Dodaj do ulubionych

O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny

07.05.10, 13:28
Przeczytałam w ostatnim "Dużym Formacie" artykuł o odchidzaniu
dzieci. Sam pomysł dyrektora bydgoskiej szkoly, ktory "wylapuje "
dzieci mające problem z wagą i kieruje je do pielegniarki i na ew.
leczenie - OK, nie mam zstrzeżeń.
Rodzice zazwyczaj podchodzą do sprawy rozsadnie. na codzień dieta,
na wyjątkowe okazje malutki kawałek tortu, batonik ew. raz w
tygodniu, zmiana zywienia calej rodziny - nadal OK.
Ale reszta artykułu... I ideologia.
1. Pomylono dwa problemy - olbrzymia otlioś - 30, 50 kg nadwagi, z
ktora trzeba walczyć, z lekką nadwaga - dziewczynka 149 cm, 51 kg.
140 cm, 45 kg. To sa dwa kompletnie rózne problemy i odchudzanie w
podobny sposób tych dwóch grup jest szkodliwe. Fakt, otyłość to
choroba, nie defekt estetyczny. Nadwaga jednak to tylko defekt, albo
i to nie...
2. "Geny może u co czwartego odpowiadają za nadwagę" - takie zdanie
w artykule pada, nie wyciąga się jedna z niego ŻADNEGO wniosku, a
dzieci z genetyczna nadwagą sa traktowane tak samo, jak obżerające
się chipsami. A to nie 1%, tylko co czwarty, sporo, prawda?
3. Panike wzbudziły we mnie dwie sprawy. Pierwsza - to wypowiedź
pani psycholog. Zaczyna motywowanie tak:"Odchudzanie to nie tylko
utrata kilogramów, to zmiana przekonań. Wzmacnia mocne strony:
wytrwałość, samoskuteczność. Poprawia samoocenę, leczy z kompleksów
(...) Niektóre dzieci twierdzą uparcie, ze otyłość w niczym im nie
przeszkadza. Inne, jak szczerze porozmawiamy, to pękają i mowią, jak
jest naprawdę. Niektóre płaczą."
Dla mnie to idelany manifest na strony pro-ana... Odchudzanie sie
jest tu bowiem dobrem samym w sobie, nie odchudzasz się, by byc
zdrowym tylko lepszym i akceptowanym. Ci, co sie odchudzają mają
więcej zalet, niż inni, wzmacniają charakter. Odchudzanie jest wiec
pokazane jako cel sam w sobie. A zamiast wzmacniać samoocenę grubych
dzieci, jeszcze się ją obniża - wyduszając z nich wyznanie, jak źle
się ze swoim wyglądem czują.
Tymczasem trzeba pamietać, ze wiekszość tych dzieci nie będzie nigdy
szczupła. I bedzie musiała sie z tym pogodzić.
4. Matka pisze z dumądziewczynka schudła już 22 kg. Caly czas
chudnie. "Raz przeżyła dramat. Po świętach przytyła 30 dag.
Płakała." Matka jest zadowolona, a powinna być przerażona. Za dwa
lata będzie latała po psychiatrach i leczyła u córki zaburzenia
odzywiania.
5. Cytowana już psycholog (mam mordercze uczucia, trudno) twierdzi
też, ze za wpadki dzieci nie gani. Rozmawia tylko "Dlaczego nie
potrafiłem odmowić sobie czekolady? Byłem zdenerwowany? Smutny?
Zły?". Cóż, pani psycholog zapomniała, zę czekolada jest smaczna, a
jedzenie - jedzenie powinno byc przyjemnoscią, nie jedyną rozrywką,
ale przyjemnoscią na pewno. Można zjeść czekoladę, bo lubi się
czekoladę, a nie dlatego, ze się ma problem.
Mam, cholera, ochotę zapytać p. psycholog, czy uprawia seks z meżem,
gdy nie ma w planach prokreacji i dlaczego to robi. Jest
zdenerwowana? Smutna? Zła?
Mam wrazenie, ze ten artykuł wpaja rodzicom przekonanie, ze dobre
dziecko to szczupłe dziecko. Że odchudzanie to nie tylko kwestia
zdrowia, ale moralnosci. Że nie ma nic zlego w pogardzie la grubych
dzieci (artykuł pisze o "grubaskach" i "pulpecikach".
Boję się, ze w sumie przyniesie on więcej złego niż dobrego - nie
tylko otyłość zabija, uzaleznianie od odchudzania także.
Obserwuj wątek
    • asia_i_p Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 07.05.10, 13:59
      Nie wiem, w jakim wieku są te dzieci, ale zakładając, że mają
      przeciętny wzrost dla swojego wieku (50 centyl), to 140 cm i 45 kg
      to 7 kg nadwagi (żeby dziecko było w tym samym wieku było co
      najwyżej na 75 centylu wagi, musiałoby ważyć mniej niż 38
      kilogramów - za prawidłowy stosunek wagi do wzrostu uchodzi, kiedy
      są na tym samym centylu albo w sąsiednich), czyli jednak sporo.
      Natomiast 149 i 51 kg to rzeczywiście tylko 2 kg nadwagi.
      Gdyby psycholog w ramach motywacji znerwicowała mi zadowolone z
      siebie pulchne dziecko, zrobiłabym awanturę nieziemską. Z tego co
      wiem, prawidłowe podejście to pozybycie się kompleksów, a potem
      zmiana nawyków żywieniowych ze szczerej troski o swoje ciało. Wtedy
      jest to skuteczne.
      Tylko z tego, co piszesz, to jednak jest za zgodą rodziców. Straszna
      jest ta presja, żeby mieć dziecko akceptowalne społecznie.
      • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 07.05.10, 14:08
        Tak, to siedem kilogramów nadwagi - w takim wypadku nalezy pilnować,
        aby dorastająca dziewczynka wiecej się ruszała i nie tyła, natomiast
        typowe odchudzanie nie jest bezpieczne - to idealny wiek na poczatek
        anoreksji, wiek, w ktorym sporo dziewczynek troche przybiera na
        wadze przed pierwszą miesiaczka - intensywne odchudzanie moze
        zaburzyć procesy dojrzewania. Obawiam się, ze tu ingeruje się już w
        fizjologię, na rzecz wygladu, a nie walczy o zdrowie.
        I wiem jeszcze jedno - dziecko odchudzane w wieku dojrzeania już
        zawsze bedzie grube, choćby miało niedowagę...
        • justyna_dabrowska Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 07.05.10, 17:03
          Są badania (brytyjskie) które potwierdzaja PAni wątpliwości. Takie postępowanie
          jak opisane w tekście prowadzi do obsesyjnych zaburzeń jedzenia. Plagi. Bycie
          szczupłym stało się "atrakcyjnym dobrem" które trzeba "posiadać" by uplasować
          sie wysoko na drabinie społecznej.
          Zdrowo jedzące dzieci wychowują sie w rodzinach w których nie mówi się o
          jedzeniu, dietach, szczupłości, niejadkach, odchudzaniu, wadze, kaloriach, itp.
          Ręce opadają

          JD
          • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 07.05.10, 17:57
            Czyli nie oszalałam.
            Uff! Dziękuje - bo już mi się wydawało, ze przesadzam.
            • black_halo Na pewno nie oszalalas 09.05.10, 12:56
              Mnie w wieku szkoly podstawowej tez odchudzali i faktycznie,
              zisiajmamjac 26 latnie jestem szczupla a jesli kiedykolwiekbede to
              dlatego, ze przestalam sluchac glupich rad.

              W wieku szkolnym powinno sie budowac poczucie wlasnej wartosci a nie
              potegowac kompleksy na tle lekkij nadwagi. Ja majac te 10 lat
              pamietam, ze mialam 6 kilo nadwagi, bo siedzialam u lekarza, ktory
              zalamywal rece nad moja tusza. Pare lat pozniej wkrecilam sie w
              diety cud i jaki efekt? Z osoby, ktora warzyla 65 kilo przywzroscie
              169 zrobilam sie osoba wazaca niemal setke. Plus kompulsywne
              objadanie sie. A zaloze sie gdyby mi wtedynie mowiono, ze kawalek
              czekolady utuczy mnie do rozmiarow monstrum to dzisiaj mialabym
              normalny stosunek do jedzenia. Obiektywnie majac 14
              -15 lat mialam nadwage kosmetyczna czyli jesli idealna waga to
              wzrost minus 110 la kobiety to ja mialam jakies 5 kilo nadwagi. A
              robiono ztego problem wieki jak Himalaje. Mialam w zyciu duzo
              szczescia, ze udalo mi sietrafic na terapie i dzisiaj mam
              normalniejszy stosunek do jedzenia. Ale i tak czuje sie winna jesli
              dosypie sobie lyzke cukru do porannej kawy.
              • verdana Re: Na pewno nie oszalalas 09.05.10, 14:14
                Mnie też odchudzali od dziecinstwa - taktownie i kulturalnie,
                dlatego nie mam zaburzeń odżywiania.
                Mam natomiast wyrzuty sumienia, jedzac cokolwiek. I kompleksy, ze
                jestem gruba. A nie jestem.
                • black_halo Re: Na pewno nie oszalalas 09.05.10, 16:22
                  No wlasnie, te wyrzuty sumienia moga czlowieka dobic. Dla przykladu,
                  robiac sobie nawet zdrowotna salatke mam wyrzuty sumienia, ze wrzucam
                  do niej ser feta dajmy na to, co ma duzo tluszczu wiec nie dla mnie.
                  W ogole mam poczucie, ze jedzac cokolwiek innego niz warzywa
                  tragicznie sobie szkodze i ze jako osoba z nadwaga nie mam prawa miec
                  zadnej przyjemnosci z jedzenia. bardzo trudno z tym walczyc i czuje
                  zal bo o wiele latwiej byloby mi w zyciu gdybym jednak nie byla
                  odchudzana na sile.
                  • verdana Re: Na pewno nie oszalalas 09.05.10, 16:31
                    Aaaa!!!! Co jest z tym serem feta? Ja nie wrzucam...
                    A dzis na obiad zjadłam pięć frytek i w rewanżu wyrzuty sumienia
                    mnie zjedzą.
                    A ja już nawet nie mam nadwagi. I te same refleksje - ze
                    zdecydowanie wolałabym w moim wieku miec nadwagę, jak 70% pań po 50-
                    tce i mieć więcej przyjemnosci.
                    Teraz znowu się odchudzam - ale nawet gdy sie nie odchudzam, nie
                    pozwalam sobie na "rozpustę" Rekor pobilam w moje 50-te urodziny.
                    Nie jadam ciastek, a na 50-tkę kupiłam sobie kremowkę, ktorą
                    uwielbiam. Skosztowałam i nie potrafilam sie przemoc, aby zjeść
                    całą. Bo to wstyd.
                    Moja córka ma nadwagę i jest o wiele szczęśliwsza.
          • Gość: tycie Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny IP: *.chello.pl 07.05.10, 22:33
            justyna_dabrowska napisała:

            > Są badania (brytyjskie) które potwierdzaja PAni wątpliwości.

            Też mam wątpliwości dotyczące TAKIEGO odchudzania dzieci. Natomiast jeśli chodzi
            o samo żywienie to znajomy anglik strasznie się zdziwił, że u nas dzieci 3-4
            latki biegają po parku z .... jabłkiem w ręku a nie batonikiem, colą, chipsami.
            A na widok liścia sałaty w kanapce oświadczył, że ta osoba się strasznie zdrowo
            odżywia.

            Ja sam pamiętam, że za młodu byłem na siłę przyzwyczajany do tego, że czekolada
            jest dobra. Rarytasem były rurki z kremem (mi się robiło niedobrze jak je
            widziałem) i w drodze kompromisu zjadałem kawałek wafelka z zewnątrz
    • mgla_jedwabna Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 07.05.10, 19:35
      już sam tytuł sprawia, że w głowie zapala się światełko alarmowe. "Pogardzamy słodyczami"? Tak emocjonalny stosunek do słodyczy nie świadczy dobrze o dojrzałości psychicznej autorów tego stwierdzenia.
    • mgla_jedwabna Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 07.05.10, 19:42
      "Geny może u co czwartego odpowiadają za nadwagę" - takie zdanie
      w artykule pada, nie wyciąga się jedna z niego ŻADNEGO wniosku, a
      dzieci z genetyczna nadwagą sa traktowane tak samo, jak obżerające
      się chipsami"

      No dobrze, ale dlaczego zalecenia miałyby się jakoś drastycznie różnić? W jednym i drugim przypadku zalecenia sprowadzają się do zdrowego żywienia i uprawiania sportu przez dziecko, prawda?
      • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 07.05.10, 19:48
        To proste.
        W przypadku, gdy dziecko po prostu się obżera, można miec nadzieję,
        ze gdy przejdzie na racjonalna dietę, będzie szczupłe. Dziecko,
        ktore ma tendencje do tycia musi pogodzić się z tym, ze nigdy
        szczuple nie będzie. Powinno jeść zdrowo, ale nie można wymagać, by
        do konca zycia bylo na ostrej, restrykcyjnej diecie. Nie mozna mu
        tlumaczyć, zę jest za grube, bo za dużo je. Trzeba tez pamietać, ze
        w starszym wieku się tyke - jesli taki człowiek będzie odchudzał sie
        całą mlodość, w wieku gdy "normalny" człowiek tyje (po trzydziestce,
        ciąży, albo w okresie menopauzy) nie będzie miał juz z czego
        rezygnować i prawdopodobnie w rezultacie jego waga będzie większa,
        niż gdyby nie zachowywał cały czas diety.
        Taki człowiek musi zaakceptować, zę nie jest szczupły i tyle.
        • mgla_jedwabna Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 09.05.10, 23:22
          Z twojej wypowiedzi wnioskuję więc, że dla obu grup najlepsze będzie żywienie, która nie będzie "obżeraniem się" ani też drakońską dietą.

          Poza tym geny mogą tłumaczyć, że ktoś nie jest szczupły, ale bliżej mu do górnej granicy normy. Ewentualnie kilka kg ponad normę, ale z pewnością nie kilkanaście-kilkudziesiąt! Taka nadwaga oznacza WYŁĄCZNIE ogromną dysproporcję między ilością spożywanych a spalanych kalorii.

          W uproszczeniu: można wytłumaczyć genami to, że np. jedno dziecko po jedzeniu batonika dziennie przez kilka miesięcy utyje kilka kg, a drugie nie. Ale nie da się usprawiedliwić genami tego, że dziecko, które zjada 2 batoniki, pączka i wielką paczkę chipsów dziennie, popijając to litrem pepsi, ma stosowną nadwagę.
          • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 10.05.10, 08:34
            Ależ ja cały czas piszę, ze inaczej trzeba traktować dzieci z
            otyłoscią, które sa chore i muszą się leczyć (albo otyłość jest
            wynikiem choroby, a wtedy pielegniarka szkolna ma sie nie wtracać),
            a inaczej te z parokilogramową nadwagą.
            Genami można wytłumaczyć na przyklad to, ze jedno dziecko je pięć
            batonów i jest chude jak patyk, a drugie je jeden baton raz na
            tydzień i ma nadwagę. Racjonalne odżywianie trzeba wprowadzić u tego
            pierwszego, a drugie zostawić w spokoju. Szczuple i tak nie będzie.
    • mama303 Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 07.05.10, 22:28
      Jak dla mnie to powinni sie też wziąc za przeraźliwie chude dzieci.
      Takich tez sporo.
      • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 08.05.10, 12:51
        Słusznie.
        Jeszcze jedno - powinni wziąć się za dzieci w normie. Bo w gruncie
        rzeczy uznaje się, ze grube dzieci na pewno odzywiają się fatalnie i
        trzeba je "przestawić" na warzywka i chyde mięso. Tymczasem
        wiekszość sczupłych nastolatków tak samo zazera się batonami i
        chipsami, tylko mają lepsza przemianę materii. Im jednak nikt nie
        mowi zlego slowa - bo sa szczuple.
        Mam syna, ktory regularnie przynosi ze szkoly karteczki z
        informacją, czym grozi niedowaga. A on wlasnie je parokrotnie
        więcej "niezdrowych" rzeczy niż jego siostra z nadwagą.
        • Gość: ia80 Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.10, 13:46
          Nie czytałam atrykułu ale w żadnym z cytowanych fragmentów nie
          zauważyłam choćby wspomnienia nt. ruchu. Zdrowa diata- wszystko
          fajnie ale moim zdaniem jedną z przyczyn otyłości u młodszych
          nastolatków jest brak aktywności fizycznej.

          Przy okazji mogę się podzielić moim małym sukcesem: moja starsza
          córka- chuda, nota bene chuda jak patyk, stale dopominała się w
          ciągu dnia przekąsek w postaci słodyczy (a tatuś nigdy nie odmówił).
          Moje tłumaczenia i wykłady na temat zdrowego odżywiania niewiele
          dawały, wobec czego pilnuję aby w domu zawsze był półmisek z
          orzechami i suszonymi owocami i jabłka pokrajane w ósemki. Od tego
          czasu temat słodyczy się skończył (oczywiście bywają
          okazjonalnie).
          • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 08.05.10, 13:58
            Ruch był, ale chyba na drugim miejscu, tymczasem przy odchudzaniu
            dzieci jest najwazniejszy. Choć nie zawsze niestety działa - mam
            troje dzieci - dwoje z niedowagą, jedno z nadwagą. Sport - i to od
            lat- uprawia wyłącznie to z nadwagą...
            Ja po prostu nie kupuję słodyczy, za wyjątkiem batonikow do szkoly
            dla najmlodszego - na wyraźne zalecenie lekarza. Ale tez bez
            przesady - czasem slodycze w domu są, tylko nigdy "na zapas".
            Znalam pare odchudzanych dzieci. Nigdy nie slyszałam o takich
            restykcjach - bardzo gruby chłopak miał wprowadzona dietę (oprócz
            tego basen itd), ale z pozwoleniem na jeden dzień wolny - tego dnia
            mógł iść na przykład na obiad do restauracji, na lody czy zjeść
            ciasto na urodzinach kolegi.
            Inaczej odchudzanie dziecka to nie tyklko dieta, to wyłączenie go z
            bardzo wielu przyjemności.
        • nchyb Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 08.05.10, 17:45

          > wiekszość sczupłych nastolatków tak samo zazera się batonami i
          > chipsami, tylko mają lepsza przemianę materii. Im jednak nikt nie
          > mowi zlego slowa - bo sa szczuple.

          Święte słowa Verdana. Moe starsze dziecię na granicy zagłodzenia
          (zdaniem niektórych lekarzy) potrafi zjeść jednorazowo tak wiele
          fastfoodów, słodyczy, bomb kalorycznych, ile niejeden grubasek nie
          dałby rady przez tydzień. Inna rzecz, że potem na kilkanaście godzin
          zapomina o jedzeniu. W sumie jak wąż, naje się na raz i potem trawi.
          Wiele mnie pomysłowości kosztowało, by wpakować w niego coś zdrowego.
        • mgla_jedwabna Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 09.05.10, 23:25
          To może powinien zacząć jeść zdrowe?

          Chudym jedzenie niezdrowych rzeczy też "wychodzi" np. w postaci trądziku, braku odporności na choroby, kiepskiej wydolności w sporcie itp.

          • nchyb Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 10.05.10, 10:47

            > Chudym jedzenie niezdrowych rzeczy też "wychodzi" np. w postaci
            trądziku, braku
            > odporności na choroby, kiepskiej wydolności w sporcie itp.

            MOŻE wychodzić, ale wcale nie zawsze wychodzi...
    • agibubu Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 09.05.10, 12:29
      Sam artykuł jest potraktowany od złej strony - porusza ważny temat w
      nieodpowiedni sposób.

      Jednak mylisz się pisząc, ze nadwaga to tylko defekt. Nadwaga -
      czyli np. 3-4 kg więcej to około 160km naczyń krwionośnych w tkance
      tłuszczowej która jest źródłem nadwagi, a przez którą serce musi
      pompować krew. Nie powiesz mi przecież, że dziecko które ma 2, 3 czy
      4 kg nadwagi ma ciężkie kości...

      Niestety trzeba pilnować, żeby i nadwagi nie było. To nie defekt
      kosmetyczny, to już ładny początek dla choroby wieńcowej,
      nadciśnienia i cukrzycy, które, jeśli potrwają kilkadziesiąt lat, po
      prostu zrujnują organizm.

      4kg nadwagi - 160km naczyń. Trochę więcej pracy do wykonania jest,
      prawda? A tkanka tłuszczowa to najlepiej unaczyniona tkanka
      organizmu, więc oczywiście do problemu trzeba podejść z rozsądkiem,
      ale nie ma powodu usprawiedliwiać tego, że dziecko ma nadwagę
      argumentami, które nie maja pokrycia w faktach.
      • black_halo Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 09.05.10, 13:06
        Ale glowny problem polega na tym, ze wina zazwyczaj lzypo stonie
        rodzicow. Najpierw sie male dziecko przekarmia - tak jak mnie. Po
        urodzeniu bylam bardzo slaba, i ciale chorowalam wiec wszyscy
        uwazali, ze trzeba mnie intensywnie karmic zeym nabierala masy i
        sil. Nikt nie patrzyl, ze do czwartego roku zycia moj jadlospis
        skladal sie wylacznie z mocno poslodzonej kaszy. Nagle jednak kiedy
        poszlam do przedszkola to odkryto, ze mam nadwage i zaczeli mi
        wszystkie zabraniac a rzeciez sama sie nie utuczylam. A te
        zabranianie prowazi do tego, ze czlowiek uwaza, ze jedzenie to zlo,
        grzech no i ez przewaznie prowadzi do jedzenia w ukryciu. Bardzo
        dlugie lata adlam a widoku jak ptaszek i jednoczesnie cale
        kiesznkowe wydawalam na slodycze bo gdy siegnelam nawetpo jedno
        ciastko na widoku inych osob to natycmiastmi informowano o
        tragicznych skutkach zjzenia tego oraz o tym, ze slodycze moga jesc
        wylacznie szczuple osoby. Moja kuzynka pomna tych madrasci obzerala
        sieslodyczami co dzisiaj, gdy ma 23 lata poskutkowalo wprawdzie
        ladna sylwetka ale tez pelna proteza zebow. Nie ma zadnego wlasnego.
        Ja pomimo nadwagi ciesze sie pelnym wlasnym uzebieniem.
      • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 09.05.10, 14:17
        Według badań ludzie z nadwagą ok 3-5 kilo zyją przeciętnie 2-3 lat
        dlużej, niż ludzie z prawidłowym BMI.
        Zatem jest to bardzo wątpliwy defekt. Prawidłowa waga jest ustawiona
        w taki sposób, że nie przedłuża zycia - a o to chodzi - tylko daje
        dobry efekt estetyczny i tyle.
        Takie sa fakty.
        • Gość: badania Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny IP: *.chello.pl 09.05.10, 19:49
          verdana napisała:

          > Według badań ludzie z nadwagą ok 3-5 kilo zyją przeciętnie 2-3 lat
          > dlużej, niż ludzie z prawidłowym BMI.

          Można jakiś odnośnik (niekoniecznie z Internetu).
          • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 09.05.10, 19:52
            Nie mozna, bowiem nie czytałam tego w internecie. W Forum chyba, z
            półtora roku temu. O ile pamietam, z Lancetu czy czegos takiego.
            • agibubu Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 09.05.10, 20:47
              Nie znam takich badań.
              Jestem lekarzem.

              Daleko mi do zrozumienia zależności między nadwagą a
              długowiecznością.
              • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 09.05.10, 20:59
                Jest jedna zalezność, która wyraxnie widdać w starszym wieku. Zwróć
                uwage na to, ze obecne wskażniki BMI nie uwzgledniają wieku w ogóle,
                choć jeszcze 20-30 lat temu wiek był istotny. Wymaga się zatem od 70-
                latek takiej samej wagi jak od 18-latki. Pomijając fakt, ze jest to
                nierealistyczne, wiadomo na 100% - i te badania na pewno znasz - ze
                szczupli starsi ludzie mają znacznie częściej osteoporozę, hniż ci z
                nadwagą. Podejrzewam, ze to może byc jedna z przyczyn.
                Druga - kilku ginekologów tłumaczyło mi, ze kilka kilo, ktore
                przybywa kobietom w ieku okołomenopauzalnym dobrze wpływa na ich
                zdrowie, bowiem powoduje, ze hormonow jest więcej, niz u kobiet
                szczupłych. Pozwala łatwiej przejść przez okres menopauzy,
                dolegliwości mogą być mniejsze. A co za tym idzie, jak sadzę, poziom
                zadowolenia z zycia jest większy. A to bardzo wazne, także dla
                długosci życia.
                Trtzeba pamietac, ze mowa tu tylko o niewielkiej nadwadze, rzedu
                pare kilo, a nie o otyłosci.
                • verdana Znalazłam 09.05.10, 21:04
                  Wprawdzie nie to, co czytałam, ale jak widać, nie wymyśliłam tego
                  sobie
                  mamzdrowie.pl/niewielka-nadwaga-przedluza-zycie/
                  kopalniawiedzy.pl/dlugosc-zycia-waga-wskaznik-masy-ciala-BMI-czterdziestka-otylosc-nadwaga-niedowaga-Miyagi-7793.html
                  • agibubu Re: Znalazłam 10.05.10, 08:05
                    Przepraszam, ale nie czerpię wiedzy z artykułów z internetu i nie są
                    dla mnie żadnym argumentem.

                    Przedstawiłaś przykład osteoporozy - zgadza się, że kobiety szczupłe
                    częściej mają osteoporozę. Ale na drugim biegunie są kobiety z
                    nadwagą (nawet niewielką), które mają chorobę zwyrodnieniową stawów
                    kolanowych i biodrowych, które normalnie nie są przystosowane do
                    dźwigania całe życie takiego obciążenia. Mówi się nawet, że ewolucja
                    przesadziła i człowiek nie jest jeszcze gotowy do pionizowania się.
                    Nasze stawy są zbyt słabe i należy zrobić wszystko, żeby jak
                    najmniej je obciążać.

                    Poza tym temat dotyczy DZIECI. Jeśli dziecko całe życie ma nadwagę,
                    to na pewno nie jest to korzystne dla jego zdrowia. Wiadomo, że BMI
                    nie jest jednakowe dla wszystkich ludzi. Dzieci mają swoje siatki
                    centylowe dla BMI i z tego należy korzystać przy ustalaniu
                    prawidłowej masy ciała.
                    • verdana Re: Znalazłam 10.05.10, 08:40
                      Dla mnie też nie. Ale jak mówiłam, artykuł czytałam w "Forum"
                      lub "Polityce" - innych pism nie czytuje, więc to musiało być jedno
                      z tych dwóch.
                      Zwracam też uwagę, ze "niewielka nadwaga" jest wynikiem takich, a
                      nie innych ustalonych norm. Za mojego życia normy zmieniały się
                      kilkakrotnie. Według obecnych norm nie mam żadnej nadwagi. Wwedług
                      norm z mojej mlodosci mam nadwage 14 kg. Być moze, że obciążane są
                      stawy - jednak wybacz - cos muszę jeść.
                      Dzieci z nadwagą, niewielka - zaznaczam - należy sklonic do wiekszej
                      ilosci ruchu, czasem trzeba zmienić dietę, fakt. Czasem jednak nic
                      zrobic się nie da. Część dzieci z nadwaga odzywia się prawidłowo,
                      jedyna możliwoscia odchudzenia ich byłoby przejscie na bardzo surowy
                      reżim, ktory takze nie jest wskazany. Nie mowiac już o tym, ze
                      skrupulatne pilnowanie wagi w wieku wczesnonastoletnim powoduje
                      bardzo czesto zaburzenia odżywiania, ktore są znacznie groźniejsze
                      od paru kilo nadwagi.
                      Albo drastycznie zaniża samoocenę, co tez nie jest wcale oznaka
                      zdrowia.
                      • agibubu Re: Znalazłam 10.05.10, 08:46
                        verdana napisała:

                        > Zwracam też uwagę, ze "niewielka nadwaga" jest wynikiem takich, a
                        > nie innych ustalonych norm.

                        Tak, ktoś się natrudził i normy ustalił. Normy sa po to, żeby się
                        ich trzymać.

                        >Za mojego życia normy zmieniały się
                        > kilkakrotnie. Według obecnych norm nie mam żadnej nadwagi. Wwedług
                        > norm z mojej mlodosci mam nadwage 14 kg. Być moze, że obciążane są
                        > stawy - jednak wybacz - cos muszę jeść.

                        No dobrze, jedz. Ja nie mam nic przeciwko jedzeniu. Jeśli jest to
                        jedzenie zgodne z tym, co uznajemy za zdrowe i prawidłowe. Wiele
                        kobiet mówiło tak jak Ty, a teraz wyją na salach pooperacyjnych po
                        protezowaniach kolana. Każdy sobie rzepkę skrobie.

                        > Dzieci z nadwagą, niewielka - zaznaczam - należy sklonic do
                        wiekszej
                        > ilosci ruchu, czasem trzeba zmienić dietę, fakt.

                        Tu się zgadzam w zupełności.

                        Czasem jednak nic
                        > zrobic się nie da. Część dzieci z nadwaga odzywia się prawidłowo,

                        Tu też się zgadzam, jednak jest to promil dzieci - ze skłonnościami
                        genetycznymi do takiej masy ciała i temu promilowi odpuścić należy.
                        Ale to nie jest raguła, która pozwoliłaby nam na bagatelizowanie
                        problemu nadwagi.

                        • verdana Re: Znalazłam 10.05.10, 08:57
                          Dobrze - od lat nie jem cukru. Nie jem bialej mąki. Nie jem masła,
                          smietany, smalcu. Nie jem ciasta. Nie jem pizzy. Nie jem smażonych
                          kotletów. Nie pije soków z kartonu. Nie pije piwa, napojów
                          slodzonych, tlustego mleka.I mam nadwagę.
                          Czy mogłabyś powiedzieć, czego mam jeszcze nie jeść, aby się jej
                          pozbyć i nie wyc na stole operacyjnym? Może po prostu powinnam
                          przestać jeść?
                          Moje życie kreci się wokol diety. Mam wyrzuty sumienia jedzac
                          kanapkę. Nie wypije piwa z przyjaciółmi. Nie rozbiorę się na plaży.
                          Nie kupuję niemal ubrań, bo muszę przy ich przymierzaniu patrzeć w
                          lustro. Czy sadzisz, ze to naprawdę dobre skutki odchudzania mnie z
                          drobnej nadwagi w dziecinstwie?
                          • agibubu Re: Znalazłam 10.05.10, 09:37
                            Napisałam o wyjątkach. Może jesteś wyjątkiem. Nie wiem tego. 99%
                            ludzi to nie wyjątki. Tylko regularne złe odżywianie i brak ruchu.
                            Kończę dyskusję. Nie zamierzam usprawiedliwiać nikogo kto nie
                            podemuje nawet próby zmiany nawyków żywieniowych i trybu życia na
                            korzystniejsze dla zdrowia tylko tym, że być może ma w genach
                            nadwagę. Uważam, że każde dziecko powinno przynajmniej spróbować -
                            łagodnie, spokojnie, z dobrymi argumentami i kontrolą ze strony
                            rodziców.
                            • black_halo Re: Znalazłam 10.05.10, 10:14
                              verdana wcale nie jest wyjatkiem. A dzieci nie mozna zmuszac do
                              probowania tylko nalezy w nich wzmacniac poczucie wlasnej wartosci.
                              Od nadwagi kosmetycznej nikt nie umarl a wyjatkiem sa dzieci
                              cierpiace na ciezka otylosc. Natomiast agresywne kampanie na temat
                              odchudzania powoduja, ze z tych dzieci z lekka nadwaga wyrastaja
                              otyli dorosli z zaburzeniami odzywiania.

                              Druga sprawa - jesli dziecko jest takim wyjatkiem i ma nawage z nie
                              swojej winy to i tak jest wysmiewane a chodzi tez o to, by inne
                              dzieci nauczyly sie tolerancji dla roznosci. Wiele dzieci nosi tez
                              okulary, nie mogly by sprobowac jakos chodzic bez?
                              • mgla_jedwabna Re: Znalazłam 10.05.10, 12:18
                                "Wiele dzieci nosi też okulary, nie mogłyby sprobowac jakos chodzić bez?"

                                Wiem, ze chodziło ci o przykład warunku nie do spełnienia, ale przekornie odpowiem: mogłyby. Nie byłoby głupio ze strony rodziców, gdyby zadbali o odpowiednie oświetlenie w domu, o to, by dzieci nie tkwiły za dużo przed telewizorem, by nie czytały przy słabym świetle, by miały pod dostatkiem witaminy A w pożywieniu i by miały regularnie kontrolowany wzrok u lekarza. Twierdzenie, że "nikogo nie można prześladować za noszenie okularów" nie zwalnia rodziców z wyżej wymienionych działań.

                                No i jeśli dziecko nosi okulary, których nie cierpi, to należałoby się zastanowić nad szkłami kontaktowymi. Czasem też są powody, by nie zmieniać szkoły/klasy, wtedy też należałoby sprawić dziecku soczewki, zamiast tylko powtarzać, że ludzi powinno się cenić za wnętrze, nie za wygląd.
                                • verdana Re: Znalazłam 10.05.10, 12:26
                                  Wiekszość dzieci ma zły wzrok nie dlatego, ze rodzice o wzrok nie
                                  dbają. Akurat czytanie przy slabym świetle, wbrew popularnym
                                  przekonaniom, nie osłabia wzroku, wzrok osłabia czytanie w ogóle -
                                  warto by zatem zadbac, aby dzieci jak najmniej czytały? Natomiast
                                  bardzo źle robi na oczy nagły skok wzrostu, a na to raczej lekarstwa
                                  nie ma.
                                  Przy bardzo wielu wadach wzroku nie można nosić soczewek. Wystarczy
                                  bardzo powszechny astygmatyzm. I co wtedy?
                                  Zresztą, mam wrażenie, ze z dzieci w okularach nie smieje się juz
                                  nikt - za dużo ich jest.
                                  • mgla_jedwabna Re: Znalazłam 10.05.10, 12:37
                                    Chodziło mi generalnie o sytuację, gdzie rodzice powtarzają, że nikt nie ma prawa się z ich dziecka śmiać, ale sami nie zadbają o problematyczną kwestię. mają rację mówiąc o tolerancji, ale nie żyjemy w idealnym świecie i oprócz deklarowania "jak być powinno" wypadałoby coś z tym zrobić.

                                    Astygmatyzm soczewek nie wyklucza, powinny być tylko odpowiednio dobrane, często trzeba je sprowadzać zamiast kupić gotowe itd., ale ogólnie - da się. Mam astygmatyzm, soczewki noszę.

                                    Z dzieci w okularach raczej nikt się nie śmieje to fakt. Nie tylko dlatego, że jest ich dużo, ale też dlatego, że obecnie mamy szeroki wybór oprawek i nie nikt w okularach nie musi wyglądać groteskowo, jak mały, karykaturalny profesorek albo jak mucha z warkoczykami.
                                    • verdana Re: Znalazłam 10.05.10, 12:56
                                      A mojemu synowi kategorycznie zabroniono - czym innym jest chyba
                                      astygmatyzm dziecięcy. Ale on okulary uwielbiał od razu - zakrywały
                                      mu dużą część nosa, ktory ma cóż - nadwymiarowych rozmiarów.
                                    • black_halo Re: Znalazłam 10.05.10, 12:56
                                      A dzieci kalekie? Moja kolezanka z podstawowki miala bialaczke i
                                      amputowali jej noge do samej pachwiny. Oczywiscie nie wypadalo sie z
                                      niej smiac. Co radzilabys jednak jej rodzicom gdyby dzieci sie z niej
                                      smialy? A moze sie nie smieja bo w tym wypadku rodzice wytlumaczyli
                                      swoim pociechom, ze nie wolno bo to wielka tragedia?
                            • verdana Re: Znalazłam 10.05.10, 12:05
                              Ja nie jestem wyjątkiem - jestem po prostu osobą odchudzaną od
                              dzieciństwa, która - stopniowo wykluczając z diety poszczególne
                              pokarmy, przestawiła się na takie funkcjonowanie organizmu, ze tyje
                              od patrzenia na marchewkę. Tak własnie to działa. Jeśli od wczesnej
                              mlodosci bardzo pilnuje się wagi, nie je wielu rzeczy, to w wieku,
                              gdy kobiety tyją (a tyję, nie da się ukryć) nie ma już z czego
                              rezygnować. Dietetyk załamywał rece i mowił, ze sama się wrobilam w
                              taka sytuację. Mój ojciec o identycznej figurze jak ja nie tyje,
                              jedzac bez porównania więcej - bo nie przestawił przez 40 lat
                              organizmu na najniższe obroty.
                              Mnie odchudzano łagodnie, spokojnie i pod kontrolą. I co z tego?
                              • mgla_jedwabna Re: Znalazłam 10.05.10, 12:32
                                "jestem po prostu osobą odchudzaną od
                                > dzieciństwa, która - stopniowo wykluczając z diety poszczególne
                                > pokarmy"

                                I ty to nazywasz łagodnym odchudzaniem? Łagode odchudzanie może polegać na wyłączeniu z diety śmieciowego jedzenia typu chipsy i przeładowane chemią słodycze (uwaga: nie wszystkie słodycze, np. kawałek domowego ciasta raz w tygodniu może zostać). Natomiast wyłączanie tłuszczu w ogóle i cukru w ogóle, na stałe, łagodne dla organizmu bunajmniej nie jest. Można je stosować wyłącznie jako środek doraźny. Kiedy zrzuci się chorobliwą nadwagę i wróci w okolice normy, można, a nawet należy jeść normalnie. Łącznie ze śmietaną w zupie, oliwą na pomidorach i ciastkiem na deser po obiedzie (ale jednym ciastkiem, nie całą paczką).

                                Mam taką swoją prywatną teorię, niepotwierdzoną naukowo, ale potwierdzoną przez obserwacje otoczenia - im większe wyrzuty sumienia z powodu jedzenia, tym gorzej się tyje. Im bardziej pozytywne podejście do jedzenia, tym lepiej działa przemiana materii. Może bierze się to stąd, że osob z "normalnym" podejściem nie pożałuje sobie np. masełka do gotowanych brokułów, a po normalnym obiedzie zje troszkę słodkiego - i starczy, i będzie miała poczucie, że jak chce zjeść, to zawsze może i nic się nie stanie. za to osoba wiecznie odchudzająca się najpierw odmówi sobie śmietany w zupie i sosu do kotleta, a w godzinę po takim obiedzie jak otworzy paczkę delicji, to nie spocznie, póki ich nie wykończy. I w sumie odchudzanie się doprowadzi ją do odżywania się byle czym, nieregularnie i w stresie.

                                • black_halo Re: Znalazłam 10.05.10, 12:51
                                  Zaloze sie, ze verdana byla odchudzana w czasach kiedy haburgera
                                  mozna bylo zobaczyc najwyzej w tv a w sklepach byl dostepny na kartki
                                  jedynie wyrob czekoladopodobny.

                                  Oczywiscie masz racje ze swoja teorie ale odchudzanie w dzienstwie
                                  prowadzi do wlasnie do tych schizow. Mam podobnie jak verdana, ze
                                  sobie oliwy zaluje do pomidora bo to za duzo, sera, ciastka i nawet
                                  zjem to czuje sie jak kretynka, ktora nie umie panowac nad swoim
                                  przepastnym zoladkiem. A to wszystko zostalo mi wpojone w dzienstwie
                                  i choc nie masz pojecia jak bardzo teraz w tym wakcze to i tak jest
                                  mi cholernie trudno. Dlatego wolalabym przestrzec rodzicow przed
                                  namiernym odchudzaniem dzieci w lekka nadwaga bo ja wlasnie taka
                                  kosmetyczna mialam a dzisiaj otarlam sie o kliniczna otylosc, wlasni
                                  przez to, ze kiedy mi wpojono, ze przy moim rozmiarze nie powinnam
                                  nawet patrzec na slodycze.
                                  • verdana Re: Znalazłam 10.05.10, 12:58
                                    Błąd - ja byłam odchudzana w czasach, gdy czekolady było jeszcze w
                                    bród, w dodatku moj dziadek był dyrektorem Wedla:)
                                    Jestem jeszcze starsza, niz się wydaje, niestety.
                                    Pod wszystkim innym się podpisuje - ja wprawdzie nie utylam z powodu
                                    odchudzania, ale odebrano mi cos chyba istotnego - pewną beztroskę w
                                    jedzeniu.
                                    • black_halo Re: Znalazłam 10.05.10, 13:15
                                      A moge zapytac ile masz lat?

                                      Tak ogolnie to fakt, ja chcialabym miec przyjemnosc z jedzenia ale
                                      jej nie mam bo ciagle w glowie mi siedza slowa babci i mamy, ktore
                                      mnie najpierw utuczyly a potem odchudzaly. Po co dwie kanapki jak
                                      mozna jedna, przy tej wadze slodycze ci nie sa potrzebne.
                                      • verdana Re: Znalazłam 10.05.10, 13:18
                                        Mnie nikt nigdy nie tuczył, przeciwnie. Moja matka wychodziła z
                                        założenia, ze nic się dziecku nie stanie, jak nie zje, a jedynym
                                        niebezpieczeństwem jest jedzenie za dużo - wiec raczej zabierała mi
                                        talerz sprzed nosa, niż wmuszała:) Może dlatego kocham jeść?
                                        A mam, niestety, 52 lata.
                                • verdana Re: Znalazłam 10.05.10, 12:54
                                  Ale ja startowałam do odchudzania w wykształconej, dobrej rodzinie,
                                  ktora nigdy smieciowym żarciem dziecka nie karmiła. A za gruba bylam
                                  i tak.
                                  Najpierw przestałam słodzic, na obiad pojawiało się tylko jedno
                                  danie. Kanapki były wyliczane - na sniadanie wiecej, na kolację
                                  najwyżej jeden kawałek chleba. Nie było mowy o ciastkach np. w
                                  niedzielę, w kawiarni mogłam wypić herbatę. No i miałam pozwolenie
                                  na jednego cukierka dziennie.
                                  Ale nadal miałam nadwagę.
                                  Potem już sama chcialam się odchudzic, udało mi się na studiach. Ale
                                  po studiach przyszły trzy ciąże, no i coraz więcej lat. Aby utrzymać
                                  wagę musiałam zrezygnować z masła, śmietany, slodyczy - niestety, ja
                                  po tym wszystkim natychmiast tyję. Oczywiscie, czasem zdarza mi sie
                                  zjeść coś słodkiego, czy nawet o zgrozo! powm wycieczce w góry iść
                                  na golonkę, ale to jest wyjątek.
                                  Usiłuję własnie to wytłumaczyć - ze prawidłowo zywione, nie tuczone
                                  dziecko też może miec nadwagę. I wrtedy odchudzanie go - to bardzo
                                  skomplikowana sprawa.
                                  Z tymi wyrzutami sumienia 200% racji. Ale właśnie odchudzanie dzieci
                                  to na ogół wyrzuty sumienia na całe zycie - czyli moja teoria by się
                                  sprawdzała. Tylko zaręczam Ci, że nigdy w zyciu nie zjadlabym ani
                                  paczki Delicji, ani pół paczki. To dla mnie psychicznie nie do
                                  przeskoczenia, podobnie jak dla wielu podobnych do mnie osób.
                                  • black_halo Re: Znalazłam 10.05.10, 13:13
                                    W mlodym wieku paczka delicji w ukryciu przed rodzicami jak
                                    najbardziej. Obecnie predzej bym popelnila harakiri niz zjadla tyle
                                    slodyczy naraz. Mam wrecz idiotyczna manie sprawdzania etykiet i
                                    kalorii. Mieszkam za granica i pomna rad znajomych na poczatku
                                    zywilam sie wylacznie chudym kurczakiem, warzywami i jogurtami light.
                                    Efekt? Pol roku i 15 kilo do przodu. Teraz wiem, ze do wiekszosci
                                    tych produktow dodaja skrobie modyfikowana (nawet do warzyw na
                                    patelnie) i soje oraz kurczaki faszeruja hormonami. Dopiero maz mnie
                                    nauczyl, ze lepiej zjesc mus czekoladowy normalny niz light bo ten
                                    normalny to raczej czekolada, smietana i cukier, ten odchudzony jest
                                    wzbogacony innym szajsem.

                                    Dodam, ze na studiach bylam pol roku we Wloszech. Poniewaz jakos pani
                                    z biura wymian zapomnialo sie zarezerwowac dla mnie akademika to
                                    trafilam do wloskiej rodziny. Gdzie przyjeli mnie jak corke. I otoz
                                    co sie okazalo. Ja, okragla kulka przyjechalam po pol roku odchudzona
                                    o jakies ladne 10 kilo a dzien w dzien jadlam wszelkiej masci
                                    makarony, ryze, bagietki maczane w oliwie, opijalam sie winem a
                                    kolacje jadlam 3 godziny. Na czym polegal sekret? Otoz cala rodzina
                                    siadala wieczorem do kolacji, kolacje sie celebrowalo od 21 do grubo
                                    po polnocy. Wcale nie dzwine bylo zjesc solidny kwalek domowej
                                    lazanii po godzinie 18 (herezja), zapic to winem i jeszcze zjesc
                                    wysmienitte tiramisu. Tak sie zywila cala rodzina, dziadkowie,
                                    rodzice i wnuki mniej wiecej w moim wieku, nikt nie byl gruby. Na
                                    jakis czas obrzydly mi za to pomidory bo tam jadlam we wszystkim.

                                    Z innych rzeczy - dla kazdego powinna byc inna dieta. Wszedzie sie
                                    mowi, ze jak nie bedzie sie jadlo chleba to sie schudnie. Bzdura. Ja
                                    nie jem juz conajmniej rok bo robia mi sie od tego masakryczne
                                    pryszcze. Nie schudlam ani grama. Moze nie jadlam wystarczajaco duzo
                                    zeby od tego utyc to i od niejedzenia tez nie schudne?
                                    • verdana Re: Znalazłam 10.05.10, 13:21
                                      Nigdy nie jadłam w ukryciu, rodzice byli rozsadni - to raz, dwa -
                                      niestety, u mnie zadziałała samodyscyplina. Nie jadłam, bo nie
                                      wolno, bo jestem ohydnie gruba. Nawet jako dziecko zjadałam ten
                                      przyzwolony jeden cukierek, a nie dwa.
                                      Z dietą się zgodzę. U mnie niestety działa tylko jedna - jak
                                      najmniej weglowodanów. Wszystkie inne nie...
                                      A lubię TYLKO węglowodany.
                                      • black_halo Re: Znalazłam 10.05.10, 13:56
                                        U mnie niestety nie byli. Do dzis babcia nie moze pojac jak molam nie
                                        umiec przestawic sie na mdle warzywka w wieku 6 lat. I calkiem
                                        zapomina, ze do tego czasu karmiono mnie wylacznie slodkim aby mi
                                        wynagrodzic przykrosci ciaglych zastrzykow. Bo codziennie w tym
                                        czasie moglam jesc slodyczy do woli. Jako dziecko nie rozumialam
                                        dlaczego nagle mam zrezygnowac z tych wszystkich rzeczy. Na mnie
                                        dziala wlasciwie dieta mniej zrec ale poniewaz mam niedoczynnosc
                                        tarczycy to chudne w zolwim tempie kilograma na miesiac i dziekuje
                                        bogu, ze nie mam zadnych problemow zdrowotnych. Dla ciekawskich - z
                                        powodu leku wysokoscinie jestem w stanie wjechac szklana winda na
                                        zewnatrz budynku na dziewiate pietro wiec chodze schodami. Bez
                                        minimalnej zadyszki. Moje szczuple kolezanki przy wchodzeniu musza
                                        przystawac, jesli sie akurat owa winda popsuje.
                      • black_halo Re: Znalazłam 10.05.10, 08:52
                        No wlasnie, tu cie calkowicie popieram. Zabuerzenia odzzywiania w
                        ktore mnie wpedzilo wytykanie mi kosmetycznej nadwagi dorprowadzili
                        mnie wlasciwie do otylosci bo jeszcze niedawno mialam mialam BMI na
                        poziomie 35 a dzisiaj jest jakies 30-31 wiec juz duzo lepiej.
                        Podejrzewam, ze gdyby mi tych paru kilo nie wytykano to dzisiaj
                        nadwagi nie mialabym wcale albo moze dalej kosmetyczna. A tak doszlam
                        do otylosci co jest znaczne grosze niz te pare kilo wiecej w
                        dziecinstwie.
              • Gość: paszczakowna1 Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny IP: *.chem.uw.edu.pl 10.05.10, 10:27
                > Nie znam takich badań.
                > Jestem lekarzem.
                >
                > Daleko mi do zrozumienia zależności między nadwagą a
                > długowiecznością

                A jakie badania znasz? Możesz jakieś zacytować?

                Ja mogę podać artykuł w JAMA:
                jama.ama-assn.org/cgi/content/abstract/293/15/1861, cytujący także liczne
                inne badania. Verdana ma rację. Statystyka twardo wykazuje, że optymalne BMI
                jeśli chodzi o spodziewaną długość życia to około 25 (czyli na granicy nadwagi)
                - i że dłużej pożyje osoba z BMI 26 niż 18, oraz że zwłaszcza w przypadku ludzi
                starszych lekka nadwaga może być nawet korzystna.

                Warto też zdawać sobie sprawę, że BMI (zakładający kwadratowe skalowanie masy ze
                wzrostem) jest wskaźnikiem o ograniczonej przydatności - zawodzi dla osób bardzo
                wysokich (którym wykazuje nieistniejącą nadwagę) i bardzo niskich (odwrotnie,
                nie informuje o istniejącej nadwadze).
              • j_hani Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 12.05.10, 20:56
                Zaleznosc, moze nie bezposrednia, ale jest. Np. osteoporoza sa zagrozone m.in.
                osoby o niskiej masie ciala. Dla, powiedzmy, 80-latki zlamanie szyjki kosci
                udowej albo kregow oznacza najczesciej przykucie do lozka na pare miesiecy (w
                tym wieku czesto lekarze sie juz nie podejmuja operacji, przede wszystkim ze
                wzgledu na mozliwe powiklania), co jak latwo przewidziec, fatalnie wplywa na
                zdrowie psycho- fizyczne.

                Poza tym, tkanka tluszczowa dla kobiet jest rezerwuarem hormonow, wiec
                przypuszczam, ze to tez wplyw moze miec.

                Takie tam, dwa przyklady z samego brzegu, ale mysle, ze jakby dobrze grzebnac w
                zrodlach, znalazloby sie sporo wiecej.

    • Gość: goscowka Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.10, 08:33
      verdano,
      podzielam twój pogląd, jeżeli chodzi o odchudzanie dzieci, co maja 5-6
      kg nadwagi, ale z tego co czytałam w artykule to odchudzanie dotyczyło dzieci mających 30 i więcej kg nadwagi - a to już nie jest "nadwaga
      kosmetyczna" i samo zastąpienie batoników jabłkiem nie wystarczy.. To naprawdę jest zagrożenie zdrowia i życia!
      • verdana Re: O odchudzaniu dzieci - wątek kontrowersyjny 10.05.10, 08:42
        Ależ po raz kolejny powtarzam - dzieci TRZEBA odchudzać, a otyłe
        dzieci trzeba odchudzać koniecznie, tak samo, jak trzeba je leczyć.
        Ale INACZEJ. Nie zaburzając przy okazji ich poczucia własnej
        wartosci.
        I w artykule tak samo potraktowano dzieci z nadwaga , jak te
        chorobliwie otyłe.
    • drugikoniecswiata Re: z dedykacją 12.05.10, 21:36
      Jeden z moich ulubionych wierszyków Natalii Usenko, córki Danki Wawiłow:

      Mama mówi, że chce sobie schudnąć ciut.
      Nasza mama wymyśliła dietę – cud!

      Na śniadanie je marchewkę dla urody.
      Na obiadek pije kubek czystej wody.

      A wieczorem, gdy na mamę nikt nie zerka,
      zjada pizzę i pierogów dwa wiaderka!

      Czy naprawdę jest tak gruba, zapytacie?
      Skąd! Podoba się okropnie nam i tacie!

      Mama szczupła jest, to fakt, lecz gdy się waży,
      nagle zmienia się i rozpacz ma na twarzy.

      Powiem siostrze, niech odwróci jej uwagę,
      A ja wtedy schowam gdzieś tę głupią wagę!

      Bo to skandal i nie mogę się pogodzić z tym,
      że zamartwia mi się mama byle czym!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka