nobullshit
06.09.04, 01:43
...i jak nazwa wskazuje, szczęśliwie ostatnia.
Melduję, że żyję i nie siedzę w łazience, tylko przy komputerze.
A było tak:
Im bardziej małże się rozmrażały, tym bardziej ich ciałka traciły
kontakt ze skorupką, oraz zaczęły sprawiać wrażenie nie tylko nieżywych,
lecz także uprzednio ugotowanych, więc zrezygnowałam z muli a la marinara
i wysłałam SMS do MMŻ (Mężczyzny Mojego Życia), z prośbą o nabycie
po drodze bagietki (frytki w tym momencie odpadały), masła oraz pietruszki.
Zeszkliłam na maśle kilka posiekanych ząbków czosnku i jedną szalotkę,
dodałam mule, posoliłam, popieprzyłam, po jakimś czasie podlałam winem,
na wydaniu posypałam pietruszką. MMŻ czytał w tym czasie odpowiednie
wątki z Forum, na przemian mlaskając i parskając śmiechem.
Zjedliśmy małże z bagietką, popijając Chardonnay, i było przepysznie
(a ja dotąd tak naprawdę ich nie lubiłam). Nie smakowały tylko
kotu - lepiej dla nas.
A propos kotów, ponieważ były to moje pierwsze owocowo-morskie kucharskie
koty za płoty, jestem z siebie tak dumna, jakby był to termidorowy homar.
Raz jeszcze dzięki wszystkim za rady i troskę,
i dobrej nocy lub miłego dnia.