Dodaj do ulubionych

Coś do odgrzania

IP: *.proxy.aol.com 23.09.04, 16:54
Czy często wam się zdarza mieć zbyt dużo na jeden posiłek (wieczny problem
dla gotujących dla jednego siebie) i wstawiania tych resztek do lodówki?
Potem okazuje się, że to co zostało to zbyt mało na komletny posiłek więc coś
tam się dodaje i łaczy, tego z kolei też jest zbyt dużo, itd. Ale te starocie
+ te dodatki to często niezwykłe odkrycia kulinarne. Zgadza się?
Obserwuj wątek
    • saiss Re: Coś do odgrzania 23.09.04, 20:39
      Zdarza sie i to często, mimo rodziny czteroosobowej - ale i tak moje proporcje
      sa zawsze jakies zwichrowane...
      Zazwyczaj konczy sie na wbiciu jajka / wsypaniu sera/ zalaniu sosem / dodaniu
      sietany z maka / dodaniem jakichs sklasnikow.
      Kazde takie danie to nowy eksperyment i odkrycie.
      A potem jest nastepne i nastepne..
      :)
    • okrent9 Re: Coś do odgrzania 23.09.04, 20:51
      wiem, Pichciarzu, że nie takiej odpowiedzi oczekujesz, ale jakoś nie mogę się
      powstrzymać: mnie właściwie nigdy nic nie zostaje z potraw, które przygotowuję
      tylko dla siebie. Jakąś mam taką miarkę w oku, że zawsze sobie robię tyle, ile
      jestem w stanie zjeść... Nie cierpię chowania resztek do lodówki a potem
      odgrzewania ich, bo przeważnie smakują następnego dnia gorzej (z kilkoma
      wyjątkami; ale takie potrawy to już się specjalnie przygotowuje w większej
      ilości i właściwie nawet nimi nie bruka talerzy w dniu przygotowania).
      Natomiast kiedy gotuję dla kilku osób, to zazwyczaj coś zostaje... bo nie
      jestem w stanie przewidzieć, ile inni zjedzą.
    • Gość: figa Re: Coś do odgrzania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 20:58
      ak , zdarzalo sie u mnie czesto, kiedy syn mieszkal jeszcze z nami
      i w porze obiadu dzwonil , ze" zje cos na miescie, bo ma plany na wieczor
      i zostawal jeden kotlet albo kurze udko ....
      zloscilam sie wtedy , i kombinowalam potem, pozniej mrozilam
      i mial baze jak mamusia wyjezdzala.........
      dzis to juz historia , wpadaja z narzeczona na obiadki i nic nie zostaje...
      • Gość: Cynamoon Re: Coś do odgrzania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 21:00
        Mnie tez nie bardzo zostaje. Rowniez mam miarke w oku ;-)
        • Gość: ania Re: Coś do odgrzania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 23:07
          mnie też nic nie zostaje ale nie mam miarki tylko dwóch synów i męża terminty
          to przy nich niejadki
      • Gość: Nobullshit Re: Coś do odgrzania IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 23.09.04, 21:00
        Ja uwielbiam "resztki" po gościach. Na co dzień rzadko gotuję teraz
        coś fajnego (dieta, dieta), a po gościach zawsze mi zostaje,
        bo robię za dużo "żeby nie zabrakło", i mogę połasować.
    • i.nes Re: Coś do odgrzania 23.09.04, 22:31
      Hm, a mnie zostają zapychacze, jak je nazywa mój małżowinek. Czyli ryż,
      ziemniaki, makaron... Zawsze wychodzi wkład główny oraz sałata/surówka. A z
      tymi zapychaczami jakoś mi się nie udaje dobrze wyliczyć. Na przykład dziś
      policzyłam po 2 pieczone ziemniaki na głowę, a wspomniany wyżej obywtael nie
      zjadł nawet jednego całego :( Sałaty było jak dla pułku wojska i wyszła jak
      złoto. Kurczaczek też. I gruszki z serem na przystawkę też. Ech.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka