Dodaj do ulubionych

powojenny szaber

10.04.02, 12:57
na poznanskim forum toczy sie cudowna dyskusja cos w stylu ktory poznan w
polsce i dlaczego pierwszy

jest tam tez poruszony temat szabrownikow dzialajacych na ziemiach zachodnich
w tym nie tylko wywozacych do warszawy (jeden z zarzutow wobec poznania)

czy ktos przytoczy przekaz ustny poprzedniego pokolenia i oswieci
bo moje zrodla przybyly do szczecina w 1952 a to juz bylo chyba oprocz cegiel
po sprawie

ciekawe czy gmina moglaby wytoczyc proces o odszkodowanie i komu
moze przed nowojorskim sadem :))
Obserwuj wątek
    • franekkk Re: powojenny szaber 10.04.02, 15:14
      ktoś? coś?...
    • mike102 Re: powojenny szaber 10.04.02, 15:35
      franekkk napisał(a):

      > jest tam tez poruszony temat szabrownikow dzialajacych na ziemiach zachodnich
      > w tym nie tylko wywozacych do warszawy (jeden z zarzutow wobec poznania)
      > czy ktos przytoczy przekaz ustny poprzedniego pokolenia i oswieci
      > bo moje zrodla przybyly do szczecina w 1952 a to juz bylo chyba oprocz cegiel
      > po sprawie

      Zdaje sie ze co nieco na ten temat mozna znalezc we wspomnieniach Zaremby.
      fragmenty sa w ostatnim numerze "Zeszytow" i rzeczywiscie pierwszy prezydent z
      radoscia opisuje ze zywiol polski (glownie z Poznania) ruszyl do Szczecina,
      ubolewa jednak ze pociagi pelne sa jedynie spekulantow i szabrownikow wywozacych
      z miasta wszysto co zostawila Armia Czerwona. A musiala zostawic sporo w
      mieszkaniach i willach bo mam znajoma, ktora opowiadala o tym jak przyjechala z
      rodzicami i wprowadzila sie do w pelni, pieknie wyposazonego mieszkania w
      srodmiesciu. Podobnie bylo z moimi dziadkami. Dom do ktorego sie wprowadzali juz
      byl co prawda rozszabrowany ale jednak meble zostaly.
      Rosjan najbardziej interesowaly fabryki, pojazdy, urzadzenia i maszyny oraz
      kosztownosci.

      > ciekawe czy gmina moglaby wytoczyc proces o odszkodowanie i komu
      > moze przed nowojorskim sadem :))

      Bo ja wiem? Zdaje sie ze Ksiaznica upomina sie co jakis czas o zbiory woluminow
      wywiezione do Poznania. Zdaje sie ze czesc kolekcji muzealnej tez gdzies tam
      wyladowala.
      • Gość: red Re: powojenny szaber IP: 213.76.59.* 10.04.02, 18:46
        Jak w Warszawie jedziesz na Okęcie to podziwiasz pewnie całą aleję pięknych
        magnolii.
        To był też "dar dla Warszawy" od Szczecina. Cięzarówkami je wywożono.
        • jottka Re: powojenny szaber 10.04.02, 20:15
          Ale gmina nie może wystąpić do sądu o zwrot zaszabrowanego, bo to są sprawy
          zastrzeżone dla szczebla międzypaństwowego. Z dobrami muzealnymi to też nie
          takie proste, bo chyba próbuje się dopiero przeprowadzić zasadę, żeby dany
          eksponat był w miejscu pochodzenia, a nie w kraju "uprzynależnienia". Na tej
          zasadzie przedwojenny niemiecki księgozbiór, tzw. berlinka, mogłaby być bodaj
          we Wrocławiu, ale nie powinna wracać do Niemiec, albo my zostawiamy polskie
          archiwa we Lwowie, a nie domagamy się przewozu do Krakowa.

          Szczegóły w artykułach Wł. Kalickiego w magazynach GW z zeszłego roku.
      • stettiner Re: powojenny szaber 11.04.02, 08:42
        mike102 napisał(a):
        >
        > Bo ja wiem? Zdaje sie ze Ksiaznica upomina sie co jakis czas o zbiory woluminow
        >
        > wywiezione do Poznania. Zdaje sie ze czesc kolekcji muzealnej tez gdzies tam
        > wyladowala.

        Zdaje się, że niedawno temu znaleziono bibliotekę Hakena w stolicy Mazowsza. I
        co, wróci do nas?

        • Gość: Tomik Re: powojenny szaber IP: *.ncr.com 11.04.02, 08:45
          Stolica Mazowsza??? Płock ??? A może inne miejsce... :)))))))) Ślicznie to
          okresliłaś Stettiner :)))))
    • Gość: HSPS Re: powojenny szaber IP: 141.202.246.* 11.04.02, 09:44
      Moje źródła (oba przyjechały w 1945) podają, że największy szaber na dużą skalę
      uprawiały "oficjalne" firmy pracujące na zlecenie W-wy, a jedna z największych
      należała do rodziny ... Cyrankiewicza. On miał podobno sporo takich
      podtsawionych kuzynów, którzy wyrywali wszystko jak leci (równie z oficjalną
      zgodą): wyposażenia łazienek, meble, okna, zrywali wręcz "zdrowe" kable w
      stoczni, itd. Ponieważ mieli też zezwolenie wchodzenia do pustych lokali
      to "inne" rzeczy (których nie było na liście potrzeb stolicy) trafiały siłą
      rzeczy na czarny rynek.

      Konkurencję, czyli drobnych szabrowników, przeganiała (od czasu do czasu)
      milicja. Moje źródła są przekonane, że ta zalegalizowana forma szabrownictwa
      przyniosła najwięcej szkód. Przyhamowane to zostało trochę po 1949, albo lepiej
      powiedziawszy zmieniło formę.

    • Gość: Mariusz Re: powojenny szaber IP: *.de.deuba.com 11.04.02, 09:57
      Moi drodzy, lepiej nie wypominać sobie rówżnych spraw. Wszyscy jesteśmy za młodzi aby zrozumieć i pamiętać
      kilka rzeczy sprzed 50 czy 60 lat, ale przecież kilka lat w szkole spędziliśmy... To prawda, że do Warszawy
      wyworzono różne rzeczy, w tym nawet cegły z mazurskich budowli, aby odbudowywać stolicę...:-))) Chyba
      wiecie, kto wtedy rządził w tym kraju i czym była komunistyczna propaganda. Cała ta "śmietanka", nazwijmy to
      polskich polityków (nie zawsze mieli nawet polskie obywatelstwo), w prawie żadnym stopniu nie pochodziła z
      Warszawy. Byli to towarzysze-aktywiści z Krakowa (dziwne prawda?), Poznania, Wrocławia, Gdańska
      (również dziwne), Szczecina, Olsztyna, Lublina i wielu innym mniejszych i większych miast (podobna sytuacja
      była w Krakowie i Katowicach, gdzie powstawały propagandowe huty) w Gdańsku i Szczecinie (z
      "największymi " stoczniami na świecie) itd. Wszystko to pozbawione było racjonalnego myślenia, nakierowane
      jedynie na propagandowy wizerunek.
      Prawdziwi Warszawiacy, Ci którzy uczestniczyli w Powastaniu, a poźniej ich dziedzi nie mieli nic wspólnego z
      tym co wymyślała sobie ówczesna władza.
      Tym tematem bawili się koledzy z Poznania i mocno się na tym sparzyli. Ktoś bardzo wyraźnie wypomniał im
      pewien fakt historyczny przedstawiający wielkopolską mentalność i ich słabość do szabrowania...to dopiero jest
      wstyd, bo o ile w innych miastach "pożyczki" różnych rzeczy odbywały się pod dyktando władzy i jej umiłowania
      do propagandy o tyle Poznańskie i wielkopolskie wydarzenia ujawniły zwykła ludzką słabość. Tego włąśnie
      dotyczyła dyskusja na forum poznański...więc trzymajmy się tematu.
      Kochani Szczecinianie, punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia...stara prawda.
      Lepiej nie wypominać sobie takich rzeczy, bo po pierwsze to już nie ma większego znaczenia, po drugie takie
      sytuacje zawsze doprowadzają do niepotrzebnych konfliktów, a po trzecie można dowiedzieć się o sobie
      rzeczy, o których chciałoby się zapomnieć...tak jak jest to w prrzypadku Poznania...a wtedy wstyd jest jeszcze
      większy...


      Mariusz Wójcik
      • Gość: Tomik Re: powojenny szaber IP: *.ncr.com 11.04.02, 11:40
        Co do wypominania sobie wzajem różnych rzeczy i zależności punkt widzenia /
        punkt siedzenia, to masz Mariusz rację. Poza tym są jednak fakty - a te
        pokazują, pomijając oceny, że byli "zabierający" i ci, "którym zabierano" :))
        Przy okazji - we wczesnych władzach PRLu nie było Szczecinian bo... po prostu
        ich nie było. Fizycznie! Szczecinianie - Polacy rodzili się dopiero po 1945 -
        mniejszość polska w Stettinie była symboliczna (ca 2,6 tysiąca ludzi
        deklarujących narodowość polską wg spisu z 1938 roku) :)))
        • franekkk Re: powojenny szaber 12.04.02, 14:31
          co z ta biblioteka stettiner slyszalas cos konkretnego czy tylko wlecialo i
          wylecialo?
          • stettiner biblioteka 12.04.02, 14:47
            Bardzo konkretnie czytałam w gazecie, ale parę miesięcy temu i teraz już nie
            pamiętam w której. Na forum chyba też pisaliśmy. Spróbuję poszukać.
            • jottka Re: biblioteka 12.04.02, 14:53
              A propos zwrotu książek (szerzej: zabytków kultury) do miejsc powstania - to
              nie jest reguła, choć przykre, ale pewna dająca się już zauważyć wytyczna.
              Niedawno było w prasie głośno o "Księdze głubczyckiej", którą najpierw
              zamierzała sobie "zawłaszczyć" Biblioteka Narodowa w Warszawie, a potem w końcu
              przebiła się teza, żeby dzieło wróciło do Głubczyc, bo a) stamtąd jest, b) w
              Głubczycach będzie dokumentem ważnym dla mieszkańców, dopomoże do budowy tzw.
              świadomości "małej ojczyzny". A w Warszawie byłaby cenną wprawdzie książką, ale
              jedną z tysięcy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka