Dodaj do ulubionych

Zapraszam znajomych na kolacje...

25.09.08, 14:42
...i chce poznac Wasze zdanie na temat, ktory mnie troche meczy. Nie
mam zbytnio doswiadczenia w tej kwesti, bo wiekszosc moich znajomych
nie ma dzieci, a o dzieci sie tu rozchodzi. Temat okolokuchenny, mam
nadzieje, ze nie wyladuje na oslej.

Zaproszeni najprawdopodobniej przyjda z dziecmi (12 i 8 lat), ktore
zostaly wychowane na zupach z proszku, sosach ze sloika, fish&chips,
sausage&mash itp. Wiem, ze w domu strasznie wybrzydzaja, a znajoma
skacze wokol nich i 'dogadza' - glownie frytkami, chrupkami i
slodyczami. No i mam dylemat. Czy to ja powinnam sie martwic, ze
dzieci moga nie tknac nic u mnie na kolacje? Czy to moze juz nie
jest moj problem, a to rodzice powinni zadbac o to, zeby dzieci nie
grymasily w gosciach? Nie chce, aby zadne z nas poczulo sie
niekomfortowo.

Zaznaczam, ze nie bedzie zadnych owocow morza itp. stawiam na rzeczy
proste i powszechnie lubiane (np. kurczak w szynce parmenskiej z
soczewica lub cos podobnego i bezpiecznego), bo znajomi tez nie
przywykli do takich 'nowinek'. Wiem z opowiadan, ze ich dzieci lubia
obiady tupu smazone mieso i frytki, albo pizza gotowiec co ujmujac
delikatnie nie jest moja wymarzona kolacja, szczegolnie, gdy
przyjmuje gosci i chce dac upust swoim umiejetnosciom. Gotowania
dwoch roznych zestawow nie biore w ogole pod uwage.

Co o tym sadzicie?
Obserwuj wątek
    • glasscraft Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 25.09.08, 15:10
      Obawiam sie, ze znam takie dzieci i nie ma znaczenia, jak bardzo sie
      bedziesz starac ani tez jak sie narobisz - jak nie sa przyzwyczajone
      do jedzenia "porzadnego jedzenia" (to znaczy przygotowanego z
      podstawowych produktow), a zyja na gotowcach z pudelek, puszek i
      torebek - to i tak nie tkna. Moja "przyszywana" corka nie dotknie
      makaronu z sosem bo to jest "too fussy", na Boze Narodzenie my
      jedlismy indyka, z ktorym sie osobisnie meczylam faszerujac i
      zawijajac w szynke itp a ona jadla opanierowane w Pan-Bog-wie-czym
      indykowe dinozaury (gdzie przypusczam, ze indykowy sklad tychze
      nigdy nawet kolo indyka nie lezal) - bo tak ja jej matka nauczyla i
      karmi. I zeby sie ja do stolu przykuly lancuchem to nie tknie
      bo "nie lubi" (bez zwgledu na to, ze nigdy nawet tego nie
      sprobowala). Zamiast sie stresowac i nameczyc dla nich w kuchni, idz
      na latwizne i podsun to co na pewno zjedza, czyli gotowce
      czekoladowo/chrupkowo/badziewiowe. Powodzenia!!!
      • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 25.09.08, 15:35
        To my mamy jest 4 daniowa kolacje, a one chrupki? ;> Mam cholerny
        dylemat i szczerze mowiac odczuje ulge, jesli znajomi przyjda sami.
        Zaraz sie na mnie posypia gromy, ale mam to gdzies.
        • glasscraft Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 25.09.08, 16:12
          pani.serwusowa napisała:
          > ... odczuje ulge, jesli znajomi przyjda sami.

          A nie moglabys jakos dyplomatycznie wybadac, czy nie moga sami
          przyjsc (albo zaproponuj, ze zaplacisz za opiekunke :-))))))) zeby
          tylko w domu zostaly).

          Wiem, ze przyjscie znajomych to doskonala okazja do wykazania sie
          talentem (a wiem, ze go masz), ale czy nie bardziej warte jest
          (przynajmniej na te okazje) bezstresowe podejscie z zalozeniem, ze i
          tak im nie dogodzisz (narobisz sie tylko i bedziesz miala
          niepotrzebnego kaca moralnego, ze im nie smakowalo), wiec bez sensu
          sie meczyc. Poza tym i tak jedna wizyta z podstawieniem im pod nos
          czegos smacznego i ugotowanego, a nie wyjetego z pudelka, nie zmieni
          ich zwyczajow jedzeniowych. Ja sie poddalam :-) wiec "moja-nie moja"
          osmiolatka wsuwa Pot Noodles i makaron z wody. Przynajmniej jej
          matka nie moze narzekac, ze glodna chodzi jak zostaje z nami :-)))
          • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 14:32
            He, he. Znam ten temat z moja przyrodnia, ponad 20 lat mlodsza
            siostra. Temat rzeka...

            Nie mam zamiaru edukowac cudzych dzieci, ale chcialabym, aby wszyscy
            sie u mnie komfortowo czuli. Z drugiej strony nie bede sie zazynac,
            aby dzieci mialy 4 daniowy, odpowiadajacy im posilek. Tak wiec jesli
            sie zjawia, to ja pojde na latwizne i przygotuje dla nich frytki,
            albo pizze z pudelka.
    • Gość: lilka Re: Zapraszam znajomych na kolacje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.08, 15:36
      Ja bym się nie napinała, a tego kurczaka zrobiła według najprostszego przepisu. Broń Boże w szynce parmeńskiej i z soczewicą, bo dla takich gęb, o dzieciach myślę głównie ;), szkoda czasu i atłasu: na co dzień pewnie nie jedzą, zwłaszcza tych obrzydliwych warzyw. ;) Nie jedzą, to niech nie jedzą - nie twoja rola przyuczanie ich do jedzenia jarzyn.

      Zrobiłabym dobrego, pieczonego kurczaka bez udziwnień i domowe frytki. Do tego dla starszyzny ;) sałatę. Plus wino, woda, soki do wyboru. Bez specjalnych starań, tym bardziej, że jak zrozumiałam, to nie ma być kolacja na najwyższym szczeblu, a spotkanie w miłym gronie znajomych, ekstraordynaryjnie powiększonym o parkę niewydarzonych kulinarnie małolatów ;)))

      Powodzenia.
      • ala67 Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 25.09.08, 15:47
        Ale taka kolacja to jest okazja, żeby pokazać, co sie potrafi! Jak
        tu podać zwykłego pieczonego kurczaka, kiedy sie umie zrobić tyle
        pyszności, co autorka wątku? I jak z takiego poczęstunku czerpać
        prawdziwą satysfakcję, że się gości przyjeło należycie? Nawiasem
        mówiąc, ja tym gościom bardzo zazdroszczę:)

        Ja bym sie nie przejmowała, bo z własnej praktyki wiem, że dzieciom
        ciężko dogodzić. Jak będą wybrzydzały, zaproponowałabym kanapki i
        cześć. W ostateczności może zrobiłabym parę kawałków tego kurczaka
        tak normalnie, zwyczajnie, specjalnie z myśla o dzieciach.
        • Gość: lilka Re: Zapraszam znajomych na kolacje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.08, 16:22
          Pokazać co się potrafi można znajomym, o których wiadomo, że docenią, że są
          kulinarnie otwarci, że zjedzą z co najmniej zainteresowaniem ;) Skamieliny
          kulinarne (powstrzymuję się przed określeniem "kotleciarze";), o ile są dobrze
          wychowani, może nie skrytykują nowości wprost, może nawet grzecznie ją przełkną,
          podziękują i pochwalą. Może... A może wcale nie ;) Po co im i sobie psuć humor
          oraz, co wydaje mi się najważniejsze, dobrą atmosferę spotkania?

          Zresztą, taka kolacja to po prostu posiłek w gronie znajomych i nie ma co
          dorabiać mu ideologii "pokazu sztuk kulinarnych": ma się miło gawędzić przy
          niekoniecznie wyszukanym, a z pewnością dobrym jedzeniu.

          Dlatego, o ile w innym przypadku powiedziałabym: szaleństwo!, o tyle w tym:
          zachowawczość - "skostnialcy" docenią raczej to, że podaje im się dania, przed
          którymi nie czują strachu jeszcze przed ich zjedzeniem, niż to, że gospodyni
          chciała się popisać ;))


          Dalej optuję za zestawem drób + frytki. Albo wypasiona pizza. Oczywiście domowa :))
          • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 14:38
            > Zresztą, taka kolacja to po prostu posiłek w gronie znajomych i
            nie ma co
            > dorabiać mu ideologii "pokazu sztuk kulinarnych": ma się miło
            gawędzić przy
            > niekoniecznie wyszukanym, a z pewnością dobrym jedzeniu.

            Tak, masz racje. Tylko, jako ze mieszkam na zadupiu (pomijam fakt,
            ze od rodziny i najblizszych przyjaciol 2000km...) i miewam gosci
            dosc rzadko, kazda okazja do wyzycia sie w kuchni dla osob 'z
            zewnatrz' jest dla mnie przyjemnoscia. Aczkolwiem ideologi pokazu
            sztuk kulinarnych tez nie mam zamiaru wprowadzac w zycie. Dlatego
            zrezygnowalam ze skladnikow typu dziczyzna, owoce morza stawiajac
            na 'bezpiecznego' kurczaka.
    • bene_gesserit Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 25.09.08, 15:58

      Ja bym im zrobila tylko frytki (z pieca, mniej roboty) i
      poinformowala, ze jesli nie maja ochoty na nic ze stolu, moga je
      dostac. W koncu nie chodzi o to, zeby dzieci wyszly glodne, ale tez
      nie ma sie co nimi przejmowac i robic calego osobnego dania dla
      nich. Kurczak z frytkami to imo zbytek laski w tej sytuacji. Zaloze
      sie, ze dzieciaki maja za soba milion posilkow, ktore skladaly sie
      z samych fryt z keczupem, wiec niech jedza frytki. W koncu pewnie
      zalapia sie tez na deser :)
    • Gość: rita Re: Zapraszam znajomych na kolacje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.08, 16:18
      Ja dla dzieciarni robię oddzielny stolik z frytkami, kiełbaskami pieczonymi lub
      gotową pizzą odgrzaną w piekarniku.Jakieś ciastka i lody.Bachory są zachwycone.
      Ewentualnymi ich kaprysami się nie przejmuj, znaczy się, że nie są głodne.Daj im
      do przeczytania wierszyk St.Jachowicza "Kasza tatarczana"
      • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 14:28
        Obawiam sie, ze nie czytaja po polsku.
    • cipcipkurka Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 25.09.08, 16:25
      Ooo, widze, ze znowu masz z dziecmi problem ;-))))
      Podpinam się pod wcześniejsze podpowiedzi. Nie przejmowałabym się
      zbytnio dziećmi, nie chcą, niech nie jedzą. Ale jeśli planujesz
      kurczaka, to możesz faktycznie wrzucić kilka pałek do piekarnika i
      już. I do tego te frytki. Poza tym wyluzuj. Jeśli znajomi będą mieli
      pretensje, że nie zrobiłaś wszystkiego pod gust dzieci... no to
      trudno... Ich problem, szczerze mówiąc.
      A tak patrząc na to z perspektywy matki niejadków---to mi jest
      wstyd, gdy dzieci nie chcą czegoś jeść w gościach (na
      usprawiedliwienie dodam, że są sporo młodsze od tych "Twoich") i
      naprawdę byłoby mi głupio, gdyby osoba lubiąca gotować i robiąca to
      dobrze musiała się zniżać do odsmażania gotowych kotletów dla
      niewiedzących co dobre bachorów ;-) ale z drugiej strony nie mogę od
      pięciolatka wymagać, żeby wciągał smażone ośmiornice... Czyli jak
      zwykle złoty środek :D
      • bene_gesserit Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 25.09.08, 16:35
        Moi znajomi rodzice niejadkow przynosza ze soba zupe pomidorowa
        albo inna z nielicznych rzeczy, ktore ich potomstwo je. Gospodarz
        musi ja tylko podgrzac, dzieci nie sa zmuszane do jedzenia tego, co
        im nie smakuje, ale i nie wychodza glodne.
      • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 14:45
        Problem, nie problem, taka zagwozka... Nie mam prawie w ogole
        kontaktu z dziecmi, ostatnio w zasadzie z jednym, ale to
        kilkumiesieczny bobas, wiec jeszcze wsuwa papki, ktore przynosi ze
        soba jego mama.

        Wiem, ze znajomi nie bede miec pretensji, jesli ich dzieci nie
        zjadza u mnie. Po prostu nie wiedzialam, czy powinnam czuc presje,
        zeby te dzieci nakarmic za wszelka cene, czy nie? Mam jedna znajoma,
        pod ktora specjalnie gotuje posilki (mama wspomnianego bobasa), ale
        ona jest wegetarianka i nie jest wybredna. Wiem, ze cokolwiek wege
        zrobie, to ona to wsunie, zachwyci sie i podziekuje. Nie mam z nia w
        ogole stresu. A z tymi dziecmi jakos mam... Spinam sie za bardzo?
        Moze. Wyluzuje, Kurko.

        Dziekuje!
    • aga-aa a moze dzieciakom zrób 25.09.08, 17:16
      kurczaka w płatkach kukurydzianych, taki ala KFC?
      był gdzieś przepis w GC
    • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 25.09.08, 18:16
      Dziekuje za mile slowa i komplementy.

      Tym, ktorzy daja propozycje co ugotowac dla dzieci tez dziekuje, ale
      nie o to sie martwie. Pomyslow mam sporo, problem tkwi w czyms
      innym. (patrz - pierwszy post).

      Poczytalam Wasze posty i jak to zwykle w zyciu bywa zloty srodek
      jest chyba najzreczniejszym wyjsciem. Jesli okaze sie, ze dzieci
      jednak zawitaja, to powiem rodzicom wprost co planuje przygotowac do
      jedzenia i czy dzieciom to odpowiada. Odpowiedz znam juz dzis, ale
      moze dzieki temu nakarmia je przed wizyta. ;> W zamrazarce bede miec
      na wszelki wypadek jakas syfna pizze, choc nie powiem, zebym byla
      szczesliwa z powodu serwowania jej gosciom. Nazwijcie mnie leniwa,
      ale po prostu nie chce mi sie szykowac osobnego menu dla 4 doroslych
      i 2 dzieci, a takze nie mam zamiaru zajadac sie menu przygotowanym
      pod dzieci (znowu patrz pierwszy post). No chyba, ze sie okaze, ze
      zjedza 'doroslego' (czyli przygotowanego dla nas) kurczaka bez
      zadnych dodatkow, to mam problem z glowy.

      Spytalam Was o rade, bo pierwszy raz w zyciu mam do czynienia z taka
      sytuacja i nie chcialabym kogos urazic, ale tez ten wieczor
      organizuje, aby sama miec z niego mozliwie duzo przyjemnosci.
      • fettinia Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 25.09.08, 18:47
        Ty sie nie denerwuj;)I jak juz Bene napisala po prostu wrzuc pare frytek do
        pieca i juz.Nie bedzie to extra dodatkowe danie tylko dodatek.Coz z dziecmi
        roznie bywa.Juz pisalam kiedys,ze moje mlodsze blizniaki tak samo chowane a
        upodobania kulinarne maja zroznicowane.Mala zje wszystko co na stole postawie a
        syn hmm..
        Przygotuj wszystko co zaplanowalas i niech wyjdzie super.
        ps-a moze akurat dzieci sprobuja czegos innego?:)oczy jedza a Ty potrafisz
        potrawy podac ciekawie i apetycznie:)
        • aga-aa święte słowa!/nt. 25.09.08, 21:35
        • mysiulek08 Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 00:18
          Fetti ma racje, daj im frytki albe te pizze :)
          Teraz juz sie naumialam jak to z dzieciaki jest, ale pierwsza wizyta znajomych z dziecmi byla dla mnie kulinarna porazka. Wiedzac, co tubylcze dzieciaki jedza upieklam dla nich pizze. I guzik, pizza po pierwszym kesie byla bee, bo inna niz w "pizaut", lody z wlasnorecznymi wafelkami nie, bo inne niz gdzies tam (lody byly kupne), no myslalam, ze szlag mnie trafi! Trzy porcje pizzy i trzy porcje wypasionych porcji lodow poszlo do smietnika.
          Teraz jestem madrzejsza, frytki z torebki, ketchup z butelki, ciastka z marketu, cola i wsio :)
          Rodzicow na szczescie udalo mi sie wyprowadzic na prosta i juz za kazdym razem chca "ta czerwona zupe i te 'empanaditas' (czyli paszteciki), bo to takie dobre :)"

          Tak wiec sie nie martw :)
          • Gość: kkk Re: Zapraszam znajomych na kolacje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.08, 00:44
            mysiulek08 napisała:

            > Teraz jestem madrzejsza, frytki z torebki, ketchup z butelki,
            > ciastka z marketu, cola i wsio :)


            Mało to pedagogiczne i prozdrowotne, ale... życie takie jest, gusta i upodobania
            "wybrednej" młodzieży, żeby było na supermarektowo-fastfoodowo :-)


            Niestety :-(
            • mysiulek08 Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 03:11
              > Mało to pedagogiczne i prozdrowotne, ale... życie takie jest, gusta i upodobani
              > a
              > "wybrednej" młodzieży, żeby było na supermarektowo-fastfoodowo :-)
              >
              >
              > Niestety :-(

              Nie mnie wychowywac cudze dzieci, kulinarnie rowniez.
              • cipcipkurka Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 10:19
                Swiete slowa, Mysiulku. Zwlaszcza, ze rodzice tez zazwyczaj nie
                zycza sobie, by ktos inny wychowywal ich dzieci.
        • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 14:46
          Tak zrobie, Fetti.
    • zawszepolka Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 13:15
      W zasadzie szystko juz powiedziano co chcialam powiedziec(podpinam
      sie pod Bene, Fetti i Kurke)ZA to z niecierpliwoscia czekam na opis
      pt 'jak bylo':))
    • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 26.09.08, 14:27
      Dziekuje raz jeszcze. Oczywiscie wychowywac cudzych dzieci nie mam
      zamiaru, spytalam, bo bylam ciekawa jak Wy sobie radzicie w takich
      sytuacjach, bo ja znajde sie w takiej poraz pierwszy. Albo i nie,
      jeszcze nie wiem. Spotkanie najprawdopodobniej za dwa tygodnie. Dam
      znac jak poszlo. Podejrzewam, ze moga sie skusic na zakaski i deser,
      jak pogardza daniem glownym, to dostana frytki z pieca z
      ketchupem/octem/brown sauce i pewnie beda zadowolone.
      • Gość: zawszepolka Re: Zapraszam znajomych na kolacje... IP: *.gmc-uk.org 26.09.08, 15:33
        o tak tak koniecznie z octem :o)
        • cipcipkurka Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 27.09.08, 08:08
          Frytki z octem?!
          Mój Boże, a pamiętacie scenę z Pulp Fiction i to zdziwienie, że
          można jeść frytki z majonezem? Jak mnie to śmieszyło, gdy oglądałam
          ten fim wieki temu :D A teraz frytki z majonezem to mój chleb
          powszedni ;-)))) Ale żeby z octem?! Poproszę o szczegóły. Zawsze
          przejawiałam zainteresowanie perwersją ;-)))
          • Gość: Nobullshit Re: Zapraszam znajomych na kolacje... IP: *.spray.net.pl 27.09.08, 10:43
            Ano z octem, Kurko. Ja też uwielbiam. Ale nie chodzi o zwykły 10%, tylko o ocet
            winny.
            farm4.static.flickr.com/3251/2321434169_bab2825b0a.jpg?v=0
            Imho częściej na Wyspach używają do frytek malt vinegar, ale nie znalazłam zdjęcia.
            Tu tylko dowód, jaki to popularny dodatek, skoro stoi na stolikach w knajpach w
            plastikowych butelkach:

            farm1.static.flickr.com/206/514094753_22660176d9.jpg?v=1180141758
          • semi-dolce Frytki z octem 27.09.08, 13:39
            ot, takie angielskie "zboczenie" ;)
          • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 29.09.08, 11:13
            Moje zdziwienie tez bylo ogromne - ocet wprawdzie lubie, ale nie
            wpadlabym, aby laczyc go z frytkami. Za dziecka jadalam frytki z
            majonezem, jeszcze zanim nakrecono Pulp Fiction ;), a teraz jadam z
            tylko z octem. Inna sprawa, ze frytki jem moze 3 razy w roku...
        • zawszepolka Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 27.09.08, 22:05
          Kurko dla mnie tez to jest niepojety fenomen (?).
          Za kazdym razem jak w obecnosci kolegow z pracy mowie ze jem frytki
          z keczupem, to patrza na mnie jak na dziwolaga i pytaja, czemu psuje
          smak frytek skoro najlepsze sa z octem (takim jak zalinkowala
          Nobull). A jak zobaczylam ze frytkami przekladaja tosta (takie dwa w
          jednym czy jak?) slow mi zabraklo...
          • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 29.09.08, 11:16
            A ja lubie ocet do frytek, ale jak widze jak pakuja frytki (albo
            crisps - chipsy) do kanapek, to tez mi slow brak. Przypomniala mi
            sie sytuacja, kiedy moja znajoma z pracy powiedziala mi, ze
            przechodzi na zdrowsza diete i ze na lunch przyniosla kanapki z
            brazowego chleba. W porze lunchu odpakowala dumnie kanapke i wlozyla
            do srodka chipsy. Bleee!
    • mhr-cs Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 27.09.08, 14:11
      pani.serwusowa napisała

      > Zaproszeni najprawdopodobniej przyjda z dziecmi (12 i 8 lat),
      ktore
      > zostaly wychowane na zupach z proszku, sosach ze sloika,
      fish&chips,
      > sausage&mash itp. Wiem, ze w domu strasznie wybrzydzaja, a znajoma
      > skacze wokol nich i 'dogadza' - glownie frytkami, chrupkami i
      > slodyczami. No i mam dylemat. Czy to ja powinnam sie martwic, ze
      >
      u mnie sa zawsze dwa pokoje jeden dla dzieci
      drugi dla doroslych
      w tym wieku napewno nie chca byc z rodzicami.
      A na urodziny dzieci byly tylko dzieci zapraszane,
      ja robilam np.moja pize
      ciasto cienkie,pomidory,cebulka,ogorek zielony,kiszony,
      szynka,salami,makrele wedzona(nie wiem czy ktos juz taka pize robil
      z tej makreli)i co bylo pod reka ze wzgledu warzyw,
      posypana serem,oczywiscie ta rybna byla osobno robiona.
      Byl jeden co nie jadl pomidorow,jak ja zjadl
      to powiedzialam co bylo i klopot z pomidoren sie skonczyl
      smakowalo jak nie to by je wydlubal,
      tak robilismy dla dzieci do 10 lat.





    • pani.serwusowa Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 20.10.08, 10:08
      I po spotkaniu. :) Zapytalam kolezanke, czy mam przygotowac porcje
      dla jej dzieci, od razu powiedziala, ze mam sobie darowac, bo one
      wiekszosci potraw nie tkna. Zaproponowalam, ze przygotuje pizze
      (kupilam mrozona, bo taka jadaja w domu), chipsy, paluszki, cole i
      dostana oczywiscie deser. Pizzy zjadly po pol kawalka, focaccii,
      ktora my mielismy do startera nie ruszyly, deser podziubaly i nie
      zjadly, bo to bylo ciasto z czekolady gorzkiej (ale z cukrem!) z
      gruszkami. Najwieksza popularnoscia cieszyly sie chipsy, paluszki i
      cola. Mysle, ze nastepnym razem powinnam sie do tego ograniczyc i
      bedzie dobrze. ;> Nie wiem jak dzieci, ale my spedzilismy naprawde
      mily wieczor, a ja jestem totalnie odstresowana przed ewentualnym
      nastepnym spotkaniem. :)
      • fettinia Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 20.10.08, 12:34
        No i wiecej strachu bylo:P I dobrze,ze sie odstresowalas:)
    • wadera3 Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 20.10.08, 12:26
      Miałam różnych znajomych i takich też(dzieci niejadki, b.wybredne)
      Podczas "proszonej" kolacji nie próbowałam im dogadzać, albo jadły, albo nie.
      Zresztą ich rodzice wiedzieli o tym, że będzie do jedzenia to, co ja wymyślę.
    • Gość: Gosc Re: Zapraszam znajomych na kolacje... IP: *.bredband.comhem.se 20.10.08, 13:16
      FETINA ma racje w 100%.Frytki i reszta to co na stole.
      Jesli nie"pasa"? to po powrocie do domu niech mamusia dokarmi swoimi
      specjalami.Jak czytam o dzieciakach i o ich rodzicach,to szlak mna zuca pod
      sufit.Jak mozna tak chowac dzieci?I na dokladke jeszcze mowia,ze dzieci musza
      miec "KOMFORT"! Na czym polega ten komfort?Na lenistwie i bezmysllnosci
      rodzicow?Inaczej tego nazwac nie mozna.
      Nie przejmuj sie kobieto tylko zrob tak jak FETINA pisze.A na reszte to sobie
      pogwizdz.
      • wadera3 Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 20.10.08, 14:02
        Co prawda miałam syna niejadka(sto lat temu), ale kiedy ja byłam "goszczona" to
        niejadek musiał jeść to co podali, albo wcale.
        Najlepsze było wtedy, kiedy młody chciał gdzieś jechać z kuzynami równolatkami,
        "mamo, niech tylko ciocia nie każe mi jeść cebuli".
        Ciocia nie kazała, więc niejadek na resztę potulnie się zgadzał;)
      • fettinia ale to juz po fakcie-patrz wyzej:D n/t 20.10.08, 15:10

    • dorota.alex Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 20.10.08, 16:26
      MOje dzieciaki - 4 i lat tez zawsze sprawiaja problemy w gosciach...
      rzucaja sie na stol i wyjadaja cala salate z dekoracji ze wszystkich
      polmiskow. Zostaje pobojowisko i opadniete szczeki gospodarzy :-))
      • Gość: barba Re: Zapraszam znajomych na kolacje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.08, 16:31
        Doroto, a jak przekonałaś swoje dzieciaki do wyżerania sałaty? ;-) Znasz jakieś
        wyjątkowe techniki na zrobienie dzieci warzywożernymi, niegrymaszącymi
        wszystkojadkami? :-)
        • bobralus Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 20.10.08, 19:37
          wiem, ze nie na temat, ale ja bym takich rodzicow przez kolano i sprala na
          kwasne jablko. jak mozna doprowadzic do tego, ze dziecko je jeden rodzaj kupnej
          pizzy i nie zje normalnego indyka? moze podejscie rodzica pt. "jak udalo ci sie
          namowic swoje dziecko do jedzenia salaty" ma wlasnie takie skutki? bo jezeli
          rodzic sam nie lubi albo wpaja dziecku, ze je niedobra salate za kare, to potem
          sa takie skutki? bo przeciez dzieci nie rodza sie w pudelkach do odgrzewania w
          mikrofali tylko w jakiejs rodzinie i rozumiem, z emoga miec rozne preferencje
          ludzie, ale to co tu przeczytalam po prostu mnie zwalilo z nog. przeciez to jest
          howanie schorowanych, otylych i nieszczesliwych ludzi. koszmar. dla takich
          rodzin powinno sie wyznaczac kuratora, bo to jakas patologia.
          • dorota.alex Re: Zapraszam znajomych na kolacje... 21.10.08, 10:16
            Nie wiem co robie inaczej niz rodzice dzieci niejadajacych zieleniny.
            Moi uwielbiaja salate, wyjadaja mi bazylie z doniczki, koperek,
            pietruszka, starszy zajada sie kanapkami z czosnkiem (ostatnie
            zamowienie: mama, kiedy zrobisz paste z fasoli z czosnkiem?). Mam
            mieszane uczucia jak zaczynaja wcinac surowego brokula (ciesza sie, ze
            jedza drzewo) O marchewce, papryce i pomidorach nawet nie wspominam -
            to oczywista oczywistosc :-) Jak ktos ich nie zna, to nie moze
            uwierzyc wlasnym oczom :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka