Dodaj do ulubionych

Kacik piastowski

29.12.02, 17:02
Mieszko nie byl pierwszym.

Wiadomości przekazane przez średniowiecznych kronikarzy zdają się
niedwuznacznie sugerować, że o historii Polski nie zadecydowali ludzie, lecz
wpłynęły na nią myszy. To one zagryzły bowiem księcia Popiela, położyły kres
dynastii Popielidów i umożliwiły synowi rataja Piasta objęcie władzy. Ta
fantastyczna z pozoru relacja dźwięczy jednak echem prawdziwych i
dramatycznych wydarzeń sprzed kilku stuleci, które przekazała ludowa
tradycja.
Istnienie księcia plemiennego o przezwisku Popiel nie powinno bowiem
podlegać żadnej dyskusji. Przydomek ten zachował się w wielu nazwach
miejscowych o charakterze dzierżawczym, a w trzynastowiecznych dokumentach
pomorskich spotykamy rycerza, którego także zwano Popielem. Świadczy to o
tym, iż przezwisko to było niegdyś stosunkowo popularne i najprawdopodobniej
brało swój początek od jasnych, popielatych włosów. W historii wielu książąt
zwano Czarnymi, Białymi i Łysymi, więc równie dobrze mógł także znaleźć się
między nimi książę Popielaty.
Kronikarz Gall umieszcza go w Gnieźnie, podczas gdy autor Kroniki
Wielkopolskiej � w sąsiedniej Kruszwicy. Mimo iż miejscowości te dzieli od
siebie zaledwie pięćdziesiąt kilometrów, przyjęcie określonej lokalizacji
zmienia diametralnie sens kronikarskiej relacji. Gniezno było bowiem grodem
Polan, z których wywodziła się późniejsza dynastia piastowska, Kruszwica zaś
należała do Goplan, którzy tworzyli odrębny związek plemienny. W pierwszym
wypadku detronizacja Popiela miałaby zatem charakter przewrotu pałacowego i
mogłaby nasuwać podejrzenia dynastycznego uzurpatorstwa Piastów, w drugim
byłaby natomiast naturalnym wynikiem polańskiej ekspansji na swoich
sąsiadów. Wydaje się, iż zawierzyć trzeba w tym miejscu Gallowi, ponieważ
wymyślona przez niego historia o myszach służyć miała legitymizacji
piastowskiej władzy.
Myszy były w niej narzędziem w ręku Boga, który Siemowita �księciem Polski
ustanowił, a Popiela wraz z jego potomstwem doszczętnie wytracił z
królestwa". W relacji tej, oprócz interwencji boskiej, zachowały się jednak
szczątkowe wzmianki o poczynaniach ludzi, gdyż Popiela z królestwa
wypędzono". Nie uczynił tego z pewnością Bóg, lecz najprawdopodobniej
Siemowit, przez Boga księciem Polski ustanowiony".
Wygnany władca schronił się w drewnianej wieży na wyspie, ale �opuszczony
przez wszystkich z powodu smrodu wytępionej masy zabójczych stworzeń,
wyzionął ducha śmiercią najhaniebniejszą, bo przez myszy pożarty".
W bezpośrednim sąsiedztwie Gniezna znajduje się Ostrów Lednicki i to on
prawdopodobnie stał się ostatnim schronieniem wypędzonego księcia. Nie bez
powodu zapewne jedna z wsi leżących nad jeziorem nosi nazwę Myszki.
W relacji Galla śmierć Popiela nie znajduje wszakże pełnego uzasadnienia.
Był to bowiem według niego władca przystępny, który nie uważał sobie za ujmę
wejść do chaty swojego wieśniaka". Należało zatem wymyślić jego zbrodnie,
które do tego stopnia winny rozsierdzić Boga, że nasłał na niego krwiożercze
myszy. Zadania tego podjęli się Wincenty Kadłubek i autor Kroniki
Wielkopolskiej. Pisali oni, że otruł on swoich braci i za ten właśnie czyn
ukarany został haniebną śmiercią. I dopiero w tym ujęciu "mysia historia"
uzyskuje swoje właściwe przesłanie.
Wykorzystanie myszy jako boskiego narzędzia ma jednakże rodowód znacznie
późniejszy i zachodnioeuropejską proweniencję. Wspominają o nich bowiem
dopiero w X wieku Roczniki kwedlinburskie, a za nimi Thietmar, Annalista
Saxo oraz autorzy Kroniki klasztoru w Ebershein i Gesta regnum Anglorum. To
za ich pośrednictwem historia ta trafiła do Polski, gdzie wykorzystał ją w
swojej relacji kronikarz Gall.
Po wyniszczeniu przez "myszy" dynastii Popielidów opróżniony tron polański
zajął już legalnie Siemowit, syn Piasta i wnuk Chościska.
Piast i Chościsko to bez wątpienia przydomki, podczas gdy Siemowit występuje
już pod imieniem własnym, które przydaje jego postaci autentyczności.
Przezwisko Piast wywodzić należy od prasłowiańskiej piszty, czyli
pożywienia, i oznaczało ono zapewne rolnika, żywiciela. Jego odpowiedniki
istnieją także w innych kulturach. Wystarczy tu odwołać się do walijskiego
Pascenta, który był fundatorem królewskiego rodu Powys. Analogie posiada
także Chościsko, oznaczający człowieka o długich włosach. Protoplasta
walijskiego rodu Gwrtherynów, Gloyw, nosił przydomek Gvalltir, czyli
�człowiek o spadającej czuprynie", a legendarnego władcę Danii Haddingusa
zwano także Haddingjarem, czyli "długowłosym". Długie włosy w
społeczeństwach plemiennych nosili przede wszystkim czarownicy i nie można
wykluczyć, iż Siemowit był wnukiem polańskiego wieszczbiarza. Tłumaczyłoby
to jego wyjątkową pozycję społeczną.
O rządach Siemowita wiemy stosunkowo niewiele. Znacznie dokładniej
kronikarze opisali bowiem jego postrzyżyny niż późniejsze sprawowanie
władzy. Dowiadujemy się tylko, że "osiągnąwszy godność książęcą, młodość swą
spędził nie na niedorzecznych rozrywkach, lecz oddając się pracy i służbie
rycerskiej, zdobył sobie rozgłos zacności i zaszczytną sławę oraz granice
swego księstwa rozszerzył dalej niż ktokolwiek przed nim". Możemy domyślać
się, o jakie zdobycze terytorialne tu chodzi. Scalił on prawdopodobnie w
swym ręku dziedzictwo Polan i Goplan, władając ziemią pomiędzy Odrą,
Notecią, Wisłą i Wartą.
Po śmierci księcia na jego miejscu zasiadł syn Leszek, który czynami
rycerskimi dorównał ojcu w dzielności i odwadze". Leszkowi czy też Lestkowi
przypisać chyba należy podbicie małopolskiego plemienia Wiślan, gdyż pojawia
się on także w legendach podkrakowskich, przytoczonych przez Wincentego
Kadłubka.
Mistrz Wincenty za protoplastę Wiślan uważa wprawdzie Kraka, którego imię z
pewnością od Krakowa wywodzi, ale jest to postać mityczna, wspólna również
innym narodom słowiańskim. Kronikarz Kosmas Kroka wymienia także w Czechach.
O mityczności Kraka świadczyć może jego walka z wawelskim smokiem oraz fakt,
że władzę po nim przejęła córka imieniem Wanda. Sprawowanie władzy przez
kobietę w patriarchalnym społeczeństwie słowiańskim było jeszcze mniej
prawdopodobne niż istnienie smoka, tym bardziej zresztą, że nosiła ona
dziwaczne imię, którym żadna polska kobieta nie posługiwała się aż do XVIII
wieku. Imię to Kadłubek wywiódł od rzeki Vandalus, którą z Wisłą naiwnie
utożsamiał.
Wanda, jako osoba zmyślona, zmarła oczywiście bezpotomnie i �długo po niej
bez króla kraj pozostawał bezsilny".
Wtedy jednak pojawił się Lestko, książę na tyle potężny, że Kadłubkowi
potroił się w oczach. Pierwszy Lestko miał pokonać Aleksandra Wielkiego,
drugi sprytnym fortelem zagarnąć tron książęcy, a trzeci walczyć z Juliuszem
Cezarem i pojąć jego córkę za żonę.
Odrzucić należy oczywiście niedorzeczne wyznaczniki historyczne, ale
istnienie Lestka przyjąć należy za fakt nie podlegający dyskusji.
Przemawiają za tym zbieżność imion występujących w Wielkopolsce i Małopolsce
oraz przekonanie Małopolan, że Leszek był człowiekiem z zewnątrz, spoza
wiślańskiej dynastii. Do niego też prawdopodobnie odnosi się wzmianka w
Żywocie św. Metodego: "Bardzo silny pogański książę, siedzący w Wiślech,
urągał chrześcijanom i wyrządzał im szkody. Posławszy więc do niego Metody
rzekł: Dobrze byłoby, abyś się ochrzcił synu dobrowolnie na własnej ziemi,
wówczas nie będziesz wzięty w niewolę i pod przymusem ochrzczony na cudzej
ziemi. Tak też się stało".
Jak wynika ze słów hagiografa, książę władający ziemią Wiślan dostał się do
niewoli wielkomorawskiej i przyjął chrześcijaństwo w obrządku bizantyjskim.
Stało się to jeszcze za życia Metodego, czyli przed rokiem 885.
Faktu tego nie można oczywiście utożsamiać z chrztem całej Polski, niemniej
już w IX stuleciu Piastowie dostali się w obręb kultury chrześcijańskiej.
Idąc dalej, zaryzykować można twierdzenie, iż ochrzczony Lestko pojął za
żonę księżniczkę wielkomorawską, gdyż im
Obserwuj wątek
    • swarozyc Re: Mieszko nie byl pierwszym, cdn 29.12.02, 17:06
      cdn.

      Faktu tego nie można oczywiście utożsamiać z chrztem całej Polski, niemniej
      już w IX stuleciu Piastowie dostali się w obręb kultury chrześcijańskiej. Idąc
      dalej, zaryzykować można twierdzenie, iż ochrzczony Lestko pojął za żonę
      księżniczkę wielkomorawską, gdyż imię Świętopełk, które nosić będzie później
      jeden z synów Mieszka I, ma wyraźnie morawski charakter, nawiązujący zapewne
      do tradycji prababki.
      Morawianie władali ziemią Wiślan około dwudziestu pięciu lat i Lestko z ziemi
      tej płacił im prawdopodobnie trybut. Powstać wtedy mogło w Krakowie biskupstwo
      bizantyjskie, gdyż katalog biskupów krakowskich wymienia imiona Prohora i
      Prokulfa, którzy rezydować mieli pod Wawelem w X stuleciu.
      Państwo Wielkomorawskie upadło w 906 roku na skutek najazdu Węgrów. Kronikarz
      Kosmas wspomina, iż do jego upadku przyczynili się także Polacy. Nie wiadomo
      oczywiście, czy Polakami władał wtedy jeszcze Lestko, czy też już jego syn
      Siemomysł, który �pamięć rodziców potroił potomstwem i dostojnością".
      Wiemy na pewno, iż urodziło się mu co najmniej czworo dzieci: trzech synów:
      Mieszko, Czcibor i jeden nie znany z imienia oraz córka Adelajda. Imię córki,
      obce tradycji słowiańskiej, sugeruje, iż żona Siemomysła pochodziła z krajów
      zachodnich, ponieważ Thietmar.
      Wraz ze śmiercią Mieszka, który � jak się okazuje � nie był wcale Mieszkiem
      ani też pierwszym chrześcijańskim władcą Polski, skończyły się kronikarskie
      legendy, a prehistoria zamieniła się w historię.
      • wroclawczyk Re: Mieszko nie byl pierwszym, cdn 29.12.02, 17:17
        Brakuje mi tu Piastów Śląskich ;-)
        • swarozyc Re: wroclawczyk 29.12.02, 17:41
          Jutro, lub pojutrze bedzie...



          Samotny nie znaczy wolny
      • Gość: Gryf Re: Mieszko nie byl pierwszym, cdn IP: serwer:* / 192.168.1.* 29.12.02, 17:20
        ....jak po swietach Swarozycu drogi ....... zyjesz
        • swarozyc Re: Gryf 29.12.02, 17:42
          jak widzisz zyje i nawet pracuje...
          • Gość: Gryf Re: Swarozyc IP: serwer:* / 192.168.1.* 29.12.02, 18:56
            A czy wolny znaczy samotny ? ze sie tak zapytam?


            Czas na uczciwosc
            • Gość: Swarozyc Re: Gryf IP: Telia:* / *.telia.com 29.12.02, 20:14
              Gość portalu: Gryf napisała:

              > A czy wolny znaczy samotny ? ze sie tak zapytam?
              Moze znaczyc acz nie musi.
              Jak wiesz mamy dwa typy wolnosci; pozytywna i negatywna. Wolnosc od.... np.
              samotnosci, jak i wolnosc do... np. wypowiadania opinii.
      • Gość: dad Re: Mieszko nie byl pierwszym, cdn IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 01.03.03, 18:18
        niezły temat.
        Ale kogo to interesuje?
        Jest świety dla ludzi, którzy chcą oderwać sie od
        rzeczywistości.
        A w zasadzie uciec od niej.

        Łatwiej być ekspertem w sprawie długości Mieszkowego
        przyrodzenia (na podstawie istniejących ksiąg) niż
        odważnie postawić pytanie w sprawie utrzciwości
        współczesnych.

        Ten temat jest tyle samo warty co temat psich gówien.


        Do adnmina:
        Uprzejmie proszę o przenoszenie tego typu tematów do nowo
        utworzonego działu: DZIAMDZIAKI.

        W ten sposób dziamdziaki nie będa zajmowały mojego czasu.
        Dziamdziaków będziemy omijac.

        • swarozyc Re: daddy 01.03.03, 18:30
          Gość portalu: dad napisał(a):

          > niezły temat.
          > Ale kogo to interesuje?
          //
          Dziekuje za pochwale i zainteresowanie.
          Takich jak ja, ktorzy nie mogac wplynac na "uczciwosc wpolczesnych" uciekaja
          w takie kawalki jak powyzszy.(a uczciwosc wspolczwsnych podyktowana jest
          wieloma czynnikami, m.in swiadomoscia jak za dawnych czasow karano
          nieuczciwych...)
          //
          > Ten temat jest tyle samo warty co temat psich gówien.
          Nie zgadzam sie! Gowna sie sprzata bez dyskusji. O historii nalezy dyskutowac.
          //
          Do adnmina:
          > Uprzejmie proszę o przenoszenie tego typu tematów do nowo
          > utworzonego działu: DZIAMDZIAKI.
          > W ten sposób dziamdziaki nie będa zajmowały mojego czasu.
          > Dziamdziaków będziemy omijac.
          //
          Ten watek mogles ominac bez interwencji admina, a jednak ciekawosc
          przewazyla...

          Jak skrzykniesz duzo ludzi co duzo moga, to daj znac a zapisze sie...
    • _jazzek_ Re: Kacik piastowski 30.12.02, 10:10
      A co powiesz na temat koncepcji, że okreslenie Piast ma jakiś związek ze
      słowami piastowanie, piastun, co mogłoby wskazywac na funkcję majordomusa na
      dworze Popiela. W takim razie byłby to przewrót pałacowy podobny do wygryzienia
      Merowingów przez Karolingów.
      • swarozyc Re: Jazzek 30.12.02, 20:40
        moja wiedza historyczna jest zbyt szczupla abym mogl udzielic Ci
        zadowalajacej odpowiedzi na to frapujace pytanie...
        "Piast" dzisiaj bardzej kojarzy mi sie z piwem niz z "Mietkiem"...





        Samotny nie znaczy wolny
        • swarozyc Re: Tajemnice piastowskiej alkowy 30.12.02, 20:49
          Małżeństwa monarchów i książąt miały przede wszystkim charakter polityczny,
          nic więc dziwnego, iż urzeczywistnienia swoich uczuć szukali często w
          konkubinacie. Konkubiny, a także dzieci zrodzone w tych związkach były wszakże
          ewidentnym wykroczeniem przeciwko szóstemu przykazaniu i stanowiły temat dość
          wstydliwy, który duchowni kronikarze starali się na ogół przemilczać. Dokładna
          lektura kronik i dokumentów pozwala jednak przynajmniej w sposób szczątkowy
          odtworzyć bujną obyczajowość piastowskiej dynastii.
          Pierwszy skandal o podłożu erotycznym zdarzył się już u progu polskiej
          państwowości, w 1018 roku, kiedy to Bolesław Chrobry uprowadził i zgwałcił
          córkę Jarosława Mądrego Przecławę. Samo uprowadzenie nie byłoby może czymś
          nadzwyczajnym, gdyby nie chodziło w tym wypadku o córkę panującego księcia.
          Fakt stał się głośny w całej Europie, a kronikarz niemiecki Thietmar napisał,
          iż "ten stary wszetecznik uprowadził ją bezwstydnie, zapominając o swojej
          ślubnej małżonce".
          Uwikłany w pozamałżeńskie romanse był także syn Chrobrego Mieszko II, któremu
          konkubina Dobrawa urodziła syna. Fakt ten stał się przyczyną wyjazdu z Polski
          ślubnej małżonki Mieszka Rychezy. Długosz pisał, że "Mieszko oddając się
          hulankom i rozpuście zbezcześcił prawo małżeńskie i godność królewską, obcując
          z nałożnicami". Romans ten przyniósł zresztą Mieszkowi tragiczne konsekwencje.
          Książę czeski Udalryk, działając z inspiracji Rychezy, uwięził go i kazał
          wykastrować poprzez ściśnięcie genitaliów skórzanym rzemieniem. Kastracja ta
          sprawiła, iż Mieszko miewał od czasu do czasu chwile przemijającego obłędu.
          Nieokiełznanym człowiekiem był wnuk Mieszka Bolesław Śmiały. Spór z biskupem
          Stanisławem zszargał mu opinię do tego stopnia, że trudno jest dzisiaj na
          podstawie kronikarskich przekazów oddzielić pomówienia od prawdy.
          Jest wielce prawdopodobne, iż konkubina Krystyna, córka wojewody Wszebora, o
          której wzmiankują kroniki, istniała w rzeczywistości, natomiast posądzanie
          władcy o sodomię jest zapewne wymysłem prokościelnej opinii publicznej. Autor
          Kroniki Wielkopolskiej pisał wprawdzie, że "dokądkolwiek król szedł, kazał za
          sobą prowadzić bydlę juczne zamiast żony, ozdobione purpurą i bisiorem,
          którego używał w znaczeniu odrażającym", ale dodawał również, iż "pewne jednak
          pisma, na których trzeba się opierać, utrzymują, że tak nie było".
          W związki pozamałżeńskie uwikłany był także brat Bolesława Władysław Herman.
          Przed swoim ślubem z Judytą czeską żył on w konkubinacie z kobietą wywodzącą
          się z rodu Prawdziców, która powiła mu naturalnego syna Zbigniewa. Ożeniwszy
          się, konkubinę oddalił, a jej syna kazał wyświęcić na księdza i odesłał jako
          kapelana do żeńskiego klasztoru w Saksonii. Po śmierci pierwszej żony Herman
          ożenił się po raz drugi z Judytą salicką, siostrą cesarza Henryka IV i wdową
          po królu Węgier Salomonie. Była to kobieta o nadzwyczaj wybujałym
          temperamencie erotycznym. Zdradzała notorycznie swojego pierwszego męża, a i
          podczas wdowieństwa nie należała do cnotliwych. Cesarz, zdenerwowany jej
          ciągłymi romansami, postanowił pozbyć się siostry ze swego dworu i wydał ją za
          schorowanego i starego Władysława Hermana. Judyta wychodząc za niego za mąż
          miała jednak własne plany. Związała się bowiem z wojewodą Sieciechem, z którym
          zamierzała zdetronizować księcia i objąć władzę. Romans Judyty, który rozwijał
          się w sposób całkowicie jawny, wywoływał wśród rycerstwa całą falę
          nieprzychylnych komentarzy. Kres tej gorszącej historii położyli dopiero
          młodzi synowie Hermana, którzy macochę wraz z jej kochankiem wygnali z kraju.
          Sieciech próbował wprawdzie później wrócić, ale został pojmany i oślepiony.
          Równie bujny temperament miała siostrzenica cesarza Konrada III Agnieszka,
          żona Władysława Wygnańca. Kroniki sugerują, iż utrzymywała ona stosunki z
          własnym dworzaninem Dobkiem, a przyjaciel księcia Piotr Włost, który doniósł
          mu o jej zdradzie, przypłacił tę informację utratą oczu i języka. Egzekucję na
          polecenie Agnieszki wykonał jej kochanek.
          Z konkubiną żył także syn Władysława Wygnańca, Bolesław Wysoki, i kto wie, czy
          jego najstarszy syn Jarosław, który został później biskupem wrocławskim, nie
          był wynikiem tego związku.
          O rozpustne życie oskarżano Władysława Laskonogiego, który według Długosza
          zginął zamordowany w wieku lat siedemdziesięciu, kiedy usiłował jeszcze
          zgwałcić niemiecką dziewczynę.
          W wieku XIII jurność piastowska jak gdyby nieco przygasła. Stało się tak
          przede wszystkim za sprawą Kościoła, który lansował wówczas nowy model
          obyczajowości. Propagowano życie w celibacie i czystości małżeńskiej, a
          obcowanie z żoną traktowano w myśl zasad świętego Augustyna na równi z
          obcowaniem z prostytutką.
          Żona Bolesława Wstydliwego Kinga podobno aż do śmierci pozostała dziewicą.
          Odmawiała ona mężowi współżycia, raz dla uczczenia Najświętszej Marii Panny,
          innym znów razem dla uczczenia Jana Chrzciciela czy świętego Wojciecha.
          Dziewicą pozostała także siostra Bolesława Salomea, żona Kolomana
          węgierskiego.
          Nadeszły złe czasy dla dynastii piastowskiej, ponieważ książęta pretendujący
          do władzy zwierzchniej byli często impotentami, jak na przykład Leszek Czarny
          czy Henryk IV Probus. Na impotencję Leszka skarżyła się wielmożom jego żona
          Gryfina, która zdjęła czepek mężatki i chodziła z gołą głową, jak przystało
          dziewicy. Nie pomogły w tym wypadku lekarstwa z jaszczurek, węży i żab, które
          aplikował księciu słynny lekarz Mikołaj z Polski. Małżeństwo rozpadło się i
          Gryfina zakończyła swe życie w sądeckim klasztorze klarysek.
          Nieco wcześniej, na Śląsku, żona Henryka Brodatego, święta Jadwiga, po
          urodzeniu siedmiorga dzieci powzięła ślub czystości, a w Wielkopolsce Jolenta,
          żona Bolesława Pobożnego, natychmiast po śmierci męża przywdziała habit
          zakonny, pozostawiwszy na łasce losu swoje nieletnie dzieci.
          Na tym tle na paradoks zakrawa jurne życie wnuka świętej Jadwigi Bolesława
          Rogatki. Swoją siostrę Elżbietę porwał z klasztoru i wydał za Przemysła I. Sam
          posiadał dwie żony, z których pierwsza zmarła podobno ze zgryzoty, druga zaś
          uciekła do swojego ojca. Żył potem z nałożnicą i bigamistką Zofią de Doren,
          która urodziła mu nieślubnego syna Jarosława. Rogatka był człowiekiem bez czci
          i honoru. Porywał krewnych, więził biskupów, wymuszał na nich okupy. Nic sobie
          nie robił z nakładanych na niego ekskomunik ani też z wyprawy krzyżowej, którą
          przeciwko niemu zamierzał zorganizować papież Aleksander IV.
          Syn Rogatki, Bolko I zwany Surowym, książę poważny i zapobiegliwy, omal nie
          został wyklęty przez Kościół za współżycie płciowe ze swoją bratanicą Jadwigą,
          która została później klaryską wrocławską. Rzecz ciekawa, iż przytoczone tutaj
          przykłady dotyczą wnuka i prawnuka świętej, a jednocześnie syna i wnuka
          błogosławionej. Można z tego wnioskować, iż dziedziczenie świętości nie odbywa
          się jednak na drodze genetycznej.
          Obyczaje seksualne rozluźniły się nieco w wieku XIV, kiedy to z Zachodu
          napływać poczęły pierwsze zwiastuny humanizmu. Już na progu tego stulecia
          szeroko komentowano historię Ryksy, córki króla Przemysła II i żony króla
          Wacława II, która po śmierci swojego drugiego męża zapałała miłością do
          mężczyzny niższego stanu i przeżyła w konkubinacie ponad dziesięć lat.
          W wieku XIV hulaszczy tryb życia prowadzić także poczęli biskupi piastowscy.
          Książę biskup Konrad IV oleśnicki wprawiał swych wiernych w zakłopotanie,
          ponieważ jak podkreślał Długosz "żołądkowi był oddany, w słodkim winie
          rozmiłowany i niepohamowany wobec kobiet". Zanim biskup Konrad złamany wskutek
          nieszczęść, długów i choroby" zakończył swe życie, kierowana przez niego
          kapituła wrocławska pozbawiła cnoty wiele mieszczańskich córek, za co
          mieszkańcy miasta chcieli wytoczyć jej proces, oceniając każde utracone
          dziewictwo na 200 talarów.
          Podobny tryb życia prowadził także inny biskup wrocławski, Wacław legnicki, a
          syn Bolka III opolskiego
          • swarozyc Re: Tajemnice piastowskiej alkowy, cdn 30.12.02, 21:04
            Podobny tryb życia prowadził także inny biskup wrocławski, Wacław legnicki, a
            syn Bolka III opolskiego Jan Kropidło, biskup włocławski, poznański,
            kamieński, chełmiński i nominat na arcybiskupstwo gnieźnieńskie, gorszył swoim
            zachowaniem nawet Krzyżaków.
            W kłopoty erotyczne przez całe swoje życie uwikłany był ostatni Piast
            zasiadający na tronie polskim, Kazimierz Wielki. Nie miał on wybitnie
            szczęścia do kobiet. W wieku lat dwunastu zaręczono go z Juttą, córką Jana
            Luksemburczyka, ale z niewiadomych przyczyn małżeństwo to nie doszło do
            skutku. W trzy lata później poślubił jednak Aldonę, córkę księcia litewskiego
            Giedymina. Było to jednak małżeństwo wyjątkowo nieudane. Po kilku latach
            zaplątał się zatem w niefortunny romans z dworką swojej siostry Elżbiety,
            Klarą Zach, którą poznał w Wyszehradzie. Według Długosza �dziewica Klara
            zgwałcona została przez księcia Kazimierza i do syta wykorzystana".
            Dowiedziawszy się o romansie, rozwścieczony ojciec dziewczyny rzucił się z
            obnażonym mieczem na rodzinę królewską. Królowej Elżbiecie odrąbał cztery
            palce, Kazimierza zaś zranił w ramię. Porwanie się na majestat królewski
            pociągnęło za sobą surowe kary. Poćwiartowane na trzydzieści części ciało
            Felicjana Zacha rozesłane zostało do wszystkich miast królestwa. Jego kuzyni i
            syn �przywiązani do końskich ogonów tak długo włóczeni byli po ulicach i
            drogach, dopóki kości nie zostały całkiem gołe, a oni nędznie nie wyzionęli
            ducha". Pięknej Klarze obcięto nos, wargi i palce u rąk i przez pięć lat
            obwożono ją w żelaznej klatce po odpustach i jarmarkach na pośmiewisko tłumu.
            Wydarzenia te, nagłośnione odpowiednio przez Krzyżaków, nie przysporzyły
            Kazimierzowi popularności na europejskich dworach.
            Pożycie z Aldoną układało się coraz gorzej i chociaż urodziła mu ona dwie
            córki, król z ulgą przyjął wiadomość o jej śmierci. Zmarła zresztą nagle w
            dość podejrzanych okolicznościach, tak że nie brak było i takich, którzy
            samego Kazimierza podejrzewali o zainspirowanie zabójstwa.
            Po śmierci Aldony zaczęto natychmiast planować nowy ożenek. Powrócono do nie
            zrealizowanej wcześniej koncepcji luksemburskiej i swatano królowi inną córkę
            Jana Luksemburczyka,Małgorzatę. Zamiar ten znowu nie doszedł jednak do skutku,
            gdyż narzeczona zmarła na kilka dni przed ślubem. W tej sytuacji, dwa miesiące
            później, Kazimierz poślubił młodszą od siebie o lat trzynaście Adelajdę, córkę
            landgrafa Hesji. Adelajda okazała się jednak bezpłodna. Odsunięta została do
            zamku w Żarnowcu, a król wdał się w romans z żoną własnego dworzanina
            Niemierzy z Golczy, Cudką. Miłość rozwijała się przy pełnej akceptacji męża,
            który ciągnął z niej zapewne osobiste profity. Cudka powiła Kazimierzowi
            trzech synów: Niemierzę, Jana i Pełkę. Byli to synowie z nieprawego łoża,
            pozbawieni praw dziedziczenia. Po pięciu latach, kiedy zmarł prawowity
            małżonek królewskiej konkubiny, nastąpiło rozstanie. Cudka odeszła z dworu
            sowicie wynagrodzona. Jej syn Pełka został później burgrabią zamku
            krakowskiego, a Niemierza kanonikiem krakowskim.
            Później na horyzoncie pojawiła się inna królewska kochanka, Żydówka z
            krakowskiego getta, Estera. Owiewała ją, podobnie zresztą jak i całe
            środowisko żydowskie, pewna mgła tajemnicy. Powiadano, że Żydzi raj mając
            sobie zamknięty, tu na ziemi, za występną kobiet swoich wysługą, wszelkich
            najgrzeszniejszych uciech cielesnych się dopuszczają". Być może, iż te uciechy
            cielesne" skusiły Kazimierza, dość że Estera urodziła mu dwie córki i syna
            Abrahama, który pozostał jednak przy wierze mojżeszowej.
            Bujne życie erotyczne monarchy budzić poczynało coraz szersze komentarze, tym
            bardziej że żyła jeszcze ślubna małżonka Adelajda. Upominał króla wikariusz
            katedralny Baryczka, ale rozgniewany Kazimierz kazał go pojmać i utopić w
            Wiśle. I chociaż na miejscu kaźni Baryczki działy się podobno cuda, a króla
            obłożono klątwą, papież Klemens VI przywrócił go do katolickiej społeczności
            za obietnicę wybudowania kilku kościołów.
            Związek z Esterą trwał trzy lub cztery lata, do tego momentu, kiedy Kazimierz
            bawiąc w Pradze poznał tam wdowę po mieszczaninie Mikołaju Krystynę Rokiczanę.
            Przywiózł ją ze sobą do Polski i co najdziwniejsze, zawarł z nią bigamiczne
            małżeństwo. Sekretnego ślubu udzielił przebrany za biskupa opat tyniecki Jan,
            spowiednik królewski.
            Pojawienie się Rokiczany na dworze wawelskim miało posmak skandalu. Adelajda
            zdecydowała się opuścić Polskę, natomiast rada królewska wymogła na władcy
            obietnicę, że odeśle Czeszkę do Pragi. Przystał na to bez specjalnego oporu,
            ponieważ afekty jego mocno ochłodły, kiedy przekonał się, iż Krystyna jest
            łysa i nosi perukę.
            Lata płynęły, a następcy tronu nadal nie było. W tej sytuacji Kazimierz
            zdecydował się na kolejny związek bigamiczny, poślubiając młodszą od siebie o
            lat trzydzieści córkę Henryka V żagańskiego Jadwigę. Urodziła mu ona dwie
            córki, którym wszakże ze względu na potrójną już bigamię odmówiono legalnego
            pochodzenia. W tej sytuacji król uciekł się do rzeczy dość nieprawdopodobnej,
            usynowił bowiem własnego wnuka, zrodzonego w małżeństwie córki Elżbiety z
            Bogusławem V szczecińskim. Liczył na to, iż jego skronie przyozdobi w
            przyszłości królewska korona. Wnuk, zwany Kaźkiem słupskim, nie przypominał
            jednak w niczym swojego zapobiegliwego dziada. Spiskował z Niemcami i zginął w
            awanturze, trafiony kamieniem w głowę.
            Kazimierz umierał mając lat sześćdziesiąt jako ojciec licznego potomstwa,
            wśród którego nie było jednak ani jednego dziedzica. Zostawił po sobie dwie
            córki legalne, dwie na wpół legalne, dwie nielegalne i czterech nielegalnych
            synów.
            • Gość: Gryf Tak juz wiem jestes samotny! IP: serwer:* / 192.168.1.* 30.12.02, 23:03
              Ja Twoj wierny kompan juz to wiem Swarozycu.Czy moglbys strescic dla mnie te
              dwa ostatnie posty.Serdscznie pozdrawiam Ciebie i zycze wszelkiej pomyslnosci
              w Nowym Roku 2003.




              Czas na uczciwosc
              • swarozyc Re: Gryf 31.12.02, 11:38
                Streszczenie(ale tylko dla Gryfa. Inni musza pokazac zaswiadczenie lekarskie o
                dysleksji, deratyzacji i defloracji..)
                Gdybym mial tyle pieniedzy i wladzy co wyzej podani krolowie, ksiazeta i
                biskupi - robil bym to samo. Niestety ni pieniedzy, ni wladzy, stad i nad
                jedna nie zawsze panuje...

                Samotny nie znaczy wolny
                • skuter70 Re: Gryf 31.12.02, 11:40
                  swarozyc napisała:

                  > Streszczenie(ale tylko dla Gryfa. Inni musza pokazac zaswiadczenie lekarskie
                  o
                  > dysleksji, deratyzacji i defloracji..)

                  a krotkowzrocznosc wystarczy???
                  • swarozyc Re: Skuter 70 31.12.02, 11:43
                    Gdybys podal defloracje jako powod, bredzej bym Ci uwierzyl...
                    • skuter70 Re: Skuter 70 31.12.02, 11:47
                      swarozyc napisała:

                      > Gdybys podal defloracje jako powod, bredzej bym Ci uwierzyl...

                      nie chce mi sie sprawdzac w slowniku o co ci chodzi:)
                      • swarozyc Re: Skuter 70 31.12.02, 11:48
                        sprawdz, warto...
                        • swarozyc Re: Skuter 70 31.12.02, 11:58
                          ...Spytaj sie Jottki, powinna cos wiedziec na ten temat...
                          • skuter70 Re: Skuter 70 31.12.02, 12:00
                            a moze stetiner?
                            • swarozyc Re: Skuter 70 31.12.02, 12:24
                              skuter70 napisał:
                              a moze stetiner?

                              ...moze?... w koncu duzo czyta wiec tez powinna wiedziec...

                              a propos, dlaczego mieszasz w to Stettinera? Czyzby Jottka byla malo
                              wiarygodnym zrodlem informacji?


                            • Gość: Pogoń Pany Re: do wszystkich IP: 168.143.123.* 31.12.02, 12:24
                              A kogo to obchodzi ?
                              • skuter70 Re: do wszystkich 31.12.02, 12:35
                                tego kto czyta
                                • Gość: Pogoń Pany Re: do wszystkich IP: 130.94.123.* 31.12.02, 12:42
                                  No ale macie napisane NOSPAM a Wy ciagle SPAM i SPAM.
                                  • skuter70 Re: do wszystkich 31.12.02, 12:46
                                    ale przymusu czytania jeszcze chyba nie wprowadzili?
                                    czy moze cos przeoczylem?
                                    • Gość: Pogoń Pany Re: do wszystkich IP: 209.234.157.* 31.12.02, 12:50
                                      E to była tylko taka mała prowokacujka na koniec roku.
            • swarozyc Re: Zycie i smierc za Piastow 01.01.03, 23:31
              Kościół średniowieczny przypominał człowiekowi codziennie, że jest prochem i w
              proch się obróci. Wskazywał mu nieustannie na chwilową ułudę życia doczesnego,
              nakazywał myśleć o wieczności, a za sumienne wypełnianie przykazań boskich
              obiecywał ewentualną nagrodę po śmierci.
              Ludzie bali się jednak śmierci, a ponadto napawała ich ona obrzydzeniem.
              Opisywano ją i przedstawiano na rycinach w sposób odrażający, chociaż z całą
              pewnością nie było to zgodne z kanonami wiary chrześcijańskiej. Głęboka odraza
              wobec rozkładu ludzkiego ciała trawionego przez robaki wyjaśnia przekonanie,
              że ciała świętych jakoby nie gniły, a jedną z najcenniejszych wartości
              Najświętszej Marii Panny było to, że dzięki Wniebowzięciu zaoszczędzono jej
              ciału ziemskiego rozkładu. Święto Wniebowzięcia, które obchodził początkowo
              jedynie Kościół wschodni, stało się z biegiem czasu jedną z najważniejszych
              uroczystości całego chrześcijaństwa.
              Ludzie średniowieczni, pomimo swojej obawy, ocierali się jednak o śmierć
              nieustannie. Społeczeństwo ówczesne cechował prymitywizm demograficzny,
              charakterystyczny dla okresu płodności naturalnej. Wyróżniał się on niezwykle
              wysoką rozrodczością, bardzo wysoką śmiertelnością, szczególnie wśród dzieci,
              małą liczbą ludzi w wieku starszym oraz nadumieralnością kobiet.
              Badania szczątków kostnych odnajdywanych na cmentarzyskach średniowiecznych
              pozwalają stwierdzić, iż średni wiek życia wynosił wówczas około 30 lat, przy
              czym u mężczyzn był wyższy i sięgał 35 lat, u kobiet zaś niższy i oscylował w
              granicy 25 lat. Przy uwzględnieniu populacji dziecięcej obniżał się on jeszcze
              bardziej. Był to oczywiście wiek charakteryzujący niedożywioną populację
              włościańską. Wśród panujących średnia wieku była niewspółmiernie wyższa. Na
              podstawie list dynastycznych można stwierdzić, iż u mężczyzn sięgała ona 40, u
              kobiet zaś 38 lat. Listy te nie zawsze obejmują jednak dzieci zmarłe w
              niemowlęctwie. Śmiertelność noworodków i dzieci była przecież w tym czasie
              bardzo wysoka i udział ich szczątków na cmentarzyskach sięga nieraz 20%.
              Uderza nas znaczna różnica uśrednionego wieku na niekorzyść kobiet, która jest
              odwrotnością sytuacji obserwowanej obecnie. Przyczyn średniowiecznej
              nadumieralności kobiet upatrywać należy przede wszystkim w ich wczesnym
              wstępowaniu w życie płciowe, bezustannym rodzeniu dzieci oraz niezwykle
              wysokiej śmiertelności okołoporodowej. Na przykład obliczony na podstawie list
              dynastycznych średni wiek zakonnic był jak na ówczesne warunki nadzwyczaj
              wysoki i sięgał 53 lat, przewyższając o 18 lat średni wiek księżniczek
              zamężnych i o 12 lat średni wiek książąt. Można zatem przyjąć, iż w
              średniowieczu kobiety były jednak bardziej predestynowane do długowieczności
              (pamiętajmy, iż nie uczestniczyły one w wojnach), a ich nadumieralność
              wynikała przede wszystkim z braku odpowiedniej opieki okołoporodowej. Wymienić
              tu można Małgorzatę, żonę Bolesława III brzeskiego, Agnieszkę, żonę Baltazara
              żagańskiego, Katarzynę, żonę Henryka świdnickiego, Elżbietę, żonę Konrada
              oleśnickiego, Jadwigę, żonę Henryka IX głogowskiego, Judytę, żonę Władysława
              Hermana, i wiele innych, które zmarły podczas porodu.
              Długowieczność była zatem w społeczeństwie średniowiecznym czymś wyjątkowym,
              chociaż wśród książąt spotykamy nieraz przykłady bardzo zaawansowanego wieku.
              Mieszko Plątonogi, Ludwik brzeski, Kazimierz cieszyński, Jan opolski, Bernard
              niemodliński, Gertruda, córka Mieszka II, i Jadwiga, córka Henryka Pobożnego,
              przeżyli lat ponad 80, a Henryk Brodaty, Władysław Opolczyk, Władysław
              bytomski, Bolesław niemodliński, Albert strzelecki, Mieszko Stary, Bolka,
              córka Bolesława bytomskiego, Anna, córka Bolesława III opolskiego, i
              Małgorzata, córka Bolesława niemodlińskiego, ponad 70.
              W strukturze społeczeństwa średniowiecznego przeważali mężczyźni. Wpływała na
              to nie tylko śmiertelność okołoporodowa, ale także fakt, iż ówcześnie rodziło
              się więcej chłopców. Jak wynika z list dynastycznych, istniało blisko 70%
              prawdopodobieństwa, że pierwszych dwoje dzieci będzie chłopcami. Przy dwóch
              następnych porodach proporcja się wyrównywała, a dopiero później wzrastała
              liczba dziewcząt. Średni wiek kobiety predestynował ją wówczas maksymalnie do
              pięciu porodów. Zaczynała rodzić mając lat piętnaście i rodziła mniej więcej
              co dwa lata, gdyż podczas karmienia piersią owulacja ulegała zahamowaniu, a
              piersią karmiono na ogół do pół roku.
              Według prawa kanonicznego za wiek sprawny do zawarcia małżeństwa uważano
              wprawdzie lat 12, ale możliwość zajścia w ciążę przed 15 rokiem życia była
              stosunkowo niewielka. Na dobrą sprawę jedynie Jadwiga, córka Jana II
              żagańskiego, urodziła zdrowe dziecko nie mając jeszcze 13 lat.
              Liczba dzieci u panujących bywała często bardzo duża. Bolesław Krzywousty miał
              ich czternaścioro, Henryk Pobożny dwanaścioro, Bolko świdnicki jedenaścioro,
              Jan żagański, Mikołaj I opolski i Bolesław Rogatka dziesięcioro. W wieku XVII
              przebił ich wszystkich książę brzesko-legnicki Jan Chrystian, któremu dwie
              żony urodziły w sumie dwadzieścioro dzieci, ale pomimo to już w następnym
              pokoleniu dynastia piastowska wymarła.
              Dzietność i długość życia zależały także od wielu czynników zewnętrznych. W
              wieku XIV, po wielkich epidemiach dżumy, liczebność polskiej populacji spadła
              o 25-30% i w stuleciu tym nastąpił ujemny przyrost naturalny. Rzecz wszakże
              ciekawa, iż ubytki ludnościowe zostały nader szybko zreprodukowane, gdyż pod
              koniec wieku XV liczba ludności była już o 50% wyższa niż w wieku XIV.
              Zaobserwowano wtedy zdumiewające zjawisko nasilania się porodów bliźniaczych,
              które normalnie zdarzają się raz na około 90 przypadków. W drugiej połowie XIV
              wieku jeden poród bliźniaczy trafiał się na około 30 przypadków. Wyglądało na
              to,iż sama natura chciała w ten sposób uzupełnić swoje demograficzne ubytki.
              Średniowiecze wytworzyło także charakterystyczny typ somatyczny człowieka. Na
              podstawie szczątków kostnych można szacować, iż średni wzrost ówczesnych
              mężczyzn wynosił 165 centymetrów, a kobiet 150 centymetrów. Na obniżenie
              wzrostu, oprócz uwarunkowań genetycznych, wpłynęła przede wszystkim mnogość
              klęsk głodowych, które wyniszczały głównie osobniki najwyższe, u pozostałych
              zaś hamowały procesy wzrostowe. Utrwalał się zatem genetyczny model człowieka
              niskiego, charakterystyczny dla średniowiecza aż po wiek XV.
              Czynniki hamujące wzrost w znacznie mniejszym stopniu oddziaływały na linie
              książęce, wśród których nie występowało przecież zjawisko niedożywienia.
              Spotykamy zatem wśród Piastów jednostki nader wysokie. Do najwyższych zaliczyć
              należy Kazimierza Odnowiciela, Bolesława Wysokiego, Władysława Laskonogiego,
              Kazimierza Wielkiego, Henryka Rumpolda, Bernarda Zwinnego.
              Wyjątkowo niskim wzrostem odznaczali się natomiast Władysław Łokietek i
              spokrewniony z nim poprzez swoją matkę Bolko świdnicki.
              Człowiek średniowieczny, pomimo niezbyt pokaźnego wzrostu, miał dość znaczną
              nadwagę, co szczególnie mocno uwidoczniało się w populacji kobiecej. Nadwaga
              wśród włościan nie wynikała naturalnie z nadmiernej ilości spożywanych
              pokarmów, ale z charakterystycznej budowy ciała o znacznym przeroście układu
              kostno-mięśniowego, co wiązać należy z ciężką pracą fizyczną. Otyłość książąt
              piastowskich miała oczywiście swoje źródło w spożywaniu przez nich olbrzymich
              ilości tłustego mięsiwa,przydomki Gruby, Otyły lub Brzuchaty nie należały
              zatem wśród nich do rzadkości.
              Dynastia piastowska charakteryzowała się także pewnymi wadami rozwojowymi o
              podłożu genetycznym. Był to przede wszystkim nadmierny przerost kości
              goleniowych, który sprawiał, że niektórzy książęta wyglądali dość groteskowo.
              Wymienić tu można Konrada Laskonogiego, Władysława Laskonogiego, Mieszka
              Plątonogiego. Stosunkowo częste były także wśród nich skrzywienia kręgosłupa
              uwidocznione w przydomkach Garbaty.
              • skuter70 Re: Zycie i smierc za Piastow 02.01.03, 08:20
                >Na obniżenie
                >wzrostu, oprócz uwarunkowań genetycznych, wpłynęła przede wszystkim mnogość
                >klęsk głodowych, które wyniszczały głównie osobniki najwyższe,

                a to niby czemu?
                • Gość: swarozyc Re: skuter70 IP: Telia:* / *.telia.com 02.01.03, 10:36
                  Bo jedli za duzo...
                  • skuter70 Re: skuter70 02.01.03, 10:43
                    potem mnie ochrzaniasz, ze ty sie wysilasz a ja nie dosc , ze nie czytam to
                    jeszcze sie czepiam

                    watpie czy wzrost przeklada sie tak intensywnie na zapotrzebowanie na zywnosc
                    aczkolwiek nie wiem tego na pewno

                    mysle, ze raczej autor na sile chcial cos udowodnic

                    skad masz te teksty?
                    • swarozyc Re: skuter70 02.01.03, 11:01
                      Trudno mi polemizowac na temat na ktorym sie nie za bardzo znam. Jezeli jednak
                      uwczesni ludzie zyli na granicy glodu, a zyli, to chocby minimalne obnizenie
                      dziennej dawki pokarmu mogloby doprowadzic do smierci glodowej osobnikow
                      najwyzszych. Osobiscie jestem sklonny przyznac autorowi racje, po lekturze
                      innych ksiazek a przede wszystkiem po zapoznaniu sie z duza iloscia filmow
                      przyrodniczych ktore nie (Discovery)zaprzeczaja takim faktom. Jak wiesz w
                      swiecie zwierzat sa dwie strategie przetrwania gatunkow; duza ilosc malych
                      osobnikow lub mala ilosc duzych(silnych) osobnikow. O wadach i zaletach kazdej
                      z nich poczytaj sobie w podreczniku z ekologii.
                      • skuter70 Re: skuter70 02.01.03, 11:27
                        nie czuje sie specjalnie przekonany ale trudno:)

                        jeszcze jedno mi sie nie podoba
                        ten niedojadajacy czlowiek cierpial standardowo na nadwage i do tego mial to
                        byc wynik ciezkiej pracy fizycznej!!!

                        • Gość: swarozyc Re: skuter70 IP: Telia:* / *.telia.com 02.01.03, 13:07
                          skuter70 napisał:
                          nie czuje sie specjalnie przekonany ale trudno:)
                          jeszcze jedno mi sie nie podoba ten niedojadajacy czlowiek cierpial
                          standardowo na nadwage i do tego mial to byc wynik ciezkiej pracy fizycznej!!!
                          **************''
                          Nadwga-jak pisze autor-wynikala z przerostu tkanki kostno-miesniowej a nie
                          tluszczowej. Cos sie znowu czepiasz, Skuter!
                          PS Jezeli faktycznie duzo jezdzisz rowerem to spojrz na swe umiesnione nogi i
                          rece jak patyczki...(jezeli dodatkowo nie cwiczysz klatki piersiowej i rak)
                          • skuter70 Re: skuter70 02.01.03, 13:14

                            > Nadwga-jak pisze autor-wynikala z przerostu tkanki kostno-miesniowej a nie
                            > tluszczowej. Cos sie znowu czepiasz, Skuter!

                            to nie jest zadna nadwaga tylko dobra budowa ciala

                            > PS Jezeli faktycznie duzo jezdzisz rowerem to spojrz na swe umiesnione nogi i
                            > rece jak patyczki

                            ja mam wszystko jak patyczki:)
                            a jak beda zawody w kolarstwie torowym to idz sobie zerknac na kolarzy
                            specjalizujacych sie w sprintach -bedziesz zaskoczony:)
                            • Gość: swarozyc Re: Swiety zdrajca IP: Telia:* / *.telia.com 02.01.03, 19:44
                              Syn Kazimierza Odnowiciela Bolesław Śmiały należał bez wątpienia do
                              dobroczyńców Kościoła katolickiego. Po objęciu władzy odbudował zniszczoną
                              podczas rewolucji pogańskiej polską administrację kościelną, restytuował
                              metropolię gnieźnieńską, utworzył nowe biskupstwa w Płocku, Kaliszu,
                              Białogardzie i Grójcu. Kronikarz niemiecki Lambert z Hersfeldu pisał z
                              podziwem, że w jego uroczystości koronacyjnej uczestniczyło aż piętnastu
                              biskupów.
                              Bolesław fundował także kościoły i klasztory i za jego rządów powstały
                              wspaniałe opactwa w Mogilnie, Tyńcu i Lubiniu. Prowadził także prokościelną
                              politykę zagraniczną. Poparł papieża Grzegorza VII w jego sporze z cesarzem
                              Henrykiem IV. W nagrodę otrzymał od papieża zgodę na koronację i nawiązał nią
                              do królewskich tradycji swego dziada.
                              Mogłoby się zatem wydawać, iż polski Kościół katolicki będzie gloryfikował
                              swego dobroczyńcę, ale stało się niestety zupełnie inaczej. Tenże Kościół
                              uznał go za zbrodniarza, okrutnika i sodomitę, który uniesiony bezbrzeżną
                              pychą nie zawahał się zamordować sługi bożego, biskupa Stanisława ze
                              Szczepanowa.
                              Okoliczności tego zatargu pozostają jednak do dzisiaj nie wyjaśnione, chociaż
                              w opinii publicznej pokutuje powszechnie wersja kościelna, której wyrazicielem
                              stał się między innymi kronikarz i biskup w jednej osobie � Wincenty Kadłubek.
                              Głosi ona, iż niemoralne życie króla oraz jego nadzwyczajna surowość sprawiły,
                              że popadł on w konflikt z biskupem krakowskim. Biskup napominał go podobno
                              kilkakrotnie, a kiedy napomnienia te nie przyniosły spodziewanego skutku,
                              rzucił na niego klątwę i zwolnił poddanych z obowiązku posłuszeństwa. W
                              odwecie za to król kazał swoim ludziom zabić biskupa, ale ci, nie mając
                              śmiałości podnieść ręki na pomazańca bożego � odmówili. Uniesiony gniewem
                              Bolesław wpadł podobno osobiście do kościoła na Skałce, w którym Stanisław
                              odprawiał właśnie mszę, i zarąbał go mieczem przy ołtarzu. Za zbrodnię tę
                              został pozbawiony korony i wypędzony z Polski, a przy grobie zamordowanego
                              dziać się poczęły przeróżne cuda, dzięki którym uznano go za świętego.
                              Tak mniej więcej brzmi oficjalna wersja kościelna, którą za Kadłubkiem
                              przekazali także hagiografowie Stanisława: Wincenty z Kielc i Jan Długosz. Nie
                              wszystko w niej wydaje się jednak jasne i aby ją uwiarygodnić, odpowiedzieć
                              należy na kilka zasadniczych pytań. Kim był biskup i czyje reprezentował
                              interesy? Co było bezpośrednią przyczyną konfliktu? W jaki sposób został
                              uśmiercony? Dlaczego król musiał opuścić Polskę? Jaki charakter miały cuda,
                              dzięki którym Stanisław doczekał się kanonizacji?
                              Odpowiedzi na te pytania wcale nie są proste. Część historyków twierdzi na
                              przykład, iż biskup pochodził z możnego rodu Turzynów, a nawet był kuzynem
                              Śmiałego, wnukiem przyrodniego brata jego matki, księcia kijowskiego
                              Stanisława. Jest to jednak z całą pewnością teoria mocno naciągana, która dla
                              celów propagandowych wywyższa niesłusznie osobę zamordowanego. Ród Turzynów
                              gospodarował w dorzeczu Dunajca i Raby i nigdy nie zaliczał się do rodów o
                              dużym znaczeniu politycznym. Nikt tam nigdy nie piastował wysokiej funkcji
                              państwowej i nawet podczas kanonizacji nikomu nie przyznano żadnej godności.
                              Stanisław wywodził się zatem prawdopodobnie z drobnego rycerstwa i swoją
                              błyskotliwą karierę zawdzięczał wyłącznie Bolesławowi. Urząd biskupi objął
                              dopiero w dwa lata po śmierci swojego poprzednika Lamberta II i należy
                              przypuszczać, iż w ciągu tych dwóch lat nominacja jego napotykała sprzeciw ze
                              strony możnych rodów Awdańców czy Sieciechów. Bolesław, który przeprowadził w
                              końcu swoją wolę, sprawił, iż rody te przeszły wobec niego do opozycji.
                              Stanisław ze Szczepanowa był zatem początkowo bez wątpienia zaufanym
                              człowiekiem księcia, ponieważ dzięki niemu uzyskał swój urząd biskupi. Do
                              rozdźwięków pomiędzy nimi doszło dopiero wówczas, kiedy Bolesław przystąpił do
                              przebudowy polskiej organizacji kościelnej i powołania nowych biskupstw.
                              Wiązało się to z koniecznością okrojenia olbrzymiego biskupstwa krakowskiego,
                              a tym samym z ograniczeniem dochodów biskupa.
                              W myśl prawa kanonicznego, potwierdzonego przez Księgę Reguły Pasterskiej
                              papieża Grzegorza I, dochody z biskupstwa dzielono na cztery części: jedną na
                              potrzeby kościoła, drugą na utrzymanie kanoników, trzecią na akcję
                              charytatywną i czwartą dla biskupa. Zasada ta nie zawsze była wszakże
                              przestrzegana i biskupi na swoje potrzeby zabierali często połowę uzyskanych
                              dochodów. Jan Kanapariusz, autor Żywota św. Wojciecha, uważał nawet, iż fakt
                              przestrzegania przez niego prawa kanonicznego był bez wątpienia atrybutem
                              świętości.
                              Stanisław, nie mogąc pogodzić się z utratą dotychczasowych beneficjów, począł
                              spiskować przeciwko Bolesławowi i wkrótce skupił wokół siebie grono
                              królewskich przeciwników. Kronikarz Gall nazwał go nawet zdrajcą.
                              Spiskowanie przeciwko komuś wiąże się zwykle ze spiskowaniem na rzecz kogoś i
                              rodzi się pytanie: kogo forował w tym czasie biskup Stanisław?
                              Wymienia się tu zwykle młodszego królewskiego brata, Władysława Hermana, który
                              w wyniku spisku odniósł przecież największe korzyści. Sprawa nie jest jednak
                              prosta i wydaje się, że Herman początkowo w spisku nie uczestniczył, lecz
                              przyłączył się do niego dopiero w końcowej fazie. Po objęciu władzy nie
                              śpieszył się on bowiem z przeniesieniem zwłok biskupa do katedry krakowskiej,
                              co stanowiłoby oczywiście jego pośmiertną rehabilitację. Zwłoki te kazał
                              przenieść dopiero syn Śmiałego Mieszko po swoim powrocie do Krakowa w 1088
                              roku, a więc w dobrych kilka lat po śmierci biskupa. Ten gest ze strony syna
                              obalonego władcy wydaje się całkowicie niezrozumiały, ale posiada z całą
                              pewnością swoje ukryte konteksty. Można z niego wyciągnąć wniosek, że
                              Stanisław spiskował na rzecz Mieszka, którego zamierzał zapewne osadzić na
                              ojcowskim tronie. Wykorzystywanie małoletnich synów przeciwko ojcom nie
                              należało w tym czasie do rzadkości i historia Polski zna wiele tego typu
                              przykładów. Być może, iż działo się to za przyzwoleniem królewskiej żony
                              Wyszesławy, którą łączyły z mężem nader napięte stosunki. Bolesław opuszczając
                              Polskę i udając się na Węgry, gdzie spodziewał się uzyskać pomoc, zabrał żonę
                              i syna ze sobą, pragnąc zapewne uniemożliwić swoją detronizację.
                              I dopiero w tym miejscu do spisku przystąpił Władysław Herman, który przejął w
                              Polsce władzę po swoim bracie. Możliwe, iż to z jego poruczenia Bolesław
                              został otruty na Węgrzech. Herman sprowadził potem do Krakowa królewskiego
                              syna i wypełniwszy swój plan do końca, kazał także jemu podać truciznę.
                              Pamięć o biskupie Stanisławie była jednak dla Władysława dość niewygodna,
                              ponieważ obawiał się, aby ten przykład nie okazał się zaraźliwy. Nie podjął
                              zatem żadnych kroków, aby doprowadzić do jego kanonizacji, chociaż, jako
                              męczennik, byłby zapewne kanonizowany w trybie natychmiastowym. Kościół
                              wyniósł go na ołtarze dopiero w wieku XIII za staraniem Bolesława Wstydliwego.
                              Kronikarz Gall, który pozostawał na usługach książęcego dworu, o konflikcie
                              między królem a biskupem pisał zresztą w sposób nader oględny: �Wiele
                              Bolesławowi zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował, gdy za
                              zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. Ani bowiem zdrajcy biskupa nie
                              usprawiedliwiamy, ani też króla mszczącego się tak szpetnie nie zalecamy".
                              Była to zapewne oficjalna wykładnia, która obowiązywała w środowisku
                              Władysława Hermana.
                              Historycznym mitem jest także twierdzenie, że biskup Stanisław rzucił na
                              Bolesława klątwę i zwolnił poddanych od posłuszeństwa. Król należał do
                              zwolenników papieża Grzegorza VII, przyjmował jego legatów, uzgadniał z nimi
                              reformę administracji kościelnej i za papieskim przyzwoleniem otrzymał koronę.
                              Było zatem nie do pomyślenia, aby biskup krakowski rzucił na niego klątwę,
                              pominąwszy przy tym swego zwierzchnika, arcybiskupa gnieźnieńskiego Marcina,
                              który zawsze popierał legalną wł
                              • Gość: swarozyc Re: Swiety zdrajca cdn IP: Telia:* / *.telia.com 02.01.03, 19:48
                                Było zatem nie do pomyślenia, aby biskup krakowski rzucił na niego klątwę,
                                pominąwszy przy tym swego zwierzchnika, arcybiskupa gnieźnieńskiego Marcina,
                                który zawsze popierał legalną władzę. Gdyby nawet Stanisław był zdeklarowanym
                                przeciwnikiem papieskim, nie mógłby zwolnić poddanych od posłuszeństwa
                                królowi, gdyż taki właśnie krok papieski obóz antygregoriański uważał za jawne
                                pogwałcenie obowiązującego prawa.
                                Żadnej klątwy zatem prawdopodobnie nie było, a Bolesław, dowiedziawszy się o
                                zdradzie swojego protegowanego, kazał go po prostu postawić przed sądem, który
                                wydał na niego wyrok śmierci. Wyrok ten wykonał zapewne kat krakowski,
                                ponieważ twierdzenie, że słudzy królewscy bali się podnieść rękę na biskupa,
                                jest nader naiwne. Na przykład kilka lat wcześniej jeden z kasztelanów polecił
                                zamordować biskupa płockiego, a arcybiskupa Trewiru zamordowali mieszkańcy
                                miasta w 1066 roku. Zamordowany także został arcybiskup moguncki Zygfryd oraz
                                arcybiskup magdeburski Wernher. Przekonanie o nietykalności sług kościelnych
                                ma znacznie późniejszą metrykę i sztucznie powiązano je ze sprawą biskupa
                                krakowskiego.
                                Powstaje jednak pytanie, dlaczego Bolesław musiał uchodzić z Polski. Stało się
                                tak dlatego, że króla odstąpili nie tylko możnowładcy, ale także średnie
                                rycerstwo, stanowiące dotąd jego najsilniejsze oparcie. Do konfliktu z
                                rycerstwem doszło zapewne podczas drugiej wyprawy kijowskiej, która dotarła
                                jedynie do pogranicznego Wołynia, gdzie zawarta została ugoda. Wojsko
                                pozbawione łupów poczęło buntować się i opuszczać królewskie szeregi. Bolesław
                                zareagował na to w sposób bardzo gwałtowny i za- stosował wobec opornych
                                daleko idące represje. Doprowadziło to w konsekwencji do zawiązania spisku, na
                                którego czele stanął Stanisław ze Szczepanowa. Śmierć biskupa nie była jednak
                                bezpośrednią przyczyną ucieczki króla, chociaż niewątpliwie w jakiś sposób ją
                                przyśpieszyła. Bolesław uchodził, gdyż znalazł się w całkowitej izolacji.
                                Rzecz wszakże charakterystyczna, iż nie całe duchowieństwo opowiedziało się
                                przeciwko niemu. Modły za monarchę odprawiane były zarówno w katedrze
                                krakowskiej, jak i w opactwach benedyktyńskich.
                                Wyjazd króla z Polski zbiegł się w czasie z cudami, które działy się podobno
                                przy grobie Stanisława. Cudów tych naliczono w sumie sześćdziesiąt trzy i
                                dotyczyły one głównie uzdrowień. Rzecz ciekawa, iż najczęściej uzdrawiał on
                                średnie rycerstwo, które wspólnie uczestniczyło z nim w antykrólewskim spisku.
                                Analizując cuda spisane przez Jana Długosza należy stwierdzić, iż wyraźnie
                                uwidacznia się w nich zamiłowanie świętego do pieniędzy. Uzdrowienia
                                następowały bowiem wtedy, kiedy chory złożył stosowną ofiarę na rzecz
                                Kościoła, podczas gdy oporni karani byli nieraz w sposób nader dotkliwy.
                                Legendę świętego Stanisława stworzył Wincenty Kadłubek za czasów Kazimierza
                                Sprawiedliwego, kiedy to Kościół w Polsce głosił już otwarcie wyższość władzy
                                duchownej nad świecką. Postać męczennika biskupa, który przez swoją śmierć
                                spowodował upadek monarchy, była doskonałym potwierdzeniem tej tezy. Legenda
                                ta pominęła oczywiście wszystkie te elementy, które wiązały się ze zdradą i
                                spiskiem, uwypuklając natomiast to, czego w sporze króla z biskupem nigdy nie
                                było. Począwszy też od XIII wieku Stanisław ze Szczepanowa stał się patronem
                                Polski, dystansując pierwszego męczennika świętego Wojciecha.

                                • swarozyc Re: Rodzinne malzenstwa 04.01.03, 18:47
                                  Społeczeństwo średniowieczne było w znacznym stopniu zdominowane przez więzy
                                  pokrewieństwa. Włościanie kojarzyli się w obrębie jednej wsi, mieszczanie w
                                  obrębie jednego miasta, a książęta zawierali związki małżeńskie w obrębie
                                  własnej dynastii. Tego rodzaju praktyka stała oczywiście w kolizji z zasadami
                                  głoszonymi przez Kościół, który do początków XIII wieku zakazywał kojarzenia
                                  się rodzinnego aż do siódmego pokolenia włącznie. Zakazy te miały niewątpliwie
                                  bardziej doktrynalny niż biologiczny charakter, ponieważ na równi z
                                  pokrewieństwem traktowane było powinowactwo duchowe i nie zezwalano na
                                  małżeństwa pomiędzy rodzicami chrzestnymi, a także pomiędzy chrzestnymi i
                                  chrześniakami. Wydaje się zresztą, iż ten drugi zakaz traktowany był nawet
                                  bardziej rygorystycznie, ponieważ poza książętami i feudałami nikt nie
                                  potrafił odtworzyć własnej genealogii do siódmego pokolenia; znajomość
                                  rodzinnych realiów kończyła się zwykle na pokoleniu trzecim. W tej sytuacji
                                  zakazy kościelne pozostawały wyłącznie w sferze abstrakcji. Włościanie ich nie
                                  przestrzegali, książęta zaś omijali je za pomocą odpowiedniej dyspensy.
                                  Małżeństwa rodzinne pojawiły się już u progu naszej państwowości. Ryksa,
                                  prawnuczka Mieszka I, poślubiła jego wnuka, księcia węgierskiego Belę,
                                  Bolesław Krzywousty, prawnuk Mieszka II, poślubił jego prawnuczkę, księżniczkę
                                  ruską Zbysławę, Elżbieta, prawnuczka Kazimierza Odnowiciela, poślubiła jego
                                  prawnuka, księcia czeskiego Sobiesława II, a Salomea, córka Mieszka III,
                                  poślubiła księcia pomorskiego Racibora, którego ojciec, Bogusław I, ożenił się
                                  jednocześnie z jej siostrą Anastazją.
                                  Przykłady można by tu mnożyć, ponieważ większość książąt piastowskich była w
                                  jakiś sposób spokrewniona ze swoimi żonami. Zwyczaj związków zawieranych w
                                  obrębie własnej dynastii upowszechnił się od postanowień Soboru Laterańskiego
                                  w 1215 roku, który złagodził dotychczasowe zasady kojarzenia się krewnych,
                                  udzielając zgody na związki już w piątym pokoleniu. Od pontyfikatu Grzegorza
                                  IX wprowadzono także zasadę, że przy nierównomierności stopni liczy się zawsze
                                  stopień dalszy. Przybrała także na sile praktyka dyspensyjna, która w wieku
                                  XIV stała się czymś zupełnie powszednim.
                                  Znaczna różnica wieku, jaka dzieliła najstarszego syna Bolesława Krzywoustego,
                                  Władysława, protoplastę linii śląskiej, od najmłodszego, Kazimierza,
                                  protoplasty linii małopolskiej i mazowieckiej (trzydzieści trzy lata),
                                  sprawiła, że w dynastii piastowskiej upowszechnił się model związków
                                  zawieranych przy nierównomierności stopni, co w wielu wypadkach zwalniało od
                                  konieczności ubiegania się o dyspensę.
                                  Analiza list dynastycznych Piastów śląskich pozwala na przykład stwierdzić, iż
                                  na 160 książąt w związki małżeńskie wstąpiło 96 osób, z czego 47 zawarło
                                  małżeństwa w obrębie własnej dynastii. Pozostała część skoligaciła się z
                                  innymi dynastiami, z którymi wszakże najczęściej łączyło ją pokrewieństwo
                                  poprzez matkę.
                                  Najbliżej spokrewnione ze sobą małżeństwo to związek Jana lubińskiego z
                                  Jadwigą brzeską w stopniu drugim dotykającym trzeciego oraz Bolka
                                  cieszyńskiego z Eufemią mazowiecką i Bolka jaworskiego z Beatrycze
                                  brandenburską w stopniu trzecim. Zostały one potwierdzone dyspensami
                                  papieskimi, a tym samym stały się prawomocne wobec Kościoła katolickiego.
                                  Brak jest natomiast dyspensy na małżeństwo Henryka świdnickiego z Katarzyną,
                                  córką Karola Roberta i prawdopodobnie Elżbiety Łokietkówny. W tym układzie
                                  Katarzyna byłaby cioteczną siostrą Henryka i zachodziłby drugi stopień
                                  pokrewieństwa, którego Kościół na ogół nie dyspensował. Byłby to najbliższy
                                  stopień pokrewieństwa wewnątrz dynastii piastowskiej.
                                  Małżeństwa krewniacze prowadziły w konsekwencji do powiększania się tak zwanej
                                  wsobności populacyjnej. Malała liczba dzieci, szczególnie po stronie męskiej,
                                  i dochodziło do wymierania całych linii dynastycznych. W ten sposób w szóstym
                                  pokoleniu wymarły zarówno linia wrocławska, jak i raciborska, w siódmym zaś
                                  dobiegła kresu głogowska starsza.
                                  Krewniacze związki małżeńskie prowadziły ponadto do rozpowszechniania się
                                  schorzeń uwarunkowanych genetycznie. Mogły to być zarówno choroby spowodowane
                                  wadami chromosomowymi (na przykład fenyloketonuria i schizofrenia), choroby o
                                  podłożu dziedzicznym, na które oddziałują wszakże czynniki środowiskowe (na
                                  przykład cukrzyca, padaczka, alergia, podagra, schorzenia nowotworowe), jak
                                  też choroby o etiologii środowiskowej, których częstość zależy jednak od
                                  predyspozycji genetycznych (na przykład gruźlica, choroba wrzodowa, kamica).
                                  Fenyloketonuria jest chyba najbardziej typowym schorzeniem o podłożu
                                  dziedzicznym. Charakteryzuje się niedorozwojem fizycznym i umysłowym. Nie
                                  można wykluczyć, iż na chorobę tę cierpiała Jadwiga, córka Henryka Pobożnego,
                                  którą ze względu na ograniczenie umysłowe oddano do klasztoru, oraz Wacław,
                                  syn Jana żagańskiego, który z tego samego powodu pozbawiony został dziedzictwa
                                  i wiódł życie jako zwykły mieszczanin wrocławski. Pewnych ułomności
                                  psychicznych dopatrywać się także można u córek książęcych, których mimo ich
                                  starszeństwa nie wydawano za mąż, lecz kierowano do klasztoru. Wymienić tu
                                  można na przykład Kunegundę i Agnieszkę, córki Bolka II opolskiego, Elżbietę,
                                  córkę Mikołaja I opolskiego, i wiele innych. Ograniczeniem umysłowym
                                  charakteryzować się także mogły księżniczki, które nie pełniły zwyczajowej
                                  funkcji przeoryszy, jak na przykład Anna, córka Siemowita III, Adelajda, córka
                                  Kazimierza kujawskiego, Helena, córka Henryka Grubego, Wieńczysława, córka
                                  Kazimierza opolskiego.
                                  Cechą charakterystyczną dla fenyloketonurii jest także niedobór melaniny,
                                  czego objawami są bardzo jasne włosy i takaż karnacja skóry. Być może, iż od
                                  tego pochodzą przydomki Biały, na przykład Leszek Biały, Władysław Biały,
                                  Henryk III Biały, Konrad VII Biały, Konrad X Biały. Trudno bowiem
                                  przypuszczać, aby cechą wyróżniającą były tu blond włosy, typowe przecież dla
                                  całej Słowiańszczyzny.
                                  Wśród schorzeń dziedzicznych niepoślednie miejsce zajmuje także schizofrenia.
                                  Diagnozy średniowieczne są w tym wypadku nadzwyczaj nieprecyzyjne, chociaż
                                  częste pojęcie "obłędu" należy odnosić zapewne do schizofrenii. Kronikarze
                                  wspominają o obłędzie Mieszka II, Bolesława Śmiałego, Władysława legnickiego i
                                  Janusza mazowieckiego. Pewne cechy schizofreniczne wykazywali także Bolesław
                                  Rogatka, zwany czasem Dziwacznym, oraz Jan II żagański zwany Szalonym.
                                  Pierwsze objawy schizofrenii występują zwykle pomiędzy piętnastym a
                                  czterdziestym rokiem życia i mogło zdarzyć się, iż książęta i księżniczki
                                  piastowskie, wobec skróconej wówczas przeżywalności, umierali wcześniej, przed
                                  pojawieniem się pierwszych objawów chorobowych.
                                  Podłoże dziedziczne posiadała także podagra, stosunkowo częsta w rodzinie
                                  piastowskiej. Chorowali na nią Władysław Herman i Henryk VII Rumpold, a
                                  księciu cieszyńskiemu Przemysłowi, który z powodu tego schorzenia nie mógł w
                                  ogóle chodzić i noszono go w lektyce, nadano przydomek Noszak.
                                  O występowaniu gruźlicy dowiadujemy się przede wszystkim z historii Piastów
                                  mazowieckich. W Kalendarzu Płockim czytamy o zgonie Władysława mazowieckiego,
                                  iż zmarł on na suchoty, które "miały w jego rodzinie charakter dziedziczny".
                                  Na gruźlicę chorowali między innymi książęta Janusz i Stanisław.
                                  Precyzyjne diagnozowanie schorzeń średniowiecznych, zwłaszcza zaś tych, które
                                  mają charakter dziedziczny, jest oczywiście niemożliwe i traktować je należy
                                  wyłącznie w kategoriach hipotezy. Nie ulega wszakże żadnej wątpliwości, iż tak
                                  zwana wsobność populacyjna musiała odgrywać w tym wypadku decydującą rolę.
                                  Dochodziło zatem do paradoksalnych sytuacji, kiedy małżeństwa podyktowane
                                  troską o dobro dynastii prowadziły w konsekwencji do coraz większego tej
                                  dynastii zdeformowania.

                                  Hipokryzja jest ofiara jaką występek sklada cnocie.
                                  • Gość: Gryf Re: Rodzinne malzenstwa IP: serwer:* / 192.168.1.* 04.01.03, 22:30
                                    ...a co z nasza Stettinerka sie dzieje.
                                    Ps. Jak po swietach ?
                                    Ps2. Fajna nowa sygnaturke masz !




                                    Czas na uczciwosc
                                    • swarozyc Re: Gryf 04.01.03, 22:58
                                      Mowilem juz ; dziekuje, zyje. Przesilenie zimowe nie wplywa dobrze na nasza
                                      mloda slowianke. Moze teraz bedzie lepiej kiedy przyszlosc bedzie jasniejsza.
                                      Moze jak ja wywabisz czyms na forum to wychyli sie ze swej kryjowki?
                                      • Gość: Gryf Re: Swarozyc! IP: serwer:* / 192.168.1.* 04.01.03, 23:23
                                        Czy Ona nie zmienila swojego "pseudo" na szczecinianka ?
                                        • swarozyc Re:Gryf 04.01.03, 23:30
                                          Poczekaj zaraz jej sprawdze w dowodzie...
                                          • swarozyc Re:Ofiara przerosnietej ambicji 06.01.03, 20:51
                                            Jedną z najbardziej negatywnych postaci w historii Polski był bez wątpienia
                                            książę Władysław opolski. Zostawił on jednak po sobie zadziwiający pomnik:
                                            klasztor jasnogórski z jego cudownym obrazem. Historycy charakteryzowali
                                            Władysława jako przewrotnego obłudnika i egoistę, zdrajcę i krzywoprzysięzcę,
                                            ogarniętego chciwością i pychą, dbającego wyłącznie o własne interesy. Nie
                                            znalazł się ani jeden obrońca, który powiedziałby o nim coś pozytywnego, i
                                            opinia o Opolczyku jest równa mniej więcej opinii o Bolesławie Rogatce. A
                                            przecież trudno ich porównywać, gdyż Władysław w drugiej połowie XIV wieku
                                            należał do najpotężniejszych panów królestwa polskiego i zamierzał nawet
                                            sięgnąć po koronę.
                                            Książę ten wywodził się z bocznej linii Piastów opolskich i był synem Bolka II
                                            i Beatrycze, córki Bernarda świdnickiego. Peryferyjność dynastyczna nie
                                            pozbawiła go wszakże królewskich koneksji. Poprzez matkę był prawnukiem
                                            Władysława Łokietka, a poprzez swoją kuzynkę Annę, trzecią żonę Karola IV,
                                            skoligacony był także z dworem cesarskim. Jego cioteczna babka Elżbieta
                                            Łokietkówna była matką króla Węgier Ludwika. Władysław posiadał także szerokie
                                            koneksje kościelne, ponieważ jego dwie siostry były klaryskami w Budzie, dwie
                                            cysterkami w Trzebnicy, a brat Henryk przyjął święcenia kapłańskie na dworze
                                            cesarskim. Nic przeto dziwnego, iż ten drobny książę piastowski, który
                                            początkowo władał jedynie połową Opola, już od młodości sposobić się począł do
                                            odegrania wielkiej roli politycznej. Swojej szansy postanowił szukać przede
                                            wszystkim na dworze węgierskim. Pozostawił zatem swoje ubogie księstwo i
                                            wyjechał do Budy, gdzie poślubił Elżbietę, córkę wołoskiego wojewody Mikołaja
                                            Besaraba. Przebywał stale u boku króla Ludwika i tam uczył się trudnej sztuki
                                            rządzenia i dyplomacji. Król w nagrodę za jego wierną służbę obdarzył go
                                            rozległymi włościami na Węgrzech.
                                            Pierwszym sukcesem dyplomatycznym Władysława było zażegnanie sporu pomiędzy
                                            Ludwikiem a cesarzem Karolem IV. Przyczyna sporu była zgoła prozaiczna, gdyż
                                            pijany cesarz nazwał królewską matkę "bezwstydną psotnicą". Urażony król
                                            węgierski sposobić się jednak począł do wojny. Wojnie tej zapobiegł zręczny
                                            Opolczyk, który podjął się mediacji i zdołał doprowadzić do ugody. Zyskał
                                            sobie tym uznanie obu monarchów i jemu też powierzono prowadzenie układów w
                                            sprawie zaślubin cesarskiego syna Wacława z bratanicą Ludwika Elżbietą.
                                            Małżeństwo nie doszło wprawdzie do skutku, ale Władysław otrzymał tytuł
                                            wojewody węgierskiego i żupana bratysławskiego. Reprezentował potem Ludwika na
                                            pogrzebie Kazimierza Wielkiego i pilnował w Krakowie andegaweńskich interesów.
                                            Z powierzonej sobie roli wywiązał się widocznie bez zarzutu, gdyż w nagrodę
                                            otrzymał ziemię wieluńską. Powierzono mu także prowadzenie pertraktacji w
                                            sprawie małżeństwa córki Ludwika Marii z Zygmuntem Luksemburczykiem. Do ręki
                                            Andegawenki aspirowali także Habsburgowie i doszło nawet między nimi a
                                            księciem opolskim �do słów nieprzystojnych i skandalicznych czynów", jak to
                                            relacjonował później nuncjusz papieski. Kiedy małżeństwo córki królewskiej i
                                            cesarskiego syna zostało już zawarte, Ludwik mianował Władysława namiestnikiem
                                            Rusi Czerwonej.
                                            Przez sześć lat książę energicznie administrował na Rusi, prowadził tam
                                            zakrojoną na szeroką skalę akcję kolonizacyjną. Zrodziło się nawet
                                            podejrzenie, iż zamierzał oderwać Ruś od państwa polskiego i uczynić z niej
                                            własne królestwo.
                                            Jako namiestnik Rusi Władysław służył jednak Ludwikowi i to jego uważać można
                                            za autora przywilejów koszyckich, które zagwarantować miały królewskiej córce
                                            następstwo polskiego tronu.
                                            Kiedy w 1378 roku wybuchła w Krakowie antywęgierska rebelia, Ludwik uczynił
                                            Władysława wielkorządcą Polski w randze wicekróla. Opolczyk był jednak w
                                            Polsce bardzo niepopularny, gdyż zarzucano mu germanizacyjne ciągoty, i
                                            rycerstwo zbuntowało się przeciwko jego władzy. Wysłano poselstwo do króla z
                                            żądaniem pozbawienia go tego urzędu. Ludwik ugiął się i odwołał Władysława,
                                            ale sowicie go wynagrodził ofiarowując mu ziemie: bydgoską, złotowską,
                                            wałecką, inowrocławską, gniewkowską, złotoryjską i dobrzyńską.
                                            Zostawszy właścicielem ziem graniczących z Krzyżakami, książę zadbał
                                            natychmiast o nawiązanie przyjaznych stosunków z zakonem, który
                                            darzył "szczególną przychylnością i miłością".
                                            Po śmierci swojej pierwszej żony Elżbiety pomyślał także o tym, aby związać
                                            się z dworem mazowieckim, zaślubił więc córkę Siemowita III, Eufemię.
                                            Twarde rządy Opolczyka nie zjednywały mu zwolenników, a kiedy obłożył
                                            duchowieństwo podatkami, biskup płocki Dobiesław rzucił na niego klątwę, którą
                                            na polecenie króla anulował wszakże arcybiskup gnieźnieński. Zapragnąwszy
                                            zabezpieczyć się na przyszłość od strony Kościoła, Władysław wprowadził na
                                            stolicę biskupią w Poznaniu swojego dwudziestoletniego bratanka Jana Kropidłę,
                                            którego protegował także na urząd arcybiskupa gnieźnieńskiego. Ufundował
                                            również klasztor paulinów w Częstochowie, do którego sprowadził z Rusi słynący
                                            cudami obraz Matki Boskiej, malowany rzekomo przez świętego Łukasza
                                            Ewangelistę.
                                            Śmierć Ludwika, a zaraz po niej śmierć książęcego brata Bolka III i księcia
                                            Henryka niemodlińskiego, z którym Opolczyk związany był układem o
                                            dziedziczenie, stworzyły nową sytuację polityczną. Przejąwszy księstwo
                                            niemodlińskie oraz całe księstwo opolskie, stał się Władysław największym
                                            magnatem ówczesnej Polski i postanowił ubiegać się o koronę królewską. Zjawił
                                            się na sejmie w Sieradzu, na którym zadecydować miano o następstwie tronu, ale
                                            spotkał go tutaj poważny zawód. Rycerstwo opowiedziało się za jego szwagrem
                                            Siemowitem IV. Oburzony tym książę gorąco protestował, zarzucając szlachcie,
                                            iż pragnie wybrać człowieka bez żadnych zasług i doświadczeń oraz że łamie
                                            zaprzysiężone przez siebie pacta. Przemówienie to dotknęło do żywego
                                            Wielkopolan, którzy chcieli go nawet uwięzić. Sejm uchwalił w konsekwencji, iż
                                            następstwo tronu przypada Jadwidze, pod warunkiem wszakże, iż odzyska ona
                                            ziemie darowane przez Ludwika Władysławowi. Wybór kandydata na męża królowej
                                            odłożono na termin późniejszy.
                                            Przegrawszy na całym froncie, Opolczyk opowiedział się po stronie Wilhelma
                                            Habsburga, zaręczonego w dzieciństwie z Jadwigą, i otrzymał w tej sprawie
                                            specjalne prerogatywy od królowej węgierskiej Elżbiety. Wyposażony w
                                            odpowiednie dokumenty, wyruszył do Krakowa, aby wprowadzić Wilhelma na Wawel.
                                            Tutaj spotkał go ponowny zawód, gdyż nawiązywano już kontakty z Jagiełłą i o
                                            Habsburgu nikt nie chciał słyszeć.
                                            Giętki polityk przerzucił się zatem natychmiast na stronę Litwina i został
                                            nawet ojcem chrzestnym nowego monarchy. Wykorzystując zamęt w państwie począł
                                            tytułować się panem Rusi i jako książę ruski wystawiać różne dokumenty.
                                            Oburzone tym rycerstwo polskie ruszyło na Lwów. Opolczyk usiłował wzniecić
                                            powstanie wśród Rusinów i oderwać wschodnie ziemie od Polski, ale wysiłki jego
                                            spełzły na niczym.
                                            Kiedy pod naciskiem książąt pomorskich Jagiełło odebrał mu ziemię bydgoską,
                                            książę zaprzysiągł zemstę królowi. Korzystając z jego nieobecności w Krakowie
                                            podjął nawet próbę opanowania Wawelu, zdetronizowania Jagiełły i przejęcia
                                            tronu. Próba nie powiodła się, a zwolenników Władysława aresztowano. On
                                            ukorzył się jednak przed królem i aby podkreślić swoją lojalność, oddał własną
                                            córkę Jadwigę za żonę królewskiemu bratu Wiguntowi. Wigunt wkrótce wszakże
                                            zmarł, a kiedy Jagiełło sprzeciwił się nominacji Kropidły na arcybiskupstwo
                                            gnieźnieńskie, drogi króla i księcia rozeszły się ostatecznie. Władysław
                                            związał się z Krzyżakami i proponował im nawet, aby wspólnie z cesarzem i
                                            królem Węgier dokonali rozbioru Polski. Wielki mistrz Konrad Wallenrod
                                            odrzucił jednak tę propozycję, ponieważ przerastała ona siły zakonu. Nie
                                            zgodził się także na odkupienie od Opolczyka ziem kujawskiej, płockiej,
                                            bydgoskiej i dobrzyńskiej, ponieważ nie potrafił on przeds
                                            • swarozyc Re:Ofiara przerosnietej ambicji,cdn 06.01.03, 20:52
                                              Nie zgodził się także na odkupienie od Opolczyka ziem kujawskiej, płockiej,
                                              bydgoskiej i dobrzyńskiej, ponieważ nie potrafił on przedstawić wiarygodnych
                                              dokumentów ich własności.
                                              Postępowanie księcia wywołało oburzenie wśród Polaków, którzy jęli sposobić
                                              się do wyprawy wojennej przeciwko niemu. Wojna ta ciągnęła się przez pięć lat
                                              i zakończyła się całkowitą klęską starego wichrzyciela. Pozbawiony wszystkich
                                              swoich ziem, osiąść musiał na opolskiej ojcowiźnie. Złamany i pozbawiony
                                              dochodów, żył w długach, nie mogąc spłacić swych wierzycieli. Najpotężniejszy
                                              niegdyś pan królestwa polskiego dożywał swoich dni musząc zastawiać resztki
                                              osobistego mienia. Zmarł w 1401 roku przeżywszy z górą lat siedemdziesiąt.
                                              Pochowano go w opolskim klasztorze franciszkanów, ale nie zachował się żaden
                                              ślad znaczący miejsce jego pochówku. Po Opolczyku pozostały jedynie niedobra
                                              pamięć i cudami słynący klasztor jasnogórski.
                                              • Gość: Gryf Re:Ofiara przerosnietej ambicji,cdn IP: *.internetdsl.tpnet.pl / 192.168.1.* 06.01.03, 21:01
                                                Bernarda Swidnickiego - czy to ten ktorego skarb / najwiekszy w powojennej
                                                historii Polski?/ odnaleziono w polowie lat 80-tych na Slasku.




                                                Czas na uczciwosc
                                                • swarozyc Re: I po Piastach... 07.01.03, 22:08
                                                  Piastowie, w przeciwieństwie do Jagiellonów, wyróżniali się olbrzymią
                                                  rozrodczością i żywotnością. Dynastia ta przetrwała aż dwadzieścia pięć
                                                  pokoleń, co w porównaniu z czterema pokoleniami Jagiellonów jest wielkością
                                                  doprawdy imponującą. Schodziła ona z areny historii u schyłku XVII wieku,
                                                  kiedy to na tronie polskim zasiadał już Jan III Sobieski.
                                                  Pomimo piastowskiej żywotności niektóre linie dynastyczne tego rodu wymierać
                                                  poczęły jeszcze w okresie rozbicia dzielnicowego. W wieku XIII wymarły na
                                                  przykład linie wrocławska i wielkopolska. Linie głogowsko-żagańska, oleśnicka,
                                                  mazowiecka, oświęcimska i opolska przetrwały do Jagiellonów, linia cieszyńska
                                                  do Wazów, a brzesko-legnicka zeszła bezpotomnie w okresie monarchii
                                                  elekcyjnej. Od korony polskiej Piastowie odsunięci zostali już znacznie
                                                  wcześniej, na skutek niefortunnych poczynań elekcyjnych Kazimierza Wielkiego.
                                                  Ostatnią Piastówną na tronie polskim była wnuczka Kazimierza, Anna cylejska,
                                                  druga żona Władysława Jagiełły. Powiła ona córkę Jadwigę, którą zamierzano
                                                  wydać za Fryderyka brandenburskiego, ale śmierć dosięgła jej jeszcze przed
                                                  zawarciem małżeństwa. Alianse piastowsko-litewskie miały oczywiście znacznie
                                                  starszy rodowód. Już w wieku XIII książę płocki Bolesław poślubił Gaudemundę,
                                                  córkę Trojdena, a w wieku XIV kojarzono się z córkami wielkiego księcia
                                                  Giedymina (Kazimierz Wielki, Wacław płocki, Jerzy halicki) oraz jego synów:
                                                  Kiejstuta (Janusz I mazowiecki, Henryk płocki) i Olgierda (Kaźko słupski).
                                                  Początkowo mariaże polsko-litewskie przynosiły przede wszystkim splendor
                                                  pogańskim Litwinom, którzy wkraczali za ich pośrednictwem w obręb krajów
                                                  cywilizowanych, ale od końca XIV wieku sytuacja uległa diametralnej zmianie.
                                                  To odsunięci od sukcesji Piastowie nobilitować się poczęli poprzez związki z
                                                  królewską dynastią Jagiellonów. Stąd też wzięły się małżeństwa Siemowita IV i
                                                  Jana II oświęcimskiego z siostrami Jagiełły, Bolesława V opolskiego z jego
                                                  pasierbicą, Jadwigi opolskiej z królewskim bratem Wiguntem czy też Anny
                                                  mazowieckiej z bratankiem Jagiełły Michałem. Związki piastowsko-jagiellońskie
                                                  były wszakże korzystne dla obu dynastii. Piastów przybliżały w jakimś stopniu
                                                  do królewskiego tronu, Jagiellonów zaś utwierdzały w chrześcijańskiej
                                                  tradycji. Kontakty Piastów z Jagiellonami niezależnie zatem od koligacji
                                                  rodzinnych bywały nader ścisłe. Utrzymywali je Siemowit IV, Janusz I, Bolesław
                                                  IV, Konrad II oleśnicki, Bolesław cieszyński, Fryderyk II, Henryk XI i wielu
                                                  innych. Związki te stały się szczególnie silne za panowania Kazimierza
                                                  Jagiellończyka i jego synów, kiedy to Piastowie pogodzili się już z utratą
                                                  prymatu w królestwie polskim, a u Jagiellonów szukali oparcia przed dominacją
                                                  Habsburgów. W połowie wieku XV wydawało się wprawdzie, iż oparcie to może im
                                                  także zapewnić król czeski Jerzy z Podiebradu, stąd też z jego rodziną
                                                  skoligacili się Fryderyk I legnicki, Bolesław II cieszyński, Jan II żagański i
                                                  Kazimierz II cieszyński. Krótkie panowanie Jerzego możliwość tę znacznie
                                                  oddaliło i jedynym oparciem pozostał dwór jagielloński. Fryderyk II legnicki
                                                  poślubił zatem córkę Kazimierza Jagiellończyka Elżbietę, a po jej rychłej
                                                  śmierci jego wnuczkę Zofię brandenburską. Jego brat Jerzy I ożenił się z drugą
                                                  wnuczką króla Polski Anną, córką Bogusława X szczecińskiego.
                                                  Małżeństwo Fryderyka z Zofią, które miało związać Piastów legnickich z
                                                  Jagiellonami, spełniło jednak rolę zgoła odwrotną. Wnuczka Jagiellończyka była
                                                  córką Fryderyka Hohenzollerna i to Hohenzollernowie, a nie Jagiellonowie
                                                  zdominowali Piastów śląskich w drodze krzyżowych koligacji. Wacław II
                                                  cieszyński, Henryk XI, Jerzy II brzeski, Jan Chrystian � żenili się z
                                                  księżniczkami brandenburskimi, a elektor brandenburski Jan Jerzy pojął za żonę
                                                  córkę Fryderyka II legnickiego. Odsunięty od tronu ród książąt piastowskich
                                                  zatracał zresztą swoją królewską wielkość i swoje polityczne wyczucie. Coraz
                                                  częściej pojawiać się w nim poczęli awanturnicy, utracjusze, a nawet zdrajcy.
                                                  Już w XIV wieku Władysław Opolczyk snuł z Krzyżakami plany rozbioru Polski, a
                                                  po stronie zakonu opowiedzieli się między innymi Jan Kropidło, Konrad VI
                                                  oleśnicki, Władysław Biały, Henryk ziębicki, Konrad Biały oleśnicki, Kazimierz
                                                  oświęcimski, Rudolf żagański. Książęta opolscy Bolko IV, Bolko V i Bernard
                                                  oraz książę legnicki Henryk XI trudnili się rozbojem na drogach, a Fryderyk
                                                  III legnicki był utracjuszem i wichrzycielem, który stał się później więźniem
                                                  własnego syna. Były oczywiście wśród Piastów także i jednostki wybitne: Ludwik
                                                  I zwany Sprawiedliwym, mecenas sztuki i nauki, Jan opolski zwany Dobrym,
                                                  znakomity gospodarz i prawodawca, Kazimierz II cieszyński,dyplomata i polityk,
                                                  Jan II brzeski, reformator i budowniczy. Barwną postacią wieku XVI był książę
                                                  legnicki Henryk XI, awanturnik, wichrzyciel i utracjusz, związany jednak mocno
                                                  z dworem jagiellońskim. Był synem księcia Fryderyka III i Katarzyny
                                                  meklemburskiej. Po swoim ojcu odziedziczył lekkomyślność i rozrzutność, ale
                                                  trzeba przyznać, iż trwonił majątek z prawdziwie renesansowym wdziękiem. Kiedy
                                                  obejmował rządy w księstwie legnickim, zadłużone ono było przez jego ojca na
                                                  80 tysięcy talarów. Henryk nie przejmował się bynajmniej długami. Żył na
                                                  szerokiej stopie, jak na potomka Piastów przystało. Jego wesele z Zofią z
                                                  Hohenzollernów, ślub siostry Katarzyny z Fryderykiem cieszyńskim oraz wystawne
                                                  przyjęcie wydane na cześć cesarza Maksymiliana już po kilku latach podniosły
                                                  wierzytelności księcia do 111 tysięcy talarów, podczas gdy całe księstwo
                                                  przynosiło rocznie zaledwie 12 tysięcy talarów dochodu. Henryk utrzymywał
                                                  olbrzymi dwór, wyprawiał przyjęcia i turnieje, a jego żona miała do swej
                                                  dyspozycji aż siedemnaście pokojówek.
                                                  Po dziesięciu latach dług książęcy sięgał już 200 tysięcy talarów. Książę
                                                  wpadł wtedy na pomysł, aby okoliczna szlachta wykupiła jego zadłużenie pod
                                                  zastaw rodzinnych precjozów. Spotkawszy się z odmową wpadł w gniew i uwięził
                                                  posłów szlacheckich. Wypuścił ich po uiszczeniu 66 tysięcy talarów.
                                                  Kwoty tej nie przeznaczył oczywiście na spłatę długu, lecz sfinansował swoją
                                                  podróż po Europie. Podróżował w sumie trzy lata, zaangażował się nawet w wojnę
                                                  religijną we Francji po stronie Kondeusza, czym ściągnął na siebie gniew
                                                  katolickiego cesarza. Po powrocie do Legnicy dowiedział się, że cesarz
                                                  wydziedziczył go z jego księstwa, które oddał młodszemu bratu niesfornego
                                                  władcy, Fryderykowi IV. Henryk zamieszkał w Chojnowie, a że nie miał
                                                  pieniędzy, opanował zamek w Grodźcu, w którym znajdowały się wielkie zapasy
                                                  zboża. Zboże to natychmiast sprzedał. Kazał także rąbać książęce lasy i
                                                  spieniężać drewno. Napadał również na kupców, rabując na drogach ich dobytek.
                                                  Znudzony jednak raubritterskim stylem życia, wyruszył w kolejną podróż
                                                  europejską. Żona, wykorzystując tę nieobecność, wyjednała u cesarza restytucję
                                                  jego praw w Legnicy. Fryderyka IV przeniesiono do Chojnowa.
                                                  W księciu zupełnie niespodziewanie odezwały się jednak ambicje polityczne. W
                                                  1569 roku wybrał się na sejm do Lublina, na którym obdarował Zygmunta Augusta
                                                  wspaniałymi lwami afrykańskimi. Po śmierci ostatniego Jagiellona postanowił
                                                  wysunąć swoją kandydaturę do tronu polskiego, ale uzyskał zaledwie trzy głosy
                                                  elekcyjne. O rękę jego córki Anny Marii starał się kanclerz Jan Zamoyski, ale
                                                  z niewiadomych przyczyn małżeństwo to nie doszło do skutku.
                                                  Kontakty, które książę Henryk utrzymywał z Polakami, nie podobały się
                                                  oczywiście cesarzowi, tym bardziej iż zwlekał on ze złożeniem hołdu. Kiedy
                                                  zatem bawił w Pradze, z cesarskiego rozkazu został aresztowany i przewieziony
                                                  do Wrocławia. Jako oficjalną przyczynę aresztowania podano zadłużenie księcia,
                                                  które wzrosło już do 700 tysięcy talarów. Henryka więziono na zamku
                                                  wrocławskim. Udało mu się jednak zmylić straże i uciec. Boso i w samej tylko
                                                  koszuli dostał się do Gostynia, gdzie skontaktował się z marszałkiem
                                                  • swarozyc Re: I po Piastach... cdn 07.01.03, 22:39
                                                    Henryka więziono na zamku wrocławskim. Udało mu się jednak zmylić straże i
                                                    uciec. Boso i w samej tylko koszuli dostał się do Gostynia, gdzie skontaktował
                                                    się z marszałkiem Opalińskim. Na rozkaz marszałka umieszczono go w zamku
                                                    nakielskim. Niespokojny duch renesansowego Piasta nie pozwalał mu jednak zbyt
                                                    długo usiedzieć w jednym miejscu. Słał rozpaczliwe listy do Stefana Batorego i
                                                    Anny Jagiellonki, aż w końcu królowa zaprosiła go do Warszawy. Przyjmowany był
                                                    bardzo wystawnie, jak na potomka królów polskich przystało.
                                                    Po śmierci Batorego Henryk poparł stronnictwo Jagiellonki i zaangażował się w
                                                    wybór Zygmunta Wazy na króla polskiego. Posłował nawet w tej sprawie do
                                                    Szwecji. Zyskał tam sympatię króla elekta i począł liczyć na zwrot księstwa
                                                    legnickiego, które zamierzał przyłączyć do Polski. W międzyczasie owdowiał i
                                                    oświadczył się o rękę królowej angielskiej Elżbiety. Otrzymał od niej
                                                    uprzejmie wymijającą odmowę. Habsburgowie, zaniepokojeni propolską polityką
                                                    księcia, postanowili w końcu położyć jej definitywny kres. Załatwiono to w
                                                    stary, wypróbowany sposób, podano mu truciznę. Henryk umarł mając niespełna
                                                    pięćdziesiąt lat i nie pozostawiając po sobie męskiego potomka. Jego dwaj
                                                    synowie zmarli bezpośrednio po urodzeniu.
                                                    W wieku XVII, kiedy na Fryderyku Wilhelmie wymarła linia Piastów cieszyńskich,
                                                    los dynastii piastowskiej zależał już wyłącznie od kuzynów Henryka XI, Jana
                                                    Chrystiana brzeskiego i Jerzego Rudolfa legnickiego. Jerzy Rudolf, pomimo
                                                    dwukrotnego małżeństwa, zmarł wszakże bezpotomnie.
                                                    Janowi Chrystianowi jego żona Dorota Sybilla, córka elektora brandenburskiego
                                                    Jana Jerzego, urodziła za to aż trzynaścioro dzieci. Wiele z nich umarło w
                                                    dzieciństwie, ale trzech synów: Jerzy III, Ludwik IV i Chrystian przeżyło ojca
                                                    i zapewniło sukcesję. Jan Chrystian zawarł zresztą drugie małżeństwo
                                                    morganatyczne z Anną Sitzsch, córką marszałka dworu biskupiego, i w
                                                    małżeństwie tym urodziło się dalszych siedmioro dzieci. Dwóch synów przeżyło
                                                    ojca, ale nie posiadali oni praw sukcesyjnych.
                                                    Los począł prześladować jednak Piastów legnicko-brzeskich. Syn Ludwika IV
                                                    Chrystian Albert zmarł w dzieciństwie, a sam Ludwik uległ śmiertelnemu
                                                    wypadkowi na turnieju w Meklemburgii. W rok później zmarł także Jerzy III,
                                                    załamany śmiercią swojej żony i brata. Sukcesja piastowska przeszła zatem w
                                                    całości na najmłodszego, Chrystiana, który po abdykacji Jana Kazimierza
                                                    zgłosił nawet swoją kandydaturę do tronu polskiego, ale ze względu na swoje
                                                    kalwińskie wyznanie nie miał oczywiście żadnych szans elekcyjnych.
                                                    Chrystian był człowiekiem wykształconym. Studiował na uniwersytecie we
                                                    Frankfurcie i znał doskonale historię swego rodu. Chociaż protestant, lgnął
                                                    wyraźnie do Polski i Polaków, znał dobrze polski język i przyjaźnił się z
                                                    wieloma polskimi magnatami. Pragnąc zamanifestować swoje uczucia, zamierzał
                                                    ochrzcić syna imieniem Piast, na co nie zgodziła się jednak księżna Ludwika i
                                                    protestanckie duchowieństwo. Syn otrzymał imiona Jerzy Wilhelm.
                                                    Młody książę rokował najlepsze nadzieje. Studiował na uniwersytecie, był
                                                    obdarzony znakomitą pamięcią, posługiwał się biegle językiem polskim,
                                                    niemieckim, włoskim, hiszpańskim, francuskim i łaciną, doskonale jeździł
                                                    konno, tańczył i posiadł sztukę retoryki. Nade wszystko był jednak zapalonym
                                                    myśliwym i już jako dwunastoletni chłopiec założył towarzystwo łowieckie zwane
                                                    Złotym Jeleniem. Jerzy Wilhelm, spadkobierca całej piastowskiej tradycji, był
                                                    dumą i nadzieją księcia Chrystiana. Ojca gnębiły zresztą coraz częstsze
                                                    choroby, popadał w psychiczne depresje i nie wróżono mu długiego życia.
                                                    Istotnie, zmarł w wieku pięćdziesięciu czterech lat na puchlinę wodną.
                                                    Po kilkuletnim okresie regencji księżnej-wdowy piętnastoletni Jerzy Wilhelm
                                                    objął w końcu samodzielne rządy w królestwie. Złożył hołd cesarzowi Leopoldowi
                                                    I, którego ujął swoją elokwencją i dobrymi manierami.
                                                    Nieszczęście nadeszło w listopadzie 1675 roku. W dniu świętego Huberta,
                                                    patrona myśliwych, książę wybrał się na polowanie, podczas którego zaziębił
                                                    się i nabawił wysokiej gorączki. Zatrzymano się na kilka dni w chłopskiej
                                                    chacie we wsi Kościerzyce. Nikt nie wiedział, iż w chacie tej były dzieci
                                                    chore na ospę. Kiedy to spostrzeżono, było już za późno, gdyż na skórze
                                                    księcia pojawiły się plamy ospowe. Przewieziony do Brzegu, zmarł 21 listopada
                                                    1675 roku jako ostatni książę piastowski.
                                                    Jego siostra Karolina przeżyła go o lat trzydzieści. Uciekła z domu i wzięła
                                                    tajny ślub z pułkownikiem Fryderykiem holsztyńskim. Małżeństwo to nie było
                                                    jednak udane i po kilku latach zakończyło się separacją. Karolina żyła potem
                                                    przez ćwierć wieku we Wrocławiu, zajmując się działalnością charytatywną.
                                                    Zmarła w 1707 roku, kiedy w Polsce panował już August Mocny.
                                                    O sukcesję po swoim przyrodnim bracie upominał się jeszcze August, baron
                                                    legnicki, zrodzony w małżeństwie morganatycznym. Był on wszakże prawnie
                                                    odsunięty od dziedziczenia, a ponadto nie zabezpieczał ciągłości dynastycznej.
                                                    Jego syn Chrystian August zmarł jeszcze przed śmiercią Jerzego Wilhelma, a sam
                                                    August przeżył swojego brata zaledwie o kilka lat.
    • Gość: swarozyc Re: Kila IP: Telia:* / *.telia.com 08.01.03, 21:36
      Król Francji Karol VIII na czele trzydziestotysięcznej armii najemników we
      wrześniu 1494 roku wkroczył do Italii, aby odzyskać andegaweńską sukcesję w
      Neapolu. Miasto poddało się bez jednego wystrzału, a jego tysiącosobowy
      garnizon przeszedł na stronę Francuzów. Wojska Karola przebywały w mieście
      osiemdziesiąt dni, lecz było to osiemdziesiąt dni Sodomy. Ucztowano, pito, ale
      nade wszystko pławiono się w rozpuście.
      W niespełna trzy miesiące później całe Włochy ogarnęła tajemnicza choroba.
      Ludzie zapadali na schorzenie podobne do trądu, które jednak, ze względu na
      swój gwałtowny przebieg, trądem nie było. Zaczynało się ono na narządach
      płciowych w postaci twardych guzków, wywołujących swędzenie. Później na całym
      ciele pojawiała się wysypka, podobna do wysypki ospowej, która zmieniała się w
      cuchnące wrzody. Chorzy cierpieli na bezsenność, przygnębienie, a także na
      bóle ramion, nóg i stóp. Z biegiem czasu ciało poczynało gnić, a skóra
      zamieniała się w rodzaj lepkiej, obrzydliwej gumy. Ludziom odpadały dłonie,
      nos, uszy. Często pojawiał się paraliż powodujący śmierć.
      Ta straszna i nieznana choroba, której związek z aktem płciowym nie podlegał
      żadnej dyskusji, rozprzestrzeniała się nadzwyczaj prędko, przypominając w tym
      względzie epidemię dżumy z połowy XIV wieku. W 1495 roku objęła Włochy,
      Francję i Niemcy, w 1496 dotarła do Anglii i Szkocji, w 1497 do Polski, w 1498
      na Węgry, w 1499 do Rosji i Turcji. Przesuwała się wyraźnie z zachodu na
      wschód, zmieniając po drodze swoją nazwę. Najpierw określano ją jako chorobę
      neapolitańską, później francuską, niemiecką, polską. Oblicza się, że w
      początkach XVI wieku zachorowała na nią blisko piąta część mieszkańców Europy.
      Nieco później nazwano ją przymiotem, syfilisem lub kiłą.
      Strach przed nieznaną chorobą był tak wielki, iż uciekano przed nią w lasy,
      izolowano chorych w odosobnionych miejscach, piętnowano rozpalonym żelazem
      tych, którzy nie chcieli poddać się sanitarnym nakazom. Przeciwko umieszczaniu
      chorych na przymiot w leprozoriach protestowali nawet trędowaci, traktujący
      nowe schorzenie jako coś znacznie gorszego od trądu.
      Medycyna ówczesna była całkowicie bezradna i początkowo posługiwała się
      wyłącznie modlitwą do świętego Dionizego: "Uwolnij mnie od tej opłakanej
      niemocy, o święty Dionizy bardzo łaskawy". Około 1520 roku gwałtowność choroby
      poczęła jednak wygasać, być może na skutek interwencji świętego, a może na
      skutek zastosowania nacierań rtęciowych.
      Schorzenie przechodziło w stan utajony, aby po dziesięciu, a czasem nawet po
      dwudziestu latach odżywać na nowo. Przenosić się także poczęło na potomstwo,
      niszcząc je zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Gwałtownie wzrosła
      śmiertelność dzieci.
      Zrodziło się pytanie, skąd wzięła się ta choroba i dlaczego wybuchła właśnie
      pod koniec XV wieku. Najpierw łączono ją z niekorzystną koniunkcją gwiazd,
      później uznano za złośliwą modyfikację średniowiecznego trądu, na koniec zaś
      pojawiła się teza, że przywleczono ją z Ameryki na okrętach Kolumba. W Ameryce
      przymiot znany był w istocie od dawna, ale nigdy nie przybierał tam postaci
      epidemicznej. Powrócono zatem do Europy i tutaj szukano źródeł schorzenia.
      Dopatrywano się kiły w opisach biblijnych u Hioba, Dawida, Salomona, w
      sumeryjskim poemacie o Gilgameszu, w papirusie Ebersa, w relacjach Pawła z
      Eginy i Pliniusza Młodszego. Twierdzono, że skrzyżowanie przymiotu
      amerykańskiego z europejskim wzmogło jego aktywność i spowodowało wybuch
      epidemii. Były to jednak tylko domysły i spór pozostawał nadal otwarty.
      Nie ulega wszakże wątpliwości, iż kiła szerzyła się w Europie już w czasach
      przedkolumbijskich, chociaż nie różnicowano jej z trądem, określając je
      wspólną nazwą "lepra". Opisy choroby kantora Janusza z 1372 roku i biskupa
      Mikołaja z Kórnika z 1382 roku, które przytacza Jan Długosz w swoich
      Rocznikach, zdają się niedwuznacznie wskazywać na przymiot.
      Choroba ta była z całą pewnością rozpowszechniona w wieku XIV w rodzinie
      Andegawenów neapolitańskich, z których wywodził się król Węgier Ludwik. Cechą
      charakterystyczną Andegawenów było bowiem nader prędkie wymieranie całych
      linii dynastycznych. Można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, iż król Ludwik
      był zarażony syfilisem, ponieważ ostatnie lata swojego życia spędził w
      odosobnieniu w klasztorze, a kronikarz pisał, iż chorował wtedy na leprę. Nie
      chodzi tu zapewne o trąd, który poczynał już w Europie wygasać.
      Schorzenie Ludwika było zapewne schorzeniem dziedzicznym, przekazanym mu przez
      ojca, Karola Roberta, który także pod koniec życia nie opuszczał komnat
      zamkowych. Wydaje się, że Karola Roberta zaraziła jego druga żona Beatrycze
      luksemburska w 1317 roku, ponieważ jego nieślubny syn, urodzony przed tą datą,
      dożył lat sześćdziesięciu, podczas kiedy następne dzieci, z wyjątkiem Ludwika,
      umierały w bardzo młodym wieku. Młodo i bezpotomnie zmarły także córki
      Ludwika: Katarzyna, Maria i Jadwiga. Być może, iż to właśnie przymiot był
      skutkiem przekleństwa wielkiego mistrza templariuszy, które z wyżyn płonącego
      stosu rzucał na ród Kapetyngów, Andegawenów i Walezjuszy.
      Syfilis stał się także rodzinnym schorzeniem Jagiellonów. Nie był on wprawdzie
      w tej dynastii chorobą dziedziczną, ponieważ pojawił się dopiero w trzecim
      pokoleniu, wśród synów Kazimierza Jagiellończyka.
      Jako pierwszy zaraził się Jan Olbracht. Nastąpiło to prawdopodobnie w 1497
      roku w Krakowie, gdzie według Macieja z Miechowa "niewiasta jedna z odpustu
      rzymskiego do Krakowa za upominek przyniosła, która niemoc w Polszcze jako
      osobliwa plaga Boża za wszeteczeństwem ludzi swawolnych prędko się rozniosła,
      zwłaszcza u tych, którzy radzi wino, a takież i inne trunki piją, a niewiast
      przyglądają". Olbracht prędko zdał sobie sprawę ze swojej choroby, ponieważ
      ustatkował się i przystąpił do porządkowania spraw państwowych. Śmierć
      dosięgła go jednak w czterdziestym pierwszym roku życia.
      W dwa lata później "długą niemocą francuską zemdlony" zmarł w wieku
      trzydziestu pięciu lat jego młodszy brat Fryderyk, arcybiskup gnieźnieński i
      kardynał. Książę biskup nie był człowiekiem nazbyt świątobliwym i lubił sobie
      folgować w towarzystwie wesołych niewiast.
      Na przymiot zachorował także następca Olbrachta, Aleksander. Małżeństwo
      Aleksandra i Heleny, księżniczki ruskiej, uważane było za zgodne i szczęśliwe,
      trudno jest zatem określić, gdzie i w jaki sposób nastąpiło zarażenie
      syfilisem. Aleksander, podobnie jak i jego starszy brat, czuł zbliżającą się
      śmierć. Spytka, kasztelana krakowskiego, mianował wiceregentem w Królestwie, a
      sam udał się do ukochanego Wilna, aby tam skonać. Umarł bezpotomnie w wieku
      czterdziestu pięciu lat.
      Młodo, bo zaledwie w wieku dwudziestu sześciu lat, zmarł także czwarty
      Jagiellończyk, Kazimierz, uznany później za świętego. Śmierć Kazimierza
      nastąpiła jeszcze przed wielką epidemią kiły i za przyczynę jego zgonu uważa
      się gruźlicę. Jest to jednak teza dość problematyczna, ponieważ nikt z
      Jagiellonów na gruźlicę nie chorował.
      Przymiot odżył także w czwartym pokoleniu, a stało się to prawdopodobnie za
      sprawą Barbary Radziwiłłówny, żony Zygmunta Augusta.
      Barbara poślubiając Zygmunta była już prawdopodobnie chora, ponieważ
      współczesny jej kronikarz Stanisław Orzechowski pisał, że "zdradliwa męczyła
      ją choroba i wielka jej część nadgniła, a gdy już poczęła cuchnąć i wszyscy
      oprócz króla mierzili się chorą, w zamku krakowskim wielkością choroby
      ścieśniona, w samo południe umarła". O ile informacja ta jest prawdziwa,
      schorzenie owo przypomina bardziej przymiot niźli raka narządów rodnych,
      którego niektórzy historycy skłonni byli dopatrywać się u królowej.
      Barbara zaraziła prawdopodobnie króla Zygmunta Augusta, ponieważ zdrowie jego
      pogorszyło się gwałtownie. Spotęgowały się u niego bóle w kończynach oraz
      trawiła go uporczywa bezsenność. Wzorem swych stryjów chorych na syfilis nie
      miał on także potom
      • Gość: Swarozyc Re: Kila...cdn IP: Telia:* / *.telia.com 08.01.03, 21:47
        Barbara zaraziła prawdopodobnie króla Zygmunta Augusta, ponieważ zdrowie jego
        pogorszyło się gwałtownie. Spotęgowały się u niego bóle w kończynach oraz
        trawiła go uporczywa bezsenność. Wzorem swych stryjów chorych na syfilis nie
        miał on także potomstwa, ponieważ jego rzekoma córka, którą urodziła Giżanka,
        była zwykłą mistyfikacją. Zmarł także młodo, w wieku pięćdziesięciu dwóch lat.
        Dynastia jagiellońska ostała się tylko w linii żeńskiej � brandenburskiej i
        szwedzkiej. Jedynie królewna Anna, której stuknęło już pięćdziesiąt lat,
        czekała nadal w stanie panieńskim na swego przyszłego męża, nie będąc wszakże
        w stanie zapewnić mu następcy tronu. Za kandydata przydano jej Henryka
        Walezjusza, którego nie zdążyła jednak poślubić. Być może tym sposobem ominęła
        ją choroba, ponieważ w rodzinie Walezjuszy przymiot był także na porządku
        dziennym i zmarli nań dziadowie Henryka, Franciszek I i Wawrzyniec Medyceusz.
        Przymiot odżył jeszcze w szwedzkiej linii Jagiellonów, która pod nazwiskiem
        Wazów zasiadła na tronie polskim. Obaj synowie Zygmunta III nie pozostawili po
        sobie potomstwa, ponieważ syn Władysława IV Zygmunt Kazimierz zmarł w
        dzieciństwie, a pozostałe jego dzieci, jak również dzieci jego brata, Jana
        Kazimierza, umierały w niemowlęctwie. Nie możnz wykluczyć, iż Władysława IV i
        Jana Kazimierza zaraziła Maria Ludwika Gonzaga, która była żoną obu braci.
        Królowa miała mocno urozmaiconą przeszłość i któryś z jej licznych kochanków
        podarował jej zapewne francuską chorobę. Zgony Władysława, Marii Ludwiki i
        Jana Kazimierza były zresztą nader do siebie podobne, a ich symptomy
        przypominały śmierć Jana Olbrachta i Aleksandra.
        Sześciu synów Kazimierza Jagiellończyka nie zapewniło dynastii jagiellońskiej
        długiego żywota, mimo iż trzech z nich zasiadało na tronie polskim. Zeszła ona
        z areny już w następnym pokoleniu. Stało się tak za sprawą przymiotu, który
        był przekleństwem tej dynastii.
        • Gość: Gryf Re: Kila...cdn -ale o co Tobie chodzi ???? IP: *.internetdsl.tpnet.pl / 192.168.1.* 08.01.03, 21:57
          Czesc druhu stesknilem sie za Toba! Co u Ciebie? Czy juz wolne miejsce
          wytworzylo sie w kopule czaszkowej po tlumaczeniu tych technicznych tekstow i
          odreagowujesz piszac to co piszesz?




          Czas na uczciwosc
          • swarozyc Re: Kila...cdn -ale o co Tobie chodzi ????/Gryf 09.01.03, 19:34
            Nie, nie odreagowuje nieczego. Piszac, tez nie pisze tylko wycinam i wklejam...
            Ale faktycznie, kope lat... Mi tez bylo troche Ciebie brak jak niewinnosci
            niemowlecia...Rzuc temat to poszczebiocemy sobie troszku...
            PS. Nie rozumie pytania w rubryce? Musi mi o cos chodzic?
            • Gość: swarozyc Re: Zony i faworyty Jagiellonow IP: Telia:* / *.telia.com 09.01.03, 22:20
              Niewiele brakowało, aby dynastia Jagiellonów w ogóle w Polsce nie zaistniała.
              Władysław Jagiełło, kiedy dzięki małżeństwu z Jadwigą zasiadał na tronie
              polskim, liczył już trzydzieści pięć lat, ale wywodził się z wielodzietnej
              rodziny i wydawało się niewiarygodne, aby nie pozostawił po sobie sukcesora.
              Jego ojciec Olgierd miał bowiem dwunastu synów, stryj Kiejstut sześciu, a
              dziad Giedymin � siedmiu. Kłopoty mogły jedynie wyniknąć ze strony
              Andegawenki, ponieważ rodzinny syfilis już od dwóch pokoleń obniżył
              zdecydowanie dzietność tej dynastii. Jadwiga, córka króla Węgier Ludwika,
              przez obie swe babki Piastówny wnosiła polską krew w jagiellońskie stadło. Na
              skutek jej przedwczesnej śmierci krew ta nie została jednak przekazana
              dynastycznemu potomstwu i Jagiellonowie otrzymali ją dopiero za pośrednictwem
              Luksemburgów i Habsburgów. Królowa poślubiając Jagiełłę popełniła zresztą
              bigamię, gdyż od dzieciństwa była już żoną Wilhelma Habsburga, chociaż ze
              względu na młody wiek małżonków związek ten nie został skonsumowany.
              Rozgłaszano wprawdzie plotki, że przed przyjazdem Jagiełły do Krakowa Wilhelm
              przez dwa tygodnie przebywał w wawelskich komnatach królowej, czemu ona jednak
              pod przysięgą zaprzeczyła. Gniewosz z Dalewic, który pogłoski te
              rozpowszechniał, stanął przed sądem i zmuszony został do wejścia pod ławę, aby
              jak pies odszczekać swoje łgarstwa. Jadwiga wszelako nie dała swojemu mężowi
              sukcesora, umierając przy porodzie razem z córką.
              Drugą żoną króla została Anna, wnuczka Kazimierza Wielkiego, po jego córce
              wydanej za mąż za Wilhelma cylejskiego. Hrabiowie cylejscy, noszący nazwisko
              de Soneck, wsławili się szczególną okrutnością przechodzącą z ojca na syna. To
              o nich pisał Eneasz Piccolomini, późniejszy papież Pius II: �Srodzy, nieużyci,
              krwi żądni okrutnicy, skąpcy, wrogowie duchowieństwa, nie cierpiący obrzędów
              kościelnych, źli panowie, źli sąsiedzi, żarłocy i rozpustnicy". Jeden z nich
              udusił swoją żonę, zapaławszy miłością do innej kobiety. Jego własny ojciec
              kazał tę kobietę utopić. Drugi, rozmiłowawszy się w cudzej żonie, kazał zabić
              jej męża. W takim środowisku wychowywała się wnuczka Kazimierza Wielkiego Anna
              aż do czasu, kiedy w Cylii pojawiło się polskie poselstwo, aby zaproponować
              jej małżeństwo. Anna nie należała do kobiet urodziwych i rozczarowany Jagiełło
              zwlekał nawet ze ślubem, tłumacząc się, że nie może porozumieć się z
              narzeczoną, która nie zna polskiego języka. Była jednak kobietą pełną
              temperamentu i posądzano ją później o liczne zdrady małżeńskie. Wśród
              podejrzanych o stosunki z królową był między innymi Jakub z Kobylan, który
              przez trzy lata przesiedział w lochu, Mikołaj z Chrząstowa, który wolał uciec
              z Polski, niż trafić do więzienia, a nawet kasztelan wojnicki Andrzej
              Tęczyński. O niewinności Anny zapewniał arcybiskup Mikołaj z Kurowa, lecz
              powiadano o nim, że sam często gościł w królewskiej łożnicy. Księdza
              arcybiskupa pozwano nawet przed sąd koronny, ale jadąc na rozprawę spadł z
              konia i wyzionął ducha. Do skandalu w ten sposób nie doszło.
              Ile było prawdy w tych wszystkich pogłoskach, trudno jest oczywiście dzisiaj
              dociec, niemniej ród hrabiów cylejskich słynął z rozwiązłości, a kuzynka Anny
              Barbara, żona Zygmunta Luksemburczyka, zaliczała się do największych
              rozpustnic swego czasu. Anna urodziła Jagielle córkę Jadwigę, która zmarła
              wszakże przed dojściem do pełnoletniości. Podejrzewano, że kazała ją otruć
              czwarta żona królewska. Po śmierci Anny król ożenił się z Elżbietą Granowską.
              Była to kobieta nie pierwszej już młodości, matka dzieciom i wdowa po trzech
              mężach. Pierwszy mąż, Wiseł Czambor, porwał ją z domu, drugi, Janczyk
              Hiczyński, zabił pierwszego, ale sam oddał wkrótce ducha, a trzeciego,
              Wincentego z Granowa, otruli Krzyżacy. Trzecie małżeństwo
              sześćdziesięcioletniego monarchy, które nie gwarantowało następstwa tronu,
              odbiło się szerokim echem w całej Europie. Ukazał się na jego temat złośliwy
              paszkwil Falkenberga, a sekretarz królewski Stanisław Ciołek nazwał nową
              królową "cuchnącą maciorą, wyjałowioną wielu połogami, niezdolną już do
              rodzenia". Istotnie, Granowska nie dała królowi potomka, zmarłszy po trzech
              latach. Po jej śmierci Jagiełło, mimo iż przekroczył już siedemdziesiąt lat,
              postanowił ożenić się po raz czwarty. Wybór padł na spokrewnioną z nim
              księżniczkę Zofię Holszańską, młodszą od króla o lat pięćdziesiąt trzy.
              Swatano wprawdzie Władysławowi jej starszą siostrę, Wasylisę, ale odrzekł on,
              iż �Wasylisa ma wąsik, co oznacza, iż jest dziewką krzepką, a ja jestem
              człowiek stary i nie śmiem się o nią pokusić". Wybór padł przeto na młodszą
              siostrę, Zofię, która także była "dziewką krzepką", ponieważ mówiono o jej
              licznych kochankach i panowało przekonanie, że "jest bardziej urodziwa niż
              cnotliwa". Posądzono ją o stosunki z co najmniej sześcioma dworzanami, z
              których czterech zamkniętych zostało w lochu, a królowa swoją niewinność
              poświadczyć musiała przysięgą. Zofia urodziła Jagielle dwóch synów, a trzeci
              zmarł przy porodzie. Znaleźli się oczywiście i tacy, którzy mówili, iż
              prawdziwy ojciec królewiczów gnije w zamkowym lochu, a król dyskontuje na
              swoją korzyść cudze zasługi. Fakt pozostaje jednak faktem, iż los dynastii
              jagiellońskiej został uratowany, niezależnie od tego, czy uczynił to osobiście
              podstarzały monarcha, czy też jego wierni dworzanie.
              Historia nie przekazała wielu wiadomości o życiu najstarszego syna Jagiełły,
              Władysława zwanego Warneńczykiem. Żył krótko, zginął jako kawaler i do
              historii wszedł przez swoją śmierć, a nie przez swoje życie.
              Nie wiemy także nic bliższego o faworytach jego młodszego brata, Kazimierza,
              chociaż Maciej z Miechowa pisał, iż "do miłostek był on skłonny". Ożenił się z
              Habsburżanką Elżbietą, córką Albrechta II, wnuczką Zygmunta Luksemburczyka i
              sławnej z rozpusty Barbary cylejskiej. W jej żyłach płynęła odrobina krwi
              piastowskiej, ponieważ Zygmunt Luksemburczyk był prawnukiem Kazimierza
              Wielkiego. Elżbieta zwana Rakuszanką przeżyła w Polsce lat pięćdziesiąt jeden,
              ciesząc się zasłużonym szacunkiem i będąc wolna od wszelkich pozamałżeńskich
              skandali. Nie miała zresztą na to czasu, ponieważ bez przerwy rodziła
              Kazimierzowi dzieci. Było ich w sumie trzynaścioro, sześciu synów i siedem
              córek. Rozwiązłość po babce odziedziczył natomiast brat królowej Władysław
              Pogrobowiec, który mając niespełna czternaście lat zabawiał się już we
              wrocławskim domu publicznym. Najstarszym synem Kazimierza był Władysław, który
              po śmierci Jerzego z Podiebradu objął tron czeski, a po śmierci Macieja
              Korwina także tron węgierski. Jego trzykrotne małżeństwa nosiły w sobie pewną
              dozę skandalu. Po raz pierwszy ożenił się per procura z Barbarą, córką
              Albrechta Achillesa, elektora brandenburskiego, która miała lat dwanaście, ale
              była już wdową po księciu piastowskim Henryku XI z Głogowa. Małżeństwo to nie
              zostało jednak skonsumowane. Drugą żoną Władysława została wdowa po Macieju
              Korwinie, Beatrycze aragońska, siostra ostatniego króla neapolitańskiego.
              Jagiellończyk nie dopełnił także i tego związku, a z żoną widywał się jedynie
              w obecności świadków. Beatrycze zwracała się nawet do papieża, ale nie mogła
              dowieść, iż uzyskała potrzebne prawa, aby małżeństwo mogło być uznane za
              ważne. Papież Aleksander VI zwolnił więc Władysława ze ślubów, a Beatrycze
              musiała powrócić do kraju. Trzecią żoną króla Czech i Węgier, który dobiegał
              już czterdziestu lat, została Anna, córka Gastona II de Foix Grailly, hrabiego
              Candalle. Urodziła mu ona córkę Annę, późniejszą żonę cesarza Ferdynanda
              Habsburga, oraz syna Ludwika, który ożenił się ze swoją szwagierką Marią.
              Syn Władysława Jagiellończyka był ekshibicjonistą. Jeden ze współczesnych mu
              kronikarzy pisał, że �im dalej król rośnie w latach, tym bardziej głupieje. Ma
              on zupełnie zdeprawowane obyczaje i u tych, co z nim żyją na dworze, nie ma
              najmniejszego szac
              • swarozyc Re: Zony i faworyty Jagiellonow...2 09.01.03, 22:24
                Ma on zupełnie zdeprawowane obyczaje i u tych, co z nim żyją na dworze, nie ma
                najmniejszego szacunku ani poważania. Do komnat wchodzi każdy kto chce: król
                zaś wszystkim wchodzącym pokazuje się nago". Ludwik zginął w bitwie pod
                Mohaczem, nie pozostawiwszy po sobie potomka. Po śmierci Kazimierza
                Jagiellończyka na tronie polskim zasiadł Jan Olbracht, który umarł jako
                kawaler. Prowadził on życie nadzwyczaj bujne, zwłaszcza od czasu nieudanej
                wyprawy mołdawskiej. Pił wtedy na umór, szalał z kobietami, wdawał się w
                uliczne bójki. W jednej z nich został nawet raniony. Miał podobno wiele
                kochanek, bo według Macieja z Miechowa �na cielesną miłość był poniekąd
                natarczywy". Historia przekazała nazwisko jednej z nich, krakowskiej mieszczki
                Wąsówny. Jego brat Aleksander, który przejął po nim koronę, był żonaty z
                Heleną, córką Iwana III Srogiego. Jej matka Zoe pochodziła z bizantyjskiej
                dynastii Paleologów. Helena była kobietą bardzo przystojną, ale wokół niej i
                Aleksandra nie narosły żadne skandaliczne historie. Było to małżeństwo zgodne
                i kochające się, chociaż nie zaowocowało ono potomstwem.
                Trzeci syn Jagiellończyka, który zasiadł na tronie polskim, Zygmunt Stary, aż
                do czterdziestego piątego roku życia pozostawał kawalerem. Przez dwanaście lat
                uprzyjemniała mu życie Katarzyna Ochstat zwana Telniczanką, rodem z Moraw, z
                którą miał nieślubnego syna Jana, późniejszego biskupa wileńskiego i
                poznańskiego, oraz dwie córki: Reginę i Katarzynę. Pierwsza z nich poślubiła
                Hieronima Szafrańca z Pieskowej Skały, druga zaś hrabiego Montfortu Jerzego
                II. Zostawszy królem Zygmunt wydał Telniczankę za podskarbiego koronnego
                Andrzeja Kościeleckiego. Król żenił się dwa razy. Pierwszy raz z Barbarą
                Zapolyą, córką węgierskiego magnata. Jej matką była Jadwiga z Piastów
                cieszyńskich. Z małżeństwa tego pochodziła córka Jadwiga, poślubiona przez
                Joachima II, elektora brandenburskiego, przodka późniejszych królów pruskich z
                dynastii Hohenzollernów. Po śmierci Barbary Zygmunt przypomniał sobie o swojej
                dawnej kochance Katarzynie, która jako żona podskarbiego prowadziła bardzo
                swobodny i urozmaicony tryb życia. Pewnego dnia zaprosił ją na Wawel, a
                wynikiem tej wizyty stała się córka Beata, która chociaż nosiła nazwisko
                Kościelecka, była ewidentnym królewskim bastardem.
                Po trzech latach król ożenił się z Boną Sforzą, spokrewnioną z cesarzem
                Maksymilianem, królem Francji Franciszkiem i hiszpańskimi Aragonami. Reputacja
                Bony przed ślubem nie była niestety nieskazitelna, ponieważ wywodziła się ona
                z dość rozwiązłej rodziny. Jej ojciec Jan Galeazzo otaczał się licznymi
                kochankami, matka zaś, Izabela aragońska, pocieszała się między innymi z
                niejakim Aleksandrem Pignatelli. Syn Aleksandra, Hektor, adorował w tym czasie
                przyszłą królową Polski. Wraz z Boną przybyły zresztą na Wawel luźne obyczaje
                włoskiego renesansu, a także Colonna, kochanek jej matki, a powiadano również,
                że i córki. Bona patronowała potem w Krakowie �Stowarzyszeniu braci i sióstr
                swawolnych", do którego należał między innymi poeta i biskup Jan Dantyszek.
                Jego także podejrzewano o kontakty z królową.
                Bona urodziła Zygmuntowi syna, któremu nadano imię Zygmunt August, oraz córki:
                Izabelę, Zofię, Annę i Katarzynę. Izabelę wydano za mąż za królewskiego
                szwagra Jana Zapolyę, Zofię za Henryka, księcia Brunszwiku, a Katarzynę za
                Jana III, brata króla Szwecji. Najbrzydsza, Anna, pozostała w staropanieństwie
                przez ponad pięćdziesiąt lat, aż poślubił ją dopiero Stefan Batory.
                Po urodzeniu się najmłodszej córki, Katarzyny, stosunki pomiędzy małżonkami
                nieco ochłodły. Król dobiegał już zresztą sześćdziesiątki i wpadać począł w
                coraz większą dewocję. Krytycznie zapatrywał się na swobodne obyczaje
                renesansowego dworu i raziło go też zachowanie syna, stale uwikłanego w
                przeróżne miłostki. Zygmunt August, który objął tron po ojcu, żenił się trzy
                razy. Pierwsza i trzecia żona były siostrami i z obiema był na dodatek bardzo
                blisko skoligacony. Królewski stryj, Władysław, był dziadem obu jego żon. Ich
                ojcem był bowiem cesarz Ferdynand Habsburg, matką zaś Anna, córka
                Jagiellończyka. Pierwszej swej żony, Elżbiety, August nie znosił fizycznie,
                być może ze względu na jej epilepsję. Kiedy zatem po dwóch latach w wyniku
                dziewięciu kolejnych ataków padaczki umarła, odetchnął zapewne z ulgą. W tym
                czasie romansował z podstarzałą Włoszką Dianą di Cordona i krakowską mieszczką
                Weissówną. Jeszcze za życia żony związał się także z Barbarą Radziwiłłówną,
                wdową po wojewodzie wileńskim Gasztołdzie. Nie należała ona do kobiet
                cnotliwych, gdyż według Stanisława Orzechowskiego miała licznych
                kochanków "różnych stanów i różnych profesji: senatorów, szlachciców, biednych
                i bogatych, mieszczan i wieśniaków, braci klasztornych i masztalerzy".
                Powiadano, iż utrzymywała także stosunki ze swoim bliskim krewnym, Mikołajem
                Czarnym Radziwiłłem.
                Pomimo to Zygmunt pokochał Barbarę i kiedy owdowiał, postanowił ją poślubić.
                Małżeństwo królewskie wywołało wrzenie w całym państwie. Barbarę obrzucano
                kalumniami, a kasztelan poznański Andrzej Górka przypisywał jej trzydziestu
                ośmiu kochanków, nierząd i syfilis. Nazwano ją magna meretrix Lithuaniae,
                czyli wielką nierządnicą Litwy. Wszyscy musieli jednak przyznać, iż była
                kobietą nadzwyczaj piękną, a jej twarz uwieczniona podobno została na słynnym
                obrazie Matki Boskiej Ostrobramskiej.
                W kilka miesięcy po koronacji Barbary dosięgła jej śmierć. Król załamał się,
                ale trzeba było zabezpieczyć dynastyczne interesy. Uzyskawszy zatem
                odpowiednią dyspensę, ożenił się po raz trzeci ze swoją kuzynką i siostrą swej
                pierwszej żony, Katarzyną, wdową po Franciszku Gonzadze. Ponownie był to
                jednak ożenek chybiony i ponownie żona okazała się chora na epilepsję.
                Zygmunt otoczył się tłumem przeróżnych kochanek, które sprowadzali mu
                pokojowiec Kniazik i piwniczy królewski Jakub. W większości były to kochanki
                bezimienne, chociaż utrwaliły się w historii nazwiska kabalarki Zuzanny
                Orłowskiej, Anny Zajączkowskiej, a nade wszystko Barbary Giżanki, która u
                schyłku królewskiego życia stała się nie koronowaną królową. Pojawiła się ona
                na dworze dzięki misternie uknutej intrydze.
                Giżanka była zakonnicą w klasztorze bernardynek. Klasztor ów znajdował się nie
                opodal królewskiego zamku i nic przeto dziwnego, iż pewnego dnia ujrzał ją
                królewski pokojowiec Mikołaj Mniszech. Zapałał do niej afektem i przy pomocy
                dostawcy klasztornej żywności, Żyda Idzima, w przebraniu zakonnicy dostał się
                do klasztoru. Młoda mniszka bez specjalnych oporów została jego kochanką.
                Mikołaja uderzyło podobieństwo Giżanki do zmarłej królowej Barbary i
                postanowił podobieństwo to wykorzystać.
                Zasugerował królowi, że urządzi na zamku seans spirytystyczny, na którym
                przywołany zostanie duch Barbary. Zygmunt przystał na to bez wahania i w nocy
                z 7 na 8 stycznia 1569 roku seans doszedł do skutku. Uczestniczyli w nim
                astrologowie Proboszczowic i Gradowski oraz czarnoksiężnik Twardowski. W
                półmroku płonących świec pokazano królowi z daleka ucharakteryzowaną Giżankę.
                Wrażenie było nadzwyczaj silne. Król omdlał i trzeba było wzywać lekarza.
                Po pewnym czasie Mniszech zakomunikował Zygmuntowi, iż przypadkowo spotkał
                kobietę uderzająco podobną do wywołanej niedawno zjawy i za zgodą króla
                wprowadził Giżankę na dwór. Intryga osiągnęła swoje apogeum w 1571 roku, kiedy
                to Giżanka powiła córkę, której ojcostwo wmówiono Zygmuntowi.
                Wpływ królewskiej faworyty stał się tak duży, że od jej protekcji zależały
                nominacje na marszałka wielkiego koronnego i biskupa krakowskiego. Na dworze
                szarogęsili się także jej matka, szwagier Szawłowski oraz Żyd Idzim. Sytuacja
                stała się do tego stopnia skandaliczna, iż kilku koronnych i litewskich
                wielmożów postanowiło porwać Giżankę i zatrzymać ją pod kluczem aż do decyzji
                sejmu. Ostrzeżony o tym monarcha wyprawił ją jednak na Podlasie i wkrótce, nie
                bacząc
                • swarozyc Re: Zony i faworyty Jagiellonow...3 09.01.03, 22:27
                  Ostrzeżony o tym monarcha wyprawił ją jednak na Podlasie i wkrótce, nie
                  bacząc na swoją chorobę, podążył jej śladem. Jak się okazało, była to już
                  ostatnia podróż króla. Śmierć dosięgła go w Knyszynie 7 lipca 1572 roku.
                  Zanim jeszcze zaczęła się agonia, Giżanka zainicjowała rabunek królewskiego
                  mienia. Widok był przerażający, a naoczny świadek napisał, że "nie było nawet
                  czym przykryć ciała ostatniego z Jagiellonów".
                  Sejm powołał specjalną komisję do zbadania nadużyć popełnionych na dworze. Z
                  przesłuchań świadków wyłoniła się nader wyraźnie intryga uknuta przez Mikołaja
                  Mniszcha, zogniskowana wokół Barbary Giżanki, nazwanej przez jednego z
                  dworzan "szlachetną nierządnicą". Pomimo ewidentnych dowodów winy cała sprawa
                  została jednak umorzona i z czasem poszła w niepamięć. Ród Jagiellonów w swej
                  męskiej linii schodził z areny bezpotomnie, i to w sposób uwłaczający nie
                  tylko monarszej, ale nawet ludzkiej godności.
                  • swarozyc Re: Dla zainteresowanych 10.01.03, 18:02
                    Wszystkie zaprezentowane tu teksty pochodza z ksiazki Jerzego Jankowskiego pt.
                    "Monarsze sekrety" bedacej do nabycia w wydawnictwie Toporzel.

                    republika.pl/toporzel/
                    • swarozyc Re: Dla zainteresowanych 12.01.03, 22:42
                      zabierzy im historie, i w ten sposob pozbawimy ich czlowiczenstwa...
                      Adolf Hitler
                      Jestescie wspaniali ludnosci szczecina i okolic...
                      • swarozyc Re: Nasza slowianskosc 01.03.03, 17:34
                        Polska natura jest słowiańska. Słowianina cechuje skłonność do anarchii. Ta
                        anarchia zawiera w sobie duży ładunek aktywności, niestety nie twórczej, lecz
                        głównie skierowanej przeciwko wszystkiemu, co godzi w wolność otoki
                        indywidualizmu wegetacyjnego, czyli personalizmu Słowianina. Jest on
                        anarchistą w swoim własnym środowisku, natomiast nie widzi ujmy w poddaniu się
                        obcym. Wiemy od Nestora, jak to Słowianie wschodni, nie mogąc się pogodzić
                        między sobą, posłali w roku 862 za morze do Waregów: "ziemia nasza wielka i
                        bogata, ale nie ma u nas porządku. Przybywajcie kniażyć nam i rządzić nami." I
                        tak w historii Rusi Kijowskiej widzimy Ruryków, Olegów, Olgi, Igorów, Dirów,
                        Askoldów itd.
                        Z drugiego krańca etnosu słowiańskiego mamy świadectwo z VI wieku historyka
                        bizantyjskiego, raczej dodatnie: "Te plemiona, Słowianie i Antowie, nie są
                        rządzeni przez jednego człowieka, lecz od wieków żyją w ustroju władzy ludowej
                        (demokracji) i dlatego szczęście lub nieszczęście w życiu uważają za rzecz
                        wspólną dla wszystkich."2) Ten autor wielekroć wymienia Słowian, ale nie
                        znajdujemy w jego dziele nic o ich anarchii. W nauce jednak ustaliła się
                        opinia, której wyraz dał niepodważalny autorytet, Aleksander Brckner,
                        stwierdzeniem: "Słowianin to urodzony anarchista." Czy taka też jest prawda o
                        nas, Polakach? Jest, ale nie całkiem. Trzeba wziąć zasadniczą poprawkę na
                        spadły na nas katolicyzm. Wpierw nim wskutek anarchii upadła, I Rzeczpospolita
                        została skatoliczona. Z tych samych powodów nie ostała się II Rzeczpospolita.
                        Skatoliczona jak poprzednie, obecna III Rzeczpospolita na naszych oczach wije
                        się w konwulsjach anarchii i prywaty. To nie tylko i nie głównie słowiańskość
                        nasza. To przede wszystkim i głównie katolicyzm, katolicki personalizm, ten
                        miazmat, wszczepiony psychice narodu i powodujący jej skażenie. Zdrowy,
                        humanistyczny system wychowawczy byłby otamował to wszystko, co w naszej
                        słowiańskości było dla życia zbiorowego złe. Katolicki system wychowawczy
                        odwrotnie - to wszystko złe pielęgnował. Kultywował cechy dla życia narodu
                        rozkładowe. Cytowałem już gdzie indziej i przypomnę na tym miejscu, jak szkoła
                        jezuicka uczyła młodzież, że podatkom proponowanym w sejmach należy się
                        sprzeciwiać. Na skutki takiego kształcenia przyszłych posłów do sejmu nie
                        trzeba było długo czekać. Rosja, licząc, że okrojoną po pierwszym rozbiorze
                        Polską nie będzie już musiała dzielić się z sąsiadami, podjęła starania
                        jakiegoś uporządkowania kraju całkowicie od siebie zależnego. W roku 1775
                        zwołany został sejm: "Przyszły na stół ważne sprawy skarbowe a szlachta w
                        delegacji dowiedziała się z przerażeniem, że mocarstwa zgodziły się, aby
                        Rzeczypospolita miała 36.000.000 rocznego dochodu i utrzymywała 30.000 wojska.
                        Z przerażeniem mówię, bo mówcy opozycyi wystąpili silnie przeciwko podatkom i
                        oświadczyli wielokrotnie, że ich kraj (tj. szlachta) nie zniesie."
                        Tak się ujawnił charakter narodu polakatolików, dla których istnienie własnego
                        państwa, właśnie ograbionego przed trzema laty, nie było najważniejsze.
                        Dobitnie wyraził to wyzuty niebawem z resztek tego państwa, uwielbiany wieszcz
                        tego narodu jezumaryjków: "Nie chcemy Polski - powiedział kiedyś Mickiewicz
                        (oczywiście, będąc już pod wpływem Towiańskiego) - jeżeli nie ma być Polską na
                        drodze woli Bożej."
                        Jeden z bezsilnych świadków, a potem opisywaczy klęski wrześniowej 1939 roku
                        wyraźnie dostrzega jakąś chorobę, która trawi charakter narodowy polski, nie
                        zdobywa się jednak na docieczenie jej źródła i nazwanie go po imieniu.
                        Pisze: "...jeżeli uświadomić sobie nazbyt już długotrwały proces staczania się
                        Polski w dół, kurczenie się jej stanu posiadania, zatratę bogactw
                        materialnych, zanikanie wpływów politycznych i kulturalnych, to musi się dojść
                        do wniosku, że była jakaś głębsza przyczyna, jakaś wielka choroba, która
                        toczyła od dawna polski organizm, wykrzywiała jego światopogląd, czyniła go
                        niezdolnym do spojrzenia w oczy rzeczywistości, rodziła słabe charaktery,
                        pozbawiała Polaków równowagi ducha i wniwecz obracała ich często ofiarne
                        wysiłki.
                        (...) Naród, który nie uświadomił sobie swego dziejowego zadania, jest jak
                        okręt płynący bez steru i we mgle poprzez wielkie morze. Przyznajmy, że w
                        ciągu dziejów nie mogliśmy odnaleźć naszego dziejowego zadania. (...) Zadanie
                        jest ponad ministrami i partiami, trwa nie widząc pokoleń, które giną i które
                        się rodzą. Jest wyprute z wszelkiego uczucia i kieruje się wyłącznie interesem
                        państwowym. ÁWczorajszy wróg może być jutrzejszym sojusznikiem, a wczorajszy
                        sojusznik - jutrzejszym wrogiem - jakże to brzmi obco pod polskim niebem,
                        gdzie codziennym doradcą bywa właśnie uczucie.
                        Nie można udowodnić, ażeby kiedykolwiek zrozumiano w naszym kraju potrzebę
                        określenia sobie podobnego zadania. Mówiło się za to i mówi się jeszcze dużo o
                        historycznej misji, o dziejowym posłannictwie, nawet o idei Polski. Jest to
                        żelazny rekwizyt, który wyciągamy z namaszczeniem, ilekroć brakuje nam
                        rzeczowych argumentów. Wówczas w oparach, bijących ze słabych głów, rosną
                        majaki, których ojcem jest polityczny romantyzm, matką - polityczne
                        bankructwo. Wówczas słyszymy, że celem Polski jest być krzewicielką i stróżem
                        zachodniej kultury we wschodniej Europie, przedmurzem katolicyzmu, zaporą
                        przeciwko burzy od Azji, wiecznym bojownikiem o świętą wolność ludów. (...) Te
                        dawno przebrzmiałe echa byłyby nieszkodliwym wspomnieniem, gdybyśmy w XX wieku
                        nie próbowali na tak wątłej podmurówce klecić wytycznej naszej polityki. W
                        rzeczywistości wznosiliśmy tylko fantastyczne zamki na lodzie... (...).
                        Jakież jest dziejowe zadanie Polski?
                        Byłoby błędem poszukiwać go w znacznej odległości od naszego kraju. Na to
                        Polska jest zbyt słaba. Ma za krótkie ręce. To, co jest od nas odległe, może
                        nawet bardzo nas interesować i może ze swej strony interesować się nami.
                        Będzie to jednak zawsze tylko chwilowa koniunktura i przejściowa gra
                        polityczna, natomiast nasza stała dziejowa rzeczywistość - to my i nasi
                        sąsiedzi. Tylko w tym zespole zawiera się rozwiązanie naszego być albo nie
                        być - naszej siły lub słabości, rozkwitu lub upadku."

                        Rodzajem kokieterii jest zaznaczanie, że się jej wcale nie posiada.
                        • Gość: dad Re: Nasza slowianskosc IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 01.03.03, 18:25
                          Bardzo proszę o nieogólnianie.
                          Jestem słowianinem, ale moja naruta nie ma nic wspólnego
                          z WAćPANA osądem.
                          A WAćPAN to słowianin czy coś innego?
                          Czy waśmość sprząta kupy po swoim piesku?
                          A może to mają zrobić słowianie za waćpana?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka