default
31.08.09, 08:47
Chodziłam, chodziłam do tego młodnika sosnowego i nic. A tu nagle, w
połowie zeszłego tygodnia - wysyp. Niestety nie miałam aparatu na
chodzie, więc tylko słowami opiszę - kilka (na razie !) słoiczków
marynowanych. To te mniejsze, młode, jędrne sztuki. Zupa - większe,
takie trochę klapciate, przesmażone z cebulką, potem troszkę wody,
ziemniaczków w kosteczkę, zaprawione śmietanką i odrobiną zakwasu
barszczowego. Ogonki - zmielone razem z mięsem cielęcym + drobiowym,
do tego jajko, bułka tarta, masa uformowana w małe kuleczki,
klopsiki usmażone na maśle, przełożone do sosu sporządzonego z
dalszego ciągu tych większych maślaków z cebulką. Uduszone łącznie i
podane z ryżem. Dziś mam jeszcze kilka takich trochę większych, mam
też pierś z kurczaka, pokroję ją na cienkie plastry, także cienko
pokroję maślaki, zwinę w takie a la krokiety, opanieruję i usmażę.
A do tego sałatka z surowej cukini, startej, polanej winegretem. Z
pomidorkiem malinowym.