Dodaj do ulubionych

trochę nadziei

20.05.09, 11:35

Trzy miesiące temu zmarła moja córka. Agnieszka miała 21 lat. Od
ponad dwóch miesięcy zaglądam na to forum. Chciałam wielokrotnie
napisać o swoim cierpieniu. Za kazdym razem, kiedy już nawet
napisałam, rezygnowałam z wysłania.

Wczoraj dokonałam tutaj dwóch wpisów. A dzisiaj piszę. Aż sie sobie
dziwię. Najpierwsz chcę powidziec wszystkim OSOBOM, które tu piszą.
To ważne. Duzo osob to czyta. To w jakiś sposob pomaga. Najbardziej
pomagają te wypowiedzi, które dają nandzieję.

Nie wiem po co to wszystko piszę. Bólu we mnie i rozpaczy jest
dużo. Ale też rodzi sie nadzieja. Jest małe światło, ktore mówi, że
trzeba dalej zyć jakby na przekór nieszczęściu, które nas dopadło.

Jestem bardzo skryta. Wszystko chowam do wewnątrz. Może to jakiś
przełom, że po tylu próbach odważyłam się napisać.


Obserwuj wątek
    • jower Re: trochę nadziei 20.05.09, 12:30
      Kasiu, z bólem serca witamy Cię w naszym gronie. W naszej grupie wsparcia,
      dzięki której odnajdujemy czasem światełko w tunelu naszej rozpaczy. Pisz, to
      czasem pomaga, kiedy uda się "wylać" z siebie trochę bólu, żalu, tęsknoty...
      Serce się kraje, gdy przybywa kolejna osierocona mama...
      • osmiorniczka030 Re: trochę nadziei 20.05.09, 12:47
        I ja Cie witam w naszym gronie!

        Od smierci mojego Taty minelo poltora roku. Wszyscy juz zapomnieli,
        a moj bol wcale nie jest mniejszy. Moje zycie sie zatrzymalo na
        tamtym wydarzeniu. To jedyne miejsce, gdzie moge o tym swobodnie
        porozmawiac, gdzie sa ludzie, ktorzy mnie rozumieja, tak, jak ja
        rozumiem ich, gdzie moge wciaz plakac... Wtedy mam wiecej sily, by
        nosic na twarzy swoja kamienna maske, bo tak, jak Ty jestem osoba
        bardzo skryta.

        Zapraszamy do nas! Odwagi!

        Pozdrawiam.

      • halas1961 Re: trochę nadziei 20.05.09, 20:48
        Kasiu nie trzeba się bac. Nie trzeba sie zastanawiać nad tym jak zostanie
        odebrane to co napiszesz. Pisz i wysyłaj, bez zastanowienia. Ja tak robie, pisze
        to co mam akurat w głowie, w myślach, w sercu. I to jest tez pewna terapia, to
        jest nasza żaloba, nasze przezywanie bólu, którego nie jest w stanie zrozumiec
        nikt kto tego nie doswiadczył. Kasiu, Twoja Agnieszka zapewne jest obok kiedy
        jestes w potrzebie. twoja Agnieszka tak jak inne dzieci pilnuje swojej mamy, aby
        dała rade nieść ten krzyż. Wiem co piszę, bo widac to po tym co Ty napisałas.
        Jesli widzisz nadzieje w niektórych wpisach to jest super, to jest bardzo
        dobrze. Wszak to tylko droga, tylko droga. Czasem niezwykle kreta, po cierniach
        ale prowadzi wszystkich w to samo miejsce. Jedni trafiaja tam szybciej , inni po
        długich poszukiwaniach. Mam nadzieję ze wierzysz tak jak i ja ze Agnieszka Cie
        powita, ze Agnieszka załatwi fajne miejsce u PAna dla mamy. Bo ja to wiem, ze
        moja Agatka tam juz zadba:) Może nie trafie tam od razu, moze będe musiała pobyć
        jakis czas w poczekalni(czyśćcu?)ale mam niezłomna wiarę ,ze ja spotkam. Mam
        rowniez nizmienną wiarę ze jest szczęśliwa i tak samo pewnie Twoja córenka
        Pozdrawiam
        Halina-mama Agatki
        • katarzyna187 Re: trochę nadziei 20.05.09, 22:45

          Dziękuję WSZYSTKIM za słowa otuchy i powitania. Tak dużo mam do
          napisania. Nie wiem czy się odważę. Może za kilka dni, a może już
          jutro.
          Raz jeszcze dziękuję za słowa otuchy. To naprawdę pomaga.
          Pozdrawiam
        • grazyna1965 Re: trochę nadziei 20.05.09, 22:56
          Kasiu,jesteś kolejną mamą z pękniętym sercem. Ja tutaj znalazłam
          ludzi, którzy rozumieją co przeżywam bo tak jak ja są w rozpaczy. To
          tutaj mogę ,,rozmawiać" o tym jak sobie radzę, a raczej ,,nie radzę"
          po smierci mojej Patryni. To tutaj szukam nadziei, pocieszenia albo
          najzwyczajniej wygadania się o tym jak bardzo mi źle. Moja Patrynia
          zginęła w wypadku samochodowym, 3 lutgo 2008 r. Dzisiaj mija 15
          miesięcy i 17 dni od śmierci mojej córci. Nie jest lepiej, czas nie
          pomaga. Tęsknota jest z każdym dniem większa. Ale uczę się każdego
          dnia jak przeżyć. Mam raz lepsze, raz gorsze dni. Mój dzień to praca
          od rana do wieczora, ccmentarz i dom. I tak od wrześna ubiegłego
          roku, odkąd wróciłam do pracy. Przez pierwsze pół roku byłam wrakiem
          człowieka, nie chciałam pracować, nie wychodziłam do sklepu, nie
          rozmawiałam z ludźmi. Psychiatra, psycholog..dopiero po pół roku
          odwazyłam się wrócić do pracy. To była chyba najlepsza decyzja bo
          dziś, z perspektywy tych kilunastu miesięcy, widzę jak ogromny
          zrobłam krok...pracuję, robię zakupy, rozmawiam z ludźmi, wyjeżdżam
          służbowo. Nadal mam kryzysy, załamania, ale już wiem, że tak już
          będzie wyglądało moje życie.Góra, dół..góra, dół. Kiedy czuję, że
          zapadam się to wiem już gdzie mogę o tym rozmawiać. Tutaj. Czasami
          mam dni kiedy nic nie mogę pisać..ale czytam. To też pomaga. W pracy
          muszę być silna, nie mogę pozwolić sobie na słabość. Dlatego też
          podzieliłam swoje życie na dwie części. W pracy jestem silna bo taką
          chcą mnie widzieć ludzie. W domu mogę sobie pozwolić na wszystko.
          Jesteśmy z mężem sami, Patrynia to nasze jedyne dziecko, nie muszę
          tutaj grać tej ,,silnej".Nie wiem jak będzie dalej, ale staram się
          żyć z dnia na dzień, nie planuję niczego. Moim wyzwaniem jest
          przezycie kolejnego dnia bez mojej Patryni. A reszta w rękach Boga.
          Pozdrawiam Cię Kasiu
          Grażyna, mama Patryni
    • 999mamuska Re: trochę nadziei 21.05.09, 20:00
      Witaj wśród nas,matek,które musiały pożegnać na zawsze swoje dzieci.Wszystkie
      chciałybyśmy,aby takich matek było jak najmniej,ale życie jest okrutne,wystarczy
      poczytać forum.Podobnie jak Ty jestem osobą skrytą,nie potrafię przelać
      wszystkiego co czuję,ale wiem,że tutaj znajduję zrozumienie-cokolwiek
      napiszę,wiem,że ktoś tutaj potrafi mnie zrozumieć,pomóc dobrym słowem,kiedy jest
      naprawdę bardzo źle.Bywają dni,że tylko czytam,czasem coś napiszę.Ale zawsze
      jest lżej,tym bardziej,że nikt z najbliższego otoczenie nie jest w stanie mnie
      tak zrozumieć jak forumowicze.Los mnie bardzo doświadczył-wcześnie straciłam
      męża,sama wychowywałam dzieci-to był sens mojego życia.Później trzeba było
      zaopiekować się mamą,która powoli traciła wzrok,miała połamane oba stawy
      biodrowe,więc trudno było jej się poruszać.Choroba córki,walka z rakiem,choroba
      mamy-skąd starczało na to sił,po nieprzespanych nocach praca-musiałam utrzymywać
      rodzinę...2 marca 2008 roku odeszła córka,12 lipca-mama.
      Byliśmy wspaniałą,kochającą i szanującą się rodziną-zostaliśmy we dwoje z synem
      i oboje nie możemy się z tym bólem uporać.
      Będziemy Cię wspierać na forum,pisz,kiedy tylko poczujesz taką potrzebę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka