Dodaj do ulubionych

Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekarstwo?

IP: 213.31.229.* 12.09.05, 12:37
Jak w temacie: moja siostra jadlaby najchetniej schabowego na zmiane z
pierogami albo pieczonym kurczakiem. Nie jest to w jej przypadku kwestia
tego, ze "mama tak gotowala", bo nasza mama - choc w ogole gotuje malo -
jesli juz gotuje, to wykorzystuje roznorakie przepisy i inspiracje. I sama
chetnie sprobowalaby nawet bardzo podejrzanie wygladajacgo dania. Chodzi tez
o to, ze mojej siostrze jakies nowe, wymyslne danie nigdy nie posmakuje, moze
dlatego, ze jest z gory uprzedzona. Wie, ze "nie bedzie jej to zmakowalo" i
nawet jesli nakloniona przez kogos sprobuje czegos nowego, to i tak
mowi "niedobre, przeciez od razu mowilam, ze tak bedzie". :-(

Znacie takie przypadki? Czy istnieje sposob, zeby nie naciskajac zbytnio na
te druga strone choc troche ja "otworzyc kulinarnie"?
Obserwuj wątek
    • Gość: Gośka Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 12:43
      znam taki przypadek ,to jeszcze do niedawna mój ślubny,na szczęście to już
      przeszłość,stosowalam metodę małych kroczków,dzisiaj łyżka tego jutro łyżeczka
      czegoś innego i udało się.
      • jottka nooo 12.09.05, 12:53
        na moje laickie oko to nie jest problem kulinarny, tylko psychologiczny:) i
        niekoniecznie związany z niechęcią do świata czy zmian, czy jak to jeszcze
        wrednie nazwiemy - nie jest to przypadkiem młodsza siostra? bo czasem młodsze ma
        dosyć nauk starszych i choć w taki sposób objawia własną indywidualność:)

        innemi słowy, dać spokój, samemu (samej) zażerać sie ciapatami z profitrolkami,
        a siostrze dać schabowy, no nic na siłę
        • Gość: szpak Re: nooo IP: 213.31.229.* 12.09.05, 13:04
          Nie. To zupelnie nie tak.
          Ma kobita ponad 30 lat. Nie mieszlamy nawet w poblizu, tylko czasem sie
          spotykamy i raczej nie moze to byc reakcja na "nauki osob starszych". Nie jest
          to tez reakcja na mnie jako taka - ona w ogole tak reaguje na nowosci
          kulinarne, a nie na cos ugotowanego przeze mnie w szczegolnosci.

          Nie jest latwo "dac spokoj i samemu zezrec", bo jak przyjezdzaja do nas w
          odwiedziny (daleko, wiec zwykle na dluzej), to chociaz sie staram, to jednak
          nie moge w kolko serwowac schaboszczakow i pierogow...
          • ba_nita Re: nooo 12.09.05, 13:26
            "...I w tym cały jest ambaraz, aby dwoje chciało naraz..." Chociaż poeta nie
            miał na myśli kuchni to jak widać i tutaj się sprawdza. Ponieważ to siostra,
            więc można "walić prosto z mostu" wykonaj rozmowę na temat i "w kontekście".
            Jeżeli nie ma przeciwskazań jedzeniowych typu alergie czy też filozoficzno-
            moralnych (wegetarianicm) to kultura nakazuje dostosować się do Gospodarzy.
            Gdybym miał w tej chwili przestawić się na "kaprysy" swoich gości, musiałbym
            całkowicie opróżnić lodówkę i zamrażarkę. Nie ma tak dobrze. U siebie w domu
            niech się odżywia jak chce, ale do diaska decydując się na gościnę u kogoś z
            góry człowiek wie, że się musi dostosować. Załóżmy, że jesteś wegetarianką lub
            bardziej konserwatywnie weganką. Baaardzo wątpię abyś zaczęła przygotowywać
            potrawy mięsna. Mylę się?
            • invicta1 Re: nooo 12.09.05, 13:28
              zgadzam się z ba-nitą
            • Gość: szpak Re: nooo IP: 213.31.229.* 12.09.05, 16:46
              Pewnie masz. W teorii moge to przyznac.
              W praktyce wole zacisnac zeby i usmazyc jej schabowego, zeby nie ryzykowac
              ogladania jej smutnej miny.
              Chyba musze na lekcje asertywnosci gdzies wstapic.
              • ba_nita Re: nooo 12.09.05, 17:03
                Przepraszam, ale Twoja siostra przyjeżdża na schabowe i pierogi czy aby się z
                Tobą zobaczyć? Przecież to psychiczny terror? Nie mogę się nadziwić. Jeśli nie
                widziałem się z kimś bliskim przez jakiś czas to mam w nosie czy będę jadał
                rybki, pipki czy bliny z kawiorem. Spotkanie jest ważniejsze.
                • Gość: szpak Re: nooo IP: 213.31.229.* 13.09.05, 10:20
                  Przyjezdza, zeby sie ze mna spotkac. Zdecydowanie. I ich (przyjezdza z mezem)
                  odwiedziny sa dla nas przyjemnoscia.
                  Ale jak jest u mnie tydzien, czy dluzej to musi przeciez cos jesc. A jej
                  nastawienie do jedzenia juz znasz.
              • Gość: mm Re: nooo IP: 82.250.96.* 12.09.05, 20:51
                A robiles smutne miny na widok schabowego i glosno wyrazales swoje teskonoty za
                czyms bardziej wymyslnym u siostry w gosciach?
    • janek53 Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar 12.09.05, 17:10
      Szpak

      Wiem co to jest. Mam 13 letnia corke (dodatkowo z dwoch kultur kulinarnych).
      Wiec ... moze to INFANTYLIZM Twojej siostry?

      Nie bedzie latwo.
      • thiessa Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar 12.09.05, 22:07
        Alez to nic nadzwyczajnego. Przeciez tak sie zywi wiekszosc spoleczenstwa. Ja
        mieszkam w sporym bloku i czuje po zapachach na kaltce, ze ciagle ludzie gotuja
        to samo. A sasiadka z gory zawsze robi w niedziele schabowe. Kiedys lepetyna mi
        peknie od tego stukania. A na wiesc wystarczy sie wybrac, ciekawe kto nie ma w
        niedziele na stole rosolu?
        • Gość: kanis_ball Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 12.09.05, 22:16
          Jednak istnieje niewielka różnica między tym co raz na 7 dni a tym co raz na 3
          dni.U nas schabowy i rosół ( a i to nie wszędzie bo na Śląsku rolady i modro
          kapusta) u Włochów makarony i risotta, a u Amerykanów befsztyki na przykład. No
          i co z tego? Ale jak się jedzie w gości to raczej nie z nastawieniem, że ma być
          po mojemu. U siebie w chałupie mogę codziennie barana z rożna żreć i wtedy to
          jest moja prywatna sprawa.
        • e_katt Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar 14.09.05, 10:05
          thiessa napisała:

          > A sasiadka z gory zawsze robi w niedziele schabowe.


          Mieszkamy w tym samym bloku? ;-)
          Tłukot rozpłaszczanych kotleciorów od rana u sąsiadki wyżej, to nieomylny znak,
          że niedziela nadeszła... ;-))
      • Gość: szpak Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar IP: 213.31.229.* 13.09.05, 10:28
        Janku,

        Nie jest latwo. Ale sie musze przyznac, ze bardziej nic koniecznosc klepania
        schabowych drazni mnie to - wlasnie dokladnie jak powiedziales - "infantylne"
        podejscie na nie. I nie, bo nie.
        Tym bardziej, ze nie serwuje jej przeciez rakow, ani slimakow, a rzeczy, ktore
        (jak mi sie wydaje) dla przecietnego Polaka powinny byc zjadaliwe. I dla niej
        tez by pewnie byly, gdyby zechciala sie przelamac i sprobowac...

    • caysee Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar 12.09.05, 22:23
      Moj tata to Dokladnie taki sam przypadek jak opisujesz :) Najlepiej zeby
      codziennie bylo jakies smazone mieso z ziemniakami. Jak widzi, ze na obiad jest
      cos nowego, bo wlasnie ja przejmuje kuchnie zeby sobie poeksperymentowac, to sie
      obraza, gdyz uwaza ze robie mu na zlosc. (!)
      Po czesci nie moge sie doczekac, jak niedlugo wyjde za maz i kiedys rodzice
      odwiedza mnie w moim domu na tydzien... to bedzie taka mala terapia szokowa dla
      taty :P Moze to bedzie lekarstwem, na razie nic innego mi do glowy nie przychodzi.

      A wlasciwie to dlaczego ci przeszkadza to, ze siostra nie chce jesc nic nowego?

      ---
      Make love, not war :)
      • Gość: violet Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar IP: *.princetonair.com 12.09.05, 22:39
        caysee napisała:
        > A wlasciwie to dlaczego ci przeszkadza to, ze siostra nie chce jesc nic
        nowego?
        A potrafisz sobie wyobrazić, że we własnym domu człowiek nie ma zamiaru
        zmieniać swoich własnych przyzwyczajeń i swojego stylu bycia (oczywiście w
        rozsądnych granicach) bo jest u siebie? Płaci rachunki, urządza dom i nie jest
        służącą dla najbardziej kochanej siostrzyczki narzucającej w chamski moim
        zdaniem sposób swoich przyzwyczajeń, a z tego co przeczytałam, to niechęć do
        spróbowania czegokolwiek nowego jest zwykłą fobią. Fobie się leczy. Zobaczymy
        jaka będzie Twoja reakcja jak staniesz na własnych nogach, na własnych
        śmieciach i ktoś Ci będzie starał się narzucić swoje porządki. Na razie nie
        wiesz nawet o czym mówisz.
        • Gość: elask Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar IP: 217.79.147.* 13.09.05, 12:05
          Szpaku, a nie możesz poprosić swojej siostry, gdy będzie się następnym razem
          wybierała do ciebie, żeby "zrobiła trochę tych pysznych pieogów" ( najlepiej
          poprosić o kilka rodzajów). Ona będzie miała co jeść, ty podelektujesz się
          kuchnią tradycyjną a ponadto możesz zrobić coś bardziej "wymyślego", może
          chociaż mąż się chociaż skusi?
          Możesz też robić te schabowe itp. tylko troszkę inaczej- mięso wcześniej
          zamarynować, przyprawić nie tylko solą i pieprzem - taka metoda małych kroków.
          To akurat wypróbowałam na rodzinie i zdalo egzamin. Powodzenia w rozszerzaniu
          kulinarnej swiadomości siostry;)
    • marghot Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar 13.09.05, 12:21
      Moja ciotka ma podobnie - wie, że żadna ryba nigdy Jej nie zasmakuje.
      Kiedyś wzięliśmy się na sposób: nie pomnę gatunku ryby (u nas w PL niedostepna
      raczej), została przyrządzona w sosie. Wygladem kawałki ryby, bardzo mięsistej
      przypominały kawąłki białego mięsa. Ciotka jadła, aż jej się uszy trzęsly.
      Dopiero po posiłku powiedziliśmy co zjadła; nie mięso, a rybę.
      Ale i tak nie tknie ryby, bo nie...
      • jollka2 To noeprawdopodobne 13.09.05, 12:58
        Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, by gośc mi nosem kręcił, szok po prostu.
        Rodzina czy nie, to bardzo niekulturalne. Może rób naprzemian schabowe i Twoje,
        pierogi i Twoje itd.
        Uwaga, by u siostry też marudzić nie jest wcale głupia. Czasem takie metody
        działają na takich ludzi. To takie ostateczne rozwiązanie. Jak Kuba Bogu tak
        Bóg Fidelowi.
        • jottka um 13.09.05, 13:06
          wątek sie bujnie rozwija, ale chciałam cichutko zauważyć, że lepiej sie
          wstrzymać z odsądzaniem nieszczęsnej konserwatywnej od czci i wiary, póki znamy
          relację tylko jednej strony:)


          no skąd wiecie, jak wyglądają w praktyce 'nowe wymyślne potrawy' szpaka, których
          wredna siostra nie tyle jeść nie chce, co - jak wynika z 1.postu - zjada, tyle
          że musi bohatersko walczyć ze sobą. może sami byście podobnie zareagowali?:)


          poza tym zaoczna ocena dobrych manier jest niebezpieczna, równie dobrze można
          zarzucić szpakowi, że skoro wie, że siostra jest miłośniczką kuchni tradycyjnej,
          to czemu na siłę stara się ją uszczęśliwić? wprawdzie każdy z nas wie najlepiej,
          jak drugiemu zrobić dobrze, ale ten drugi nie zawsze jest tego zdania:)


          i na końcu of topik - siostra może równie dobrze 30, jak i 50 lat, faktu bycia
          młodszą siostrą to nie zmieni
          • ba_nita Re: um um um 13.09.05, 13:17
            Tradycyjna kuchnia polska jak piszesz nie składa się jedynie z pieczonych
            kurczaków, pierogów i schabowych. Zresztą sama o tym doskonale wiesz. A skoro
            szpak napisała, że nie przygotowuje wielkich eksperymentów to dlaczego mam jej
            nie wierzyć? I jeszcze jedno. Z postów szpaka wynika, że właśnie ze względu na
            przewidywaną "zbolałą minę" dostosowuje się do wymagań żywieniowych siostry
            więc tak czy siak to maniery siostrzyczki są do kitu.
            • jottka Re: um um um 13.09.05, 13:36
              ba_nita napisał:

              > Tradycyjna kuchnia polska jak piszesz nie składa się jedynie z pieczonych
              > kurczaków, pierogów i schabowych


              omawialiśmy przywiązanie siostry do potraw tradycyjnie często przyrządzanych w
              domach rodaków, bardzo być może, że w dziczyźnie i pasztecie z zająca też
              gustuje - brak danych:)





              > A skoro szpak napisała, że nie przygotowuje wielkich eksperymentów to dlaczego
              mam jej nie wierzyć?


              to nie o to chodzi:) tylko o to, że 'gdy dwóch mówi to samo, to nie jest to
              samo' - my nie wiemy, co szpak rozumie pod pojęciem 'niewielkich eksperymentów'
              ani też, jak mu one wychodzą:)




              > Z postów szpaka wynika, że właśnie ze względu na przewidywaną "zbolałą minę"
              dostosowuje się do wymagań żywieniowych siostry więc tak czy siak to maniery
              siostrzyczki są do kitu.


              nie wiemy, jak ta 'zbolała mina' wygląda, a może to szpak jest przeczulony?:)

              ale to akurat nieistotne - opisywany problem należy do kategorii
              psychologicznych, a nie wychowawczych czy żywieniowych, możemy powspółczuć
              szpakowi albo powybrzydzać na niewychowaną siostrę (acz to nieco zdumiewające -
              tak dobrze wychowany szpak i taka nieobyta siostra:), ale to tylko głaskanie
              szpaka po piórach, że tak powiem. jedyną radą na tego rodzaju trudności jest
              szczera rozmowa osób zainteresowanych, tyle że wtedy często sie okazuje, że i my
              nie jesteśmy tacy fajni, jak nam sie wydawało, i musielibyśmy sie nieco zmienić,
              a to już bywa trudniejsze:)
          • Gość: szpak Re: um IP: 213.31.229.* 13.09.05, 13:28
            Jottka,
            uprasza sie o czytanie ze zrozumieniem.

            > no skąd wiecie, jak wyglądają w praktyce 'nowe wymyślne potrawy' szpaka,
            których
            > wredna siostra nie tyle jeść nie chce, co - jak wynika z 1.postu - zjada, tyle
            > że musi bohatersko walczyć ze sobą. może sami byście podobnie zareagowali?:)

            Po pierwsze moja siostra nie jest wredna, po drugie w watku juz byla poruszana
            ta sprawa: nie chodzi ot ot, co szpak ugotuje(!), obojetnie kto gotuje, czy
            jest to obiad, prywatka, czy nawet wyjscie do knajpy reakcja jest ta sama.

            > poza tym zaoczna ocena dobrych manier jest niebezpieczna, równie dobrze można
            > zarzucić szpakowi, że skoro wie, że siostra jest miłośniczką kuchni
            tradycyjnej
            > to czemu na siłę stara się ją uszczęśliwić? wprawdzie każdy z nas wie
            najlepiej
            > ,
            > jak drugiemu zrobić dobrze, ale ten drugi nie zawsze jest tego zdania:)

            Jeszcze raz masz problem ze zrozumieniem przeczytanego textu. Sprobuj spokojnie
            pocztyac i znajdziesz tam, ze ja jej smaze te schabowe, nie?

            > i na końcu of topik - siostra może równie dobrze 30, jak i 50 lat, faktu bycia
            > młodszą siostrą to nie zmieni

            Ale ona NIE JEST MLODSZA!!!
            • jottka Re: um 13.09.05, 13:44
              Gość portalu: szpak napisał(a):

              > Jottka, uprasza sie o czytanie ze zrozumieniem.

              tak jest:)


              > Po pierwsze moja siostra nie jest wredna

              pewnie, że nie, to jest mój wychodzący-naprzeciw skrót myślowy


              > po drugie w watku juz byla poruszana ta sprawa: nie chodzi ot ot, co szpak
              ugotuje(!), obojetnie kto gotuje, czy jest to obiad, prywatka, czy nawet wyjscie
              do knajpy reakcja jest ta sama


              pisałeś o problemie żywienia siostry przez tydzień - zrozumiałam, że masz przede
              wszystkim problemy z codziennym karmieniem siostry, zasadniczo zresztą rzeczy to
              nie zmienia


              > Sprobuj spokojnie pocztyac i znajdziesz tam, ze ja jej smaze te schabowe, nie?


              że powtórze, to niezupełnie o to idzie:) ty chcesz, mówiąc w skrócie, żeby
              dobrze dorosła osoba zmieniła swoje zapatrywania i gusty - a to jest rzecz
              bardzo śliska i trudna. przede wszystkim dlatego, że - jak wynika z twoich
              postów - twoja siostra jest osobą o zdecydowanej osobowości i ustalonych
              poglądach. to jest twoje zdanie, bardzo być może, że słuszne, że byłaby
              szczęśliwsza, otwierając sie na nowe smaki na przykład. ale to jest właśnie owo
              wszystkim nam znajome przekonanie, że my wiemy lepiej, co dla bliźniego jest dobre:)

              nie przeczę, że możesz cierpieć przez tydzień obmyślając menu dla kogoś, kto ma
              zupełnie inne upodobania, ale dobre maniery rzecz obosieczna - w końcu my,
              ludzie dobrze wychowani, troszczymy sie o to, żeby miły gość czuł sie u nas jak
              najlepiej:)


              > Ale ona NIE JEST MLODSZA!!!

              ale to dopiero teraz napisałeś:)
              • Gość: szpak Re: um IP: 213.31.229.* 13.09.05, 13:53
                Uparcie uczepilas sie tych dobrych manier, a mnie zupelnie o to nie szlo i
                nadal nie idzie: moja siostra nie grymasi, nie narzeka, nie prosi o zmiane
                menu, tylko robi smutna mine i nie je. Kropka. Tylko o to, czy mozna
                BEZBOLESNIE otworzyc kogos kulinarnie. I to dokladnie w takiej formie napisalam
                w pierwszym poscie.

                I nie jest to tylko kwestia tygodnia u mnie. Wyobraz wakacje w Turcji, jesli
                ktos nie jada w ogole baraniny.
                • jottka Re: um 13.09.05, 14:25
                  Gość portalu: szpak napisał(a):

                  > Uparcie uczepilas sie tych dobrych manier


                  jakbyś czytał ze zrozumieniem:), to byś zobaczył, że większość wypowiadających
                  sie w wątku rzuca gromy na brak dobrych manier u twojej siostry, stąd i moje
                  nawiązanie



                  > Tylko o to, czy mozna BEZBOLESNIE otworzyc kogos kulinarnie.


                  nie. bo twoja siostra sie dobrze czuje z takimi upodobaniami, jakie opisałeś i
                  wyraźnie nie życzy sobie ingerencji w jej gusta. jak uczuje potrzebę zmian, to
                  pewnie sama sięgnie po krewetkę.

                  poza tym, ale to tak na marginesie, są ludzie, u których tego typu zachowania są
                  efektem skomplikowanych procesów psychicznych, że tak powiem - przywiązanie do
                  metaforycznego pieroga może w istocie świadczyć o potrzebie stworzenia sobie
                  bezpiecznego, uporządkowanego świata, gdzie nikt i nic nam nie zagraża, wszystko
                  jest swojskie i znajome. no ale to takie teorie na niedziele, nikt z nas nie zna
                  twojej siostry i cennych rad via sieć ci nie udzieli.




                  > I nie jest to tylko kwestia tygodnia u mnie. Wyobraz wakacje w Turcji, jesli
                  > ktos nie jada w ogole baraniny.


                  a czemu ciebie to martwi?:) każdy sam wie, co dla niego dobre, to nam sie
                  wydaje, że my byśmy no najlepiej pokierowali cudzym życiem
                  • Gość: szpak Re: um IP: 213.31.229.* 13.09.05, 14:37
                    > > I nie jest to tylko kwestia tygodnia u mnie. Wyobraz wakacje w Turcji, je
                    > sli
                    > > ktos nie jada w ogole baraniny.
                    >
                    > a czemu ciebie to martwi?:) każdy sam wie, co dla niego dobre, to nam sie
                    > wydaje, że my byśmy no najlepiej pokierowali cudzym życiem

                    Nie chce kierowac cudzym zyciem, ok? Skad w ogole przyszlo Ci to do glowy? I te
                    gornolotne okreslenia na haslo o baraninie na wakacjach, Bosszzzze...

                    Jesli jedziesz z kims na wakacje, to zywicie sie generalnie tez razem. Mysmy
                    juz byli z nia (z nimi) 2 tyg. w Turcji...
            • Gość: baba Re:siostra szpaka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 13:56
              Szpaku,ludzie jak widac czasem czytaja to co chcą ,a nie to co jest napisane!
              Mam taką siostrę jak Ty.I mam wrazenie ,że niechęc do kulinarnych eksperymentów
              to tkwi gdzieś w charakterze.Mój Ojciec jest podobny.Nie tknie żadnych nowości
              nazywając je właśnie eksperymentem.Wewnętrzna blokada ,czy co?Natomiast moja
              mama i ja kochamy nowości,zdarza się więc nie raz ,że w domu są dwa różne
              obiady.Ciekawe ,czy Twoja siostra stosuje ten "terror jedzeniowy"tylko u
              najbliższych ,czy u wszystkich gdzie gości?Ja początkowo chciałam ulegać ,ale
              teraz stwierdziłam,że skoro to co gotuję jest jadalne i umiarkowanie wymyślne
              to jak ktoś głodny to zje,a jak nie chce to znaczy nie głodny.Wyjatkiem są
              produkty typu :małże,krewetki itp.do jedzenia ich nikogo nie nakłaniam-mogą nie
              lubić bo nie przyzwyczajeni.Siostra zrezygnowała z uporu(jada u mnie)i nie
              wybrzydza,ale wiem że czasem coś jej nie podchodzi.Natomiast jak gotuje u
              siebie to niestety pełna monotonia.Pozdrawiam -starsza siostra.
              • Gość: baba Re:siostra szpaka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 14:02
                Doczytałam twój ostatni post i myślę,że nie da się nikogo kto tak
                reaguje "otworzyć kulinarnie"-potrzebna by chyba była psychoterapia.A szkoda-
                przyjemność wynikająca z dobrego jedzenia dodaje smaku życiu.
              • Gość: szpak Re:siostra szpaka IP: 213.31.229.* 13.09.05, 14:11
                Moze i moja siostra ma to po tacie?

                Tyle, ze nie wiem, czy az terrorem moge to nazwac, bo ona naprawde nie
                komentuje, nie narzeka, nie grymasi. Problem wychodzi dopiero jak zaczynasz
                dociekac, dlaczego nic nie je, czy czuje sie zle i dlatego nie zjadla, czy co
                sie stalo.
                I tak - ona zachowuje sie w ten sposob zwykle. Najczesciej przy okacji jakichs
                party, czy spotkan to to ludziom umyka - jest tylku gosci, ze umka niezauwazony
                oddany pelny talerz, eventualnie "wzruszony", a wiec wygladajacy na chociaz
                zaczety.

                W ogole to moja siostra nie jest zbyt uparta, jest bardzo sensowna, fajna
                babka. Tylko jakos "jedzeniowo" nie moge (i nie tylko ja) do niej trafic. Jak
                juz pisalam - ja ulegam. I tak juz pewnie pozostnie.
    • Gość: anka Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar IP: *.icpnet.pl 13.09.05, 14:25
      A może spróbuji jakoś jej zaszczepić, że może chociaż spróbowoać, że życie mija
      a jakaś pyszność jej umyka. Dodatkowo zrób te schabowe, niech ma alternatywę i
      nie czuje się przymuszona. Podaj Twoje jako przystawkę. No i jeszcze pytanie co
      robisz na obiad? Mam znajomą, której rodzina ugoszczona raz zapiekanką na
      niedzielny obiad obrobiła ją przed wszystkimi i stanowczo żąda teraz schabowych
      i kiełbasy. Zapiekanka, fajnie brzmi, tyle, ze ta zapiekanka okazała się taka
      bardziej studencka, fura ryżu, nieco zielonej papryki, trochę groszku,
      przypraw i może 15 dag salami. Na 4 osoby. Najeść się tym nie idzie, a jak
      ktoś lubi mięso i kluchy i tłusto to nie poradzisz. Ale też można coś fajnego
      wybrać. Nie sądzę, żeby polędwiczki w miodowym sosie czy kaczuszka z
      pomarańczami i kopytkami spotkały się z niechęcią. Sama zaserwowałam wielką
      sałatę na obiad rodzinie i mało nie zzielenieli.
    • mala_mala Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar 13.09.05, 19:02
      tylko miłość...
      bardzo dużo miłości

      tłumaczenia, prośby, groźby, barwne opowiadania o smakach... nic nie dają
      wiem po sobie, przez wiele lat rodzicom nie udało sie mnie przekonać do
      grzybów(i wielu innych rzeczy), a misiowi ;) może nie do wszystkich, ale już
      jakieś jem :P
    • Gość: zadumana Re: Kulinarny konserwatyzm - istnieje na to lekar IP: 213.17.230.* 14.09.05, 09:56
      A ja mając w domu przez 9 lat totalnego niejadka nie przejmowałam się tym
      zbytnio od strony dań. Ciągle widział na stole różne rzeczy, zmieniające się,
      nowe, ładnie podane i ze smakiem jedzone...ale... przez nas. On nie jadł.
      Obserwował kątem oka programy kulinarne (z różnych zagranicznych tv też), które
      w ogólnym locie usiłowałam obejrzeć, a tam znowu różne dania, różni kucharze
      robiący czasem ciekawe rzeczy w ciekawym stylu, wysoka estetyka podania. Nic
      nie mówił, ale zerkał z ciągle 'biernym' zainteresowaniem, bo czasem na ekranie
      działy się ciekawe rzeczy. I nic nie jadł. A te okruchy, po które sięgał były
      koszmarnym standardem bez polotu.
      A kiedy nagle po 9-tych urodzinach zaczął odrobinę jeść i z 'czynnym'
      zainteresowaniem przystąpił jednak do konsumpcji, nagle a nieoczekiwanie
      zaczęły padać uwagi: zrób "coś" na kolację, przy czym to "coś" najlepiej, żeby
      było czymś nowym, estetycznym, smacznym, ciekawym. I nie to co było wczoraj
      tylko coś innego. Na pytanie co chcesz zjeść, słyszę czsem odpowiedź w
      stylu "wymyśl coś".
      I tak sobie myślę, że po latach obserwowania, że jest tyle nowych dań, że tylu
      ludzi również w innych krajach lubi jeść różne nowe dania, że to wszystko może
      się nawet efektownie prezentować na półmisku i może być z tego niezła
      przyjemność a nawet zabawa - w końcu zaskoczył.

      A że potrzebował do tego 9-ciu lat? Teraz ma 13. Przed nim całe kulinarne
      życie...:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka