Dodaj do ulubionych

Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ?

IP: *.ipartner.com.pl 05.04.03, 13:25
We wczorajszym wydaniu Gazety (ogólnopolskim) "Adwokat jak lekarz - komentuje
Ewa Siedlecka" stwierdziła, że "A tak się stanie, jeśli ograniczy się do
otwarcia dostępu do zawodu, bo to mogłoby tak obniżyć ceny usług, że
działalność przeciętnego radcy czy adwokata stałaby się nieopłacalna. "

Co Wy na to?

www1.gazeta.pl/kraj/1,34317,1407467.html
PS A co z pracownikami byłych PGR'ów. Może też ograniczyć dostęp do zawodu
rolnika. Lepper to podchwyci!
Obserwuj wątek
    • Gość: rado prawnicy IP: 111.111.51.* 05.04.03, 13:49
      troche przesadziles. to ze ta pani ma takie zdanie nie znaczy ze jest idiotka
      napisala takze:
      I nie chodzi tylko o tych kilka tysięcy absolwentów prawa rocznie, przed
      którymi zamyka się drzwi do zawodu. Chodzi o prawo ludzi do pomocy prawnej,
      które wynika z konstytucji. Dziś przy limitowaniu dostępu do zawodu ceny usług
      są takie, że - co przyznają sami adwokaci - potencjalni klienci wolą sobie
      radzić sami. A to często kończy się tak, jak mogłoby się skończyć samodzielne
      wycięcie sobie wyrostka robaczkowego przez kogoś, kogo nie stać na szpital.

      dla mnie sprawa jest jasna. nalezy zapewnic uczciwy dostep do zawodow
      prawniczych na podstwie egzaminu panstwowego i dopuszczenia wszystkich ktorzy
      taki egzamin zdadza. teraz mozna np. zdac a nie zostac przyjetym. rzadza w
      korporacjach kliki rodzinnne. dziecko adwokata od 1 roku studiow nie musi nic
      robic a i tak zostanie awokatem. korporacja szkodzi zawodowi bo obniza poziom
      przyjomwaiem miernych znajomych, szkodzi klientom bop maja niski poziom uslug
      za kosmicznie wysoka cene i szkodzi panstwu bo zwieksza bezrobocie, obniza
      autorytet wymiaru sprawiedliwosci i prowadzi do upadku etosu zawodu prawnika.
      zyskuje na tym tylko waska grupa juz wybranych.
      w warszawce miala miejsce taka sytuacja ze rada notariuszy postanowila bnie
      przeprwoadzac egzminu w danym roku. jakis koles sie odwolal i NSA nakazal
      przeprowadzenie egzaminu. egzamin sie odbyl ale zaden kandydat nie zdobyl
      wymaganej liczby punktow. dzis korporacje adwokatow, radcow i notariuszy to
      panstwo w panstwie.
      pozdrawiam rado
      • Gość: andymax Re: prawnicy IP: *.ipartner.com.pl 05.04.03, 14:20
        Masz rację, poniosło mnie!
        Ale problem pozostał.
        Śledzę wysiłki lobby prawniczego, żeby zablokować nowelizację ustawy. Była
        także audycja Trójki na ww temat (bardzo smakowite wypowiedzi młodych z
        Stowarzyszenia Fair-Play - absolwenci prawa sekowani przez starych)

        Żeby nie było niejasności NIE jestem prawnikiem, lekarzem, radcą lub
        komornikiem.
      • longplay Re: prawnicy 05.04.03, 19:29
        Gość portalu: rado napisał(a):

        > w warszawce miala miejsce taka sytuacja ze rada notariuszy postanowila bnie
        > przeprwoadzac egzminu w danym roku. jakis koles sie odwolal i NSA nakazal
        > przeprowadzenie egzaminu. egzamin sie odbyl ale zaden kandydat nie zdobyl
        > wymaganej liczby punktow. dzis korporacje adwokatow, radcow i notariuszy to
        > panstwo w panstwie.
        > pozdrawiam rado
        Zgoda.
        Dla mnie wzorem konkurencji w zawodzie prawniczym jest m.in. USA. Ceny za
        podstawowe usługi prawnicze są niższe niż w Polsce ! Jeżeli sprawa jest
        ciekawa i adwokat ma szansę wybić się na rynku dzięki danej sprawie bierze to
        za darmo czyli za ewentualną część wygranej.


      • Gość: Cros1 Re: prawnicy IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 06.04.03, 14:18
        Wreszcie panie Rado napisał pan coś obiektywnie mądrego.
        Pozdrawiam i życze tak dalej.
        • Gość: rado Re: prawnicy IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.03, 12:26
          Gość portalu: Cros1 napisał(a):

          > Wreszcie panie Rado napisał pan coś obiektywnie mądrego.
          > Pozdrawiam i życze tak dalej.
          tak sie ciesze!!!
          na reszcie udalo mi sie zdobyc twoja przychylnosc.
          zawsze o tym marzylem
          pozdrawiam rado
          • Gość: Cros1 Re: prawnicy IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 07.04.03, 13:01
            Też się ciesze.Jest mała nieściśłość w Twoim poście odnośnie
            limitu adwokatów i notariuszy w danym mieście.Wszystko zależy
            od układów,to znaczy co rodzic lub rodzice przyszłego adepta
            temidy załatią starym wygą.Osobiście śledziłem 3 przypadki
            zwiazane z wpółzależnościami w Szczecinie.
    • Gość: andymax Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? IP: *.ipartner.com.pl 05.04.03, 20:03
      Jednak po przemyśleniu uważam, że p.Siedlecka popełnia błąd logiczny.
      Cytat I
      "Dziś przy limitowaniu dostępu do zawodu ceny usług są takie, że - co przyznają
      sami adwokaci - potencjalni klienci wolą sobie radzić sami."
      Cytat II
      "...to mogłoby tak obniżyć ceny usług, że działalność przeciętnego radcy czy
      adwokata stałaby się nieopłacalna. "

      To jak w końcu ma być!?

      Identycznie z notariuszami. Za stosowanie niższych cen niż przewiduje
      taryfikator grożą usunięciem z korporacji = zakaz wykonywania zawodu!
    • skuter70 Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? 07.04.03, 08:41
      pani redaktor powtorzyla to co niedawno mowili prawnicy w programie
      telewizyjnym na ten temat.

      przyznam, ze bylo to dla mnie zaskakujace ale naprawde prawnik potrafil w TV
      powiedziec wprost: nie nalezy dopuszczac do zawodu bo JA bym wtedy mniej
      zarabial
    • Gość: Buazen Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie IP: 217.153.7.* 07.04.03, 10:26
      Kastowy system w światku prawniczym nie zniknie, dopóki w sejmie nie znikną
      takie "buraki" jak Lepper, Beger itp. To nimi tak dobrze manipulują prawnicy.
      Kto, byłby na tyle głupi, żeby podcinać gałąź na której siedzi. Prawnicy
      doskonale wiedzą, jak wypersfadować posłom i ministrom takie pomysły jak: dwa
      ostatnie lata studiów traktowane jako aplikacja (specjalizacja), egzamin
      połączony z obroną pracy magisterskiej. Z drugiej strony, klika prawnicza stara
      sie zabezpieczyć po wprowadzeniu praw obowiązujących w unii Europejskiej.
      Zgodnie z prawem Unii, osoba, kóra ma wykształcenie prawnicze i przepracowane
      minimum 5 lat w kancelarii prawniczej, notarialnej, radcowskiej automatycznie
      nabywa prawo do wykonywania w/w zawodu. No i zaczęła się masowa wymiana
      personelu pomocniczego w naszych polskich kancelariach. A to wszystko po to,
      aby po wstąpieniu do Unii nie przybyło kilku tysięcy młodych prawników,
      notariuszy, radców.
      • longplay Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie 07.04.03, 10:47
        Gość portalu: Buazen napisał(a):

        > Kastowy system w światku prawniczym nie zniknie, dopóki w sejmie nie znikną
        > takie "buraki" jak Lepper, Beger itp. To nimi tak dobrze manipulują
        prawnicy.
        > Kto, byłby na tyle głupi, żeby podcinać gałąź na której siedzi. Prawnicy
        > doskonale wiedzą, jak wypersfadować posłom i ministrom takie pomysły jak:
        dwa
        > ostatnie lata studiów traktowane jako aplikacja (specjalizacja), egzamin
        > połączony z obroną pracy magisterskiej. Z drugiej strony, klika prawnicza
        stara
        >
        > sie zabezpieczyć po wprowadzeniu praw obowiązujących w unii Europejskiej.
        > Zgodnie z prawem Unii, osoba, kóra ma wykształcenie prawnicze i
        przepracowane
        > minimum 5 lat w kancelarii prawniczej, notarialnej, radcowskiej
        automatycznie
        > nabywa prawo do wykonywania w/w zawodu. No i zaczęła się masowa wymiana
        > personelu pomocniczego w naszych polskich kancelariach. A to wszystko po to,
        > aby po wstąpieniu do Unii nie przybyło kilku tysięcy młodych prawników,
        > notariuszy, radców.

        Sądzę, że Twoja diagnoza nie jest pełna. Lepper i Beger z bolszewickiej
        nienawiści do ludzi z wiedzą typu : a po co mi inżynier, ja to zrobię sam mogą
        aczkolwiek z prymitywnych pobudek zaszkodzić tej kastowości.
        Kastowość zawdzięczamy bardziej rozumiejących się kolegów z wyższych sfer.
        Blokujący otwarcie się rynku dla notariuszy i prawników są bardzie po stronie
        Uni Wolności.
      • bbury Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie 07.04.03, 10:54
        Widzę że "przyczepiliście" się do aplikacji adokackiej i radcowskiej.
        pomijacie tym samym najciekawszą tzn. notarialną.
        Ostatnio minęła rocznica - "10" = okrągła sprywatyzowania państwowych biur
        notarialnych. Swego czasu tą pracę (notariusza) podejmowali tylko tacy którzy
        się na nic nie załapali... A teraz - notariusz który wyciga mniej niż 30-40 tys
        na misiąc to jakaś ciamajda. I nie opowidajcie mi że ta praca wymaga jakichś
        szczególnych predyspozycji...

        Najfajniejsze jest jednak ciągłe zasłanianie się etyką :)
        Pozwolę sobie ją zapraezentować:

        - wysokość górnych stawek pobieranych przez notariuszy określa rozporządzenie.
        - spytajcie prezeza okręgowej albo krajowej izby to wam powie że to są stawki
        maksymalne i możecie je sobie negocjować.
        Wygląda uczciwie no nie ?
        ALE
        1. notariusze mają kodeks etyki :)
        2. jednym z naruszeń zasad etyki jest stosowanie nieuczciewj konkurecnji
        3. jednym z przejawów nieuczciwej konkurencji jest (sic) zaniżanie cen
        4. zgodnie z obowiązaującą w izbach notarilnych zasadą (nie dokoca oficjalną)
        pobieranie stawek niższych niż najwyższe jest właśnie zaniżaniem cen
        5. czyli z notariuszem możecie cenę negocjować a on i tak nie obniży - bo mu
        etyka :0 nie pozwala.

        Idąc do radcy czy adwokata - można jeszcze powiedzieć że - sami się na to
        decydujecie bo sprawę możecie prowadzić sobie sami. Idąc do notariusza - nie
        macie wyboru bo w żaden inny sposób nie możecie np. kupić mieszkania albo ziemi.
        A kto był u motariusza wie jakie to koszty i jaka "poważna" praca. Student
        który liczy na aplikację wklepuje za darmo tekst do wzorca - notariusz czyta i
        kasuje z 1000 zł.

        Ot i tak wygląda etyka po polsku :(
        • Gość: rado Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.03, 12:30
          ladnie to wszystko napisales ale jeszcze dodam ze dojcie do tego zawodu jest
          mozliwe jedynie gdy ktorys z obecnych umrze. naja bowiem arytet zalezny od
          ilosci mieszkancow na danym terenie.
          pozdrawiam rado
          • bbury Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie 07.04.03, 12:41
            Gość portalu: rado napisał(a):

            > ladnie to wszystko napisales ale jeszcze dodam ze dojcie do tego zawodu jest
            > mozliwe jedynie gdy ktorys z obecnych umrze. naja bowiem arytet zalezny od
            > ilosci mieszkancow na danym terenie.
            > pozdrawiam rado

            :) wydawało mi się to tak oczywiste że sobie odpuściłem. Chciałem tylko pokazać
            tą patologię (w wielką ETYKĄ na gębie) w jej skrajnej formie.
            Oczywiście inne korporacje nie są dużo lepsze ale takich wypaczeń jak u
            notariuszy nie ma nigdzie...
            Ale tam idzie o naprawdę grubą kasę.
            Wystarczy spojrzeć na repertytorium notariusza z byle Koziej Wólki który ma
            rocznie ponad 2000 wpisów.
            Licząc lekko po ponad 500 zł (taka drobnica :) za jeden akt notarialny macie
            roczny przychód. Jakie są koszty wynajęcia jednego pokiku i pani do wklepywania
            aktów oceńcie sami.

            Tylko do cholery czemu ja MUSZĘ za to płacić ?
          • Gość: Jax Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie IP: 157.25.119.* 07.04.03, 12:54
            Co do stawek notariuszy - vide: spółki węglowe w Katowicach - to momentami jest
            to zgroza. Zwłaszcza, że niektórzy notariusze odwalają swoją robotą (błędy w
            aktach !!!). Znam też jednak naprawdę rzetelnych fachowców ale tyle to nawet im
            bym nie płacił. Negocjowac taksę de facto są w stanie tylko kancelarie
            prawnicze przy dużych transakcjach a nie misio z ulicy.

            Co do stawek adwokatów/radców - chciałbym dostawać (w przyszłości mam na to
            nadzieję) jako kwalifikowany prawnik 150 zł za 15 minut. To jest chyba jakaś
            ekstra-warszawska stawka. Wedle mojej wiedzy jest to zwykle 100 zł za około 30
            min. Tyle samo ile ostatnio za podłączenie w 20 minut kuchenki gazowej zażądało
            po koleji 3 techników. 4 wziął w końcu 90 zł. A każdy mówił - "ja mam
            uprawnienia i to musi tyle kosztować". Nie mówiąc o lekarzu, który za receptę i
            10 minutową konsultację żąda 70 złotych. Wszyscy podłączamy kuchenki i
            wypisujemy recepty ? Nie wiem czy ktoś zauważył ten drobiazg w dyskusji -
            polskie społeczeństwo jest generalnie bardzo biedne i nie stać je na wiele
            rzeczy, które na zachodzie są raczej standardem. Na prawników, lekarzy (nie
            tych "publicznych") itp. Mam pytanie: ile powinna wynosić stawka za poradę,
            prowadzenie sprawy itp przez prawnika. Gdyby prawo u nas nie zmieniało się co 3
            sekundy to dałoby się działać wręcz rutynowo. W praktyce za każdym razem
            sprawdzamy wszystkie ustawy "w około tematu" czy od wczoraj coś nie weszło w
            życie, a to zajmuje ciut więcej niż owe mityczne 15 minut. Choć podobno są i
            tacy chałturnicy którzy byle coś powiedzieć klientowi i skasować 100 złotych. A
            nie zauważyli np. że KK z 1969 już nie obowiązuje...

            Swoje też dołoży kosmiczna wysokość wpisu i kosztów egzekucji - a od pozwu do
            wyegzekwowania mija często 2-3 lata (jeśli sie uda coś ściągnąć). Kto w takiej
            sytacji dołoży jeszcze na prawnika ? A który prawnik (chyba że dłużnikiem jest
            Skarb Państwa ;) pójdzie na procent od wygranej ?
            • bbury Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie 07.04.03, 15:24
              Gość portalu: Jax napisał(a):

              Mam pytanie: ile powinna wynosić stawka za poradę,
              > prowadzenie sprawy itp przez prawnika.


              Na pytanie odpowedź jest prosta: cenę usługi powinien zweryfikować rynek... Ile
              klient jest w sttanie zapłacić - tyle jest warta usługa....
              Tak się składa że żyjemy (podobno) w gospodarce wolnorynkowej. I idąc tym
              tropem zadam pytanie: na czym polega "ważniejszość" usługi prawnika od usługi
              chłopaków podłączających kuchenkę gazową. Jeśli adwokat przegra sprawe cywilną
              bo będzie cienki - to jedynie klient straci pieniądze (a i to niekoniecznie bo
              po coś są ubezpieczenia OC). Jeśli chłopaki źle podłączą kuchenkę to mogą
              wysadzić cały budynek...


              Z korporacjami prawniczymi jest jak z każdym monopolem. Za wielkie pieniądze
              dostajesz (zazwyczaj) usługę niskiej jakości... Ciesz się ze wogóle dostałeś...

              Słusznie zauważyłeś że tem problem rozlewa się na inne zawody. Każdy chce się
              zamnknąć , zrobić samorząd, kasować skałdkę i odpowednie opłaty od klientów
              którzy są skazani na usługi członków korporacji. Oczywiście trzeba się wtedy
              jeszce zamknąć na ludzi z zewnątrz żeby "nie psuli rynku". Z pięknych wzorców
              jak się to robi skorzystało już kilka zawodów a niektóre dopiero starają się
              przebić - np. syndycy...

              Tak to już jest że ci co mają gębę pełną etyki i frazesów o zaufaniu
              publicznych myślą tylko jednym - mamonę. hja roumiem że każdy chce zarobić ale
              niech chociaż nie robi komedii z pogrzebu.

              Bo tak naprawdę to co napisałem jest smutne i świadczy tylko o zepsuciu
              obyczajów w naszym kreju. Homo sovieticus chyba wygrywa...
              • swarozyc Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie 07.04.03, 15:30
                bbury napisał:
                Tak to już jest że ci co mają gębę pełną etyki i frazesów o zaufaniu
                publicznych myślą tylko jednym - mamonę. hja roumiem że każdy chce zarobić ale
                niech chociaż nie robi komedii z pogrzebu.
                Bo tak naprawdę to co napisałem jest smutne i świadczy tylko o zepsuciu
                obyczajów w naszym kreju. Homo sovieticus chyba wygrywa...
                ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                nie wiem dlaczego ale kosciol kat. przyszedl mi na mysl w kontekscie geby
                pelnej etyki...widocznie musze byc zboczony!
                Oj nie homo sovieticus, lub nie tylko...
                Paskudna geba homo catolicus wyziera zza wegla...
            • Gość: rado Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie IP: 111.111.51.* 07.04.03, 15:30
              Gość portalu: Jax napisał(a):

              > Co do stawek adwokatów/radców - chciałbym dostawać (w przyszłości mam na to
              > nadzieję) jako kwalifikowany prawnik 150 zł za 15 minut. To jest chyba jakaś
              > ekstra-warszawska stawka. Wedle mojej wiedzy jest to zwykle 100 zł za około
              30
              > min. Tyle samo ile ostatnio za podłączenie w 20 minut kuchenki gazowej
              zażądało
              >
              > po koleji 3 techników. 4 wziął w końcu 90 zł. A każdy mówił - "ja mam
              > uprawnienia i to musi tyle kosztować". Nie mówiąc o lekarzu, który za receptę
              i
              >
              > 10 minutową konsultację żąda 70 złotych. Wszyscy podłączamy kuchenki i
              > wypisujemy recepty ?

              nie nie wszyscy ale wszyscy mamy ,mozliwosc zostania monterem gazowym a egzamin
              lekarski robiony jest przez panstwo nie przez izbe lekarsa i nie ma
              ograniczenia ilosci lekarzy na danym terenie i mamay lekarzy przyjmujacych
              darmowo za panstwowoe pieniadze.


              >Mam pytanie: ile powinna wynosić stawka za poradę,
              > prowadzenie sprawy itp przez prawnika.

              tyle ile wyznaczy rynek nie korporacja sprawa jest jasna. to tak jakby chcleb
              kosztpwal 100 zl bo tak wymyslila korporacja piekarzy i zdolala zapisac to w
              ustawie.

              nie myslalem ze znajdzie sie jakis obronca ale jednak sie znalazl. z tego co
              piszes to widze ze jetes studentem prawa. a pierwsze rozczatrowania juz blisko.
              moze cie notariusz jakis zatrudni na czarno za 500 zl. wtedy opowiedz o
              wrazeniach z pola walki. pozdrawiam rado
              • Gość: Jax Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie IP: 157.25.119.* 07.04.03, 16:34
                Gość portalu: rado napisał(a):

                > Gość portalu: Jax napisał(a):
                >
                > > Co do stawek adwokatów/radców - chciałbym dostawać (w przyszłości mam na t
                > o
                > > nadzieję) jako kwalifikowany prawnik 150 zł za 15 minut. To jest chyba jak
                > aś
                > > ekstra-warszawska stawka. Wedle mojej wiedzy jest to zwykle 100 zł za okoł
                > o
                > 30
                > > min. Tyle samo ile ostatnio za podłączenie w 20 minut kuchenki gazowej
                > zażądało
                > >
                > > po koleji 3 techników. 4 wziął w końcu 90 zł. A każdy mówił - "ja mam
                > > uprawnienia i to musi tyle kosztować". Nie mówiąc o lekarzu, który za rece
                > ptę
                > i
                > >
                > > 10 minutową konsultację żąda 70 złotych. Wszyscy podłączamy kuchenki i
                > > wypisujemy recepty ?
                >
                > nie nie wszyscy ale wszyscy mamy ,mozliwosc zostania monterem gazowym a
                egzamin
                >
                > lekarski robiony jest przez panstwo nie przez izbe lekarsa i nie ma
                > ograniczenia ilosci lekarzy na danym terenie i mamay lekarzy przyjmujacych
                > darmowo za panstwowoe pieniadze.

                Co do monterów - zgoda, są nielimitowani, ale zawodów tego typu (takich, na
                których przedstawicielach ciąży odpowiedzialność jest przecież sporo). Im też
                się należy stosowne wynagrodzenie...

                Co do limitowania lekarzy - na studia medyczne przyjmuje się jednak ograniczoną
                liczne chętnych (zaocznych studiów chyba jeszcze nie ma ;). Ponadto ponoć
                uzyskanie praktyk (stażu ?) bez lekarza w rodzinie (a najlepiej w klinice) jest
                wręcz cudem - tak mówią znajomi studenci AM. Wszystko analogicznie jak w
                naszych ulubionych korporacjach ;).

                Państwo sponsoruje służbę zdrowia bo to jest bardziej niż obsługa prawna
                ludziom potrzebne. Pytanie tylko, ile by kosztowała usługa lekarska gdyby
                Państwo (czyli wszyscy) do niej nie dokładało. Raczej tez byśmy się "obyli" bez
                lekarzy...

                > >Mam pytanie: ile powinna wynosić stawka za poradę,
                > > prowadzenie sprawy itp przez prawnika.
                >
                > tyle ile wyznaczy rynek nie korporacja sprawa jest jasna. to tak jakby chcleb
                > kosztpwal 100 zl bo tak wymyslila korporacja piekarzy i zdolala zapisac to w
                > ustawie.

                Tyle ile wyznaczy rynek - tak. Ale nie produkujmy bezrobotnych, którzy nie
                znajdą pracy w zawodzie (a to skutek bezczelnej polityki wyższych uczelni nic
                nie uczących a organizujacych nabór na 1000 osób i to zaoczny). Najpierw się
                mami zawodem a potem - no cóż, masz pecha chłoptasiu...
                Wydaje mi się, ze jakieś swoiste "planowanie" przez państwo musi istnieć - po
                co finansować z podatków 5 lat kształcenia bezrobotnego ? No i studia mają
                czegoś uczyć a nie tego co jest teraz - jak przeżyć w wielkim tłumie... Bo to
                trochę mało ;) Podobno w Niemczech 1/3 adwokatów (po państwowym egzaminie) nie
                robi nic związanego z prawem. To chyba jednak nie o to chodzi. Pozdrawiam.




                > nie myslalem ze znajdzie sie jakis obronca ale jednak sie znalazl. z tego co
                > piszes to widze ze jetes studentem prawa. a pierwsze rozczatrowania juz
                blisko.
                >
                > może cie notariusz jakis zatrudni na czarno za 500 zl. wtedy opowiedz o
                > wrazeniach z pola walki. pozdrawiam rado


                • Gość: rado Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie IP: 111.111.51.* 07.04.03, 18:20
                  Gość portalu: Jax napisał(a):

                  > Co do limitowania lekarzy - na studia medyczne przyjmuje się jednak
                  ograniczoną liczne chętnych (zaocznych studiów chyba jeszcze nie ma ;). Ponadto
                  ponoć uzyskanie praktyk (stażu ?) bez lekarza w rodzinie (a najlepiej w
                  klinice) jest wręcz cudem - tak mówią znajomi studenci AM. Wszystko
                  analogicznie jak w naszych ulubionych korporacjach ;).

                  w pewnym sensie podobnie. ale argument ze na studia przyjmuje sie ograniczona
                  liczbe studentow jest bezsensowny. i jak mowilem lekrze sa panstwowi nie
                  organizuja sami sobie egzaminu i nie maja z gory ustalonych stawek i
                  ograniczenia terenowego. poza tym to zaden argument ze u lekarzy tez nie jest
                  najlepiej wiec nie ruszac prawnikow.

                  > Państwo sponsoruje służbę zdrowia bo to jest bardziej niż obsługa prawna
                  > ludziom potrzebne. Pytanie tylko, ile by kosztowała usługa lekarska gdyby
                  > Państwo (czyli wszyscy) do niej nie dokładało. Raczej tez byśmy się "obyli"
                  bez lekarzy...

                  nie rozumiem o co ci chodzi. co to ma do korporacji prawniczych.

                  > > >Mam pytanie: ile powinna wynosić stawka za poradę,
                  > > > prowadzenie sprawy itp przez prawnika.
                  > >
                  > > tyle ile wyznaczy rynek nie korporacja sprawa jest jasna. to tak jakby chc
                  > leb
                  > > kosztpwal 100 zl bo tak wymyslila korporacja piekarzy i zdolala zapisac to
                  > w
                  > > ustawie.
                  >
                  Ale nie produkujmy bezrobotnych, którzy nie
                  > znajdą pracy w zawodzie (a to skutek bezczelnej polityki wyższych uczelni nic
                  > nie uczących a organizujacych nabór na 1000 osób i to zaoczny). Najpierw się
                  > mami zawodem a potem - no cóż, masz pecha chłoptasiu...

                  tak jest w kazdej dziedzinie. chyba lepiej tak rozwijac kraj zeby ludzie po
                  studiach mieli prace a nie koniecznie ograniczac liczbe studentow. oczywiscie w
                  granicach rozsadku nie tak ze wynajamuja hale cegielskiego zeby wszystkich
                  studentow z lapanki upchac na zajecia. poza tym wyksztalcony bezrobotny jest
                  lepszy niz niewyksztalcony,


                  > Wydaje mi się, ze jakieś swoiste "planowanie" przez państwo musi istnieć - po
                  > co finansować z podatków 5 lat kształcenia bezrobotnego ? No i studia mają
                  > czegoś uczyć a nie tego co jest teraz - jak przeżyć w wielkim tłumie... Bo to
                  > trochę mało ;) Podobno w Niemczech 1/3 adwokatów (po państwowym egzaminie)
                  nie robi nic związanego z prawem. To chyba jednak nie o to chodzi.
                  Pozdrawiam.

                  pewnie i dlatego trzeba zablokowac dostep do adrwokatury i ograniczyc go do
                  pociotkow? w polsce absolwenci prawa tez w duzym stopniun nie rpacuja w
                  zawodzie. ten argument w ustach adwokatow i notariuszy koszacych po
                  kilkadziesiat tys miesziecznie ze tak sie martwia o bezrobotnych adwokatow jest
                  idiotyczny. dajmy innym szanse a potem to bedzie ich problem jak sobie poradza
                  na rynku.
                  wogole nie myslalem ze znajdzie sie ktos poza adwokatami czy bedacymi juz na
                  aplikacjach, kto bedzie tego bronil. a tu jeszszcze student prawa ktorego
                  wlasnie te restrykscje dotkna. chyba ze masz juz zapewnienie dostania sie na
                  aplikacje. moze tata pracuje?
                  pozdrawiam rado


                  >
                  >
                  >
                  >
                  > > nie myslalem ze znajdzie sie jakis obronca ale jednak sie znalazl. z tego
                  > co
                  > > piszes to widze ze jetes studentem prawa. a pierwsze rozczatrowania juz
                  > blisko.
                  > >
                  > > może cie notariusz jakis zatrudni na czarno za 500 zl. wtedy opowiedz o
                  > > wrazeniach z pola walki. pozdrawiam rado
                  >
                  >
                  • Gość: Jax Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie IP: 157.25.119.* 08.04.03, 10:22
                    Gość portalu: rado napisał(a):

                    > Gość portalu: Jax napisał(a):
                    >
                    > > Co do limitowania lekarzy - na studia medyczne przyjmuje się jednak
                    > ograniczoną liczne chętnych (zaocznych studiów chyba jeszcze nie ma ;).
                    Ponadto
                    >
                    > ponoć uzyskanie praktyk (stażu ?) bez lekarza w rodzinie (a najlepiej w
                    > klinice) jest wręcz cudem - tak mówią znajomi studenci AM. Wszystko
                    > analogicznie jak w naszych ulubionych korporacjach ;).
                    >
                    > w pewnym sensie podobnie. ale argument ze na studia przyjmuje sie ograniczona
                    > liczbe studentow jest bezsensowny. i jak mowilem lekrze sa panstwowi nie
                    > organizuja sami sobie egzaminu i nie maja z gory ustalonych stawek i
                    > ograniczenia terenowego. poza tym to zaden argument ze u lekarzy tez nie jest
                    > najlepiej wiec nie ruszac prawnikow.

                    Nie,że nie ruszać tylko,że do "ruszenia" jest nieco więcej "świętych krów".

                    > > Państwo sponsoruje służbę zdrowia bo to jest bardziej niż obsługa prawna
                    > > ludziom potrzebne. Pytanie tylko, ile by kosztowała usługa lekarska gdyby
                    > > Państwo (czyli wszyscy) do niej nie dokładało. Raczej tez byśmy się "obyli
                    > "
                    > bez lekarzy...
                    >
                    > nie rozumiem o co ci chodzi. co to ma do korporacji prawniczych.

                    Tyle,że demagogicznie brzmi argument,że do lekarzy jest dostęp a do prawników
                    nie bo ci pierwsi sa państwowi (finansowani przez państwo). Utwórzmy biura
                    pomocy prawnej finansowane przez Skarb Państwa, ze stosownymi poradami prawnymi
                    i.... się okaże, że państwa na to nie stać. A może stać, tylko zlikwidujmy
                    niewydolną pomoc prawną z urzędu. To tylko dlatego nie czujemy kastowości
                    zawodu lekarza (mniejszej jednak chyba niż prawników). Gdyby służba zdrowia
                    była "wolnorynkowa" (płacimy za wszystko) i z obecnymi zasadami kształcenia
                    lekarzy. Hulaj dusza piekła nie ma !

                    > > > >Mam pytanie: ile powinna wynosić stawka za poradę,
                    > > > > prowadzenie sprawy itp przez prawnika.
                    > > >
                    > > > tyle ile wyznaczy rynek nie korporacja sprawa jest jasna. to tak jakb
                    > y chc
                    > > leb
                    > > > kosztpwal 100 zl bo tak wymyslila korporacja piekarzy i zdolala zapis
                    > ac to
                    > > w
                    > > > ustawie.
                    > >
                    > Ale nie produkujmy bezrobotnych, którzy nie
                    > > znajdą pracy w zawodzie (a to skutek bezczelnej polityki wyższych uczelni
                    > nic
                    > > nie uczących a organizujacych nabór na 1000 osób i to zaoczny). Najpierw s
                    > ię
                    > > mami zawodem a potem - no cóż, masz pecha chłoptasiu...
                    >
                    > tak jest w kazdej dziedzinie. chyba lepiej tak rozwijac kraj zeby ludzie po
                    > studiach mieli prace a nie koniecznie ograniczac liczbe studentow. oczywiscie
                    w
                    >
                    > granicach rozsadku nie tak ze wynajamuja hale cegielskiego zeby wszystkich
                    > studentow z lapanki upchac na zajecia. poza tym wyksztalcony bezrobotny jest
                    > lepszy niz niewyksztalcony,

                    Właśnie chodzi mi o takie akcje - oferowanie za cięzkie pieniądze ułudy
                    wykształcenia i obłudne załamywanie rąk przez panów profesorów.

                    >
                    > > Wydaje mi się, ze jakieś swoiste "planowanie" przez państwo musi istnieć -
                    > po
                    > > co finansować z podatków 5 lat kształcenia bezrobotnego ? No i studia mają
                    >
                    > > czegoś uczyć a nie tego co jest teraz - jak przeżyć w wielkim tłumie... Bo
                    > to
                    > > trochę mało ;) Podobno w Niemczech 1/3 adwokatów (po państwowym egzaminie)
                    >
                    > nie robi nic związanego z prawem. To chyba jednak nie o to chodzi.
                    > Pozdrawiam.
                    >
                    > pewnie i dlatego trzeba zablokowac dostep do adrwokatury i ograniczyc go do
                    > pociotkow? w polsce absolwenci prawa tez w duzym stopniun nie rpacuja w
                    > zawodzie. ten argument w ustach adwokatow i notariuszy koszacych po
                    > kilkadziesiat tys miesziecznie ze tak sie martwia o bezrobotnych adwokatow
                    jest
                    >
                    > idiotyczny. dajmy innym szanse a potem to bedzie ich problem jak sobie
                    poradza
                    > na rynku.
                    > wogole nie myslalem ze znajdzie sie ktos poza adwokatami czy bedacymi juz na
                    > aplikacjach, kto bedzie tego bronil. a tu jeszszcze student prawa ktorego
                    > wlasnie te restrykscje dotkna. chyba ze masz juz zapewnienie dostania sie na
                    > aplikacje. moze tata pracuje?
                    > pozdrawiam rado
                    Owszem pracuje - kolejarz 3 lata do emerytury, a mama na nauczycielskiej
                    emeryturze...
                    Moim zdaniem - egzamin dopuszczający do zawodu musi być. Masa ludzi kończących
                    studia nie umie nic. 4 rok prawa i nie da się przekonać, że fundacja ma
                    osobowośc prawną... Kwestią, która niezależnie kto będzie te egzaminy robił
                    ("niezależna komisja "? - nowa kieszeń dla łapówek) jest tylko to czy będą one
                    uczciwe. Mnie ta uczciwośc wystarczy. Tyle i aż tyle.


                    > >
                    > >
                    > >
                    > >
                    > > > nie myslalem ze znajdzie sie jakis obronca ale jednak sie znalazl. z
                    > tego
                    > > co
                    > > > piszes to widze ze jetes studentem prawa. a pierwsze rozczatrowania j
                    > uz
                    > > blisko.
                    > > >
                    > > > może cie notariusz jakis zatrudni na czarno za 500 zl. wtedy opowiedz
                    > o
                    > > > wrazeniach z pola walki. pozdrawiam rado
                    > >
                    > >
                    • Gość: rado Re: Kastowość zawodów prawniczych nie zniknie IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 15:35
                      Gość portalu: Jax napisał(a):

                      >
                      > Nie,że nie ruszać tylko,że do "ruszenia" jest nieco więcej "świętych krów".

                      no to sie zgodzilismy.


                      > Tyle,że demagogicznie brzmi argument,że do lekarzy jest dostęp a do prawników
                      > nie bo ci pierwsi sa państwowi (finansowani przez państwo). Utwórzmy biura
                      > pomocy prawnej finansowane przez Skarb Państwa, ze stosownymi poradami
                      prawnymi i.... się okaże, że państwa na to nie stać. A może stać, tylko
                      zlikwidujmy
                      > niewydolną pomoc prawną z urzędu. To tylko dlatego nie czujemy kastowości
                      > zawodu lekarza (mniejszej jednak chyba niż prawników). Gdyby służba zdrowia
                      > była "wolnorynkowa" (płacimy za wszystko) i z obecnymi zasadami kształcenia
                      > lekarzy. Hulaj dusza piekła nie ma !

                      pewnie tak. dlatego ja optuje za prywatna sluzbe zdrowia z wyjatkiem biednych,
                      ktorych na to nie stac. na zasadzie ubezpieczen.


                      >
                      > Właśnie chodzi mi o takie akcje - oferowanie za cięzkie pieniądze ułudy
                      > wykształcenia i obłudne załamywanie rąk przez panów profesorów.

                      na szczecinskim prawie sa zlamani bo sa na gazie.

                      > Moim zdaniem - egzamin dopuszczający do zawodu musi być. Masa ludzi
                      kończących
                      > studia nie umie nic. 4 rok prawa i nie da się przekonać, że fundacja ma
                      > osobowośc prawną... Kwestią, która niezależnie kto będzie te egzaminy robił
                      > ("niezależna komisja "? - nowa kieszeń dla łapówek) jest tylko to czy będą
                      one
                      > uczciwe. Mnie ta uczciwośc wystarczy. Tyle i aż tyle.

                      ta ktora jest ci wstarczy? egzamin musio byc to jest jasne. ale chodzi o co
                      innego. o ograniczenie liczby przyjec. jak pisalem 15 radcow 2 adwokatow 0
                      notariuszy jak na szczecin gdzie jest minimum 300 absolwentow rocznie, klany
                      rodzinne, ogrniaczenie terytorialne, ogromne wpisowe na egzamin. ja twoi
                      rodzice wyloza 1000 zl na egzamin i tak przez kilka lat. egzamin panstwowy moze
                      byc z ministerstwa wszystko jedno. niewiele jest studentow w szczecie z
                      wejsciem do ministerstwa zeby dac lapowke a do korporacji duzo latwiej.
                      ciagle nie wiem po co bronisz tego systemu. wytlumacz mi.
                      pozdrawiam rado


        • longplay Co do notariuszy absolutna zgoda. Bbury. n/t 07.04.03, 15:07
          bbury napisał:

          > Widzę że "przyczepiliście" się do aplikacji adokackiej i radcowskiej.
          > pomijacie tym samym najciekawszą tzn. notarialną.
          > Ostatnio minęła rocznica - "10" = okrągła sprywatyzowania państwowych biur
          > notarialnych. Swego czasu tą pracę (notariusza) podejmowali tylko tacy
          którzy
          > się na nic nie załapali... A teraz - notariusz który wyciga mniej niż 30-40
          tys
          >
          > na misiąc to jakaś ciamajda. I nie opowidajcie mi że ta praca wymaga jakichś
          > szczególnych predyspozycji...
          >
          > Najfajniejsze jest jednak ciągłe zasłanianie się etyką :)
          > Pozwolę sobie ją zapraezentować:
          >
          > - wysokość górnych stawek pobieranych przez notariuszy określa
          rozporządzenie.
          > - spytajcie prezeza okręgowej albo krajowej izby to wam powie że to są
          stawki
          > maksymalne i możecie je sobie negocjować.
          > Wygląda uczciwie no nie ?
          > ALE
          > 1. notariusze mają kodeks etyki :)
          > 2. jednym z naruszeń zasad etyki jest stosowanie nieuczciewj konkurecnji
          > 3. jednym z przejawów nieuczciwej konkurencji jest (sic) zaniżanie cen
          > 4. zgodnie z obowiązaującą w izbach notarilnych zasadą (nie dokoca oficjalną)
          > pobieranie stawek niższych niż najwyższe jest właśnie zaniżaniem cen
          > 5. czyli z notariuszem możecie cenę negocjować a on i tak nie obniży - bo mu
          > etyka :0 nie pozwala.
          >
          > Idąc do radcy czy adwokata - można jeszcze powiedzieć że - sami się na to
          > decydujecie bo sprawę możecie prowadzić sobie sami. Idąc do notariusza - nie
          > macie wyboru bo w żaden inny sposób nie możecie np. kupić mieszkania albo
          ziemi
          > .
          > A kto był u motariusza wie jakie to koszty i jaka "poważna" praca. Student
          > który liczy na aplikację wklepuje za darmo tekst do wzorca - notariusz czyta
          i
          > kasuje z 1000 zł.
          >
          > Ot i tak wygląda etyka po polsku :(
          • bbury Re: Co do notariuszy absolutna zgoda. Bbury. n/t 07.04.03, 15:27
            Sorry za błędy ale się troszkę śpieszę :)
    • Gość: jams Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? IP: 217.153.5.* 08.04.03, 00:08
      hmm całkiem poważna dyskusja rozgorzała aż miło poczytać. Zastanawia mnie
      jedno. Dlaczego człowieka po pięciu latach ciężkich studiów (przynajmniej na
      zaocznych takie były:) ktos ośmiela się jeszcze z tego materiału który na
      tychże studiach został do głowy wtłuczony egzaminować? Czyżby tak uwielbiane
      kliki zawodowe nie ufały polskim uczelniom? czyżby w nosie miały zakres
      nauczania, czyżby wreszcie studenciki dziennych studiów nie za bardzo trzymały
      poziom? Może zastanówcie się nad pytaniem, czego potwiredzeniem miałoby być
      pozytywne zdanie takiego egzaminu? Wiedzy? Umiejętności wykraczających poza
      ścisłe określenie zawodu? Jeżeli potrzebny jest dodatkowy egzamin niczego nie
      potwierdzający to czy nie jest on naruszeniem powagi dyplmu wyższej uczelni i
      tytułu magistra nauk prawnych? Irytuje mnie temat aplikacji radcowskich,
      adwokackich czy notarilanych! Czego nauczy mnie stary adwokat czego nie
      zrozumiałbym prowadząc praktykę? Lizania dupy sędziemu? Kombinatorstwa i szkoły
      protegowania własnej rodziny? hmm dziwne. cZego nauczy mnie notariusz? Wydawać
      panience polecenia wydrukowania określonego tekstu z Worda? Bo szkoła pisania
      dokumentów notaialnych chiba tak jakoś podupadła ostatnio. nawet język stawrych
      dokumentów gdzieś przepadł.
      Pozwólmy zadecydować ludziom czy wybiorą młodego bez praktyki czy starego wygę.
      Stawiam orzechy przeciw dolarom że starzy padli by szybciej niż muchy w smole,
      zmieceni liczbą i poziomem młodych, może przede wszystki poziomem o który się
      ich nie podejrzewa i próbuje uczyć. Poziomem moralnym i etycznym, tak chętnie
      służącym za ścierka do gęby różnym, najmniej uprawnionym osobom. Strasznie
      chciałbym zniszczyć tą skamielinę nie dlatego żeby samemu startować (w dupie
      mam prawników tych króli polskiej nowomowy, cesarzy niezrozumiałego języka,
      imperatorów honoru i kodeksu etyki), lecz po to żeby nie cofać kraju do czasu
      Króla Ćwieczka. To mamy dzisiaj. Młody uczeń musi szukać "miszcza" u którego
      będzie pół życia terminował za michę zupy żeby po śmierci dziadygi przejąć z
      tryumfem schedę po nim.
      Zastanówcie się nad jeszcze jedną kwestią. Dlaczego w naszym kraju w hieerarchi
      pożądanych zawodów prawniczych Sędzia znajduje się na końcu, a każdy chce być
      notariuszem? W normalnym kraju szczytem prawniczej kariery jest stanowisko
      Sędziego, dawane jako swoista nagroda za zasługi. Prestiż sędziego jest tak
      wielki że w początku lat 90 gdy Wałęsa zaczynał prezydenturę w gościnę do
      polski przyjechała sędzina sądu najwyższego USA, i ktoś przy pamiątkowym
      zdjęciu zrobił jej "uszy królika". gdy wyszło to na jaw skończyło się rozmową
      dwóch prezydentów. poważną rozmową. bardzo poważną.
      p.s. u notariusza to sie 2 lata za darmo tyra, choć nie, nie za darmo, za
      obietnicę "może się da coś zrobić za dwa lata"
      z poważaniem
      mgr nauk prawnych
      • Gość: rado Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 09:12
        Gość portalu: jams napisał(a):

        > hmm całkiem poważna dyskusja rozgorzała aż miło poczytać. Zastanawia mnie
        > jedno. Dlaczego człowieka po pięciu latach ciężkich studiów (przynajmniej na
        > zaocznych takie były:) ktos ośmiela się jeszcze z tego materiału który na
        > tychże studiach został do głowy wtłuczony egzaminować? Czyżby tak uwielbiane
        > kliki zawodowe nie ufały polskim uczelniom? czyżby w nosie miały zakres
        > nauczania, czyżby wreszcie studenciki dziennych studiów nie za bardzo
        trzymały
        > poziom? Może zastanówcie się nad pytaniem, czego potwiredzeniem miałoby być
        > pozytywne zdanie takiego egzaminu? Wiedzy? Umiejętności wykraczających poza
        > ścisłe określenie zawodu? Jeżeli potrzebny jest dodatkowy egzamin niczego nie
        > potwierdzający to czy nie jest on naruszeniem powagi dyplmu wyższej uczelni i
        > tytułu magistra nauk prawnych?


        egzamin jest sensowny i potrzebny to tak jak kurs na prawo jazdy i egazmin
        potem. sprawdza nie tylko cala wiedze prawna ale i ogolna. tu wszytskorjest ok.
        jesi wybierales sie na aplikacje to zobaczysz jaka jest roznica miedzy tym
        egzaminem a obrona pracy. sam wiesz jacy czasem ludzi studiuja. wiec egzamin
        tak ale na sprawiedliwych warunkach. w szczecinie na np. radcowska przykjmuje
        sie 15 osob na adwokacka ok 2 na notarialna wcale. nie dlatego ze nie mozna, ze
        nie ma miejsca na zajecia, ale dlatego ze tak sobie panowie radcy adrwokaci i
        notarusze wymyslili. rocznie prawo konczy zdaje sie ok 300 osob wiec to jest
        wlasnie ta troska o bezrobocie. dodam jeszcze ze korporacje ustalaja tez stawki
        za egzamin i u radcow wynosi to obecnie 1000 zl. za podejscie prosze ciebie za
        to ze mozesz dostapic zaszczytu napisania egzaminu. do tego w czasie trwania
        aplikacji musisz placic skladki czlonkowskie.

        >cZego nauczy mnie notariusz? Wydawać
        > panience polecenia wydrukowania określonego tekstu z Worda? Bo szkoła pisania
        > dokumentów notaialnych chiba tak jakoś podupadła ostatnio. nawet język
        stawrych dokumentów gdzieś przepadł.

        oczywiscie takijest skutek wybierania znajomych a nie najlepszych. moze nie
        znasz ale na prawie sa juz od pierwszego roku osobyb z lekko zadartym noskiem
        ktore kompletnie olewaja wszystko bo i tak tata jest adwokatem potem spotykasz
        go po studiach i mowi: a wiesz mi udalo sie dostac na aplikacje adwokacka.
        potoem opowiada jak to sie z kumplami najebal i jzdzila samochodem na laski itd.
        wiec kororacyjnosc powoduje bezrobocie wsrod abslwentow, nabija kieszenie
        obcenym czlonkom zawodu i powoduje jego degrengolade.


        Dlaczego w naszym kraju w hieerarchi pożądanych zawodów prawniczych Sędzia
        znajduje się na końcu, a każdy chce być
        > notariuszem?

        nie wiem bo bycie notariuszem jest praktycznie wykluczone. z aplikacja sadowa
        tez jest niezla zabawa. w zasadzie pracuje sie tam na poczatku za darmo
        poniewaz wiekszosc przyjec na ta aplikacje to miejsca tzw bezetatowe. czyli
        chodzisz, pracujesz i nic za to nie masz. jestes po studiach mas zok 25 lat
        czesto juz rodzine dziecko idziesz do pracy do sadu i niec za to nie
        dostajesz!!! mozesz poprosic sprzataczke jak jestes glodny jak ma dobre serce
        podzieli sie drugim sniadaniem. oczywiscie wykonujesz prace za sadziego piszesz
        uzasadnienia do wyrokow normalnnie pracujesz on sie pod tym podpisuje i dalej
        malysza oglada. potem jak slanczysz to aplikacje to oczywiscie nie ma dla
        ciebie miejsca w tym miesic egdzie skonczyles i mieszkasz wiec daja ci
        propozycje nie do odrzucenia przeniesienie do koziej wolki. po 40 mozesz dostac
        przeniesienie spwrotem do swojego rodzinnego miasta. podobnie dziala to u
        prokuratorow. a jesli chodiz o zarobki to sam wisz jaka jest wyzszosc
        notariusza nad sedzia czy prokuratorem. minimum dziesieciokrotna.
        no. ladnego maila napisales. postaralem sie ladnie odpisac.
        pozdrawiam rado

        • bbury Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? 08.04.03, 10:45
          No już nie przesadzajcie - nie każdy sędzia chce być notariuszem :)
          Np. w NSA nie jst tak źle (a nawet prawa niektórzy nie skończyli ).

          Pozdrawiam

          PS
          swego czasu zastanawiałem się nad źródłem obecnych metod kształcenia prawników
          (w Polsce). I prawdziwe źródła znalazłem w ... średniowieczu. Toż to prawdziwy
          cech. Prawo to nauka prawie tajemna bo nie ma ksiąg ani aktów prawnych. Poza
          tym zawód prawnika jest nieatrakcyjny i zostawia się go dla mniejszości
          narodowych żyjących na uboczu...

          Skoda że nikt nie zauważył że czasy się zmieniły a każdy z nas jest (częstokroć
          z musu) prawnikiem.

          Bzdura lex sed lex :)
          • Gość: jams Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? IP: 212.160.165.* 08.04.03, 12:46
            hmm, w sumie to nie mogę się zgodzić z koniecznością przeprowadzenia egzaminu.
            Przy założeniu bowiem słabej jakości dyplomu jaki sens jest wydawać taki dyplom
            skoro dla osób które mają skończony ten sam kierunek nic on nie znaczy? Po co
            dawać tytuł magistra, skoro byle jaka rada może powagę tego papiera podważyć.
            Oni po prostu a priori zakładają nieuctwo i brak wiedzy u absolwentów. Co do
            porównania z prawem jazdy masz rację. Po 20 godzinach jazdy wymagają
            umiejętności i obycia zawodowego kierowcy z conajmniej 20 letnim stażem.
            rzeczywiście porównanie adekwatne. Kontynuując chciałbym przeznaczyć moje
            pieniążki na reprezentanta którego sam wybiorę. Nie tego który zostanie mi
            wskazany. Bez względu na fakt odbycia zbędnych moim zdaniem aplikacji czy
            treningów.
            Co do osób o jakich piszesz, nie spotkałem się z takimi przykładami, może
            wynika to z faktu odmiennego trybu studiowania. wiesz zaoczni są informowani
            średnio raz w roku o tym że nie są studentami i służą jako reperacja kiepawego
            budżetu uczelni. Ludzie z jakimi miałem kontakt, to najczęściej nie pochodzący
            z rodzin prawniczych, średniacy, którzy sporo tyrali na wyniki w nauce. Sam za
            wyniki przeniosłem się na dzienne, co pozwoliło zaoszczędzić na kosztach. I w
            sumie do tego się sprowadziło. Bo dziwnym zbiegiem okoliczności zaoczni
            niekiedy prezentowali wyższy poziom niż dzienni.
            Na aplikację nie startowałem, po stosunku jaki mieli do nas niektórzy
            profesorowie stwierdziłem, że czas odpocząć. Jako zaoczny "nic nie umiem" ze
            względu na zasadę "płącisz i wymagasz":).
            Mam uraz do prawników, za te ich wybujałe mniemanie o sobie, za traktowanie
            siebie jak pępków świata. A prawda jest taka iż podstawową zasadą prawa jest
            powinność takiego konstruowania przepisów, które pozwoliłyby na proste,
            bezproblemowe, jednoznaczne i czytelne interpretowanie ich, bez żadnego
            specjalistycznego przygotowania. Stan polskiego prawodawstwa nasuwa wniosek co
            do jakości prac naszych rodzimych orłów prawnych. (przesadzam, ale celowo!)
            Mamy gospodarkę wolnorynkową i jednocześnie jej nie mamy. Mamy wolność
            wykonywania zawodu i jednocześnie jej nie mamy. Mamy prawników i jednocześnie
            ich nie mamy.
            Samorządy zawodowe boją się zmian, boją się młodych zdolnych mgr prawa choćby
            takich jacy pokazali sie z Rywinem. Starzy "miszczowie" tracą grunt pod nogami,
            i wiedzą że głowę na powierzchnią utrzymają gdy w gębie będzie powietrze.
            NAbierają go więc jak najwięcej z każdym kolejnym tekstem o moralności,
            kodeksie czy bezczelności młodych. Łykane w nadmiernych ilościach powietrze
            doprowadzić może do hiperwentylacji, a to już bardzo poważny stan.
            pzdr mgr prawa
            • Gość: Jax Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? IP: 157.25.119.* 08.04.03, 13:56
              Gość portalu: jams napisał(a):

              > hmm, w sumie to nie mogę się zgodzić z koniecznością przeprowadzenia
              egzaminu.
              > Przy założeniu bowiem słabej jakości dyplomu jaki sens jest wydawać taki
              dyplom
              >
              > skoro dla osób które mają skończony ten sam kierunek nic on nie znaczy? Po co
              > dawać tytuł magistra, skoro byle jaka rada może powagę tego papiera podważyć.

              Ale taki tryb (egzamin przed dopuszczeniem do wykonywania zawodu) jest
              przyjęty nawet w tak liberalnych USA (btw -egzamin jest ważny tylko na tereni
              danego stanu) - gdzie szkoły prawa (nie uniwersytety) uczą znacznie lepiej
              praktyki niż u nas. Uniwersytety uczą różnie, zwykle słabo, a praktyki wcale.

              > Oni po prostu a priori zakładają nieuctwo i brak wiedzy u absolwentów. Co do
              > porównania z prawem jazdy masz rację. Po 20 godzinach jazdy wymagają
              > umiejętności i obycia zawodowego kierowcy z conajmniej 20 letnim stażem.
              > rzeczywiście porównanie adekwatne. Kontynuując chciałbym przeznaczyć moje
              > pieniążki na reprezentanta którego sam wybiorę. Nie tego który zostanie mi
              > wskazany. Bez względu na fakt odbycia zbędnych moim zdaniem aplikacji czy
              > treningów.
              > Co do osób o jakich piszesz, nie spotkałem się z takimi przykładami, może
              > wynika to z faktu odmiennego trybu studiowania. wiesz zaoczni są informowani
              > średnio raz w roku o tym że nie są studentami i służą jako reperacja
              kiepawego
              > budżetu uczelni. Ludzie z jakimi miałem kontakt, to najczęściej nie
              pochodzący
              > z rodzin prawniczych, średniacy, którzy sporo tyrali na wyniki w nauce. Sam
              za
              > wyniki przeniosłem się na dzienne, co pozwoliło zaoszczędzić na kosztach. I w
              > sumie do tego się sprowadziło. Bo dziwnym zbiegiem okoliczności zaoczni
              > niekiedy prezentowali wyższy poziom niż dzienni.

              Z tym to akurat bywa różnie...

              > Na aplikację nie startowałem, po stosunku jaki mieli do nas niektórzy
              > profesorowie stwierdziłem, że czas odpocząć. Jako zaoczny "nic nie umiem" ze
              > względu na zasadę "płącisz i wymagasz":).
              > Mam uraz do prawników, za te ich wybujałe mniemanie o sobie, za traktowanie
              > siebie jak pępków świata. A prawda jest taka iż podstawową zasadą prawa jest
              > powinność takiego konstruowania przepisów, które pozwoliłyby na proste,
              > bezproblemowe, jednoznaczne i czytelne interpretowanie ich, bez żadnego
              > specjalistycznego przygotowania. Stan polskiego prawodawstwa nasuwa wniosek
              co
              > do jakości prac naszych rodzimych orłów prawnych. (przesadzam, ale celowo!)

              Prawnicy są wszedzie i zawsze są potrzebni choć co do jakości polskiej
              legislacji to wolę zmilczeć...

              > Mamy gospodarkę wolnorynkową i jednocześnie jej nie mamy. Mamy wolność
              > wykonywania zawodu i jednocześnie jej nie mamy. Mamy prawników i jednocześnie
              > ich nie mamy.
              > Samorządy zawodowe boją się zmian, boją się młodych zdolnych mgr prawa choćby
              > takich jacy pokazali sie z Rywinem. Starzy "miszczowie" tracą grunt pod
              nogami,

              Ci "Młodzi magistrzy" to adwokaci z solidną praktyką ;) a mistrzowie
              i "miszczowie" - są jak wszędzie. W adwokaturze też.

              > i wiedzą że głowę na powierzchnią utrzymają gdy w gębie będzie powietrze.
              > NAbierają go więc jak najwięcej z każdym kolejnym tekstem o moralności,
              > kodeksie czy bezczelności młodych. Łykane w nadmiernych ilościach powietrze
              > doprowadzić może do hiperwentylacji, a to już bardzo poważny stan.
              > pzdr mgr prawa
            • Gość: rado Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 15:26
              Gość portalu: jams napisał(a):

              > hmm, w sumie to nie mogę się zgodzić z koniecznością przeprowadzenia
              egzaminu.
              > Przy założeniu bowiem słabej jakości dyplomu jaki sens jest wydawać taki
              dyplom
              >
              > skoro dla osób które mają skończony ten sam kierunek nic on nie znaczy? Po co
              > dawać tytuł magistra, skoro byle jaka rada może powagę tego papiera podważyć.

              tytul mgr swiadczy o tym ze taka osoba ma wiecej do powiedzenia w kwestiach
              prawnych niz bez mgr. do aplikacji potrzebny jest egzamin. sprawdzenei wiedzy
              rowniez czysto zyciowej czy wie sie kro jest przydentem czy po prostu ma sie
              wryty kodeks.


              > Oni po prostu a priori zakładają nieuctwo i brak wiedzy u absolwentów.

              to czesto niestetey prawda.

              Bez względu na fakt odbycia zbędnych moim zdaniem aplikacji czy
              > treningów.

              w zasadzie jest to mozliwe mozesz bronic sie sam. ale tak jak z lekarzem
              fachowiec musi miec dyplom i teoretycznie mozesz leczyc sie u kolegi ale moze
              sie to okazac kiepskim pomyslem.


              > Co do osób o jakich piszesz, nie spotkałem się z takimi przykładami, może
              > wynika to z faktu odmiennego trybu studiowania. wiesz zaoczni są informowani
              > średnio raz w roku o tym że nie są studentami i służą jako reperacja
              kiepawego budżetu uczelni. Ludzie z jakimi miałem kontakt, to najczęściej nie
              pochodzący z rodzin prawniczych, średniacy, którzy sporo tyrali na wyniki w
              nauce.

              teraz cie pewnie zdenerwuje ale dla mnie studia prawnicze3 zaocznie to jakas
              paranija. tak jak zaoczna medycyna czy seminarium. co prawda nie na prawie
              bylem na zaocznych. poziom jest denny. zjazd raz na miesiac odwalanie zajec.
              zaoczne prawo???



              > Mam uraz do prawników, za te ich wybujałe mniemanie o sobie, za traktowanie
              > siebie jak pępków świata.

              to fakt jak sie pojdzie na prawo wiekszosc ma fajnie zadarte noski. i te
              rozmowy na caly autobus. a potem posredniczek jak tatus nie zalatwi.


              pozdrawiam rado
          • barabas Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? 08.04.03, 16:45
            To ze "samorzad" zawodowy chce ograniczyc ilosc beneficjentow jest rzecza
            naturalna. Rzecza panstwa jest jednak zapobiegac takim wynaturzeniom, jaka jest
            polska praktyka z egzaminami na aplikacje. A gwarancje konstytucyjna wolnosc
            wykonywania zawodu powinien kontrolowac niezawisly sad. Niestety, polskie
            rozwiazanie jest tylko jeszcze jednym dowodem na wszechogarniajaca korupcje...

            Nieprawda jest jednak plotka, rozpowszechniana przez "Buazena", jakoby w Uni
            panowala taka wolnosc dostepu do zawodu. Wolnosc ta polega bowiem tylko na tym,
            ze kandydat jest na rownych prawach z "tubylcami" dopuszczony do egzaminu...A
            ze egzaminy te sa duzo ciezsze niz te polskie, uzyskanie tytulu i uprawnien
            jest szczegolnie trudne dla cudzoziemca w ogole, a dla prawnika w
            szczegolnosci...

            O potrzbie doradctwa prawnego we wspolczesnym swiecie nie ma co dyskutowac. A
            historie o obywatelu, ktory sam dokona wykladni ustawy nalezy wlozyc miedzy
            bajki. Co nie znaczy wcale, ze dla wykladni polskich ustaw nie potrzeba by bylo
            specjalnego tlumacza... Ale co ja mowie, jesli najwyzsze polskie organy
            konstutcyjne bez zenady lamia ustawe zasadnicza, to po co nam prawnicy... Kazdy
            robi i tak, tylko to co chce...

            • Gość: jams Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? IP: 217.153.5.* 08.04.03, 18:32
              hłe hłe całkiem ładna dyskusj siem wywionzała.
              otóż odnosząc się do argumetnów użytych jako kontra do mojego ostatniego posta,
              chciałbym wytłumaczyć jedną rzecz. Ja rozumiem (i tak studiowałem)prawo jako
              nie tyle nauk kodeksów czy konkretnych kazuistycznych rozwiązań zawartych we
              wskazanych aktach prawnych ile naukę specyficznego sposobu myślenia, a przede
              wszystkim umiejętności szukania drodzy państwo. Nie jest problemem dla kogoś
              obeznanego z terminologią prawniczą tym swoistym wytworem języka, który w coraz
              większym stopniu wkrada się niezauważony do aktów prawnych (co oczywiście
              wpływa na zwiększona potrzebę istnienia prawników) zrozumienie przepisów. Dużo
              trudniej w dzisiejszych czasach jest interesujący nas przepis znaleźć. I tego
              powinni tam uczyć. Nie jest problemem zjedzenie kodeksu cywilnego. Problemem
              jest zrozumienie zasad. A tego uczy kilku profesorów z którymi się spotkałem.
              Co do zaocznych nie twierdzę że są lepsi w nauce czy wynikach, oni po prostu
              najczęściej mają dużo większą motywację do nauki a co za tym idzie więcej czasu
              na nią poświęcają, więcej też wysiłku ich to kosztuje. Kropka.
              Fakt iż ktoś wyważa otwarte dzrzwi nie może zmuszać nas do tego samego. Co z
              tego że w Usa są egzaminy wstępne na aplikację? Ja się pytam o sens takiego
              egzaminu? Bo nie ma znaczenia dla mnie czy adwokat który wygrywa moje sprawy
              wie jakie miasto jest stolicą Polski, ważne jest że robi dobrze to za co mu
              płacę. A takimi argumentami sami wkładacie broń do ręki, bo z jednej strony nie
              podoba się Wam napuszenie i zadarte nosy, a z drugiej strony wymagacie ogromnej
              wiedzy której posiadanie stawia ludzi nią władających de facto wyżej w rozwoju
              kulturalnym czy obyczajowym od przeciętnego Polaka, którego wiedza historyczna
              dajmy na to ogranicza się do znajomości cen kiełbachy z ostatniego pół wiecza.

              Nie przekonany do egzaminu jams
              • Gość: Jax Re: Czy 'Gazeta' zatrudnia idiotki ? IP: 157.25.119.* 09.04.03, 11:29
                Gość portalu: jams napisał(a):

                > hłe hłe całkiem ładna dyskusj siem wywionzała.
                > otóż odnosząc się do argumetnów użytych jako kontra do mojego ostatniego
                posta,
                >
                > chciałbym wytłumaczyć jedną rzecz. Ja rozumiem (i tak studiowałem)prawo jako
                > nie tyle nauk kodeksów czy konkretnych kazuistycznych rozwiązań zawartych we
                > wskazanych aktach prawnych ile naukę specyficznego sposobu myślenia, a przede
                > wszystkim umiejętności szukania drodzy państwo. Nie jest problemem dla kogoś
                > obeznanego z terminologią prawniczą tym swoistym wytworem języka, który w
                coraz
                >
                > większym stopniu wkrada się niezauważony do aktów prawnych (co oczywiście
                > wpływa na zwiększona potrzebę istnienia prawników) zrozumienie przepisów.
                Dużo
                > trudniej w dzisiejszych czasach jest interesujący nas przepis znaleźć. I tego
                > powinni tam uczyć. Nie jest problemem zjedzenie kodeksu cywilnego. Problemem
                > jest zrozumienie zasad. A tego uczy kilku profesorów z którymi się spotkałem.
                > Co do zaocznych nie twierdzę że są lepsi w nauce czy wynikach, oni po prostu
                > najczęściej mają dużo większą motywację do nauki a co za tym idzie więcej
                czasu
                >
                > na nią poświęcają, więcej też wysiłku ich to kosztuje. Kropka.
                > Fakt iż ktoś wyważa otwarte dzrzwi nie może zmuszać nas do tego samego. Co z
                > tego że w Usa są egzaminy wstępne na aplikację? Ja się pytam o sens takiego
                > egzaminu? Bo nie ma znaczenia dla mnie czy adwokat który wygrywa moje sprawy
                > wie jakie miasto jest stolicą Polski, ważne jest że robi dobrze to za co mu
                > płacę. A takimi argumentami sami wkładacie broń do ręki, bo z jednej strony
                nie

                Ale ma znaczenie (w warunkach wirtualnej edukacji uniwersyteckiej) wiedza
                prawnicza i umiejętnośc jej przekazania, funkcjonowania w sądzie itp Sedziowie
                dostają piany (słusznie) kiedy przyjdzie nieprzygotowany do tej konkrentnej
                sprawy adwokat (zakładamy, że nie jest durniem i podstawową wiedzę i
                umiejętnosci posiada) a co by sie stało gdyby reprezentowania klientów
                podejmowała się osoba nie wiedząca w praktyce kiedy należy zgłosic wniosek
                dowodowy, co można powiedzieć w mowie końcowej itp. Problem polega na tym, iż
                studia praktyki nie uczą. A i poziom kształcenia jest różny. Dopóty egzamin
                końcowy na uniwerku nie będzie realnym egzaminem wiedzy i umiejętności -
                uczciwy egzamin zewnętrzny będzie konieczny. Klient ma prawo domniemywac, iż
                osoba do której idzie ma gwarantowany minimalny poziom. I tyle.

                > podoba się Wam napuszenie i zadarte nosy, a z drugiej strony wymagacie
                ogromnej
                >
                > wiedzy której posiadanie stawia ludzi nią władających de facto wyżej w
                rozwoju
                > kulturalnym czy obyczajowym od przeciętnego Polaka, którego wiedza
                historyczna
                > dajmy na to ogranicza się do znajomości cen kiełbachy z ostatniego pół wiecza.

                Chyba lepiej zeby mnie taki adwokat nie reprezentował...

                > Nie przekonany do egzaminu jams
                • barabas W mowie i w pismie... 09.04.03, 17:03
                  Co to znowu za durnoty... Uczenie zasad? Co za bzdura...
                  Prawo to rzemioslo, to fach jak kazdy inny...
                  A egzamin powinien kontrolowac fachowosc a nie znajomosc zasad, czy ducha
                  prawa...
                  A ze obecnie podstawowym narzedziem prawnika jest jezyk, i to pisany, egzamin
                  powinien w czesci odbywac sie pisemnie...
                  Smieszny jest prawnik, ktory pisze z takim bledami...
                  Czy moze sekretarka miala wlasnie wolne?
                  • Gość: jams Re: W mowie i w pismie... IP: 212.160.165.* 10.04.03, 08:03
                    haj.
                    dobra po kolei. Uwazasz ze sendziowie som zli za to rze na sprawe pszyhodzi
                    niepszygotowany adwokat. slusznie bo jest to wyraz ich lekce-sobie-wazenia, ich
                    instytucji i rangi (pszeczytaj jeden z moich wczesniejszych postow, na temat
                    niewielkiej rangi stanowiska sendziego). co do koniecznosci posiadania przez
                    prawnikuf wiedzy ogolnej w szerszym zakresie niz ma to miejsce w pszypatku
                    innyh zawoduf to tak jak pisalem wczesniej, albo rybki albo pipki. jak majom
                    miec wiedzem wienkoszom niz inni ludzie to nie wyrzucajcie im ze uwazajom siem
                    za lepszych. Z drugiej strony jezeli prawnik to rzemieslnik to malo mnie
                    zajmuje co on wie niejako poza zawodem. naprawdem malo. czy wiedza geograficzna
                    jest wykladnikiem poziomu wyrobow jubilera? choć z pewnościom znajomosc zasad
                    grawitacji ma oczywiscie ogromny wplyw na jakosc pracy szefca! to jest smieszne.
                    co do klienta, pozwol im zadecydowac, dziwi mnie ze w tym kraju kazdy jeden wie
                    lepiej co potrzebóje sonsiad, morze ja mam ohotę na to aby reprezentował mnie
                    slaby adwokat bo dajmy na to jezdem ubezpieczony od przegranych procesow
                    sondowych?(to tylko przykład!)ale nie bo tutaj wszyscy prowadza wrecz regularna
                    wojne o moje sprawy, dzieki czemu leżą one i kwiczą bo nikt nie ma czasu
                    rzeczywiscie o nie zadbac (czego w najmniejszym nawet stopniu nie wymagam!!!
                    rzeby nie było nieporozumioń, to Wy pod pretekstem ochrony moich interesow na
                    siłe wpychacie mi aplikację)
                    co do egzaminu i jego waznosci propnuje zlikwidowac studia i wprowadzic
                    koniecznosc praktykowania 20 lat u miszcza i dopiero egzamin
                    czeladnikowski :))) tak rysujecie mi bowiem istote egzaminu, studia nic ci nie
                    daja tylko praktyka (co oczywiście po czesci jest prawda, ale niestety tylko po
                    czesci, studia zmieniajom sposub myslenia, przynajmniej mnie nauczyły zupelnie
                    innego niż dotychczasowe)
                    dalej niepszekonany ortograficznie niepoprawny
                    jamsior
                    :-D
                    • barabas Re: W mowie i w pismie... 10.04.03, 08:51
                      Naturalnie sa polskie studia prawnicze dla praktykujacego prawnika bezuzyteczne
                      (wiem to u autopsji i mam porownanie ze studiami za granica). A egzamin bez
                      solidnego przygotowania w postaci studiow jest praktycznie niemozliwy...

                      Ortografia jest swego rodzaju umowa a nie dowodem na to, jak bardzo sie jest
                      kreatywnym. Czy wymyslanie jakie reguly ortograficzne moga byc zlamane nie
                      kosztuje za duzo energii?
                      • Gość: Buazen Skup się! IP: 217.153.7.* 10.04.03, 10:23
                        Człowieku, skup się. Rozmowa dotyczyła mafijnego systemu w polskiej palestrze,
                        a Ty się rozmywasz w ortografii. Ale mimo tego kontynuujcie Towarzysze,
                        kontynuujcie. Ta wasza dyskusja jest całkiem ciekawa.
                        • barabas ... 10.04.03, 11:24
                          Co w Polsce nie jest skorumpowane...?
                          Czytajac wywody rzekomego prawnika, ktore roja sie od bledow ortograficznych,
                          ma sie wrazenie, ze starczylo mu pieniedzy tylko na kupienie tytulu mgr prawa...

                          Zwlaszcza, ze prawnik (czy to adwokat, radca, prokurator czy sedzia) przede
                          wszystkim wyslawia sie pisemnie... Czas oratorow i mowcow juz minal...
                          • bbury Re: ... 10.04.03, 12:29
                            przyganiał kocioł garnkowi...
                            • Gość: Buazen Barabas - utrzymuj poziom, obniżasz loty IP: 217.153.7.* 11.04.03, 11:58
                              Obrażanie przeciwnika w dyskusji nie śwadczy dobrze o dyskutancie. Poprzyj
                              swoje zdanie rzeczowymi argumentami, ale nie znizaj sie do poziomu ziemi.
                              • barabas unter uns... 11.04.03, 13:56
                                Nie rozumiem zarzutu...
                                Przyznaje, ze jest denerwujace czytac "kreatywne" wypowiedzi, ktorych caly
                                blask ma rzekomo na tym polegac, ze lamane sa mozliwie wszystkie reguly
                                ortograficzne... Za pierwszym razem jest to moze smieszne, za drugim juz
                                denerwujace a za trzecim nudne...
                                A przeciez jestesmy rzekomo wsrod swoich...tylko akademicy...inteligencja...
                                Tu nie trzeba udawac...
                                • Gość: Buazen Re: unter uns... IP: 217.153.7.* 11.04.03, 15:02
                                  Zarzut dotyczył: (...)Czytajac wywody rzekomego prawnika, ktore roja sie od
                                  bledow ortograficznych, ma sie wrazenie, ze starczylo mu pieniedzy tylko na
                                  kupienie tytulu mgr prawa...(...)". Moim zdaniem wytykanie komuś błędów
                                  orograficznych lub literówek, samemu używając słów typu: "bledow", "wrazenie"
                                  (co może potwierdzić tezę, że masz braki w uzębieniu) jest wyrazem lekce sobie
                                  ważenia osoby w stosunku do której zostało to zdanie skierowane. Obrażanie
                                  dyskutanta uważam za oznakę słabości intelektualnej. Czepiać się słówek w
                                  dyskusji nie przystoi, a już niedopuszczalnym jest traktowanie ich jako
                                  argumentów.
                                  Najważniejsze to skupić się na TREŚCI, nie na FORMIE. A jeśli twój adwersarz
                                  jest dyslektykiem? Potępisz go za to? Niepoprawność ortograficzna Jams'a nie
                                  zmienia nic w kontekście jego wypowiedzi. Kontynuuj uzasadnienia swoich
                                  argumentóow - Wasza dyskusja robi się ciekawa.
                                  • barabas Re: unter uns... 11.04.03, 16:05
                                    Staram sie jak moge pisac po polsku...
                                    Moja maszyna zna niestety tylko takie znaki, jak: ä, ü, ß

                                    Ich gebe auch zu, es ist mir viel leichter Deutsch zu schreiben...
                      • Gość: jams Re: W mowie i w pismie... IP: 217.153.5.* 10.04.03, 22:07
                        Witam! Oczywiście możemy tą dyskusję sprawdzić do prostej pyskówki, w której
                        barabas napisze ze jako prawnik nie znam ortografii, ja odpowiem ze zadziwia u
                        osoby która zna z praktyki nieprzydatność polskich studiów prawniczych
                        wewnętrzna sprzeczność logiczna w dwóch wypowiedzianych zdaniach. Wprawdzie nie
                        lubię uczestniczyć w pyskówkach, zazwyczaj do niczego przydatnego nie prowadzą,
                        pozwolę sobie co nieco sprostować.
                        Vim vi repellere licet!
                        Otóż jest rzeczą oczywistą bezużyteczność studiów prawniczych dla
                        praktykującego prawnika. Po co uczyć kowala jak konie podkuwać? Proste łatwe i
                        logiczne. Jest jednak małe „ale”, rozumowanie powyższe sprawdza się i jego
                        wynik jest prawdziwy przy założeniu że studia nic nowego nie są w stanie
                        nauczyć. Można takie założenie przyjąć? Oczywiście, że można. Śmiesznie jest
                        jednak gdy obala się wyniki własnego wnioskowania w następnym zdaniu,
                        przypomina to bowiem nieco maleńkie rozchwianie osobowości (Kali zjeść! Kali
                        nie zjeść!). Pokrótce z jednej strony studia są do dupy a z drugiej są metodą
                        solidnego przygotowania do egzaminu na aplikację! Trochę konsekwencji proszę!

                        „Co to znowu za durnoty... Uczenie zasad? Co za bzdura...
                        Prawo to rzemioslo, to fach jak kazdy inny...
                        A egzamin powinien kontrolowac fachowosc a nie znajomosc zasad, czy ducha
                        prawa... (...)”

                        hmm, no i tu zwariowałem. Współczuję uzyskanej na studiach wiedzy. Mnie uczono
                        że prawo to nie kodeksy, ustawy rozporządzenia, literki, punkciki czy
                        paragrafy. Mi przekazano coś więcej niż kawałek informacji dla ubogich duszą i
                        umysłem prostaków. Dla mnie prawo to LUDZIE. Prawo to człowiek, który je
                        tworzy, ten który stosuje i ten który ma się do niego zastosować. Prawo to
                        porządek, spokój na ulicach i trwałe umowy. PRAWO to IDEA. Dryfująca gdzieś na
                        krawędzi poznania. Niedościgniona mimo wielu wysiłków, idylla. Okupiona
                        strasznymi ofiarami myśl, która prowadzi ludzi przez wzloty i upadki całych
                        mocarstw, imperiów, czy narodów. Prawo to istota związana z człowiekiem od
                        samego początku. Istota stworzona dla i przez człowieka. Istota która przez
                        tysiąclecia ewoluowała razem ze swym stwórcą przez niektórych hołubiona, przez
                        innych trzymana na postronku niczym literacki Grendel.
                        Ale zdarzyła się rzecz bezprecedensowa, Prawo, całkiem niedawno, jakieś 50 lat
                        temu, Prawo zostało pobite, skopane, pokazano mu gdzie jego nowe miejsce.
                        Zszargane, brudne, oplute, wyśmiane, Prawo próbowało pozostać sobą -
                        bezimiennym sługą ludzkości. Próbuje nadal, choć ciężko gdy plują, gdy szydzą,
                        gdy psują, gdy każdy jeden paluchy pcha w misternie stworzoną maszynerię. To
                        nowe, to zaszczute, to jest właśnie prawo dzisiejszych prawników. „Miszczów„
                        pragnących zrobić z niego swoje prywatne dominium, za każdą cenę bez względu na
                        koszty, ceniących wyżej rodzinę niż „piękny umysł”. Ius est ars boni et aequi!
                        To wszystko opiera się zaś na czymś więcej niż gówniane parę kartek za 30 zł.
                        Naprawdę szkoda, że nie poznałeś tego starego przyjaciela ludzkości.

                        P.s. Drogi barabas-zu czy ja gdziekolwiek napisałem, że jestem prawnikiem?
                        Sprawdź posty i proszę czytaj uważniej.

                        Pzdr rozbawiony Jams
                        • bbury Re: W mowie i w pismie... 11.04.03, 09:31
                          Jams - ie
                          gratuluję idealistycznego podejścia... Nie do końca zrozumiałem czy
                          przedstawiona przez Ciebie prawnicza idylla to tan faktyczny (a więc to jakie
                          prawo w Polsce rzeczywiscie jest) czy raczej Twoja wizja jakie powinno być.

                          Problem bowiem w tym, że to jak jest i jak powinno być to dwie rózne rzeczy.
                          Oczywiścnie nie jest tak, że to prawo w Polsce jest złe. Po porostu stało się
                          tak że na rozdrożu część ludzi (czyt. korporacje) poszły w złym kierunku - a
                          teraz coraz głębiej brną w bagno. Przekroczyły bariery dobrego smaku do tego
                          stopnia, iż sądy (poniekąd) zmusiły je do lekkiego zakrętu naprowadzjącego na
                          dobrą drogę (likwidacja limitów przyjęć itp.) Teraz z formalnego punktu
                          widzenia wszystko jest OK. Nie możesz chyba podważyć, że zasdy naboru przez
                          korporacje zostały wielokrotnie skrytukowane podważone w sądach (SN, NSA) co w
                          ewidentny sposób wykazuje że ci którzy mają gębę pełną frazesów o etyce jakoś
                          nie bardzo się nią przejmuą na codzień. Pokazuje to też że dzieje się źle...

                          Skręt w dobrą stronę nastąpił - bo ktoś wreszcie miał śmiałość zauważyć prawdę.
                          Problem w tym żeby nie poprzestać i pójść w dobrym kierunku.

                          Prawnicy (korporacje) nauczyli innych jak zamykać zawody i jak tworzyć swoiste
                          kasty. Wiele innych grup zawodowych to podchwyciło. Czas pokazać - zaświecić
                          przykładem - że można zejść ze złej drogi...
                          To by było dobre dla Polski...
                        • Gość: Buazen Re: W mowie i w pismie... IP: 217.153.7.* 11.04.03, 12:07
                          Wszystko pięknie, ale co zrobić, żeby u nas w kraju było lepiej (chodzi mi o
                          sobiepaństwo palestry)? Czy istnieją instrumenty utrzymujące dyscyplinę i
                          jasne "reguły gry" w tym światku?
                          • bbury Re: W mowie i w pismie... 11.04.03, 12:57
                            Gość portalu: Buazen napisał(a):

                            > Wszystko pięknie, ale co zrobić, żeby u nas w kraju było lepiej (chodzi mi o
                            > sobiepaństwo palestry)?
                            Oto jest pytanie. Lobby jest za silne by dopuściło do zmian. Zresztą nie ma się
                            co czepiać tylko palestry. Problem jest wszędzie. Maksimum paranoi osiągnięto w
                            notariacie co pozwoliłem sobie przytoczyć powyżej. Jakoś nikt nie podjął
                            polemiiki w tym temacie. Więc chyba wszyscy to widzą.

                            > Czy istnieją instrumenty utrzymujące dyscyplinę i
                            > jasne "reguły gry" w tym światku?
                            Reguły są ale... nieoficjalne. Inne reguły są na pokaz a ile dla "nas". To się
                            chyba nazywa podwójna moralność ?

                            Czasami przeraża mnie to gdy uświadamiam sobie że przewodniczący izb krajowych
                            z przekonaniem i z wiarą wypowiadają się że wszystko jest OK. A skoro oni mówią
                            to z głebokim przekonaniem - to nie ma szans na zmianę aktualnego stanu. Albo
                            samooczyszczenie albo dalej "kierunek bagno".

                            To drugie wydaje mi się jednak nieuniknione. I to dopiero tak naprawdę jest
                            tragiczne... Staje się jednak tym tragiczniejsze gdy uświadomimy sobie że ta
                            choroba rozprzestrzenia się w błyskawicznym tempie także wśród innych grup
                            zawodowych.

                            Szkoda gadać...
                            • barabas Re: W mowie i w pismie... 11.04.03, 13:34
                              Jedynym wyjsciem jest ingerencja organow panstwowych...

                              Dobrym przykladem sa rozwiazanie niemieckie, gdzie, mimo niezwykle silnego
                              lobby, minister sprawiedliwosci czy finansow sprawuja kontrole nad
                              dzialalnoscia samorzadu i organizuja egzaminy...
                              Poza tym przysluguje kazdem obywatelowi mozliwosc wejscia na droge sadowa...
                              A Trybunal Konstytucyjny nie raz sie juz sprawami palestry zajmowal...

                              • bbury Re: W mowie i w pismie... 11.04.03, 15:14
                                barabas napisał:

                                > Jedynym wyjsciem jest ingerencja organow panstwowych...
                                Organy państwa ? One też potrzebują leczenia. A kto im doradza ? ci których
                                mieli by leczyć. Koło się zamyka...


                                > Dobrym przykladem sa rozwiazanie niemieckie, gdzie, mimo niezwykle silnego
                                > lobby, minister sprawiedliwosci czy finansow sprawuja kontrole nad
                                > dzialalnoscia samorzadu i organizuja egzaminy...

                                W Polsce na notariatem (!) (naborem do notariatu) kontrolę sprawuje... Minister
                                Sprawiedliwości. I co ? Minister Kurczuk podnosi notariuszom taksę i zaraz
                                wraca na z góry upatrone pozycje... Morał ? W Polsce nadzór ministerstwa nie
                                pomaga bo chyba nikt - nawet największy idiota nie ma złudzeń co do uczciwości
                                zasad w tej korporacji...

                                > Poza tym przysluguje kazdem obywatelowi mozliwosc wejscia na droge sadowa...
                                > A Trybunal Konstytucyjny nie raz sie juz sprawami palestry zajmowal...

                                Są tacy co wygrali przed sądami , mają prawomocny wyrok i... nie ma szans jego
                                wyegzekwowania. Korporacje po prostu nie robią nic i już. Można się prcesować
                                do samej śmierci a jak Cię nie zechcą to i tak nic nie zwojeujesz.

                                Polska to dziwny kraj...
                                • bbury Re: W mowie i w pismie... 11.04.03, 15:23
                                  zresztą poczytajcie:

                                  www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030411/prawo/prawo_a_1.html
                                  koń by się uśmiał z argumantacji - szczególnie notariuszy :0
                                  Ale się na nich zawziąłem :) - z drugiej strony jak ktoś mi pisze że jest za
                                  krótka by nauczyć się kilku ustaw na krzyż to mnie szlag trafia.
                                  Więc chyba się nie zawziąłem ale to tylko koronny przykład.
                                • barabas Dziki to kraj... 11.04.03, 16:17
                                  Polska to niestety dziki kraj...
                                  A ja tylko naszkicowalem system niemiecki...
                                  Tutaj juz bylo sporo przypadkow, gdy sad zmusil urzad do powtorzenia
                                  egzaminu... Podstawa rozprawy jest protokol egzaminu...

                                  A samorzad? No coz, prace nad regulaminem pracy doradcy podatkowych
                                  (Steuerberater) trwaly 20 lat. Podczas wstepnej kontroli regulaminu
                                  (Berufsordnung) Bundesfinanzministerium uznalo, ze czesc regulacji jest
                                  sprzeczna z konstytucja - chodzilo tez o wolnosc dostepu do zawodu...
                          • swarozyc Re: W mowie i w pismie... 11.04.03, 15:27
                            Gość portalu: Buazen napisał(a):

                            Czy istnieją instrumenty utrzymujące dyscyplinę i jasne "reguły gry" w tym
                            światku?
                            ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                            Tak! Towarzysz Nagan...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka