Stwierdziłem jakiś tydzień temu, że może by przez chwilę poodpoczywać od
chłopaków z gitarami, zespołów z "the" na początku i "s" na końcu, i tym
podobnych. I przypomniało mi się, że jakiś czas wstecz widziałem w jakimś
brytyjskim czasopiśmie reklamówkę, która mnie zaintrygowała, a na której to
było napisane:
"the best British singer-songwriter of the last 10 years"
"truly exceptional"
i takie tam...
Kobieta nazywa się Thea Gilmore, jest z Oxfordu i ma bodajże 23 lata, a już
kilka płyt na koncie. Ja zapoznałem się z ostatnią, wydaną w sierpniu
2003 "Avalanche" i muszę przyznać, że podoba mi się ta ucieczka od (jakże
lubianych na naszym forum

) rzępolących rokendrolowców.
Thea Gilmore to niby nic więcej jak takie przyjemne, ale niespecjalnie
odkrywcze poprockowe granie. A jednak umie dziewczyna pisać kapitalne moim
zdaniem piosenki, żeby wymienić chociażby bardzo przebojowe "Heads Will Roll"
(przyznam się, że dziś już słucham tej piosenki chyba piąty raz) i "Have You
Heard" czy poruszająco piękne, balladowe "God Knows". Do tego ma naprawdę
ładny głos, który wyśpiewuje wszystko wspaniałą angielszczyzną (co mi się
bardzo podoba

). Nie znam się kompletnie na śpiewających kobietach (inny
kolega tutaj od tego jest), ale Thea jest chyba naprawdę w porządku. Polecam.
Już trochę odchamiony ilhan