pimpusia77
27.04.10, 17:05
Może tytuł wątku brzmi jak żart ale mamy z tym ogromny problem...
Kaźdy z nas rodzi się z określonym temperamentem i zestawem cech
osobowości... nasz synek jest właśnie typem buntownika-anarchisty.
Jest bardzo uparty, dość nerwowy, wrażliwy, płaczliwy- jeśli coś nie
idzie po jego myśli. Jeśli wszystko układa się według niego
pomyślnie to jest wesoły, radnosny, uśmiechnięty i przesłodki. Jest
bardzo inteligentny, ma ogromną wiedzę jak na swój wiek i zestaw
argumentów przygotowany na każdą okazję... Nie działają na niego
żadne "sztuczki" jakie można zastosować wobec innych dzieci:
zagadywanie, odwracanie uwagi, rywalizacja, nagradzanie, zbieranie
punkcików, namawianie... Panie przedszkolanki z 30 letnim
doświadczeniem rozkładają ręce i nie są w stanie przeforsować
swojego zdania... W domu mamy podobny problem: jak się synek na coś
uprze to trzeba na prawdę bardzo, bardzo ciężko "pracować" aby
zmienił zdanie. Chcę zaznaczyć, że staramy się być konsekwentni. Nie
pozwalamy wymuszać i terroryzować nas ale o ile my w domu mamy czas
aby czekać pół godziny aż mu przejdzie histeria i łaskawie się
ubierze o tyle panie w przedszkolu nie mogą sobie pozwolić na
poświęcenie jednemu dziecku aż tyle uwagi i tyle czasu...
Z czym są najcześciej problemy? Proste- z robieniem czegokolwiek na
co on nie ma ochoty... Poranne ubieranie się- on się woli bawić.
Jedzenie- on woli być karmiony bo wtedy ma wolne ręce i może się
bawić. Kąpanie- nie ma czasu bo chce się bawić. Mycie rąk- nie, bo
nie lubi. Zabawy w kółku z innymi dziećmi- nie lubi. Ubieranie się
na dwór- nie ma ochoty iść na dwór tyko chce się bawić w
domu/przedszkolu. Rysowanie- nie lubi. I tak mogłabym wymieniać bez
końca.... W domu wygląda to tak, że np. nie chce się ubrać- daję mu
czas 5 minut jak się w tym czasie nie ubierze (a trzeba wychodzić do
przedszkola) to za karę nie odprowadza go do przedszkola żadna
zabawka (on to bardzo lubi). Czasami to działa a czasami muszę
ubierać na siłę i pomimo ryków, histerii dotrzymuję obiecanej kary.
W przedszkolu wszystkie dzieci są ubrane, czekają aby wyjść na dwór
a mój syn stoi i wyje, że on nie cche iść i się nie ubierze...
Dzieci się pocą, panie nie wiedzą jak go przekonać bo zostać sam w
szatni nie może- a jak mu się coś stanie?- więc ubierają na siłę.
Jak nie chce tańczyć/śwpiewać/ barć udziału w zajęciach grupowych to
panie już odpuszczają bo wiedzą, że nie ma siły, która go do tego
przekona... a ja później wysłuchuję, że on się alienuje, że nie
bierze udziału w zajęciach i inne dzieci naśladując jego zachowanie
też się buntują... oglądam później zdjęcia zrobione przez panią
telefonem komórkowym w ramach ciekawostki dla mnie jak inne dzieci
grzecznie robią kanapeczki a mój syn siedzi obrażony tyłem do stołu
i nie chce barć udziału w tej zabawie...
Synek nie lubi przedszkola bo musi tam robić rzeczy na które nie ma
ochoty np. leźakować. Ale twierdzi, że lubi panie przedszkolanki i
dzieciaki. Najczęściej idzie tam chętnie.
Będę bardzo wdzięczna za podpowiedź co z tym fantem zrobić... nam w
domu jest z nim cięźko. Walczymy codziennie o rzeczy, które inne
dzieci robią w sposób naturalny- np. mycie rąk, samodzielne
jedzenie, kąpiel, ubieranie się... Nie wiem jak mam mu wytłumaczyć
żeby słuchał się pań, nie robił o wszystko histerii i afery (panie
mówią o nim "beksa" bo on oczywiście płacze jak tylko cokolwiek nie
jest po jego myśli...). Wiem, że przedszkolanki popełniają wiele
błędów- chociażby to nawywanie go beksą ale z drugiej strony
rozumiem ich bezsilność...
Chciałam tylko zaznaczyć, że na szczęście nie każdy dzień tak
wygląda (bo chyba byśmy zwariowali). Czasami jest idealnie.
Zachowuje się normalnie tzn. próbuje się buntować ale szybko można
go jakoś przekonać. A czasami ma "zły dzień"... on sam tak nawet
mowi, że ma zły dzień i dlatego zachowuje się źle...
Staramy się mieć do niego jak najwięcej cierpliwości co jest
oczywiście arcytrudne... On jest taki od urodzenia...