Dodaj do ulubionych

Belkotliwy British English c.d.

IP: *.sdsl.bell.ca 17.05.06, 21:10
Poniewaz z tamtego watku zrobil sie potwor (blisko 500 postow) i trudno
cokolwiek znalezc, proponuje kontynuacje w tym.

A ode mnie (i pewnie nie tylko) do wszystkich gledzacych o belkotliwym
angielskim, usanskim, etc. stare, trywialne ale ciagle prawdziwe powiedzenie:

"Zlej baletnicy przeszkadza rabek u spodnicy"

Przyjmijcie do cholery wreszcie do wiadomosci, ze wy nie mowicie tylko cos tam
bakacie ze zgrzytliwym drewnianym akcentem, i nie rozumiecie, ale cos tam uda
wam sie zlapac, co 25 slowo, albo i to nie. Gdyby bylo inaczej nie mielibyscie
o czym pisac. I zamiast krzywic glupio maski, obrazac, bulbotac i wypisywac
duperszwance na forum (po polsku) rwijcie kapcia do ksiazek, telewizji, rozmow
z tambylcami, etc.
Obserwuj wątek
    • Gość: je viens forumowy idiota IP: *.range86-128.btcentralplus.com 17.05.06, 22:42
      kto cie robil i czym jajoglowy frustracie, przysieglym jestes morda w kubel i
      spojrzec na swoja maske a nie innym ~doradzac~?
      • Gość: Soup Nazi Yeb sie cieciu w czapke, bedziesz mial dzieci z IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.05.06, 04:29
        daszkiem, hehehe. I nie pluj w gore, bo juz ociekasz.
        • Gość: je ne croix pas dno kwadratowe IP: 212.219.242.* 18.05.06, 15:32
          zapewnie niejedna osoba ci to juz mowila,nie jestes nawet cwiercbogiem
          oszolomku wiec sam sie yeb (hehe coz za pisownia)tw rodzicie ktorzy btw powinni
          cie utopic zaraz po tw tragicznych urodzinach zapomnieli o tym.
          ps czym cie robiono?
    • Gość: Ralph Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.server.ntli.net 17.05.06, 23:04
      Podam przykład z innej bajki.
      Miałem w podstawówce kumpla, który koszmarnie gryzmolił i to tak, że bardzo
      często sam nie mógł siebie odczytać. Regularnie dostawał kiepskie oceny, bo
      nauczyciele nie byli w stanie rozszyfrować jego pisma. Co ciekawe byłem
      prawdopodobnie jedyną osobą, która nie miała żadnych problemów z odczytaniem
      jego bazgrołów (często prosił mnie żebym przeczytał co sam wcześniej napisał:)).
      Jaki z tego wniosek? Nauczyciele są głupi, kumpel jest głupi, nie potrafią
      czytać bulbony jedne, niech wracają do podstawówki uczyć się alfabetu, przecież
      ja nie mam żadnego problemu z czytaniem!
      To jest wniosek a'la Soup Nazi.

      Ile razy próbowaliście odszyfrować co jest napisane na recepcie wystawionej
      przez lekarza i po 5 minutach wątpiliście? Przecież to proste zadanie, nie?
      Jakoś aptekarze nie mają nigdy problemu.
      Wniosek - jesteście głupi, nie umiecie czytać.
      • Gość: rob Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.cable.ubr05.live.blueyonder.co.uk 17.05.06, 23:12
        wniosek - nie wszyscy jestesmy aptekarzami
        • sadbuttru3 Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 18:08
          ja jestem aptekarzem- czasami aptekarze tez maja problemy z odczytaniem- reguł
          nie ma
      • Gość: jess Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.bulldogdsl.com 17.05.06, 23:16
        Wedlug twojego argumentu to twoj kolega byl przyglup jako ze pisac pieknie nie
        potrafil, a ty geniusz bo mogles go odczytac. Tak samo jak Anglicy to durnie w
        oczach Polakow z bzdurnymi, no bo nie potrafia mowic po angielsku tak jak pani
        w szkole w PL. Sposob myslenia na pograniczu patologii.
        • Gość: Ralph Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.server.ntli.net 17.05.06, 23:52
          Gość portalu: jess napisał(a):
          > Wedlug twojego argumentu to twoj kolega byl przyglup jako ze pisac pieknie nie
          > potrafil, a ty geniusz bo mogles go odczytac. Tak samo jak Anglicy to durnie w
          > oczach Polakow z bzdurnymi, no bo nie potrafia mowic po angielsku tak jak pani
          > w szkole w PL. Sposob myslenia na pograniczu patologii.

          Zaprezentowałem sposób myślenia Soup Nazi. Ktokolwiek kto ma problemy ze
          zrozumieniem szkockiego żula jest według Soup niedouczonym bulbonem. A w to że
          sami Anglicy mają ze zrozumieniem takiego bełkotu trudności, to Soup już nie
          uwierzy, bo on rozumie wszystko.
          • Gość: Soup Nazi Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.05.06, 04:26
            Wiesz, to jest wprost zenujace jak ty nie chcesz przyjac do wiadomosci
            najprostszych prawd. Myslalem, ze jestes troche bardziej elastyczny umyslowo,
            ale wyraznie sie pomylilem. Na tym wlasnie polega jedna z charakterystycznych
            cech bulbonizmu - Bulbonczycy wierza tylko w to w co chca wierzyc, przeciw
            nadziei, przeciw otoczeniu wyjacemu ze smiechu, etc. Ja nie mam problemu - to
            ty go masz i nie chcesz przyznac - poczytalem troche wypowiedzi w watku,
            ktorego ten ma byc kontynuacja. Otoz nie jest to wylacznie moja opinia - sporo
            ludzi ma podobna - ale oni spedzili juz za granica pare lat i wiedza co mowia w
            przeciwienstwie do was. Zycze powodzenia w chciejstwie, najlepszosci i
            bulbotaniu ogolnym.

            P.S. I nie zaslaniaj sie zulem garownikiem, ktorego stopniowo tu wytaczasz od
            paru watkow. Przygladam sie temu chytremu manewrowi z ciekawoscia i
            rozbawieniem, bo dobrze ilustruje bulbonskie zamilowanie do bronienia swojej
            racji za wszelka cene, gdyz rozmowa byla o trudnych gwarach i akcentach
            brytyjskich i innych. Notabene, nie wiem czy zrozumiem londynskiego zula
            gadajacego cockney'em, ale prawde mowiac nie dazylem nigdy do tego rodzaju
            wiedzy lingwistycznej ani w Polsce, ani gdzie indziej. Aha, jest jeszcze cos
            czego nie wiesz o Angolach, Kanadyjczykach, czy Amerykanach. Nie sa tacy
            konfrontacyjni i przekonani o swojej nieomylnosci jak populacja bulbonska i
            dlatego czesto grzecznie przytakuja niektorym krzykliwym barbarzyncom ze
            wschodu, co nie znaczy, ze mysla tak jak oni. Po prostu przyznaja im racje dla
            swietego spokoju, zeby sie wrzaskiele uspokoil. To z kolei mylaco dziala na
            Bulbonczykow, ktorzy zaczynaja wowczas whining o "nieszczerych i falszywych"
            angielskich usmiechach. Tak czy inaczej zeby wam doopy miodem smarowac, to i
            tak bedziecie narzekac, ze gorzki. No to bulba!
            • Gość: Ralph Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.server.ntli.net 18.05.06, 19:37
              Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):
              > Wiesz, to jest wprost zenujace jak ty nie chcesz przyjac do wiadomosci
              > najprostszych prawd. Myslalem, ze jestes troche bardziej elastyczny umyslowo,
              > ale wyraznie sie pomylilem.

              Soup, dokładnie to samo mogę napisać pod Twoim adresem. Bardzo często piszesz
              sensowne rzeczy pod którymi mogę się podpisać rękami i nogami, ale w tym
              przypadku jesteś niereformowalny. Jeżeli kilkunastu rodowitych Anglików mówi mi
              że mają problemy ze zrozumieniem wielu ludzi ze Szkocji, to nie robią tego dla
              jaj, tylko dlatego że tak jest. Z uporem maniaka twierdzisz że ja mam problemy
              ze zrozumieniem Szkotów dlatego że mój angielski jest kiepski - zgadza się, do
              perfekcji mi jeszcze baaaardzo daleko, ale jak wytłumaczysz fakt że ludzie
              którzy znają angielski najlepiej (na pewno lepiej od Ciebie!) czasem sobie nie
              radzą?

              Mimo wszystko bulba, Soup :)
              • Gość: Soup Nazi Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.sdsl.bell.ca 18.05.06, 20:34
                Tak tylko, ze istnieje pewna subtelna roznica. Zalozmy dla rownego rachunku, ze
                mielismy mniej wiecej rowne podstawy jezykowe przy wyjezdzie z kraju. Za mna
                jest blisko 20 lat normalnego funkcjonowania w kraju angielskojezycznym, w tym
                college i studia (podaje wylacznie jako srodowisko jezykowe). Co jest za toba?
                I, nie mam na mysli, umiejetnosci jezykowych lecz "frame of reference", ktora ja
                nabylem z latami i miejcami pobytu, a ktora ty tez nabyles i wynosi ona 18 m-cy
                czy 2 lata). I zeby sie zaden glupek znowu mnie osobiscie nie czepial - za "ja"
                mozna podstawic wielu innych z USA, Kanady, Australii, czy skadinad, za "ty" -
                wszystkich z tobie podobnym bagazem doswiadczen jezykowych.
                • Gość: Ralph Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.server.ntli.net 18.05.06, 23:25
                  Soup, ale ja wcale nie kwestionuję tego, że znasz lepiej angielski ode mnie, bo
                  to jest w 100% pewne. Ja tylko kwestionuję Twoje twierdzenie, że jeżeli dobrze
                  się zna angielski, to zrozumie się każdego Brytyjczyka. Wobec faktu że rodowici
                  Anglicy czasem mają problemy ze zrozumieniem niektórych ludzi nie mogę się z
                  Twoim twierdzeniem zgodzić.

                  A jeżeli chodzi o porównanie British - American, to przepraszam, ale ja czuję
                  się tu bardziej uprawniony do wypowiadania się w tym temacie, właśnie dlatego że
                  nie spędziłem 20 lat w kraju anglojęzycznym. Czy jesteś w stanie autorytatywnie
                  i obiektywnie wypowiadać się na temat języka polskiego? Znasz ten język od
                  urodzenia i nigdy nie musiałeś świadomie się go uczyć, dla Ciebie jest prosty,
                  zupełnie naturalny. Niestety, tak się składa że jest bardzo trudny, wystarczy
                  zapytać ludzi, dla których polski jest tylko jednym z wielu języków których się
                  jako dorośli nauczyli. Czy jeżeli Anglik stwierdzi że hiszpański jest prostszy
                  od polskiego, to Twoim wytłumaczeniem będzie, że za słabo zna język żeby się
                  wypowiadać, bo obydwa języki są jednakowo łatwe? Niestety nie są, w porównaniu
                  z polskim hiszpański to bajka.

                  Ja patrząc z zewnątrz (a ostatnio i z wewnątrz, ale na szczęście w miarę krótko)
                  oceniam, że język którym posługują się Amerykanie jest o wiele bardziej dla mnie
                  zrozumiały niż bełkot który wydają z siebie Brytyjczycy, mimo że mieszkam w UK i
                  na codzień z Anglikami rozmawiam i ich rozumiem (gorzej z niektórymi Szkotami,
                  choć zdarzają się też mówiący całkowicie zrozumiale).
              • jaleo O Anglikach co "nie rozumieja" Szkotow... 19.05.06, 19:51
                Gość portalu: Ralph napisał(a):

                > Jeżeli kilkunastu rodowitych Anglików mówi m
                > i
                > że mają problemy ze zrozumieniem wielu ludzi ze Szkocji, to nie robią tego dla
                > jaj, tylko dlatego że tak jest. Z uporem maniaka twierdzisz że ja mam
                problemy
                > ze zrozumieniem Szkotów dlatego że mój angielski jest kiepski - zgadza się, do
                > perfekcji mi jeszcze baaaardzo daleko, ale jak wytłumaczysz fakt że ludzie
                > którzy znają angielski najlepiej (na pewno lepiej od Ciebie!) czasem sobie nie
                > radzą?

                Z tym "nierozumieniem" Szkotow to nie jest tak, jak Ty to sobie wyobrazasz.
                Moj maz tez czesto powtarza, ze on niektorych Szkotow nie rozumie, ale to sa
                pojedyncze wyrazy, albo czasem trzeba poprosic o powtorzenie, jak ktos jedno
                slowo rzuci bez kontekstu, zwlaszcza jak duzo z danym szkockim akcentem nie
                maja do czynienia na codzien (bo jest wiele szkockich akcentow, bardziej i
                mniej charakterystycznych).

                Ale zareczam Ci, ze Anglicy nie wytrzeszczaja oczu i z perspiracja na czole nie
                wytezaja sluchu, zeby zrozumiec, o co chodzi tym zza muru Hadriana, ani sie nie
                zastanawiaja, czy to bynajmniej jest angielski. Nawet takiego Rab C. Nesbitt
                wszyscy rozumieja, a juz bardziej "belkotliwie" chyba nie mozna :-)

                Owszem, Anglicy czesto powtarzaja te spiewke obcokrajowcom, ale to wynika
                raczej z ich pojecia grzecznosci i "grooming talk" (opisana bardzo ciekawie
                przez socjologa Kate Fox w "Watching the English").
                • Gość: Ralph Re: O Anglikach co "nie rozumieja" Szkotow... IP: *.server.ntli.net 19.05.06, 19:59
                  Jaleo, ale ja wcale nigdzie nie napisałem, że Anglicy NIC nie rozumieją! Oni po
                  prostu mają TRUDNOŚCI ze zrozumieniem.
                  Przykład - byłem z kolegą w zeszłą niedzielę w Carlisle i załatwialiśmy interesy
                  z jakimś Szkotem. Ja rozumiałem mniej więcej połowę jego wypowiedzi. Adrian
                  (rodowity Anglik) później powiedział mi, że rozumiał tylko jakieś 75% słów,
                  reszty albo się domyślał z kontekstu, albo nie domyślał i tylko kiwał głową że
                  rozumie. Dogadać się dogadaliśmy, ale żeby to była komfortowa rozmowa to żaden
                  z nas by nie powiedział.
    • Gość: Soup Nazi Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.05.06, 04:46
      Naprawde warto ciagnac ten watek. Duzo ludzi pisze z sensem, a jeszcze wiecej
      polskich durniow z roznych stron swiata i macierzy, a najwiecej chyba z Lomzy i
      Parzenczewa, hehehe, teraz albo kiedys.
    • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.153.103.* 18.05.06, 10:41
      No i przesadzasz i to zdrowo nazi. Chocbys nie wiem jak pragnal, racji 100% nie
      masz i nie bedziesz mial! Owszem, mozna sie zgodzic, ze grupa ludzi nie
      rozumiejaca roznych akcentow nie wystarczajaco wlada jezykiem angielskim, ale
      to tylko polowa albo 1/3 prawdy. Nie bede sie powtarzac, bo masa argumentow
      zostala przytoczona we wlasciwym watku - szczerze mowiac nie wiem czemu
      zalozyles nowy (potwierdzenie twojej megalomanii?) - powiem tylko jedno - za
      50 - 100 lat ludzie z kontynentu amrykanskiego przestana rozumiec brytyjczykow
      a i sami brytyjczycy sie przestana rozumiec. Jezyk ewoluuje bardzo szybko,
      zarowno w Anglii jak i w Ameryce a i pewnie w Australii - nic dziwnego ze
      ludzie dla ktorych angielski jest pierwszym jezykiem, przestaja sie nawzajem
      rozumiec, to co tu dopiero mowic o obcokrajowcach! Jest to tak jasny i rzeczowy
      argument, ktorego nie da sie podwazyc - i jakos wiekszosc ludzi na forum to
      rozumie i przyjmuje, tylko nie ty! Warto sie moze zastanowic nad soba? Bo
      wychodzi na to, ze to tobie po raz kolejny slonce z dupy swieci i sam jestes
      najwiekszym bulbonem na forum.

      Nie tak dalej jak wczoraj, zdaje sie na channel 5 uczestnikiem jakiegos tam
      programu byl Alan Sugar prowadzacy angielska wersje aprentice - facet bogaty
      niemilosiernie, bywajacy w Stanach wielokrotnie w sprawach biznesowych i on sam
      krytykowal roznice jezykowe w amerykanskim i angielskim, przez co ludziom sie
      trudno porozumiec. Jego zona poszla w Stanach do sklepu - i zapewne nie byl to
      lumpeks tylko sklep ekskluzywny, w ktorym nie pracuja wiesniary a kobiety na
      poziomie - i nie mogla sie dogadac ze sprzedawczynia! Amerykanka w koncu
      zajarzyla o co Brytyjce chodzi, jak ta druga POKAZALA jej PALCEM ktora kiecke
      chce przymierzyc! Sprzedawczyni w USA skwitowala to stwierdzeniem: "czemu pani
      nie mowi po angielsku"?!!!!!!!!!

      To wszystko na ten temat - madry zrozumie, glupi bedzie dalej uwazal, ze Polacy
      sa idiotami, bo nie rozumieja angielskiego wynikajacego z roznorodnosci
      akcentow, regionalizmow czy wrecz roznych miejsc pochodzenia (kontynentow)
      jezyka.
      • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 12:10
        powiem tylko jedno - za
        > 50 - 100 lat ludzie z kontynentu amrykanskiego przestana rozumiec brytyjczykow
        > a i sami brytyjczycy sie przestana rozumiec. Jezyk ewoluuje bardzo szybko,
        > zarowno w Anglii jak i w Ameryce a i pewnie w Australii - nic dziwnego ze
        > ludzie dla ktorych angielski jest pierwszym jezykiem, przestaja sie nawzajem
        > rozumiec, to co tu dopiero mowic o obcokrajowcach! Jest to tak jasny i rzeczowy
        >
        > argument, ktorego nie da sie podwazyc - i jakos wiekszosc ludzi na forum to
        > rozumie i przyjmuje, tylko nie ty!

        O historii jezykow to ty chyba wiele nie slyszales.
        Im czestszy jest kontakt danych grup jezykowych, w tym mniejszym stopniu jezyki
        te od siebie odchodza. Oczywiscie, w malych regionalnych spolecznosciach jezyk
        podlega silnemu roznicowaniu, ale jezyk angielski elit finansowych i
        intelektualnych jest taki sam, i mimo oczywistych nalecialosci w akcentach, jest
        i prawdopodobnie pozostanie 'koine', jezykiem wspolnym, jezykiem kultury i mediow.

        Twojej anegdotce o kieckach i pokazywaniu palcem mozna przeciwstawic dziesiatki
        innych. Spotkalam w tutejszym srodowisku uniwersyteckim wielu Amerykanow, nie
        tylko wykladowcow, rowniez "prostych" studentow, i wielkich trudnosci z ich
        zrozumieniem nie mialam. Jesli zas mialam, to glownie przez wlasna (wciaz
        jeszcze niestety) nieudolnosc, a nie z przyczyny zbytniego zroznicowania jezyka.

        A 50-100 lat dla jezyka to naprawde bardzo malo, zbyt malo, zeby dialekty
        zdazyly wyewoluowac w niezrozumiale wzgledem siebie nawzajem jezyki. Zapewniam.
        Sluze literatura przedmiotu, jeslis zainteresowany teoria i historia jezyka.
        • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.153.97.* 18.05.06, 16:05
          > A 50-100 lat dla jezyka to naprawde bardzo malo, zbyt malo, zeby dialekty
          > zdazyly wyewoluowac w niezrozumiale wzgledem siebie nawzajem jezyki. Zaewniam.
          > Sluze literatura przedmiotu, jeslis zainteresowany teoria i historia jezyka.

          A kim ty jestes ze tak zapewniasz? Tak sie sklada ze akurat na tem temat
          wlasnie rozmawialam z gosciem z uniwerka i mial podobne zdanie - zwlaszcza
          jesli chodzi o regionalizmy! No ale oczywiscie bulbonka zawsze wyskoczy, ze to
          ona ma racje a nie jakis gosc Anglik, ktory w temacie jezyka siedzi.

          A co do jezyka elit finansowych to wez mnie nie rozmsieszaj - powoli i ten
          schodzi na psy. Czytalam w prasie na ten temat jak to angielscy biznesmeni wala
          po oczach jakimis kolokwializmami, ze inni biznesmeni ich zrozumiec nie moga!
          Oczywiscie nie jest to jakis przytlaczajacy % tego zjawiska, ale na tyle
          znaczny, ze zasygnalizowano to w prasie jako zjawisko negatywne.
          • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 16:10
            > A kim ty jestes ze tak zapewniasz? Tak sie sklada ze akurat na tem temat
            > wlasnie rozmawialam z gosciem z uniwerka

            Z uniwerku - tak nalezaloby odmienic to zdrobnienie ;-)

            Och, nie jestem nikim waznym, doprawdy :-) Ale zajmuje sie troche lingwistyka.
            Tez mam okazje dosc czesto rozmawiac z gosci z uniwerkow na tematy jezykoznawcze :-)

            Czytalam w prasie na ten temat jak to angielscy biznesmeni wala
            > po oczach jakimis kolokwializmami, ze inni biznesmeni ich zrozumiec nie moga!
            > Oczywiscie nie jest to jakis przytlaczajacy % tego zjawiska, ale na tyle
            > znaczny, ze zasygnalizowano to w prasie jako zjawisko negatywne.

            Oczywiscie, jezyk elit finansowych i mediow czesto przybiera formy bynajmniej
            nie literackiej angielszczyzny. Mimo to wciaz operuje sie jezykiem powszechnie
            we wszystkich anglojezycznych krajach zrozumialym, i z przyczyn czysto
            praktycznych to nie zaniknie.
            • Gość: magda Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 194.205.246.* 18.05.06, 16:15
              faktem jest to ze Polacy -95% lub wiecej mowia po ang strasznie (i juz nie
              pisze o akcencie)slownictwo ubogie i z gramatyka na bakier :-(
              • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 16:22
                Gramatyka w chwili przechodzenia z jezyka wyuczonego do jezyka praktykowanego
                zawsze jest przeklenstwem. Nawet jesli reguly gramatyczne ma sie w malym palcu,
                przy pierwszych probach plynnego porozumiewania sie bledy wyskakuja jak szalone,
                i trudno nad tym zapanowac. Po jakims czasie to przechodzi, czlowiek sie oswaja,
                przyzwyczaja. Ale zajmuje to duzo czasu. Ja wciaz w sytuacjach stresowych
                (wystapienia publiczne etc.) mam z tym duzy problem. A pamietac nalezy, ze
                wiekszosc Polakow na Wyspach to nowi przybysze, na dodatek czesto pozostajacy
                przy ojczystym jezyku w codziennych sytuacjach - obracaja sie w polskim
                towarzystwie, sprowadzaja polskie rodziny, pisza (aaarght) na polskojezycznych
                forach. To nie sprzyja oswajaniu sie z drugim jezykiem.
            • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.153.97.* 18.05.06, 16:48
              >Och, nie jestem nikim waznym, doprawdy :-) Ale zajmuje sie troche lingwistyka.
              >Tez mam okazje dosc czesto rozmawiac z gosci z uniwerkow na tematy
              >jezykoznawcze :-)

              z goscmi nalezaloby napisac ;-)

              > Oczywiscie, jezyk elit finansowych i mediow czesto przybiera formy bynajmniej
              > nie literackiej angielszczyzny. Mimo to wciaz operuje sie jezykiem powszechnie
              > we wszystkich anglojezycznych krajach zrozumialym, i z przyczyn czysto
              > praktycznych to nie zaniknie.

              W zadnym wypadku nie napisalam, ze jezyk angielski zaniknie - wskazalam tylko,
              ze z biegiem lat porozumiewanie sie miedzy ludzmi wladajacymi tym samym
              jezykiem, ale zamieszkujacymi rozne obszary kuli ziemskiej moze urosnac do
              naprawde powaznego problemu. Nie oznacza to ze nikt nikogo nie zrozumie, ale
              skoro obecnie problem porozumiewania sie w tym samym jezyku jest zauwazany
              przez znaczny odsetek ludzi, to znaczy ze jakies negatywne zjawisko to jest i z
              czasem sie moze tylko nasilac bo ludzie przemieszczaja sie dzisiaj poswiecie
              znacznie szybciej i czesciej niz kiedys.
              • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 16:57
                > W zadnym wypadku nie napisalam, ze jezyk angielski zaniknie - wskazalam tylko,
                > ze z biegiem lat porozumiewanie sie miedzy ludzmi wladajacymi tym samym
                > jezykiem, ale zamieszkujacymi rozne obszary kuli ziemskiej moze urosnac do
                > naprawde powaznego problemu

                Alez ja pojelam, ze nie mowilas o zaniku jezyka, tylko o jego nadmiernym
                zroznicowaniu regionalnym, co mialoby uniemozliwic wzajemne porozumiewanie sie.
                I wciaz upieram sie, ze z przyczyn czysto praktycznych to sie nie stanie.
                Czego mozna sie obawiac (ale jesli w ogole, to na pewno w dosc dalekiej
                przyszlosci), to oderwanie sie owej 'koine', czystej angielszczyzny uzywanej
                przez warstwy wyksztalcone, od poszczegolnych dialektow, jak to sie stalo z sama
                koine wlasnie, albo z lacina w sredniowieczu. Ale wg mnie nawet to brzmi troche
                zbyt fantastycznie - badz co badz ludzkosc mamy juz wzglednie pisata i czytata,
                wiec przynajmniej na poziomie jezyka pisanego chyba jednak nam ten scenariusz
                nie grozi :-)
              • eeela jeszcze jedno 18.05.06, 17:04
                to znaczy ze jakies negatywne zjawisko to jest i z
                >
                > czasem sie moze tylko nasilac bo ludzie przemieszczaja sie dzisiaj poswiecie
                > znacznie szybciej i czesciej niz kiedys.

                Z tego samego faktu wyciagamy zupelnie rozne wnioski :-) Uwazam, ze problem na
                duza skale nie urosnie wlasnie z powodu tego szybkiego i czestego
                przemieszczania sie. Mowilam o tym w swoim pierwszym poscie: dopoki jezyki
                (dialekty) rozwijaja sie w izolacji, roznicuja sie bardzo szybko. W tym
                przypadku izolacja ta nie ma miejsca i wyklucza tak silne zroznicowanie, aby
                mozliwosc porozumienia zanikla.
                Przeciez wielosc dialektow jezyka angielskiego nie jest niczym nowym.
                Zagrozenie, o ktorym mowisz, na ktore wskazuje prasa, raczej wlasnie odchodzi w
                przeszlosc z racji wzglednego zmniejszenia fizycznych odleglosci, zwiekszonego
                kontaktu, wymiany kulturowej etc.
                • Gość: Kinesto Re: jeszcze jedno IP: 81.144.232.* 18.05.06, 17:21
                  bla, bla, bla, blaaaaaa... Lo Matko Bosko, a idz ze kobito w pieruny.
                  • eeela Re: jeszcze jedno 18.05.06, 19:28
                    Za duzo literek, hem? Trudno poskladac do kupy ;-)
                    • Gość: Soup Nazi Re: jeszcze jedno IP: *.sdsl.bell.ca 18.05.06, 19:42
                      eeela napisała:

                      > Za duzo literek, hem? Trudno poskladac do kupy ;-)

                      Jasne, latwiej ukucnac. Ktos chlopinie powiedzial, ze myslenie nie boli, ale
                      ciec nie uslyszal konca zdania. E, wuja, nie bierz do glowy, wez na plecy,
                      zawsze lzej, hehehe...
                      • eeela Re: jeszcze jedno 18.05.06, 20:03
                        Soup, twoja pomyslowosc kiedys mnie zabije :-D
                        • Gość: Maxi Re: jeszcze jedno IP: *.server.ntli.net 18.05.06, 20:21
                          Ach, kiedy to nastapi?
                          • eeela Re: jeszcze jedno 18.05.06, 20:24
                            Ach, twoja na pewno tego nie sprawi. Na nic twe starania.
                            • Gość: Maxi Re: jeszcze jedno IP: *.server.ntli.net 18.05.06, 20:29
                              Tobie wiele i tak nie trzeba kiciu.
                              • eeela Re: jeszcze jedno 18.05.06, 20:32
                                Wiecej niz twych nieudolnych staran, w kazdym razie :-D
                                • Gość: Maxi Re: jeszcze jedno IP: *.server.ntli.net 18.05.06, 20:36
                                  Moich staran? Nie pozwole. Bywaj kiciu.
                                  • eeela Re: jeszcze jedno 18.05.06, 20:38
                                    Czesc, zeglarzu :-D
                                    • Gość: maecki Re: jeszcze jedno IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 19.05.06, 01:44
                                      A to bylo dobre ;)

                                      A S.Nazi to tu na gwiazde wyrasta. To jest sciemniacz dopiero hehehe. I
                                      wszystkich dookola w ciula robi. Chyba za to go lubie, jak Amerykanow - jest
                                      tak mile pie..iety.



                                      'Tak, Ojcze, ja tez sie za nich wstydze'.

                                      Pozdro.
      • Gość: Soup Nazi Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.sdsl.bell.ca 18.05.06, 19:32
        Gość portalu: Xena napisał(a):

        > Owszem, mozna sie zgodzic, ze grupa ludzi nie
        > rozumiejaca roznych akcentow nie wystarczajaco wlada jezykiem angielskim, ale
        > to tylko polowa albo 1/3 prawdy.

        To jest jakies 90% prawdy, moze nawet wiecej. Dowod? Mam najlepszy - przekonasz
        sie za kilka lat, jesli zostaniesz w Anglii. Jesli zetkniesz sie wowczas z
        jakims nowym dla ciebie a trudniejszym akcentem czy dialektem z UK czy skadinad
        na swiecie zobaczysz jak szybko akomoduje sie twoje ucho do jego sposobu
        mowienia. Albo poszukaj sobie kogos (Polaka), kto jest w UK troche dluzej niz 3
        m-ce - najlepiej kilka lat, tak z 5+ (ale nie zyje w getcie, pozniej poszukaj
        jakiegos standardowego Angola albo dwoch, nastepnie regionalnego belkota albo
        dwoch i zrobcie sobie porownanie, kto z was wiecej zrozumie belkotow i
        niebelkotow - ty czy ten drugi Polak.

        Nie bede sie powtarzac, bo masa argumentow
        > zostala przytoczona we wlasciwym watku

        Glownie ciemna masa. Zostalo wyrazonych dobrych pare opinii prezentujacych moj
        punkt widzenia. Dziwnym zbiegiem okolicznosci byly to opinie ludzi zamieszkalych
        w krajach anglo "troche" dluzej niz pol roku. Ale ta "masa" jest dla ciebie
        niewygodna wiec o niej nic nie bakasz.

        > - szczerze mowiac nie wiem czemu
        > zalozyles nowy (potwierdzenie twojej megalomanii?)

        >>Poniewaz z tamtego watku zrobil sie potwor (blisko 500 postow) i trudno
        cokolwiek znalezc, proponuje kontynuacje w tym.<<

        Jest to normalna praktyka na forach i newsgroups, ze "przedluza sie" bardzo
        rozbuchane watki. Nowosc? Glupio?

        - powiem tylko jedno - za
        > 50 - 100 lat ludzie z kontynentu amrykanskiego przestana rozumiec brytyjczykow
        > a i sami brytyjczycy sie przestana rozumiec.

        O jedno za duzo. Nie zroznicowaly sie do tego stopnia w przez ostatnie 500 lat w
        epoce zaglowcow i golebi pocztowych, nie grozi im to tym bardziej teraz w
        czasach satelitarnej telewizji i Internetu, etc.

        Jezyk ewoluuje bardzo szybko,
        > zarowno w Anglii jak i w Ameryce a i pewnie w Australii - nic dziwnego ze
        > ludzie dla ktorych angielski jest pierwszym jezykiem, przestaja sie nawzajem
        > rozumiec, to co tu dopiero mowic o obcokrajowcach! Jest to tak jasny i rzeczowy
        >
        > argument, ktorego nie da sie podwazyc - i jakos wiekszosc ludzi na forum to
        > rozumie i przyjmuje, tylko nie ty!

        Przestan bredzic. Jest to absolutnie zaden argument. Odmiennosc dialektu w tym
        samym jezyku a moznosc porozumienia sie w nim to dwie rozne sprawy. Oni sie
        porozumieja i to bez trudu, oprocz poczatkowych paru minut pewnej konfuzji
        jezeli w ogole. Nawet w tak skrajnych wypadkach jak konfrontacja Ozark
        hillbillies mowiacych z duzymi sladami epoki elzbietanskiej z .... (wstawcie tu
        sobie dowolny dialekt brytyjski) lub posiadacze francuskiego dialektu Nowej
        Fundlandii z paryzanami.

        Warto sie moze zastanowic nad soba? Bo
        > wychodzi na to, ze to tobie po raz kolejny

        Tobie wychodzi tak za kazdym razem gdy zademonstruje ci, ze masz plaskoglowie.

        slonce z dupy swieci i sam jestes
        > najwiekszym bulbonem na forum.

        Swietny pomysl - dla ciebie i reszty bulbonskiej ferajny kulisiej (z ktorej
        wielu, jak widac na zalaczonych obrazkach, zakonczylo edukacje na przedostatnim
        "oddziale" gimnazjum w Rykach) bedacej na Wyspach i poza Bulbonia przez 2 dni z
        dzisiejszym, nie majacej absolutnie zadnych punktow odniesienia (jesli nie
        liczyc glupawych bulbonskich mediow i opinii soltysa z Lomzy, ktory stal kolo
        tego co byl w Hameryce), co absolutnie nie przeszkadza im w iscie bulboniastym
        tokowaniu na tematy, o ktorych nie maja zielonego, ani zadnego innego koloru,
        pojecia.

        > Nie tak dalej jak wczoraj, zdaje sie na channel 5 uczestnikiem jakiegos tam
        > programu byl Alan Sugar prowadzacy angielska wersje aprentice - facet bogaty
        > niemilosiernie, bywajacy w Stanach wielokrotnie w sprawach biznesowych i on sam
        >
        > krytykowal roznice jezykowe w amerykanskim i angielskim, przez co ludziom sie
        > trudno porozumiec.
        Jego zona poszla w Stanach do sklepu - i zapewne nie byl to
        > lumpeks tylko sklep ekskluzywny, w ktorym nie pracuja wiesniary a kobiety na
        > poziomie - i nie mogla sie dogadac ze sprzedawczynia! Amerykanka w koncu
        > zajarzyla o co Brytyjce chodzi, jak ta druga POKAZALA jej PALCEM ktora kiecke
        > chce przymierzyc! Sprzedawczyni w USA skwitowala to stwierdzeniem: "czemu pani
        > nie mowi po angielsku"?!!!!!!!!!

        Przestan wrzeszczec. To sa tanie programiki dla epatowania glupiego pospolstwa
        tanimi trickami (one sie swietnie rozumialy) - takimi wlasnie jak ten, ktory w
        zachwycie ubogiego umyslowo wlasnie opisalas. Taki telewizyjny "National
        Enquirer", ehehe. Zaloze sie, ze pozniej z wypiekami na twarzy ogladalas "Price
        Is Right" jezeli macie tam wersje.
        >
        > To wszystko na ten temat - madry zrozumie, glupi bedzie dalej uwazal, ze Polacy
        >
        > sa idiotami, bo nie rozumieja angielskiego wynikajacego z roznorodnosci
        > akcentow, regionalizmow czy wrecz roznych miejsc pochodzenia (kontynentow)
        > jezyka.

        To, ze nie rozumieja jest naturalne - na poczatku. To, ze twierdza, ze to wina
        Angoli, Iroli, braku pradu w Parczewie, rozeschnietej beczki po sledziach,
        ostaniej krowy, ktora jastrzab porwal na przednowku, swiniaka ktorego kot na
        strych wciagnal jak poszli na sume do sasiedniej dierewni, etc. - to jest
        bulbonizm, a nawet bulbizm.
        • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.153.97.* 18.05.06, 20:13
          >Glownie ciemna masa. Zostalo wyrazonych dobrych pare opinii prezentujacych moj
          >punkt widzenia. Dziwnym zbiegiem okolicznosci byly to opinie ludzi
          >zamieszkalych w krajach anglo "troche" dluzej niz pol roku. Ale ta "masa" jest
          >dla ciebie niewygodna wiec o niej nic nie bakasz.

          Smieszny jestes - rownie dobrze moge tak samo uargumentowac moja racje: 90%
          wypowiadajacych sie okazalo sie ciemna masa, bo zechcialo wyrazic punkt
          widzenia z ktorym ty sie nie zgadzasz. Po raz kolejny ci sie wydaje, zes
          wszystkie rozumy zjadl - na szczescie ci sie tylko tak wydaje!
          • Gość: Soup Nazi Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.sdsl.bell.ca 18.05.06, 20:41
            Wszystko sie zgadza - 90% piszacych na tym forum opuscilo Bulbonie przedwczoraj,
            przeto reprezentacja na forum proporcjonalna. Aha, ich punkt widzenia nie zgadza
            sie nie tylko ze mna - on sie nie zgadza z rzeczywistoscia. Tym gorzej dla
            rzeczywistosci, prawda? Gdzie jest reszta odpowiedzi na moje "uargumentowanie"?
            Nie masz nic do powiedzenia? Nie dziwie sie.
            • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.153.97.* 18.05.06, 21:59
              Jaka reszta odpowiedzi i na jakie "uargumentowanie"???? Puknij sie w czolo
              facet! Nie bawi mnie mielenie w kolko o tym samym, zwlaszcza ze i tak nic do
              ciebie nie dociera. Zostan przy swojej racji, ja zostane przy swojej.
        • deadeasy Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 20:34
          > To, ze nie rozumieja jest naturalne - na poczatku. To, ze twierdza, ze to wina
          > Angoli, Iroli, braku pradu w Parczewie, rozeschnietej beczki po sledziach,
          > ostaniej krowy, ktora jastrzab porwal na przednowku, swiniaka ktorego kot na
          > strych wciagnal jak poszli na sume do sasiedniej dierewni, etc. - to jest
          > bulbonizm, a nawet bulbizm.

          Buahahahaha....

          Soup, dzieki, nastroj mialam "ujowy" ale zaraz mi przeszlo. Obsmialam sie jak
          norka.
          :o)
          • Gość: ;-) Re: Belkotliwy British English c.d. n/t IP: *.sdsl.bell.ca 18.05.06, 20:43
    • Gość: 123 Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.cable.ubr01.bath.blueyonder.co.uk 18.05.06, 21:34
      To ciekawe że SAMI BTRYTJCZYCY czesto nie są w stanie w pełni so do słowa się zrozumieć!!! Sam wiem z rozmów z ludźmi! Ale ty już jak zwyle robić psychoanalizę "polskich głupków"
      • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 21:49
        Jesli mowisz po angielsku tak, jak piszesz po polsku, w pelni pojmuje, dlaczego
        masz problemy ze zrozumieniem tego, co sie przy tobie mowi.
        • Gość: 123 Re: Belkotliwy British English c.d. IP: *.cable.ubr01.bath.blueyonder.co.uk 18.05.06, 21:57
          Moja droga piszę szybko i czasem literówki się zdarzają więc się nie czepiaj i bez osobistych uwag please
          • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 22:07
            Moja uwaga nie byla osobista. Jedynie proste wnioski z jasnych przeslanek.
            Oczywiscie jesli wylozysz mi swoja interpretacje zwrotu "osobista uwaga" i
            udowodnisz, ze jest sluszna, uprzejmie cie przeprosze. Na osobiste przytyki
            pozwalam sobie jedynie w wyjatkowych sytuacjach.

            Twoja niedbalosc w pismie o czyms swiadczy. Mianowicie o twojej niedbalosci. Nie
            chodzi jedynie o literowki, ale rowniez o styl i skladnie. Z tego wstepnie
            wnioskowac mozna, ze nie przykladasz raczej uwagi do pisowni, stylu i skladni w
            innych sytuacjach, nie tylko na forum.
            • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.153.97.* 18.05.06, 22:14
              Wiesz co eeela, ty masz jakis problem - wytykasz innym "niedbalosc" w postaci
              literowek, a sama je robisz - cierpisz na te sama chorobe co zupa? Pewnie tak -
              z braku argumentow najlepiej sie czepic byle czego, byle dowalic.
              • edavenpo Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 22:35

                Eetam, Eeela dobrze mowi, a Zupa to mnie dzis rozsmieszyl do lez tekstem o
                swiniaku porwanym przez jastrzebia na przednowku!
              • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 22:38
                W calym tym watku popelnilam jedna, o ile dobrze pamietam, literowke, ktorej nie
                omieszkalas mi wytknac.
                Policz sobie, ile literowek popelnil 123 w 1 (slownie: jednym) poscie.
                W calym watku nie popelnilam zadnego bledu skladniowego ani stylistycznego.
                Policz sobie, ile takich bledow popelnil 123.

                Chcialam rowniez niniejszym zaznaczyc, ze jesli nie widze mozliwosci wysuniecia
                racjonalnych argumentow, zazwyczaj po prostu sie nie odzywam.

                Soup byc moze cierpi na te sama chorobe co ja, ale objawy sa zupelnie inne. Nie
                powiem, sa one calkiem atrakcyjne, podziwiam, choc nie mam intencji nasladowac :-)
                • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.153.97.* 18.05.06, 22:47
                  No zaraz eeela, wytknelam ci nie dlatego, ze jestem taka drobiazgowa jak ty,
                  tylko dlatego, ze ty mi ja pierwsza wytknelas - i nie pisz mi prosze, ze to byl
                  blad a nie literowka, bo w przeciwienstwie do zupy - wszystkich rozumow nie
                  zjadlam, ale na tyle inteligentna jestem, iz wiem jak sie odmienia uniwerek.

                  Co do 123 i jego "literowek" - zauwazasz je, bo sie z nim nie zgadzasz - gdybys
                  podzielala jego zdanie, nie bylabys tak predka z wytykaniem mu literowek. Zupy
                  sie nie czepiasz, choc czasem jak kartofla grzmotnie, to spasc z krzeselka
                  mozna. Dlaczego tego nie robisz? Odpowiedz bardzo prosta - czesto sobie
                  wtorujecie w dyskusji. Czysta psychologia.
                  • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 18.05.06, 23:18
                    > Co do 123 i jego "literowek" - zauwazasz je, bo sie z nim nie zgadzasz

                    (...)

                    Zupy
                    > sie nie czepiasz, choc czasem jak kartofla grzmotnie, to spasc z krzeselka
                    > mozna.


                    Prosilam - policz.
                    Nie tylko literowki, ale tez bledy skladniowe i stylistyczne.

                    Nawiasem mowiac: Soup jest brutalny, ale czesto ma racje. Gdyby jej nie mial,
                    nie "wtorowalabym mu w dyskusji", jak raczylas to okreslic.
                    Drugim nawiasem mowiac, jestem zachwycona jego pomyslowoscia, bogactwem
                    slownictwa oraz konceptow, czego ukrywac nie widze potrzeby :-)
                    • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.153.97.* 18.05.06, 23:44
                      Nie czepiam sie ze mu racje przyznajesz, bo kazdy ma wolna wole by wybrac, z
                      kim sie zgodza a z kim nie - nie zmienia to jednak faktu, ze ludzi, z ktorych
                      zdaniem sie utozsamiamy jestesmy sklonni szybciej usprawiedliwiac i przymykac
                      oko na pewne "niedociagniecia", czego juz tak chetnie nie robimy w stosunku do
                      osob, z ktorymi "wspolne zdanie nas nie laczy" wiec chetniej ta krytyke
                      wyrazamy. A swoja droga - pomyslowosc, pomyslowoscia, ale chamstwa nie nalezy
                      tolerowac - wole w tym miejscu wypowiedzi takich osob jak donat, ktory zauwazyl
                      plusy zupy ale widzi tez minusy i nie omieszkal to powiedziec. Lubie
                      obiektywizm i moze dlatego tak bardzo zupa dziala ludziom na nerwy, bo czesto
                      widzi tylko jdna strone medalu dla samej zasady, zeby komus dokopac w bardzo
                      chamski sposob. Gdyby zachowywal obiektywizm i kulture wypowiedzi - mysle, ze
                      naprawde dyskusja na forum toczylaby sie w duzo sympatyczniejszy sposob, byloby
                      tak samo duzo smiechu a mniej jadu i zlosliwosci. Niby chce "edukowac innych"
                      jak to gdzies kiedys walnal na forum ale w jaki sposob? Rynsztokowy? Rynsztok
                      zawsze rodzi rynsztok. Zdarzylo mi sie przeczytac naprawde niewiele jego
                      wypowiedzi napisanych z polotem, KULTURA i czytalo sie to super. Widac jak chce
                      to potrafi tylko z tym chceniem u niego cos nie teges. Najczesciej wiec sie
                      stacza z wypowiedziami do rynsztoka uzywajac wulgaryzmow i wtedy po prostu rece
                      opadaja - to tyle na temat zupy i jego "finezyjnosci".
                      • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 19.05.06, 15:42
                        - nie zmienia to jednak faktu, ze ludzi, z ktorych
                        > zdaniem sie utozsamiamy jestesmy sklonni szybciej usprawiedliwiac i przymykac
                        > oko na pewne "niedociagniecia", czego juz tak chetnie nie robimy w stosunku do
                        > osob, z ktorymi "wspolne zdanie nas nie laczy"

                        Nie zwrocilabym uwagi na bledy 123, gdybysmy rozmawiali na inny temat. Ale
                        rozmawiamy o jezyku, i uwaga byla moim zdaniem na miejscu. Ilosc bledow byla po
                        prostu razaca, styl fatalny. Nie mam zwyczaju wytykac ludziom niezrecznosci w
                        formulowaniu mysli, jesli tylko dufnie nie uzurpuja sobie, ze posiadaja nie
                        wiadomo jakie umiejetnosci w tej dziedzinie.

                        Lubie
                        > obiektywizm i moze dlatego tak bardzo zupa dziala ludziom na nerwy, bo czesto
                        > widzi tylko jdna strone medalu dla samej zasady, zeby komus dokopac w bardzo
                        > chamski sposob. Gdyby zachowywal obiektywizm i kulture wypowiedzi - mysle, ze
                        > naprawde dyskusja na forum toczylaby sie w duzo sympatyczniejszy sposob, byloby
                        >
                        > tak samo duzo smiechu a mniej jadu i zlosliwosci.

                        Otoz nie zgadzam sie z toba. Poprawnosc nie smieszy tak bardzo, jak
                        niepoprawnosc. Zeby byc niepoprawnym, trzeba byc jednostronnym. Z caloksztaltu
                        tworczosci Soup Nazi na forum stwierdzic mozna, ze jest on o wiele bardziej
                        zrownowazony w swoich pogladach, niz to czasem wynika z jego "niepoprawnych"
                        postow. Kulturalne wypowiedzi sa dla ogolu nudne. Niekulturalne wypowiedzi bez
                        polotu nudza mnie osobiscie. Soup swoja niekulturalna acz bogata i finezyjna
                        forma utrafia w sam srodek moich - byc moze prostych i niewyrafinowanych - gustow.
                        I nie znaczy to, ze zgadzam sie zawsze ze wszystkim, co Soup mowi. Sama mialam
                        juz z nim starcie. Wystarczy jednak kierowac do niego argumenty jasne,
                        precyzyjne, i w uczciwy sposob - to jest nie udawac, ze wie sie wiecej, niz jest
                        w istocie. I natychmiast spor przyjmuje o wiele bardziej kulturalny charakter.
                        Styl Soupy moznaby nazwac takim barometrem na poziom jego rozmowcow: im wyzszy
                        poziom argumentacji jest mu prezentowany, tym mniej forma jego wypowiedzi jest
                        niekulturalna. Za to rowniez go cenie - za umiejetnosc odroznienia godnych
                        dyskutantow od tandetnych pyskaczy.
                        • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.152.179.* 19.05.06, 16:13
                          Masz prawo sie nie zgadzac ze mna. Kazdego wolna wola co lubi a co nie. Mialam
                          zamiar jeszcze cos wczoraj dopisac do mojej poprzedniej wypowiedzi - dzis
                          widze, ze sama mnie w tym wyreczylas, cytuje ponizej:

                          "Kulturalne wypowiedzi sa dla ogolu nudne. Niekulturalne wypowiedzi bez
                          polotu nudza mnie osobiscie. Soup swoja niekulturalna acz bogata i finezyjna
                          forma utrafia w sam srodek moich - byc moze prostych i niewyrafinowanych -
                          gustow".

                          Bez obrazy, ale tak wlasnie mysle o twoich gustach - a ze o gustach sie nie
                          dyskutuje, skonczmy na tym etapie nasza dyskusje.
                          • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 19.05.06, 16:19
                            > Bez obrazy, ale tak wlasnie mysle o twoich gustach - a ze o gustach sie nie
                            > dyskutuje, skonczmy na tym etapie nasza dyskusje.

                            Bynajmniej mnie to nie obraza. Ja bardzo cenie prostote :-P
                            • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.152.179.* 19.05.06, 16:42
                              heh, eeela...... nie myl prostoty z prostactwem :-P
                              • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 19.05.06, 16:51
                                Prostactwo to prostota plus pusty leb.
                                A prostota to prostota :-)
                                • Gość: Xena Re: Belkotliwy British English c.d. IP: 82.152.179.* 19.05.06, 17:42
                                  moja definicja prostactwa jest troche inna.... ale co tu tlumaczyc - jest
                                  takie "proste" powiedzenie: "napluj swini w oczy a powie ci ze deszcz pada".
                                  • eeela Re: Belkotliwy British English c.d. 19.05.06, 19:15
                                    Coz za gleboka stoicka madrosc kryje sie w tym zdaniu! Naprawde jej dostrzec nie
                                    jestes w stanie?
    • donat351 kup se mlotek 18.05.06, 22:43
      no ale o co tobie chodzi soup? o to ze koles ma 20 lat. op.i.erdalasz i po
      chamsku sie czepiasz ludzi ktorzy nigdy nie beda mieli (byc moze) twoich
      doswiadzczen zyciowych i jezykowych.

      jednakze, te wszystkie wyszydzane przez ciebie bulbony jakos sie dogaduja i
      utzrymuja komunikacje i nie ma znaczenia ze nie sa w stanie powiedziec komus
      tak kwiecistym jezykim ze zachowuje sie jak idiota i tak pieknie po ang jak ty.

      pierwszy raz mialem doswiadzenie autentycznej komunikacji w ang jak miale 14
      lat kiedy pracowalem w Ipswich w 1979. pomagalem na malej budowie i dostawalem
      kase. w zyciu rozmawialem z kupa ludzi majacych rozny akcent i mozna sie
      dogadac. kilka dni temu przedzwonil do mnie koles z Glasgow i nie kumalem o co
      mu chodzi, ale dogadalem sie i zrobilem to co mialem zrobic choc nie rozumialem
      go w 100% i nawet do konca nie wiem o co mu chodzilo, ale missionaccomplished.

      musisz byc bardzo delikatnym czlowiekiem (odnosnie swojej osoby), ale zwykle
      zachowujesz sie jak cham, choc (trzeba przyznac) czesto masz racje.

      twoja wrazliwosc jezykowa nie jest w stanie zaakceptowac tego, ze sa ludzie
      ktorzy zawsze brzydko beda mowili po ang.

      nie potrfisz ich szanowc, wyjechales 20 lat temu i drwisz z ludzi, ktorzy nie
      wiedza, ze w kanadzie sa juz mlotki automatyczne.

      soup, kup se mlotek i walnij sie w leb,

      regards

      Donat
      • Gość: wowiasty Re: kup se mlotek IP: *.48-203-24.mc.videotron.ca 19.05.06, 03:06
        cieciu bulbonski nie zabijaj siebie tylko pomysl
        ale ta sztuke odebrali wam juz dawno zastepujac niczym poza bzdetami niczym nie
        znaczacymi
        i to wasz dramat glaby ze nic nie rozumioecie
        ale zeby zrozumiec musisz chciec sie odbulbonic
        • tow.kapelan Denat terrorystycznie krosspostuje he he he 19.05.06, 15:20
          To siem nazywa stalking hehehe:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=42069939&a=42105646
          Pewnikiem dupa boli niedoszłego belfra!

          Gość portalu: gen. wowiasty napisał:

          > cieciu bulbonski nie zabijaj siebie tylko pomysl
          > ale ta sztuke odebrali wam juz dawno zastepujac niczym poza bzdetami niczym
          nie
          >
          > znaczacymi
          > i to wasz dramat glaby ze nic nie rozumioecie
          > ale zeby zrozumiec musisz chciec sie odbulbonic
          • donat351 Re: Denat terrorystycznie krosspostuje he he he 19.05.06, 22:20
            hej, dzieki. (nie znalem tego slowa i zjawiska i nie przypuszczalem, ze na to
            krzywo sie patrzy).
      • Gość: Soup Nazi Re: kup se mlotek IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.05.06, 05:19
        Odpowiem ci, jesli napiszesz do mnie po uwazniejszym przeczytaniu moich postow
        Na razie mam wrazenie, ze jestes dyslektykiem albo siekiernikiem lub tez po
        prostu nie chce ci sie. Dlaczego zatem ja mam chciec ci odpowiadac? Bulba.
        • Gość: Kinesto Re: kup se mlotek IP: 81.144.232.* 19.05.06, 10:25
          Soup, ty jajoglowy cieciu, gdyby glupota bolala, to bys sie zwijal w agonii.
          • Gość: Xena Re: kup se mlotek IP: 82.152.179.* 19.05.06, 11:02
            :DDD
          • Gość: Soup Nazi Pisze do ciebie powoli IP: *.sdsl.bell.ca 19.05.06, 18:09
            bo wiem, ze skladasz powoli. Zaloze sie, ze jestes bardzo wysokim czlowiekiem -
            miarkuje z dlugosci przewodu myslowego. Kiedy nastepny "snappy comeback"?
            • tow.kapelan ___You're just a frickin' masochist, Mr. Soup_____ 20.05.06, 22:57
              How the hell can you put up with what you are putting up with here?

              Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

              > bo wiem, ze skladasz powoli. Zaloze sie, ze jestes bardzo wysokim
              czlowiekiem -
              > miarkuje z dlugosci przewodu myslowego. Kiedy nastepny "snappy comeback"?
        • donat351 Re: kup se mlotek 19.05.06, 22:22
          soup, nawet lubie sobie ciebie czasami poczytac, ale jesli myslisz, ze bede
          studiowal, to sie grubo mylisz.

          soup, spusc powietrze
    • deadeasy z zycia wziete 19.05.06, 11:33
      W lokalnym pubie od czasu do czasu byly rozroby i policja chciala go zamknac.
      Przytoczyla kilka dowodow i liste zaobserwowanych zjawisk. Czesc tej listy
      zostala opublikowalana w lokalnej prasie.

      Cytuje za "Crosby Herald" 18 maja 2006

      "PC Steven Woods met bouncers on April 15. He said: "I spoke to three males -
      they were Polish. They had limited language skills. I asked who employed them.
      They replied: 'It's 12 o'clock'."
      • Gość: Soup Nazi Re: z zycia wziete IP: *.sdsl.bell.ca 19.05.06, 18:06
        deadeasy napisała:

        > W lokalnym pubie od czasu do czasu byly rozroby i policja chciala go zamknac.
        > Przytoczyla kilka dowodow i liste zaobserwowanych zjawisk. Czesc tej listy
        > zostala opublikowalana w lokalnej prasie.
        >
        > Cytuje za "Crosby Herald" 18 maja 2006
        >
        > "PC Steven Woods met bouncers on April 15. He said: "I spoke to three males -
        > they were Polish. They had limited language skills. I asked who employed them.
        >
        > They replied: 'It's 12 o'clock'."

        But of coursik, hehehe. A kto byl winien? Angole - bo belkocza, zamiast walic
        czytankowym albo po polsku. "limited language skills? Zawsze wiedzialem, ze
        Angole to bardzo grzeczni ludzie - az do przesady.
        • jasiubleep Re: z zycia wziete 19.05.06, 18:31
          No bo jak maja znac angielski, jak im Tesco nie chce placic za lekcje?
          Takich 'z zycia wziete', to moge podac jeden dziennie. Dzisiaj byla historyjka
          o vanie i jego kierowcy, ktory potrafil tylko powiedzic 'Yes'.
    • donat351 So now 19.05.06, 22:03
      So now, when I have your attention…

      Chodzi o to, ze zawsze mozna wydrwic tych co mniej wiedza I nie kumaja rzeczy,
      ktore dla nas sa oczywiste. I mozna to zrobic w przezabawny sposob.

      No bo ile osob wie, na ten przyklad, co to sa split infinitives, przez
      fachowcow zwane splitkami? Garstka. A ile osob wie skad ta kreatura sie wziela
      i ze jest forma poprawna? Nieliczni.

      To smieszne wydrwic glupoli i nazwac ich debilami. Noo, i ten ostry dowcip. Ale
      chcelibyscie z takim pojsc na piwo? A jak popadniecie w nielaske to was obrzyga.
      Oi, bedzie bolalo.

      Oczywiscie, nie kazdy musi byc tak serdecznym i zyczliwym jak moj przyjaciel
      Helmut Gombka, ktory jest znanym filantropa i dobroczynca. Duzo sie od niego
      nauczylem. On mi powiedzial, ze czasami warto poddac swoje zycie refleksji, a
      to sztuka niebywala. Jeszcze jej nie opanowalem, szczegolnie w zakresie
      wyciagania wnioskow.

      Niektorzy etatowi wysmiewacze nie rozumieja, ze potem na sumieniu zostaja takie
      male, brazowe plamki - kleksiki. Tylko w odroznieniu od gaci, sumien nie
      sprzedaja w paczkach po piec za kilka paundow. Fajnie jest im przyklasnac na
      forum, ale dobrze ze nie ma ich w poblizu, bo na codzien to juz byloby za wiele.

      Spadam. Oszczedzajcie watroby. Pamietajcie, watrobe ma sie tylko jedna.
      A Bogus sie pomylil, wodka jest zawsze dobra. Szczegolnie taka lekko zmrozona.
      Hey, ale nie tak czesto!

      I nie Soup, nie jestes Pierwszym Bulba na Uchodzctwie. Choc fajnie by bylo,
      gdybys byl ostatnim.

      A my Prawdziwi WszechPolacy potrafimy krotko pojechac z tymi co zupe przesola!

      Pozdrawiam serdecznie.

      Niech Giertych bedzie z wami.

      Regards
      • jasiubleep Ale o co chodzi z tymi splitkami? 22.05.06, 14:26
        Przypadkowo slyszalem, co to jest i dlaczego split infinitive. O tym wie chyba
        kazdy, bo kazdy nauczyciel angielskiego o nich wspomina. Dlaczego maja by
        niepoprawne? Ale czy wszystko, co jest poprawne jest uzywane zawsze i w kazdych
        okolicznosciach?
        • jaleo Re: Ale o co chodzi z tymi splitkami? 22.05.06, 14:55
          A kto mowi, ze split infitive jest niepoprawne? Chyba nie nauczyciele w
          brytjskich szkolach?

          A jesli chodzi najslynniejszy chyba split infitive ze Star Trek, to owszem,
          wszyscy sie do tego przyczepiali, ale akurat nie do "to boldly go" , tylko
          do "no man", ktore, o ile sie nie myle, w nowych produkcjach zmienili na "no-
          one" (chociaz feministki postulowaly o "no woman" :-)))
      • donat351 Re: So now 03.06.06, 04:46
        .
        • Gość: monthy do zupy IP: 70.159.21.* 03.06.06, 06:16
          tak zupa chcialbym ja slyszec twoj angielski przyjedz do texasu to zaraz
          dostaniesz w twarz za twoj jajcowaty akcent i nawet nie bedziesz wiedzial
          dlaczego i pamietaj mimo ze jestes 20 lat za granica nigdy nie bedziesz mowil
          tak jam my tutaj urodzeni i nie ucz innych.
          • Gość: Soup Nazi Re: do zupy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.06.06, 06:55
            Gość portalu: monthy napisał(a):

            > tak zupa chcialbym ja slyszec twoj angielski przyjedz do texasu to zaraz
            > dostaniesz w twarz za twoj jajcowaty akcent i nawet nie bedziesz wiedzial
            > dlaczego i pamietaj mimo ze jestes 20 lat za granica nigdy nie bedziesz mowil
            > tak jam my tutaj urodzeni i nie ucz innych.

            Nigdy nie bede tak mowil i cale szczescie, bo ty urodziles sie w Parzenczewie,
            a teraz przebywasz w Atlancie na robotach, wsrod innych zapyzialych nielegali.
            Oczywiscie, chlopku, Atlanta lezy w Georgii od wiek wiekow, ale co szmok moze
            wiedziec? Jak shingle z budowy pod koszula wyniesc? Ja bym chetnie posluchal
            twojego akcentu, albo nie, mogloby mi sie na uszy rzucic, hehehe
            • Gość: polak Re: do zupy IP: 70.159.21.* 03.06.06, 17:47
              co to jest parzenczew zakompleksiony dupku obora w ktorej cie znaleziono barani
              lbie moze do tego twojego pustego lba wreszcie dotrze ze czasem ktos moze sie
              urodzic w texasie i odwiedzic inne stany a takze inne kraje a nie tylko cale
              zycie w parzenczewie a potem w jakiejs dziurze w kanadzie, takie to niesamowite
              co? I gosc ma 100 procent racji nigdy nie bedziesz mowil jak ktos kto sie tutaj
              urodzil.
            • Gość: polak Re: do zupy IP: 70.159.21.* 03.06.06, 17:57
              acha i jeszcze jedno co masz przeciw polakom w atlancie ja wlasnie stad jestem
              sa gorsi od polakow w kanadzie acha a juz sie nauczyles jajoglowy baranie
              uzywac toalety?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka