Dodaj do ulubionych

szukam pomocy

IP: *.w92-153.abo.wanadoo.fr 13.01.14, 18:52
DESPERACKA PROSBA O POMOC.
Moja sprawa jest okropnie skomplikowana ,zwracam się o pomoc w jaki sposób można rozwiązać mój problem i mojej rodziny .
W 2000r mój mąż namówił mnie na kredyt ,chcieliśmy dokonać remontu w domu (adaptacja piwnicy na pomieszczenie mieszkalne ) Było ciężko wziąć kredyt w bankach wiec znalazł biuro gdzie dawali kredyty od ręki pod zastaw, KREDYTY POD ZASTAW Siemianowicach Śląskich Jan Piegdoń i Andrzeja Migasa Nie mieliśmy co dać pod zastaw wiec właściciel danej firmy zasugerował nam, ze weźmie pod zastaw dom. Kwota kredytu która nam zaproponował wynosiła 4tys zl . Moj mąż załatwiał wszystko, ja byłam tylko potrzebna do podpisów gdyż byłam jedynym właścicielem domu. Właściciel firmy zjawił się u mnie w domu, przedstawił szybko warunki pożyczki - sprzeczne z rzeczywistością ,jak sie później okazało. Udaliśmy się do biura notarialnego w Chrzanowie na Ul.. Grunwaldzkiej lecz tam Pani notariusz odmówiła podpisania dokumentów ,Właściciel firmy wtedy oznajmił ze ma swojego notariusza i nas zawiezie ,nie wiedziałam nawet gdzie. Okazało się ze to było w jego mieście w Siemianowicach Śląskich .Tuz przed zaparkowaniem samochodu siedząc na tylnym siedzeniu podał mi plik papierów do podpisania bym to szybko zrobiła bo notariusz zaraz zamyka , co uczyniłam bez zastanowienia , Zresztą nie miałam zbyt wielkiego wyboru ,naciskał tak mąż jak i właściciel firmy, ze zależy na czasie bo inaczej z kredytu nici będą . Udaliśmy się do jego notariusza co odbyło się szybko i bez problemów. Dal nam pieniądze w kwocie 4tys zl , Kredyt przez wiele miesięcy spłacałam w banku milenium. Maż miedzy czasie pracował za granica kraju we Francji. W Polsce był raz na 3 lub 4 miesiące, Gdy raz przyjechał do polski poprosił bym mu dala wszystkie papiery i ze on się zajmie splata kredytu, co uczyniłam ,ufałam a zarazem tez trochę w strachu. mąż czasami nadużywał alkoholu wiec stawaj się nieobliczalny, i wielokrotnie interweniowała Policja ,
Ostatni raz gdy maz byl w Polsce w 2003r pozostał na dłużej nie byłam zgodna by wyjeżdżał gdyż stwierdziłam ze jest już alkoholikiem nalegałam by poddał się leczeniu, co wywoływało miedzy nami ciągle awantury gdyż schowałam mu dokumenty by nie wyjeżdżał. Chciałam by zgłosił się na leczenie, Lecz nie dal sobie powiedzieć , po wielu awanturach interwencjach policji oddalam mu dokumenty i kazałam robić co chce, Wtedy mąż wyjechał i widziałam go po raz ostatni , Mąż Krzysztof Zygmunt przebywał we Francji gdzie pracował, ja pozostałam w Polsce wraz z 6 dzieci. Ponieważ po pewnym czasie słuch o mężu zaginął i nie dawał znaku życia. Wstrzelimy poszukiwania poprzez Czerwony Krzyż oraz BEAP w Paryżu.
We wrześniu ktoś anonimowo mnie poinformował że mąż zmarł, nie mówiąc gdzie i w którym szpitalu. Wtedy ponowiłam poszukiwania dzwoniąc po wszystkich szpitalach Paryża oraz Czerwonego Krzyża lecz dane poszukiwania nie przyniosły żadnego efektu. W listopadzie 2004 Czerwony Krzyż mnie poinformował, że mąż został odnaleziony, że zmarł i że leży pochowany na cmentarzu dla bezdomnych Thais w Paryżu. Co było dla mnie oraz dzieci prawdziwym szokiem, gdyż wiedzieliśmy że mąż był zdrowym człowiekiem.
Ponieważ moja mama jest obywatelem Francji i zamieszkuje dzielnicę Paryża pomogła mi w dalszych poszukiwaniach począwszy od cmentarza doszła w którym szpitalu mąż zmarł.
Lecz informacje na temat zięcia były udzielane jej na odczepne tłumacząc że jest tylko teściową i nie są zobowiązani udzielać danych informacji. Akt zgonu męża został wydany z błędami które trzeba było skorygować. A w szpitalu oświadczono że informacje na temat zmarłego zostaną udzielone żonie oraz że prawo jazdy które mąż miał przy sobie zostanie też wydane tylko i wyłącznie żonie. Wiec pojechałam do Francji 13-11-2004 na okres tygodnia czasu by pozałatwiać sprawy związane za śmiercią męża.
W szpitalu odebrałam prawo jady męża i zapytałam dlaczego nie został poinformowany konsulat ani rodzina zmarłego mimo że mąż miał przy sobie dokument z adresem i dokładnymi danymi. W szpitalu poinformowano mnie że szpital poszukiwał rodziny ale nie poinformowano mnie w jaki sposób skoro mieli dokument męża z dokładnymi danymi. Lekarz też nie był wstanie podać mi dokładnej przyczyny śmierci męża. Potraktowali męża jako bezdomnego kloszarda co nie godzi się poszanowaniem człowieka nie ważne kim by on nie był. Ze szpitala odebrałam także historie choroby, jak również informacje z przyjęcia do szpitala. Otrzymałam także karteczkę by odebrać jego odzież, która znajduje się w magazynach kostnicy szpitalnej. Lecz po zejściu na dół do kostnicy pracownicy nie mogli odnaleźć męża rzeczy i po dokładnym przeszukaniu magazynów stwierdzili że mąż został w tych rzeczach pochowany. Co nie jest dla mnie wiarygodne, gdyż na spisie było napisane że mąż miał dwie koszule, bluzę, spodnie. Więc nie jest możliwe że go pochowano w dwóch koszulach i bluzie.
Dnia 23-02-2005 wysłałam do szpitala pismo prosząc o wyjaśnienie, w dniu 03-03-2005 otrzymałam odpowiedź że jest prowadzone dochodzenie w tej sprawie, ale żadnej odpowiedzi nie mam.
We Francji byłam z 12 letnim synem, który dany fakt bardzo przeżył i bardzo nalegał by ze mną jechać reszta dzieci też chciały jechać ale koszty mi na to nie pozwoliły. Nie widziałam ciała męża, nie wiem w jakim stanie jest pochowany, czy jego ciało nie jest naruszone. Dzieci nie widziały grobu ojca nie były na jego pogrzebie. Dlaczego szpital nie dał od razu informacji o śmierci męża? Ja wraz z dziećmi poniosłam wiele strat finansowych pozostałam bez dochodów, nie mogłam starać się o dotacje dla samotnej matki z powodu braku aktu zgonu przez wiele miesięcy. Z tego powodu pozostałam bez żadnego dochodu gdyż mąż nie wysyłał pieniędzy a ja nie mogłam zrobić żadnego kroku by uzyskać jakąkolwiek pomoc dla mojej rodziny. Dzieci ciągle mnie męczą że chcą zobaczyć grób ojca, zaświecić świeczkę, ale niestety mnie na taki wyjazd nie stać.
Wygląda na to że jeśli za granicą nastąpi czyjś zgon a rodzina nie zna danego języka i nie ma w danym kraju rodziny to zmarła osoba nie zostanie odnaleziona. W moim przypadku pomogła mi znajomość języka francuskiego oraz rodzice zamieszkujący we Francji.
Było nam ciężko, pozostaliśmy bez pieniędzy. Chciałam sprzedać dom i kupić cos mniejszego bo bałam się ze finansowo nie wyrobimy tym bardziej ze dom wymagał remontów. Nie posiadamy żadnej rodziny w Polsce, nikogo by poprosić o pomoc. Wtedy dowiedziałam się ze dom nie jest już mój. Andrzej Migas sprzedał mój dom niejakiemu Gluchowskiemu, którego w życiu nie widziałam nawet gdy próbowałam nawiązać z nim kontakt to zawsze zjawiał się pan Andrzej Migas.
Pierwsza nasza zima była okropna w Polsce była bardzo zimno a nam piec centralny się zespól. Dzieci spały w kombinezonach , najmłodsza miała wtedy 1rok a najstarsza 18lat w domu było potwornie zimno ze nawet okna pękały z zamarznięcia , sąsiedzi i znajomi pomogli mi zdobyć piec centralny używany ale na sprawny. OPS pomagał częściowo na zakup węgla i utrzymaniu, Najstarszy syn przerwał szkole wyjechał za granice by pomoc rodzinie, potem córka wyjechała do pracy. Chciałam z panem Andrzejem Migasem dojść do porozumienia lecz nie dal sobie powiedzieć, straszył ciągle i wyganiał do opuszczenia domu w obecnosci dzieci. Dom bym wstanie katastrofalnym okna odpadały- wymieniliśmy okna i drzwi na kredyt. Dach lal z każdej strony lataliśmy, z wilgoci i zalania zawalił się sufit w łazience. OPS pomógł mi w remoncie sufitu. Pewnego wieczoru zawalił się dach ,straż pożarna zabezpieczyła dach , następnie komisja budowlana nakazała remont lub ew wymianę dachu , Wtedy tez posłałam list do rzekomego właściciela domu pana Gluchowskiedo ,lecz odesłał mi list ze żałuje iż się w ta sprawę wpakował. Następnie otrzymałam telefon osoba przedstawiła się jako Miroslaw Gluchowski. Rozmawiałam z nim i umówiłam się na spotkanie w domu.
Zjawił się pan Migas twierdząc ze pan Gluchowski jest chory i nie może się zjawić , pan Migas nawoływał do opuszczenia domu i oznajmiając ze i t
Obserwuj wątek
    • tadusz03 Re: szukam pomocy 13.01.14, 19:23
      przy okazji z tą sprawą trzeba szybciutko na Policję. Ten gościu nie ma prawa nalegać aby pani opuściła dom do nikąd. Nie mówiąc już o oszustwie.
    • valderama80 Re: szukam pomocy 13.01.14, 21:40
      Nie wierzę, że ludzie są aż tak naiwni!!!
      Koleś daję dokumenty do podpisu "na szybko" a druga osoba to podpisuje bez przeczytania.
      Że takiej osobie nie zapali się "czerwona lampka"...yhy coś jest nie halo...

      Autorce wątku współczuję, ale sama jest współwinna tej sytuacji.

      Co zrobić? Sprawę jak najszybciej zgłosić na Policję.
    • vioniunia Re: szukam pomocy 10.09.15, 21:12
      rybnik.naszemiasto.pl/archiwum/dobil-ich-kredyt,410502,art,t,id,tm.html
    • vioniunia Re: szukam pomocy 10.09.15, 21:14
      wyborcza.pl/1,87648,17058710,___i_nie_pokazuj_sie_na_ulicy_.html#ixzz3lLwy5nE6

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka