aniel
12.05.05, 12:47
"Do stołu podano. Biel talerzy została właśnie uzupełniona soczyście pachnącą
żółcią. Myślałby kto, że kolor słońca powinien
tchnać optymizmem, było jednak inaczej. Wokół unosił się aromat, który
zgromadzeni kcharzowi zawdzięczali. Aromat inspirował i
intrygował. Z drugiej jednak strony wyczuwało się coś niepokojącego.
Mimo, że kolacja jeszcze sięformalnie nie rozpoczęła, atmosfera stawała się
coraz bardziej cięzka. Pan domu czując wewnętrzny
niepokój sięgnął po kieliszek wina. W chwili, gdy pomyślał o tym, kileiszek
pękł.........." [Giezik]
SEN ROLSROJSA
Słysząc dżwięk pękającego kryształu, wystraszona z nagła Pani upuściła
trzymany w ręce srebrny nóż, który spadając wbił się w pionowo w dębową
posadzkę.
Leżący pod stołem chart Rolsrojs zaskomlał cichutko przez sen i poruszył
łapami
jakby kogoś gonił, lub przed kimś uciekał.[BRUNOSCH]
W zupełnie zwykły wieczór Pan domu, mniej lub bardziej cieprliwie oczekiwałby
na pojawienie się kogoś ze służby, by przwrócić
niezmącony niczym stan rzeczywistości. W tym jednak momencie sytuacja
wyglądała o wiele bardziej powaznie. Mozna było nawet
odnieść wrażenie, że wszystko zamarło.
Przenieśmy się jednak na chwilę dzień wcześniej, kiedy to zbierano kurki w
pobliskim lesie na dzisiejszą kolację, jak zawsze
wyśmienicie przyrzadzoną przez ....[G]
Stefana, który rządził kuchnią, kredensem, spiżarnią i piwniczką już od 59
lat, czyli od chwili gdy jako niemowlę został znaleziony na progu dworu z
przypiętą do pieluszki karteczką "TO TWOJE".[B]
STEFAN
Zbieranie grzybów od lat wiązało się z pewnym rytuałem. Jeszcze jako chłopak
Stefan sam wynajdywał co piekniejsze okazy. Był
dzieckiem niezwykłym i wiadomo to było od pierwszych godzin jego pojawienia
sie w Domu.
Gdy miał lat siedem, czyli w czasie gdy większość chłopaków w jego wieku
nudzi chodzenie polesie z oczami wpatrzonymi w poszycie i
wyszukiwanie tego czegoś, co to nawet nie zawsze jest smaczne, on
podświadomie wiedział gdzie zbierać. Stefan nie szukał grzybów
- wiedział gdzie one się znajdują.
Tak jednak było dawniej. Teraz od wielu lat, gdy był już szanowanym starszym
Panem, chodził wraz z służba Państwa i tylko
pokazywał, gdzie mają szukać...[G]
STEFAN Słynął z nadludzkiego wprost węchu. Wyczuwał nie tylko piżmo nosem,
ale nawet
pismo. Zdarzało się, że jeszcze pocztyliona nawet na horyzoncie nie było
widać,
on go już czuł i polerował srebrną tacę, na której podawał Panu koperty.
dzięki takim umiejętnościom był przez Pana wykorzystywany do odnajdywania w
lesie trufli. Stefan w gąszczu boru nagle stawał, podnosił głowę, opuszczał
ją
i szedł niezawodnie w wybranym przez węch kierunku. Palisandrową laską
zataczał
krąg w ściółce a najęci we wsi chłopi w skórzanych kagańczykach na
żarłocznych
pyskach, delikatnie grabkami rozchylali ściółkę w poszukiwaniu drogocennych
grzybków.[B]
Tego dnia coś się jednak zmieniło. Po raz pierwszy od kilku sezonów Stefan
sam odłączył się od grupy grzybiarzy, by schylić się po
coś do ściółki. To nie była jedyna zmiana, nieodstępujacy go Rolsrojs tym
razem nie poszedł za nim. Zatrzymał się lekko
skowycząc.
Wszyscy pochłonięci wyszukiwaniem pysznych okazów nie zwrócili uwagi na to
nieznaczące zdarzenie. No, prawie wszyscy.[G]
Jedynie "chłopak do wszystkiego", nie do końca rozwinięty mentalnie Wicek
rzucił staremu kose spojrzenie. Ale że i tak zezowaty był jak nieboskie
stworzenie, nikt ale to dosłownie nikt nie odróżnił, czy rzuca złe
Stespojrzenie, czy tylko zez gwałtownie mu się pogłębił.
tak więc trzy pary oczu widziały to, czego nikt nie miał zobaczyć:
przymglone wiekiem oczy Stefana, żółte oczy charta i kose jak kosodrzewina,
kaprawe ślepka głupka-Wicusia.[B]
Za to usłyszeli wszyscy. Mrożący krew w żyłach krzyk, rorlegał się przez
dłuższą chwilę, paraliżyjąc wszyskich grzybiarzy. A potem umilkł, ustępując o
stokroć gorszej i bardziej złowieszczej ciszy, która po nim zapadła...[TAKA
JEDNA]
Wicuś jak zawsze roztaczał wokół siebie aurę berbeluchy i prostoty umysłu,
toteż jego obecność nie uszła uwadze Stefana.
- A, Wicuś! Rzekł nieomal uprzejmie, chowając dłoń do kieszeni. Miło cię
widzieć chłopcze, zwłaszcza na grzybobraniu. - Ostatnie półzdanie miało być
ironiczne, bo Wicek jak mógł zawsze wykręcał się od wizyt w lesie, wymawiając
się bólem głowy, albo lękiem przed wilkami.
- A bo ja tak, panie Stefku to sedłem za panem bo jak panu te gzyby idom,
- seplenił obrzydliwie, zerkając to na drzewa, to na obłoki, czyli patrząc
Stefanowi prosto w oczy... - O, Rojsik! dodał przymilnie, choć psa ze
wzajemnością nie znosił.
***
Po powrocie z lasu wszyscy domownicy przysiedli na werandzie, niby to pijąc
herbate, niby skubiąc ciasteczka, lecz myśli ich w przeszłość się uniosły, do
dnia kiedy panu stanowczo i zdecydowanie popsuł się humor, skurczył się,
zmalał
i wysechł. A pomyśleć, że jeszcze przed tygodniem był z niego postawny,
przystojny mężczyzna, Pan całą gębą. [B]
na szczęście, krzyk rozległszy się w lesie na chwilę skupił na sobie uwagę
zbieraczy, którzy pobiegli w stronę wrzasku. Znależli jednego z
grzybonaganiaczy, z nogą we wnykach zębatych, przez jakiegoś kłusownika
zastawionych. Na szczęście od bólu omdlał i już nie krzyczał.
Chwilę (względnej) samotności wykorzystał Stefam, wrzucając niepostrzeżenie
do
kieszeni sczerniały klucz, który wreszcie znalazł w igliwiu. Tego klucza
szukał
od przeszło ośmiu lat, a że nie wydawał zapachu, znaleźć go było tak trudno...
****
Przyczyną upadku funkcji życiowych Pana, z pewnością musiał być list, który
nadszedł kilka dni wcześniej. Odbierając go od pocztyliona Stefan skrzywił
się
boleśnie, zakaszlał jak zaksztuszony smrodem, przesłonił dłonią oczy, które
znagła wyszły mu z orbit i powlókł się do gabinetu Pana, by oddać mu kopertę.
Wracał wachlując się srebrną tacą jak od najgorszego odoru.[B]
Klucz nie był jedyną rzeczą odnalezioną przez Stefana. Czy to przez przypadek
czy też z innych nieznanych jeszcze powodów, obok
niego zagrzebana w poszyciu rosła jedna jedyna złocista kurka.
Prawdopodobnie ten zapach skierował Stefana tak bezbłednie w to miejsce.
Mniej wytrawny grzybiarz po zerwaniu pojedynczego okazu (i oczywistej radości
z odnalezionej zguby) z całą pewnością przeszukał by
najbliższą okolicę w poszukiwaniu braci i sióstr w grzybni. To nie dotyczyło
doświadczonego kucharza. Był p e w i e n, że na
przestrzeni co najmniej kilku metrów nie ma innego grzyba.
Zwłaszcza, że ten wykręcony delikatnie okaz, niewielki choć o dziwnie
regularnym kształcie, okazał się dziwnie cieżki.[G]
owym kluczem wiązała się pewna tajemnica, którą wyznałą Stefanowi na łożu
śmierci Panie Matka. Przywołał jej obraz - była piękną kobietą, w której
Stefan
skrycie się podkochiwał. Nie wiedział, że i ona dażyła go uczuciem. Ciężko
westchnął.
- Skończyła się gra, nadszedł najwyższy czas na rozwiązanie tajemnicy -
myślał
Stefan, czyszcząc kurki... [Wanilka +B]
*******
Stefan wiedział, że przygotowanie dobrego posiłku nie zasadza się na
składnikach. Co więcej nie chodzi nawet o umiejętności. To
coś wiecej. Każde danie ma mieć indywidualny rys tego, kto je przygotowuje. W
przypadku kurek smażonych z dodatkiem oliwy
truflowej w sosie śmietanowym chodziło o wielkosć i kształt grzybów.
Stefan w głębi ducha pogardzał tymi, którzy przemywali zebrane grzyby jak
leci, szatkujac je nozem na chybił trafił lub nawet
krojąc na bardziej uporzadkowane plastry. On dobierał wyłącznie drobne kurki,
wielkości najwyżej obraczki ślubnej. I to obrączki
nalezące raczej do kobiety o szczupłych palcach. Miały być podane w całości
bo tylko wtedy potrawa nabierała zycia.
Myliłby się kto, mysląc, ze wybieranie grzybów, a nawet - nie bójmy się tego
słowa - sortowanie, było czynnością przedłużajacą
przygotownie posiłku. Nic bardziej mylnego. We wprawnych rękach Stefana
trwało to nie dłużej, niż posztakowanie cebuli. Ocz