xyz-xyz
13.01.06, 08:45
Spięcie o laskę
Z politycznego przedpokoju
Najpierw Marek Jurek nie poddał pod głosowanie wniosku o głosowanie, wobec
czego opozycja wyszła z sali, a w ślad za opozycją wyszła również władza, bo
co tu będzie tak sama siedziała. Pod nieobecność władzy opozycja wróciła i
zdradziecko przegłosowała wniosek, który nie miał być głosowany, i to mimo iż
Jurek usiłował wyrwać Kotlinowskiemu laskę, tłumacząc przy tym, że to on jest
organem, który stoi. Tak dobrze ostatni raz bawiliśmy się w Sejmie w 1993 r.,
kiedy to z powodu rozwolnienia ministra Dyki Alojz Pietrzyk odwołał rząd
Suchockiej, w wyniku czego Wałęsa rozwiązał niezapomniany Sejm I kadencji.
Wtedy to poseł Janusz Rewiński (ten sam) odbył z posłem Markiem Jurkiem
dialog, który zapisał się w annałach parlamentaryzmu: - Do widzenia, Panie
Jerzy. Będzie mi Pana bardzo brakowało. - Nazywam się Jurek. - Ależ nigdy nie
pozwoliłbym sobie na taką poufałość, Panie Jerzy.
Spięcie o laskę wynikało z obawy, iż władza chce rozwiązać Sejm. Chodzą
słuchy, że kaczyści załatwili sobie już nowy kredyt na wybory, więc obawa jest
dość zrozumiała. Według najweselszych sondaży, do następnego Sejmu weszłyby
tylko PiS, PO i Samoobrona. Dość naturalną koleją rzeczy Samoobrona i PO stały
się rywalami do ręki Jarosława i połowy królestwa, aktualnie występującego w
formie demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady
sprawiedliwości społecznej. Jak pamiętamy, współzawodnictwo o rękę królewny z
zasady przegrywają możni i podstępni, a wygrywa głupi Jasio. Nader pochopne
byłoby jednak wyciąganie z tego wniosku, iż Andrzej Lepper będzie wicepremierem.
* Donald Tusk (zły książę z fałszywym obliczem) dostrzega zagrożenia tkwiące w
bajkowym scenariuszu. „Nie oczekuję namiętnej miłości PiS-u. Nie byłbym w
stanie się zrewanżować" - wyznał, ruszając w konkury, a zapytany, czego
spodziewa się idąc na pierwsze od miesięcy spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim,
odparł, iż to nie jest jego pierwsza randka w życiu. Faceci, którzy boją się,
że dostaną kosza, zawsze się tak asekurują, żeby w razie jakby co, ktoś sobie
nie pomyślał, że im zależało. To ma coś wspólnego z testosteronem i męską
niezdolnością do przyznania się do porażki.
„Lepsze dobre otwarcie niż kiepski finał" - komentarz Tuska po spotkaniu z
Kaczyńskim to z całą pewnością spojrzenie konkurencyjne wobec koncepcji, iż
mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Trzeba
przyznać, iż spojrzeniu Tuska nie brak rozsądku, ale za to w postawie Millera
jest jednak jakiś heroiczny romantyzm.
Z dobrych wiadomości: Zyta Gilowska została wicepremierem. Zyta Gilowska jest
moją osobistą miłością, wyróżniającą się sygmatyzmem międzyzębowym, imieniem
odziedziczonym po patronce dziewek kuchennych oraz tym typem pewności siebie,
który w psychologii określa się jako „pierwotne zintegrowanie wewnętrzne". W
poprzednim Sejmie cierpiący na mizogynizm posłowie lewicy napisali o Zycie
wierszyk: „Zyta pyta. A cemu Zyta pyta? Zyta pyta, bo niewyzyta". Chłopaki,
tera to się dopiero wyzyje.
Powstaje Centralne Biuro Antykorupcyjne, które będzie bez litości gonić
łapowników. Mariusz Kamiński i jego koledzy nie będą mieli za ciężkiej roboty,
bo biuro jeszcze nie powstało, a oni już wiedzą, kogo będą ścigać. Ścigać będą
mianowicie Kulczyka, Gudzowatego i Krauzego. Ja rozumiem, że te łapówki to
Kulczyk, Gudzowaty i Krauze wręczają sobie nawzajem, bo w przeciwnym razie CBA
musiałoby poszukać także wśród aktualnie miłościwie nam panujących, a nie na
to rząd wydaje 70 mln zł. Zresztą, kogo stać na przekupienie Gudzowatego?
Tylko Kulczyka.
Agnieszka Wołk-Łaniewska