Dodaj do ulubionych

złośliwosci w kuchni

IP: 212.244.54.* 12.05.05, 08:00
był już temat o wpadkach kuchennych, wiec teraz proponuje wpisywanie
złośliwości związanych z jedzeniem.
kiedyś, gdy byliśmy z ze starszym bratem jeszcze dziećmi zrobiliśmy mojemu
młodszemu kuzynowi(który mieszkał z nami jakiś czas) straszne śwtiństwo.
karol miał zanieśc na zabawe choinkową ciasteczka na poczęstunek. moja mama
nie miała czasu na pieczenie, wiec kazała nam samym upieć kruche
ciasteczka.żeby odkuczyć karolowi zrobiliśmy masę solną i wycieliśmy
kształty foremkami do ciasteczek. jak sie toto upiekło stopiliśmy troche
czekolady i zapakowliśmy młodemu do szkoły. nikomu nie przyszło na myśl
próbowac ciastek przed wyjsciem, wiec nasz plan sie udał. po zabawie karol z
płaczem zabrany przez naszą mame ze szkoły nie odzywał sie do nas tydzien, a
my mieliśmy szlaban na slodycze przez miesiąc (strazne cierpienia :P)
Obserwuj wątek
    • Gość: szelig Re: złośliwosci w kuchni IP: *.dols.net.pk / *.dols.net.pk 12.05.05, 08:18
      Są rzeczy w życiu większości ludzi, którymi nie należy się chwalić. Ta należy
      do tej kategorii. Daruj sobie po prostu.
    • Gość: antycyponek Re: złośliwosci w kuchni IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 12.05.05, 10:36
      No nie przesadzaj, po tylu latach to może co najwyżej budzić usmiech na
      twarzy... Chyba wszystkie dzieci bywają złośliwe i to często bezinteresownie.
    • Gość: Xena Re: złośliwosci w kuchni IP: *.access.telenet.be 12.05.05, 10:49
      Samantaa ale ci sie oberwalo z samego rana od tych co wstali lewa noga .
      Ja tez raz tutaj wpisalam psikus z dziecinstwa i zostalam zlinczowana .
      Teraz juz wiem , ze najlepiej pisac :
      "Urodzilam sie jako geniusz , nauczylam sie czytac na "Kuchni Polskiej" juz w
      wieku trzech lat , w wieku czterech pieklam ciasteczka i mordoklejki (uf
      brzydkie slowo iryski i krowki) , ktore rozdawalam biednym dzieciom na
      podworku ,sasiadkom robilam zakupy oraz gotowalam obiady dla pracujacych matek
      w wieku pieciu pieklam wspaniale torty , nigdy nic nie przypalilam , nie
      przesolilam i glupie zarty sie mnie nie trzymaly , bowiem bylam bardzo powaznym
      dzieckiem , nawet pieluszki nie byly mi potrzebne bo domowa kotka nauczyla
      mnie korzystania z toalety ... etc
      To dopiero wartosciowy zyciorys !
      A swoja droga to slone ciasteczka nikomu nie mogly zaszkodzic ?

      • Gość: Kate Re: złośliwosci w kuchni IP: *.intertele.pl / *.intertele.pl 12.05.05, 10:52
        Brawo Xena ;)
        • fruwam uf nareszcie ktos "normalny" (: 12.05.05, 12:21
          choc pewnie za to okreslenie zaraz mi sie oberwie hehe. jakie to ciekawe, ze sa
          ludzie potrafiacy sie smiac i tacy, ktorzy za wszelka cena probuja im tego
          zakazac... a te gornolotne wypowiedzi! no no no (:

          serdecznie pozdrawiam autorke watku i wszystkie inne "dorosle" dzieci - blagam
          nie dorastajcie (tych wyrosnietych i tak juz jest za duzo)
          • Gość: Kate Re: uf nareszcie ktos "normalny" (: IP: *.intertele.pl / *.intertele.pl 12.05.05, 12:46
            Wiesz co Fruwam? Tak sobie czytam i nie wiem, co o tym myśleć. Ta "dyskusja"
            już dawno przestała być śmieszna i to co jest napisane w niektórych postach,
            jest po prostu żenujące. Dziewczyna coś napisała i nie wspomniała, że jest z
            tego dumna, a jak się jej oberwało. Dzieci robią różne rzeczy i nie zawsze jest
            to kwestia wychowania. To są po prostu dzieci. Nie popieram tego co napisała
            autorka wątku, ale uważam, że nie powinno się ubliżać komuś, kogo się nie zna i
            teksty typu "walnięta osobo", czy "durna rodzinka", są nie na miejscu. Zawsze z
            przyjemnością zaglądałam na to forum, ponieważ nie było na nim takiego chamstwa
            i złośliwości jak na innych, lecz dzisiaj jestem na prawdę zniesmaczona. Jak
            długo jeszcze zamierzacie się tak "inteligentnie" wypowiadać i obrażać się,
            ubliżając sobie?
            • fruwam Re: uf nareszcie ktos "normalny" (: 12.05.05, 14:36
              przepraszam ale czy ja komus ublizylam? bo albo dokladnie nie doczytalas albo
              ja sie dokladnie nie wyrazilam...
              • Gość: Kate Re: uf nareszcie ktos "normalny" (: IP: *.intertele.pl / *.intertele.pl 12.05.05, 14:39
                Nie pisałam o Tobie :)
                • fruwam Re: uf nareszcie ktos "normalny" (: 12.05.05, 14:42
                  ojej bo juz sie wystraszylam (:
            • pinos Re: uf nareszcie ktos "normalny" (: 12.05.05, 16:26
              Pragnę zauważyć, na marginesie, że walnięta osobo było odpowiedzia na święte
              ciotki i w dodatku nie skierowaną do autorki wątku.
              A i tak było to z mojej strony dość stonowane, bo nie chciałam autorki postu -
              być może niesłusznie - obrażać dyskryminując ją ze względu na wiek (np.
              przeklęta gó..ażeria). Chciałam pokazać, jak to jest, gdy koś właśnie nas nie
              znając, szafuje epitetami.
      • orissa Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 10:56
        Żal mi tych osób, które jako dzieci nie potrafiły być po prostu dziećmi, nie
        potrafiły żartować, robić psikusów. Nawet nie mają z czego się teraz pośmiać.
        • pinos Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:07
          Słuchajcie, ale Samantaa sama pisała, że zrobiła "straszne świństwo".
          Co co - chwali się nim, czy szuka rozgrzeszenia? Mamy jej powiedzieć w
          porządku, nic się nie stało, dobrze zrobiłaś, wszystkie dzieci tak robią?
          Grupa Wsparcia Anonimowych Sadystów, czy co?
          • orissa Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:10
            Przesadzasz, pinos. Może teraz, jak już nie jest dzieckiem to widzi to jako
            świństwo :P
            A tak poza tym to nie wierzę, że znajdzie się ktoś, kto nie zrobił nigdy nikomu
            żadnego świństwa, mniejszego czy większego.
            • pinos Ale po co tym się chwalić? 12.05.05, 11:15
              Jaki w tym cel? Po cholerę taki wątek?
              Tego nie rozumiem.
              • orissa Re: Ale po co tym się chwalić? 12.05.05, 11:20
                pinos napisała:

                > Jaki w tym cel? Po cholerę taki wątek?
                > Tego nie rozumiem.

                A po co się chwalić, że się upiekło zakalca?:P
                Wątek jak wątek, niektórym się podoba a niektórym nie, co w tym dziwnego?
                Ja lubię sobie poczytać czasami takie posty, wolę żartobliwe niż wredne :P
        • wydra10 Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:23
          No to ja opowiem o czymś, czego byłam tylko świadkiem jako dziecko (żeby się
          nie narażać).
          Ja bym tak nie zrobiła, bo w naiwności swej bałabym się - zwłaszcza wtedy - że
          komuś zrobię, może nie krzywdę ale przykrość.
          Siedzieliśmy sobie z rodzicami i ich znajomymi nad jeziorem. Namioty, piękna
          pogoda itd. Wieczorem ognisko i przy ognisku wódeczka. Panie właściwie nie
          spożywały, panowie czuli się świetnie w swoim gronie i jakoś towarzytwo
          rozseparowalo się na dwie frakcje. Jeden z panów zażądał od małżonki, żeby
          zrobiła im kanapki, bo coś by przegryźli. Ona najpierw miała zamiar powiedzieć
          ostro, co o tym myśli ale potem zrezygnowała i zabrała się za kanapki. Nie
          miała tam zbyt dużego wyboru, ale wszystkie najpierw posmarowała rozgniecionymi
          kostkami maggi, potem posypała grubo pieprzem i przykryła czymś neutralnym.
          Ja myślałam, że będzie afera, bo ojcowie z tych bardziej krewkich byli, ale
          stało się jeszcze gorzej.
          Zjedli i podziękowali - smakowały im bardzo.
          I cała robota na nic...
          • jasmina_tdi Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:30
            Zupełnie jak z tym mydłem...

            Kiedyś przyjaciółka opowiedziała mi, jak to w pracy oduczyła swojego prezesa,
            że nie jest dziewczynką od parzenia kawy, i nie będzie biegac na posyłki na
            każdy gwizdek (zajmowała poważne stanowisko, ale prezes chyba miał słabość do
            jej umiejętności kulinarnych, pomimo że był tam ktoś, kto mógł to robic).
            Któregoś dnia, jak po raz kolejny oderwał ją od papierów - bo miał gości -
            przyjaciółka udała się do kuchni i zrobiła mu szatana chyba z dziesięciu
            łyzeczek. Gościom tak samo. Facet podobno mało nie eksplodował. I dał jej
            spokój.

            wydra10 napisała:

            > No to ja opowiem o czymś, czego byłam tylko świadkiem jako dziecko (żeby się
            > nie narażać).
            > Ja bym tak nie zrobiła, bo w naiwności swej bałabym się - zwłaszcza wtedy -
            że
            > komuś zrobię, może nie krzywdę ale przykrość.
            > Siedzieliśmy sobie z rodzicami i ich znajomymi nad jeziorem. Namioty, piękna
            > pogoda itd. Wieczorem ognisko i przy ognisku wódeczka. Panie właściwie nie
            > spożywały, panowie czuli się świetnie w swoim gronie i jakoś towarzytwo
            > rozseparowalo się na dwie frakcje. Jeden z panów zażądał od małżonki, żeby
            > zrobiła im kanapki, bo coś by przegryźli. Ona najpierw miała zamiar
            powiedzieć
            > ostro, co o tym myśli ale potem zrezygnowała i zabrała się za kanapki. Nie
            > miała tam zbyt dużego wyboru, ale wszystkie najpierw posmarowała
            rozgniecionymi
            >
            > kostkami maggi, potem posypała grubo pieprzem i przykryła czymś neutralnym.
            > Ja myślałam, że będzie afera, bo ojcowie z tych bardziej krewkich byli, ale
            > stało się jeszcze gorzej.
            > Zjedli i podziękowali - smakowały im bardzo.
            > I cała robota na nic...
          • pinos Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:46
            To jest psikus.
            Na to mozna się uśmiechnąć.
            Bo produkty były jadalne.
            • jasmina_tdi Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 12:04
              No dobra, załóżmy że już wiem, o co Ci chodzi. Pamiętasz stary numer z tartym
              chrzanem? Odkręcało się słoik i mówiło do ofiary - "powąchaj". Moim zdaniem to
              bardziej zabójcze niż numer z żelem do rąk, choć produkt był jadalny.

              pinos napisała:

              > To jest psikus.
              > Na to mozna się uśmiechnąć.
              > Bo produkty były jadalne.
              >
              • pinos Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 12:16
                Nie wiem. Nieznam tego numeru.
                Czy tarty chrzan mógł się szakończyć wizytą w szpitalu?
                A kanapki z maggi czy pieprzem (zwłaszcza złagodzone czymś neutralnym) to
                niektórzy dla przyjemności jadają. Nie wiem czy akurat razem, ale z każdym z
                tych produktów z osobna (zwłaszcza neutralnym) na pewno.
                • jasmina_tdi Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 12:56
                  Mój dziadek twierdził, ze znał faceta, który utopił się w talerzu rosołu. Przez
                  kilka kolejnych lat pomijał fakt, że ów nieszczęśnik dostał zawału i wpadając w
                  talerz po prostu zachłysnął się. Sądzę więc, że od tartego chrzanu spokojnie
                  można wylądować w szpitalu. Pomijajac oczywiście, to, co po drodze.

                  pinos napisała:

                  > Nie wiem. Nieznam tego numeru.
                  > Czy tarty chrzan mógł się szakończyć wizytą w szpitalu?
                  > A kanapki z maggi czy pieprzem (zwłaszcza złagodzone czymś neutralnym) to
                  > niektórzy dla przyjemności jadają. Nie wiem czy akurat razem, ale z każdym z
                  > tych produktów z osobna (zwłaszcza neutralnym) na pewno.
                • orissa Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 13:43
                  pinos napisała:

                  > Nie wiem. Nieznam tego numeru.
                  > Czy tarty chrzan mógł się szakończyć wizytą w szpitalu?
                  > A kanapki z maggi czy pieprzem (zwłaszcza złagodzone czymś neutralnym) to
                  > niektórzy dla przyjemności jadają. Nie wiem czy akurat razem, ale z każdym z
                  > tych produktów z osobna (zwłaszcza neutralnym) na pewno.

                  Kiedyś po mixie kilku produktów spożywczych (jadalnych, a jakże) wymiotowałam
                  przez 3 dni, zakończyło się wizytą w szpitalu. I mimo, że wtedy wcale mi nie
                  było do śmiechu, to ciągle uważam za niezły numer, jaki mi (nie tylko mi
                  zresztą) wtedy na obozie wykręciły koleżanki. Co gorsza (dla niektórych "o
                  zgrozo") nigdy nie uważałam tego za przejaw złośliwości, braku moralności i
                  licho wie czego tam jeszcze z ich strony.
    • Gość: lahliq Re: złośliwosci w kuchni IP: *.adsl.inetia.pl 12.05.05, 11:03
      Żart rewelacyjny. ;) Chciałabym widzieć miny dzieciaków po spróbowaniu. ;)
    • kohol Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:13
      Och, takich numerów to było kilka. Z kolezankami/siostrami wycięłyśmy pare
      numerów.
      Do oranżady koleżanki dodałyśmy 2-3 polopiryny. Pękałyśmy ze śmiechu, gdy
      pytała, dlaczego u nas w domu taki upał jest.
      Pod serek na kanapki sypałyśmy ostra paprykę, pieprz i inne takie, mało
      oryginalna sztuczka :)
      No, raz zupełnie świadomie spiłyśmy lekko nieletniego brata ciotecznego. Lekko
      fermentującym sokiem jabłkowym.
      Naszym popisowym numerem był "irysek" - należało perfekcyjnie delikatnie zdjąć
      z iryska papierek, ukształtować plastelinę na kształt cukierka (to było łatwe,
      zwłaszcza że plastelina zwykle miała taki szarobrązowy kolor w tamtych
      czasach :)), zapakować i podać rodzicom. Nie wiedzieć czemu, nigdy się na to
      nie nabrali, chociaż próbowałyśmy wielokrotnie...
      • agnie_szka9 Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:39
        nie można tego nazwać złośliwością, bo miałam wtedy naprawdę dobre
        intencje...ale podciągnę to pod ten wątek.

        Moja siostra nie znosiła rzeżuchy, którą ją wręcz ubóstwiałam! Moja Mama robiła
        nam obu kanapki do szkoły (ja chodziłam do podstawówki, siostra do liceum). Mi
        wkładała rzeżuchę, siostrze nie.
        Ja wstawałam zawsze wcześniej, otwierałam pozawijane kanapki i sprawdzałam co w
        nich jest. Siostra nie miała rzeżuchy! Więc własnoręcznie je dokładałam. dużo.
        bardzo dużo.
        Udało mi się to zrobić chyba tylko ze dwa-trzy razy, bo wpadła w szał (kiedy
        głodna rozwijała kanapki w szkole, a z nich wydobywał się straszny smród -
        wiecie jak pachnie to zielsko:-)))

        Niestety nie udało mi się jej przekonać do dnia dzisiejszego, że rzeżucha jest
        baaardzo zdrowa.
    • orissa Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:25
      Gość portalu: look napisał(a):

      > Matka i ojciec uczyli - odwaga nie polega na robieniu czegokolwiek,
      komukolwiek
      >
      > za jego plecami.

      A kto tu mówi o odwadze? Mowa była o byciu zwyczajnym dzieckiem.

      > Brawo dla moralności, która króluje obecnie wszędzie. Można
      > mniemać, że i teraz robicie innym świństwa za ich plecami. Gratuluję
      zboczonego
      >
      > sadohumoru.

      Równie dobrze można domniemywać, że każdy kto ukradł spinacz czy długopis z
      biura albo odnóżkę kwiatka z klatki schodowej jest bezwzględnym złodziejem,
      który kradnie wszystko i wszędzie.

      > Lepiej być w dzieciństwie łobuzem niż zwykłą, złośliwą, tchórzliwą
      > świnią - bo do tego takie pseudożarty się sprowadzają.

      Serio?:) A pokaż kto tak twierdzi?:)

      > Jak widać z kilku postów
      > niektórym to dyskusyjne poczucie humoru pozostało do dzisiaj

      I tu się z tobą zgadzam. Co więcej - u niektórych wyszło na jaw, że nie mają
      żadnego poczucia humoru :P
      • pinos Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:45
        Orisso, teraz Ty przesadzasz.
        Fakt, że nie śmieszą nas niektóre żarty w tym wątku przytaczane, (w
        przeciwieństwie do wątku wpadki w kuchni, który właśnie jest śmieszny, a nie
        wredny), nie świadczy o tym że nie mamy "żadnego poczucia humoru".
        • orissa Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 13:39
          pinos napisała:

          > Orisso, teraz Ty przesadzasz.
          > Fakt, że nie śmieszą nas niektóre żarty w tym wątku przytaczane, (w
          > przeciwieństwie do wątku wpadki w kuchni, który właśnie jest śmieszny, a nie
          > wredny), nie świadczy o tym że nie mamy "żadnego poczucia humoru".

          Za to ten wpis ewidentnie o tym świadczy, kajam się i przepraszam, że nie
          zaznaczyłam na czerwono ironii :)
          • pinos Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 16:28
            No widzisz - moje wypowiedzi (zarówno ta o Anonimowych Sadystach) jak i o Twoim
            przesadzaniu) też były ironiczne. Będziemy się licytować? ;o)
            • orissa Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 18:16
              pinos napisała:

              > No widzisz - moje wypowiedzi (zarówno ta o Anonimowych Sadystach) jak i o
              Twoim
              >
              > przesadzaniu) też były ironiczne.

              A ktoś twierdził, że nie są?:)

              > Będziemy się licytować? ;o)

              A po co?
    • jottka i słusznie 12.05.05, 11:50
      ew. obelgi można, jednostko z głębin sieci, mówić ludziom w twarz, o ile wtedy
      odwagi nam starczy


      a co do reszty - pinos ma rację - poczucie humoru i inne takie polega na tym, że
      śmiejemy się z kimś razem, a nie cieszymy się rechotliwie z cudzej krzywdy.
    • default Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 11:59
      Mój mąż nieraz strasznie mnie irytuje narzekaniem, że coś jest za gorące i/lub
      za mało słone. Ponieważ ja uważam, że np. ciepława ledwo zupa jest do niczego,
      a smak np. rosołu nie polega na jego maksymalnym zasoleniu, zdarzyło mi się
      kilka razy - z czystej złośliwości - podać mu kompletnie zimną zupę wprost z
      lodówki albo talerz rosołu posolony łyżką soli.
      • pinos Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 12:21
        Też jestem w stanie zrozumieć. W zasadzie nikogo tym nie krzywdzisz. I nie
        uważasz tego - chyba - za świetny żart, prawda? Tylko właśnie za złośliwość.
        • default Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 13:10
          Nie, oczywiście, że nie uważam tego za żart, po prostu kiedy kolejny raz widzę
          jak nieufnie dmucha na letnią zupę, to mi nerwy puszczają i nie podgrzewam jej
          wcale, na zasadzie "dobra, chciałeś - to masz, żryj całkiem zimne!"
          Na podobną złośliwość pozwalam sobie czasem w stosunku do tych co się tak
          fałszywie krygują i zastrzegają "ale mnie to malutko, naprawdę tylko
          odrobinkę!" - nakładam rzeczywiście ODROBINKĘ. I jakoś, wbrew temu, co mówili
          zawsze mają nietęgie miny.
    • pinos Re: złośliwosci w kuchni / skandal!!! 12.05.05, 12:14
      No przecież odważyłam się Cię skrytykować. A zgodnie z tonem Twej wypowiedzi,
      Ci, którzy krytykują podobne do Twego poczucie humoru, to "święte ciotki".

      Po prostu pokazuje Ci jak to miło, gdy ktoś używa aż tak ocennych wyrażeń. W
      stosunku do kogokolwiek. Jeżeli "świętą ciotką" nazwiesz przy mnie obcą mi
      osobę o odmiennych od Twoich poglądach, to też uraczę Cię podobnie negatywnie
      nacechowanym epitetem.

      Bardzo Cię proszę, przytemperuj odrobinę swą "błyskotliwą" inteligencję i chęć
      parowania i zastanów odrobinę nad stylem pisania. Bo ani nie wnosi on -
      miejscami - niczego inteligentnego do dyskudji, ani tym bardziej nie zaświadcza
      o dojrzałości emocjonalnej.
      • jasmina_tdi Re: złośliwosci w kuchni / skandal!!! 12.05.05, 12:52
        Ty tez niczego nie wnosisz, ale sama przyznasz, - równiez lubisz sobie popisać.
        Jak widać. Święta ciotka to nie jest ktoś, kto krytykuje mnie, sąsiada czy
        kogokolwiek, tylko ten, który zanim odrósł od ziemi, to zapomniał, kim był i co
        robił. Pamięć mam dobrą - tylko te dzieciaki nie rozrabiały, którym rodzice
        nieźle dawali w kość. Pokaż mi dziesięciolatka, który numeru z ciasteczkami nie
        uznałby za śmieszny i zacząłby potępiać równieśników. Pokaż mi też dzieciaka,
        który nie popłakałby sie w takiej sytuacji. Tylko owa święta ciotka będzie
        wstanie napisać, że to oburzające. Być może i jest to oburzające, ale tylko
        powyżej metra sześćdziesięciu...
        Przeciwko krytyce nic nie mam i nigdy nie miałam.

        pinos napisała:

        > No przecież odważyłam się Cię skrytykować. A zgodnie z tonem Twej wypowiedzi,
        > Ci, którzy krytykują podobne do Twego poczucie humoru, to "święte ciotki".
        >
        > Po prostu pokazuje Ci jak to miło, gdy ktoś używa aż tak ocennych wyrażeń. W
        > stosunku do kogokolwiek. Jeżeli "świętą ciotką" nazwiesz przy mnie obcą mi
        > osobę o odmiennych od Twoich poglądach, to też uraczę Cię podobnie negatywnie
        > nacechowanym epitetem.
        >
        > Bardzo Cię proszę, przytemperuj odrobinę swą "błyskotliwą" inteligencję i
        chęć
        > parowania i zastanów odrobinę nad stylem pisania. Bo ani nie wnosi on -
        > miejscami - niczego inteligentnego do dyskudji, ani tym bardziej nie
        zaświadcza
        >
        > o dojrzałości emocjonalnej.
        >
        • pinos Re: złośliwosci w kuchni / skandal!!! 12.05.05, 14:02
          Moge Ci pokazać dzieciaki, które nie uznały by tego za żart. I to nie dlatego,
          że dostały w kość, ale że od dziecka uczono je szacunku dla innych.

          Mnie najbardziej nie podoba się pomysł z "chwaleniem" się tym na forum.
          Zakładam, że osoba ta ma już powyżej 1,60 m i nadal nie rozumiem, czemu
          chciała się pochwalić właśnie taką historią i założyła ten wątek.

          Historyjki z mordkopijkami, zimną zupą, kanapkami z maggi (Twoja wersjateż,
          choć to już - jak dla mnie - lekkie przegięcie) mają jednak w "podtekscie" coś
          innego niż czystą, żywą złośliwość.
          • florunia Re: złośliwosci w kuchni / skandal!!! 12.05.05, 14:23
            czysta, żywa wełna...
            • pinos Re: złośliwosci w kuchni / skandal!!! 12.05.05, 16:21
              sorry, nie rozumiem
        • Gość: mućka Re: złośliwosci w kuchni / skandal!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.05, 09:07
          ufff...to jakbym urosla jeszcze dwa centymetry to bym sie oburzyla? a skad-
          fajne dzieciaki :P
    • pinos Re: i słusznie 12.05.05, 12:19
      No to na moją wyraźną prośbę powtórz te kilka słów prawdy, Kaśko.
    • Gość: Xena Re: złośliwosci w kuchni IP: *.access.telenet.be 12.05.05, 12:36
      Karolek dzisiaj moze sobie powspominac ze smiechem jaki mu kuzynki numer
      wykrecily
      • yoma Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 12:48
        Samantaa chodź z tym na FH, tam cię nie zadziobią!
        • fruwam Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 14:37
          Yoma (:!!!!! ratuj oni na mnie tez warcza (; - patrz na gorze

          a link do nas juz podlaczylam hehe
          • lunatica Ej, Fruwam 12.05.05, 14:43
            - teraz się na FH ponabijamy z FK?
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=23818494&v=2&s=0
            dwie pieczenie a jednym ogniu?
            • fruwam Re: Ej, Fruwam 12.05.05, 14:47
              nie nabijam sie z FK, ktore bardzo lubie tylko z dosc zabawnego watku. chyba
              sama uwazasz, ze ta cala dyskusja tutaj jest troche nie na miejscu i mozna by
              ja tam przeniesc?

              • lunatica Przenieść przenieść... 12.05.05, 14:59
                ...szkoda, że tam się nie zawiązała... a tu taki ferment sieje :-)
                • fruwam Re: Przenieść przenieść... 12.05.05, 15:01
                  tamci wymiekli

                  temat za ciezki (:
    • lunatica jeśli o złośliwości kulinrane chodzi 12.05.05, 13:38
      to ojciec kolegi nie znosił (a kto znosi :-)) gdy rodzina (całkie spora)
      podpijała mu herbate lub kompot... jak swoje wypili łapali szklankę ojca kiedy
      ten nie widział... no i wziął się na sposób. zamiast słodzić kilka razy posolił
      swoją herbatę i zostawił ją w strategicznym miejscu... w przeciągu tygodnia
      wszyscy przestali być moczymordkami (jak ich pieszczotliwie nazywał ;-))
    • kohol Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 14:51
      Wiecie co, to, co się teraz tu dzieje, to faktycznie ZŁOŚLIWOŚCI W KUCHNI :D
      • fruwam Re: złośliwosci w kuchni 12.05.05, 14:53
        i wszystkiemu winny karolek! a swoja droga czy autorka watka moglaby nam
        powiedziec jakie ma teraz stosunki z kuzynem? sadze, ze forumowicze dra koty o
        nic... a kuzynostwo ma ubaw (:
      • lunatica Na marginiesie... 12.05.05, 14:57
        przeczytajcie "Małe niegodziwości" Carmen Posadas - trochę złośliwości w
        kuchni :-) smakowita lektura.
        • jasmina_tdi Jakby nie patrzeć... 12.05.05, 15:00
          ... to jeden z nielicznych wątków, ściśle poświęcony tematowi.
          Nie wiem jak Wy, ale ja już mam dosyć.
          • pinos Re: Jakby nie patrzeć... 12.05.05, 16:29
            namieszała i ucieka ;o)
            • jasmina_tdi Re: Jakby nie patrzeć... 12.05.05, 16:41
              e tam, kuzynek namieszał

              pinos napisała:

              > namieszała i ucieka ;o)
    • Gość: lololo Re: POCZYTAJCIE O SOBIE IP: 211.93.9.* 12.05.05, 16:43
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=23818494&v=2&s=0
      • pinos Re: POCZYTAJCIE O SOBIE 12.05.05, 16:52
        już widzieliśmy
    • Gość: molksiazkowy Re: złośliwosci w kuchni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.05, 17:01
      A i tak nic nie przebije zupki, jaka sporzadzily urocze dzieciaczki
      w "Blaszanym bebenku" i nakarmily biednego Oskarka.Na tym forum za ten niecny
      czyn zostalyby ekskomunikowane, spalone na stosie,zmieszane z
      blotem...........i no nie wiem co jeszcze :))))
    • Gość: discrepantia Re: złośliwosci w kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.05, 22:12
      Uwaga: ostrzegam wrażliwe na krzywdę ludzką osoby przed czytaniem tego postu i
      uczciwie dodaje ze zachowanie o którym tu mowa to czyssta złośliwość i jawne
      chamstwo!!
      Otóz byłam w ostatnij klasie podstawówki gdy żegnaliśmy naszą (od kilku lat)
      panią wychowaczynię. Byla to kobita starej daty i raczej bez odpowiedniego
      podejścia do osób młodych, w każdym razie nie lubilismy jej zbytnio. Na
      pożegnanie kupiliśmy (oprócz kwiatków) paczkę chrupków pt. flipsy(pamietacie
      takie kukurydziane chrupki) i wspólnymi siłami skleilismy te chrupeczki w
      oryginalna rzeźbę, tzn kazdy chrupek zostal obficie pośliniony i sklejony z
      innymi. W wyniku tej działalności nasza pani dostała od nas to piekne dzieło
      postmodernisstyczne, które po naszym wręczeniu ochoczo skonsumowała... Ku
      naszej dzikiej radości.
      • pinos Zostawiam Wam ten wątek 12.05.05, 22:58
        Jak Wam tak zależy - piszcie sobie co chcecie.
        Nieee chce mi się z Wami gaaaadać...
        • karmin-cynober Re: Odjazd kuchenny na miare Lukrecji Borgii 13.05.05, 03:08
          nie przypominam sobie takich historii. W moich czasach nastoletnich mowilo sie o
          paru proszkach powodujacych rozwolnienie. Balam sie ze ktos mi cos wrzuci ale
          nigdy sie nie zdarzylo. Jestem alergikiem. kilka jadalnych rzeczy dorzuconych
          ukradkiem do talerza mogloby mnie zabic. Na studiach mialam problem z Arabami w
          Akademiku. Alergia to jakas choroba Europy, gowno ich to obchodzilo. Gotowali
          cos ale ja nie wiedzialam co to takiego. Chodzilo o jakas rybe. Dopiero jak
          zobaczyli mnie w stanie ciezkim. Nie moglam juz mowic, dusilam sie. przestali
          gotowac to rybe we wspolnej kuchni. Ryba miala specyficzny zapach, moglam po
          pewnym czasie ja odroznic i wiedzialam ze zaraz dostane atak. Ich kompletna
          arogancja dobijala mnie. ktoregos dnia spalam w pokoju i nie wyszlam wczesniej.
          Atak byl straszliwy. Przestraszyli sie i nigdy wiecej nie gotowali tej ryby.
          Panicznie balam sie jeszcze glupawego Iranczyka, ktory wiedzac o mojej alergii
          moglby mi cos dorzucic. Szczerze mowiac bardzo latwo mnie zabic wiec zlosliwe
          eksperymenty ze zdrowiem nalezaloby karac jak kazda inna historie kryminalna.
          • samantaa Re: Odjazd kuchenny na miare Lukrecji Borgii 13.05.05, 07:23
            hmm, widze ze mój wątek wywołał kontrowersje...
            chciałam tylko zapczoątkowac dyskusje o tego typu zachowaniach, jak pisali
            niektórzy (jakies kanapki z pieprzrem, solenie herabty itp)
            jesli chodzi o moje stosunki z kuzynem, to są bardzo ok. estem chrzestną jego
            córci :)
            • kohol Re: Odjazd kuchenny na miare Lukrecji Borgii 13.05.05, 09:43
              Ja tam nic nie mam do tego typu złośliwości kuchennych :)
              A tak a propos:
              film.onet.pl/0,0,1096680,plotki.html
          • Gość: lawyer Re: Odjazd kuchenny na miare Lukrecji Borgii IP: *.vectorlink.net 13.05.05, 09:10
            Zgłoszenie podobnej sytuacji skutkuje wszczęciem dochodzenia prokuratorskiego z
            urzędu i jesli wykaże działanie z premedytacją może dojść do oskarżenia i
            wielce prawdopodobne, że zapadłyby wyroki skazujące.
    • Gość: mordka Re: złośliwosci w kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.05, 09:37
      moze nie do konca kuchenne-ale na jakiejs wycieczce szkolnej z naszego
      kochanego LO pare osob uznalismy za ogolnie irytujace,mimo ze byl to koniec
      wrzesnia pierwszej klasy...biedactwom dolalo sie kropelki na przeczyszczenie-
      powrot do domu byl kilkukrotnie przerywany przez sensacje zoladowe wyzej
      wymienionych :) znalazl sie jeszcze odwazniejszy kolega-nosil wychowawcom
      obiady do ich stolu-do wazy z zupa rowniez dorzucil od serca kilka
      kropli..poniewaz zupa nie do konca byla zjadliwa skusil sie na nia tylko facet
      od wf :) ku naszej uciesze na dyskotece "gdzies" zaginal i bylo jednAak wiecej
      niz zwykle swobody :P
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka