magazynka
04.09.18, 22:34
Muszę przekopiować, bo przez pomyłkę poszło to na inne forum, a przecież TU są fachowcy od gotowania.
Przepraszam, jeśli temat już był, bo niedawno znalazłam to forum.
Mieszkam sama i nie gotuję codziennie jednej porcji obiadowej (nawet tak nie potrafię).
Zwykle, jeśli robię mielone kotlety, karkówkę w sosie czy rybę w warzywach, to jem przez 2 dni, a resztę od razu zamrażam po 2 porcje. Podobnie z zupami, bigosem czy leczo.
Zapasy traktuję też jako awaryjne na wypadek choroby, niechęci do zakupów (dużo schodów i dźwiganie na 4 wysokie piętro), lenistwa lub gości, bo potrawy wcześniej sprawdzone, jedzone i smaczne. Nie chcę też jeść gara zupy przez 6 dni. Jeśli brat czy koleżanka przyjeżdża na 4-5 dni, to wyjmuję zapasy, bo wolę im poświęcić czas niż stać przy kuchence.
Na spotkaniu koleżeńskim rozmowa zeszła na ten temat i 2 osoby kategorycznie negatywnie wypowiedziały się o takim gospodarowaniu i smaku rozmrożonych potraw. Twierdziły, że gościom NALEŻY podawać tylko świeżo ugotowane jedzenie i kwestionowały smak rozmrożonego.
Wiem, czego nie należy mrozić (potrawy z majonezem, z ziemniakami czy galaretki). Ja nie widzę różnicy smaku moich potraw po rozmrożeniu, więc właściwie nie ma problemu, ale te osoby twierdzą, że podanie gościom takiego jedzenia jest nie w porządku i źle świadczy o gospodyni.
Jak myślicie?
Dodam, że mam dwie zamrażarki i w nich nie tylko ugotowane przeze mnie potrawy, ale i produkty (ciasto francuskie, filety i mrożonki ze sklepu, a nawet awaryjny chleb i masło). Potrawy w plastikowych wiaderkach z przykrywką lub pudełkach - opisane.