reyka
12.11.07, 18:28
nie wiem czy tylko ja mam takie szczescie, ze jak ktos sie
zorientuje,ze ja z polski to zaczyna sie "100 pytan do..". i o ile
czasem mi to nie przeszkadza, o tyle dzis pani przy kasie
supermarketu zagiela mnie zupelnie. przy placeniu za zakupy zapytala
mnie ot tak po prostu czy ja tu rodzilam (!) - z malym bylam. na to
ja ze tak. iwigilacji ciag dalszy - "a czy pani zadowolona byla, bo
ja to sie tyle nasluchalam". na to ja " tak urodzilam tu 2 dzieci i
z opieki bylam b zadowolona". na to pani kasjerka "a ja tez dwoje
ale tylko w polsce". na to ja "tutaj tak jak wszedzie, zalezy jak
sie trafi"
zaplacilam, odeszlam z niesmakiem. pozniej tylko sobie plulam w
brode, ze w ogole cos odpowiedzialam, bo co to obca babe obchodzi.
ani mnie nie zna, ani mnie pewnie nie pozna a wyjezdza z pytaniami
jakbysmy kolezankami byly. pyatno mi sie juz o wiele rzeczy, skad
jestem, gdzie pracuje, a jak sobie prace zalatwilam, a skad mam meza
(i tu przewaznie padaly komentarze w stylu, jak mi to dobrze bo maz
irl i jak mi dobrze), a co robia dzieci itp itd. zazwyczaj jakos
udawalo mi sie wyjsc z tak niezrecznej dla mnie sytuacji, ale dzis
nie dalam rady, tak mnie pani zaskoczyla.
ja nie wiem, ah szkoda gadac, wypadaloby sie w swoim jezyku czasem
nie odzywac.