swarozyc
29.12.02, 17:02
Mieszko nie byl pierwszym.
Wiadomości przekazane przez średniowiecznych kronikarzy zdają się
niedwuznacznie sugerować, że o historii Polski nie zadecydowali ludzie, lecz
wpłynęły na nią myszy. To one zagryzły bowiem księcia Popiela, położyły kres
dynastii Popielidów i umożliwiły synowi rataja Piasta objęcie władzy. Ta
fantastyczna z pozoru relacja dźwięczy jednak echem prawdziwych i
dramatycznych wydarzeń sprzed kilku stuleci, które przekazała ludowa
tradycja.
Istnienie księcia plemiennego o przezwisku Popiel nie powinno bowiem
podlegać żadnej dyskusji. Przydomek ten zachował się w wielu nazwach
miejscowych o charakterze dzierżawczym, a w trzynastowiecznych dokumentach
pomorskich spotykamy rycerza, którego także zwano Popielem. Świadczy to o
tym, iż przezwisko to było niegdyś stosunkowo popularne i najprawdopodobniej
brało swój początek od jasnych, popielatych włosów. W historii wielu książąt
zwano Czarnymi, Białymi i Łysymi, więc równie dobrze mógł także znaleźć się
między nimi książę Popielaty.
Kronikarz Gall umieszcza go w Gnieźnie, podczas gdy autor Kroniki
Wielkopolskiej � w sąsiedniej Kruszwicy. Mimo iż miejscowości te dzieli od
siebie zaledwie pięćdziesiąt kilometrów, przyjęcie określonej lokalizacji
zmienia diametralnie sens kronikarskiej relacji. Gniezno było bowiem grodem
Polan, z których wywodziła się późniejsza dynastia piastowska, Kruszwica zaś
należała do Goplan, którzy tworzyli odrębny związek plemienny. W pierwszym
wypadku detronizacja Popiela miałaby zatem charakter przewrotu pałacowego i
mogłaby nasuwać podejrzenia dynastycznego uzurpatorstwa Piastów, w drugim
byłaby natomiast naturalnym wynikiem polańskiej ekspansji na swoich
sąsiadów. Wydaje się, iż zawierzyć trzeba w tym miejscu Gallowi, ponieważ
wymyślona przez niego historia o myszach służyć miała legitymizacji
piastowskiej władzy.
Myszy były w niej narzędziem w ręku Boga, który Siemowita �księciem Polski
ustanowił, a Popiela wraz z jego potomstwem doszczętnie wytracił z
królestwa". W relacji tej, oprócz interwencji boskiej, zachowały się jednak
szczątkowe wzmianki o poczynaniach ludzi, gdyż Popiela z królestwa
wypędzono". Nie uczynił tego z pewnością Bóg, lecz najprawdopodobniej
Siemowit, przez Boga księciem Polski ustanowiony".
Wygnany władca schronił się w drewnianej wieży na wyspie, ale �opuszczony
przez wszystkich z powodu smrodu wytępionej masy zabójczych stworzeń,
wyzionął ducha śmiercią najhaniebniejszą, bo przez myszy pożarty".
W bezpośrednim sąsiedztwie Gniezna znajduje się Ostrów Lednicki i to on
prawdopodobnie stał się ostatnim schronieniem wypędzonego księcia. Nie bez
powodu zapewne jedna z wsi leżących nad jeziorem nosi nazwę Myszki.
W relacji Galla śmierć Popiela nie znajduje wszakże pełnego uzasadnienia.
Był to bowiem według niego władca przystępny, który nie uważał sobie za ujmę
wejść do chaty swojego wieśniaka". Należało zatem wymyślić jego zbrodnie,
które do tego stopnia winny rozsierdzić Boga, że nasłał na niego krwiożercze
myszy. Zadania tego podjęli się Wincenty Kadłubek i autor Kroniki
Wielkopolskiej. Pisali oni, że otruł on swoich braci i za ten właśnie czyn
ukarany został haniebną śmiercią. I dopiero w tym ujęciu "mysia historia"
uzyskuje swoje właściwe przesłanie.
Wykorzystanie myszy jako boskiego narzędzia ma jednakże rodowód znacznie
późniejszy i zachodnioeuropejską proweniencję. Wspominają o nich bowiem
dopiero w X wieku Roczniki kwedlinburskie, a za nimi Thietmar, Annalista
Saxo oraz autorzy Kroniki klasztoru w Ebershein i Gesta regnum Anglorum. To
za ich pośrednictwem historia ta trafiła do Polski, gdzie wykorzystał ją w
swojej relacji kronikarz Gall.
Po wyniszczeniu przez "myszy" dynastii Popielidów opróżniony tron polański
zajął już legalnie Siemowit, syn Piasta i wnuk Chościska.
Piast i Chościsko to bez wątpienia przydomki, podczas gdy Siemowit występuje
już pod imieniem własnym, które przydaje jego postaci autentyczności.
Przezwisko Piast wywodzić należy od prasłowiańskiej piszty, czyli
pożywienia, i oznaczało ono zapewne rolnika, żywiciela. Jego odpowiedniki
istnieją także w innych kulturach. Wystarczy tu odwołać się do walijskiego
Pascenta, który był fundatorem królewskiego rodu Powys. Analogie posiada
także Chościsko, oznaczający człowieka o długich włosach. Protoplasta
walijskiego rodu Gwrtherynów, Gloyw, nosił przydomek Gvalltir, czyli
�człowiek o spadającej czuprynie", a legendarnego władcę Danii Haddingusa
zwano także Haddingjarem, czyli "długowłosym". Długie włosy w
społeczeństwach plemiennych nosili przede wszystkim czarownicy i nie można
wykluczyć, iż Siemowit był wnukiem polańskiego wieszczbiarza. Tłumaczyłoby
to jego wyjątkową pozycję społeczną.
O rządach Siemowita wiemy stosunkowo niewiele. Znacznie dokładniej
kronikarze opisali bowiem jego postrzyżyny niż późniejsze sprawowanie
władzy. Dowiadujemy się tylko, że "osiągnąwszy godność książęcą, młodość swą
spędził nie na niedorzecznych rozrywkach, lecz oddając się pracy i służbie
rycerskiej, zdobył sobie rozgłos zacności i zaszczytną sławę oraz granice
swego księstwa rozszerzył dalej niż ktokolwiek przed nim". Możemy domyślać
się, o jakie zdobycze terytorialne tu chodzi. Scalił on prawdopodobnie w
swym ręku dziedzictwo Polan i Goplan, władając ziemią pomiędzy Odrą,
Notecią, Wisłą i Wartą.
Po śmierci księcia na jego miejscu zasiadł syn Leszek, który czynami
rycerskimi dorównał ojcu w dzielności i odwadze". Leszkowi czy też Lestkowi
przypisać chyba należy podbicie małopolskiego plemienia Wiślan, gdyż pojawia
się on także w legendach podkrakowskich, przytoczonych przez Wincentego
Kadłubka.
Mistrz Wincenty za protoplastę Wiślan uważa wprawdzie Kraka, którego imię z
pewnością od Krakowa wywodzi, ale jest to postać mityczna, wspólna również
innym narodom słowiańskim. Kronikarz Kosmas Kroka wymienia także w Czechach.
O mityczności Kraka świadczyć może jego walka z wawelskim smokiem oraz fakt,
że władzę po nim przejęła córka imieniem Wanda. Sprawowanie władzy przez
kobietę w patriarchalnym społeczeństwie słowiańskim było jeszcze mniej
prawdopodobne niż istnienie smoka, tym bardziej zresztą, że nosiła ona
dziwaczne imię, którym żadna polska kobieta nie posługiwała się aż do XVIII
wieku. Imię to Kadłubek wywiódł od rzeki Vandalus, którą z Wisłą naiwnie
utożsamiał.
Wanda, jako osoba zmyślona, zmarła oczywiście bezpotomnie i �długo po niej
bez króla kraj pozostawał bezsilny".
Wtedy jednak pojawił się Lestko, książę na tyle potężny, że Kadłubkowi
potroił się w oczach. Pierwszy Lestko miał pokonać Aleksandra Wielkiego,
drugi sprytnym fortelem zagarnąć tron książęcy, a trzeci walczyć z Juliuszem
Cezarem i pojąć jego córkę za żonę.
Odrzucić należy oczywiście niedorzeczne wyznaczniki historyczne, ale
istnienie Lestka przyjąć należy za fakt nie podlegający dyskusji.
Przemawiają za tym zbieżność imion występujących w Wielkopolsce i Małopolsce
oraz przekonanie Małopolan, że Leszek był człowiekiem z zewnątrz, spoza
wiślańskiej dynastii. Do niego też prawdopodobnie odnosi się wzmianka w
Żywocie św. Metodego: "Bardzo silny pogański książę, siedzący w Wiślech,
urągał chrześcijanom i wyrządzał im szkody. Posławszy więc do niego Metody
rzekł: Dobrze byłoby, abyś się ochrzcił synu dobrowolnie na własnej ziemi,
wówczas nie będziesz wzięty w niewolę i pod przymusem ochrzczony na cudzej
ziemi. Tak też się stało".
Jak wynika ze słów hagiografa, książę władający ziemią Wiślan dostał się do
niewoli wielkomorawskiej i przyjął chrześcijaństwo w obrządku bizantyjskim.
Stało się to jeszcze za życia Metodego, czyli przed rokiem 885.
Faktu tego nie można oczywiście utożsamiać z chrztem całej Polski, niemniej
już w IX stuleciu Piastowie dostali się w obręb kultury chrześcijańskiej.
Idąc dalej, zaryzykować można twierdzenie, iż ochrzczony Lestko pojął za
żonę księżniczkę wielkomorawską, gdyż im