Dodaj do ulubionych

Ku przestrodze - dla wracających z UK...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.08, 12:41
www.przelom.pl/artykul.php?t=Miejsca-pracy-sa-fikcja-&p=3847
- Czuję się zdołowana. Sądziłam, że mój kraj potrzebuje takich, jak ja. Wykształconych osób, które zdobyły doświadczenie za granicą i chcą teraz wykorzystać je tutaj - żali się mieszkanka Okleśnej, Monika Wojtoń, która po czteroletnim pobycie w Londynie nie może znaleźć w ojczyźnie pracy.

Marek Oratowski: Dlaczego wyjechała pani za granicę?
Monika Wojtoń: - Po skończeniu studiów z organizacji produkcji filmowej i telewizyjnej na Uniwersytecie Śląskim nie widziałam dla siebie perspektyw w kraju. Cztery lata temu postanowiłam więc wyjechać do Londynu. Już sam początek wyprawy był pechowy. Miałam mieć załatwioną pracę i mieszkanie, ale zostałam oszukana. Podobnie jak wielu innych polskich emigrantów znalazłam się pod londyńską „ścianą płaczu”, szukając ogłoszeń o zatrudnieniu. Zaczynałam od najniżej opłacanych i najmniej poszukiwanych zajęć. Na początku przez dwa miesiące nielegalnie pracowałam jako sprzątaczka w hotelu. Potem robiłam kanapki w lokalu prowadzonym przez Marokańczyka. Prawdę mówiąc, niewiele rozumiałam z tego, co mówili klienci. Moim kolejnym pracodawcą był Australijczyk, prowadzący firmę zajmującą się sprzątaniem prywatnych domów. Szło mi na tyle dobrze, że z biegiem czasu stałam się czymś w rodzaju agencji pracy, pomagając stanąć na nogi innym Polakom przyjeżdżającym do Londynu. Potem zostałam nianią, opiekującą się 15-letnim chłopcem. W weekendy zarywałam noce jako barmanka w dyskotece.

Te zajęcia nie były szczytem marzeń świeżo upieczonej absolwentki uniwersytetu.
- Oczywiście że nie. Konfrontacja marzeń z rzeczywistością okazała się dość bolesna. Po dwóch latach pobytu w Londynie jako tako się usamodzielniłam. Doszłam więc do wniosku, że pieniądze nie są w tym wszystkim najważniejsze. W jednej z prestiżowych szkół zaczęłam naukę języka angielskiego, którego przed wyjazdem wcale nie znałam. Codziennie, trzy godziny przed południem, krok po kroku zgłębiałam jego tajniki. Znając już co nieco język, znalazłam pracę w sklepie. Wreszcie zatrudniono mnie jako asystentkę w biurze developerskim. Jakiś czas później postanowiłam wrócić do kraju.

Powiodło się pani, więc skąd decyzja o powrocie?
- Rzeczywiście, może to wydawać się trochę dziwne. Przede wszystkim odczuwałam tam samotność. Zajmowałam już pewną pozycję, miałam pracę, pieniądze, fajne mieszkanie, i mogłam sobie na wiele pozwolić. Jednak nie czułam się bezpiecznie. I nie mam tu ma myśli tego fizycznego bezpieczeństwa. Po prostu stwierdziłam, że skoro mam do kogo i czego wrócić, to wracam. Do Polski przyjechałam przez RPA, gdzie przez ponad miesiąc podziwiałam krajobrazy i zwierzęta, jakie zobaczyłam podczas safari.
Pobyt w Londynie przyniósł z pewnością jakieś inne, wymierne efekty, oprócz zarobionych pieniędzy i nauczenia się języka.
- Tych pozytywów jest wiele. Pozbyłam się wielu stereotypów i schematów, skutecznie hamujących rozwój i poczucie wolności. Stałam się też osobą pewną siebie i uodpornioną na drobne porażki. Zresztą, już na studiach nauczyłam się wytrwałości w dążenia do celu. A chrzanowskie liceum Staszica nauczyło mnie pokory.

Jak tłumaczy sobie pani problemy ze znalezieniem pracy w Polsce?
- Od ponad trzech miesięcy bezskutecznie szukam zatrudnienia. Wysłałam wiele ofert przez internet. Uczestniczyłam w kilkunastu rozmowach kwalifikacyjnych. Niestety, bez skutku. Przyznam, że czuję się zdołowana. Sądziłam, że mój kraj potrzebuje takich, jak ja. Wykształconych osób, które zdobyły doświadczenie za granicą i chcą teraz wykorzystać je tutaj. Miejsca pracy są fikcją. Wszyscy wokół opowiadają, że skala bezrobocia spadła. A dla reemigrantów nie ma zajęcia. Argumenty pracodawców, u których nie znalazłam uznania, są naprawdę dziwne. Usłyszałam, na przykład, że dyskwalifikuje mnie brak mieszkania w Krakowie. Przecież mam samochód i mogę dojeżdżać. Wynajęcie mieszkania w Krakowie też nie byłoby dla mnie wielkim problemem. Innym razem usłyszałam pytanie: a skąd możemy mieć pewność, że pani znów nie wyjedzie?

Z biegiem czasu i wraz z kolejnymi rozczarowaniami poprzeczka wymagań z pani strony może się obniżać.
- Właśnie tego się boję. Spodobała mi się praca asystentki i chciałabym się realizować w tym zawodzie. Nie chcę ryzykować podejmowania jakiejś działalności gospodarczej. Daję sobie jeszcze trochę czasu, żeby znaleźć etat na miarę moich oczekiwań, wykształcenia i doświadczenia. Chociaż mam status bezrobotnej, finansowo sobie jakoś jeszcze radzę. Jeśli ten okres będzie się przedłużał, poszukam sobie jakiegoś innego zajęcia. Mam jednak nadzieję, że nie będę musiała znowu stanąć za barem.

Co pani poradzi młodym osobom, poważnie myślącym o zagranicznym wyjeździe?
- Niech jadą. Jednak dobrze byłoby, gdyby nie dały się wciągnąć w pogoń za pieniądzem, lecz mimo to pięły się w górę. Nawet wtedy, gdy tak, jak ja, rozpoczną tam od pracy, która nijak ma się do ich wykształcenia i ambicji.
Rozmawiał Marek Oratowski
Obserwuj wątek
    • Gość: A Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: 217.33.252.* 01.02.08, 12:57
      O ktorym doswiadczeniu ona mowi? Tym dwa lata w pracach ponizej kwalifikacji czy
      pracy w sklepie? Pracowala jako asystentka w biurze developerskim i nauczyla sie
      troche angielskiego. Czy to znaczy, ze teraz maja wszyscy padac na kolana i
      zaoferowac jej prace w Polsce?

      Bez wyjazdu do UK mozna nauczyc sie angielskiego i pracowac w biurze jako
      asystentka.
    • Gość: azkeel Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: *.in-addr.btopenworld.com 01.02.08, 13:15
      >Wreszc
      > ie zatrudniono mnie jako asystentkę w biurze developerskim. Jakiś
      czas później
      > postanowiłam wrócić do kraju.

      Pytanie pomocnicze: Jaki czas pozniej? Godzine, tydzien, miesiac,
      rok?

      A tak na marginesie to oszalamiajaca kariere zrobila pani Monika. Z
      wyzszym wyksztalceniem 4 lata dochodzic do stanowiska asystentki...
      Czemu mnie nie dziwi, ze ma problem ze znalezieniem pracy?
      • Gość: sbs Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: *.static.dsl.as9105.com 01.02.08, 13:18
        A jakiej innej kariery moznaby sie spodziewac po osobie ktora po 2 latach w UK
        zaczyna dopiero uczyc sie jezyka angielskiego?
    • Gość: maecki Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: *.252-81.static-ip.oleane.fr 01.02.08, 13:59

      W ciagu 4 lat pracowala w 6 roznych miejscach. Ze 3 lata jako
      sprzataczka, niania i osoba robiaca kanapki. Co to za wyksztalcenie
      i doswiadczenie? Ona zawsze bedzie miala problem ze znalezieniem
      pracy, szczegolnie w PL, bo w UK to sobie kazda lajza poradzi.

      Nie dziwie sie, ze nie moze pracy znalezc. Widocznie takie ma
      podejscie. A to czy znajdzie zalezy tylko i wylacznie od niej, od
      nikogo i niczego innego.
    • Gość: ELA Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: *.pronet.lublin.pl 01.02.08, 15:08
      No oczywiscie!! banda "zyczliwych" rodakow z miejsca rzuca sie na ofiare. Bla,
      bla, bla... tylko i wylacznie od niej zalezy czy znajdzie prace... bla,
      bla...oh! my wszyscy tacy madrzy, a ona pracowala jako sprzataczka i smie teraz
      domagac sie pracy w Polsce, a tfu! bezczelna. Co za bzdury. Ten artykul daje
      delikatnie do zrozumienia, ze osoba ktora radzila sobie poczatkowo bez jezyka w
      obcym kraju, potem zdecydowala sie na nauke (brawo!! oczywiscie wszyscy
      adwersarze na tym forum urodzili sie ze znajomoscia angielskiego)i dalej
      pracujac byla traktowana NORMALNIE, i mogla sobie pozwolic na dostatnie zycie.
      Jedyna jej porazką, w mojej ocenie jest.... naiwnosc, biedulka liczyla pewnie
      na chocby zblizone warunki zycia w rodzinnym kraju, troszke sie przeliczyla. Mam
      nadzieje ze banda sepow podobnych do was nie rozszarpie jej w drodze powrotnej
      na lotnisko!!!
      Ta historia jak z bajki, gdzie macocha lepiej traktuje i kocha przysposobione
      dziecko niz wlasna matka
      • mysz2006 Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... 01.02.08, 15:30
        >>Przyznam, że czuję się zdołowana. Sądziłam, że mój kraj potrzebuje takich, jak ja. Wykształconych osób, które zdobyły doświadczenie za granicą i chcą teraz wykorzystać je tutaj.<<

        no sorry, ale panna ma wyksztalcenie wyzsze, owszem ale zadnego doswiadczenia w zawodzie zwiazanym z wyksztalceniem. Ma natomiast szerokie doswiadczenie w pracach manualnych. Szuka pracy podobnej do tej jaka wykonywala jedynie przez raptem pare miesiecy. Sadze ze mlodych dziewczyn, znajacych angielski z kilkumiesiecznym stazem pracy biurowej ubiegajacych sie o prace asystentki jest w Krakowie na peczki. Kilkumiesieczne zaledwie zagraniczne doswiadczenie w tego typu pracy jest watpliwym atutem.
      • Gość: A Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: 217.33.252.* 01.02.08, 15:33
        Zadne sepy tylko stwierdzenie faktow. Jak sama zauwazasz byla troche naiwna i
        dlatego jest roczarowana. Byc moze nie sprawdzila wszystkich mozliwosci przed
        powrotem, a moze kierowala sie tylko tesknota za rodzina i myslala, ze jakos to
        bedzie i cos znajdzie w Polsce.
        Trudno powiedziec, ze w Polsce jest duzy popyt na osoby z jej wyksztalceniem i
        krotkim doswiadczeniem zawodowym (bo chyba nie ma co brac pod uwage
        sprzatania?). Moim zdaniem spodziewala sie niewiadomo czego i po prostu
        rozczarowala sie tym. A przeciez nie jest nikim specjalnym, tylko jedna z wielu
        osob z wyzszym, papierowym wyksztalceniem, bez konkretnego doswiadczenia
        • Gość: ELA Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: *.pronet.lublin.pl 01.02.08, 17:07
          A sepy dalej swoje.......bla, bla. A jakie doświadczenie miała zdobywajac prace
          asystentki w GB?? Mniejsze niz w tej chwili, prace dostala mimo tego ze w obcym
          kraju, z dyplomem z jakigos smiesznego kraiku i ze swiezo nabyta znajomoscia
          jezyka. Cuda jakies?? czary?? a moze tym durnym angolom cos do kawy dosypala??
          No, ale zapomnialam, ja durna, przeciez w naszym pieknym kraju zeby byc
          asystentka trzeba miec jakies nadprzyrodzone umiejetnosci. Na razie to ona jest
          nikim, wkupic sie dopiero musi, bo przeciez ma tylko papierowe wyksztalcenie, no
          i sprzataczką byla(o jezu, co za wstyd!!tfu, tfu aby dalej od takiej, bo moze
          tym mozna sie zarazic!!)
          To twoim zdaniem A, bycie asystentka to jest nie wiadomo co??(wiadomo, ze nie
          wiadomo piszemy oddzielnie, A - slowniki nie gryza) Bo dla mnie to jest wiadomo,
          ze nic. Nic wielkiego. Nic wyszukanego, ot takie cos na poczatek. To nie
          dlatego, ze ona nic nie umie, nie dlatego, ze ma papierowe wyksztalcenie, nie
          dlatego, ze sie malo stara. To dlatego ze w tym chorym od dawna kraju nie widac
          symptomow wyzdrowienia.
          Ciag dalszy bajki: Rodzona matka gorsza niz macocha, a tlumek obsmarkanych braci
          i siostr ma wielka radoche, patrzac jak ich wlasna matka zrzuca niewidzianą od
          dawna corke z kolan. Spadaj mala, tyle lat cie nie bylo, to co bys teraz
          chciala? Cukierka? I tak mialas lepiej niz my tutaj u matki, to teraz zasluzona
          kara cie spotyka. Grupka obdartych obsmarkancow ma radosc jakiej nie mieli od
          dawna, no nareszcie ktos ma gorzej niz my, komus mozna dokopac!! Matka, dobrze
          zrobilas, ze ja wygonilas!!Ale frajda!!

          Teraz czekam az mi dokopiecie, prosze sie nie krepowac, tez mam papierowe
          wyksztalcenie, tez wiele lat mnie nie bylo w tym kraju, tez jezyka nauczylam sie
          nie w szkole podstawowej. I tez mam jeden kierunek, aby dalej od tych pagórków
          leśnych, od tych łąk zielonych.............:-(( Chcialabym móc myslec inaczej,
          ale nie moge........zyczliwi rodacy, tacy jak wy, z niepapierowym
          wyksztalceniem, i wieloletnim doswiadczeniem i z jezykiem angielskim wyssanym z
          mlekiem matki, skutecznie wybili mi z glowy tesknote za krajem. No, prosze, kto
          pierwszy rzuci kamieniem??
          • Gość: student heheh...oj Elka Elka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.08, 17:37
            a gdzie masz napisane i powiedziane ze przed wracajacymi maja byc dywany i
            kwiaty na powitanie?jesli chcesz aby tak bylo to napisz do Premiera ze tyle osob
            czeka na powrot i nikt Ich nie chce zatrudnic i powitac nalezycie...

            nastepna sprawa tam miala do wyboru albo podjac prace albo spac pod mostem,moze
            jakby unas tak bylo to moze inaczej by mylala a tak pozostaje jakis zal i
            pretensja a przeciez jest dorosla i wie co jest grane w zyciu a ze jej sie udalo
            w Uk to nie oznacza ze na calym swiecie jej sie uda i tak samo bedzie miala..

            znam wiele takich studentow ktorzy niby maja papier a nic nie umieja ,heheh
            tak se chodza na studia aby czas dobrze zlecial ...
          • ratpole Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... 01.02.08, 17:39
            Gość portalu: ELA napisał(a):

            > I tez mam jeden kierunek, aby dalej od tych pagórków
            > leśnych, od tych łąk zielonych.............:-((

            No co ty!?
            A bociany???
            Nie zapominaj o bocianach! hehe
            Dziecielina zdaje sie cus wyszla z mody ;-)
            • Gość: ELA Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: *.pronet.lublin.pl 03.02.08, 00:38
              No co ty!? Bociany wyszły z mody, a orzełki skrzydlate nie?? No co ty!?:-/
          • Gość: A Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: 78.32.65.* 10.02.08, 13:36
            Dziekuje za wytkniecie bledu, przynajmniej nie popelnie go drugi raz. Slowniki
            na pewno mnie nie gryza, bardzo je lubie.

            Bycie sprzataczka to zaden wstyd, ale jak sie pracowalo jako sprzataczka przez
            pare lat, to raczej nie ma sie co powolywac na super doswiadczenie zawodowe. 3/4
            pobytu zagranica w pracy fizycznej, a potem oczekiwanie na cud w Polsce to pomylka.
    • qvintesencja Nadmierne aspiracje 03.02.08, 20:28
      Gość portalu: kris zacytował(a):

      www.przelom.pl/artykul.php?t=Miejsca-pracy-sa-fikcja-&p=3847
      > - Czuję się zdołowana. Sądziłam, że mój kraj
      potrzebuje takich, jak ja. Wykszta
      > łconych osób, które zdobyły doświadczenie za
      granicą i chcą teraz wykorzystać j
      > Po skończeniu studiów z organizacji produkcji
      >filmowej i telewizyjnej na Uniwersytecie
      >Śląskim nie widziałam dla siebie perspektyw w
      kraju.

      Ta pani pada ofiara nadmiernych aspiracji.
      Jasne ze jak ktos skonczyl takie studia to marzy
      o filmie i telewizji, najlepiej o premierowych
      produkcjach a pewnie sni mu sie rezyseria.

      Niestety sa to dla wiekszosci mrzonki bo liczba
      miejsc pracy w takich dziedzinach jest
      ograniczona. Kilka osob robi wielkie kariery a
      tysiace innych sa sfrustrowane a co gorsza nie
      majac wyksztalcenia na ktore jest popyt skazane
      sa na margines.

      Ta pani wobec tego narzeka na "swoj kraj" jako
      winowajce. Jest to oczywiscie kosmiczna bzdura
      bo w tym kraju filmu i telewizji jest tyle co
      potrzeba, a nawet i ciut za duzo. Ludzi ktorzy w
      tym pracuja jest wystarczajaco duzo a na kazde
      miejsce czeka tlum chetnych. Jest wiec normalnie
      a narzekac mozna na siebie ale to jest bez
      sensu, najlepiej przekwalifikowac sie a ta pani
      nie zrobila tego zagranica.
      • izi_lajf Re: Nadmierne aspiracje 04.02.08, 01:05
        >- Czuję się zdołowana. Sądziłam, że mój kraj potrzebuje takich, jak
        >ja. Wykształconych osób, które zdobyły doświadczenie za granicą i
        >chcą teraz wykorzystać je tutaj - żali się mieszkanka Okleśnej,
        >Monika Wojtoń, która po czteroletnim pobycie w Londynie nie może
        >znaleźć w ojczyźnie pracy.

        I taki tok rozumowania jest wlasnie niebezpieczny, jedni mlodzi
        mysla ze im sie wszystko nalezy a inni z kolei mysla ze maja
        doswiadczenie, albo jedno i drugie.
        To ze znalazla prace w UK to nie jest zaden wyczyn. Pamietac nalezy
        ze kazdy jest kowalem wlasnego losu, znam ludzi ktorzy zaczynali na
        zmywaku a na dzien dzisiejszy zajmuja calkiem niezle posadki, ale
        znam rowniez takich, ktorym sie wydawalo ze wkrotce zajma posadki,
        jednak nadal zmywaja lub pakuja butelki, ale taka to natura ze jedni
        wiedza a innym sie wydaje ze wiedza.

        > Prawdę mówiąc, niewiele rozumiałam z tego, co mówili klienci. Moim
        >kolejnym pracodawcą był Australijczyk, prowadzący firmę zajmującą
        >się sprzątaniem prywatnych domów. Szło mi na tyle dobrze, że z
        >biegiem czasu stałam się czymś w rodzaju agencji pracy, pomagając
        >stanąć na nogi innym Polakom przyjeżdżającym do Londynu. Potem
        >zostałam nianią, opiekującą się 15-letnim chłopcem. W weekendy
        >zarywałam noce jako barmanka w dyskotece.

        To w czym to doswiadczenie? bo sie juz zamotalem.
        • Gość: kejt Re: Nadmierne aspiracje IP: 86.47.135.* 06.02.08, 13:08
          Ja mam zamiar wrocic do kraju dopiero gdy osiagne taka pozycje
          zawodowa, ktora pozwoli mi na godne zycie w Polsce. Ja jestem na
          Wyspach od poltora roku, przez pierwsze pol pracowalam w ksiegarni,
          kolejny rok w firmie developerskiej jako asystentka ;), niedawno
          zaczelam w finansowej korporacji w dziale kontrolingu. Dyplom
          posiadam, angielski juz znalam. Nie uwazam, zebym mogla juz teraz
          wrocic do kraju - konkretne doswiadczenie to zdobede w obecnej
          pracy, tamto poprzednie to jest warte w Polsce 1250PLN brutto
          niestety.
          Szkoda, ze Monika sobie nie zdawala z tego sprawy kiedy postanowila
          wrocic.
          • qvintesencja Wrocic albo nie 08.02.08, 08:33
            Gość portalu: kejt napisał(a):

            > Ja mam zamiar wrocic do kraju dopiero gdy
            osiagne taka pozycje
            > zawodowa, ktora pozwoli mi na godne zycie
            w Polsce. Ja jestem na
            > Wyspach od poltora roku, przez pierwsze
            pol pracowalam w ksiegarni,
            > kolejny rok w firmie developerskiej jako
            asystentka ;), niedawno
            > zaczelam w finansowej korporacji w dziale
            kontrolingu. Dyplom
            > posiadam, angielski juz znalam. Nie
            uwazam, zebym mogla juz teraz
            > wrocic do kraju - konkretne doswiadczenie
            to zdobede w obecnej
            > pracy, tamto poprzednie to jest warte w
            Polsce 1250PLN brutto
            > niestety.
            > Szkoda, ze Monika sobie nie zdawala z tego
            sprawy kiedy postanowila
            > wrocic.

            Rozumujesz dobrze, problem tylko czy zdolasz
            dostosowac sie do popytu i konkurencji na
            polskim rynku pracy. Chyba najlepsze bylyby
            dla ciebie polskie oddzialy miedzynarodowych
            korporacji ale tam jest bardzo duza
            konkurencja ze strony ludzi studiujacych na
            najlepszych polskich uczelniach.
            • Gość: kejt Re: Wrocic albo nie IP: 86.47.135.* 11.02.08, 12:18
              Tego sie wlasnie obawiam - ze i tak przebije mnie jakis zwerbowany
              podczas 5etapowej rekrutacji harwardzki geniusz z x-letnim
              doswiadczeniem, lecz mlody, nieziemsko zmotywowany, piekielnie
              ambitny i niebywale kreatywny, a przede wszystkim skory do pracy od
              7 do 23 za 2000 na reke, nie dopominajacy sie o umowe o prace czy
              zaplate za nadgodziny.
              Dlatego niestety, ew. powrot zostal poki co odroczony na czas
              nieokreslony. Jezeli nadal sie tak w Polsce bedzie dzialo (a
              wszystko na to wskazuje, ze z deszczu pod rynne wpadlismy wybierajac
              Tuska) to nie bede miala do czego wracac - nie chce zasilic szeregow
              sfrustrowanych, niedocenianych 'sredniakow' z ktorych korporacja
              wysysa wszelka witalnosc. Ludzi, ktorzy tkwia po uszy w kredytach i
              prowadza skrupulatny zeszyt wydatkow, a o komputerze dla dziecka czy
              porzadnych wakacjach moga jedynie pomarzyc. Nic im nie ujmujac
              oczywiscie - dla niektorych to jedyna droga, niektorzy swiadomie
              obrali taka droge. Ja jednak wiem juz, ze wcale nie musi tak byc,
              stad moje glosne i stanowcze NIE dla powrotu do takich warunkow.

    • raveness1 Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... 13.02.08, 16:09
      I oto mloda, wyksztalcona dziewucha PO STUDIACH, gdy znalazla sie w
      Londynie nagle olsnilo ja, ze trzeba znac jezyk angielski.
      A to chamski swiat! Oszukal ja. I na studiach tez nic o tym nie
      mowili... Co za ludzie!
    • Gość: bagarmosen Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: 80.240.162.* 15.02.08, 09:30
      chyba wzystkiego nie wiecie .Po powrocie do "ojczyzny"
      chcac się zarejestrowac i otrzymac ubezpieczenie NFZ
      POBIERA HARACZ W WYSOKOSCI 4 TYS. ZLOTYCH- jak zechce to
      zarejestruje a jak nie to wypier....j na zielona trawę
      • Gość: :-) Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 17:18
        Polecam analizę danych z artykułu tnij.org/asjd na temat cen
        mieszkań na świecie.

        Przykładowo, porównanie ceny kupna 120 metrowego apartamentu: Zurych
        (7,376$), Toronto (4,737$), Warszawa (4,387$), Monachium (3,613$),
        Frankfurt (2,843$), Berlin (2,462$). Jak dla mniej lekka aberracja,
        Niemcy to wciąż TRZECIA gospodarka świata. Do Kanady i Szwajcarii
        też nam jeszcze trochę brakuje.

        Jeszcze lepsze są ceny za wynajem apartamentu 120m podane w
        oryginalnym artykule - przykładowo: Zurych (2,788$), Warszawa (2,607
        $), Barcelona (2,562$), Madryt (2,018$), Pekin (1,480$), Berlin
        (1,326$).

        Mniej ciekawie to wygląda porównując z PKB na głowę mieszkańca
        pl.wikipedia.org/wiki/PKB_per_capita


        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=106&w=75822226
    • Gość: as Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 21:04
      Jak wredny to kraj to już widać po kilku tu wypowiedziach - ludzi
      którzy w życiu nie odważyliby sie ruszyć z miejsca by świata
      zobaczyć. A jeśli już sie ruszą, ze sorganizowaną wycieczką, to po
      powrocie mówią: fiuuu, eee taaam, u nas tak samo! W wiekszości
      jednak, jedyne co widzieli to swoje odrapane bloki z zasikanymi
      klatkami i ruchome płyty chodnikowe - i nie przeszkadza im to,
      wmawiają sobie i nie cierpią gdy im sie przypomina że żyją w syfie
      więc zniszczą każdego kto widział i doświadczył czegoś lepszego.
      Zachód nie jest idealny ale takiego ściągania w dół drugiego
      człowieka nigdzie, jak w Polsce, chyba nie ma. I niczego, niczego tu
      sie nie da nikogo nauczyć - odporni na rozwój jak beton. Tfu.
      • Gość: aga Re: Ku przestrodze - dla wracających z UK... IP: *.pronet.lublin.pl 17.02.08, 22:28
        zgadzam się z powyższym:-))I żadne bredzenie o wyższości świąt bożego narodzenia
        nad świętami wielkiej nocy mnie nie przekona. W naszym kraju ludzie mieszkają w
        blokowiskach, w gorszych warunkach jak na "murzynowie" US, i jeszcze za to
        płacą!!!!!!!!!!! Porąbany kraj i syf jakich mało.
        • Gość: :-) jednak wracacie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.08, 09:04
          biznes.onet.pl/0,1694147,wiadomosci.html
          • Gość: !!! Re: jednak wracacie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.08, 11:12
            Ci, którzy mają większe ambicje, większe cele, wracają do siebie.

            Tak, by potem znów wyjechać. Pomimo szczerych chęci i wysiłku
            stwierdzam: nie da się!! Zmuszona jestem sprzedać mieszkanie, pozbyć
            się nagromadzonych rzeczy, polikwidować wszystko i jechać - bo w
            moim kraju kobiety po 50 skazuje sie na beznadziejnie nudne i
            uperdliwe życie bez pracy i szacunku!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka