selenya
07.06.08, 01:38
Moja pierwsza spowiedz (przedkomunijna) byla dla mnie okropnym
przezyciem. Poszlam do niej, bo jako dziecko urodzone w tzw.
katolickiej i praktykujacej rodzinie i tak nie mialam nic do
powiedzenia. Rodzice mowili, zebym nie wydziwiala, ksiadz, ze ''tak
trzeba'', a siostry zakonne zajete byly przepytywaniem z katechizmu,
(ktorego nie trzeba bylo rozumiec a tylko odklepac z pamieci,)wiec
nie mialy na moje pytania czasu.
A mi sie wydawalo, ze skoro Pan Bog i tak mnie widzi oraz wszystko o
mnie wie, to wystarczy, ze klekne przed Nim w zaciszu swojego
pokoju, przyznam sie do moich wystepkow i ze jesli pozaluje tego co
zrobilam i ze jesli naprawde postaram sie poprawic, to On mi z
pewnoscia wybaczy. Niestety taka spowiedz byla dla wszystkich nie do
przyjecia i niemal sila wepchnieto mnie do konfesjonalu. Znalazlam
sie w nim z bijacym sercem. Wcale nie myslalam o tym, ze ksiadz jest
posrednikiem pomiedzy mna a Bogiem i ze jak mu wyznam swoje grzechy
to tak jakbym wyznawala je Bogu. Ja myslalam tylko o tym, ze to jest
obcy czlowiek , ktory nic o mnie nie wie i ktoremu musze zdac
spawozdanie z moich uczynkow. Wcale nie myslalam wtedy o Bogu, nie
prosilam Go o przebaczenie, chcialam jedynie by
to ''przesluchanie''z obcym jak najszybciej sie skonczylo. A potem i
tak pomodlilam sie po swojemu.
Od mojej ostatniej ''przepisowej''spowiedzi minelo sporo lat. Moja
spowiedz teraz to bardzo czeste rozmowy z Bogiem, w myslach
(przepraszam Go, prosze albo Mu dziekuje) Nauczylam sie przebaczac
innym, tak by i On mogl mi wybaczyc. Pracuje nad soba, nad swoim
charakterem, nad wadami. staram sie byc lepsza dla innych.
Wole te wieczorne rozmowy z Bogiem , niz obcego czlowieka w
konfesjonale.
Dla mojej katolickiej i praktykujacej rodziny ''moja'' spowiedz
sie ''nie liczy''.''Nie liczy'' sie dla nich rowniez spowiedz
powszechna w Kosciele.
Nie rozumiem ich sposobu myslenia.
Przeciez Pan Bog jest w nas samych.
Selenya,