Byłam w sobotę na koncercie Łoskotu w gdańskim klubie "Żak", poprzednio zespół
ten słyszałam jakieś 3,5 roku temu, gdy dopiero zaczynałam przygode z jazzem i
z koleżanką wkradłyśmy się na festiwal jazzowy w Koleczkowie, do domu Andrzeja
Umiastowskiego, bo nie wiedziałyśmy, że to tylko dla zaproszonych jego
prywatnych gości jego prywatny festiwal (swoją drogą świetny malarz!), ale
chciałam przejść do rzeczy

Zaczeli grać kolo 2-3 nad ranem, wtedy po raz
pierwszy ujrzałam Olo Walickiego i już wiedziałam, że to miłość po sam grób

Z muzyki zapamiętałam tylko, że było ciężko i transowo i jakaś podejrzana
kobieta tańczyła jakoś bardzo podejrzanie do ich muzyki o tak późnej godzinie.
A teraz wybrałam się na koncert w ramach trasy koncertowej ich po Polsce, moze
ktoś z Was też miał tę przyjemność? Bardzo chciałabym usłyszeć Wasze wrażenia,
bo osobiście zaczarowana zostałam na koncercie, przez jego większa część do
twarzy przyklejony miałam jakis tajemniczy uśmiech, a z sali wyszłam w stanie
błogiego upojenia i nie pamiętam, kiedy ostatnio muzyka zrobiła na mnie tak
wielkie wrażenie. Być może w domu dla relaksu nie byłabym w stanie słuchać tej
muzyki z płyt, ale na koncercie było po prostu pięknie ...
I sama się sobie dziwię, bo zawsze najlepiej odnajdywałam się w brzmieniach
mainstreamowych, a tu proszę, nagle yass wpadł mi w ucho
pozdrawiam cieplo i serdecznie