rkcb
15.07.07, 20:43
Urodzony i wychowany w polskiej, katolickiej rodzinie, ochrzczony i
bierzmowany, zostałem ateistą. Występuje z kościoła – nie mam jeszcze
formalnego potwierdzenia, tylko dla tego, że nie chcę ustąpić w pewnych
kwestiach formalnych – i staram się propagować ateizm tam gdzie mogę. Co
doprowadziło kogoś takiego jak ja – potencjalnego wiernego syna kościoła - do
ateizmu i apostazji? Mój ateizm jest głównie intelektualny - ten światopogląd
kiełkował u mnie od lat, zainteresowanie nauką, ewolucją i fizyką doprowadziły
mnie do wniosku- boga nie ma. Doszedłem do tego stopniowo, chyba pierwszą
wątpliwością było „stworzenie” człowieka. Nie widziałem takiego momentu w
historii gatunku homo, który byłby przełomem na miarę aktu stworzenia.
Ewolucja przebiegała stopniowo, małymi kroczkami i w końcu doprowadziła do
tego, czym jesteśmy. Potem już poszło – to jak domino – jak wywróci się
pierwszy kamień to reszta idzie sama. Odrzucam wiarę ze względu na jej
nieracjonalność. Uważam, że pomysł, iż mam uwierzyć w coś bez dowodu i
możliwości sprawdzenia obraża moją inteligencję. Może inni to potrafią
pogodzić – pewnie są „inteligentni inaczej”. Potem zacząłem się zastanawiać –
co religia przyniosła ludzkości? Zobaczyłem koszmar – masowe morderstwa,
tłumienie wszelkiej inności, pazerność i pychę kapłaństwa, przekonanie o
własnej nieomylności. Religia jest jak rak – jak nie usunie się jej z
organizmu to będzie się rozrastał bez opamiętania. To, co kościół wyczyniał w
Polsce po 1989 r. budziło przerażenie – wypchnie religii do szkół, wieszanie
krzyży na każdym wychodku i wtrącanie się do każdej dziedziny życia. Brak
tolerancji i narzucanie „jedyne słusznego” zestawu poglądów tylko dopełniły
obraz. W pewnym momencie trzeba sobie jasno powiedzieć – kościoły to
organizacje zbrodnicze, tak jak komuniści czy faszyści. Kto dziś głosi poglądy
komunistyczne czy faszystowskie, ten jest uważany za przestępcę. Tak samo
powinno być z członkami kościołów – oni, uczestnicząc w tych organizacjach,
stają się wspólnikami post factum wszystkich zbrodni, które te organizacje
popełniły. Żyje pośród ludzi wierzących, ale nie potrafię ich zrozumieć – choć
próbuje. Jak można budować swój światopogląd na ułudzie? Jak można – z taką
pewnością – twierdzić, że istnieje jakiś byt, jak nie ma się na to żadnych
dowodów? I jak można żądać dla głoszonych przez siebie bajek specjalnej
ochrony?. Dlaczego ja mam być atakowany zewsząd wizerunkiem torturowanego
człowieka? Religia to jedno wielkie marnotrawstwo – życia, czasu i pieniędzy.
Miliardy ludzi odprawia bezsensowne gusła w świątyniach wybudowanych za ich
pieniądze. Ile rzeczy można by zrobić za to, co kapłani poświęcają na siebie i
swoje świątynie. Oni sami też mogliby sobie znaleźć jakieś lepsze zajęcie –
konserwację powierzchni płaskich np. Smutkiem i żalem napełnią mnie fakt, że
co dzień miliardom dzieci i dorosłych wmawia się, że ich życiem rządzi jakieś
bóstwo. Zabija się w nich krytycyzm i ciekawość świata, każe wierzyć w
dogmaty, które nie mają niczego wspólnego z realnym światem. Gnębi się na
różne sposoby – do zabójstw włącznie – tych co ośmielają się myśleć inaczej.
Ile wybitnych umysłów marnuje się w ten sposób? Ilu potencjalnych Einsteinów,
Lemów, Archimedesów ginie lub zostaje stłamszonych przez tak zwane wychowanie
religijne? Jak długo jeszcze? Bycie ateistą nie jest łatwe. Trzeba stale
udowadniać innym, że nie jest się diabłem z rogami i ziejącym siarką.
Usłyszałem już – ateista nie ma sumienia – i milczenie, gdy odpowiedziałem, że
jak popełnię morderstwo to nie mogę pójść się wyspowiadać i być znów czysty
jak łza. Ale to nic – warto zapłacić taką cenę za bycie wolnym. A czuje się
wolny dopiero od chwili, gdy potrafiłem sobie powiedzieć – tak, jestem
ateistą, końcowym produktem długiej linii ewolucji DNA, a nie kimś zlepionym z
gliny, świadomym swojego bytu i swoich ograniczeń fizycznych i czasowych
jedynym i niepowtarzalnym CZŁOWIEKIEM.