Dodaj do ulubionych

PO bez prawej nogi

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.07, 22:19
PO bez prawej nogi

Liderzy Platformy Obywatelskiej mają nowych przyjaciół
Usunięcie z list wyborczych konserwatywnych działaczy partii to rzucenie się w
ramiona Aleksandra Kwaśniewskiego.
Kamionka, niewielka śląska miejscowość leżąca na trasie Gliwice–Mikołów. Tuż
przy głównej szosie stoi popularny góralski zajazd. Kilkudziesięcioosobowa
grupa gości doskonale bawi się przy piwie i zakąskach. To radni Platformy
Obywatelskiej zacieśniają towarzyskie więzi ze swoimi nowymi kolegami
postkomunistami. Przy jednym stole siedzą dawny opozycjonista z lat 80. Piotr
Zienc i były minister w rządzie Mieczysława Rakowskiego Michał Czarski.
Atmosfera jest wyśmienita. Panowie dzielą stanowiska w śląskim sejmiku.


Grzegorz Schetyna, fot. TVN24



Liczą, że uda im się odwołać marszałka województwa. O tym, że Czarski mógłby
zostać przewodniczącym sejmiku, mówiło się głośno już podczas Rady Regionalnej
PO w marcu. Niestety konserwatywni działacze zrobili wówczas zbyt wiele szumu.
Od tego czasu minęło pół roku. Dziś nie ma ich już w partii. Nie ma ludzi,
którzy przypominaliby o "solidarnościowych" wartościach. Są za to wspólne
interesy z LiD.

Liczy się biznes

Sytuacja podobna do tej, z którą mamy obecnie do czynienia na Śląsku, może już
niedługo powtórzyć się na szczeblu krajowym. Kierownictwo Platformy
Obywatelskiej po ostatecznym wycięciu konserwatywnego skrzydła partii zawrze
koalicję z postkomunistyczną lewicą.

Przyczyna ta sama – zdominowanie kierownictwa PO przez tzw. środowisko
biznesowe. Pojawiło się ono w 2005 r. za sprawą sekretarza generalnego PO
Grzegorza Schetyny. Tuż przed wyborami parlamentarnymi Schetyna jeździł po
kraju i układał listy, wyrzucając z nich ludzi Jana Rokity. Na ich miejscu
umieszczał swoich, często miernych, lecz zaufanych. Zazwyczaj lokalnych
biznesmenów lub urzędników mocno osadzonych w realiach kapitalizmu
politycznego. Stąd w Platformie można dziś częściej spotkać ludzi pokroju
Janusza Palikota niż Liliany Sonik, byłej opozycjonistki wykreślonej swego
czasu z krakowskiej listy PO. Dlaczego to środowisko pozbywa się
konserwatywnego skrzydła partii i dąży do układu z lewicą? – Ekipa Schetyny
nie ma ani wrogów, ani przyjaciół, ona ma interesy – komentuje jeden z
wielkopolskich radnych PO.

Kontakty biznesowe polityków Platformy z lewicą nie są niczym nowym. O
interesach Grzegorza Schetyny z posłem SLD Janem Chaładajem i Jerzym
Szmajdzińskim we Wrocławiu krążą od lat legendy.

Robienie wspólnych interesów w polityce będzie więc naturalną konsekwencją ich
obecności w biznesie. Szczególnie że obydwa środowiska preferują gospodarczy
system III RP. Konserwatystom z Platformy nie uśmiecha się flirt z
postkomunistami. Oni zdecydowanie woleliby doprowadzić do powstania POPiS.
Tego jednak nie chce środowisko Schetyny. To właśnie ono miało doprowadzić do
ostatecznego fiaska rozmów koalicyjnych między PO i PiS. Nie zgadzało się
bowiem na objęcie przez Prawo i Sprawiedliwość Ministerstwa Sprawiedliwości
oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Politycy Platformy
podczas negocjacji mieli twierdzić, że wynika to z ich obawy o własne
bezpieczeństwo. Czego mogli się obawiać? Można tylko domniemywać.

Rokosz pławnowicki

Faktem jest, że skrzydło konserwatywne stało się ofiarą POPiS.

Z jednej strony – bliskie ideowo PiS zmuszone było uczestniczyć w
antypisowskim spektaklu nienawiści, z drugiej zaś wymagano od niego, by
biernie przyglądało się otwieraniu na sojusz z postkomunistami. Gdy doszło do
oficjalnej koalicji PO z LiD w warszawskim samorządzie, głośno protestowało.
Gdy do analogicznego mariażu jak ten w Warszawie zaczęły się szykować
wojewódzkie władze PO na Śląsku, wznieciło bunt. Marszałek województwa Janusz
Moszyński i jego polityczny patron, prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz
zdecydowali się bez zgody władz krajowych zorganizować w Pławnowicach
konwencję programową PO. Główną rolę miał tam odgrywać Jan Rokita, a jej
przedmiotem miały być różnice programowe wewnątrz ugrupowania. Nieoficjalnie
mówiło się, że pławnowickie spotkanie ma być przyczynkiem do głębokiej krytyki
polityki Donalda Tuska. Przewidziane na 23 marca nigdy jednak nie doszło do
skutku. Władze partii kategorycznie zabroniły jego organizacji. Moszyńskiego i
Frankiewicza zawieszono w prawach członkowskich.
SIO z PO

Zygmunt Frankiewicz po kilku tygodniach wrócił skruszony na łono ugrupowania.
Janusza Moszyńskiego władze partii skazały natomiast na polityczną banicję.
Efektem konfrontacyjnej postawy Moszyńskiego wobec władz PO był złożony 21
maja wniosek radnych Platformy o odwołanie go z funkcji marszałka województwa.

– Wybroniliśmy marszałka. Jego odwołanie miało bowiem służyć przewodniczącemu
śląskiej PO do wpuszczenia postkomunistów na samorządowe salony. Nie mogliśmy
do tego dopuścić – tłumaczy przewodniczący klubu PiS w śląskim sejmiku Jacek
Świetlicki.

– Fraternizowanie się Platformy ze spadkobiercami morderców z "Wujka" budzi w
nas głęboki niesmak – dodaje. Gdy pod koniec czerwca Platforma podpisała umowę
koalicyjną z LiD, Moszyński wraz z kilkoma radnymi sejmiku opuścił jej
szeregi. 27 sierpnia w tym samym pałacyku w Pławnowicach, w którym miała się
odbyć marcowa konwencja Platformy, Moszyński powołał do życia Samorządową
Inicjatywę Obywatelską. Wśród założycieli tego stowarzyszenia znalazło się
prawie 40 prezydentów miast, burmistrzów, starostów, wójtów i radnych z
województwa śląskiego. Pośród nich tak znane postacie jak Ludgarda Buzek,
prezydent Katowic Piotr Uszok, prezydent Zabrza Małgorzata Szulik, prezydent
Rybnika Adam Fudali czy wyrzucony dwa lata wcześniej z PO burmistrz Żywca
Antoni Szlagor.

Gościem zebrania założycielskiego był prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz.

Większość członków SIO to dawni działacze AWS i Platformy Obywatelskiej.
Deklarują przywiązanie do wartości centroprawicowych. Pytani, czy SIO może w
przyszłości przekształcić się w ogólnopolską partię polityczną, zaprzeczają.
Nie ukrywają jednak, że ich środowisko mogłoby stanowić naturalne zaplecze dla
nowego ugrupowania politycznego, lokującego się między PiS a PO.

Partia niesamorządna

Mówi się o tym od dłuższego czasu. Często podkreśla się, że nowe ugrupowanie
mogłoby powstać z konserwatywnego skrzydła PO oraz liberalnej części PiS. W
roli lidera najczęściej stawiany był do tej pory Jan Rokita. Dziś już wiemy,
że zadeklarował on wycofanie się z polityki. Czy jest to prawdziwa deklaracja?
Być może tak. Łatwiej jednak uwierzyć w to, że Rokita udał się do politycznego
czyśćca. Pragnie zrzucić z siebie dotychczasowy kostium Platformy i w aurze
niezależności zaangażować się w nowy polityczny projekt.

Jan Rokita utożsamiany był dotychczas z konserwatywnym skrzydłem Platformy,
był jego symbolem. Niemniej jednak konserwatywne skrzydło PO to nie polityczny
singiel Rokita. To przede wszystkim silna grupa samorządowców. Często używa
się wobec nich sformułowania "grupa prezydencka", przewodzą jej bowiem
cieszący się olbrzymią popularnością prezydenci dużych i średnich miast.
Czołową postacią w tym środowisku jest prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz,
niedoszły organizator pławnowickiej konwencji.

Frankiewicz funkcję prezydenta sprawuje nieprzerwanie od 1993 r. Ostatnie
wybory wygrał w pierwszej turze z wynikiem blisko 56 proc. To on budował
struktury Platformy na Śląsku. To on był jedną z twarzy jej telewizyjnej
kampanii. To od niego niejednokrotnie zależało, kto będzie posłem, radnym,
starostą czy marszałkiem województwa. Gdy więc dwa tygodnie temu ogłosił chęć
kandydowania do sejmu, wzbudziło to nie lada sensację. Decyzja ta oznaczała
bowiem porzucenie roli wpływowego lokalnego barona politycznego na rzecz
wątpliwej pozycji parlamentarzysty. – Prawdą jest, że moja obecność w
parlamencie wzmocniłaby środowisko konserwatywne, a ja dążyłbym bardziej do
koalicji z PiS niż z LiD –
Obserwuj wątek
    • Gość: PO i SLD rządzi Re: PO bez prawej nogi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.07, 22:46
      12 września okazało się jednak, że zarząd regionu śląskiego Platformy
      zadecydował o nieuwzględnianiu kandydatury Frankiewicza na listach wyborczych.
      Podobnie uczynił z posłanką Ewą Więckowską i Elżbietą Pierzchałą. Obie należały
      do środowiska kontestującego obecny układ władzy w PO i blisko współpracowały z
      Frankiewiczem. – Nie poddamy się bez walki. To śmieszne, aby odrzucać ludzi
      zaproponowanych przez koła i powiaty, posiadających duże zaplecze samorządowe.
      To jest wbrew hasłom głoszonym przez PO. To ma być partia samorządna? –
      komentuje swoją sytuację Więckowska. – "Środowisko prezydenckie" mogło
      skutecznie zagrozić rządom Tuska i Schetyny, stanowiło dla nich realną
      alternatywę. Dlatego jest wypychane z Platformy – tłumaczy politolog dr Marek
      Migalski.

      Wydaje się, że los konserwatystów z PO jest już przesądzony. Wraz z ich
      odejściem Platforma pozbywa się hamulca, głęboko zarzuconej kotwicy wartości,
      która nie pozwalała dryfować jej w stronę lewicy. Nie oznacza to wcale, że
      znikną oni ze sceny politycznej. Mocno zakorzenieni w samorządzie, posiadający
      zaplecze finansowe i znane nazwiska, będą czekać na swój czas. Platforma
      natomiast, pozbywając się swojego naturalnego zaplecza i odwracając od trwałych
      wartości, ma duże szanse podzielić losy Unii Wolności.

      wiadomosci.onet.pl/1438670,2677,1,kioskart.html
    • Gość: h Re: PO bez prawej nogi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.07, 10:55
      hop ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka