xyz-xyz
15.09.08, 09:24
ośród małych ludzi
Z posłem ANDRZEJEM CELIŃSKIM rozmawia Krzysztof Lubczyński
Jak Pan ocenia proces generała Wojciecha Jaruzelskiego i jego współpracowników
o stan wojenny, a w szczególności atmosferę wokół niego, tryb oskarżenia oraz
porównanie tego procesu do norymberskiego, co uczynił jeden z tabloidów?
– Problemów historycznych i politycznych, w tym takich, jakie towarzyszyły
stanowi wojennemu, nie załatwia się na sali sądowej. To oskarżenie
przygotowane przez IPN, które sprowadza się – w sposób ahistoryczny i
apolityczny – do kwestii kryminalnej, jest wielkim skandalem. Cała działalność
IPN jest skandaliczna. Prezes Kurtyka, który odpowiada przed ,,Bogiem i
Historią'', objął swoje stanowisko w okolicznościach kompromitujących go jako
człowieka, po rzuceniu pomówienia na innego kandydata, Andrzeja Przewoźnika, w
czym niechlubną rolę odegrał krakowski IPN. Porównywanie tego procesu do
Norymbergi to jest szalona heca, która obraża miliony ofiar II wojny
światowej. To, co mnie bardzo smuci, to fakt, że partie polityczne, rozmaici
komentatorzy-moraliści, a także Kościół katolicki milczą wobec tej sprawy.
Skąd to milczenie?
– Widocznie nie mają odwagi przeciwstawienia się obecnej fali głupoty,
obskurantyzmu. Ja nie jestem zachwycony stanem wojennym, sam w pewnym sensie
byłem jego ofiarą, natomiast trzeba zastanawiać się nad wszystkimi znakami
zapytania związanymi z odpowiedzialnością polityczną za ten stan, a nie brnąć
w zaułek intelektualny, z którego nie ma wyjścia.
Skąd bierze się Pana zdaniem to forsowanie kryminalnego charakteru aktu
oskarżenia o zbrojny związek przestępczy?
– Trzeba by wejść w dusze ludzi, którzy taki akt oskarżenia wymyślili, a ja
nie mam ochoty się w tym babrać. Myślę jednak, że dzieje się to z tych samych
powodów, dla których chciano generała Jaruzelskiego zdegradować. Sądzę, że
bierze się to z bardzo polskiej i bardzo katolickiej żądzy wdeptania człowieka
w błoto, wdeptania w błoto wartości, o których wiadomo, że są dla niego bardzo
ważne. Chodzi o poniżenie i odebranie godności, o to by umierał z poczuciem
kompletnego zgniecenia. Nie mam pozytywnego związku emocjonalnego z generałem
Jaruzelskim, ale nie mogę nie powiedzieć, że robią to ludzie, którzy do pięt
mu nie dorastają. To ludzie, którzy nigdy nie mieli imperatywu do podejmowania
jakiegokolwiek ryzyka. Przypomnę, że początkiem wojskowej kariery Wojciecha
Jaruzelskiego było dowództwo plutonu zwiadu, a nie ma bardziej zagrożonego
śmiercią sposobu obecności na wojnie niż kierować małym oddziałem zwiadowczym.
W latach 80., gdy pewien, później bardzo znany dziennikarz amerykański zapytał
mnie, czy uważam generała Jaruzelskiego za patriotę, żachnąłem się, a
właściwie go wyśmiałem. Po latach uznałem zasadność tego pytania, a jeszcze
później uznałem, że mamy do czynienia z dramatyczną, z tragiczną biografią.
Być może generał Jaruzelski powinien po latach bardziej się wycofać, żeby
zatkać usta gawiedzi. Dziś jednak ludzie o bardziej małym wymiarze chcą mu
odebrać resztkę radości z codzienności, z normalnego dożywania swoich dni.
Wspomniał Pan wcześniej, że w sprawie generała na wysokości zadania nie stanął
Kościół katolicki. Czy może Pan to rozwinąć?
– Dziwi mnie – choć prawdę mówiąc, nie mam złudzeń – postawa polskiego
Kościoła katolickiego, a zwłaszcza takich ludzi, jak prymas Glemp, biskup
Orszulik, czy inni hierarchowie, którzy z Jaruzelskim rozmawiali. Przecież
szczególnie prymas Glemp nie był po solidarnościowej stronie frontu walki i
zapewne po części podzielał racje kierujące generałem oraz tragizm jego
sytuacji. I gdy teraz na ich oczach dokonuje się linczu na tym człowieku, oni
milczą. Pokazali, że są małymi, bojaźliwymi ludźmi.
Dziękuję za rozmowę.