Dodaj do ulubionych

szczęśliwe dziecko

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.10, 12:21
Witam,

Chciałam poprosić chętnych o wypowiedz - przede wszysytkim Panią Ekspert - na temat dosc ogolny, i być moze dla niektorych oczywisty.. dla mnie jednak nie do końca.. -choc jestem mamą 2 dzieci - 3 latka i 4 miesiące)- tzn. po czym poznać, ze dziecko jest szczęśliwe?

Czytając to forum zauwazylam, czy nawet oglądając Supernianię (choc nie jestem fanką), ze często rodzice choć kochają dziecko, tworzą tzw normalną rodzinę, nie biją, nie krzyczą, szanują etc... mają dziecko z problemami..po czym okazuje sie, ze dziecko po prostu jest zagubione w świecie, jaki rodzice mu stworzyli, a zatem nieszczęśliwe.. a rodzice są przekonani, ze to takie dziecko im sie z problemami trafiło, bo oni przeciez je kochają i robią dla niego co mogą...

Dlatego proszę o wypowieć wszystkie mądre osoby:).
Osobiście najbardziej mnie interesuje dziecko ok 3 lat...
Obserwuj wątek
    • justyna_dabrowska Re: szczęśliwe dziecko 25.08.10, 12:32
      To może być przyczynek do szerszej dyskusji, o tym, czy istnieje cos takiego jak
      "szczęśliwy człowiek", doświadczenie i wiedza podpowiadaja mi że szczęśliwym sie
      jedynie bywa...
      To także dotyczy dzieci choc one, dzieki temu że wielu rzeczy są nieświadomie,
      latwiej zachowuja pogode ducha.
      Dlaczego o tym piszę? Bo obawiam sie stawiania sobie za cel "szcęścia dzieci".
      Gdy mamy taki cel to każde "nieszczęscie" czyli płacz, niezadowolenie jest
      katastrofą. A przeciez w życiu nie da sie uniknąc frustracji...
      Myslę że zadowolone z zycia dziecko to takie, które jest najczęsciej pogodne,
      radzi sobie z frustracjami, ma błysk w oku, jest ciekawe świata, nie boi się
      ponad miarę, jest twórcze.

      pozdrawiam
      jd
      • Gość: dimma Re: szczęśliwe dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.10, 13:40

        > To może być przyczynek do szerszej dyskusji, o tym, czy istnieje cos takiego ja
        > k
        > "szczęśliwy człowiek", doświadczenie i wiedza podpowiadaja mi że szczęśliwym si
        > e
        > jedynie bywa...

        Ja bym znow odróżniła nieszczęścia od niepowodzeń..
        mam wspaniała rodzinę, jesteśmy zdrowi, żyjemy godnie- dla mnie to szczęście, czuje sie bogata i obdarowana przez los.
        I mysle, ze takich ludzi jest sporo.

        > Dlaczego o tym piszę? Bo obawiam sie stawiania sobie za cel "szcęścia dzieci".
        > Gdy mamy taki cel to każde "nieszczęscie" czyli płacz, niezadowolenie jest
        > katastrofą.
        Płacz dziecka to nie zawsze nieszczescie, to częściej chyba niezadowolenie. Tez jestem niezadowolona, np. z polityki naszego kraju, ze 2 dni w upaly nie miałam wody, etc ale umiem to wyrazic słowami, a na pewno nie jestem przez to nieszczęśliwa.

        A przeciez w życiu nie da sie uniknąc frustracji...

        I znow -frustracja to nie nieszczescie..

        > Myslę że zadowolone z zycia dziecko to takie, które jest najczęsciej pogodne,
        > radzi sobie z frustracjami, ma błysk w oku, jest ciekawe świata, nie boi się
        > ponad miarę, jest twórcze.

        I o to chodzi- jak odróżnić dziecko nieszczęśliwe, od przezywającego codzienne górki i dołki, jakie nam- i dzieciom niesie życie? jak byc pewnym, ze samemu sie nie funduje dziecku zbędnych frustracji, których przeżycie nie jest konieczne by prawidłowo funkcjonować, w szerokim kontekscie?

        zapraszam do dalszej dyskusji :-)
      • Gość: ja Re: szczęśliwe dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.10, 19:49
        "Myslę że zadowolone z zycia dziecko to takie, które jest najczęsciej pogodne, radzi sobie z frustracjami, ma błysk w oku, jest ciekawe świata, nie boi się ponad miarę, jest twórcze. "

        w/g tego opisu to moje dziecko jest wybitnie szczęśliwe :)radzi sobie z frustracjami poprawnie, zwykle uśmiechnięte, głównie ma błysk w oku :) i nader twórcze.. :) :)


        to dobrze:):)
    • Gość: domza2 Re: szczęśliwe dziecko IP: *.rzeszow.vectranet.pl 25.08.10, 15:49
      Najgorsze ( a może wcale nienajgorsze) jest to, że o tym, czy się było
      szczęśliwym dzieckiem dowiaduje się w wieku dorosłym. Świadczą o tym związki, w
      jakie się wchodzi, funkcjonowanie w pracy, w środowisku, etc.
      Więc pytanie, czy chodzi nam o "szczęśliwe dziecko", czy o dziecko, które
      wyrośnie na szczęśliwego dorosłego ( w sensie ogólnego powodzenia, anie
      poczucia szczęścia non stop).
      Trudne zagadnienie.
      Jeśli chodzi nam o to drugie, to -jasna sprawa- że z płaczem, marudzeniem i
      buntem dziecka (które wygląda wtedy na max nieszczęśliwe) musimy sobie poradzić,
      bo to zaprocentuje później. Jeśli boimy się płaczu czy krzyku własnego dziecka.
      uciekamy przed nim, nie podejmujemy wielu kroków z obawy przed nim, to niemal
      murowane, że wychowamy nieszczęśliwego dorosłego..

      Co do superniani - hmm, ja tam nie widziałam "normalnych" szczęśliwych rodzin.
      Niektóre były totalnie dysfunkcyjne. Dzieci zyły w brudzie, chaosie, nieładzie.
      Mamusie - najczęściej tlenione, wytatuowane dowiadywały się, ze 6-latki już nie
      muszą pić z buteleczek ze smoczkami... czy to norma? dla mnie raczej nie.
      • verdana Re: szczęśliwe dziecko 25.08.10, 23:45
        Szczęśliwe? nie ma czegos takiego, jak szczęśliwe dziecko - dziecko
        może byc szczęśliwe czasem, rzadko - bo to nie jest uczucie
        pojawiające się stale, tylko w pojedynczych chwilach.
        Dziecko może być w miarę zadowolone. Nie bać się, nie mieć
        zmartwień, z ktorymi musi borykać się samo, nie być samotne, mieć
        kogoś, komu ufa. I aby być zdrowym człowiekiem czasem musi być
        zmartwione, niezadowlolone, a zdarza się,że i nieszczęśliwe. Byle
        nie za często.
        Ze szczęśliwego dziecka - szczęśliwego stale - IMO wyrosnie
        niedostosowany społecznie człowiek. Ale takich dzieci nie ma.
        • mruwa9 Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 08:04
          oj, jest. Moje dziecko (nota bene z autyzmem) moze uchodzic za
          wzorzec szczescia. Szczescie z niej po prostu kipi, to widac i to
          jest zrodlem szczescia rowniez mojego. Oczywiscie jest to stan tu i
          teraz, kto wie, co bedzie za kilkanascie lat, albo gdy nas zabraknie
          i przyjdzie dziecku wiesc zycie w domu opieki :-(
        • Gość: menodo Re: szczęśliwe dziecko IP: *.adsl.inetia.pl 26.08.10, 12:08
          > Ze szczęśliwego dziecka - szczęśliwego stale - IMO wyrosnie
          > niedostosowany społecznie człowiek. Ale takich dzieci nie ma. "

          Verdana,z Twojego wywodu wynika ze ze szczesliwych dzieci wyrastaja
          niedostosowane spolecznie dzieci,ktorych nie ma.
          To jakis absurd.
          • Gość: menodo Re: szczęśliwe dziecko IP: *.adsl.inetia.pl 26.08.10, 12:23
            Chcialam powiedziec: " Verdana,z Twojego wywodu wynika ze ze szczesliwych dzieci
            wyrastaja
            > niedostosowani spolecznie DOROSLI, ktorych nie ma.
            > To jakis absurd."
            • Gość: domza2 Re: szczęśliwe dziecko IP: *.rzeszow.vectranet.pl 26.08.10, 12:54
              Tyle absurdów ile czytania ze zrozumieniem. Otóż i egzegeza, myśle, ze Verdana
              się nie obrazi: ze szczęśliwych dzieci wyrastają niedostosowani dorośli, tyle,
              że takich dzieci raczej nie ma. Chodzi jednak o dzieci permanentnie dostające
              to, czego chcą, czyli powiedzmy "szczęśliwe".
              • Gość: menodo Re: szczęśliwe dziecko IP: *.adsl.inetia.pl 26.08.10, 13:35
                Gość portalu: domza2 napisał(a):

                > Tyle absurdów ile czytania ze zrozumieniem. Otóż i egzegeza, myśle, ze Verdana
                > się nie obrazi: ze szczęśliwych dzieci wyrastają niedostosowani dorośli, tyle,
                > że takich dzieci raczej nie ma. Chodzi jednak o dzieci permanentnie dostające
                > to, czego chcą, czyli powiedzmy "szczęśliwe".

                Jestes pewna, ze Twoja egzegeza pozbawiona jest absurdow?
              • verdana Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 15:52
                Z dziecka, które jest nieustająco szczęśliwe nie wyrosnie
                dostosowany dorosły - o to chodzi. Dziecko, ktore nie zna innych
                uczuć, albo jest tak "zaopiekowane", ze dorosli pinuja, by mu się
                nigdy nic zlego nie przydarzyło, by niczym się nie martwił, nie
                miewał poczucia winy, nie chciał czegoś, czego dostać nie moze - że
                dziecko jest nieustająco zadowolone nie ma sznans na normalną
                egzystencj e w niormalnym świecie. Bo albo jego uczucia są zaburzone
                (nie ma poczucia wstydy, zazenowania, rozczarowania sobą), albo w
                ogóle nie wie, jak radzić sobie ze zwykłym życiem.
                Ale jak już napisałam - takich dzieci na szczęście nie ma, mam
                nadzieję przynajmniej.
          • joshima Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 18:22
            Ja się zgadzam z Verdeną, a Ty chyba nie do końca ją zrozumiałaś. Dziecko stale
            szczęśliwe to takie które rodzice chronią przed jakimikolwiek frustracjami i
            niepowodzeniami. Wobec tego nie nauczy się radzić sobie z nimi samodzielnie.
            Zatem będzie nieprzystosowanym dorosłym. To tak chyba miało być zrozumiane.

            Też uważam, że szczęśliwym się bywa mimo to iż czasem miewa się frustracje,
            kłopoty i zmartwienia. Jednak jeśli człowiek zawczasu nauczy się radzić sobie z
            tym wszystkim to może bywać szczęśliwy.
            • mruwa9 Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 18:41
              A ja sie niekoniecznie z tym zgadzam. dziecko moze byc szczesliwe, a
              jednoczesnie miec chwile gorszego nastroju, smutku, zlosci,
              frustracji itd. Chodzi o wypadkowa, a nie o chwilowe odczucia tu i
              teraz. Dzieci moga byc szczesliwe, zyjac w pelnej rodzinie, z
              poczuciem stabilizacji, bezpieczenstwa, zaspokojenia swoich potrzeb
              i poczuciem, ze sie jest waznym i rozumianym przez rodzicow. To sie
              IMHO sklada na poczucie szczescia (jakkolwiek szczesliwe dziecko
              tego zwykle nie docenia, bo i nie ma porownania z inna
              rzeczywistoscia). I bycie szczesliwym nie stoi w sprzecznosci z
              odczuwaniem zlosci czy zalu, gdy brat da kuksanca, komputer padnie,
              a mama przerwie wariackie zabawy i kaze isc spac.
              • joshima Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 19:17
                mruwa9 napisała:

                > A ja sie niekoniecznie z tym zgadzam. dziecko moze byc szczesliwe, a
                > jednoczesnie miec chwile gorszego nastroju, smutku, zlosci,
                > frustracji itd. Chodzi o wypadkowa, a nie o chwilowe odczucia tu i
                > teraz.
                Ale naprawdę, kiedy targają Tobą negatywne emocje potrafisz mimo wszystko czuć
                się w tym momencie szczęśliwa? Nie wierzę.

                Ja sądzę, że szczęśliwym można być w chwilach w miarę spokojnych na przykład po
                pokonaniu jakichś problemów czy frustracji a nie cały czas.
                • verdana Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 19:42
                  Cały czas można być zadowolonym (w miarę:), nie szczęśliwym.
                  • Gość: dimma Re: szczęśliwe dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.10, 09:31
                    to moze zacznijmy od tego co kto uwaza za szczescie. Ja czuje sie
                    szczesliwa caly czas, nawet jak mi kanapka masłem na dół spada:-).
                    • alfika Re: szczęśliwe dziecko 07.09.10, 00:01
                      a gdy jesteś świadkiem czyjejś krzywdy? albo bólu?
                      a gdy jesteś bezradna wobec tego?
                      a gdy marzniesz i źle sie czujesz?
                      a gdy Twoje dziecko choruje?
                      • Gość: dimma Re: szczęśliwe dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.10, 11:30

                        > a gdy jesteś świadkiem czyjejś krzywdy? albo bólu?
                        > a gdy jesteś bezradna wobec tego?

                        weltschmerz? znam uczucie, ale nie musze byc swiadkiem, by miec swiadomosc, ze jest nezawinione cierpienie na swiecie. Tym bardziej doceniam co mam.

                        > a gdy marzniesz i źle sie czujesz
                        nie zartuj.... gdybym miala raka albo moim dzieciom grozilaby zima w nieogrzewanym mieszkaniu, to by mnie unieszczesliwilo.

                        > a gdy Twoje dziecko choruje?

                        lecze:-) umilam czas:-).ja choroby milo wspominam z dziecinstwa. nie ide do szkoly, mama zostaje w domu, mozna wiecej tv, dogadzaja z jedzeniem.. dopoki nie jest to nic powaznego, jest to element codziennosci. moge byc niezadowolona, ale znow -dopoki to przejsciowe, pomagam. z usmiechem na ustach. to dziecko cierpi/meczy sie, i nie czas na moje dąsy:-)

                        • joshima Re: szczęśliwe dziecko 07.09.10, 13:03
                          Albo koloryzujesz, albo jesteś dziwna.
                          • Gość: dimma Re: szczęśliwe dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.10, 15:29
                            No to jestem dziwna. Sama do tego doszlam po lekturze tega watku, mocno sie tym zdziwilam.

                            Wydaje mi sie, ze malo ludzi docenia co ma. a ja uwazam, ze dopoki ma sie kogos do kochania to trzeba byc wdzięcznym losowi i doceniać to. A najgorsza rzecz jaka mogę sobie wyobrazić to samotność.

                            Uzgodnijmy jeszcze definicje: Ja rozrozniam szczescie, radosc i zadowolenie. szczescie to stan trwaly, tylko rzeczy duzego kalibru moga tym zachwiać, np choroba bliskiego. a czuje to sie kazdego dnia, np jak corcia mowi do mnie "kocham Cie". radość to cos bardziej chwilowego i ulotnego. radosc z wygranej, radosc z kapieli w morzu, radosc z zabawy, ze spotkania, ze spaceru, docenili w robocie, etc.. zadowolenie? kupilam fajna bluzke, udalo sie ciasto, herbatka , książka, kocyk w zimowy wieczor.... mysle, ze w miare jak dorastamy nauczamy sie to rozróżniać. dla dziecka rzeczywiście zadowolenie= szczescie..

                            • Gość: mamajasia Re: szczęśliwe dziecko IP: 195.8.217.* 07.09.10, 15:50
                              Zgadzam sie w calej rozciaglosci z dimma.
                              mam podobne odczucia po przeczytaniu tego calego watku.
                • Gość: mamajasia Re: szczęśliwe dziecko IP: 195.8.217.* 27.08.10, 12:09

                  joshima napisała:

                  >Ale naprawdę, kiedy targają Tobą negatywne emocje potrafisz mimo
                  wszystko czuć
                  > się w tym momencie szczęśliwa? Nie wierzę.
                  >
                  > Ja sądzę, że szczęśliwym można być w chwilach w miarę spokojnych
                  na przykład po
                  > pokonaniu jakichś problemów czy frustracji a nie cały czas.

                  A ja wlasnie czuje sie szczesliwa caly czas, a kiedy targaja mna
                  negatywne emocje wowczas czuje sie niezadowolona, zla, czy tez
                  zdenerwowana. Ale to jest wlasnie przejsciowe. A stan szczescia
                  jest trwaly.

                  I zagdzam sie z ta definicja,ze szczescie to:

                  "(trwałe) zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem;
                  ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego"

                  Uwazam,ze tylko rodzice ktorzy sa szczesliwymi ludzmi, moga wychowac
                  szczesliwe dziecko, ktore bedzie kiedys szczesliwym doroslym.

                  A jesli czlowiek zyje w miare bez problemow? To wowczas moze byc
                  szczesliwy, czy nie? Bo jesli nie ma nic do pokonywania to co wtedy?
                  No i co to jest "problem"? Dla jednych to choroba dziecka, dla
                  innych brak pieniedzy a dla kogos to np. fakt,ze zabralko mu mleka
                  do kawy, albo bol glowy...

                  Dlatego uwazma,ze czlowiek labo czuje sie szczesliwy albo nie. Nie
                  ma stanow posrednich.

                  I wuazam,ze ponizszy aforyzm oddaje tez po czesci nasze podejscie do
                  zycia i szczescia:


                  "Szczęśliwi, którzy nauczyli swoje dzieci
                  cieszyć się drobnymi rzeczami."

                  Jeremias Gotthelf

                  Czasem wystarczy wlasnie umiec cieszyc sie drobiazgami i wowczas
                  jest sie szczesliwym, a jesli potrzebuje sie do odczuwania szczescia
                  pokonywania problemow czy tez przeciwnosci losu, to dla mnie
                  swiadczy to o tym, iz czlowiek nie umie byc jednak szczesliwy, tak
                  poprostu.
                  • Gość: mamajasia Re: szczęśliwe dziecko IP: 195.8.217.* 27.08.10, 12:15
                    I jeszcze jeden aforyzm, ktory jest moim zdaniem najmadrzejszym
                    jakie czytalam:

                    Do wszystkich warunków szczęścia
                    brakuje najczęściej jednego,
                    który trzeba przynieść ze sobą:
                    daru umiejętności bycia szczęśliwym.

                    Emanuel Tertheimer

                    Wlasnie o tym pisalam wczesniej,ze wielu ludzi poprostu nie umie byc
                    szczesliwymi. Zeby doswiadczyc szczescia potrzebuja wtedy wlasnie
                    pokonania problemow, trudnosci, etc. A na tym moim zdaniem szczescie
                    nie polega.
                  • joshima Re: szczęśliwe dziecko 27.08.10, 18:30
                    Gość portalu: mamajasia napisał(a):

                    > A ja wlasnie czuje sie szczesliwa caly czas, a kiedy targaja mna
                    > negatywne emocje wowczas czuje sie niezadowolona, zla, czy tez
                    > zdenerwowana.
                    I jednocześnie szczęśliwa? Dla mnie to nienormalne. Zwyczajnie w to nie wierzę.
                    Można po chwili zastanowienia powiedzieć, że ma się szczęśliwe życie, ale nie
                    sądzę, żeby dzieci to potrafiły i mogły sobie taką średnią wyciągać.

                    > A jesli czlowiek zyje w miare bez problemow? To wowczas moze byc
                    > szczesliwy, czy nie? Bo jesli nie ma nic do pokonywania to co wtedy?
                    Gdybanie. Nie ma takich ludzi.
                    • Gość: mamajasia Re: szczęśliwe dziecko IP: 195.8.217.* 28.08.10, 10:49
                      joshima napisała:

                      > Gdybanie. Nie ma takich ludzi.

                      Oczywiscie,ze kazdy ma jakies problemy, ale wlasnie o to chodzi, ze
                      kazdy ocenia ich wymiar inna miara. Tak jak napsialam dla jendych
                      porblemem jest brak mleka do kawy w domu, dla innych brak pieniedzy,
                      czy choroba, etc..
                      Ja sama naleze do "szczesliwcow", ktorzy nie maja "wiekszych'
                      problemowo, dlatego pisze ze swojej prespektywy i uwierz mi,ze sa
                      ludzie, ktorzy nie msuza pokonywac problemow by byc szczesliwymi.

                      A co do :
                      > I jednocześnie szczęśliwa? Dla mnie to nienormalne. Zwyczajnie w
                      to nie wierzę.
                      > Można po chwili zastanowienia powiedzieć, że ma się szczęśliwe
                      życie, ale nie
                      > sądzę, żeby dzieci to potrafiły i mogły sobie taką średnią
                      wyciągać.

                      Byc moze dzieci tak nie potrafia, ale w tym kontekscie pisalam o
                      ludziach doroslych. Ja jesli np. mam jakis maly problem w pracy, czy
                      posprzeczam sie z kolezanka czy mezem, nie czuje sie z tego
                      powodu "niesczesliwa". jestem w danej chwili zla. Gdbym czula sie pw
                      takich sytuacjach nieszczesliwa to dla mnie wlasnie byloby to chore.
                      • joshima Re: szczęśliwe dziecko 28.08.10, 10:57
                        Gość portalu: mamajasia napisał(a):

                        > uwierz mi,ze sa
                        > ludzie, ktorzy nie msuza pokonywac problemow by byc szczesliwymi.
                        Wierzę Ci. Czepiłaś się czegoś co źle zrozumiałaś. Ja nie twierdzę, że do
                        szczęścia konieczne jest przezwyciężenie problemu. Po prostu nie wierzę, że w
                        momencie kiedy ma się problem można jednocześnie czuć się szczęśliwym. Można się
                        nim czuć nim problem zaisnieje albo kiedy się już go pokona i wszystko wraca do
                        normalności.

                        > Byc moze dzieci tak nie potrafia, ale w tym kontekscie pisalam o
                        > ludziach doroslych.
                        A my tu w tym wątku piszemu o dzieciach i ich szczęśliwym dzieciństwie.

                        > Ja jesli np. mam jakis maly problem w pracy, czy
                        > posprzeczam sie z kolezanka czy mezem, nie czuje sie z tego
                        > powodu "niesczesliwa". jestem w danej chwili zla.
                        Ale czy jednocześnie czujesz się szczęśliwa? Rozumiem, że nie czujesz się
                        nieszczęśliwa, ale czy czujesz pełnię szczęścia? Nie wierzę.

                        Gdbym czula sie pw
                        > takich sytuacjach nieszczesliwa to dla mnie wlasnie byloby to chore.

                        Poza tym mam wrażenie, że masz jedyną słuszną definicję szczęścia i każdy kto
                        jej nie podziela nie ma prawa sądzić o sobie, że jest szczęśliwy.
                        • Gość: mamajasia Re: szczęśliwe dziecko IP: 195.8.217.* 28.08.10, 11:45
                          joshima napisała:

                          > Ale czy jednocześnie czujesz się szczęśliwa? Rozumiem, że nie
                          czujesz się
                          > nieszczęśliwa, ale czy czujesz pełnię szczęścia? Nie wierzę.

                          W sytuacjach stresowych czuje sie zla. Co nie zaburza mojego pojecia
                          szczescia ogolnego. Klotnia czy maly stres w pracy nie zakloca
                          MOJEGO poczucia szczescia i zadowolenia z zycia. To tylko
                          takie "male" pierdoły, ktorymi nie warto sobie na dluzej glowy
                          zawracac.

                          > Poza tym mam wrażenie, że masz jedyną słuszną definicję szczęścia
                          i każdy kto
                          > jej nie podziela nie ma prawa sądzić o sobie, że jest szczęśliwy.

                          Ja mysle troche jak prof. Kołakowski, ze nie ma jednej definicji
                          szczescia , bo kazdy pewnie podklada pod "szczescie" cos innego.
                          Owszem mam swoja definicje szczescia i tutaj ja opisałam, co nie
                          znaczy ,ze musi byc JEDYNA i sluszna.

                          I jescze jedno:

                          "Jak ktoś ma w głowie pojęcie szczęścia i sam siebie pyta, jak mam
                          być szczęśliwy, jak urządzić życie, co jest w życiu ważne, to
                          znaczy, że już nie jest i nigdy więcej nie będzie naprawdę
                          szczęśliwy" - prof. Kołakowski.

                          Dlatego najlepiej moim zdaniem nie pytac:)
                          I cieszyc sie drobiazgami i jak pisze Kołakowski "nie chciec zbyt
                          wiele" , bo to prosta droga do bycia nieszczesliwym.

              • Gość: j Re: szczęśliwe dziecko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.10, 16:11
                Dzieci moga byc szczesliwe, zyjac w pelnej rodzinie,...

                a w nie pełnej to już nie mogą??? wg mnie to żaden warunek.... a czasem wręcz
                przeciwnie... przykład z życia... ja wychowywana w pełnej a jakże rodzinie, ale
                zaburzonej, radzę sobie w życiu znacznie gorzej, obiektywnie, niż np. dwie moje
                koleżanki, wychowywane tylko przez matki...
                • mruwa9 Re: szczęśliwe dziecko 30.08.10, 23:07
                  Ani pelna rodzina nie jest gwarantem szczescia, ani niepelna rodzina
                  nie wyklucza szczescia. To byl tylko przyklad, jeden z elementow,
                  ktory MOZE dac dziecku poczucie bezpieczenstwa i stabilizacji, a
                  przez to, przyczynic sie do poczucia szczescia, zycia w
                  uporzadkowanym, bezpiecznym srodowisku, a nie warunek sine qua non.
                  • Gość: j. Re: szczęśliwe dziecko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.10, 13:34
                    Jeśli tak, to ok.
    • scher Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 13:35
      Gość portalu: kot napisał(a):

      > często rodzice choć kochają dziecko, tworzą tzw normalną rodzinę,
      > nie biją, nie krzyczą, szanują etc... mają dziecko z problemami

      Interesującą (i jak dla mnie bardzo przekonującą) teorię na ten temat
      stawia niemiecki psychiatra dziecięcy dr. Michael Winterhoff w
      książce "Mali tyrani".

      Twierdzi on, że przyczyną problemów z dziećmi, jakie mają coraz
      częściej wykształceni, bardzo kochający i dbający rodzice, są
      zaburzenia relacji polegające na traktowaniu po partnersku małych
      dzieci, które mają zupełnie odmienne potrzeby rozwojowe i których
      psychika przez to nie może osiągnąć stanu pełnej dojrzałości.

      Winterhoff wyróżnia trzy etapy zaburzeń relacji:
      1. Partnerstwo, czyli przymusowe wyzwalania dziecka ze stanu
      podporządkowania
      2. Projekcja, czyli rodzice podporządkowani dziecku
      3. Symbioza, czyli kiedy psychika rodzica i dziecka łączą się w jedną
      całość.
      • Gość: menodo Re: szczęśliwe dziecko IP: *.adsl.inetia.pl 26.08.10, 13:56
        Scher, zgoda, ale pamietaj, ze przytaczasz autora niemieckiego. Swiatli Niemcy
        po II wojnie odcieli sie od "wychowania pruskiego" zajezdzajacego
        autoryzmem.Moze popelnili jakies bledy, ale czesc im i chwala za to, ze obecnie
        sa - mowie o mainstreamie- "poprawni politycznie".
        Nijak sie to ma do wychowania mlodych Polakow. W Polsce, po latach autorytaryzmu
        nastapila epoka niczym nieskrepowanego liberalizmu - i to rzeczywiscie jest dramat.
        • scher Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 15:13
          Gość portalu: menodo napisał(a):

          > Niemcy po II wojnie odcieli sie od "wychowania pruskiego"
          > zajezdzajacego autoryzmem.
          > obecnie sa - mowie o mainstreamie- "poprawni politycznie".

          > W Polsce, po latach autorytaryzmu nastapila epoka niczym
          > nieskrepowanego liberalizmu

          To gdzie widzisz różnice między Polską, a Niemcami, bo nie załapałem toku twojego rozumowania?
          • Gość: menodo Re: szczęśliwe dziecko IP: *.adsl.inetia.pl 26.08.10, 15:36
            > To gdzie widzisz różnice między Polską, a Niemcami, bo nie załapałem toku twoje
            > go rozumowania?
            >
            No jakis zloty srodek chcialabyn gdzies tu znalezc:)
    • jotde3 Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 19:03
      po czym poznać
      > , ze dziecko jest szczęśliwe?

      szcęście z wikipedi w/g najbardziej pasującej definicja do
      intencji autorki to" zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i
      optymizmem; ocena własnego życia jako udanego, wartościowego,
      sensownego "
      prócz pogody duch i optymizmu trudno o tym mówić w wypadku małego
      dziecka . wiec przykrawając to na miare dziecka można powiedzieć że
      jeśli jest pogodne i z chęcią podchodzi wyzwań i zadań to jest
      szczęśliwe .
      • zielonatosia Re: szczęśliwe dziecko 26.08.10, 20:12
        napiszę truizm ale tylko szczęśliwy i zadowolony człowiek jest w stanie wychować
        w miarę szczęśliwe dziecko. Ja traktuję pojęcie szczęścia jako pojęcie
        dynamiczne, zmieniające się i zależne od danego momentu życia. To czy dziecko
        jest/było szczęśliwe nie da się stwierdzić tylko na podstawie odczucia tu i
        teraz. To pojęcie szersze i tylko chyba dorosły jest w stanie stwierdzić, czy
        miał czy był "w miarę szczęśliwym dzieckiem. Ponoć nie ma idealnych rodziców,
        nie można być zawsze i bezapelacyjnie szczęśliwym. Można się zastanawiać jak
        wychować dziecko nie popełniając większych błędów wychowawczych:)
        Swoją drogą frustracja, gniew , strach to naturalne odczucia jakich doświadcza
        dziecko, ważne by te uczucia uczyły a nie były destrukcyjne. Uważam też, że
        można wychować "w miarę" szczęśliwe dziecko, które będzie dostosowane
        społecznie. Jak - trzeba kochać mądrze, zachęcać do rozwoju, uczyć mądrych
        wyborów, pozwolić odejść kiedy przejdzie na to czas.
        • joa66 tak sobie do poczytania 26.08.10, 22:33
          " Na istnienie szczęścia są empiryczne dowody. Każdy panu powie,
          czy jest dziś równie szczęśliwy jak wczoraj. Z faktu, że coś trudno
          uchwycić i opisać, nie wynika jeszcze, że to nie istnieje
          .

          To by był dowód, że istnieje brak szczęścia. Ale gdybym jednak
          chciał się z panem zgodzić, że szczęście istnieje, to powiedziałbym,
          że jest to życie dziecka gdzieś do piątego roku w naprawdę
          kochającej go rodzinie wolnej w tym czasie od jakichś wielkich
          nieszczęść
          ."

          fragment wywiadu z Kołakowskim

          www.polityka.pl/spoleczenstwo/niezbednikinteligenta/11583,1,rozmowa-z-prof-leszkiem-kolakowskim-filozofem.read


          • justyna_dabrowska Re: tak sobie do poczytania 31.08.10, 12:20
            W tej dyskusji jest naprawdę bardzo wazna definicja, jak rozumiemy to słowo,
            czym dla nas jest "szczescie dziecka"? Sądzę że ono jest czyms innym niż
            "szczęście dorosłego" bo dorosły ma inną perspektywę i na to jak sie czuje
            wpływa w duzym stopniu to jak mysli, dziecko przeżywa świat w sposób o wiele
            bardziej zmysłowy i bezpośredni...więc definicja z Wiki nie bardzo sie stosuje
            do dziecki, które nie oceniają...mówimy tez o "poczuciu szczęscia" czyli czymś
            bardzo subiektywnym (polecam rozmowę z profesorem Mikołejko w ostatnich Wysokich
            Obcasach)- każdy z nas ma inną - wewnętrzną - miarę która to poczucie mierzy...

            dla mnie osobiście "szczęście" to słowo dużego kalibru, ale na własny uzytek
            definiuję je zgodnie z Demokrytem jako "harmonię i wewnętrzny spokój".
            Doświadczam tego tylko momentami, najczęsciej w chwilach przezywania jedności z
            przyrodą albo z bliską mi osobą.

            kiedy myslę o małych dzieciach uzywam raczej sformułowań typu : zadowolone z
            zycia, pogodne, radosne

            pozdr

            just
            • mskaiq Re: tak sobie do poczytania 04.09.10, 15:28
              justyna_dabrowska napisała:
              > Doświadczam tego tylko momentami, najczęsciej w chwilach przezywania jedności z
              > przyrodą albo z bliską mi osobą.
              Mysle ze milosc, to uczucie zawsze przynosi harmonie i wewnetrzny spokoj. Im wiecej
              rzeczy i ludzi potrafimy kochac tym bardziej jestesmy szczesliwi.
              Wedlug mnie dotyczy to i dzieci jak i doroslych.
              Serdeczne pozdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka