Gość: bbombel IP: *.szaf / 217.153.79.* 24.02.04, 18:25 7 marca ul Mariacka 6 (stowarzyszenie Civitias Christiana) godz. 11:00 Dojscie: Na przeciw katedry za serwisem samochodowym Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: + Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.04, 18:39 W zasadzie nie powinienem tego komentować i tak też zrobie. Chociaz swoją drogą jakie to łatwe być profesorem :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 24.02.04, 21:19 Konkretnie masz mu cos do zarzucenia? Jesli tak to prosze o konkrety a nie wyssane z palca bzdury. Prosze zapoznac sie z jego artykulami na stronie prof.Nowak.w.interia.pl jest ich tam niecale 200 i znalesc chocby jedna niescislosc nie mowiac o klamstwie. Prof. Nowak swoje teorie podpiera wieloma faktami a nie mitami, potrafi bezposrednio i bez owijania w bawelne mowic jak jest, demaskowac zafalszowania co pewnie wywoluje u przeciwnikow do wscieklosci tak ze calkowicie unikaja dyskusji z nim i uciekaja (a w mediach przemilaczaja go zupelnie) Dlatego na spotkaniu szczegolnie mile widziani sa liberalowie, kosmopolici. Moze na spotkanie przyjdzie ktos z Gazety Wyborczej i przedstawic skrot spotaknia w gazecie? Oczywiscie zartuje :-) Zapraszam do odwiedzenia strony: prof.Nowak.w.interia.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ace Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.espol.com.pl 25.02.04, 20:26 Uff, ty tak na serio, czy robisz sobie jaja? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xc Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.MAN.atcom.net.pl 24.02.04, 21:27 postkomuniasta, ktory nawet w sluzbie dyplomatycznej PRL sluzyl teraz robi za patriote. ciekawe jak wyglada jego orzeczenie lustracyjne! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:04 Nowak: "Oszczerca T.P. Terlikowski nazwał mnie w tekście publikowanym na łamach "Racji Polskiej" "sumieniem wyjątkowo zbrukanym" i pisał, że prawie 50 lat życia spędziłem na "wiernej służbie Polsce Ludowej". Jak wiadomo, tzw. Polska Ludowa trwała 45 lat, od 1944 do 1989 roku. Ciekawe więc, na czym polegała moja "wierna służba" takiej właśnie Polsce, np. w 1945 roku, gdy miałem 5 lat. Oszczerca najwyraźniej nie wie, że w wieku 23 lat wiosną 1964 roku zostałem zatrzymany za "niewierność" PRL-owi, bo za rozpowszechnianie memoriału 34 intelektualistów. Najwyraźniej nie wie, że w pierwszej połowie lat 60. należałem do opozycyjnego "bogoojczyźnianego nurtu" młodzieży studenckiej (por. na ten temat uwagi w książce J. Eislera "Marzec 1968", Warszawa 1991, s. 111-112). Nie wie, że w czasach PRL-u uniemożliwiono mi druk kilku książek o historii, że cenzura zatrzymała mi parę dziesiątków artykułów (w tym parę ponad 30-stronicowych). Że pierwsze zatrzymania cenzury ugodziły w moje teksty w 1963 roku, gdy miałem 23 lata, a ostatnie na krótko przed załamaniem PRL-u w maju 1989 roku, gdy miałem tych lat 49 (wtedy na tydzień przed wyborami do Sejmu kontraktowego cenzura zatrzymała mój tekst o potrzebie odpolitycznienia wojska i milicji). To była rzeczywiście "wierna służba"! A teraz przejdźmy do informacji bardziej szczegółowych, prostujących fałsze Terlikowskiego o "wiernej służbie". Otóż w październiku 1956 roku zyskałem wielki aplauz sali, występując jako 16-letni uczeń gimnazjum na kilkutysięcznym wiecu w Białej Podlaskiej, podejmując między innymi sprawę Katynia i zwrotu polskich zabytków kultury przetrzymywanych z ZSRS. Pod wpływem ogromnego entuzjazmu dla walk Powstania Węgierskiego właśnie wtedy, w październiku 1956 roku, rozpocząłem na własną rękę naukę języka węgierskiego, co później stało się podstawą do opublikowania przeze mnie licznych książek i kilkuset artykułów o sprawach węgierskich. Przypomnę, co przyznawał na mój temat nawet mój obecny przeciwnik, były minister w rządzie Mazowieckiego Waldemar Kuczyński, oskarżający mnie dziś o "dziki antykomunizm". Jak pisano w "Gazecie Wyborczej" z 17 października 1995 roku: "Opowiada Waldemar Kuczyński, znajomy Nowaka od czasów studiów w pierwszej połowie lat 60.: - Był specjalistą od Węgier, entuzjastą powstania `56 i polskiego Października. Mówił i pisał maksimum prawdy jak na tamte czasy. Był związany z ruchem kontestacji studenckiej na Uniwersytecie Warszawskim (...). Później poszedł drogą 'wallenrodyczną', funkcjonował oficjalnie, ale w publikacjach przemycał różne rzeczy". Tak opowiadał o mnie wróg polityczny, jeden z bardziej znanych działaczy Unii Wolności. Jak więc na tym tle ocenić plugawe kalumnie "Racji Polskiej" o mojej wiernej służbie PRL-owi? Podczas studiów na historii znany byłem z tego, że wraz z innym studentem (b. repatriantem z Francji) ciągle męczyłem drażliwymi pytaniami (np. o współpracę gestapo i NKWD przeciwko polskiemu podziemiu) moich wykładowców, np. J. Holzera i M. Turlejską. Partyjny naukowiec Jerzy Holzer tak mnie zapamiętał po tych pytaniach, że przypomniał o nich, polemizując z moją krytyką studiów historycznych na łamach "Polityki" w 1963 roku. Krytykowałem te studia za brak tematów kontrowersyjnych i sporów, np. o powstania, czy też przedstawiania historiografii emigracyjnej i zachodniej. J. Holzer, polemizując ze mną w "Polityce" z 28 września 1963 r., pisał: "Niech wybaczy wielce mi miły p. Robert ongiś na mych ćwiczeniach jeden z najbardziej zainteresowanych, najbardziej zapalonych, najwięcej czytających studentów argument ad personam, choć pozbawiony złośliwości. Nie wszyscy studenci i absolwenci historii szukają w studiach wyjaśnienia przede wszystkim dla swych współczesnych rozterek ideowych i politycznych" (podkr. J.R.N.). Już w rok po studiach po raz pierwszy poczułem uderzenie cenzury. Trzykrotnie w ciągu paru tygodni cenzura wstrzymywała publikację mego artykułu wyszydzającego kompromitującą mistyfikację, popełnioną w oficjalnym organie polityki kulturalnej - warszawskiej "Kulturze". Chodziło o wykorzystanie w tym tygodniku dla ataku na nowoczesne malarstwo, w ślad za Chruszczowem i Iliczowem, rzekomej "spowiedzi Picassa". Pochodziła ona faktycznie z książek fikcyjnych wywiadów - parodii. Bardzo kompromitowało to warszawską "Kulturę", którą współredagowało kilku członków KC PZPR. Stąd kolejne trzy wstrzymania mego tekstu w "Polityce", mimo jego zmieniania. Sprawa stała się głośna - o fałszerstwie "Kultury" mówiono m.in. w "Wolnej Europie". W końcu opublikowałem moje sprostowanie fałszu tylko w małym piśmie studenckim "Nowy Medyk". Moją rolę w zdemaskowaniu fałszerstwa nt. "spowiedzi Picassa" przypomniano jednak w książce "Picasso w Polsce" (Kraków 1979, s. 216-217). W lutym 1964 roku zostałem zatrzymany na 48 godzin za rozpowszechnianie listu 34 intelektualistów. Skutkiem tego było m.in. zablokowanie niektórych możliwości pracy tłumaczeniowej z języka węgierskiego, nawet przy węgierskich drużynach sportowych (drużynie kolarskiej itp.). We wrześniu 1964 r. cenzura zdejmuje z "Twórczości" mój szkic "Dramat, który każe nienawidzić" o sztuce Gyuli Illyésa "Faworyt", ukazującej zbrodnie stalinizmu w alegorycznym kostiumie historycznym. Pisałem: "Prawdziwy dramat Rubaszowa przerzucony w starożytność", i to, że bohater sztuki Maksimus wie, że "tyranii nie można usunąć przez samą zmianę władcy, bez obalenia całego systemu władzy". W 1965 roku w czasie dyskusji w akademiku na Kickiego, przy udziale około 400 studentów, mocno przyczyniłem się do katastrofalnej porażki głównego oficjalnego prelegenta promoczarowskiego, pułkownika Z. Załuskiego, przypominając mu jego wydaną w latach stalinowskich broszurę, atakującą tradycje polskiego wojska z II Rzeczypospolitej i rzekomy spisek generałów: Tatara, Kirchmayera etc. (Moje wystąpienie przypomniał M. Radgowski w książce "Polityka i jej czasy", Warszawa 1981, s. 115 i J. Eisler w książce "Marzec 1968", Warszawa 1991 r., s. 111). W 1967 roku, po licznych cięciach cenzuralnych (usunięto około 30 ze 140 stron maszynopisu), wydaję w Wydawnictwach Uniwersytetu Warszawskiego pracę "Nowe tendencje w literaturze węgierskiej 1957-1966". Cięcia dotyczyły głównie omówień tematyki rozrachunków ze stalinizmem i książek o 1956 r., działań węgierskiej polityki kulturalnej, literatury węgierskiej na emigracji i w krajach sąsiednich. Usunięto nawet cytowaną w pracy znamienną zwrotkę wiersza wybitnego lewicowego poety przedwojennego Attli Józsefa "Powietrza!" "(...) Wiem, że notują telefony moje Z kim mówię, o czym... W aktach zamieszczą, co śnię, kiedy roję, Kto ze mną kroczy, Kiedy nadejdzie dzień, przeczuć nie mogę, Że kartoteką zasłonią mi drogę. Kodeksem oczy" (przekład Fiszera). Moją pracę o literaturze węgierskiej uznano za tak "niebezpieczną", że nawet po wycięciu 30 stron tekstu uznano za konieczne "polecenie zmniejszenia nakładu z 250 na 150 egzemplarzy". Upowszechniana w takich warunkach moja praca została uznana za "pionierską" w kilku recenzjach węgierskich. Niezwykle pochlebnie ocenił ją m.in. emigrant z 1956 roku, poeta, krytyk i tłumacz literatury polskiej György Gömöri na łamach emigracyjnego periodyku, chwaląc za to, że przedstawiam sprawy węgierskiej kultury bardzo obiektywnie, nie ulegając osądom oficjalnej węgierskiej partyjnej polityki kulturalnej i krytyki. Metody fałszowania Terlikowski próbuje zafałszować wymowę moich książek poprzez wyrwanie z ich kontekstu paru zdań i na ich podstawie ocenia całą książkę, nie licząc się z wymową tekstów zawartych w jej ogromnej części. I tak napisał, że ja rzekomo broniłem "jako w sumie uczciwego człowieka zbrodniarza formatu równego Stalinowi (...), czyli dyktatora komunistycznej Albanii Envera Hodży". Jako dowód Terlikowski podaje, iż "w opublikowanej wówczas pracy Nowak napisał: Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:06 Nowak o sobie CD:"Jako dowód Terlikowski podaje, iż "w opublikowanej wówczas pracy Nowak napisał: 'niesłuszne wydają się sądy pomniejszające czy wręcz negujące intelektualne i polityczne zdolności Hodży'". To tak jak gdyby ktoś piszący o niezwykłej przebiegłości Stalina czy Hitlera był ich zwolennikiem! To, że w tej samej książce o Albanii piszę na licznych stronach (76-83, 94-106) o zbrodniach Hodży, to wszystko przemilczał. Nie mówiąc już o tym, że cenzura wstrzymała kilka moich tekstów o Albanii właśnie z powodu nazbyt drastycznego opisywania - komunistycznych przecież - zbrodni reżimu Hodży. Na przykład w 1970 roku cenzura wstrzymała w "Polityce" syntetyczny (na cały numer) około 30- stronicowy mój artykuł "Albania i nacjonalizm". Artykuł ten na przykładzie rządów Hodży i Shehu pokazywał szczególnie drastyczne skutki rozwoju modelu stalinowskiego (dysponuję do wglądu szczotką tego wstrzymanego przez cenzurę tekstu, jak i paru dziesiątków innych artykułów). W 1971 roku cenzura z poparciem oficjela z MSZ (dyrektora departamentu krajów socjalistycznych) doprowadza do skrajnego okaleczenia mego tekstu o powojennej historii Albanii, przygotowanego do książki "Europejskie kraje demokracji ludowej 1944-1948". Nakazano skróty usuwające około 13 stron na 22 strony całego tekstu, w tym o albańskiej polityce dogmatycznej, o stosunkach albańsko- jugosłowiańskich oraz o wykorzystywaniu przez ministra spraw wewnętrznych K. Dzodze policji bezpieczeństwa etc. Jeszcze 20 października 1979 r. MSZ zatrzymuje w "Sprawach Międzynarodowych" mój artykuł na temat "Polityki zagranicznej Albanii". Dyrektor Departamentu I Ministerstwa Spraw Zagranicznych W. Napieraj w liście do redakcji "Spraw Międzynarodowych" stwierdza, iż: "niezależnie od walorów merytorycznych i wysokiej oceny artykułu dr. Jerzego Roberta Nowaka pt. 'Polityka zagraniczna Albanii' mamy zasadnicze wątpliwości co do publikacji tego artykułu". Zatrzymany przez MSZ artykuł mogłem opublikować dopiero po kilku latach. Jeszcze w 1983 roku cenzura wstrzymuje mi przygotowany dla krakowskiego "Zdania" - specjalnie pod pseudonimem Karol Kicki - obszerny, blisko 20-stronicowy tekst o zbrodniach Hodży. Nie miała szans na wydanie i nigdy nie wyszła przygotowana przeze mnie w owych latach parusetstronicowa książka o albańskim stalinizmie. Terlikowski oszczerczo twierdzi, że moje książki "pisane były na wyraźne życzenie władz, albo przynajmniej ze świadomością, że muszą być napisane tak, by podobały się komunistom". Wobec tego przyjrzyjmy się bliżej choćby moim książkom o głównej wówczas dla mnie tematyce węgierskiej i ich recenzentom. Oto, co zawierały moje książki: "Węgry 1939-1969" (Warszawa 1971) II wyd. "Węgry 1939-1974" (Warszawa 1975) Była to pierwsza w Polsce szersza publikacja o Węgrzech od 1939 roku do czasów powojennych. Była to zarazem pierwsza w Polsce próba szerszego przedstawienia zbrodni stalinizmu w kraju Europy Środkowowschodniej. Od strony 123. do 135. wydania z 1971 piszę o różnych błędach, wypaczeniach i zbrodniach, zaledwie 1,5 strony (s. 122-123) poświęcając na zdawkowe wyliczenie pozytywów. Dobrze poznał się na wymowie mojej książki autor recenzji wewnętrznej z niej do "Wiedzy Powszechnej" - redaktor naczelny "Spraw Międzynarodowych" Ryszard Markiewicz, pisząc 6 grudnia 1969 roku: "Praca R. Nowaka budzi jednak szereg zastrzeżeń, które stawiają pod znakiem zapytania możliwość i celowość jej wydania w obecnym kształcie (...). Autor bardzo rozbudował opis błędów i wypaczeń okresu kultu jednostki, nie poświęcając dostatecznej uwagi pozytywnym stronom rozwoju socjalistycznych Węgier". Tego typu recenzja znacznie opóźniła wydanie mojej książki. Ostatecznie udało mi się jednak wybronić przeważającą część mego tekstu, dzięki czemu moja książka zawierała pierwszy w krajowej literaturze przedmiotu tak ostry opis deformacji i zbrodni w kraju komunistycznym. Moja książka "Węgry 1939-1969" została przyjęta ze szczególnym uznaniem przez patriotyczne kręgi na Węgrzech (ponad 20 entuzjastycznych recenzji). Zawierała bowiem po raz pierwszy w Polsce szerszy opis przemilczanych wówczas konsekwentnie na Węgrzech zasług Węgier horthystowskich w pomocy Polakom w czasie wojny w latach 1939-1944. Poza tym pokazywałem, jakże różniący się wówczas od oficjalnej węgierskiej historiografii partyjnej, wycieniowany obraz historii Węgier 1939-1944, ukazując wręcz jako bohatera horthystowskiego premiera P. Telekiego, czy pozytywnie opisując innego horthystowskiego premiera M. Kallaya. Dodajmy, że entuzjastyczną recenzję wewnętrzną mojej książki napisał dla "Wiedzy Powszechnej" znany historyk W. Felczak, autor "Historii Węgier", były więzień polskiego stalinizmu, który początkowo miał wyrok śmierci w więzieniu. Moja praca doktorska o Węgrzech w latach 1944-1968 Poważną część tej 588-stronicowej pracy, również entuzjastycznie recenzowanej przez W. Felczaka, stanowił opis deformacji i zbrodni okresu stalinowskiego na Węgrzech (od 110. do 187. strony tekstu). Znaczącą część książki stanowił zobiektywizowany kronikarski opis powstania węgierskiego (konsekwentnie pisałem o nim, podobnie jak w książce "Węgry 1939-1969" jako o "wydarzeniach październikowych", unikając oficjalnego określenia o "kontrrewolucji"). Duża część książki (od 364. do 544. strony) zawierała opisy specyficznych rozwiązań węgierskich po 1956 roku, różniących je od innych tzw. krajów socjalistycznych. Pozytywnie oceniałem węgierską reformę gospodarczą (jedyną w całym obozie komunistycznym), rozliczenia ze stalinizmem (też jedyne w obozie), inną politykę wobec bezpartyjnych (większe ich docenianie). Równocześnie ostro krytykowałem przegięcia oficjalnej węgierskiej "walki z nacjonalizmem" (s. 485- 515) i długotrwałe przemilczenia problemu węgierskich mniejszości narodowych za granicami kraju. Wydanie książkowe mojej pracy doktorskiej (chciałem wydać jej pierwszą część - obejmującą okres do powstania 1956 r.) zostało zablokowane pomimo trzech bardzo dobrych recenzji mego doktoratu przez dwie partyjne recenzje wydawnicze dla PWN - dyrektora Instytutu Teorii Partii prof. Adolfa Dobieszewskiego i prof. Władysława Góry. Profesor Dobieszewski pisał m.in.: "Autor bardzo często dokumentując poszczególne tezy swojej pracy, powołuje się na uczonych burżuazyjnych (...). Odnoszę wrażenie, iż w ten sposób autor chce nadać swoim poglądom tzw. obiektywny charakter (a najważniejszym weryfikatorem tej obiektywności mają być burżuazyjni uczeni). (...) Wątpliwości budzi także cezura (październik 1956 r.) końcowa pracy. Dlaczego autor nie pisze o kontrrewolucyjnych wydarzeniach na Węgrzech?". Drugi recenzent - prof. Góra - pisał m.in.: "W recenzowanej pracy otrzymaliśmy bardzo ponury obraz. (...) Obraz, jaki otrzymujemy w książce, jest fałszywy. Bo przecież równocześnie rodziły się nowe Węgry, miliony ludzi tworzyły nowe wartości i stan z 1956 r. w porównaniu ze stanem z 1944 r. nie da się porównać. Chociaż autor pisze i o pozytywach, giną one w masie negatywów i właściwie nie bardzo wie czytelnik, co ten socjalizm Węgrom przyniósł". Nie chcąc zastosować się do tych zmian obrazu Węgier, sugerowanych przez obu recenzentów, zrezygnowałem w 1975 roku z wydania mojej pracy doktorskiej. Część jej pt. "Węgry 1949-1956. Trudne lata" wydałem w grudniu 1981 roku w wydawnictwie UW (ok. 92 stron). "Węgry. Wychodzenie z kryzysu 1956", Warszawa 1984 Począwszy od grudnia 1981 roku, różni przedstawiciele betonu partyjnego w Polsce próbowali powoływać się na Węgry kadarowskie jako na dowód potrzeby bezwzględnego rozprawienia się z "kontrrewolucją". Konsekwentnie i skutecznie próbowałem wybić im ten argument, pomimo parokrotnych blokad moich tekstów przez cenzurę i ataków partyjnego betonu (m.in. parokrotne ataki na mnie w piśmie partyjnych dogmatyków "Rzeczywistość"). W moich artykułach i publikacj Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel prof. Nowak o kalumniach czesc 3 IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:09 W moich artykułach i publikacjach starałem się uargumentować tezę głoszącą, że węgierscy politycy rządzący po 1956 roku wyciągnęli lekcję z wydarzeń powstania i zrozumieli, że twarda polityka wobec opornych nie przyniesie długotrwałych rezultatów: że trzeba iść na jak największy kompromis ze społeczeństwem (stąd reforma gospodarcza, inna polityka wobec bezpartyjnych, rozliczenie ze stalinizmem etc. - sprawy, których brakowało w Polsce). Te wszystkie sprawy starałem się szczególnie zaakcentować w książce "Węgry. Wychodzenie z kryzysu 1956". Na s. 89-104 pisałem tam o rozliczeniach z węgierskim stalinizmem. Pisząc o walce węgierskiego kierownictwa na dwa fronty: z rewizjonizmem i dogmatyzmem (s. 105-132), przeważającą część rozdziału poświęciłem na opis walki z dogmatyzmem. Cytowałem ostrzeżenia pierwszego sekretarza węgierskiej partii komunistycznej J. Kadara (s. 128): "Musimy być jednak ostrożni, aby w kołach różnych organów bezpieczeństwa państwowego nie odżył duch awangardyzmu, poczucie, że na żadnej innej sferze działalności państwowej nie można w pełni polegać i że tylko władze bezpieczeństwa są w pełni godne zaufania". Zwracałem uwagę na to, jak na Węgrzech akcentowano potrzebę dużo większego docenienia środowisk bezpartyjnych, m.in. cytując (s. 213) stwierdzenie Kadara: "Ważne jest, jeśli dobrze znamy nasze cele, ale warto od czasu do czasu obejrzeć się do tyłu i zobaczyć, czy jeszcze ktoś za nami idzie". "Węgry. Burzliwe lata 1953-1956" (habilitacja) W tej 267-stronicowej pracy starałem się maksymalnie szeroko przedstawić w oparciu o bogatą wielojęzyczną literaturę (m.in. rozlicznych autorów zachodnich) przebieg wydarzeń, które doprowadziły do powstania w 1956 roku, i sam przebieg powstania. Z mojej książki jednoznacznie wynikało, że przyczyną powstania narodowego w 1956 roku była błędna antynarodowa polityka Matyasa Rakosiego. Uważny czytelnik jednoznacznie mógł wyciągnąć wnioski o mojej sympatii do powstańczego premiera I. Nagya, zamordowanego w 1958 roku w sfabrykowanym procesie (Jeden z recenzentów w 1989 roku, już po przełomie, nazwał I. Nagya głównym bohaterem mojej książki.). Po raz pierwszy w Polsce przedstawiłem szerzej opozycyjne poglądy Imre Nagya z 1955 roku, tak wyraźnie dystansujące go od rządzącej Węgrami czwórki komunistów żydowskiego pochodzenia z M. Rakosim na czele. Cytowałem na s. 94. stwierdzenie Imre Nagya: "Nie wypieram się mojej węgierskiej narodowości... Właśnie to wyróżnia mnie i oddziela nawet dziś od kosmopolitów i lewackich ekstremistów, którzy są obcy narodowi węgierskiemu i jego ambicjom". Po raz pierwszy w Polsce starałem się jak najszerzej przedstawić programy polityczno-społeczno-gospodarcze różnych środowisk węgierskich w czasie powstania (s. 190-194) oraz bardziej szczegółowy przebieg walk powstańczych i informacje o walkach po drugiej interwencji sowieckiej. Po raz pierwszy w całym ówczesnym obozie komunistycznym ujawniłem tak kompromitujący dla komunistów fakt, że późniejszy realizator represji antypowstańczych, piętnujący powstanie jako "kontrrewolucję" J. Kadar najpierw przyznał 1 listopada 1956 roku, iż: "Chwalebne powstanie naszego narodu zrzuciło z karku narodu i kraju panowanie Rakosiego, wywalczając wolność dla narodu i niepodległość dla kraju...". Sam Kadar mówił więc wówczas - 1 listopada 1956 roku - o "wywalczeniu niepodległości" (od kogo? od ZSRS). Nic dziwnego, że tekst tego wystąpienia Kadara, który zamieściłem przy nieuwadze cenzury na s. 162. mojej książki, był jednym z największych tematów tabu na Węgrzech, niedopuszczanym w żadnych publikacjach. W książce nie ukrywałem natomiast krytycznego osądu o interwencji Anglii i Francji w Suezie, która dała faktyczny pretekst sowieckim twardogłowym do interwencji na Węgrzech (opinia moja na ten temat jest powszechnie podzielana także dziś wśród węgierskich i zachodnich znawców tematu). Krytycznie oceniałem niezbyt realistyczne zachowanie węgierskiego zespołu Radia Wolna Europa w czasie powstania węgierskiego (w tej sprawie dokładnie taką samą krytyczną opinię wypowiada mój przeciwnik Jan Nowak-Jeziorański - por. jego wspomnienia "Wojna w eterze"). "Polityka kulturalna WSPR w latach 1968-1977" Terlikowski skrajnie zafałszowuje wymowę tej książki, wydanej w PISM w bardzo ograniczonym nakładzie właśnie z powodu bardzo drażliwej, kontrowersyjnej tematyki. Cenzura wstrzymała w 1979 roku mój szkic "Węgry. Polityka dialogu". Znany z krytycznego podejścia do polityki władz krytyk literacki Krzysztof Mętrak pisał o mojej książce w tekście "Węgierskie nauki" ("Ekran" z 1 lutego 1981 r.), iż po jej lekturze porównanie osiągnięć Węgrów w domenie organizacji życia kulturalnego z naszymi "zbyt byłoby (dla niektórych) bolesne (...). Książkę Nowaka właśnie dlatego powinien przeczytać u nas każdy, kto działa w sferze polityki kulturalnej, gwoli zastanowienia, a czasem także przestrogi". Mętrak wyraźnie stwierdza, co warto przyjąć w Polsce z zalecanych przeze mnie "węgierskich" metod, pisząc: "Rezygnując z rozstrzygania sporów drogą administracyjnych zakazów i występując przeciw próbom tematycznego, politycznego, etc. 'zawężania' życia kulturalnego umożliwiono np. rozwój twórczości 'obrachunkowej', zarówno w literaturze, jak i filmie". Taka była wymowa mej książki starannie deformowanej przez Terlikowskiego. Pod przykrywką pisania o Węgrzech Podczas gdy sławetny Jędrzej Giertych konsekwentnie szkalował "Solidarność" i wychwalał stan wojenny, ja równie konsekwentnie starałem się występować w obronie postulatów społeczeństwa, czasami przemycając to stanowisko pod węgierskim kostiumem wydarzeń. Czasami te moje intencje szybko rozpoznawano, tak jak stało się w tygodniku "Polityka", gdzie przez parę miesięcy 1981 r. opóźniano druk mojego obszernego tekstu "Węgry. Stracone lata" (o historii lat 1953-1956). Wreszcie opublikowano mój tekst w "Polityce" z 19 września 1981 r. wraz z odrębnym, długim felietonem-komentarzem Daniela Passenta (zastępcy ówczesnego redaktora naczelnego "Polityki"). W tekście zatytułowanym "Polska 1980, Węgry 1955" Passent polemizował z wymową mojego tekstu, widząc w nim wyraźne analogie do sytuacji Polski. Stwierdzał: "J.R. Nowak operuje przy tym tak sugestywnie szczegółami (...), że analogie nasuwają się same: jeżeli sprawy w Polsce potoczą się równie tragicznie, jak na Węgrzech, to winne będzie tylko konserwatywne, defensywne kierownictwo partii". Jaka była wymowa moich tekstów o Węgrzech po 1981 r., choćby w 1982 r., można dowiedzieć się np. z omówienia zamieszczonego na łamach "Przekroju" z 15 sierpnia 1982 r. w rubryce "Co piszą inni" (w związku z moją polemiką z dogmatycznym tygodnikiem "Rzeczywistość"): "Jak wynika z polemiki, Nowak nie wierzy w argumenty siły i w przeciwieństwie do swego oponenta uważa, że to władza powinna sobie pozyskiwać zaufanie społeczeństwa, a nie odwrotnie". Reasumując bilans moich prac sprzed 1989 roku: - w moich tekstach starałem się dać jak najwięcej informacji o węgierskich reformach i rozwiązaniach wychodzących naprzeciw społeczeństwu (polityka wobec bezpartyjnych etc.), dialogu, argumentach przeciwko polityce zamordyzmu; - zrobiłem wiele, ile tylko cenzura dopuściła, w Polsce przed 1989 rokiem w publikacjach pierwszego obiegu dla przedstawienia zbrodni stalinowskich za granicą (na przykładzie dwóch krajów: Węgier i Albanii). prof. Jerzy Robert Nowak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: prof. Nowak o kalumniach czesc 4! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:11 Przypomnę raz jeszcze. W atakującej mnie, związanej z LPR "Racji Polskiej" sekretarz redakcji tego tygodnika T.P. Terlikowski posunął się do stwierdzenia, że jestem "sumieniem wyjątkowo zbrukanym". Tekst szkalujący mnie został wydrukowany za aprobatą redaktora naczelnego tego czasopisma J.M. Rumana. Obaj zniesławiacze, próbujący zdyskredytować efekty dziesięcioleci mojej pracy (kilkadziesiąt książek i wieleset artykułów), nie mogą się poszczycić żadnym liczącym się dorobkiem intelektualnym. W Bibliotece Narodowej w Warszawie na próżno szukałem jakiejkolwiek książki ich autorstwa. Przypomnę tu, że już po obaleniu komunizmu Węgierski Związek Pisarzy przyznał mi godność nadzwyczajnego członka tego Związku. Tytułem tym jak dotąd uhonorowano niewiele osób z zagranicy za zasługi dla węgierskiej kultury. O Węgrzech i nie tylko Nie wiem, czy jest w Europie hungarysta, który zrobił więcej, choćby pod względem ilości i różnorodności publikacj, dla popularyzacji węgierskiej historii i kultury. Opublikowałem razem ok. 10 książek i kilkaset artykułów o tematyce węgierskiej. Poza kilkoma książkami o najnowszej historii Węgier i kilkoma pracami na temat tego kraju publikowanymi w opracowaniach zbiorowych wydałem popularną książkę o związkach polsko-węgierskich "Węgry bliskie i nieznane". Wydałem "Dzieje literatury węgierskiej XX wieku" w ramach cyklu "Dzieje literatur europejskich". Opublikowałem dwa pierwsze w Polsce, dokonane przeze mnie wybory węgierskiego eseju: "Węgierskie wyznania" i "Odkrywanie Węgier" oraz dwa dokonane przeze mnie wybory poezji największego węgierskiego poety XX wieku Endre Adyego. Wydałem książeczkę o przywódcy największego węgierskiego powstania narodowego Franciszku II Rakoczym oraz opublikowałem w moim wyborze z francuskiego ok. 400- stronicowy wybór jego pamiętników i wyznań. Nawet w dziś tak oczerniającym mnie katolewicowym "Tygodniku Powszechnym" napisano w numerze z 27 maja 1979 r. o moim wyborze węgierskiego eseju "Węgierskie wyznania": "W sumie jest to bardzo interesująca, pobudzająca do myślenia i porównań książka". Maciej Wierzyński pisał w "Kulisach" z czerwca 1979 r. o "znakomitej książce przygotowanej przez Nowaka". Przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Stefan Bratkowski, dziś mój przeciwnik polityczny związany z "Gazetą Wyborczą", oceniał na łamach "Polityki" z 17 maja 1980 roku już w tytule "Tylko dwie książki, a tyle sensacji", iż moje nowe książki, tj. wspomniany wybór esejów i "Węgry bliskie i nieznane", były rzeczywistą sensacją dla polskich czytelników. Jacek Maziarski pisał ("Kultura" z 8 czerwca 1980 r.): "(...) W ostatnim dziesięcioleciu udało się rozbudzić zarówno nad Dunajem, jak i nad Wisłą autentyczne zainteresowanie sztuką i historią sąsiadów. Człowiekiem, który miał w tym niemały udział, jest historyk Jerzy Robert Nowak (...)". W 1983 roku wydałem mój wybór myśli obywatelskiej Cypriana Kamila Norwida "Gorzki to chleb jest polskość" w nakładzie 50 tys. egzemplarzy. Nakład rozszedł się w ciągu kilku tygodni i otrzymywałem wciąż listy, m.in. od licznych duchownych proszących o zdobycie dla nich egzemplarza tego wyboru, tak potrzebnego dla ich kazań. Mój wybór miał liczne entuzjastyczne recenzje i jedną negatywną - w organie KC PZPR "Trybuna Ludu". Recenzent "Trybuny" w numerze z 15 września 1984 roku zarzucił mi bezkrytyczne idealizowanie myśli Norwida, zwłaszcza jego przemyśleń o religii, stwierdzając: "Dla mnie irytująca i anachroniczna jest Norwidowska koncepcja 'z-wolenia narodu' z wolą Przedwiecznego. (...) Nie można czytać Norwida bezkrytycznie". Przy okazji przypomnę fakt wspomniany w "Gazecie Wyborczej" 17 października 1995 r. przez mego obecnego przeciwnika politycznego Waldemara Kuczyńskiego, a w 1981 roku zastępcę redaktora naczelnego tygodnika "Solidarność", że w 1981 roku pisywałem do tego tygodnika. Ze względu na pracę w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, podległym MSZ, pisywałem do tego tygodnika pod pseudonimem "Maron". Opracowywałem dla "Solidarności" przeglądy prasy zachodniej pt. "W oczach Zachodu", starając się przeciwstawić fałszywemu obrazowi sączonemu w oficjalnych mediach, jakoby na Zachodzie powszechnie miano już dość "polskiej solidarnościowej anarchii i chaosu". Oto co pisałem już na wstępie w pierwszym moim przeglądzie prasy, publikowanym w tygodniku "Solidarność" z 26 czerwca 1981 roku: "Od szeregu miesięcy coraz bardziej zachowawczy redaktorzy-manipulatorzy z niektórych środków masowego przekazu uparli odwoływać się do zachodniej prasy, by pokazać, jak to wszyscy na Zachodzie są zmęczeni naszym społeczeństwem i naszą 'Solidarnością', tym, czego Polacy żądają i tym, o czym marzą. Manipulowanie owym rzekomym 'zmęczeniem' niecierpliwymi, anachronicznymi Polakami jest tym bardziej groteskowe w zestawieniu z autentycznym tonem przeważającej części artykułów prasy zagranicznej. Widać w nich zarówno wiele zrozumienia dla ciężkiej sytuacji Polski i Polaków, jak i to, że stoimy przed wielką szansą sensownych reform, które sprawią, że 'Polska będzie Polską' (...)". Aby rozbijać manipulacje antysolidarnościowe, przytaczałem teksty z wielojęzycznej prasy (czytam biegle w 7 obcych językach), m.in. z francuskiego "Le Nouvel Observateur", "Le Figaro", "Le Monde" i "L'Express", niemieckiego "Der Spiegel", "Handelsblatt", "Frankfurter Rundschau", brytyjskiego "The Guardian" i "Financial Times", amerykańskiego "International Herald Tribune" i "Christian Science Monitor", włoskiej "Rinascity". W grudniu 1981 roku napisałem pod węgierskim pseudonimem J. Kovács artykuł do podziemnego periodyku NTO (numer nie wyszedł na skutek skonfiskowania materiałów po wprowadzeniu stanu wojennego). W artykule tym zachęcałem, by Polacy już nie oglądali się na węgierskie doświadczenia i reformy, bo kadaryzm ma różne własne choroby. Postulowałem, byśmy szli dużo dalej niż Węgrzy ku autentycznej demokracji. W obronie powstań polskich Jednym z problemów szczególnie często i konsekwentnie podejmowanych przeze mnie w publicystyce w dobie PRL-u była obrona historii polskich powstań i w ogóle ruchów niepodległościowych przed oczernianiami, jakże często występującymi w reżimowej publicystyce. Przypomnijmy, że już w drugiej połowie lat 50. rozpoczęła się wielka fala ataków publicystycznych przeciwko polskiej "bohaterszczyźnie" i polskim powstaniom. Oficjalni publicyści atakowali powstania narodowe jako wyraz rzekomego bezsensu i głupoty z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze - w imię hasła Gomułki "Tylko spokój może nas uratować" starano się przedstawić wszelkie bunty i postania jako niedobrą i szkodliwą tradycję, by Polaków zniechęcić do kolejnych zrywów. Po drugie - uległość wobec Rosji sowieckiej skłaniała różnych reżimowych publicystów do szukania wcześniejszych wzorów kolaboracji z Rosją, od króla-targowiczanina Stanisława Augusta do Wielopolskiego, i równoczesnego potępiania powstań narodowych. Kolejna szczególnie wielka fala potępień powstań narodowych przyszła wraz z wprowadzeniem stanu wojennego. Zaroiło się wtedy od grubiańskich wprost ataków na historię powstań przy równoczesnym idealizowaniu nawet takich carskich stupajek, jak okrutny wielki książę Konstanty. W przeciwieństwie do fali antypowstańczych egzorcystów już w latach 60. występowałem zdecydowanie w obronie idei powstańczej, m.in. na łamach czasopism studenckich "Politechnik" i "Nowy Medyk" przeciwko skarykaturowaniu czynu niepodległościowego doby napoleońskiej w "Popiołach" A. Wajdy i części publicystyki. 15 października 1971 roku opublikowałem w "Perspektywach" tekst "Bez ferowania wyroków i nieprzejednania", potępiający próbę odrzucenia postaci Hubala do "narodowego lamusa" w imię rzekomego realizmu. Pytałem: "Czy (...) mamy prawo z czystym sercem potępiać tych wszystkich, którzy z racji swego charakteru i temperamentu nie m Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: prof. Nowak o kalumniach czesc 5! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:12 Pytałem: "Czy (...) mamy prawo z czystym sercem potępiać tych wszystkich, którzy z racji swego charakteru i temperamentu nie mogli na co dzień akceptować atmosfery podległości obcemu zaborcy, działalności Repninów, Stackelbergów, Siebersów, Igelströmów, Nowosilcowów, Konstantych, Lüdersów, Trepowów, Hurków, Apuchtinów czy Skałłonów; nie potrafili być statystami i spokojnie czekać do chwili, gdy nadarzy się wreszcie ta najbardziej odpowiednia, doskonała koniunktura polityczna dla ruchu przeciw zaborcy" (por. szerzej moją książkę "Spory o historię i współczesność", Warszawa 2000, s. 14-19). W 1981 roku głośne było moje wystąpienie na Forum Dziennikarzy na Foksal, gdy bardzo ostro przeciwstawiłem się pomysłom pochowania króla-targowiczanina Stanisława Augusta na Wawelu. Powiedziałem, że powinien być pochowany na Kremlu, bo nikt z cudzoziemców nie zrobił - ze względu na słabość charakteru - więcej dla wsparcia rosyjskich interesów. Po wprowadzeniu stanu wojennego nie było chyba publicysty, który by częściej i bardziej stanowczo przeciwstawiał się w prasie różnym reżimowym publicystom atakującym powstania narodowe (por. m.in. moje teksty: "Przeciw egzorcyzmom" w "Radarze" z 27 maja 1982 r., "Zawikłane polskie drogi" w "Radarze" z 24 czerwca 1982 r., "Pamięć powstania" z 2 grudnia 1982 r., "Stańczycy runęli ławą" w krakowskim "Zdaniu" (nr 7-8 z 1984 r.), "Maurycy Mochnacki - męstwo myślenia" (nr 12 z 1984 r.) czy mój wybór z tekstów generała I. Prądzyńskiego "Zaprzepaszczone szanse" (Kraków 1985). 19 maja 1982 roku, a więc w czasie pełnego "rozkwitu" stanu wojennego, cenzura zdjęła w czasopiśmie "Radar" tekst Aleksandra Świętochowskiego "Po siedemdziesięciu pięciu latach", którym chciałem zilustrować nakreślony przeze mnie biogram tego pisarza. Ktoś zdziwi się, dlaczego w stanie wojennym, gdy nagminnie wychwalano pozytywistów, przeciwstawiając ich romantycznym powstańcom, cenzura zdjęła akurat tekst czołowego pozytywisty A. Świętochowskiego. Otóż czujna PRL-owska cenzura miała w tym przypadku akurat aż nadto dobre wyczucie. Wybrałem bowiem dla zilustrowania swego tekstu o Świętochowskim jego tekst pisany 75 lat po Powstaniu Listopadowym, wykazujący w 1905 roku nieporównanie więcej zrozumienia dla walki powstańców, a za to tym ostrzej piętnujący bierność i kolaborację. Jakże wymowne były zakreślone przez cenzora czerwonym ołówkiem partie tekstu, które uznano za groźne i wybuchowe dla PRL w 1982 roku w dobie stanu wojennego. Oto one, z moimi dzisiejszymi podkreśleniami stwierdzeń Świętochowskiego: "Czy wielu jest takich, którzy by odważyli się twierdzić, że Polacy utraciwszy niepodległość, zdobyliby sobie szczęśliwszą dolę, gdyby ulegle pozwolili jak drób trzymać się w kojcach i zarzynać? (...) Wtłoczenie ogromnej części tego odwiecznie kulturalnego i nawykłego do odwiecznej wolności narodu w szranki, które zaledwie wystarczyłyby potrzebom dzikiej hordy, oddanie go na łup wściekłej samowoli, odjęcie mu wszelkich praw do naturalnego objawiania swych myśli, uczuć i dążeń stworzyło zrozumiały determinizm dla jego chceń, który uzewnętrznił się stałym, w chwilach większego natężenia wybuchającym buntem. Wszystkie tedy nasze powstania były koniecznością wywołaną przez warunki naszej niewoli. (...). Być może, iż bez rewolucji w roku 30. i 63. naród nasz doskonale by się utuczył i ważyłby dużo, ale prawdopodobnie byłby tylko spasionym wieprzem. Stańczycy i ich krewniacy polityczni mają zupełną słuszność, zarzucając nam, że ciągle burzymy chlew, który nam budują rządy; czy jednak żyjąc spokojnie w tym chlewie, możemy zachować naszą istotę? Po rozbiorach Polacy mieli do wyboru dwie drogi, albo wynaturzyć się, znikczemnić, albo posłużyć za karm dla swych zaborców, albo nie bacząc na wszystkie straty, porażki, ruiny, ratować swoje życie ciągłym buntem przeciwko gwałtom". Cenzor zakreślił czerwonym ołówkiem również inny fragment Świętochowskiego, akcentujący, że przegrana walka ma "jeszcze inne, nie tak łatwo dostrzegalne skutki - w natężonym drganiu strun uczuciowych narodu, we wzlocie duchów na szczyty bohaterstwa i ofiary, w kulcie dla męczenników, w oczyszczaniu się dusz mocnym ogniem niesamolubnego zapału, w idealizacji życia, celów i dążeń. Tego nie da najcieplejszy dom i najpełniejsza misa, a jeżeli chodzi nam o dobro i gust przyszłych pokoleń, to chyba im najmniej na tym zależeć będzie, ażeby przodkowie patrzyli z przeszłości i w przyszłość z tłustymi i rumianymi gębami. Musimy im coś więcej przekazać niż nasz dobrobyt i zadowolenie". Tylko zupełny bęcwał nie mógłby zrozumieć, jaką aktualną wymowę miał w maju 1982 roku ten tekst Świętochowskiego, który próbowałem przemycić w druku jako uzupełnienie do mojego artykułu o słynnym pozytywiście. Cenzor bęcwałem nie był, "poznał się" na tekście Świętochowskiego, i go nie dopuścił do druku. Innym razem przy końcu drukowanego przeze mnie w "Radarze" z 2 grudnia 1982 r. artykułu "Pamięć powstania" cenzura wycięła kilka zwrotek cytowanego przeze mnie wiersza "29 listopad" pióra XIX-wiecznego poety Bolesława Czerwińskiego, uznając je za niebezpieczne dla władzy. Co tak zirytowało cenzorów stanu wojennego w cytowanym przeze mnie wierszu z XIX wieku, niech osądzą sami czytelnicy "Naszego Dziennika", czytając usunięte przez cenzurę zwrotki: "(...) Dla zwyciężonych świat nie zna łaski!.../ Odsunął od nas przyjaźni dłoń./ Ci, co nam dawniej bili oklaski,/ Dziś wieńczą naszych oprawców skroń! Dziś bez współczucia znosimy mękę.../ Jak się zmieniają ludzie i czas!.../ Dawni druhowie dziś liżą rękę,/ Która ich chłoszcze, chłostając nas!... Lecz choć przyjaciół dziś nam nie stało,/ Kiedy czas przyjdzie, w bój pójdziem śmiało,/ Bo z nami prawo, bo z nami Bóg!". Ciekawe, czy T.P. Terlikowski uzna także próbę przemycenia powyższych zwrotek w moim artykule w czasach stanu wojennego jako wyraz niestrudzonej "wiernej służby" Polsce Ludowej, jaką mi tak oszczerczo zarzucił?! Oszczerstwa o mojej roli w SD Im dalej od 1989 roku, tym bardziej mnożą się oszczerstwa o mojej roli w Stronnictwie Demokratycznym (SD) jako szeregowego członka tej partii od 1981 roku, a po raz pierwszy w jej władzach od reformatorskiego kongresu w maju 1989 r. (próbuje mi się przypisać pełnienie dużo wcześniej wiodących funkcji w tym stronnictwie). Przypomnę więc, że konsekwentnie odrzucałem namowy na przystąpienie do PZPR w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM), gdzie pracowałem od 1966 r. Oszczerca T.P. Terlikowski napisał, jakoby "przez większą część mojego życia byłem członkiem" SD. Otóż byłem w SD dziesięć lat: od 1981 roku do 1991 roku, gdy wystąpiłem z tego stronnictwa wraz z kilkoma innymi osobami, publikując na ten temat list otwarty w dzienniku "Nowy Świat". Wstąpiłem do SD w czerwcu 1981 roku, zakładając koło SD w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, gdzie przewodniczyłem grupie 6 dziewczyn-członkiń koła, i była to moja jedyna wiodąca funkcja w SD przed 1989 roku. Założyłem to koło w czerwcu 1981 r., chcąc mieć jakieś forum wyrażania opinii w Instytucie, składającym się głównie z członków PZPR-u i gdzie nie było szans na stworzenie liczącego się koła "Solidarności". Przystąpiliśmy do SD po jego reformatorskim zjeździe w 1981 roku, gdy wielu liczyło, że SD stopniowo będzie ewoluowało w stronę "Solidarności", tak jak to zrobił "PAX" R. Reiffa. W kierownictwach szeregu organizacji wojewódzkich SD były bardzo duże wpływy zwolenników współdziałania SD z "Solidarnością", szczególnie widoczne m.in. w warszawskiej i gdańskiej organizacji SD. W antyreformatorskiej ulotce rozpowszechnianej na XII Kongresie SD w 1981 roku przewodniczącemu Stołecznego Komitetu SD R. Cedrowskiemu zarzucono, że: "Dąży do przekształcenia SD w partię 'Solidarności'". Podobne zarzuty kierowano również przeciwko innym członkom warszawskiego kierownictwa SD. Bardzo żywe sympat Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: prof. Nowak o kalumniach czesc 6! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:13 Podobne zarzuty kierowano również przeciwko innym członkom warszawskiego kierownictwa SD. Bardzo żywe sympatie do "Solidarności" były wyrażane również w gdańskim SD. Donald Tusk już w tytule swego artykułu o gdańskim zjeździe SD, publikowanego na łamach solidarnościowego dodatku do "Dziennika Bałtyckiego" (nr z 13-15 marca 1981 r.) akcentował: "Stronnictwo wreszcie Demokratyczne". Pisząc o uchwale zjazdu gdańskiego SD, która opowiadała się za rolą SD jako partii suwerennej i partii wolności, przeciwstawiającej się jakimkolwiek represjom za przekonania, D. Tusk pisał: "W walce o demokratyzację życia w naszym kraju, której ciężar rzecz jasna spoczywa na 'Solidarności', poszukiwać należy sojuszników. Realizacja propozycji gdańskiego zjazdu SD dałaby szansę prawdziwego działania stronnictwu, demokrację, sprawiedliwość i praworządność". O tym, co sam wyrażałem wówczas, w 1981 r. w ramach SD w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, można przeczytać odpowiedni zapisek we wspomnieniach najlepszego polskiego niemcoznawcy prof. dr. hab. Mieczysława Tomali ("Z dni chmurnych i górnych w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych", Toruń 2002, s. 165): "W Instytucie natomiast ujawnił się ciekawy aktywista nowych czasów. Stał się nim nasz pracownik pan dr Jerzy Robert Nowak. Był on członkiem Stronnictwa Demokratycznego - jak już wspomniałem - wywiesił na korytarzu gablotę, w której zamieszczał krytyczne artykuły o polskiej rzeczywistości. Dyrekcja, oburzona, chciała ją zlikwidować, ale komu to mogło przynieść zysk, a komu szkodę. Nikomu. I tak zostało. Materiały cieszyły się dużym zainteresowaniem (...)". Wcześniej na s. 123 tej samej książki prof. Tomala wspominał, iż Jerzy Robert Nowak "swoim działaniem chciał doprowadzić do tego, aby Stronnictwo było normalną, samodzielną partią. Chyba nie widział jeszcze trudności. Był zresztą trochę marzycielem. W Instytucie zorganizował Koło SD i domagał się prawa zasiadania jego przedstawiciela w dyrekcji. Uzyskał je. Wywiesił na pierwszym piętrze tablicę informacyjną Stronnictwa, zamieszczał tam przedruki z prasy krytyczne wobec stosunków panujących w kraju. Był przysłowiowym szczupakiem wśród karpi". Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego rozbito kierownictwa najbardziej prosolidarnościowych organizacji wojewódzkich SD, na czele z warszawską i gdańską, dokonując czystek w Stronnictwie. Zamarła również działalność naszego instytutowego Koła SD w latach jaruzelszczyzny - straciliśmy ochotę na jakiekolwiek działanie w ponownie uzależnionym od władz Stronnictwie. W początkach 1989 roku na fali ówczesnych zmian i wyraźnego buntu w warszawskim SD namówiono nas do wznowienia działalności instytutowego Koła. Na zjeździe SD delegatów z Warszawy gremialnie wycinano, ale mnie właśnie wtedy po raz pierwszy wybrano do władz SD dzięki przemówieniu bardzo krytycznemu wobec systemu. W owym czasie znany byłem w SD również dzięki prowadzonemu od 5 miesięcy stałemu przeglądowi prozy "Pro i contra" na łamach "Tygodnika Demokratycznego". Moje opinie wyrażane tam były bardzo jednoznaczne. Akcentowałem postulaty pełnej destabilizacji gospodarki i polityki ("Tygodnik Demokratyczny" z 19 lutego 1989 r.) o potrzebie zniesienia nomenklatury i odpolitycznienia przedsiębiorstw (nr z 15 stycznia 1989 r.). Cytowałem opinie o systemowym charakterze kryzysu w naszej części Europy (14 maja 1989 r.), o potrzebie przywrócenia pełnego pluralizmu ruchu związkowego (nr z 5 marca 1989 r.). Krytykowałem zaśmiecanie dyplomacji b. prominentami (nr 14 z 1989 r.), pisałem o prowokacyjnych działaniach służb porządkowych wobec studentów (nr 15 z 1989 r.) etc. Szczególnie często powracałem do potrzeby rozliczenia zbrodni stalinizmu i bierutyzmu. Terlikowski napisał w "Racji Polskiej", jakobym w 1989 r. uznał, że "sojusz PZPR jest najlepszym wyjściem dla jego partii, a prawdopodobnie również dla Polski". Terlikowski nie wie - albo udaje, że nie wie - że w maju 1989 r. po raz pierwszy wybrano mnie do władz SD dzięki bardzo mocno oklaskiwanemu, krytycznemu przemówieniu i forsowanemu przeze mnie w warszawskim SD bardzo radykalnemu programowi dla tego stronnictwa. Program ten, opracowany głównie przeze mnie, w swoim 4. punkcie postulował "przywrócenie demokracji parlamentarnej, opartej na pełnej równości szans działania wszystkich partii w systemie wielopartyjnym, i na trójpodziale władz". Piąty punkt przewidywał "przekształcenie dotychczasowej koalicji trzech partii w koalicję dla reform i ratowania Polski, otwartą dla wszystkich sił demokratycznych". Punkt 7. postulował "likwidację systemu nomenklatury". Punkt 8. - "zniesienie monopolu jednej partii w kształtowaniu polityki zagranicznej". Punkt 10. postulował "odpartyjnienie wojska i milicji" (zob. szerzej tekst wspomnianego programu w książce J.R. Nowaka "Buntownicy i asekuranci", Warszawa 1991 r., s. 173). W "Tygodniku Demokratycznym" (nr 18 z 1989 r.) w sprawozdaniu z XIV Kongresu SD stwierdzono: "O złamaniu monopolu tej partii (PZPR - J.R.N.) w środkach masowego przekazu, potrzebie pluralizmu w wojsku i milicji mówił Robert Nowak z Warszawy (wystąpienie to zostało wygłoszone pierwszego dnia obrad, z przyczyn niezależnych od redakcji nie mogliśmy opublikować skrótu w poprzednim numerze)". Tymi przyczynami niezależnymi była oczywiście ingerencja cenzury. W wywiadzie udzielonym Andrzejowi Koraszewskiemu z BBC (por. "Biuletyn Prasowy" PAP z 26 maja 1989 r.) stwierdzałem m.in.: "Wypowiadamy się za poszerzeniem koalicji trzech partii, przekształceniem dotychczasowej koalicji trzech partii w koalicję dla reform i ratowania Polski otwartą dla wszystkich sił demokratycznych. W zeszłym roku w artykule w "Konfrontacjach", chyba w lipcu zeszłego roku, najpierw wstrzymanym w lutym zeszłego roku chyba dlatego, że postulowałem rząd fachowców, co godziło w ówczesny rząd Messnera, wypowiadałem się za porozumieniem dla reform, mostem nad przepaścią, swego rodzaju porozumieniem wszystkich sił reformatorskich (...)". W sierpniu 1989 r. byłem jedną z tych trzech osób we władzach SD, które zagroziły rezygnacją, jeśli Stronnictwo nie pójdzie na sojusz z "Solidarnością" (por. na ten temat informacje w tekście publikowanym w "Kurierze Polskim" z 27 stycznia 1990 r., a parę dni wcześniej zamieszczonym "Rzeczpospolitej"). Wchodzący do grona stałych współpracowników "Racji Polskiej" warszawski działacz LPR, były poseł AWS Jan Maria Jackowski tak pisał w wydanej w 1991 r. książce "Interpelacje" (napisanej wraz z S. Żarynem) o mojej roli w SD: "Inną znaczącą postacią z 'ławy opozycji' jest Jerzy Robert Nowak, znany z wielu książek o Węgrzech, działacz Stronnictwa Demokratycznego. Na głównym fotelu się nie znalazł, chociaż jego inicjatywy skierowania SD na tory współpracy najpierw z 'Solidarnością', później z ugrupowaniami o chrześcijańsko-demokratycznej orientacji, miały bardzo ważne znaczenie. W przyszłości może się okazać, że dawny sojusznik PZPR-u, niezdecydowany w swojej nowej drodze politycznej, będzie nadrabiał stracone tereny właśnie dzięki takim ludziom jak Nowak. Chyba że będzie za późno na ratowanie czegokolwiek z ideałów i trzeba będzie pozostać przy rozdzieleniu resztek w kasie...". Kilka uwag końcowych Nie zamierzałem przedtem zajmować się wyliczeniami moich publicystycznych i politycznych dokonań z przeszłości - zostałem jednak sprowokowany do tego plugawymi kalumniami w "Racji Polskiej", przedrukowanymi w "Nowej Myśli Polskiej", podobnie jak "Racja Polska" wyraźnie związanej dziś z LPR. Plugawy paszkwil ukazał się w tej samej "Nowej Myśli Polskiej", w której jeszcze 28 października 2001 r. pisano na mój temat: "Prof. Jerzy Robert Nowak jest niezwykłym zjawiskiem w naszym życiu intelektualnym. Od 12 lat działa w ruchu patriotycznym, organizuje, pisze, przemawia, a jego główną wytyczną w tym działaniu jest obrona wartości narodow Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: prof. Nowak o kalumniach czesc 6! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:15 Od 12 lat działa w ruchu patriotycznym, organizuje, pisze, przemawia, a jego główną wytyczną w tym działaniu jest obrona wartości narodowych i interesu narodowego z jednej strony, a piętnowanie i zwalczanie tych, którzy tym interesom zagrażają, a wartości niszczą - z drugiej strony (...). I zapytajmy, jakby się potoczyła batalia o uratowanie polskiej świadomości i dobrego imienia polskiego narodu, gdyby nie było Roberta Nowaka, już znanego, już popularnego obrońcy polskości i pogromcy żydowskich szermierzy antypolonizmu". Redakcji "Nowej Myśli Polskiej" moż na w tym kontekście pogratulować dość szczególnej "stałości" poglądów. Z całego serca dziękuję Słuchaczom Radia Maryja, a zarazem Czytelnikom "Naszego Dziennika" i "Niedzieli", za tak wiele wspaniałych listów z wyrazami poparcia, nadesłanymi do mnie w ciągu ostatnich paru tygodni. Dowiodło to, że słusznie wierzyłem w ludzi, w polskie umysły i serca, ogromnie dziękuję za tyle serca, tyle uczuć, z jakimi spotkałem się w tych listach. Ogromnie dziękuję redakcji "Naszego Dziennika" za możliwość zaprezentowania tak długiego listu w sprawie tak ważnej moralnie - przeciw próbom szkalowania i rzucania kalumni. prof. Jerzy Robert Nowak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: PROSZE ZAPOZNAC SIE Z TYMI FAKTAMI IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:19 NIe z mojej winy musialem rozbic ten tekst na tyle czesci (istnieje ograniczenie co do objetosci jednego postu). No i co, kalumni, nie wstyd Wam? Bo mi by bylo wstyd. Zapraszam wszystkich na spotkanie. Przypominam najsiwksze wydarzenie kulturowe w miescie Szczecin prof. dr. hab. Jerzy Robert Nowak 7 marca ul. Mariacka 6/8 godz. 11:00 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wystraszony Absztyfikant ratunek!! Absztyfikant na pomoc!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 20:21 Przegryź tętnicę szyją temu gojowi! Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant wywołany do tablicy... 25.02.04, 20:42 Dlaczego ja?:) Rozumiem, ze ciesze sie wielka atencja w srodowiskach narodowych:) Prof. Jerzy Robert-Nowak to ideolog koministyczno-narodowy, tzw. moczarowiec. Natomiast warto kilka slow poswiecic grupie radosnej tworczosci pt. Civitas Christiana, ktora rzeczona "gwiazde" Rozmow Niedokonczonych z anteny Radia Maryja do Szczecina raczyla zaprosic. Dla mlodszych forumowiczow: czlonkstwo w PAX (obecnie Civitas Christiana) w czasach PRL bylo synonimem moralnego skundlenia. PAX bylo organizacja skupiona wokol Piaseckiego (takiego wlasnie dzisiejszego Nowaka) stworzona w celu rozbicia polskich srodowisk polskich katolikow i katolickiego kleru. PAX uznawal "kierownicza role" PZPR i generalnie rzecz biorac byl koministyczna "piata kolumna". PAX-owcow potepial m.in. Prymas Tysiaclecia Wyszynski i Watykan. A Jerzy Robert Nowak jest postacia tak watpliwej konduity, ze nawet wydawaloby sie polityczny matecznik oszlomstwa w Posce, czyli LPR, sie od tego pana zdecydowanie odcial. Pozostaje mu tylko koic lzy totalnej anatemy w objeciach ojczulka Rydzyka. No i od czasu do czasu skladac wizyty, na ktorych straszy zgromadzone paxowskie emeryctwo Zydami i masonami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wystraszonymniej Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 20:49 Ok! czwórka. Siadaj do loży. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wmn. Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 20:52 dyżurek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wmn Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:04 w redakcji? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wmn Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:06 spontaniczny amator ze mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 25.02.04, 21:08 Spontanicznosc, w umiarze, jest cnota. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wmn Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:12 Boję się, że weźmiesz mnie za dziewicę. Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 25.02.04, 21:16 Prawdziwe dziewice, tak jak dizozaury, juz dawno wyginely. I dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wmn Re: wywołany do tablicy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:24 do następnego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: x Re: wywołany do tablicy... IP: *.MAN.atcom.net.pl 26.02.04, 10:50 !!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 15:04 Wara od Bolesława Piaseckiego - jedynego w historii Polski Wallenroda z prawdziwego zdarzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 15:07 Stary, fajnych masz idoli. Pogratulowac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 16:01 Idol to złe słowo. Wolę inne - wzór. Trzech było w Rzeczpospolitej polityków, którzy nie bacząc na "złe czasy" pracowali dla kraju zamiast "rozdzierać szaty": Ksawery Drucki-Lubecki, Aleksander Wielopolski, Bolesław Piasecki. Wszyscy trzej przez współczesnych zostali uznani za zdrajców. Im dalej zaś od ich śmierci, tym bardziej są doceniani. Taka polska specyfika... Pozostawiam w nadziei, że "złe czasy" nie wrócą i wzór nie będzie potrzebny. Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 16:03 Hrabia Wielopolski zgoda. Postepowal zgodnie z wlasnym sumieniem, ja tez jestes bardzo krytyczny w stosunku do zrywow, ktore przypominaja heroizm osla ciagnacego woz po zaminowanym moscie. Ale Piasecki? Przeciez ty zwykla kanalia! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 16:23 Pozwolę się nie zgodzić. Piasecki był chyba najzdolniejszym polskim politykiem w XX wieku. Historia nie dała mu jednak szansy by mógł w pełni swoje umiejętności wykorzystać. A o tym, że był to człowiek nieprzeciętny świadczy choćby fascynacja z jaką wyrażali się o nim jego przeciwnicy ideowo-polityczni (odsyłam choćby do przedmowy do biografii Piaseckiego pióra Jana Józefa Lipskiego). Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 16:27 Lipski mial w swoim zyciu wiele zakretow. Zapytaj jego siostry Marii Dmochowskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 16:35 Niestety nie mam aż takich znajomości... Biografia Piaseckiego z jego przedmową została wydana w 1989, jak mi się wydaje Lipski umarł niedługo potem... Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 16:38 Siotra Lipskiego wbrew jego ostatnieej woli uparla sie, by wyprawic mu katolicki pogrzeb:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 16:48 Ciekawy problem... Z mojego punktu widzenia (jako katolika) świadczy to o niej jak najlepiej, z innego zaś (jako człowieka uznającego się za ideowego) - zaburzyło to jasność jego życia i działalności, co może być gorszego? Odwieczny dylemat człowieka :) Zwycięża pogląd katolicki - niech Dobry Bóg mu wybaczy... Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 16:50 Bog jest dobry i sprawiedliwy. Ale wytlumacz mi sznowny WzK [Wózek?:)], od kiedy to Mlodziez Wszechpolska powoluje sie na Dżej Dżeja Lipskiego ??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Re: wywołany do tablicy... IP: 82.139.15.* 26.02.04, 17:03 Nie powołujemy się na J.J. Lipskiego!!! Trzeba szybko to nieporozumienie sprostować! :) Podałem go jako przykład, że nawet on, jeden z najzacieklejszych przeciwników Bolesława Piaseckiego był w pewnym sensie nim zafascynowany. Ja osobiście, bardzo (!) delikatnie mówiąc, nie przepadam za Lipskim - po tym co wypisywał na temat tzw. dwudziestoletnich poetów Warszawy, poległych w czasie okupacji niemieckiej podczas ostatniej wojny. Otóż miał nieszczęście nazwać ich m.in. "faszystowskimi poetami". WzK to pewien skrót. Dwa słowa rozdzielone literą "z". Naprędce wymyślony nick... Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant strzelam 26.02.04, 17:06 www.wszechpolacy.pl/img.php?id=458 Znajdujesz sie na tym zdjeciu ? (Wiem, ze ten w czerwieni to pan Wiechecki) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Re: strzelam IP: 82.139.15.* 26.02.04, 17:12 Nie, nie jestem taki brzydki... (przepraszam zainteresowanego Kolege - oczywiście żartowałem ;-) Nie strzelaj więcej, bo nie masz szans trafić - nie jestem ze Szczecina. Wpadam tu tylko gościnnie, by bronić honoru naszej Organizacji. Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: strzelam 26.02.04, 17:15 Czyzby zaplecze intelekualne Wiecheckiego bylo tak liche, ze musi sie wspierac posilkami z terenu ? Pozdrawiam Cie serdecznie mimo mojej awersji do Waszej organizacji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Re: strzelam IP: 82.139.15.* 26.02.04, 17:19 O nie... To jedna z lepszych intelektualnie struktur, moim zdaniem. Kol. Wiechecki mnie nie zapraszał, sam się wprosiłem. Wiem, że mają kłopoty na łączach... Również pozdrawiam i do następnego razu, hehe Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: strzelam 26.02.04, 17:21 Na laczach? Masz na mysli neurony, synapsy etc. ? To by sie nawet zgadzalo. Milego dnia zycze i wpadaj czesciej! Odpowiedz Link Zgłoś
dutchman dzieki Absztyfikant 26.02.04, 17:21 Czym wiecej czytam Twoich postow, tym bardziej mi sie podoba Twoje pisanie. Nawet dowiedzialem sie paru rzeczy o ktorych nie wiedzialem. I masz ( w odroznieniu od niemilego Swarozyca ) takie madre motto. pozdrawiam dutchman Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: dzieki Absztyfikant 26.02.04, 18:57 Swarozyc to prowokator:)) Co to Lipskiego, to mysle, ze jego brak jest wieksza szkoda niż jego obecnosc zaleta. Ale tez szkoda. Odpowiedz Link Zgłoś
freemason Re: wywołany do tablicy... 26.02.04, 22:48 absztyfikant napisał: > Siotra Lipskiego wbrew jego ostatnieej woli uparla sie, by wyprawic mu > katolicki pogrzeb:) Absztyfikancie! Jak to możliwe, skoro J.J. Lipski był masonem, a Kościół dawnymi czasy pogrzebów wolnomularzom nie wyprawiał (przynajmniej teoretycznie)? Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: wywołany do tablicy... 27.02.04, 11:48 Kosciol robil pewne problemy, ale odbyl sie katolicki pogrzeb, msza swieta odbyla sie w kosciele Dominikanow na Starym Miescie w Warszawie. Msze odprawil i poprowadzil kondukt zalobny ks. Adam Boniecki, obecny redaktor naczelny "TP". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdziwiony Re: wywołany do tablicy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 17:01 W/g ciebie Tadeusz Mazowiecki, wieloletnia Pax-owska szyszka, to kompletny kundel???!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Nowak, właśnie ten Nowak! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 11:20 (Przytoczone za „Nową Myślą Polską" z 28 października 2001 r.) Nowak, właśnie ten Nowak! Szanowni Państwo! Chciałbym powiedzieć kilka słów o Autorze książek, których promocja się odbywa. Prof. Jerzy Robert Nowak jest niezwykłym zjawiskiem w naszym życiu intelektualnym. Od 12 lat działa w ruchu patriotycznym, organizuje, pisze, przemawia, a jego główną wytyczną w tym działaniu jest obrona wartości narodowych i interesu narodowego z jednej strony, a piętnowanie i zwalczanie tych, którzy tym interesom zagrażają, a wartości niszczą - z drugiej strony. W początku lat 90. profesor Nowak zainicjował Społeczny Ruch Naprawy i Rozwoju, który skupiał kilkaset osób z Warszawy i spoza Warszawy, który umożliwiał dyskusję nad ważnymi tematami politycznymi i społecznymi, i próbował sformułować pewne działania patriotyczne. Była to ważna próba ratowania III Rzeczypospolitej przed upadkiem (...). W ślad za tym poszły obszerne książki: „Zagrożenia dla Polski i polskości", „Spory o historię i współczesność" i warte szczegółowego wymienienia „Przemilczane zbrodnie", książka, która przerwała długotrwałe milczenie o zbrodniach żydowskich na Polakach, popełnianych na wschodnich terenach Polski po 17 września 1939 r. (...) Publicystyka Nowaka, będąca obroną polskości przed żydowskim anrypolonizmem, była przygotowaniem do wielkiej batalii z prowokacją, którą Żydzi rozpętali pod hasłem „Jedwabne". To było groźne oskarżenie, gdyż nosiło pozory konkretności i zostało poparte potworną ofensywą światowej propagandy żydowskiej i serwilistycznie przyjęte przez renegackie władze III Rzeczypospolitej. I zapytajmy, jakby się potoczyła ta batalia o uratowanie polskiej świadomości i dobrego imienia polskiego narodu, gdyby nie było Roberta Nowaka, już znanego, już popularnego obrońcę polskości i pogromcę żydowskich szermierzy antypolonizmu? Nowak napisał książkę Sto kłamstw ].T. Grossa i wszystko stało się jasne. Prowokacja Jedwabnego przepadła w zgiełku wydarzeń historycznych, ale przepadła w taki sposób, że na wierzchu została prawda polska. (...) Niektórzy zarzucają Nowakowi, że w swoich artykułach czy książkach, po wykazaniu niegodziwości Żydów i wrogiego ich stosunku do Polaków, zawsze przytoczy przykłady Żydów „dobrych", patriotycznych, uczciwych. I dobrze czyni, gdyż w ten sposób demistyfikuje żydostwo, pokazując, że nie jest to jakaś diaboliczna potęga, lecz zwykły naród, w którym są różni ludzie (...). (...) Chciałbym zwrócić uwagę na niezwykły warsztat pisarski profesora Nowaka. Profesor Nowak pisze (...) zawsze w sposób udokumentowany i w tym trzeba w nim widzieć mistrza erudyki faktograficznej i dokumentacyjnej. Nowak ma po prostu pamięć komputerową. Jego teksty są podparte setkami odnośników do źródeł, cytatów, bibliografii, a więc za tym, co pisze, znajduje się potężne zaplecze dokumentacyjne. I co więcej - to zaplecze ma on zawsze natychmiast przygotowane. Niejednokrotnie z podziwem obserwowałem, że gdy strona żydowska podjęła jakiś atak w jakimś nowym temacie, to Nowak miał natychmiast odpowiedź bogatszą i 10 razy bardziej udokumentowaną niż zawierał to ów atak, a więc oznacza to niezwykłą mobilność tego arsenału intelektualno-dokumentacyjnego, na którym pracuje ten uczony. Toteż z Nowakiem w polemice nikt nie wygra, czego przykładem było ostatnie spotkanie na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie 20 września br. na Festiwalu Nauki zorganizowano panel Polacy i Żydzi we wspólnym domu. Uniwersytet Wrocławski zaprosił prof. Nowaka do udziału w tym panelu, ale gdy strona żydowska (...) nie umiała odpowiedzieć na fakty przytoczone przez Nowaka, to Żydzi zerwali panel. (...) Polskojęzyczna „Gazeta Wyborcza" z 21 września 2001 roku opisała ten incydent, dając tytuł, który miał obrazić profesora: Nowak, właśnie ten Nowak. Powtórzmy, ale z szacunkiem, uznaniem i wdzięcznością: Nowak, właśnie ten Nowak! Dobrze, że mamy w naszym gronie profesora Roberta Nowaka. Czytajmy jego książki i kupujmy te książki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ana dzięki! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.02.04, 14:55 dobrze bbomblu,że poinformowałeś.ominę szerokim łukiem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lala Agent SB w SZCZECINIE!!! Ale numer! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 17:39 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zorientowany Re: Agent SB w SZCZECINIE!!! Ale numer! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.04, 17:49 Lalą to ty byłaś 60 lat temu. Teraz stara ubeczko próchno ci się z dupy sypie i jeszcze próbujesz mieszać jak cię dawniej uczyli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ciekawy Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.multicon.pl 26.02.04, 18:01 Nowak to rozumiem. Ale że profesor ? Kto mu dał ten tytuł i za co ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ach taaak?? Tytuł to pryszcz. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 20:43 Nawet Bender go ma. Ale kto i za co mu dał ten Nowak!!?? W dodatku Jerzy Robert!!?? TO JEST PYTANIE!! -- Ja to się dziwię byle czym. Odpowiedz Link Zgłoś
freemason Niezne fakty, czyli konfabulacje po paru piwach:) 27.02.04, 21:07 Gość portalu: Ach taaak?? napisał(a): > Nawet Bender go ma. > Ale kto i za co mu dał ten Nowak!!?? W dodatku Jerzy Robert!!?? > TO JEST PYTANIE!! Jerzy Robert Nowak to pseudonim nadany profesorowi przez węgierską bezpiekę. Tak naprawdę nazywa się Laszlo Koevacs, jest synem węgierskiej urzędniczki z AVH i rosyjskiego agenta NKWD, który się wsławił tłumieniem powstania w 1956 roku na Węgrzech. Po udanej akcji rodzinę profesora przerzucono do Polski, by działał tu na polu ideologicznym, krzewiąc miłość do Związku Radzieckiego. Po 1989 roku Nowak chciał zrezygnować z działalności, lecz powstała w wyniku przemian KGB postanowiła dać mu jeszcze jedną szansę (wcześniej skrewił, bo dopuścił do zmiany rządów w Polsce na antyrosyjskie): miał teraz obrzydzać Polakom EWG i NATO. Stąd więc bierze się miłość profesora do naszych braci ze wschodu i zoologiczna wręcz niechęć do wszystkiego co związane z Europą. trzeba dodać, że z postawionego zadania Nowak wywiazuje się perfekcyjnie. PS. Dane te zostały podane przez Ryszarda Bendera w jednej z audycji w RM pt. "Wieści prosto z Torunia". Za ich prawdziwość nie może odpowiedzieć nawet sam mówiący, gdyż w czasie audycji był pod wpływem [........] (Radiowa uchwała o kontroli publikacji i widowisk, 2004) i o. Rydzyk musiał go cucić na antenie. Na pytania widzów Bender odpowiadał jednak jak należy (jak widać nietrzeba być trzeźwym, by wzbuidzić poklask u oszołomosłuchaczy), dzięki czemu został nagrodzony wierszykiem jednej z babć: Nasz Profesor z Żydy walczy dzielnie książką wymachując "tylko bojkot gospodarczy nas Polaków uratuje" Kupuj tylko polskie mleko ksiądz dyrektor mnie zachęca a ja wierzę Lidze Rodzin bo oszukał mnie Wałęsa Żydy z Unią się zbratały już Geremka chcą do siebie by Polaków okradały i zrobiły z nas badziewie Jude drogo od nas biorą chciwy naród i pazerny nawet Radio atakują i słodki, toruński piernik! mniam, mniam:) Odpowiedz Link Zgłoś
indris Manipulant albo prymityw 26.02.04, 18:54 Oto charakterystyczny przykład twórczości J. R. Nowaka W książce "Czarna legenda dziejów Polski" zajmuje się JRN zbijaniem tzw jego zdaniem antypolonizmów. W szczególności polemizuje z tezą, że tolerancja religijna w Polsce zmniejszała się począwszy od mniej więcej końca XVI wieku. A w ramach tej polemiki stwierdza, że "Polska sama zniosła w roku 1768 i 1773 ograniczenia praw innowierców". Cytat nie jest dosłowny, bo nie mam książki pod ręką ale sens argumentacji oddaje wiernie. Otóż każdy, kto zna historie Polski XVIII wieku, wie, że owe zniesienie nastąpiło w r 1768 pod brutalnym naciskiem państw ościennych (i nie tylko, bo interweniowała Anglia i Dania). Że spowodowało porwanie przez Repnina 4 senatorów najbardziej się temu sprzeciwiających. Że spowodowało to dalej zbrojny sprzeciw w postaci Konfederacji Barskiej, która szarpała kraj przez następne 5 lat, właśnie do sejmu 1773. Że wreszcie sejm 1773 był sejmem ROZBIOROWYM, odbywającym się pod dyktando carskiego ambasadora i jego kreatury Ponińskiego, jednej z najbardziej obrzydliwych kreatur w dziejach Polski, a posłowie na ten sejm, oprócz Reytana i drobnej garstki jego przyjaciół, byli nominatami rosyjskimi. O tym wszystkim JRN NIE wspomniał ani słowem. Jeżeli uznał to wszystko za nieistotne, to jest prymitywem. Jeżeli natomiast znał wagę wspomnianych tu okoliczności i świadomie je pominął, żeby nie psuć sobie wymowy podawanych faktów, to jest manipulatorem. JRN ma wiedzę faktograficzną o wiele większą niż jego przeciętny czytelnik czy słuchacz, bo taki słuchacz/czytelnik nie jest na ogół zawodowym historykiem i nie ma czasu na obszerne lektury. Ale na jednym przykładzie udało mi się stwierdzić jaki użytek z tej wiedzy JRN robi, bo akurat historią Polski interesuję sie hobbystycznie. JRN używa swojej wiedzy do manipulacji. Czy przez osobisty prymitywizm, czy z wyrachowaniem - nie umiem powiedzieć. Dlatego stwierdzam,że J. R. Nowak jest niewiarygodny. Odpowiedz Link Zgłoś
oszolom.z.radia.maryja Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 26.02.04, 19:02 widzę ze prof J.R. Nowak jest bardzo tu popularny Odpowiedz Link Zgłoś
freemason Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 26.02.04, 22:45 oszolom.z.radia.maryja napisał: > widzę ze prof J.R. Nowak jest bardzo tu popularny Prawda? Ja zawsze twierdziłem, że Stettin to komusze miasto:) Odpowiedz Link Zgłoś
oszolom.z.radia.maryja Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 27.02.04, 16:53 freemason napisał: > oszolom.z.radia.maryja napisał: > > > widzę ze prof J.R. Nowak jest bardzo tu popularny > Prawda? Ja zawsze twierdziłem, że Stettin to komusze miasto:) > - owszem, ale nie z powodu prof J.R Nowaka... a przed wojną ono było na wskroś faszystowskie..podobno w tym mieście NSDAP miała jedne z najlepszych rezultatów w całych ówczesnych Niemczech! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ana tak,oszołomie z radia IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 27.02.04, 10:11 tak.swą poularność zdobył współpracą z sb,popieraniem stanu wojennego i pieprzeniem bez sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tak Re: tak,oszołomie z radia IP: *.am.poznan.pl 27.02.04, 15:47 z kim współpracował ?? może z imienia i nazwiska podasz nazwiska sbeków itp ! Masz mu coś innego do zarzucenia w tematach , o których pisze ?? może złapałaś go na jakimś kłamstwie ?? Czy tylko to wszystko ci się tak wydaje niedouczone dziecko ! Odpowiedz Link Zgłoś
gemara Re: tak,oszołomie z radia 27.02.04, 16:01 No to sobie przeczytaj ksiazke tegoz pana "kim byli, czego chcieli" - stek propagandowych falszerstw o powstaniu w Budapeszcie w 56 roku. Te pochwaly dzielnych wegierskich esbekow i klamstwa o wegierskich patriotach. Tak sie zmienil dzis, ze juz nie lubi komuchow o ktorych z taka miloscia pisal? ja rozumiem zmieniac poglady, ale az tak diametralnie? Jak mozna kogos takiego uwazac za autorytet...Tylko mi nie wyjezdzaj z Szawlem i Pawlem...JRN sie tak naprawde nie zmienil - milosc do czerwonych funkcjonariuszy zastapil uczuciem do czarnych .Tylko tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ana tak? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 27.02.04, 16:07 a o nazwiska funkcjonariuszy spytaj idola na spotkaniu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ana Re: tak? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 27.02.04, 16:15 za swym idolem,nawet na koniec świata!dla gruppies odległość to nie problem,to wyzwanie! Odpowiedz Link Zgłoś
oszolom.z.radia.maryja Re: tak,oszołomie z radia 27.02.04, 16:56 Gość portalu: Ana napisał(a): > tak.swą poularność zdobył współpracą z sb,popieraniem stanu wojennego i > pieprzeniem bez sensu. 1. prof. Nowak nigdy nienależał ani do PZPR anitym bardziej do SB 2. nie popierał stanu wojennego 3. twoje pieprzenie jest jeszce bardziej mdłe i bezsensowne Odpowiedz Link Zgłoś
oszolom.z.radia.maryja Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 27.02.04, 16:50 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11019865&v=2&s=0 - nie chciałem się udzielać na szczecińskim forum ale absztyfikant bardzo nalegał Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ach taaak?? Oszołomie! Popularność tego indywiduum ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 20:55 jest dokładnie taka sama jak popularność muchy gromadnicy w stołówce. Roznosi taka cholera zarazę, więc każdy chce ją pacnąć. -- Ja to się dziwię byle czym. Odpowiedz Link Zgłoś
oszolom.z.radia.maryja zazdrościsz mu ? 27.02.04, 21:27 ty nawet na taką popularność liczyć nie możesz frustracie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ach taaak?? Re: zazdrościsz mu ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 23:27 Eee tam. Czego mu zazdrościć??! Zaprosiliście go razem z Tadzikiem Rydzykiem do własnego talerza z okropnie niesmaczną zupą i się zachwycacie jak mu się świetnie w niej pływa. Nie zdajecie sobie sprawy, że on do tej waszej zupy i kupki wali i siku robi? Chcecie go sobie wyhodować na wielkiego herosa i mądralę, ale on już większy, ani mądrzejszy nie będzie. Naprawdę. I dopóki siedzi sobie w waszej zupie, to i pacnąć go nie warto, bo przynajmniej ogół konsumentów na stołówce nie słyszy jego bzyczenia i nie musi się przed nim odganiać. A wiesz Oszołomie, gdzie go widziano zanim wpuściliście go do swojego talerza? Podobno uwielbiał się tarzać w komunistycznych ekskrementach. Smacznego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: real Re: zazdrościsz mu ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.04, 11:19 Jasne, jasne. Nie może być mądrzejszy o twojego rabina. Odpowiedz Link Zgłoś
rrado Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 28.02.04, 11:16 Gość portalu: bbombel napisał(a): > 7 marca ul Mariacka 6 (stowarzyszenie Civitias Christiana) godz. 11:00 > Dojscie: Na przeciw katedry za serwisem samochodowym szkoda ze nie w serwisie. stowarzyszenie to to dawny pax jakby kto nie wiedzial a pan nowak to tropicie. juz on wie gdzie sie poukrywali ci zydzi.ciekawe kto mu dal prof. pozdrawiam rado Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Abraham Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 13:26 JRN? Goj!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 28.02.04, 14:55 Prosze przeczytac moja odpowiedz na oszczercze ataki prof. (posty wyzej)! Wy wszyscy ktorzy tak mowicie przyjdzie na wyklad bedzie z dyskusja. Odpowiedz Link Zgłoś
rrado Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! 28.02.04, 15:03 Gość portalu: bbombel napisał(a): > Prosze przeczytac moja odpowiedz na oszczercze ataki prof. (posty wyzej)! > Wy wszyscy ktorzy tak mowicie przyjdzie na wyklad bedzie z dyskusja. ja slucham go czesto w radiu m. czasem wlosy staja deba. zdaje sie probosz parafiw ktorej miesci sie slyna ksiegarnia antyk niedawno przepraszal za sprzedawanie ksiazek nowaka. ten koles (nowak nie proboszcz) to nawiedzony antysemita, zdziczaly intelektualnie frustrat i tego niestety panie bombel nie da sie ukryc. pozdrawiam rado Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krater Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: 193.19.164.* 28.02.04, 20:15 bbombel zalicza siebie do fanów pana JR Nowaka.To nic złego a nawet dobrze.Ja nie należę do fanów ale też i do przeciwników.Stoję na uboczu skrajnych sądów o tym człowieku.Moje wrażenie jest takie,iż pan prof.Nowak należy do żydożerców i dlatego nalezy słuchać co mówi,lecz niekoniecznie we wszystko wierzyć.Ma on pewne zasługi w tym,że wielu ludzi zainteresowało sie historią po jego wykładach radiowo-prasowych.Albo żeby znależć nieścisłości czy przekłamania albo,aby zasłyszane "rewelacje" skonfrontować z innymi opiniami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Re: Prof. Jerzy Robert Nowak w SZCZECINIE!!! IP: 82.139.15.* 28.02.04, 22:04 Gość portalu: krater napisał(a): > pan prof.Nowak należy do żydożerców Podobno najbardziej lubi duszonych w śmietanie lub lekko podsmażanych na smalczyku z młodą cebulką. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WzK Rrado?! IP: 82.139.15.* 28.02.04, 21:59 rrado napisał: > ja slucham go czesto w radiu m. To Ty słuchasz Radia Maryja? Ty antysemito! Ty faszysto!! Ty agencie Moskwy!!! :-D Odpowiedz Link Zgłoś
oszolom.z.radia.maryja Re: Rrado?! 28.02.04, 23:30 Gość portalu: WzK napisał(a): > rrado napisał: > > ja slucham go czesto w radiu m. > > To Ty słuchasz Radia Maryja? > > Ty antysemito! > Ty faszysto!! > Ty agencie Moskwy!!! > > :-D -Moskwa nie ma nic wspólnego z nami ani tym bardziej RM nie ma nic wspólnego z Moskwą to raczej Miller jest z nia bliżej związany (moskiewska pozyczka) Odpowiedz Link Zgłoś
rrado Re: Rrado?! 29.02.04, 07:19 oszolom.z.radia.maryja napisał: > -Moskwa nie ma nic wspólnego z nami ani tym bardziej RM nie ma nic wspólnego z > Moskwą to raczej Miller jest z nia bliżej związany (moskiewska pozyczka) a tu bym soie nie zgodzil. r m jest zdecydowanie promoskiewskie. nie wiem czy to tradycja narodowa czy dziwne interesy opisywane w prasie ale czesto slysze o rosji jako alternatywie wobec ue. ze niepotrzebnie wszystkie wiezi zerwano po 89 r. ze to nasi przyjaciele slowianie itd. radio m. w czasie kampani wystepujac przeciwko czlonkowstwu w ue zdecydowanie dzialalo na korzysc rosji. wiec sprawa jest jasna. i nie tlumaczy tego ze jak cos gada ksiadz to moze nie wiedziec co gada bo to nie polityko politolog czy ktos taki. pozdrawiam rado Odpowiedz Link Zgłoś
oszolom.z.radia.maryja Re: Rrado?! 29.02.04, 12:58 to że występujemy przeciw UE wcale nie oznacza ze jesteśmy za WNP> a czy ktoś kto nie jest liberałem musi być od razu komunistą? część eurofanów i tak włazi w d Rosji chcącnp sprzedać nasze rafinerie..tak czyni SLD czy to nie jest działąnie prorosyjskie? ja uważam ze mamy sporo gazu u siebie czemu nie uruchomimy włąsnego wydopbycia? czy my zawsze musimy służyć obcemu? nie mozemy choć raz zatroszczyć sie o siebie sami? Odpowiedz Link Zgłoś
rrado Re: Rrado?! 29.02.04, 13:24 oszolom.z.radia.maryja napisał: > to że występujemy przeciw UE wcale nie oznacza ze jesteśmy za WNP> kto my? niestety tak mi to wyglada. radio m. reprezentuje opcje prorosyjska. a ja rosji nie lubie. a czy kto > ś > kto nie jest liberałem musi być od razu komunistą? część eurofanów i tak włazi > w d Rosji chcącnp sprzedać nasze rafinerie..tak czyni SLD czy to nie jest > działąnie prorosyjskie? jest i to laczy sld z radiem m. ja uważam ze mamy sporo gazu u siebie czemu nie > uruchomimy włąsnego wydopbycia? co do ilosci gazu to nie mozna mowic tu otym co sie uwaza ale o tym co sie wie ja nie wiem. zawsze mozna wziac z norwegii. czy my zawsze musimy służyć obcemu? nie mozemy > choć raz zatroszczyć sie o siebie sami? a o co ci konkretnie chodzi? pozdrawiam rado Odpowiedz Link Zgłoś
rrado Re: Rrado?! 29.02.04, 07:16 Gość portalu: WzK napisał(a): > rrado napisał: > > ja slucham go czesto w radiu m. > > To Ty słuchasz Radia Maryja? > > Ty antysemito! > Ty faszysto!! > Ty agencie Moskwy!!! slucham slucham. nie kazdy kto tego slucha jest stukniety. musze wiedziec co sie dzieje w innych obozach. pozdrawiam rado Odpowiedz Link Zgłoś
oszolom.z.radia.maryja Re: Rrado?! 29.02.04, 12:59 rrado napisał: > Gość portalu: WzK napisał(a): > > > rrado napisał: > > > ja slucham go czesto w radiu m. > > > > To Ty słuchasz Radia Maryja? > > > > Ty antysemito! > > Ty faszysto!! > > Ty agencie Moskwy!!! > > slucham slucham. nie kazdy kto tego slucha jest stukniety. musze wiedziec co > sie dzieje w innych obozach. pozdrawiam rado > -a ile za to podsłuchiwanie płaci ci Urban? Odpowiedz Link Zgłoś
rrado Re: Rrado?! 29.02.04, 13:22 oszolom.z.radia.maryja napisał: > > > -a ile za to podsłuchiwanie płaci ci Urban? z tego co mi wiadomo w polsce nikt nikomu nie placi za sluchanie radia. a urban musialby byc calkiem stukniety zeby placic komus za sluchanie radia m. pozdrawiam rado Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel teraz piszecie ze jest ANTYSEMITA???!!! IP: *.szaf / 217.153.79.* 29.02.04, 14:06 Kiedy opublikowalem w poprzednich postach samoobrone prof. Nowaka odosnie oszcerczych atakow dotyczacych jego przeszlosci (o tym ze nie pracowal dla PRL'u byla to jedynie nagonka ze strony gazety zwiazanej z LPR po tym jak prof. Nowak skrytykowal Giertycha, teraz nawet mlodziez wszechpolska zrywa jego plakaty). Kiedy stalo sie jasne ze prof. Nowak nie pracowal dla PRL i jest to jedynie nagonka i oczernianie go, teraz twierdzicie ze jest zajadlym ANTYSEMITA?!? Wiecie dobrze ze jest to tak samo NIEDORZECZNE jak oskarzanie go o wpsolprace w PRL'u! (Jesli ktos ma jeszcze watpliwosci prosze to przeczytac: free.polbox.pl/b/bbombel/Nowak/kalumni.html ) Jakos dziwnie UNIKACIE dyskusji o konkretach tylko same wyssane z palca, zaslyszane w mediach, bezmyslne, uogulnione, epitety! Prof. Nowak nie jest antysemita a jedynie przestrzega przed polityka zydow wzgledem naszego Panstwa, przestrzega ze zydzi po prostu chca udowodnic ze bylismy antysemitami (i ich mordowalismy) tylko po to aby wyciagnac od naszego panstwa wielomilionowe odszkodowania!! NIe rozumiecie tego? Przeciez prof. Nowak podaja mnostwo POZYTYWNYCH PRZYKLADOW UCZCIWYCH ZYDOW, ktorzy krytykuja taka polityke (zydowska). Jesli ktos nadal uwaza ze prof. Nowak to antysemita niech fragment jego ksiazki o sprawach zydowskich 100 klamstw J.T. Grossa a sie przekona jaka jest prawda! prof.nowak.w.interia.pl/100%20klamstw%20Grossa/100%20klamstw.htm Odpowiedz Link Zgłoś
rrado Re: teraz piszecie ze jest ANTYSEMITA???!!! 29.02.04, 14:28 Gość portalu: bbombel napisał(a): > Jakos dziwnie UNIKACIE dyskusji o konkretach tylko same wyssane z palca, > zaslyszane w mediach, bezmyslne, uogulnione, epitety! no sory slucham go czesto i na mnie robi wrazenie tepego antysemity no i co mam ci jeszcze powiedziec? poszukam moze cos ci znajde to zacytuje. > Prof. Nowak nie jest antysemita a jedynie przestrzega przed polityka zydow > wzgledem naszego Panstwa, a no to chyba juz nie musze szukac. pozdrawiam rado Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel prof. Nowak nie pracowal w PRL i nie jest ANTYSEM. IP: *.szaf / 217.153.79.* 29.02.04, 14:12 prof. Nowak wystepuje przeciw zafalszowaniu historii i jest przeciwko tej czesci zydow ktorzy probuja zafalszowac historie (twierdzac ze my jestesmy antysemitami a prawda jest taka ze zydzi przetrwali II wojne swiatowa dzieki narodowi polskiemu!) ci zydzi skladaja pozwy do sadow w USA i nie tylko i probuja WYLUDZIC wielomilionowe odszkodowania!!! W swoich ksiazkach o problematyce zydowskiej obok pietnowania takiej polityki zydowskiej POKAZUJE WIELE PRZYKLADOW UCZCIWYCH ZYDOW odcinajacych sie od pozostalych. Oto jest ten wielki antysemityzm prof. Nowaka ale tak to jest jesli bezmyslnie powtarza sie zaslyszane w mediach epitety! Rozmowa z prof. Jerzym Robertem Nowakiem: Pozew 11 amerykańskich Żydów przeciwko Polsce można rozpatrywać na różnych płaszczyznach. Proponuję zatrzymać się przy historycznym uzasadnieniu roszczeń. Uderzająca jest skala manipulowania przeszłością, w końcu nieodległą, o której wciąż żywa jest pamięć. Jaki jest komentarz historyka do tej części pozwu? - Adwokaci żydowscy ze Stanów Zjednoczonych obciążyli Polskę i Polaków oskarżeniami o współudział z Hitlerem w zbrodniach na Żydach, o kontynuowanie czystek etnicznych i rasowych po wojnie. Dla ogromnej części polskich czytelników to zniekształcenie historii może się wydać szokujące. Dla tych, którzy od lat zajmują się stosunkami polsko-żydowskimi, którzy badają problem antypolonizmu, którzy wiedzą, co na ten temat pisze się w różnych odłamach prasy zachodniej, nie było zaskoczenia. "Gazeta Wyborcza" naświetliła jednak inaczej pojawienie się żydowskiego pozwu, pomijając milczeniem kontekst regularnie pojawiających się w zachodnich mediach antypolskich wystąpień. - Adam Michnik dokonał pewnego rodzaju manipulacji, przedstawiając sprawę pozwu jako odosobniony wybryk grupy adwokatów żydowskich. Przecież tej samej argumentacji od lat używa się przeciwko Polakom w części bardzo wpływowych mediów żydowskich w USA, Anglii, Niemczech. Wciąż się próbuje obciążać Polaków współodpowiedzialnością za mordowanie Żydów w czasie II wojny światowej. Przecież to nie grupa adwokatów żydowskich ze Stanów wymyśliła zarzut, że Oświęcim i inne obozy dlatego powstały na ziemiach polskich, bo Polacy byli bardzo antysemiccy. Przemilcza się fakt, że pierwszymi ofiarami Oświęcimia byli polscy więźniowie polityczni. Przemilcza się fakt, że Niemcy dlatego wybrali Polskę na miejsce masakry Żydów, bo tu żyła największa część Żydów w Europie. Te bolesne oskarżenia pojawiały się już wcześniej. W pozwie szokuje nowy wątek - zarzuty pod adresem powojennych rządów polskich, przypisywanie im kontynuowania hitlerowskiej polityki Judenrein: "mordowanie, bicie, gwałcenie, terroryzowanie, torturowanie" Żydów. Trudno to już nazwać ignorancją historii. Przypomnijmy więc, że akurat w pierwszym dziesięcioleciu rządów komunistycznych, narzuconych Polsce siłą przez wojska sowieckie, wbrew woli ogromnej części Polaków, politycy pochodzenia żydowskiego mieli ogromny wpływ w takich strategicznych sektorach jak bezpieczeństwo czy gospodarka. W PKWN, czyli w pierwszym marionetkowym pseudorządzie w 1944 r., za gospodarkę odpowiedzialny był Jan Stefan Hanemann, działacz komunistycznej PPR, żydowskiego pochodzenia. Później przez całe pierwsze dziesięciolecie, aż do 1956 r., gospodarką w Polsce zawiadywał, z katastrofalnymi skutkami, Hilary Minc, członek BP KC PZPR. - Jaki był udział w elicie władzy osób pochodzenia żydowskiego w pierwszej dekadzie Polski Ludowej? - Polską rządziła właściwie trójka osób: Bierut, Berman i Minc. Powszechnie uważa się, że to Berman był swego rodzaju szarą eminencją, jako odpowiedzialny jednocześnie za bezpieczeństwo i za kulturę, a więc także za ideologię. Zarówno Berman, jak i Minc byli politykami pochodzenia żydowskiego. Do tego dodajmy rolę odgrywaną przez komunistycznych działaczy pochodzenia żydowskiego w organach bezpieczeństwa. Byli strasznymi, bezwzględnym katami dla więzionych Polaków. Można wymieniać dziesiątki nazwisk, od wiceministra spraw bezpieczeństwa publicznego Romkowskiego, mającego bardzo dużą władzę przy figurancie Radkiewiczu, poprzez dyrektorów departamentów takich jak Luna Brystygierowa, znana z bezwzględności, wyspecjalizowana w walce z Kościołem, jak Fejgin, Różański, Światło, jak inny dyrektor departamentu bezpieki Leon Andrzejewski. Przypomnijmy dominację politruków pochodzenia żydowskiego w bezpieczeństwie na Śląsku, o czym pisał John Sack, uczciwy autor pochodzenia żydowskiego, w książce "Oko za oko". Przywołał w niej zbrodnie Żydów z aparatu bezpieczeństwa w obozie w Świętochłowicach. Był on zarządzany przez jednego z takich bezpieczniaków, Salomona Morela, i stał się miejscem wymordowania około 1.500 zgermanizowanych Ślązaków i Polaków. Katowano niewinnych z zemsty za Żydów zamordowanych w czasie wojny. - Czy pół wieku temu też pojawiały się zdania, że rząd Polski Ludowej prowadzi czystki etniczne wobec Żydów? - Oskarżenie rządu i władz komunistycznych o świadome mordowanie i grabienie Żydów zakrawa na prawdziwą groteskę, zwłaszcza jeśli zestawi się to z opiniami przekazywanymi w latach 1945-47 przez żydowską prasę amerykańską. Powszechnie wówczas wychwalano rząd Bieruta, Bermana i Minca jako rzekomo pierwszy nie antysemicki rząd w Polsce. Przypomnę tu, co pisano w wydanym w Filadelfii "The American Jewish Year Book" za okres od 18 września 1944 r. do 7 września 1945 r. w odniesieniu do zdominowanego przez komunistów Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej: "Po raz pierwszy w nowoczesnej historii Polska była rządzona przez rząd nie tylko wolny od antysemitów, lecz pryncypialnie przeciwstawiający się antysemityzmowi". Przewodniczący Światowego Kongresu Żydów Polskich Józef Tenenbaum pisał w wydanej w 1948 r. książce "In Search of a Lost People. The Old and the New Poland", New York 1948 r., s. 213, że Polska po raz pierwszy w swej historii posiadała rząd wolny od przesądów i bigoterii. Cytaty tego typu można mnożyć, bo wówczas światowe żydostwo skrajnie wychwalało komunistyczny rząd Bermana, Minca, Bieruta, a gwałtownie atakowało gen. Andersa i polskie podziemie antykomunistyczne. Czemu mają taką krótką pamięć? Niedawno czytałem, że właśnie w tamtych latach bardzo szybko załatwiano postulowany przez Żydów zwrot mienia, natomiast bardzo ostro występowano przeciwko Polakom posądzonym o jakikolwiek antysemityzm. Bardzo łatwo można było zostać skazanym po oskarżeniach żydowskiego politruka czy bezpieczniaka. Marian Brandys, publicysta i pisarz historyczny, który nigdy nie ukrywał swego żydowskiego pochodzenia, a przy tym czuł się Polakiem, napisał w swoich dziennikach, że wówczas Żydzi byli czymś w rodzaju klasy panującej, że pchali się jak ćmy na urzędy. Nawet Alina Grabowska, znana tropicielka antysemityzmu w Polsce, przyznała w końcu lat 60. w "Kulturze" paryskiej, że "znakomitą, niestety, większość pracowników UB stanowili Żydzi". To są fakty, o których niektórzy zapominają. Jeśli na czele MBP i UB, a więc głównych organów przymusu, które terroryzowały Naród, spowodowały zabicie dziesiątków tysięcy Polaków, stało tak wiele wpływowych osób pochodzenia żydowskiego, jeśli kluczowe stanowiska były w ich rękach, to jak można mówić, że to polskie władze tępiły Żydów? Było wręcz odwrotnie. Przypomnę, że pisał o tym słynny intelektualista katolicki ojciec Józef M. Bocheński na łamach paryskiej "Kultury" (nr 7-8 z 1986 r.): "Jak wiadomo, władza leżała w dużej mierze w ich (Żydów - JRN) rękach po zajęciu Polski przez wojska sowieckie - w szczególności pewni Żydzi kierowali policją bezpieczeństwa. Otóż ta władza i ta policja jest odpowiedzialna za mord bardzo wielu spośród najlepszych Polaków (...). Polacy mają, moim zdaniem, znacznie większe prawo mówić o pogromie Polaków przez Żydów niż Żydzi o pogromach polskich". - Solidarność pokoleń KPP Czy nie zdziwiła jednak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel prof. Nowak nie pracowal w PRL i nie jest ANTYSEM! IP: *.szaf / 217.153.79.* 29.02.04, 14:19 Jesli nadal znajduja sie wsrod Was osoby ktorzy bezmyslnie powtarzaja takie teksty jak prof. Nowak jest Antysemita, pracowal dla PRL to BLAGAM SAMI SIE PRZECZYTAJCIE TE TEKSTY PROF. NOWAKA, dajcie sobie szanse! Antysemityzm wyssany z palca w rzeczywistosci pokazywanie uczciwych zydow i pietnowanie polityki zydowskiej majacej na celu wyludzenie odszkodowan i zafalszowywania historii: www.polonica.net/Rachunek_krzywd.htm prof.nowak.w.interia.pl/100%20klamstw%20Grossa/100%20klamstw.htm www.polonica.net/cgi-sys/entropysearch.cgi?user=polonica&query=Nowak Oszcercze ataki odnosnie jego wspolpracy z PRL'em: free.polbox.pl/b/bbombel/Nowak/kalumni.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krater Re: prof. Nowak IP: 193.19.164.* 06.03.04, 17:10 Bbombel, ja przyjmuję do wiadomości,że jesteś zwolennikiem poglądów pana JRNowaka.Jednak tezy,że nie jest on antysemitą obronić sie nie da.Czasami wydaje się,iż jest pan profesor wręcz zaślepiony nienawiścią do Żydów.A to,że pozytywnie wspomina paru żydowskich pisarzy czy działaczy o niczym nie świadczy.Pan prof.Nowak pozytywnie pisze jedynie o tych Żydach,którzy wyrażają poglądy zbieżne z jego opiniami.Grossowi można zarzucać przekłamania w paru faktach.Lecz co do podstawowego trzeba się zgodzić:Polscy mieszkańcy wsi Jedwabne zamordowali obywateli polskich,żydowskiego pochodzenia,swoich sąsiadów w stodole.Ten haniebny czyn został zbadany i potwierdzony.Niechby pan Nowak nie walczył z faktami bo się ośmiesza.A on podobno profesor. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel prof. Nowak a JEDWABNE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.04, 18:57 Prof. Pogonowski dokładnie obnażył intencje J. T. Grossa w świetnym tekście o jego książce Upiorna dekada 1939-1948, publikowanym na łamach krakowskich Arcanów (nr 5 z 1998 r.). Już wtedy, w 1998 r., prof. Pogonowski wskazywał, że celem Grossa "jest stwarzanie mitów o udziale narodu polskiego w zagładzie Żydów. Łatwiej jest ściągać odszkodowanie od winnych niż od współofiar (...). Propaganda Grossa pomaga skrajnym ugrupowaniom żydowskim w ich próbach wymuszania od rządu polskiego haraczu za zbrodnie dokonane w Polsce przez Niemców, Sowietów i zwykłych kryminalistów". W pracach swych Gross snuje skrajnie oszczercze uogólnienia na temat Polski i Polaków. Opierając się na mało wiarygodnej relacji Szmula Wassersztajna, oskarża Polaków o rzekome "ludobójstwo" na Żydach w Jedwabnem, całkowicie pomijając lub krańcowo pomniejszając dominującą rolę odegraną w tym mordzie przez Niemców. Twierdzi np., że w czasie mordu w Jedwabnem było jakoby tylko 8 żandarmów niemieckich, przemilczając podane przez badającego wcześniej tę sprawę prokuratora W. Monkiewicza dane, iż w Jadwabnem było 232 niemieckich żandarmów. Niebagatelna różnica! Gross przedstawia skrajnie zafałszowany i zdeformowany obraz dziejów Żydów w Polsce jako historię ich ciągłych cierpień z rąk "antysemickich" Polaków, od których mogli się rzekomo ratować tylko obfitymi haraczami płaconymi Polakom, by uniknąć "pogromów". Nie wyjaśnia tylko, dlaczego akurat tę "antysemicką" Polskę nazwano " rajem dla Żydów" (paradisus Judeorum) w Wielkiej Encyklopedii Francuskiej z XVIII wieku, dlaczego właśnie w tej "antysemickiej" Polsce w XIX wieku przebywało cztery piąte Żydów świata (wg Normana Daviesa)? Gross pisze o "podstawowym temacie, jakim jest udział etnicznie polskiej ludności w zagładzie polskich Żydów" (Sąsiedzi, s. 95), o tym jakoby " podczas okupacji hitlerowskiej znakomita większość polskiego społeczeństwa odczuwała brak sympatii do Żydów" (Upiorna..., op. cit., s. 41-42). Szczególnie ciężkimi winami za siłę polskiego "antysemityzmu" obciążył Gross polskie duchowieństwo, cytując przeciwko niemu najgorsze, najbrudniejsze oszczerstwa w rodzaju z lubością cytowanych przez niego słów skrajnie tendencyjnej relacji Menachema Finkelsztajna, głoszącej, że: "Polscy mordercy (...) pędzeni są przez zwierzęcy instynkt, a krwią i rabunkiem uczeni i wychowani w przeciągu dziesiątków lat przez czarne duchowieństwo, które na gruncie nienawiści rasowej budowali swoją egzystencję" (Sąsiedzi, s. 46, stylistyka z książki Grossa). Gross rozpętał oszczerczą nagonkę przeciwko Polsce i Polakom i trudno się temu zbytnio dziwić, znając antypolski klimat panujący w niektórych środowiskach Żydów amerykańskich. Dziwić się można tylko tym żyjącym w Polsce osobom ze środowisk intelektualnych, które z werwą podjęły wszystkie oskarżenia Grossa przeciw Polakom, nie bacząc na to, iż nie zostały one zweryfikowane przez badaczy historii, ani nie czekając na wyniki śledztwa prokuratury w tej sprawie. Co najlepsze, wśród osób tego rodzaju znaleźli się autorzy nie mający większego pojęcia o historii Polski w drugiej wojnie światowej typu pisarza science fiction Stanisława Lema, filolożki Marii Janion, socjologa Jacka Kurczewskiego itp. Jakże słusznie pisał Maciej Łętowski w Tygodniku Solidarność z 9 lutego 2001 r. na temat tych, którzy natychmiast poparli bezkrytycznie Grossa, wzywając Polaków do pokajania się za domniemane zbrodnie: "budzi we mnie opór zachowanie 'narodowych biczowników', którzy przy każdej okazji biją się przed kamerami w piersi w sposób tak wylewny, że zaczynam się niepokoić o stan ich umysłów (...). Oby nie trzeba było zarzucić niektórym naszym ziomkom, że budują przedsiębiorstwo: Pokuta". Niech śledztwo dokładnie wykaże, kto popełnił zbrodnię w Jedwabnem i zbrodniarzy publicznie potępi, bez względu na ich narodowość. Niedopuszczalne jednak są stosowane przez Grossa skrajne uogólnienia na temat całego narodu polskiego, idące w parze z ciągłym zafałszowywaniem wymowy cytowanych przez niego materiałów. W rozpoczynanej dziś na łamach Niedzieli serii artykułów pt. 100 kłamstw J. T. Grossa pragnę udowodnić na konkretnych przykładach, że masochistyczni "narodowi biczownicy" po prostu się zbłaźnili, bezkrytycznie wielbiąc Grossa - autora, który dopuszcza się rozlicznych cynicznych manipulacji i oszustw intelektualnych. Pokażę, że Gross wielokrotnie bezwstydnie kłamał w swych tekstach, zafałszowywał obraz całych okresów historii, przeinaczał i zafałszowywał wymowę książek, które cytował. Bardzo źle świadczy o ludziach aspirujących do bycia członkami intelektualnej elity, że nie poznali się na jego matactwach. To, że przez swe lenistwo umysłowe nie zwrócili uwagi na otwarte zafałszowywanie przez Grossa wymowy nawet tak znanych książek, jak Ten jest z ojczyzny mojej W. Bartoszewskiego i Z. Lewinówny. Począwszy od prezentowanego tu tekstu, będę przedstawiał czytelnikom punkt po punkcie kolejne kłamstwa J. T. Grossa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbombel Re: prof. Nowak No i co z tym rzekomym antysemit? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.04, 18:59 I wszystko jasne (dla osob trzezwo myslacych) nie dotyczy rrado! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krater Re: prof. Nowak No i co z tym rzekomym antysemit? IP: 193.19.164.* 07.03.04, 12:22 Nie mam nic p-ko obronie dobrego imienia Polaków,kiedy są opluwani przez żydowskich publicystów.NIe wolno oskarżać całych narodów za niegodne czyny swoich obywateli.Zbiorową odpowiedzialność stosowano w przeszłości,za co teraz się przeprasza.Ale nie wolno także przeinaczać faktów,czyli zdarzeń,które się już dokonały i są nieodwracalne.Podważając prawdę o Jedwabnem,podważa się zaufanie do pracy niezawisłych organów.Pan Nowak zapewne świadomie, miesza fakty z ich ocenami.Dlatego powtarzam raz jeszcze: to Polacy spędzili swoich żydowskich sąsiadów do stodoły i tam ich żywcem spalili.To fakt i wszelka walka z nim jest skazana na przegraną.Czy tam było 8 czy 800 Niemców nie ma żadnego znaczenia.Mordu dokonali znani mieszkańcy Jedwabnego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Leszek Re: prof. Nowak No i co z tym rzekomym antysemit? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.03.04, 13:53 A może byćs się tak pooburzał na to ilu Polaków zagonili Niemcy do obozów zagłady i Panią Erikę, która chce obracać kota ogonem o czym mówią niemieccy publicyci. Byłem dzis na spotkaniu. Wyliczał absurdalne wypowiedzii decyzje, bezpośrednio uderzające w Polskę (na podstawie artykułów prasowych, od Naszego Dziennika po Gazetę Wyborczą. Za tydzien w sobotę zapowiada wkładke w NAszym Dzienniku, gdzie ma to wszystko być opublikowane. I co teraz powiesz, że nie kupisz Dizennika, że to idiotyczna gazeta, Nowak idiota? I co, co CI z tego przyjdzie? Nic A my znów się nie dowiemy, jakich agrumentów użyje we wkładce i nie będzie publicznej dyskusji na łamach jakiejkolwiek polskojęzycznej gazyety, bo tak działają Ci, którrzy chcą rozkraść Polskę. W ogóle jest dziwny zwyczaj, który w erystyce uchodzi na najbardziej nikczemny - agrgument ad personam (walenie w osobę), jak się juz nie ma argumentów. Saw(f?)ka i inni z gazet GW podobnych robią coś pośredniego walą agrumentami anty-(np. -urczykowymi) pomijają lub pomniejszają projurczykowe i potem wala prosto w osobę. Jaki człowiek, taki poziom... A tu na formu, to już często żenada, bo od razu są argumenty ad personam lub "ad gazetam". Ocknijcie się demokraci i liberałowie i zacznijcie rzeczowo rozmawiać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krater Re: prof. Nowak No i co z tym rzekomym antysemit? IP: 193.19.164.* 07.03.04, 17:20 Leszek:A może byćs się tak pooburzał na to ilu Polaków zagonili Niemcy do obozów zagłady i Panią Erikę, która chce obracać kota ogonem o czym mówią niemieccy publicyci. Leszku,mów /pisz/ na temat. Zaczynasz podobnie jak pan Nowak.Może to i efektowne,lecz pachnie manipulacją.Przyjmij do wiadomości,że fakty to jedno a ich interpretacja to drugie.Mieszanie tego razem to propaganda a nie rzeczowa dyskusja. Odpowiedz Link Zgłoś