pinkink
24.02.06, 06:21
Ilekroc stykam sie ze zjawiskiem kulinarnym pt. zupa w wydrazonym chlebie,
mam tzw. mieszane uczucia a mowiac dokladniej - poczucie, ze jest cos z tym
jest nie tak.
Zupe sie zjada, ale chleb juz nie. Mysle sobie: a co potem sie z nim
dzieje? Czy chociaz zjedza je jakies glodne stworzenia? Moze swinki?
To mi nie daje spokoju.
W moim odczuciu jest to jedno z kulinarnych wynaturzen do ktorych przyszedl
dzisiejszy czlowiek. Jaki jest cel takiego serwowania zupy? Co jest w tym
takiego fancy? Zupelnie nie rozumiem.
No bo jak to?!Sliczny, pachnacy chleb upieczony po to, aby nasycil czyjs glod
jest traktowany jak ceramiczny talerz ale w przeciwienstwie do niego chleba
przeciez nie mozna umyc i uzyc ponownie! Gorzej - nawet sie go nie zjada.
Kiedy zupka juz wrabana, kelner wynosi nieapetycznie wygladajacy, nasiakniety
zupa chleb do kuchni, gdzie laduje w koszu ze smieciami obok innych brudow.
Czy to nie dziwne i troche nieprzyzwoite ?
Pomijajac fakt, ze wpajano mi od dziecka idee, ze chleba sie nie wyrzuca wiem,
ze jest ciagle ( w Polsce i na swiecie) mnostwo glodujacych ludzi.
Moze to tylko mnie razi?
A moze i Wam to kiedys przyszlo na mysl i mieliscie podobne dylematy?
Ciekawa jestem. Napiszcie.