Gość: Olo
IP: proxy / 212.160.165.*
20.11.02, 13:15
Miałem przyjemność nauki podczas pracy największych legend LO III.
Kazior (fizyka)to był równy gość, lekcje były ciekawe i bezstresowe, czasem z
humorem, jeżeli nie było na nich kartkówek. A te w I i II klasie zdarzały się
co dwie trzy lekcje. Miały charakter bitwy. Najpierw oszałamiająco szybkie
przegrupowanie miejsc (niektórym trafiał się parapet albo śmietnik) a potem
wyścig, kto więcej zdąży napisać w 5 minut. Zadania były podobne jak na
zajęciach, dlatego sposobem była pamięciówa (ściągać się nie dało - mało
czasu). Ale nie zawsze bo i tak nie wyrobiłem się z pisaniem w czasie. Bitwę
wygrywał zawsze Kazior (jedynki : oceny pozytywne), chyba tylko raz
wygraliśmy My. Zresztą i tak oceny musiały być zróżnicowane. Natomiast III i
IV klasa to po prostu luz i pełno uprawnienie.
Susek (historia) większość moich przewinień (nie byłem najgrzeczniejszy)
kończyły się karą. Po lekcjach zapieprz... przy wrzucaniu koksu do piwnicy
szkoły. Na szczęście zazwyczaj nie byłem sam. Jednak najbardziej utkwiły mi
lekcje historii (byliśmy ulubioną klasą - menadżerowie). Niektórzy mieli
nadane wymyślne ksywki - ja miałem Apollo. Rytuałem było czochranie głów,
zwłaszcza tym, którzy mieli długie włosy albo ułożone na żel. Lepiej też było
się nie podpierać, a tym bardziej garbić bo dostać można było nieoczekiwany
cios w plecy. Nie obyło się też bez tańców przy odpowiedzi, np. kozak. Mimo
wprowadzonego reżimu lekcje z Suskiem były istną komedią, której aktorami
byli Susek i uczniowie. Po prostu można było sikać ze śmiechu. Szkoda tylko,
że tak krótko (emerytura).
Krzywkowska (matematyka) stres, sraczka i odruch wymiotny były nieodłącznymi
uczuciami, które towarzyszyły każdym pierwszym minutom na lekcji Krzywej
(przynajmniej na początku nauki). Przerażający był przede wszystkim chłód i
surowość jaka od niej biła. Z matmy miałem zwykle tróje, inni lacze czwórki,
ale muszę przyznać, że harówkę pod nadzorem Krzywkowskiej doceniłem już na
maturze a potem egzaminie na studia. Cała nasza klasa napisała maturę tak
szybko, że nawet nie zdążyli nam donieść rozwiązanych zadań z zewnątrz, a
inni po trzech godzinach wąchali tylko nasze spocone skarpety.
Cóż, pozostali pedagodzy nie wywarli na mnie tak silnego wrażenia. Z
perspektywy czasu nawet największe "piły" wspomina się miło. Pozdrowienia dla
wszystkich menadżerów (uk.1995).
PS. Zachęcam do napisania czegoś od siebie.