerie..tak czyni SLD czy to nie jest
                  działąnie prorosyjskie? ja uważam ze mamy sporo gazu u siebie czemu nie
                  uruchomimy włąsnego wydopbycia? czy my zawsze musimy służyć obcemu? nie mozemy
                  choć raz zatroszczyć sie o siebie sami?
                  • rrado Re: Rrado?! 29.02.04, 13:24
                    oszolom.z.radia.maryja napisał:

                    > to że występujemy przeciw UE wcale nie oznacza ze jesteśmy za WNP>

                    kto my? niestety tak mi to wyglada. radio m. reprezentuje opcje prorosyjska. a
                    ja rosji nie lubie.

                    a czy kto
                    > ś
                    > kto nie jest liberałem musi być od razu komunistą? część eurofanów i tak
                    włazi
                    > w d Rosji chcącnp sprzedać nasze rafinerie..tak czyni SLD czy to nie jest
                    > działąnie prorosyjskie?

                    jest i to laczy sld z radiem m.

                    ja uważam ze mamy sporo gazu u siebie czemu nie
                    > uruchomimy włąsnego wydopbycia?

                    co do ilosci gazu to nie mozna mowic tu otym co sie uwaza ale o tym co sie wie
                    ja nie wiem. zawsze mozna wziac z norwegii.

                    czy my zawsze musimy służyć obcemu? nie mozemy
                    > choć raz zatroszczyć sie o siebie sami?

                    a o co ci konkretnie chodzi? pozdrawiam rado
            • rrado Re: Rrado?! 29.02.04, 07:16
              Gość portalu: WzK napisał(a):

              > rrado napisał:
              > > ja slucham go czesto w radiu m.
              >
              > To Ty słuchasz Radia Maryja?
              >
              > Ty antysemito!
              > Ty faszysto!!
              > Ty agencie Moskwy!!!

              slucham slucham. nie kazdy kto tego slucha jest stukniety. musze wiedziec co
              sie dzieje w innych obozach. pozdrawiam rado
              • oszolom.z.radia.maryja Re: Rrado?! 29.02.04, 12:59
                rrado napisał:

                > Gość portalu: WzK napisał(a):
                >
                > > rrado napisał:
                > > > ja slucham go czesto w radiu m.
                > >
                > > To Ty słuchasz Radia Maryja?
                > >
                > > Ty antysemito!
                > > Ty faszysto!!
                > > Ty agencie Moskwy!!!
                >
                > slucham slucham. nie kazdy kto tego slucha jest stukniety. musze wiedziec co
                > sie dzieje w innych obozach. pozdrawiam rado
                >
                -a ile za to podsłuchiwanie płaci ci Urban?
                • rrado Re: Rrado?! 29.02.04, 13:22
                  oszolom.z.radia.maryja napisał:


                  > >
                  > -a ile za to podsłuchiwanie płaci ci Urban?

                  z tego co mi wiadomo w polsce nikt nikomu nie placi za sluchanie radia. a urban
                  musialby byc calkiem stukniety zeby placic komus za sluchanie radia m.
                  pozdrawiam rado
          • Gość: bbombel teraz piszecie ze jest ANTYSEMITA???!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 29.02.04, 14:06
            Kiedy opublikowalem w poprzednich postach samoobrone prof. Nowaka odosnie
            oszcerczych atakow dotyczacych jego przeszlosci (o tym ze nie pracowal dla
            PRL'u byla to jedynie nagonka ze strony gazety zwiazanej z LPR po tym jak prof.
            Nowak skrytykowal Giertycha, teraz nawet mlodziez wszechpolska zrywa jego
            plakaty). Kiedy stalo sie jasne ze prof. Nowak nie pracowal dla PRL i jest to
            jedynie nagonka i oczernianie go, teraz twierdzicie ze jest zajadlym
            ANTYSEMITA?!? Wiecie dobrze ze jest to tak samo NIEDORZECZNE jak oskarzanie go
            o wpsolprace w PRL'u!
            (Jesli ktos ma jeszcze watpliwosci prosze to przeczytac:
            free.polbox.pl/b/bbombel/Nowak/kalumni.html )

            Jakos dziwnie UNIKACIE dyskusji o konkretach tylko same wyssane z palca,
            zaslyszane w mediach, bezmyslne, uogulnione, epitety!
            Prof. Nowak nie jest antysemita a jedynie przestrzega przed polityka zydow
            wzgledem naszego Panstwa, przestrzega ze zydzi po prostu chca udowodnic ze
            bylismy antysemitami (i ich mordowalismy) tylko po to aby wyciagnac od naszego
            panstwa wielomilionowe odszkodowania!! NIe rozumiecie tego?
            Przeciez prof. Nowak podaja mnostwo POZYTYWNYCH PRZYKLADOW UCZCIWYCH ZYDOW,
            ktorzy krytykuja taka polityke (zydowska).
            Jesli ktos nadal uwaza ze prof. Nowak to antysemita niech fragment jego ksiazki
            o sprawach zydowskich 100 klamstw J.T. Grossa a sie przekona jaka jest prawda!
            prof.nowak.w.interia.pl/100%20klamstw%20Grossa/100%20klamstw.htm
            • rrado Re: teraz piszecie ze jest ANTYSEMITA???!!! 29.02.04, 14:28
              Gość portalu: bbombel napisał(a):

              > Jakos dziwnie UNIKACIE dyskusji o konkretach tylko same wyssane z palca,
              > zaslyszane w mediach, bezmyslne, uogulnione, epitety!


              no sory slucham go czesto i na mnie robi wrazenie tepego antysemity no i co mam
              ci jeszcze powiedziec? poszukam moze cos ci znajde to zacytuje.

              > Prof. Nowak nie jest antysemita a jedynie przestrzega przed polityka zydow
              > wzgledem naszego Panstwa,


              a no to chyba juz nie musze szukac.

              pozdrawiam rado
          • Gość: bbombel prof. Nowak nie pracowal w PRL i nie jest ANTYSEM. IP: *.szaf / 217.153.79.* 29.02.04, 14:12
            prof. Nowak wystepuje przeciw zafalszowaniu historii i jest przeciwko tej
            czesci zydow ktorzy probuja zafalszowac historie (twierdzac ze my jestesmy
            antysemitami a prawda jest taka ze zydzi przetrwali II wojne swiatowa dzieki
            narodowi polskiemu!) ci zydzi skladaja pozwy do sadow w USA i nie tylko i
            probuja WYLUDZIC wielomilionowe odszkodowania!!! W swoich ksiazkach o
            problematyce zydowskiej obok pietnowania takiej polityki zydowskiej POKAZUJE
            WIELE PRZYKLADOW UCZCIWYCH ZYDOW odcinajacych sie od pozostalych.
            Oto jest ten wielki antysemityzm prof. Nowaka ale tak to jest jesli bezmyslnie
            powtarza sie zaslyszane w mediach epitety!

            Rozmowa z prof. Jerzym Robertem Nowakiem:

            Pozew 11 amerykańskich Żydów przeciwko Polsce można rozpatrywać na różnych
            płaszczyznach. Proponuję zatrzymać się przy historycznym uzasadnieniu roszczeń.
            Uderzająca jest skala manipulowania przeszłością, w końcu nieodległą, o której
            wciąż żywa jest pamięć. Jaki jest komentarz historyka do tej części pozwu?

            - Adwokaci żydowscy ze Stanów Zjednoczonych obciążyli Polskę i Polaków
            oskarżeniami o współudział z Hitlerem w zbrodniach na Żydach, o kontynuowanie
            czystek etnicznych i rasowych po wojnie. Dla ogromnej części polskich
            czytelników to zniekształcenie historii może się wydać szokujące. Dla tych,
            którzy od lat zajmują się stosunkami polsko-żydowskimi, którzy badają problem
            antypolonizmu, którzy wiedzą, co na ten temat pisze się w różnych odłamach
            prasy zachodniej, nie było zaskoczenia.

            "Gazeta Wyborcza" naświetliła jednak inaczej pojawienie się żydowskiego pozwu,
            pomijając milczeniem kontekst regularnie pojawiających się w zachodnich mediach
            antypolskich wystąpień.

            - Adam Michnik dokonał pewnego rodzaju manipulacji, przedstawiając sprawę pozwu
            jako odosobniony wybryk grupy adwokatów żydowskich. Przecież tej samej
            argumentacji od lat używa się przeciwko Polakom w części bardzo wpływowych
            mediów żydowskich w USA, Anglii, Niemczech. Wciąż się próbuje obciążać Polaków
            współodpowiedzialnością za mordowanie Żydów w czasie II wojny światowej.
            Przecież to nie grupa adwokatów żydowskich ze Stanów wymyśliła zarzut, że
            Oświęcim i inne obozy dlatego powstały na ziemiach polskich, bo Polacy byli
            bardzo antysemiccy. Przemilcza się fakt, że pierwszymi ofiarami Oświęcimia byli
            polscy więźniowie polityczni. Przemilcza się fakt, że Niemcy dlatego wybrali
            Polskę na miejsce masakry Żydów, bo tu żyła największa część Żydów w Europie.
            Te bolesne oskarżenia pojawiały się już wcześniej. W pozwie szokuje nowy wątek -
            zarzuty pod adresem powojennych rządów polskich, przypisywanie im
            kontynuowania hitlerowskiej polityki Judenrein: "mordowanie, bicie, gwałcenie,
            terroryzowanie, torturowanie" Żydów. Trudno to już nazwać ignorancją historii.
            Przypomnijmy więc, że akurat w pierwszym dziesięcioleciu rządów
            komunistycznych, narzuconych Polsce siłą przez wojska sowieckie, wbrew woli
            ogromnej części Polaków, politycy pochodzenia żydowskiego mieli ogromny wpływ w
            takich strategicznych sektorach jak bezpieczeństwo czy gospodarka. W PKWN,
            czyli w pierwszym marionetkowym pseudorządzie w 1944 r., za gospodarkę
            odpowiedzialny był Jan Stefan Hanemann, działacz komunistycznej PPR,
            żydowskiego pochodzenia. Później przez całe pierwsze dziesięciolecie, aż do
            1956 r., gospodarką w Polsce zawiadywał, z katastrofalnymi skutkami, Hilary
            Minc, członek BP KC PZPR.

            - Jaki był udział w elicie władzy osób pochodzenia żydowskiego w pierwszej
            dekadzie Polski Ludowej?

            - Polską rządziła właściwie trójka osób: Bierut, Berman i Minc. Powszechnie
            uważa się, że to Berman był swego rodzaju szarą eminencją, jako odpowiedzialny
            jednocześnie za bezpieczeństwo i za kulturę, a więc także za ideologię. Zarówno
            Berman, jak i Minc byli politykami pochodzenia żydowskiego. Do tego dodajmy
            rolę odgrywaną przez komunistycznych działaczy pochodzenia żydowskiego w
            organach bezpieczeństwa. Byli strasznymi, bezwzględnym katami dla więzionych
            Polaków. Można wymieniać dziesiątki nazwisk, od wiceministra spraw
            bezpieczeństwa publicznego Romkowskiego, mającego bardzo dużą władzę przy
            figurancie Radkiewiczu, poprzez dyrektorów departamentów takich jak Luna
            Brystygierowa, znana z bezwzględności, wyspecjalizowana w walce z Kościołem,
            jak Fejgin, Różański, Światło, jak inny dyrektor departamentu bezpieki Leon
            Andrzejewski. Przypomnijmy dominację politruków pochodzenia żydowskiego w
            bezpieczeństwie na Śląsku, o czym pisał John Sack, uczciwy autor pochodzenia
            żydowskiego, w książce "Oko za oko". Przywołał w niej zbrodnie Żydów z aparatu
            bezpieczeństwa w obozie w Świętochłowicach. Był on zarządzany przez jednego z
            takich bezpieczniaków, Salomona Morela, i stał się miejscem wymordowania około
            1.500 zgermanizowanych Ślązaków i Polaków. Katowano niewinnych z zemsty za
            Żydów zamordowanych w czasie wojny.

            - Czy pół wieku temu też pojawiały się zdania, że rząd Polski Ludowej prowadzi
            czystki etniczne wobec Żydów?

            - Oskarżenie rządu i władz komunistycznych o świadome mordowanie i grabienie
            Żydów zakrawa na prawdziwą groteskę, zwłaszcza jeśli zestawi się to z opiniami
            przekazywanymi w latach 1945-47 przez żydowską prasę amerykańską. Powszechnie
            wówczas wychwalano rząd Bieruta, Bermana i Minca jako rzekomo pierwszy nie
            antysemicki rząd w Polsce. Przypomnę tu, co pisano w wydanym w Filadelfii "The
            American Jewish Year Book" za okres od 18 września 1944 r. do 7 września 1945
            r. w odniesieniu do zdominowanego przez komunistów Tymczasowego Rządu Jedności
            Narodowej: "Po raz pierwszy w nowoczesnej historii Polska była rządzona przez
            rząd nie tylko wolny od antysemitów, lecz pryncypialnie przeciwstawiający się
            antysemityzmowi". Przewodniczący Światowego Kongresu Żydów Polskich Józef
            Tenenbaum pisał w wydanej w 1948 r. książce "In Search of a Lost People. The
            Old and the New Poland", New York 1948 r., s. 213, że Polska po raz pierwszy w
            swej historii posiadała rząd wolny od przesądów i bigoterii. Cytaty tego typu
            można mnożyć, bo wówczas światowe żydostwo skrajnie wychwalało komunistyczny
            rząd Bermana, Minca, Bieruta, a gwałtownie atakowało gen. Andersa i polskie
            podziemie antykomunistyczne. Czemu mają taką krótką pamięć?

            Niedawno czytałem, że właśnie w tamtych latach bardzo szybko załatwiano
            postulowany przez Żydów zwrot mienia, natomiast bardzo ostro występowano
            przeciwko Polakom posądzonym o jakikolwiek antysemityzm. Bardzo łatwo można
            było zostać skazanym po oskarżeniach żydowskiego politruka czy bezpieczniaka.
            Marian Brandys, publicysta i pisarz historyczny, który nigdy nie ukrywał swego
            żydowskiego pochodzenia, a przy tym czuł się Polakiem, napisał w swoich
            dziennikach, że wówczas Żydzi byli czymś w rodzaju klasy panującej, że pchali
            się jak ćmy na urzędy. Nawet Alina Grabowska, znana tropicielka antysemityzmu w
            Polsce, przyznała w końcu lat 60. w "Kulturze" paryskiej, że "znakomitą,
            niestety, większość pracowników UB stanowili Żydzi". To są fakty, o których
            niektórzy zapominają. Jeśli na czele MBP i UB, a więc głównych organów
            przymusu, które terroryzowały Naród, spowodowały zabicie dziesiątków tysięcy
            Polaków, stało tak wiele wpływowych osób pochodzenia żydowskiego, jeśli
            kluczowe stanowiska były w ich rękach, to jak można mówić, że to polskie władze
            tępiły Żydów? Było wręcz odwrotnie. Przypomnę, że pisał o tym słynny
            intelektualista katolicki ojciec Józef M. Bocheński na łamach
            paryskiej "Kultury" (nr 7-8 z 1986 r.): "Jak wiadomo, władza leżała w dużej
            mierze w ich (Żydów - JRN) rękach po zajęciu Polski przez wojska sowieckie - w
            szczególności pewni Żydzi kierowali policją bezpieczeństwa. Otóż ta władza i ta
            policja jest odpowiedzialna za mord bardzo wielu spośród najlepszych Polaków
            (...). Polacy mają, moim zdaniem, znacznie większe prawo mówić o pogromie
            Polaków przez Żydów niż Żydzi o pogromach polskich".

            - Solidarność pokoleń KPP

            Czy nie zdziwiła jednak
          • Gość: bbombel prof. Nowak nie pracowal w PRL i nie jest ANTYSEM! IP: *.szaf / 217.153.79.* 29.02.04, 14:19
            Jesli nadal znajduja sie wsrod Was osoby ktorzy bezmyslnie powtarzaja takie
            teksty jak prof. Nowak jest Antysemita, pracowal dla PRL to BLAGAM SAMI SIE
            PRZECZYTAJCIE TE TEKSTY PROF. NOWAKA, dajcie sobie szanse!

            Antysemityzm wyssany z palca w rzeczywistosci pokazywanie uczciwych zydow i
            pietnowanie polityki zydowskiej majacej na celu wyludzenie odszkodowan i
            zafalszowywania historii:
            www.polonica.net/Rachunek_krzywd.htm
            prof.nowak.w.interia.pl/100%20klamstw%20Grossa/100%20klamstw.htm
            www.polonica.net/cgi-sys/entropysearch.cgi?user=polonica&query=Nowak
            Oszcercze ataki odnosnie jego wspolpracy z PRL'em:
            free.polbox.pl/b/bbombel/Nowak/kalumni.html
            • Gość: up up IP: 62.233.222.* 06.03.04, 16:10
            • Gość: krater Re: prof. Nowak IP: 193.19.164.* 06.03.04, 17:10
              Bbombel, ja przyjmuję do wiadomości,że jesteś zwolennikiem poglądów pana
              JRNowaka.Jednak tezy,że nie jest on antysemitą obronić sie nie da.Czasami
              wydaje się,iż jest pan profesor wręcz zaślepiony nienawiścią do Żydów.A to,że
              pozytywnie wspomina paru żydowskich pisarzy czy działaczy o niczym nie
              świadczy.Pan prof.Nowak pozytywnie pisze jedynie o tych Żydach,którzy wyrażają
              poglądy zbieżne z jego opiniami.Grossowi można zarzucać przekłamania w paru
              faktach.Lecz co do podstawowego trzeba się zgodzić:Polscy mieszkańcy wsi
              Jedwabne zamordowali obywateli polskich,żydowskiego pochodzenia,swoich sąsiadów
              w stodole.Ten haniebny czyn został zbadany i potwierdzony.Niechby pan Nowak nie
              walczył z faktami bo się ośmiesza.A on podobno profesor.
              • Gość: bbombel prof. Nowak a JEDWABNE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.04, 18:57

                Prof. Pogonowski dokładnie obnażył intencje J. T. Grossa w świetnym tekście o
                jego książce Upiorna dekada 1939-1948, publikowanym na łamach krakowskich
                Arcanów (nr 5 z 1998 r.). Już wtedy, w 1998 r., prof. Pogonowski wskazywał, że
                celem Grossa "jest stwarzanie mitów o udziale narodu polskiego w zagładzie
                Żydów. Łatwiej jest ściągać odszkodowanie od winnych niż od współofiar (...).
                Propaganda Grossa pomaga skrajnym ugrupowaniom żydowskim w ich próbach
                wymuszania od rządu polskiego haraczu za zbrodnie dokonane w Polsce przez
                Niemców, Sowietów i zwykłych kryminalistów".
                W pracach swych Gross snuje skrajnie oszczercze uogólnienia na temat Polski i
                Polaków. Opierając się na mało wiarygodnej relacji Szmula Wassersztajna,
                oskarża Polaków o rzekome "ludobójstwo" na Żydach w Jedwabnem, całkowicie
                pomijając lub krańcowo pomniejszając dominującą rolę odegraną w tym mordzie
                przez Niemców. Twierdzi np., że w czasie mordu w Jedwabnem było jakoby tylko 8
                żandarmów niemieckich, przemilczając podane przez badającego wcześniej tę
                sprawę prokuratora W. Monkiewicza dane, iż w Jadwabnem było 232 niemieckich
                żandarmów. Niebagatelna różnica! Gross przedstawia skrajnie zafałszowany i
                zdeformowany obraz dziejów Żydów w Polsce jako historię ich ciągłych cierpień z
                rąk "antysemickich" Polaków, od których mogli się rzekomo ratować tylko
                obfitymi haraczami płaconymi Polakom, by uniknąć "pogromów". Nie wyjaśnia
                tylko, dlaczego akurat tę "antysemicką" Polskę nazwano " rajem dla Żydów"
                (paradisus Judeorum) w Wielkiej Encyklopedii Francuskiej z XVIII wieku,
                dlaczego właśnie w tej "antysemickiej" Polsce w XIX wieku przebywało cztery
                piąte Żydów świata (wg Normana Daviesa)? Gross pisze o "podstawowym temacie,
                jakim jest udział etnicznie polskiej ludności w zagładzie polskich Żydów"
                (Sąsiedzi, s. 95), o tym jakoby " podczas okupacji hitlerowskiej znakomita
                większość polskiego społeczeństwa odczuwała brak sympatii do Żydów"
                (Upiorna..., op. cit., s. 41-42). Szczególnie ciężkimi winami za siłę
                polskiego "antysemityzmu" obciążył Gross polskie duchowieństwo, cytując
                przeciwko niemu najgorsze, najbrudniejsze oszczerstwa w rodzaju z lubością
                cytowanych przez niego słów skrajnie tendencyjnej relacji Menachema
                Finkelsztajna, głoszącej, że: "Polscy mordercy (...) pędzeni są przez zwierzęcy
                instynkt, a krwią i rabunkiem uczeni i wychowani w przeciągu dziesiątków lat
                przez czarne duchowieństwo, które na gruncie nienawiści rasowej budowali swoją
                egzystencję" (Sąsiedzi, s. 46, stylistyka z książki Grossa).
                Gross rozpętał oszczerczą nagonkę przeciwko Polsce i Polakom i trudno się temu
                zbytnio dziwić, znając antypolski klimat panujący w niektórych środowiskach
                Żydów amerykańskich. Dziwić się można tylko tym żyjącym w Polsce osobom ze
                środowisk intelektualnych, które z werwą podjęły wszystkie oskarżenia Grossa
                przeciw Polakom, nie bacząc na to, iż nie zostały one zweryfikowane przez
                badaczy historii, ani nie czekając na wyniki śledztwa prokuratury w tej
                sprawie. Co najlepsze, wśród osób tego rodzaju znaleźli się autorzy nie mający
                większego pojęcia o historii Polski w drugiej wojnie światowej typu pisarza
                science fiction Stanisława Lema, filolożki Marii Janion, socjologa Jacka
                Kurczewskiego itp. Jakże słusznie pisał Maciej Łętowski w Tygodniku Solidarność
                z 9 lutego 2001 r. na temat tych, którzy natychmiast poparli bezkrytycznie
                Grossa, wzywając Polaków do pokajania się za domniemane zbrodnie: "budzi we
                mnie opór zachowanie 'narodowych biczowników', którzy przy każdej okazji biją
                się przed kamerami w piersi w sposób tak wylewny, że zaczynam się niepokoić o
                stan ich umysłów (...). Oby nie trzeba było zarzucić niektórym naszym ziomkom,
                że budują przedsiębiorstwo: Pokuta".
                Niech śledztwo dokładnie wykaże, kto popełnił zbrodnię w Jedwabnem i
                zbrodniarzy publicznie potępi, bez względu na ich narodowość. Niedopuszczalne
                jednak są stosowane przez Grossa skrajne uogólnienia na temat całego narodu
                polskiego, idące w parze z ciągłym zafałszowywaniem wymowy cytowanych przez
                niego materiałów.
                W rozpoczynanej dziś na łamach Niedzieli serii artykułów pt. 100 kłamstw J. T.
                Grossa pragnę udowodnić na konkretnych przykładach, że masochistyczni "narodowi
                biczownicy" po prostu się zbłaźnili, bezkrytycznie wielbiąc Grossa - autora,
                który dopuszcza się rozlicznych cynicznych manipulacji i oszustw
                intelektualnych. Pokażę, że Gross wielokrotnie bezwstydnie kłamał w swych
                tekstach, zafałszowywał obraz całych okresów historii, przeinaczał i
                zafałszowywał wymowę książek, które cytował. Bardzo źle świadczy o ludziach
                aspirujących do bycia członkami intelektualnej elity, że nie poznali się na
                jego matactwach. To, że przez swe lenistwo umysłowe nie zwrócili uwagi na
                otwarte zafałszowywanie przez Grossa wymowy nawet tak znanych książek, jak Ten
                jest z ojczyzny mojej W. Bartoszewskiego i Z. Lewinówny. Począwszy od
                prezentowanego tu tekstu, będę przedstawiał czytelnikom punkt po punkcie
                kolejne kłamstwa J. T. Grossa.
              • Gość: bbombel Re: prof. Nowak No i co z tym rzekomym antysemit? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.04, 18:59
                I wszystko jasne (dla osob trzezwo myslacych) nie dotyczy rrado!
                • Gość: krater Re: prof. Nowak No i co z tym rzekomym antysemit? IP: 193.19.164.* 07.03.04, 12:22
                  Nie mam nic p-ko obronie dobrego imienia Polaków,kiedy są opluwani przez
                  żydowskich publicystów.NIe wolno oskarżać całych narodów za niegodne czyny
                  swoich obywateli.Zbiorową odpowiedzialność stosowano w przeszłości,za co teraz
                  się przeprasza.Ale nie wolno także przeinaczać faktów,czyli zdarzeń,które się
                  już dokonały i są nieodwracalne.Podważając prawdę o Jedwabnem,podważa się
                  zaufanie do pracy niezawisłych organów.Pan Nowak zapewne świadomie, miesza
                  fakty z ich ocenami.Dlatego powtarzam raz jeszcze: to Polacy spędzili swoich
                  żydowskich sąsiadów do stodoły i tam ich żywcem spalili.To fakt i wszelka walka
                  z nim jest skazana na przegraną.Czy tam było 8 czy 800 Niemców nie ma żadnego
                  znaczenia.Mordu dokonali znani mieszkańcy Jedwabnego.
                  • Gość: Leszek Re: prof. Nowak No i co z tym rzekomym antysemit? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.03.04, 13:53
                    A może byćs się tak pooburzał na to ilu Polaków zagonili Niemcy do obozów
                    zagłady i Panią Erikę, która chce obracać kota ogonem o czym mówią niemieccy
                    publicyci. Byłem dzis na spotkaniu. Wyliczał absurdalne wypowiedzii decyzje,
                    bezpośrednio uderzające w Polskę (na podstawie artykułów prasowych, od Naszego
                    Dziennika po Gazetę Wyborczą. Za tydzien w sobotę zapowiada wkładke w NAszym
                    Dzienniku, gdzie ma to wszystko być opublikowane. I co teraz powiesz, że nie
                    kupisz Dizennika, że to idiotyczna gazeta, Nowak idiota? I co, co CI z tego
                    przyjdzie? Nic A my znów się nie dowiemy, jakich agrumentów użyje we wkładce i
                    nie będzie publicznej dyskusji na łamach jakiejkolwiek polskojęzycznej gazyety,
                    bo tak działają Ci, którrzy chcą rozkraść Polskę. W ogóle jest dziwny zwyczaj,
                    który w erystyce uchodzi na najbardziej nikczemny - agrgument ad personam
                    (walenie w osobę), jak się juz nie ma argumentów. Saw(f?)ka i inni z gazet GW
                    podobnych robią coś pośredniego walą agrumentami anty-(np. -urczykowymi)
                    pomijają lub pomniejszają projurczykowe i potem wala prosto w osobę. Jaki
                    człowiek, taki poziom... A tu na formu, to już często żenada, bo od razu są
                    argumenty ad personam lub "ad gazetam".
                    Ocknijcie się demokraci i liberałowie i zacznijcie rzeczowo rozmawiać.
                    • Gość: krater Re: prof. Nowak No i co z tym rzekomym antysemit? IP: 193.19.164.* 07.03.04, 17:20
                      Leszek:A może byćs się tak pooburzał na to ilu Polaków zagonili Niemcy do
                      obozów
                      zagłady i Panią Erikę, która chce obracać kota ogonem o czym mówią niemieccy
                      publicyci.

                      Leszku,mów /pisz/ na temat.
                      Zaczynasz podobnie jak pan Nowak.Może to i efektowne,lecz pachnie
                      manipulacją.Przyjmij do wiadomości,że fakty to jedno a ich interpretacja to
                      drugie.Mieszanie tego razem to propaganda a nie rzeczowa dyskusja.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka