Dodaj do ulubionych

4 letni anarchista w przedszkolu...

27.04.10, 17:05
Może tytuł wątku brzmi jak żart ale mamy z tym ogromny problem...
Kaźdy z nas rodzi się z określonym temperamentem i zestawem cech
osobowości... nasz synek jest właśnie typem buntownika-anarchisty.
Jest bardzo uparty, dość nerwowy, wrażliwy, płaczliwy- jeśli coś nie
idzie po jego myśli. Jeśli wszystko układa się według niego
pomyślnie to jest wesoły, radnosny, uśmiechnięty i przesłodki. Jest
bardzo inteligentny, ma ogromną wiedzę jak na swój wiek i zestaw
argumentów przygotowany na każdą okazję... Nie działają na niego
żadne "sztuczki" jakie można zastosować wobec innych dzieci:
zagadywanie, odwracanie uwagi, rywalizacja, nagradzanie, zbieranie
punkcików, namawianie... Panie przedszkolanki z 30 letnim
doświadczeniem rozkładają ręce i nie są w stanie przeforsować
swojego zdania... W domu mamy podobny problem: jak się synek na coś
uprze to trzeba na prawdę bardzo, bardzo ciężko "pracować" aby
zmienił zdanie. Chcę zaznaczyć, że staramy się być konsekwentni. Nie
pozwalamy wymuszać i terroryzować nas ale o ile my w domu mamy czas
aby czekać pół godziny aż mu przejdzie histeria i łaskawie się
ubierze o tyle panie w przedszkolu nie mogą sobie pozwolić na
poświęcenie jednemu dziecku aż tyle uwagi i tyle czasu...
Z czym są najcześciej problemy? Proste- z robieniem czegokolwiek na
co on nie ma ochoty... Poranne ubieranie się- on się woli bawić.
Jedzenie- on woli być karmiony bo wtedy ma wolne ręce i może się
bawić. Kąpanie- nie ma czasu bo chce się bawić. Mycie rąk- nie, bo
nie lubi. Zabawy w kółku z innymi dziećmi- nie lubi. Ubieranie się
na dwór- nie ma ochoty iść na dwór tyko chce się bawić w
domu/przedszkolu. Rysowanie- nie lubi. I tak mogłabym wymieniać bez
końca.... W domu wygląda to tak, że np. nie chce się ubrać- daję mu
czas 5 minut jak się w tym czasie nie ubierze (a trzeba wychodzić do
przedszkola) to za karę nie odprowadza go do przedszkola żadna
zabawka (on to bardzo lubi). Czasami to działa a czasami muszę
ubierać na siłę i pomimo ryków, histerii dotrzymuję obiecanej kary.
W przedszkolu wszystkie dzieci są ubrane, czekają aby wyjść na dwór
a mój syn stoi i wyje, że on nie cche iść i się nie ubierze...
Dzieci się pocą, panie nie wiedzą jak go przekonać bo zostać sam w
szatni nie może- a jak mu się coś stanie?- więc ubierają na siłę.
Jak nie chce tańczyć/śwpiewać/ barć udziału w zajęciach grupowych to
panie już odpuszczają bo wiedzą, że nie ma siły, która go do tego
przekona... a ja później wysłuchuję, że on się alienuje, że nie
bierze udziału w zajęciach i inne dzieci naśladując jego zachowanie
też się buntują... oglądam później zdjęcia zrobione przez panią
telefonem komórkowym w ramach ciekawostki dla mnie jak inne dzieci
grzecznie robią kanapeczki a mój syn siedzi obrażony tyłem do stołu
i nie chce barć udziału w tej zabawie...
Synek nie lubi przedszkola bo musi tam robić rzeczy na które nie ma
ochoty np. leźakować. Ale twierdzi, że lubi panie przedszkolanki i
dzieciaki. Najczęściej idzie tam chętnie.
Będę bardzo wdzięczna za podpowiedź co z tym fantem zrobić... nam w
domu jest z nim cięźko. Walczymy codziennie o rzeczy, które inne
dzieci robią w sposób naturalny- np. mycie rąk, samodzielne
jedzenie, kąpiel, ubieranie się... Nie wiem jak mam mu wytłumaczyć
żeby słuchał się pań, nie robił o wszystko histerii i afery (panie
mówią o nim "beksa" bo on oczywiście płacze jak tylko cokolwiek nie
jest po jego myśli...). Wiem, że przedszkolanki popełniają wiele
błędów- chociażby to nawywanie go beksą ale z drugiej strony
rozumiem ich bezsilność...
Chciałam tylko zaznaczyć, że na szczęście nie każdy dzień tak
wygląda (bo chyba byśmy zwariowali). Czasami jest idealnie.
Zachowuje się normalnie tzn. próbuje się buntować ale szybko można
go jakoś przekonać. A czasami ma "zły dzień"... on sam tak nawet
mowi, że ma zły dzień i dlatego zachowuje się źle...
Staramy się mieć do niego jak najwięcej cierpliwości co jest
oczywiście arcytrudne... On jest taki od urodzenia...
Obserwuj wątek
    • maajkuska Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 27.04.10, 17:38
      witam, to prawie jakbym czytała o swoim 3,5 letnim synu. Mieszkamy w Niemczech i
      chodzi do przedszkola 3 razy w tygodniu.
      Tez ma okropne napady wsiekłosci, nie słucha mnie i stawia na swoim. Ostatnio
      zaczął mi nawet uciekac. Mieszkamy w domu z ogrodem z wyjsciem na ulice. Nie
      pytajac mnie otwera furtke i jezdzi po chodniku wokoł domu. Jak go wołam zaczyna
      mnie wyganiac i wpada w histerie. Robi taki pokaz, ze nie wiem jak sie zachowac.
      Siłą sprowadzam go do domu. Dodam, ze mam jeszcze jedno młodsze dziecko i musze
      pilnowac obu. Boje sie zostawic starszego samego na ulicy - mowie tu o
      przypadkach kiedy nie moge z nim byc na dworzu.

      U nas jednak syn zachowuje sie bardzo dobrze w przedszkolu! Rozmawialam nawet z
      przedszkolanką. Twierdzi, ze wogile nie ma z nim probelmu. A co do takiego
      zachowania powidziala, ze to okres buntu i zupełnie normalna sprawa. Trzeba byc
      konsekwentnym, stawiac granice i ciagle powtarzac to samo. Dzieci powinny miec
      ustalony rytm dnia itd...
      Wszysko dobrze, tylko ja jestem u kresu sił. Mam wrazenie ze trace kontakt z
      synem, czasem zachowuje sie jakby byl szalony....
      Boli mnie to i boje sie, ze kiedys zrobi sobie krzywde. Ogolnie mi ciezko. Jest
      mądrym upartym chłopcem. Mąz twierdzi, ze inteligentne dzieci tak mają. W tym
      momencie to zadne dl amnie pocieszenie, bo strasznie sie z nim mecze.
      Jestem ciekawa czy ktos moze ma tego typu doswiadczenia, a najwazniejsze rady.
      A swoja drogą i tak wybieram sie do jakies poradni rodzinnej...
    • Gość: ia80 Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.10, 00:09
      Niestety od pieciu lat szukam odpowiedzi na te pytania : )
      U mnie z kolei chodzi o córkę. Znam to uczucie, kiedy z zazdrością
      patrzę, jak kolejne dzieci sprawnie i z uśmiechem ubierają się i idą
      do domu, a moje dziecko ma inne poważne zajęcia i niestety nie może
      się ubrać... Nie wspomnę o tym, co się dzieje w domu- kiedy
      dojeżdżamy do przedszkola czuję się, jak po twardych negocjacjach-
      jadę odpocząć do pracy. Nie pomagają, żedne dobre rady z poradników-
      punkty, znaczki, nagrody, zagadywanie i odwracanie uwagi moge sobie
      ćwiczyć na sobie, bo mojej córki to kompletnie nie rusza.
      Tylko w przedszkolu problemy są mniejsze- wydaje mi się, że po
      prostu dobrze trafiła- nikt jej nie próbował wtłoczyć na siłe w
      schemat przedszkolny. Na początku tolerowała tylko jedną osobę-
      pomoc przedszkolną i pozwolono jej spędzać cały dzień w towarzystwie
      tej pani- przez cztery miesiące towarzyszyła jej wszędzie, nie
      bawiła się z grupą, nie chciała wychodzić z dziećmi na dwór-
      pozwolono jej zostawać z tą panią w sali, gdy ta przygotowywała
      materiały do zajęć. Jestem za to ogromnie wdzięczna wychowawczyniom.
      Dziś po trzech latach sielanki nie ma- zmienia teksty piosenek w
      czasie przedstawień, albo ostentacyjnie milczy, nie chce robić
      ćwiczeń w książce, tylko zajmuje się układaniem pisaków na stole i
      nikt nie jest w stanie jej od tego oderwać. Nie urządza scen- raczej
      stawia bierny opór.
      Nie znam Twojego synka ale obserwując moją córkę zaobserwowałam, że
      w momencie, gdy ma się znaleźć w zbyt durzej grupie i nie daj Boże
      robić, to co inni- całą swoją energię wkłada w to aby się z tej
      grupy wyrwać, wyróżnić. Może w przypadku Twojego synka zabrakło
      takiego indywidualnego podejścia u tych pań. U nas, gdy córka
      zbuntowała się przeciwko nauce liter i robieniu ćwiczeń w
      książeczce do poprosiłam Panią, żeby wydawała dla córki
      indywidualne polecenia, a jak nadal bedzie problem, to żeby
      odpuściła i pozwoliła je samej włączyć się do zajęć. Trochę pomogło,
      a najśmieszniejsze jest to, że okazało się, że ten buntownik czyta i
      pisze, bo jak mi powiedziała akurat to jej się przyda ale reszta
      ćwiczeń jest do bani...

      dlatego chętnie podciągne wątek i poczekam na opinię Pani Ekspert.
      • krzysztom Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 30.04.10, 22:04
        Syn we wrzesniu będzie miał 5 lat. Do ok.3 lat wszystko było
        wspaniale,wiecznie uśmiechnięty,chętnie wykonujący drobne polecenia.
        Od 1.5 roku jest coraz gorzej. Jest niecierpliwy, nie słucha,
        podśmiechując się. Wymusza płaczem np.lody. W przedszkolu na
        przedstawieniu jako jedyny przeszkadza, w kościele kręci się, wszedł
        na ołtarz itd. Nie można z nim się bawić, bo zaraz zarzuca nie
        uczciwość. Jesteśmy nim zmęczeni. Zona przed porodem miała badania,
        które wykazały, że chłopak ma dodatkową orbitę chromosomu. Proszę o
        radę eksperta.
    • moyyra Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 30.04.10, 23:44
      4 rok to wiek rozchwiania emocjonalnego, buntu,
      moze syn ma jakieś zaburzenia z zakresu IS
      moze niektore zachowania moga podchodzić pod ZA

      ale to juz nie moja działka, trzeba by bylo isc do specjalisty

      sama czasem odpuszczam, najwyzej syn poniesie konsekwencje swojego postepowania

      • maajkuska Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 01.05.10, 13:13
        a co to IS, ZA????
        • krzysztom Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 01.05.10, 15:57
          Wpisz w Google i Ci wyskoczy.
          • agaciha Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 01.05.10, 18:00
            U mnie wyskoczylo...Izba Skarbowa :)
        • moyyra Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 03.05.10, 23:05
          IS- integracja sensoryczna
          ZA- Zespół Aspergera
    • Gość: ia80 Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.10, 07:03
      po prostu podbijam, bo nie doczekałyśmy się rady eksperta...
      • demonii.larua Re: ia80 06.05.10, 16:43
        Proszę uważnie przeczytać informację "na górze" forum:
        "Ekspert odpowiada trzy razy w tygodniu na wybrane wpisy.", proszę nie podbijać
        wątku.
    • pimpusia77 Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 07.05.10, 13:11
      podbijam wątek...
      Dzisiaj byłam w przedszkolu na zajęciach matematycznych i widziałam
      jak mój synek się zachowuje... wszystkie dzieci brały udział w tych
      zajęciach a on siedział biernie, z niechęcią lub wogóle nie
      wykonywał poleceń pani. Pani mnie troszkę wystraszyła, że podejście
      dziecka do zajęć odzwierciedla jego przyszłościowe podejście do
      pracy...
      Na koniec synek się rozpłakał, przybiegł do mnie i krzyczał, że chce
      do domu i mam go zabrać natychmiast. Później się uspokoił i cała
      grupa wyszła z sali...
      Pani dyrektor widzi problem- synek nie jest uspołeczniony a jego
      wychowawczyni twierdzi, że nie jest najgorzej i że widocznie ten
      proces u niego trwa wolniej i dłużej ale wszystkie panie zgodnie
      twierdzą, że ciężko sobie dać z nim radę, poskromić go, namówić do
      czegoś...
      Bardzo proszę o pomoc.
    • reni_78 Wielki Szacun !!! 07.05.10, 15:02

      Naprawdę, Wielki Szacun!
      Rzadko trafiam na Mamę, która pyta jak pomóc dziecku w kształtowaniu
      jego charakteru, szczególnie tego trudnego, w dodatku nie tylko
      współpracuje z przedszkolem, ale jeszcze umie zrozumieć i
      wytłumaczyć zachowanie wychowawczyń. Jestem pełna podziwu!
      Większość znanych mi mam zrzuca wszystko na 'po to taki wiek', 'po
      to tylko dziecko', 'głupie baby w przedszkolu ciągle się
      czepiają', 'głupie nauczycielki uwzięły się na moje dziecko' itp, a
      potem 'biją dzieci tylko w obronie własnej'...

      Byłam takim dzieckiem jak Twój Syn, i szczerze: Chciałabym mieć taką
      Mamę jak Ty! Taką co rozumie i próbuje pomóc! Nie wytyka, że wstyd
      się z nim pokazać, że diabeł go omotał, że jest wariat, że wszystko
      co złe, to w nim się skumulowało, że Bóg takim pomiotem skarał.
      Wiem, że Twoje dziecko będzie miało dużo lepsze życie niż ja i mnie
      podobni, gdy nie było odpowiednich źródeł wiedzy, choleryków unikało
      się jak ognia, a psycholog to tylko w domu dla obłąkanych. I choć
      moja Mama i tak była bardzo oczytana, i robiła wszystko najlepiej
      jak potrafiła, i szukała pomocy, to jednak odbiór społeczny był
      taki, jak opis powyżej. Trudno i ciężko jej było po kilkokroć.
      Dziecko o charakterze autokratywnym i niezależnym było poprostu z
      definicji złe.


      Przypadek mojego Syna jest nieco inny, ale mam wrażenie, że
      nieco 'zahacza'. Skargi od Wychowawczyni, dywaniki u Dyrektorki -
      niesubordynacja, bezczelność, pyskowanie, odmawianie wykonywania
      niektórych poleceń. Dopiero Pani Pomoc Przedszkolna rozświetliła mi
      sytuację. Dziecko inteligentne, w dużą wiedzą, nudzi się na
      zajęciach. Ciągle ma rękę w górze, i denerwuje się, że Pani próbuje
      ciągać za język inne dziecko, a on to przecież wie. Nie chce ćwiczyć
      rysowania, bo on to umie, robi pierwszy w grupie, woli poćwiczyć
      wycinanie, bo to mu jeszcze nie wychodzi na tyle dobrze jakby
      chciał. Na wszystko ma tysiąc argumentów, solidnych, wartkich,
      trzymających się logicznie poprawnie i trudno go czasem przegadać.
      Wydobywa z codziennych sytuacji pewne niuanse i chce je zrozumieć
      np. dlaczego jak Kasia uderzyła Anię, to Kasia usiadła za stolikiem,
      a Ania dostała pocieszenie, a jak dwa tygodnie później Maciek
      uderzył Pawła, to obaj dostali reprymendę - wg Pani Dyrektor to
      jawne podważanie autorytetu Wychowawczyni i jej metod pracy z
      dziećmi, a wg Pomocy Przedszkolnej oznaka na jasne zasady i
      konsekwentne postępowanie w domu. A dziecko tylko chciało zrozumieć
      dlaczego. Takich przykładów mam na pęczki. Byłam z nim na integracji
      sensorycznej. Robiłam badania. Żadnych dysfunkcji. Poprostu dziecko
      ciekawe świata, chcące się rozwijać, wciąż coś poznawać. Jego
      marzeniem jest być Wielkim Podróżnikiem i zwiedzać obce kraje. Gdy
      miał 4lata, to właśnie z tego względu, poprosił o zajęcia z
      angielskiego. Ciągle jest w ruchu fizycznym lub umysłowym. I mnie to
      bardziej męczy niż jego. Ciągle trzeba mu coś organizować, poświęcać
      100% uwagi, wymyślać nowe zajęcia. W tej sytuacji ubieranie się czy
      mycie rąk to sprawy niezwykle banalne i trywialne. Ale cóż, przy
      Wielkim Podróżniku mamusi nie ma. Weszliśmy na ambicję. Teraz wiele
      rzeczy robi sam, i... tadam, niespodzianka... Chwalę go za
      samodzielność, ale rano i tak stopy spod kołderki sama w skarpety mu
      wkładam... Ponadto daję mu komputer, internet, telewizor, odtwarzacz
      dvd, i guzik mnie obchodzi, że to mało pedagogiczne.

      Zarówno od Pomocy Przedszkolnej jak i Pani Psycholog dostałam dwie
      wskazówki:
      - przestać tłumaczyć zacząć wymagać, on dobrze wie co i jak, teoria
      opanowana, czas na praktykę - umowy, umowy dwuwariantowe, umawiać
      się na wszystko, dotrzymywać umów np. zjesz obiad, na deser będą
      lody, nie zjesz obiadu, nie ma deseru, umówić się czego i ile na
      obiad ma zjeść, by te lody dostać, nie zje minimum wg swoich słów,
      lodów nie będzie
      - wysłać do wcześniejszej zerówki /właśnie ją kończy/

      U mnie to bardzo szybko pomogło. Efekty praktycznie z dnia na dzień.
      A typ mi się trafił niezależny, lubiący wygrywać, nie zabardzo
      umiejący przegrywać. Najlepiej, żeby wszystko było po jego myśli. I
      tak czasem robię. Gdy się zapędzi w gniewie i powie 'więcej się do
      mnie nie odzywaj', ja milczę. Wtedy widzi, że nie zawsze
      dobrze 'rządzi'. Bardzo dużo w nim rozmawiam. Wg niektórych nawet za
      dużo. Omawiam z nim różne sytuacje, pokazuję alternatywy, możliwości
      wyboru, ale nie tylko jego, wszystkich biorących udział w sytuacji.
      Wiele osób mi mówi, że to za wcześnie na takie rozmowy. Ale staram
      się odpowiedzieć na każde pytanie. A Bestia ma ich naprawdę bardzo
      wiele i półsłówkiem go niezbędę. I bynajmniej, to nie jakoś
      szczególnie rozwinięte dziecię. Jeśli czegoś nie wiem, zastanawiamy
      się wspólnie jak można dojść do takich informacji.

      Ale prawdziwa orka, to mnie dopiero czeka. Wszystko wskazuje na to,
      że me Młodsze dziecię, charakterek po mamusi odziedziczyło. A ja,
      niestety, nie z tych miłych, ciepłych, sympatycznych... choć serce
      mam ogromne.


      Jeśli udało się przedrzeć przez to wypracowanie, to...
      Pozdrawiam serdecznie!
      • buzka25 Re: Wielki Szacun !!! 07.05.10, 20:53
        ja sie przez to wypracowanie przedarłam, moje dziecko jestpodobne, z tym ze ma
        3,5 roku, w przedszkolu nie ma problemów ŻADNYCH!! za to w dumu-koszmar, nie
        słucha sie nic, ja moge prosic, błagac, krzyczec, mwoic spokojnie, nic nie
        skutkuje, on wie swoje i tyle, jak cos nie ejhst po jego mysli BUNT w mega
        wydaniu, histeria i co tam jeszcze w zestaw wchodzi. Czasem jest do rany
        przyłóz, ale przewaznie jest niedozniesienia, zaczoł BARDZO BRZYDKO MÓWIĆ ze
        wstyd z nim gdzies isc, zaznaczam ze w przedszkolu ze az nazbyt szarmancki i
        zadne brzydkie słowo z jego ust sie nie wymksnie, wiec w domu mowi to swiadome,
        pomimo ze nie zwracamy na to uwagi, moze dajemy na to ciche
        przyzwolenie/.??(nasza pani psych mowi zeby jednak niezwracac) zreszta i tak nic
        nie skutkuje, miliony pytań naraz.ruch fizyczny w takim stopniu ze niejeden
        sportowiec mógłby mu pozazdroscic. ja juz tez opadam z sił, bo nie wiem gdzie
        problem tkwi i nie wiem jak poskromic, :(
        • reni_78 Re: Wielki Szacun !!! 10.05.10, 13:47

          u mnie też było brzydkie mówienie... a że Dziecko przyniosło do
          domu 'nu, nu' /grożenie palcem/, to jak mnie się coś 'wypsnęło', to
          sama sobie robiłam 'nu, nu mama, nie wolno tak brzydko mówić, nu,
          nu, oj mamo, mamo, jak ty brzydko powiedziałaś, a fu' - takie tam w
          tym stylu - u nas udawanie, że nie słyszymy, tylko zachęcało do
          brzydkich słów i obserwowania naszej reakcji - jak zobaczył, że my
          też brzydko umiemy, to już na nim to wrażenia nie robiło i nie za
          bardzo miał już czym się popisywać

          za przeproszeniem, porady psychologów to raczej pewien zbiór norm, z
          którego trzeba wybrać, przemodyfikować i dostosować do konkretnego
          dziecka - każdy człowiek inny i inne 'sztuczki' trzeba zastosować
          np. tzw 'żelazny uścisk' działał na mojego Syna do tego stopnia, że
          jak czuł nadchodzącą histerię czy panikę, to sam do mnie
          przychodził, natomiast dla Córki to najgorszy przejaw znęcania się
          psychicznego, po którym omijała mnie szerokim łukiem przez dwa dni,
          a przez kilka następnych odmawiała jakiegokolwiek przytulenia,
          utulenia, brania przeze mnie na ręce - jak widać na 'żelaznym
          uścisku' trafiły mi się dwa tak skrajne przypadki, że psychologia
          dziecięca nawet ich nie uwzględnia

          natomiast powiem, to co zawsze powtarza mi moja Teściowa:
          Jesteś Matką, zaufaj sobie!
          a moja Mama mówi:
          Matka chyba wie najlepiej. Trzeba mieć świadomość tego chyba.


          Pozdrawiam serdecznie!
          Rozumiem.
          Ciągle w poszukiwaniu...
    • eps Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 12.05.10, 22:39
      mój synek był identyczny.
      Przeczytalam książke "kiedy pozwolić, kiedy zabronić" i zaczelam stosowac. w 2
      tygodnie przeszedl przemiane i teraz jest duło lepiej.
      Nie bede sie rozpisywać ale chodziło o sztywne granice kóre ja uwazałam że były
      a w rzeczywistości tak nie było. przeczytaj tą książke a myśle ze ci pomoze.
    • eps Re: 4 letni anarchista w przedszkolu... 12.05.10, 22:41
      jeśli chcesz to napisz do mnie na e-maila gazetowego to moe torche opisac moją
      sytuację kóra była w 100% identyczna.
      • Gość: pimpusia77 czytałam... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.10, 12:50
        Dziękuję za chęć pomocy ale czytałam tę książkę i wiele innych np.
        "jak mówić żeby dzieci słuchały...", "dyscyplina bez krzyku i bicia"
        i jeszcz kilka innych... te poradniki są mądre ale te porady nie
        działają na mojego synka. Zapewne to też przez to że my w domu
        jesteśmy konsekwentni a panie w przedszkolu nie do końca i mają inne
        metody i nie są w stanie skupić się na jednym dziecku, zaniedbać
        inne dzieci i wojować z moim synem...
        Powem tylko, że to co działa najlepiej to mój spokój, opanowanie,
        przypominanie, że OBIECYWAŁ być grzeczny i nie wolno łamać obietnic,
        oraz udawanie braku zainteresowania jego histeriami- wtedy uspakaja
        się najszybciej co nie oznacza, że zawsze to działa i udaje mi się
        wyegzekwować to co chcę- co to, to nie ale przynajmniej czasami się
        udaje...
        • eps Re: czytałam... 14.05.10, 21:56
          no i tu masz racje niestety.
          U nas w domu jak stosuje sie do porad z ksiązki syn jest aniołem (no prawie).
          Natomiast w przedszkolu panie sobie z nim radza średnio.
          Bo jak cos zmaluje to raz go ukarza a raz nie i jak mi tłumacze ze tak nie wolno
          to puszczają to sobie mimo uszu ale pretensje to juz do mnie.
          • eps Re: czytałam... 14.05.10, 21:59
            dodam tylko że powinnyśmy załozyć grupę wsparcia bo ja czasami to juz sily nie
            mam i boję sie dziecko z przedszkola odebrać.
            Czasem jest super grzeczny, a czasem to ręce opadają.
            No ale najbardziej to mnie wkurza niekonsekwencja przedszkolanek w działaniu co
            obraca sie przeciwko nim, no i oczywiście maja do mnie pretensje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka