meduza7
01.06.05, 13:07
Zainspirował mnie wątek o maśle.
Po niesławnej aferze Constaru przeczytałam we "Wprost" albo może w "Polityce",
że w obecnie produkowanych wędlinach jest co najwyżej 20-30% mięsa, reszta to
różnego rodzaju polepszacze, wypełniacze, stabiliazatory, barwniki,
konserwanty i sam diabeł nie dojdzie, co jeszcze.
Za nieboszczki komuny istniało takie coś jak "wyrob czekoladopodobny". Może by
tak wprowadzić nazwę "wyrób mięsopodobny" i zacząć wywierać naciski, aby ta
nazwa ukazywała się na etykietach wszystkich tego rodzaju "wynalazków"?
Przynajmniej by człowiek miał pelną świadomość, że "kiełbasa za 4,99 (inter
tanio)" to świnkę co najwyżej z daleka oglądała...
No i co Wy na to, drodzy forumowicze?