kurde.felek
27.09.06, 15:04
Uprawianie polityki w Polsce, moim zdaniem, od dawna jest na poziomie
rynsztoka a elity cyniczne i zdemoralizowane do granic absurdu. W walce o
władze sięga się po wszystko, nawet po bezpardonowe kupowanie poglądów i
poparcia. Kupić można każdego, problemem jest wyłącznie cena – uważają
politycy z obozu braci Kaczyńskich. Ale nie tylko oni…
Dla uważnego obserwatora polskiej sceny politycznej – to, co ujawniła Renata
Berger nie powinno szokować.
Natomiast na kanwie tego wydarzenia jest kilka rzeczy wysoce bulwersujących.
To, co ukazała swoimi tajniackimi nagraniami posłanka Beger odsłania, jak mało
ugruntowane jest w osobowościach polskich polityków poczucie wolności i jej
polityczna wartość.
A tym samym świadomość własnych poglądów politycznych i idei. Każde działanie,
każdą deklaracje, obietnice, zapowiedź, zaprezentowany program polityczny -
statystycznego polskiego polityka można z góry zaopatrzyć w etykietkę -
„fałszywka”.
Człowieka naprawdę wolnego – nie kupi się. Niczym. Nie skusi go ani pensja
sekretarza stanu, ani prezesura ani to, że szef partii cmoknie w policzek i
ogłosi bez mała narzeczoną.
Liderzy PiS uważają, że ludzi i ich poglądy polityczne można jednak kupić. To
tylko kwestia ceny.
Zatem pytanie – czy i ich idee, nie są takimi właśnie „fałszywkami”, kupionymi
przez braci Kaczyńskich?
Stawia to także przed potencjalnym wyborcą pytanie, jak dalece i jak głęboko
przyglądać się „wybrańcom narodu”, by wybierać z pożytkiem dla państwa i jego
obywateli.
Czy mamy wybierać kogoś o mentalności niewolnika, którego można kupić za byle
co, czy człowieka niezależnego, krytycznego wobec rzeczywistości i samego
siebie, mającego poczucie wolności i świadomość mocy tej wolności? Co nie
należy mylić oczywiście z anarchią.
Czy Polacy potrafią być ludźmi wolnymi?...Czy umieją z tej wolności korzystać?...
Renata Berger, pokazała w sposób bardzo brutalny, że w mentalności liderów
aktualnie rządzących – Polacy nie są ludźmi wolnymi, można ich kupić i nimi
manipulować.
Każdy, kto kiedykolwiek zetknął się z metodyką pracy, jakiejkolwiek zresztą,
doskonale wie, że do zrealizowania jakiegokolwiek celu (zadania) trzeba skupić
zespół ludzi, którzy rozumieją i akceptują cel oraz metody, jakimi się go ma
zamiar osiągnąć. Czują się zespołem. Kupiony, nawet za krocie, pracownik,
jeśli nie utożsami się z zadaniem, jakie mu się powierza, nie określi je jako
własne do zrealizowania – nigdy nie będzie dobrym pracownikiem. Tak samo,
kupiony polityk nigdy nie będzie dobrym politykiem. I nigdy nie zagra
harmonijnie w zespole.
Współcześni menadżerowie doskonale o tym wiedzą. Sądzę, że bracia Kaczyńscy
także. Zatem rodzi się kolejne pytanie, po co im rząd i zaplecze
parlamentarne, które nie potrafią grać zespołowo?
I jeszcze jedno - czy taki podkupiony "przechrzta" z "Samoobrońcy" na
"PiS-una",zapytał swoich wyborców, co oni na to? Nie zapytał? Ale gaże
poselskie z ich podatków - bierze...
Wszak wyborcy wybrali go z listy "S", a nie PiS. Co ważniejsze dla wyborcy Jan
Kowalski z partii, czy partia z Janem Kowalskim? na to pytanie nie ma
odpowiedać marszałek Marek Jurek czy innych PiS-owski VIP, ale elektorat.
Dla obecnych elit politycznych Polska jako państwo – nie liczy się, liczy się
posiadanie władzy i jej manifestowanie.
Miałem okazję w minionym tygodniu uczestniczyć w bardzo ważnej,
międzynarodowej konferencji naukowej, zajmującej się problemami liberalizacji
usług transportowych w Europie, w tym także w Polsce.
Transport jest nerwem każdej gospodarki, bez względu na ustrój, polityków i
nazwę państwa. Liberalizacja jego usług i deregulacja rynku transportowego
niesie obniżenie kosztów odbijających się realnie w naszych portfelach. Polska
jest słabo przygotowana do inicjatyw i działań unijnych w tej materii,
zwłaszcza w sektorze kolejowym. Na polskim rynku przewoźników panuje
dysharmonia między usługodawcami a klientami, bardziej liczy się rynek
przewoźnika niż tego, kto z jego usług korzysta. Transportowcy wielu idei UE
po prostu nie rozumieją, silne lobby związkowe jest kolejną kłodą po drodze.
Wszystkie te problemy przekładają się wprost na jakość życia każdego Polaka,
na cenę biletu kolejowego czy cenę chleba, który musi być dowieziony
czymkolwiek z piekarni do sklepu. Nie mówiąc o jakości podróży czy kupionego
chleba. Mało, kto zdaje sobie z tego sprawę.
Wynikałoby, że taka konferencja, z udziałem wiceprzewodniczącego Komisji
Europejskiej - komisarza Barrota, przedstawiającego Polakom osobiście nowe
aspekty polityki transportowej UE – winna wywołać poważne zainteresowanie elit
politycznych. Owszem elity były, przez 5 minut, na części oficjalnej. I się
„zmyły”.
Dla elit ważniejsza była awantura z premierem Lepperem tego dnia i jego
odwołanie.
Państwo, jego problemy, jego perspektywy, a kogo to w sumie obchodzi, poza
garstką naukowców, paru związkowców czy kilku praktyków!…
Media?! Trzyzdaniowa notka w „Rzeczpospolitej”. To wszystko.
Polska, jako państwo od dłuższego czasu funkcjonuje w absurdalnych warunkach,
rządzone przez ludzi, którzy chyba nie do końca rozumieją jego mechanizmy.
Władza stała się narkotykiem, koszmarnym nałogiem wyniszczajacym wszystko
dookoła, a stopień uzależnienia ogromny. Politycy dawno zgubili swoje
polityczne cele, którymi wabili i kokietowaliwyborców, by tylko dorwać się do
tej ukochanej władzy.
Renata Berger unaoczniła zaledwie tylko jeden z symptomów tego ogromnego i
wysoce szkodliwego dla kraju uzależnienia.
Dla władzy, jak widać, wg poglądów aktualnie rządzących - można zdemoralizować
każdego Polaka korupcją polityczna, upodlić go do roli skomlącego o profity
polityczne, zdewastować poczucie godnosći i zabić we nim wolność w.
Kogoś, kto odważy się te praktyki publicznie ujawnić i nazwać po imieniu –
oskarżać o spisek.
Tak rodzi się totalitaryzm.