Dodaj do ulubionych

Kapuś polski

06.01.07, 15:04
Jednym z podstawowych narzedzi pracy operacyjnej SB byla zawsze agentura.
Przemiany ekonomiczne w latach 70., otwarcie na wspolprace z Zachodem w
zamian za oficjalne przyjecie nalozonych przez konferencje KBWE w Helsinkach
zobowiazan w kwestii przestrzegania praw czlowieka, paradoksalnie nastepowaly
z rozbudowa instytucjonalnego i ideologicznego monopolu PZPR, w czym do
dzisiaj widzi sie niezbedna cene na zgode Moskwy na gierkowska liberalizacje.
Trudniej jednak (w czasach gdy Gierkowi stawia sie pomniki) zauwazyc inne
zjawisko: przemiany lat 70. staly sie czynnikiem stymulujacym takze
rozbudowe „policyjnej Rzeczpospolitej Ludowej” i zwiekszenie kontroli nad
spoleczenstwem. Wyrazem tego byl dynamiczny wzrost liczby agentury
pozyskiwanej przez SB. Powstanie jawnych struktur opozycji, przelom
sierpniowy i burzliwa dekada lat 80. zintensyfikowaly tylko to zjawisko.
Rozmiary sieci agenturalnej wyraznie wzrastaly od polowy lat 70., osiagajac w
1976 r. ponad 20 tys TW, zwiekszajac sie srednio rocznie o 30% i osiagajac w
1984 r. ponad 69 tys, a w 1988 prawdopodobnie ok 100 tys TW.
Wynagradzaniu tej armii kapusiow sluzyl tzw. Fundusz operacyjny.

W latach 70. nie stosowano (lub stosowano rzadko) fizycznych metod rozprawy z
przeciwnikami politycznymi. Dzialania SB koncentrowaly sie na operacyjnej
kontroli i dezintegracji wybranych srodowisk i osob. Podstawowym celem pracy
sieci agentury bylo zbieranie informacji,a jej elita uzywana byla do zadan
ofensywnych; dezinformacji,rozbijania grup opozycyjnych – czyli „uprzedzania”
i „zapobiegania” zjawiskom uznanym przez SB i jej mocodawcow z partii
komunistycznej za niebezpieczne dla systemu.

Co wtedy sklanialo do podjecia wspolpracy z SB? Mozna odpowiedziec, ze to, co
zawsze bylo wykorzystywane przez wszelkie policje polityczne. W omawianym
jednak okresie , brutalne srodki przymusu, stosowane zwlaszcza w latach 40.-
50. odgrywaly znacznie mniejsza role. Nadal z pewnoscia istotny byl szantaz,
jednak, jak sie zdaje, a co nawet dla historyka jest szczegolnie
przygnebiajace, najczesciej motywem wspolpracy byla chec wzmocnienia wlasnej
pozycji na drodze kariery. Olbrzymia czesc tajnych wspolpracownikow SB w
liberalnej epoce Gierka zgadzala sie na wspolprace dla osobistych korzysci –
w tym jak najbardziej wymiernych – za pieniadze po prostu.
Jak wskazuja oficjalne statystyki MSW w latach 70., a takze 80. wsrod
pozyskiwanej agentury rosl wyraznie udzial osob wspolpracujacych, jak to
oficjalnie okreslano „z pobudek patriotycznych” lub „obywatelskich”. Z
wewnetrznych sprawozdan MSW wynika, ze w latach 70. i 80. wiekszosc TW
zwerbowano na podstawie „wspolodpowiedzialnosci obywatelskiej”. W praktyce
oznaczalo to dobrowolna wspolprace, w zamian za ktora oczekiwano nie tylko
wynagrodzenia, ale i wsparcia ze strony policji politycznej i innych
instytucji systemu w robieniu kariery w warunkach poznego PRL. W 1980
r. „pozyskano” w ten sposob 64,6% nowych TW, w 1981 r. juz 87%, a np. W 1989
r. w pionie II az 95,5% nowych TW. Bylo to odwrocenie sytuacji z lat 40., gdy
70-80% agentow werbowano przy uzyciu materialow kompromitujacych (w 1981 r.
pozyskano tak zaledwie 2,3%, a w 1982 r. 3% nowych TW) Dane te stoja w
jaskrawej sprzecznosci z rozpowszechnionym do tej pory obrazem zlamanego i
zaszczutego czlowieka, ktory zostaje konfidentem jedynie pod brutalnym
naciskiem czy przy uzyciu przez bezpieke szantazu. Tak wiec zlamanych lub
szantazowanych zastapili w ostatnich dekadach PRL, glownie ambitni
karierowicze.

Wydaje sie wrecz, ze dla wielu osob nieraz dobrowolne przyjecie oferty
donoszenia na swoich bliskich i znajomych bylo elementem zyciowej strategii,
podobnie jak wstepowanie do PZPR, sposobem „ustawienia sie” na przyszlosc,
odniesienia „sukcesu” w warunkach PRL. Jak swiadczy wiele faktow zwiazanych
chocby z procedurami lustracyjnymi w III RP, a takze wbrew oficjalnym
przepisom wewnetrzym SB (np. Zarzadzenie 006/70) nieraz przyjecie czerwonej
legitymacji partyjnej laczono z podjeciem wspolpracy z SB jako tzw. „kontakt
operacyjny” lub w postaci wspolpracy z wywiadem badz kontrwywiadem, przy
okazji wyjazdow zagranicznych. *

*Henryk Glebocki „Policja tajna przy robocie”, Wydawnictwo Arkana Krakow 2005,

Dodajac do powyzszego obrazu „aktywnosci obywatelskiej” katolika polskiego,
ostatnimi laty naglasniane masowe donoszenie na siebie Polakow w czasie
okupacji niemieckiej, ktorego zwalczanie badz ograniczanie wiazalo gros sil
AK...
(Pomijam tu swiadome i celowe donoszenie do Gestapo przez PPR i jej agendy na
członkow niekomunistycznego podziemia zbrojnego)
Obserwuj wątek
    • basspl Re: Kapuś polski 06.01.07, 15:38
      Dziś lepiej nie jest.
      Za 5 zł wielu jest gotowych wykopać bliźniemu grób.
      I to jest ta sama moralność co agentów ubeckich.
      Co drugi gardłujący na forum, w pracy jest zwykłym szczurem bez kręgosłupa,
      zawsze płynącym z prądem gównem.
      Jak tacy święci są ci pełni oburzenia to czemu na codzień nie protestują
      przeciw jaskrawemu łamaniu prawa pracy czy też mobbingowi ?
      Łatwo bardzo pluć na innych i drzeć japę będąc anonimowym i nic nie ryzykując.

      "A Ty z daleka bo tak lepiej, i w razie czego nie tracisz nic, przeżyj to
      sam..."
      • swantevit Kapuś polski 07.01.07, 20:40
        W związku z tematem naszych rozważań nie można pominąć wypowiedzi Józefa
        Piłsudskiego, który powiedział o swoich rodakach: "...przyglądałem się bacznie,
        szukając ustawicznie stwierdzenia lub osłabienia prawdy, którą dotychczas, tzn.
        do roku 1918, spotykałem. Prawdy, że naród polski jest słaby wewnętrznie, (...)
        i dlatego łatwo służy obcym, dlatego nie widzi wstrętu do służby obcemu - a nie
        dla siebie jedynie - że zatem jest mniej wartościowy w porównaniu z innymi
        narodami, u których tego nie znajduję."8)
        Los oszczędził Piłsudskiemu widoku klęski wrześniowej i ohydy masowego
        donosicielstwa rodaków na rodaków do władz okupanta. Istnieje pokaźna liczba
        publikacji powojennych na ten temat, są raporty i dokumenty władz Polski
        Podziemnej, są liczne relacje ustne poszczególnych świadków. Cytuję dokumenty:
        Z raportu Komendy Okręgu Lubelskiego AK z 30 I 1942 roku: "Służalcy niemieccy:
        cały szereg podanych nazwisk świadczy o współpracy, przeważnie Polaków z
        Gestapo i policją niemiecką. Między nazwiskami są żony oficerów polskich."9)
        Sprawozdanie komendanta rejonu Zamość AK z 1 IX 1943: "Na terenie rejonu
        stwierdzono wielu szpiclów, przeważnie rekrutujących się z młodzieży
        gimnazjum."10) W styczniu 1944 komendant rejonu Biłgoraj donosił do Komendy
        Obwodu: "Gestapo rekrutuje swój wywiad przeważnie spośród miejscowych młodych
        panieniek."11) W rozkazie Obwodu Krasnystaw z 24 VI 1944 podana jest taka
        informacja: "W ostatnich dniach Gestapo wysłało w teren dużą ilość
        inteligentnych szpiclów celem dostarczenia dokładnych wiadomości co do spraw
        wojskowych i politycznych w naszym obwodzie. (...) Będą zachowywali się jak
        bardzo dobrzy Polacy, pragnący walki z okupantem i odrodzenia niepodległości
        Polski."12)
        Inteligentów do szpiclowania dostarczyła Niemcom inteligencja polska. To
        Lubelskie. W Krakowskiem widział to samo prof. Wyka: "Lichota materiału
        ludzkiego, oto codzienne, paskudne doświadczenie tych okolic. (...) Od
        pierwszych dni wkroczenia Niemców obserwujesz tę plagę, nie możesz się z nią
        oswoić i nie umiesz wytłumaczyć jej przyczyny. Fakty zaś są takie - wybieram
        skromną cząstkę z obfitego łańcucha: oto żona biegnie na komendę niemiecką ze
        skargą na swojego męża, że ten posiada broń, że słucha radia, że obraża
        Hitlera. Następuje rewizja, wszystko na szczęście okazuje się kłamstwem. (...)
        Oto baba wiejska przybiega z wieścią, że proboszcz miejscowy oddał wprawdzie
        stary aparat radiowy, ale nowy ma schowany w łóżku i stale słucha radia. Oto
        inna baba wnosi dokładnie napisane pismo, że sołtys miejscowy wie o ukrywaniu
        się we wsi działaczy śląskich, którzy mieszkają u takich a takich gospodarzy -
        z nazwiskami. Oto dawny zarządca lasów, zgłaszając się do współpracy z
        okupantami, przedstawia im ludzi niepewnych spośród dotychczasowego zarządu
        dóbr. Oto żaden kupiec, który najcenniejsze towary przed ucieczką dobrze
        zamurował, nie znalazł swojego dobytku, bo ten sam mistrz kielni, który
        murował, pobiegł i pokazał, gdzie należy odmurować.
        Wszystkie klasy, wszystkie warstwy zgodnie współpracują. Inteligent, który
        ongiś przeczytał Mein Kampf, rzemieślnik, chłop (...) Niemcy to widzą - w
        geście, w psim spojrzeniu, w lizusowskim i obleśnym uśmiechu, w ogniu do
        papierosa, który na wyścigi wylatuje z kilku naraz kieszeni... (...) Tak
        zachowuje się wieś, tak miejski żółtek na sklepiku z trzema półkami, tak
        inteligent prowincjonalny. Te same anarchiczne, rozsadzające wady charakteru
        szlachty polskiej powtarzają się wśród ludu, miasteczkowego i miejskiego
        prostactwa i inteligencji tych okolic. Czyżby charakter narodowy, szczególnie
        jego niedostatek, był trwalszym od historii i odradzał się w warstwach, które z
        pozoru powinny być wolne od tych niedostatków, albowiem historycznie w nich nie
        uczestniczyły? Ci ludzie na swoim maleńkim podwórku czynią to samo, co magnaci
        osiemnastowieczni odwołujący się do cudzych potęg, potulni wobec nich,
        anarchiczni wobec władzy własnej."13)
        Tak, to prawda, że warstwy nieszlacheckie w herbowej anarchii nie
        uczestniczyły. Uczestniczyły natomiast, i to jak najbardziej, w postaci surowca
        w perpetuum mobile katolickiej wytwórni charakterów, która miała monopol na
        produkt. Ten produkt - to katolik, a w lepszym gatunku: polakatolik, mógł mieć
        wszelkie przymioty prócz godności narodowej czy w ogóle godności ludzkiej.
        Jeden taki specimen pozwolę sobie zaprezentować Czytelnikom na podstawie
        opowiadania pani K., którą poznałem po wojnie we Wrocławiu.
        Małżeństwo K. mieszkało przed wojną w Inowrocławiu. W czasie okupacji zostało
        stamtąd wysiedlone przez Niemców i osiadło w Krakowie. Pan K., człowiek rzutki,
        rychło urządził się w tym mieście i wysiedleni żyli względnie dostatnio jak na
        warunki okupacyjne. W domu, w którym zamieszkali, mieszkała o piętro niżej wraz
        z córką wdowa po sędzi. Córka, pracownica jakiegoś biura niemieckiego, za
        popełnione tam nadużycia odsiadywała wyrok w więzieniu. Samotna wdowa, nazwijmy
        ją Anna Kłodnicka, była katoliczką bardzo pobożną, codziennie chodziła na mszę,
        często przystępowała do komunii. Była też częstym gościem u pani K., która
        pomagała materialnie ubogiej sąsiadce. Pewnego dnia zjawia się u pani K.
        Niemiec z Kripo (Kriminalpolizei), robi rewizję i nie znalazłszy czego szukał
        poleca rewidowanej zgłosić się do biura Kripo przy ul. Na Szlaku. Gdy po
        godzinie pani K. zgłosiła się tam, Niemiec, ten sam co ją rewidował, pokazuje
        jej jakiś papier: "Lesen Sie, bitte." Był to donos, że pani K. handluje złotem
        i biżuterią. Donos podpisała Anna Kłodnicka! Otóż gdy profesor Wyka, naukowiec,
        stwierdza lichotę obserwowanego przez siebie materiału ludzkiego i decyduje się
        na skojarzenie tej lichoty z charakterem narodowym, to można by się dziwić -
        dlaczego zatrzymał się przed dalszym logicznym ogniwem skojarzeń i nie dotarł
        do wytwórni charakterów w Polsce, do katolicyzmu. Można by - gdyby ktoś
        zapomniał, że temat katolicyzmu jako genezy charakteru narodowego jest w Polsce
        absolutnym tabu, o którym już wyżej była mowa.
      • angrusz Re: Kapuś polski 28.01.07, 12:15
        Wiem , że ktoś kapował na mnie i kapusie byli ? Zaszkodzili mi to wiem . Ale
        nie może byc tak by to oni teraz wygodnie żyly brali emeryturki a ja cierpiał
        niedostatek .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka