mlody.patriota
19.04.05, 12:09
Starożytni zwykli mawiać, że kropla drąży skałę nie siłą padania, lecz
ciągłością. Tymczasem we Francji środowiska homoseksualne drążą nie skały,
ale prawo...
Starożytni zwykli mawiać, że kropla drąży skałę nie siłą padania, lecz
ciągłością. Mawiali nie od rzeczy. Przed kilkoma tygodniami wskutek doniesień
płynących znad Sekwany mniej postępowa część opinii publicznej zadrżała.
Francuski parlament przyjął ustawę, wedle której karze do roku więzienia i
grzywnie 45 tys. euro podlegać będzie ten, kto ośmieli się publicznie
poczynić uwagę "obraźliwą lub znieważającą" dla homoseksualisty. Komentatorzy
orzekli o absurdzie i aberracji. Niewielu było jednak zaskoczonych.
RUINY NOWEJ BASTYLII
Francuski precedens można by uznać za niegroźny, choć kuriozalny epizod.
Można by uznać go za ekscentryczny wymysł francuskich deputowanych, który
przez przypadek zyskał rangę obowiązującego prawa. Nie mogąc pomieścić w
wyobraźni, że jakikolwiek sędzia nad Sekwaną skazuje kogokolwiek za
nieuprawnione używanie słowa "pedał" można by sprawę puścić w niepamięć. Ale
wtedy pozostałby niepokojący kontekst i dwa znaki zapytania.
Zacznijmy od pytajników. Naiwnym dzieciom nasuwa się wątpliwość dlaczego
wybrańcami są właśnie homoseksualiści. Dlaczego "przyrodzona godność"
diaspory gejów i lesbijek we Francji zasługuje na przywilej wyniesienia jej
ponad godność blondynek, badaczy motyli, czy może osób o wzroście powyżej
1,87 m?
Dzieci, które wyrosły z naiwności pytają wnikliwiej. Dlaczego francuski
parlament stawia wyżej przywilej ochrony prawnej homoseksualistów, aniżeli
obywatelską wolność słowa? Dlaczego naturalne prawo każdego do ochrony swojej
godności, imienia, innych dóbr osobistych wymaga w odniesieniu do określonej
grupy dodatkowej ekspozycji ustawowej, wzmożonej gwarancji i zaostrzonej
sankcji? Publicznego pomawiania, czy lżenia zakazuje przecież niepisana norma
obyczajowa. Dla przypadków, w których okazuje się ona niewystarczająca prawo
przewiduje procedury karno- sądowe. Czy francuscy deputowani uznają je za
zbyt słabe? Jeżeli tak, to czy powodem objęcia dodatkową ochroną właśnie
gejów i lesbijek jest uznanie ich za zbiorowość "szczególnie prześladowaną"?
A jeżeli tak, to pytam: na jakiej podstawie wysoka francuska izba przyznaje
status "szczególnie prześladowanego"? Co stanowi kryterium? I dlaczego
nazwanie kogoś pedałem uznaje się we Francji za szykanę, a prawny zakaz
publicznego noszenia symboli religijnych jest racją zachowania porządku
publicznego? Czy w imię szczególnej wolności nielicznych można kneblować
wolności i prawa pozostałych? Czy Francja jest państwem równych i
równiejszych, wolnych i wolniejszych, mniej i bardziej zasługujących na
troskliwe wstawiennictwo państwa? I czy laicka Francja jest na tym tle
wyjątkiem?
KATOLICYZM NIEPARLAMENTARNY
Niedawno w Szwecji skazano protestanckiego pastora za to, że w głoszonych
przez siebie kazaniach powtarzał, że homoseksualizm jest grzechem. Bardzo
niedawno za odwagę publicznego wygłoszenia identycznego poglądu, włoski
filozof i polityk zmuszony został do rezygnacji z ubiegania się o fotel
komisarza w nowej Komisji Europejskiej. Kandydatura upadła dzięki efektywnej
nagonce zorganizowanej przez trybunał różowej inkwizycji. W następstwie
oszczerczej kampanii powstało zagrożenie, że zlobbowany Parlament odmówi
udzielenia poparcia Komisji, w składzie której figuruje "feralny" polityk.
Ostatecznie okazało się, że w nowej Komisji nie ma miejsca dla zdeklarowanych
katolików, ale już dla przestępców owszem. Krótko po zatwierdzeniu jej składu
na jaw wyszło bowiem, że nowy komisarz ds. transportu został przed kilkoma
laty skazany za malwersacje finansowe.
Zanim Europa Zachodnia uporała się z genetycznym ostracyzmem wobec
homoseksualistów, ich roszczenia sprowadzały się do postulatywnych żądań, by
nie zaglądać im do sypialni. Na początku lat 70tych w następstwie
bezustannego nękania i presji ze strony aktywistów Ruchu Praw Gejów, głęboko
podzielony skład Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w drodze
głosowania podjął decyzję o wykreśleniu homoseksualizmu z wykazu zaburzeń
psychicznych. Tym samym pod naciskiem burzy ideologicznej zakwestionowano
potwierdzone badaniami stanowisko nauki.
Obecnie jednopłciowe związki partnerskie o uregulowanym prawnie statusie
funkcjonują w Danii, Norwegii, Szwecji, Holandii, Francji, Belgii, Niemczech,
Finlandii, Portugalii, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech i w większości wspólnot
regionalnych w Hiszpanii. Dodatkowo w Danii, Holandii, Szwecji, Wielkiej
Brytanii i Hiszpanii związki takie mają prawo adoptowania i wychowywania
dzieci.
Dawno minęła epoka, w której walczono przeciw homoseksualistom. Dziś
ewentualnie organizuje się front obrony przed ideologiczną ofensywą
homoseksualnego lobby. Coraz śmielej natomiast zaczyna rozkręcać się bój o
homoseksualistów. O ich względy wyraźnie konkurują już np. firmy odzieżowe,
które mają nadzieję wypracować sobie miano preferowanej przez gejów marki.
ŻARTY SIĘ SKOŃCZYŁY
Najbardziej żywotne rewolucje nie karmią się krwią swoich ofiar. Najtrwalsze
rewolucje czerpią z władzy nad umysłami. Z naporem walca, siłą młota i
precyzją zegarka pacyfikują świadomość "nieprawomyślnych". Totalnie.
Reedukują opornych, czyniąc z nich nową kategorię ludzi - nowych niewolników.
Niepostrzeżenie zmieniają ich w niewolników rewolucyjnej ideologii. Ale
ponowoczesne rewolucje, takie jak homoseksualna, instytucjonalizują się
ewolucyjnie.
Przypadki francuski i szwedzko - włoski stanowią symptomatyczne precedensy
potwierdzające logikę, której służą aktywiści globalnej rewolucji
homoseksualnej. Decyzja francuskiego parlamentu ucina swobodę publicznej
dyskusji o homoseksualizmie. Karykaturalne prawo zamyka usta nawet
najbardziej wyważonej krytyce. Głos zyskują natomiast inżynierowie nowej
ideologii, przed którymi otwiera się misja redefinicji homoseksualizmu ciągle
jeszcze rozumianego jako groźne zjawisko rozbijające tradycyjne wartości i
więzy międzyludzkie.
Francuski minister sprawiedliwości, w komentarzu do przyjęcia postępowej
ustawy, raczył stwierdzić łaskawie, że "nadal mamy prawo mówić to, co
myślimy". Być może tak. Być może inaczej, że niektórym za korzystanie z tego
prawa przynajmniej we Francji przyjdzie słono zapłacić.